Są takie książki, o których jest głośno – czasami bezpodstawnie, czasami te podstawy są dość solidne. Są również takie książki, po których człowiek zaczyna podejrzliwie patrzeć na morze. Niby zwykła plaża, trochę piasku, mewy, Bałtyk i ten charakterystyczny nadmorski wiatr, który potrafi przewiać człowieka na wskroś. A jednak po przeczytaniu Czerwieni Małgorzaty Oliwii Sobczak trudno nie pomyśleć, że polskie morze ma w sobie coś wyjątkowo niepokojącego. Zwłaszcza kiedy z wody wypływają zwłoki. Zwłaszcza, że za tę kolorową serię i książkę zabierałam się już naprawdę dość dawno i o wiele za długo.
Jest kwiecień 1996 roku. Nad sopockim morzem kłębią się chmury, przez które tylko czasem przedziera się czerwone słońce. Spowite krwistym kolorem morze wyrzuca na brzeg ciało kobiety. Monika była córką lokalnej sędzi – Heleny Boguckiej. Miała w sobie coś takiego, że nie dało się oderwać od niej wzroku. Od tamtej zbrodni mija 17 lat. Miastem wstrząsa kolejne morderstwo. Okaleczenia na twarzy ofiary wskazują na tego samego sprawcę. Widać, że przez lata jego ruchy stały się bardziej precyzyjne, jego koncepcja dopracowana. A może doczekał się swojego naśladowcy? Jest jeszcze jedno – ofiary są do siebie łudząco podobne. Dlaczego, mimo wielu poszlak, kilkanaście lat temu nikt nie chciał doprowadzić sprawy do końca? opis wydawcy
Czerwień to pierwszy tom cyklu i jednocześnie kryminał, za który postanowiłam się zabrać już dość dawno, a jednocześnie bardzo sprawnie pokazuje, że przeszłość ma paskudny zwyczaj wracania wtedy, kiedy wszyscy najchętniej uznaliby ją za zamknięty rozdział. Sobczak nie próbuje na siłę wymyślać gatunku od nowa. Nie robi z prokuratora filozofa egzystencjalnego, nie zasypuje czytelnika pięćdziesięcioma bohaterami, z których każdy ma traumę większą od poprzedniego, i nie każe nam rozwiązywać zagadki za pomocą fragmentu kodu znalezionego na odwrocie obrazu z XVII wieku. Zamiast tego dostajemy dobrze skonstruowane śledztwo, dwie osie czasowe i coraz więcej elementów układanki. Sobczak dobrze pokazuje, że nierozwiązana zbrodnia nie znika tylko dlatego, że dokumenty lądują w archiwum. Ludzie zapominają, zmieniają nazwiska, zawierają małżeństwa, robią kariery, przeprowadzają się i zaczynają nowe życie. Tyle że tajemnice mają wyjątkowo dobrą pamięć. Czasami nawet lepszą niż ich właściciele.
Jak w ogóle można mieć jakąkolwiek nadzieją po tym, jak zobaczyło się własną córkę w takim stanie? Bez włosów, bez ust, rozprutą jak lalka. Jak można mieć nadzieję? A jednak wiara, że to wszystko jest okrutnym snem, z którego Helena zaraz się obudzi, nie mijała.
Najbardziej podobało mi się to, że Czerwień nie opiera się wyłącznie na pytaniu „kto zabił?”. To byłoby zdecydowanie zbyt proste. Znacznie ciekawsze okazuje się pytanie: dlaczego sprawa sprzed lat została właściwie pozostawiona samej sobie? I co musiało się wydarzyć, żeby po siedemnastu latach ktoś ponownie otworzył drzwi, które najwyraźniej bardzo długo pozostawały zamknięte? W tym miejscu powieść zaczyna przypominać najlepsze kryminały skandynawskie. Jest chłodno, ponuro i momentami bardzo duszno, mimo że akcja rozgrywa się nad morzem. Trochę jak u Camilli Läckberg – małe społeczności, stare sekrety, pozornie uporządkowane życie i świadomość, że pod powierzchnią coś gnije. Z kolei sposób, w jaki autorka prowadzi śledztwo, może przywodzić na myśl Jo Nesbø: przeszłość nie jest tutaj dekoracją, lecz pełnoprawnym bohaterem historii. I właśnie przeszłość jest jednym z najmocniejszych punktów tej książki.
Choć materiał zebrany wcześniej przez policjantów wydawał się wyczerpujący, Bilski lubił spotykać się ze świadkami sam. Z mimiki, gestów i tembru głosu można czasem wyczytać znacznie więcej niż z suchych faktów. Podejście psychologiczne - to było jego zawodowe motto.
Czerwień jest książką, która czytałam z wielką przyjemnością, a na tle szarego i chłodnego nadmorskiego klimatu pełnego tajemnic szczególnie dobrze wypadają postacie, które nie dają się łatwo zaszufladkować jako „dobre” albo „złe”. Autorka lubi zostawiać między tymi dwoma biegunami całkiem sporo miejsca na szarość. I bardzo dobrze, bo w kryminale najbardziej interesujący bywają przecież nie ci, których można od razu rozgryźć, ale ci, przy których człowiek co chwilę zmienia zdanie. i na czele są dość barwni język podporządkowany opowieści – płynny, obrazowy i przede wszystkim sprawnie prowadzący przez kolejne tropy. Dzięki temu książkę czyta się szybko, a kolejne strony znikają trochę zbyt łatwo.
Największą siłą Czerwieni jest chyba właśnie połączenie tej prostoty z atmosferą. To nie jest kryminał, który chce udowodnić, że jest arcydziełem. Po prostu chce opowiedzieć dobrą, mroczną historię. I robi to na tyle skutecznie, że po zakończeniu zostaje nie tylko rozwiązanie zagadki, ale też kilka pytań o to, jak długo można uciekać przed własną przeszłością. Osobiście chętnie sięgnę po kolejne tomy Kolorów zła, a także serial na podstawie książki. Polecam!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy komentarz :)