Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lipca 2026

"Droga krwi" Marek Krajewski

Tytuł: Droga krwi
Autor: Marek Krajewski
Cykl: Seria wałbrzyska
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 480
Ocena: 5/6


Uczyniłem w życiu więcej zła niż dobra. A taki człowiek jest niewiele wart. Powiem straszniej. Taki człowiek jest już za życia ścierwem. Ścierwem i padliną.



W książkach Marka Krajewskiego zaczytywałam się w liceum, w czasie początków tego bloga. To właśnie wtedy trafiłam na Erynie czy Festung Breslau zaczytując się w historiach umieszczonych w przedwojennym Wrocławiu, w którym wtedy mieszkałam. Przez lata miłość do twórczości Marka Krajewskiego pozostała, a książki mistrza kryminału retro zajmują szczególne miejsce w moim serduszku. Dlatego niezmiernie ucieszyłam się kiedy dowiedziałam się o nowej serii pisarza i od razu miałam okazję zdobyć i przeczytać Drogę krwi! Zapraszam na recenzję!

Tym razem opuszczamy dobrze znane ulice przedwojennego Wrocławia i przenosimy się do Wałbrzycha oraz jego okolic. Wałbrzych w wydaniu Krajewskiego w Drodze krwi nie jest jedynie tłem wydarzeń. To pełnoprawny bohater powieści – surowy, nieprzystępny, chwilami wręcz duszny. Autor z niezwykłą precyzją odtwarza klimat miasta, jego topografię, społeczne napięcia i codzienność mieszkańców. Nie ma tu pocztówkowych widoków ani romantyzowania przeszłości. Jest brud, bieda, kopalnie, strach i ludzie próbujący przetrwać w świecie, który nikogo nie rozpieszcza. W tym są znalezione brutalnie zamordowane ciała dwojga kochanków. A do tego ucieczka gangu groźnych więźniarek zwanych Wilczycami, przemyt eteru, a do tego młody adept psychiatrii Herbert Anwaldt, który od razu po przyjeździe w nieznane mu rejony zostaje wciągnięty w wir wydarzeń i w problemy górniczego, górskiego terenu. 

Po okolicznych wsiach szeptano, że przemytniczki wstąpiły na drogę krwi. Zaczęto śpiewać piosenki o Wilczycach kastrujących bandytów. O kobietach, które nie pozwalają na niesprawiedliwość. Od tego był już tylko jeden krok, by miejscowa ludność wykreowała je w swej wyobraźni na obrończynie biedaków. W Górach Wałbrzyskich zaczęła wykluwać się legenda.

Droga krwi to książka, którą  chciałam pochłonąć jak najszybciej, żeby poznać zakończenie, ale jednocześnie chciałam się nią delektować bez końca. Mam też wrażenie, że w ramach początku nowego cyklu autor siłą rzeczy poświęca sporo miejsca na przedstawienie bohaterów i świata. W żadnym wypadku nie odbieram tego jako wadę, ale jestem przekonana, że kolejne tomy będą mogły pozwolić sobie na jeszcze większy rozmach, skoro fundament został już solidnie zbudowany. Zdecydowanie największą siłą Drogi krwi pozostaje jednak klimat, który Marek Krajewski potrafi stworzyć bezbłędnie, a tutaj po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem literackiej atmosfery. Potrafi sprawić, że czytelnik niemal słyszy stukot końskich kopyt na brukowanych ulicach, czuje zapach kopalnianego pyłu i instynktownie ogląda się za siebie, kiedy zapada zmrok. To umiejętność, której nie da się wyuczyć z podręczników kreatywnego pisania. To trzeba umieć, a Krajewski jest w tym mistrzem.

Eberhard Mock był człowiekiem światłocienia, w którym jasne światło dobra i porządku czasem przyćmiewał mrok zła i chaosu. O ile można by w ten sposób określić pracę każdego policjanta - bo przecież stróże prawa nieustannie ocierają się o brud świata, który usiłują oczyścić - to w wypadku Mocka owo ocieranie się było dobrowolne, a co więcej, uznawał je za słuszne i konieczne.

Droga krwi nie próbuje na siłę zaskakiwać formalnymi eksperymentami ani udowadniać, że kryminał musi być dziś czymś więcej niż kryminałem. To po prostu bardzo dobrze napisana powieść retro, oparta na świetnym researchu, wiarygodnych bohaterach i konsekwentnie budowanym napięciu. Jak dla mnie – po prostu twórczość Krajewskiego w najlepszym wydaniu. Tęskno mi trochę do Wrocławia, momentami ciężko było mi się przełączyć między rozdziałami, ale nie zmienia to faktu, że jest to klasa sama w sobie – myślę, że mieszkańcom Wałbrzycha i okolic może bardziej przypaść do gustu. Nie mogę się doczekać kolejnych części tej serii.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Znak

środa, 24 czerwca 2026

"Bajtel" Magdalena Majcher

Tytuł:  Bajtel
Autor: Magdalena Majcher
Cykl: Kryminalny Śląsk
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: W.A.B.
Czyta: Anna Dereszowska
Długość: 9 godzin 26 minut
Ocena: 5/6


Czy można sobie wyobrazić gorszą stratę, większy ból niż ten spowodowany śmiercią dziecka? Cały świat staje na głowie, porządek życia zostaje odwrócony.



Pamiętam przełom lat ‘90/’00. To w 2000 roku zaczynałam szkołę podstawową, pamiętam obchody wchodzenia w nowe milenium, powódź tysiąclecia, gumy Donald i Turbo, szarość bloków i Kwaśniewskiego jako prezydenta. Byłam dzieckiem urodzonym w ‘93, w którym do dzisiaj płynie śląska krew, ale wtedy nie miało pojęcia co się dzieje na świecie. Byłam dzieckiem niewiele młodszym niż bohaterowie książki autorstwa Magdaleny Macher pt. Bajtel inicjującej serię Kryminalny Śląsk. Może właśnie dlatego sięgnęłam po tę pozycję?

Rok 1998. W Szopienicach – zaniedbanej i uważanej za patologiczną dzielnicy – znika dziecko. Ciało dziewczynki zostaje znalezione w pobliskim stawie. Wszystko wskazuje na morderstwo, a podejrzenia dość szybko padają na jej wujka. Borys Dyrda, doświadczony dziennikarz rozpoczyna śledztwo. Badając sprawę, odkrywa, że w przeszłości bez wieści przepadło kilka dziewczynek. Wszystkie zaginęły w niewielkiej odległości od domu, w okresie jesienno-zimowym, kiedy na zewnątrz szybko robi się ciemno. Każda z nich dorastała w śląskich dzielnicach biedy. Dziennikarz dociera do ludzi, którym miejsce urodzenia odebrało szanse na równy start, a alkohol, bezrobocie, przemoc i bieda stępiły najbardziej podstawowe ludzkie odruchy, w tym troskę o własne dzieci.                                                                                       opis wydawcy

Bajtel to książka, której byłam bardzo ciekawa – wybrałam audiobooka i przepadłam w nim do samego końca, a złożyło się na to wiele czynników. Przede wszystkim sam pomysł na fabułę, której osią jest seria zaginięć dziewczynek, które przed laty miały miejsce na Śląsku, a co ciekawe – autorka swój pomysł oparła na autentycznych wydarzeniach, które stały się inspiracją do tej powieści, chociaż tylko kanwą do fabularnej powieści. W moim odczuciu autorka bardzo sprawnie łączy fikcję literacką z prawdziwymi wydarzeniami. Ponadto klimat Śląska – Górnego, tego czarnego. Co prawda pochodzę z jego obrzeży, ale moim zdaniem oddała ten klimat naprawdę wyśmienicie, łącznie ze śląskim będącym podstawowym językiem komunikacji mieszkańców Szopienic. Podczas lektury zwróciłam również uwagę, jak trafnie autorka ujęła realia życia tamtych czasów nie tylko na Śląsku – mąż na szychcie w grubie (na zmianie w kopalni), często pijany, kilkoro bajtli (dzieci) do wykarmienia, szarość rzeczywistości. Majcher tworzy bohaterów i przygląda się im próbując zrozumieć ich rozpacz, ból, rzeczywistość, a jednocześnie wyraźnie pokazuje, że to co spotkało śląskie rodziny, może przydarzyć się każdemu, bez względu na profesję czy status materialny. No i ci bohaterowie są do krwi prawdziwi, bez filtra i pudru, wybrudzeni sadzą z kopalń. Autorka świetnie pokazuje w książce mentalność końca lat 90  –  Im mniej chłop wie, tym słabiej bije. No dialogi w języku śląskim – miód na moje uszy. Akcja tej książki, mogłaby się toczyć bardziej wartko i intensywnie, ale nie można mieć wszystkiego. W moim odczuciu książka jest napisana naprawdę w sposób, który wciąga i pochłania już od pierwszych stron. Język jest barwny, ale jednocześnie naturalny (zwłaszcza dla mnie - dziewczyny ze Śląska), dzięki czemu łatwo zanurzyć się w opowieści i poczuć atmosferę przedstawionego świata. 

Mężczyzna próbował się wtopić w tłum, wsłuchać się w jego głos, stać się jednym z mieszkańców, chociaż wiedział, że to ostatnie jest akurat z góry skazane na porażkę. W takich miejscach zawsze są swoi i obcy.

Bajtel to w moim odczuciu książka zdecydowanie warta polecenia! Jest to bardziej powieść obyczajowa, aniżeli kryminał, ale w tym wszystkim historia z tych bardziej życiowych i poruszających. Osobiście z wielką przyjemnością sięgnę po kolejne tomy Kryminalnego Śląska, a także po inne książki Magdaleny Majcher. Mimo że nie jest to taki klasyczny kryminał, a raczej powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym, uważam, że jest to książka zdecydowanie warta przeczytania, zwłaszcza przez miłośników Śląska. Zdecydowanie miło spędzony czas. 

sobota, 20 czerwca 2026

"Wymazani z pamięci" Piotr Borlik

Tytuł: Wymazani z pamięci
Autor: Piotr Borlik
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Marcin Popczyński
Długość: 8 godz. 57 min.
Ocena:  4.5/6


Ludzie zazwyczaj odwracali wzrok, gdy wyrządzano krzywdę bezbronnemu dziecku.





Są takie książki, które zaczynają się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie tylko rośnie. Po dwóch książkach Piotra Borlika z chęcią zabrałam się za Wymazanych z pamięci spodziewając się książki właśnie do tej kategorii. Autor bierze pomysł, który sam w sobie jest wystarczająco niepokojący, by wywołać gęsią skórkę, a następnie dokręca śrubę tak skutecznie, że czytelnik łapie się na tym, że każdy podejrzany cień w mieszkaniu nagle wydaje się odrobinę bardziej złowrogi.

Gdańska policja otrzymuje zgłoszenie o grupie błąkających się po ulicy dzieci w identycznych ubraniach. Okazuje się, że wszystkie były od dawna poszukiwane, ale poza tym nic ich nie łączy – są w różnym wieku, zaginęły w różnym czasie, w różnych miejscach i w różnych okolicznościach, które wciąż pozostają dla policji nierozwiązaną zagadką. Dzieci zgodnie twierdzą, że od czasu porwania nic nie pamiętają. Początkowa euforia rodziców powoli zmienia się w podejrzliwość i nieufność wobec odzyskanych dzieci – zmienionych, zupełnie nieprzypominających niewinnych pociech sprzed lat. Wkrótce wyłania się kolejna okoliczność: wszystkie panicznie boją się ciemności.                                                                                                                opis wydawcy

Wymazani z pamięci to moja trzecia książka autorstwa Piotra Borlika, jaką miałam przyjemność czytać. Tak, naprawdę to po prostu pochłonęłam audiobooka. Autor bardzo szybko przesuwa ciężar opowieści z klasycznego śledztwa na coś bardziej nieuchwytnego – na psychologię straty, która nie kończy się w momencie odnalezienia. Bo co, jeśli powrót dziecka nie jest zakończeniem koszmaru, tylko jego nową wersją? Autor konsekwentnie rozbija tu prostą logikę „zaginiony–odnaleziony–szczęśliwe zakończenie”. Zamiast tego dostajemy napięcie, które nie rozładowuje się nawet wtedy, gdy fakty zaczynają się układać. Od samego początki, kiedy zaczęłam wgłębiać się w tę lekturę moją uwagę przykuło podobieństwo do Zbawcy Krystiana Stolarza. Obie historie korzystają z podobnego motywu, eksplorując skutki traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa i ich wpływ na późniejsze losy bohaterów. Zbawcę czytałam wcześniej, mimo że została wydana 4 lata po Wymazanych z pamięci stąd moje skojarzenia. Jednak nie jest to żaden zarzut, bo obydwie książki wypadają naprawdę świetnie, a ponadto miło było obserwować, jak różni autorzy interpretują podobne motywy. 

Język i styl pisarski autora w Wymazanych z pamięci konsekwentnie buduje napięcie nie poprzez widowiskowe zwroty akcji, ale przez precyzyjnie dozowane niedopowiedzenia. Całość nie jest zbyt skomplikowana, ale nader obrazowa i umiejętnie dawkująca napięcie. Zdania nie pędzą na złamanie karku, tylko zatrzymują się tam, gdzie trzeba, zostawiając czytelnikowi przestrzeń na dopowiedzenie sobie reszty. Borlik dość dobrze operuje rytmem narracji – przeplata krótsze, dynamiczne fragmenty z dłuższymi, bardziej refleksyjnymi opisami, co sprawia, że opowieść ma swój naturalny oddech, a jednocześnie nie traci napięcia. Kolejnym mocnym elementem są postacie, które realnie dźwigają emocjonalny ciężar historii. Śledczy nie są tu jednowymiarowymi tropicielami prawdy – każdy z nich wnosi własny bagaż doświadczeń, który wpływa na sposób postrzegania sprawy. Podobnie rodziny dzieci oraz same odnalezione osoby zostały pokazane z dużą dbałością o psychologiczne niuanse. Zamiast prostych reakcji dostajemy całą gamę sprzecznych emocji: ulgę miesza się z nieufnością, radość z lękiem, a bliskość z poczuciem obcości. 

W moim odczuciu jako psychologa niezwykle ważnym i mocnym elementem Wymazanych z pamięci jest właśnie temat traumy dziecięcej i jej konsekwencji w dorosłym życiu. Piotr Borlik pokazuje, że pewnych ran nie da się po prostu zakleić plastrem i udawać, że problem zniknął. Przeszłość potrafi wracać wtedy, gdy najmniej się jej spodziewamy, a dziecięce doświadczenia mogą odcisnąć piętno na całym dalszym życiu. Autor porusza ten temat wyjątkowo umiejętnie, unikając jednocześnie taniej sensacji czy przesadnego dramatyzmu, a naprawdę mocno skupiając się na psychologicznym aspekcie.

Podsumowując już – Wymazani z pamięci to książka zdecydowanie warta przeczytania i polecenia. Po tej powieści spodziewałam się większego zaskoczenia na finiszu, zrzucenia bomby, a całość jednak zakończyła dość łagodnie. W moim odczuciu Boska proporcja Piotra Borlika wypadła nieco lepiej, jednak nie zmienia to faktu, że z wielką przyjemnością sięgnę po inne książki autora. 

niedziela, 14 czerwca 2026

"Najgorsze dopiero nadejdzie" Robert Małecki

Tytuł: Najgorsze dopiero nadejdzie
Autor: Robert Małecki
Cykl: Marek Bener
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Ilość stron: 360
Ocena: 1.5/6

(...) zła, które ten facet wyrządził, w żaden sposób nie da się wymazać i zaszpachlować dobrem. Możesz udawać, że wygładziłeś ścianę, ale rysa zawsze w niej będzie. 



Któregoś razy krążąc po terenie „mojej” filii MOPS-u natrafiłam na okoliczną filię biblioteki miejskiej – po zmianie spontanicznie tam weszłam szukając jakiejś książki, która umili mi podróż powrotną do domy (45 minut autobusem). Moje kroki pokierowały się oczywiście do regałów z literaturą kryminalną, a moją uwagę przykuł pierwszy tom cyklu o Marku Benerze autorstwa Roberta Małeckiego, a jednocześnie debiut autora pt. Najgorsze dopiero nadejdzie. Wracając do domu zabrałam się za lekturę, książka już dawno przeczytana, więc zapraszam na recenzję!

Marek Bener miał niemal wszystko. Kochającą żonę Agatę, nieskazitelną reputację i plany na przyszłość. Trzy lata temu jego życie zamieniło się w piekło, kiedy ciężarna żona niespodziewanie zaginęła. Od tamtej pory Marek stacza się w otchłań rozpaczy. Do momentu, gdy dostaje propozycję przeprowadzenia ostatniego dziennikarskiego śledztwa. Z podjęciem decyzji nie waha się ani chwili. Sprawa jednak znacznie wykracza poza typowe medialne zlecenie. Toruniem wstrząsa seria niepokojących wypadków. Na domiar złego zwłoki odnalezione w zgliszczach spalonego domu należą do dawnego przyjaciela Benera, a Marek odkrywa, że w śmierć może być zamieszana kobieta, przez którą zerwali przyjaźń lata temu. Prawdziwy dramat jednak dopiero na niego czyha, dziennikarza prześladuje od dawna jedno zdanie: najgorsze dopiero nadejdzie. Czy Benerowi uda się otrząsnąć z kilkuletniej apatii i dotrzeć do korzeni zła?                                                                                                                                                                  opis wydawcy

Sięgając po Najgorsze dopiero nadejdzie spodziewałam się ciekawej (może nie wybitnej, ale chociaż całkiem przyzwoitej) lektury kryminalnej. Wiedząc, że to debiut nie oczekiwałam żadnego literackiego objawienia, ale liczyłam na ciekawą zagadkę, wyraziste postacie i fabułę, która zmusi mnie do przewracania kolejnych stron. Niestety już po kilkudziesięciu stronach zaczęłam podejrzewać, że tytuł jest jedynym naprawdę trafnym elementem tej książki. Najgorsze dopiero nadejdzie – wraz z każdym kolejnym rozdziałem. Główny bohater, Marek Bener, jest detektywem, jakich wielu w literaturze – niedogolony, zgorzkniały, świeżo po traumatycznych przeżyciach, a w tym wszystkim popada w apatię i autodestrukcyjne zachowania. Samo w sobie nie byłoby to jeszcze jakąś wielką wadą, gdyby autor potrafił nadać mu choć odrobinę charyzmy, poczucie misji naprawiania świata czy chociaż trochę ironii albo humoru. Tymczasem Bener jest tak interesujący, jak trzygodzinne szkolenie BHP prowadzone przez najnudniejszego prowadzącego. Trudno mu kibicować, trudno się nim przejmować, a jeszcze trudniej spędzić z nim ponad trzysta stron powieści – czasami naprawdę miałam problem przebrnąć przez tę książkę i doczytać ją do końca. Nie pomaga tutaj intryga kryminalna, która również nie zachwyca. Jest rozwleczona, momentami chaotyczna i zbyt mało błyskotliwa. Wielokrotnie miałam wrażenie, że autor próbuje sztucznie komplikować wydarzenia, aby ukryć fakt, że rdzeń historii jest zwyczajnie przeciętny. Zaskoczenie? Owszem, pojawia się. Głównie wtedy, gdy czytelnik odkrywa, że po kolejnych pięćdziesięciu stronach nadal niewiele się wydarzyło. Chociaż – czy to jeszcze zaskoczenie? Nawet nad stylem pisarskim nie ma co się zachwycać – całość jest napisana w sposób poprawny,  opisy bywają rozwlekłe, a dialogi często brzmią nader sztucznie. Problem polega na tym, że poprawność to zdecydowanie za mało, by utrzymać uwagę przez 360 stron.

Nigdy nie wiesz o sobie wszystkiego. Nigdy, dopóki nie staniesz na krawędzi i nie zrobisz czegoś, do czego - jak sądzisz - nie byłbyś zdolny, a co w konsekwencji zmienia cię na zawsze.

Najgorsze dopiero nadejdzie to książka dość słaba, lecz nie jest do cna beznadziejna, dlatego właśnie otrzymuje 1.5 punktu zamiast jednego. Widać, że autor miał pomysł na stworzenie mrocznego kryminału. Problem w tym, że od pomysłu do wykonania jest trochę drogi do pokonania. Rozumiem, że jest to debiut, jednak w moim odczuciu strasznie rozwleczony i zwyczajnie nudny. Kryminał bez emocji, bohater bez charyzmy i zagadka, która nie wynagradza czasu poświęconego na jej śledzenie. Czy sięgnę po kontynuację serii? Nie mam pojęcia. Nie ciągnie mnie. Chociaż z chęcią poznam inne książki Roberta Małeckiego, bo wydał ich dość sporo. 

sobota, 16 maja 2026

"Pomsta" Maciej Kaźmierczak

Tytuł: Pomsta
Tytuł: Maciej Kaźmierczak
Cykl: Robert Foks
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 432
Ocena: 1.5/6

Gdyby policji udawało się znaleźć kogoś tylko dlatego, że wie, jak wygląda twarz sprawcy, to świat byłby piękniejszy. Albo wręcz przeciwnie. Zależy, do czego ta wiedza byłaby ostatecznie wykorzystywana.




O twórczości Macieja Kaźmierczaka czytałam w otchłaniach Internetu już jakiś czas temu, a opisy jego książek zaciekawiły mnie na tyle, że postanowiłam sprawdzić o co ten cały szum. Mój wybór padł w ciemno na pierwszy tom serii o z komisarzem Robertem Foksem w roli głównej, a jego tytuł to Pomsta. Zapraszam na recenzję!

Kto i dlaczego zabija pochodzące z bogatych domów nastolatki? Jaki udział ma w tym warszawska mafia, dilerzy narkotyków i handlarze ludźmi?

Warszawa, Złote Tarasy. Młoda dziewczyna zostaje dźgnięta nożem i wyrzucona przez barierki. Komisarz Robert Foks jest przekonany, że ta niecodzienna egzekucja to dopiero początek. Wkrótce dostaje informację o zaginięciu córki swojego byłego partnera, a to oznacza, że zaczął się wyścig z czasem. Gdy pojawia się kolejna ofiara, sprawy zaczynają się komplikować jeszcze bardziej. Morderca postanawia pogrążyć komisarza i wplątać go w kolejną zbrodnię. Robert Foks, bezkompromisowy warszawski glina, już wie, że aby schwytać seryjnego mordercę, będzie musiał złamać wiele zasad.                                                                                                                                                            opis wydawcy
Pomsta to pozycja, której byłam zwyczajnie ciekawa, ale bez żadnych większych oczekiwań, po prostu chciałam poznać twórczość nowego autora. Za rozpoczęcie tej lektury zbierałam się chyba trzy razy – albo mi coś czytnik zastrajkował, albo nie wzięłam czytnika do komunikacji miejskiej, albo zwyczajnie wydarzyło się coś innego. Z ciekawością zaczęłam czytać i w sumie skończyłam bardzo szybko, ale z dość sporym niedosytem. Niby nie oczekiwałam nie wiadomo czego, ale cała książka wydała mi jakaś taka… sztampowa. Powieść kryminalna jakich wiele. Połamany glina z mroczną przeszłością, który po trupach próbuje rozwikłać sprawę, morderca, który próbuje się w jakiś sposób odegrać na komisarzu – motyw stary jak świat i wielokrotnie wałkowany w kryminałach. No po prostu to brzmi jak zbyt często odgrzewany kotlet. W moim odczuciu w Pomście nie ma niczego nowego czy odkrywczego, niczego co by mnie zafascynowało, urzekło czy zaciekawiło – zabrakło czegoś niebanalnego, odkrywczego, a także intrygi, napięcia czy jakiś nietuzinkowych bohaterów. Fakt, autor miał jakiś tam pomysł – fakt nieco powtarzalny i sztampowy, ale miał, a do tego próbował na mroczny klimat i próbował stworzyć historię o konsekwencjach nienawiści czy obsesji. Jest kilka scen rzeczywiście buduje napięcie i pokazuje potencjał tkwiący w tej opowieści. Pojawiają się momenty, w których czytelnik może poczuć emocje bohaterów i zainteresować się ich losem. Są takie fragmenty, ale jednak problem polega jednak na tym, że jest ich zdecydowanie zbyt mało, by uratować całość.

Pomsta to książka, którą się rozczarowałam, mimo tego, że nie miałam względem niej jakiś wielkich oczekiwań. Sztampowe postacie, szablonowy pomysł na fabułę, brak emocji, intrygi i elementu zaskoczenia. Jeszcze kiedyś dam szansę twórczości Macieja Kaźmierczaka, ale raczej już więcej nie sięgnę po serię z komisarzem Frostem. Skończyłam z naprawdę sporym niedosytem. 

czwartek, 30 kwietnia 2026

"Kolekcjoner lalek" Katarzyna Bonda



Tytuł: Kolekcjoner lalek
Autor: Katarzyna Bonda
Cykl: Policjantka Lena Silewicz
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Muza
Czyta: Filip Kosior
Długość: 10 godz. 5 min.
Ocena: 5/6




W swojej czytelniczej karierze mam już za sobą kilka pozycji Katarzyny Bondy, jednak miałam trochę przerwy od lektury jej książek. Ostatnio moją uwagę przykuł opis pierwszego tomu najnowszej serii „królową polskiego kryminału” z młodą policjantką Leną Silewicz w roli głównej – zapraszam na recenzję Kolekcjonera lalek!

W warszawskiej willi znanego finansisty zostały znalezione zwłoki jego pasierbicy. Lena Silewicz wie, że jest za młoda i za mało doświadczona, żeby pozwolono pracować jej przy tej sprawie. Jest jednak zbyt zdeterminowana, więc nie waha się użyć wszelkich możliwości, by dołączyć do śledczych. Okazuje się, że na Nocnego Łowcę poluje nie tylko policja, ale również znany podcaster, który skutecznie utrudnia śledztwo. Kiedy Lena odkrywa kolejne elementy tej układanki, rozdrapuje stare rany. Wiele lat temu jej świat zatrząsł się w posadach. Teraz śniony w dzieciństwie koszmar nagle się urzeczywistnia i staje się o wiele bardziej przerażający niż kiedyś.                                                                                                                                                 opis wydawcy

Kolekcjoner lalek jest pozycją, której byłam naprawdę ciekawa, bo wcześniej czytane przeze mnie książki Katarzyny Bondy w większości przypadły mi do gustu. Byłam ciekawa jak wypadnie historia oraz postać młodej funkcjonariuszki z policyjnej rodziny. Moim zdaniem pomysł na fabułę jest naprawdę bardzo ciekawy i jednocześnie naprawdę dość dobrze zrealizowany. Nie jest idealnie, mogło by być nieco lepiej, nieco więcej napięcia i zaskoczenia, ale pomysł jest naprawdę ciekawy i dobrze zrealizowany. No i postaci – Lena Silewicz  jako kolejna kobieta jako główna bohaterka powieści kryminalnej. Młoda, ambitna, z dość idealistycznym, podejściem do swojej pracy. Nieco sztampowo – młoda kobieta wstępuje do policji chcąc dorównać ojcu i braciom, ten typ kobiety która trzymając się z facetami odsuwa od siebie praktycznie całkowicie swoją naturalna kobiecość, bo przecież ona taka nie jest. Momentami nieco  mnie irytowała swoim idealistycznym podejściem, ale jednak ją polubiłam. Bohaterów jest dość sporo, są różnorodni, dość wyraziści, hardzi. Całość wykreowana w taki sposób, że całość wciąga od samego początku. Szczególnie w formie audiobooka w rewelacyjnej interpretacji niezawodnego Filipa Kosiora. Jego głos ma ciężar, napięcie i tę rzadką umiejętność nadawania postaciom charakteru bez teatralnej przesady. Nie czyta – on prowadzi słuchacza przez ciemny korytarz tej opowieści, czasem szepcząc, czasem przyspieszając puls, czasem zostawiając złowrogą ciszę. Zakończenie nie jest wybitnie zaskakujące, dość łatwe do przewidzenia, jednak nie zmienia to faktu, że dość dobrze się bawiłam podczas tej lektury. No i wielki plus za podjęcie tematu wykorzystania seksualnego oraz realnych konsekwencji tego czyny, a całość przedstawione w naprawdę dobry, dość prawdziwy sposób pokazujący jak to wpływa na psychikę i życie. 

Chce, żeby mówili o nim cały czas. Żeby gazety pełne były zdjęć jego lalek, które sobie przywłaszcza. Żeby opisywano go epitetami: najgroźniejszy, najbrutalniejszy i bezkarny. To mu schlebia.

Kolekcjoner lalek to powieść, która ma dość solidne tempo, co chwilę odsłaniając nowe tropy i kolejne wątki, które początkowo mogą sprawiać wrażenie zbędnych lub wrzuconych na siłę. Z czasem jednak wychodzi na jaw, że ten pozorny nieład jest zamierzony, a Katarzyna Bonda świadomie prowadzi czytelnika przez misternie skonstruowaną intrygę. Nie jest idealnie, ma swoje niedociągnięcia, to fakt, ale całość to całkiem dobra pozycja, a niezła główna bohaterka zwiastuje kolejną dobrą serię. Nie zmienia to faktu, że chętnie sięgnę po kolejne tomy tej serii. 

Czasami to, co nas najbardziej przeraża, jest naszym przeznaczeniem i po prostu musimy się z tym zmierzyć. Są tylko dwie opcje: strach zniszczy ciebie albo ty go pokonasz. Wtedy rozpływa się jak zapach w powietrzu, a walka czyni cię silniejszym i odporniejszym na ciosy. Im dłużej jednak spychasz lęk w głąb nieświadomości, tym częściej i intensywniej powraca, a jego cienie odzywają się w najmniej oczekiwanych momentach.

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

"Wspaniała śmierć" Emma Ångström




Tytuł: Wspaniała śmierć
Autor: Emma Ångström
Wydawnictwo: Wydawnictwo LeTra
Ilość stron: 184
Ocena: 1/6







Od lat skandynawskie kryminały są uważane za jedne z najlepszych na świecie, po prostu klasyka sama w sobie. sama wiele takich książek już przeczytałam, dlatego nie znając wcześniej w ogóle twórczości Emmy Ångström postanowiłam w ciemno zabrać się za jej książkę pt. Wspaniała śmierć. W końcu przyszedł czas na jej recenzję.

Pewnego dnia Julii rozpada się cały świat. Ułożone małżeństwo, troje dzieci, harmonijny dom – wszystko zostaje przekreślone nagłym zniknięciem jej męża, Henrika. Julia pozostaje bez żadnego wytłumaczenia, wskazówek ani przypuszczeń. Podobnie zaangażowana w śledztwo policja, która pozbawiona wszelkich poszlak wkrótce utyka w martwym punkcie dochodzenia. W międzyczasie wychodzi na jaw, że perfekcyjne życie Julii było zbudowane na bardzo niestabilnych fundamentach, a jej zaginiony mąż mógł być kimś innym, niż przez wszystkie lata zakładała. Co więcej, kobieta zaczyna podejrzewać, że życiu jej i jej dzieci może grozić bardzo poważne niebezpieczeństwo…                                                                                             opis wydawcy

Wspaniała śmierć jest pozycją, po którą sięgnęłam zupełnie w ciemno licząc na ciekawą i wciągającą lekturę, okazało się jednak, że zupełnie się przeliczyłam. Już na początku książka mnie nie porwała, ale dawałam jej szansę i zupełnie zmęczyłam się do końca. Sam pomysł na fabułę wydaje się mieć potencjał, jednak zupełnie niewykorzystany, zmarnowany. Akcja toczy się bardzo powoli, w sposób przewidywalny, w moim odczuciu zupełnie bez intrygi czy zaskoczeń, a finał całej powieści zupełnie bez niespodzianek, do przewidzenia od samego początku. Styl pisarski jednak jest nieskomplikowany, prosty, nie ma w nim nic fascynującego, zresztą jak w całej książce. Sytuacji nawet nie ratują bohaterowie – nie ma zbyt ich wielu, ale są  bardzo sztampowi, jednowymiarowi i zupełnie bez wyrazu. Moim zdaniem to przykład powieści, która chce być czymś więcej, niż jest w stanie udźwignąć - jakiś tam potencjał, ale zdecydowanie wieje nudą.

Wspaniała śmierć to książka, która mnie do bólu zanudziła – na szczęście to tylko 184 strony. Pozycja jest zupełnie nijaka, zupełnie nieoryginalny, naprawdę nie ma się czym zachwycać. Moim zdaniem zdecydowanie szkoda czasu – są zdecydowanie lektury do przeczytania… 

poniedziałek, 16 marca 2026

"Boska proporcja" Piotr Borlik

Tytuł: Boska proporcja
Autor: Piotr Borlik
Cykl: Agata Stec i Artur Kamiński
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Filip Kosior
Długość: 9 godz. 57 min.
Ocena: 5/6


Matka to skarb, a miejsce skarbu jest głęboko pod ziemią.





Z twórczością Piotra Borlika miałam już przyjemność się zapoznać, dlatego bardzo chętnie sięgnęłam po kolejną książkę spod jego pióra. Tym razem ciekawa duetu policjantki i psychologa sięgnęłam po kryminał pt. Boska proporcja z Agatą Stec i Arturem Kamińskim rozwiązującymi sprawę w interpretacji Filipa Kosiora jako cudownego lektora audiobooków. 

W zamkniętej dla zwiedzających palmiarni Parku Oliwskiego zostają znalezione zaaranżowane w sposób równie makabryczny jak piękny zwłoki dziewczyny. Człowiek odpowiedzialny za remont obiektu znika, a na miejscu zbrodni jako jeden z pierwszych pojawia się Robert Mazur - zabójca po wyroku będący pod stałą kontrolą terapeuty. Sprawę bada komisarz gdańskiej policji Agata Stec, której alkohol, kac i pobudka w obcym łóżku nie są obce. Żyje pracą, przeklina i całkiem nieźle radzi sobie w środowisku zdominowanym przez mężczyzn, choć nieustannie, jako przełożona grupy śledczej, musi znosić seksistowskie przytyki. Agata nie przepada za pracą zespołową, a za jedynego przyjaciela uważa starszego brata - znanego psychologa Artura Kamińskiego, którego potajemnie wciąga w kulisy śledztwa, licząc na jego doświadczenie w pracy z psychopatycznymi jednostkami. Elegancki i powściągliwy, otaczający się pięknymi i drogimi przedmiotami, wyczulony na rytuały Kamiński to przeciwieństwo porywczej siostry. Ta sprawa stanowi autentyczne wyzwanie dla jego nieprzeciętnego intelektu.                                                                                                         opis wydawcy

Boska proporcja jest pozycją, za którą zabrałam się z wielką ciekawością. Nie dość, że byłam ciekawa współpracującego duetu policjantki i psychologa, ale muszę przyznać, że byłam też bardzo zaciekawiona samym opisem i tym czego w ogóle mogę się spodziewać po akcji tej książki. No i muszę przyznać, że pomysł na fabułę jest w tej pozycji naprawdę świetnie przemyślany i wykreowany. Naprawdę ciekawy motyw z wykorzystaniem ciągu Fibonacciego w literaturze kryminalnej. Jednak mam trochę zastrzeżeń co do kreacji postaci. Sam pomysł na współpracujący z sobą duet między policjantką a psychologiem jest naprawdę w porządku, ale… zniszczony funkcjonariusz policji czy inny pracownik wymiaru sprawiedliwości nadużywający alkoholu to już temat wyjątkowo często przemielony w literaturze kryminalnej, nawet jeżeli chodzi o kobietę prowadzącą śledztwo. Fenomen tego, jak przyjęła się Chyłka? No i mnie jako psychologa mierzi mnie trochę spłycone przedstawienie pracy psychologa i psychoterapeuty – cały proces profilowania jest przedstawiony w sposób bardzo uproszczony, psycholog przejawia zbyt nonszalancką pewność w stawianiu diagnoz na podstawie znikomej ilości danych, co sprawia, że zawód psychologa to niczym osoba czytająca w myślach. Jednak muszę przyznać, że mimo wszystko książka zdecydowanie mnie zaskoczyła – zarówno meandrami ludzkiego umysłu, jak i kryminalną historią. Nie jest to jakoś wybitnie napisana pozycja, ale spędziłam z nią naprawdę miło czas. 

Nikt jednak nie miał odwagi powiedzieć prawdy na głos: w Trójmieście grasowało dwóch różnych morderców, z czego jeden był psychopatycznym artystą, a drugi zwykłym psycholem.

Boska proporcja to powieść, która z powodzeniem łączy elementy thrillera psychologicznego z kryminałem i refleksją nad naturą piękna oraz obsesji. Osobiście chętnie jeszcze sięgnę po inne książki spod pióra Piotra orlika, ale też chętnie sięgnę po kolejne zagadki kryminalne rozwiązywane przez Agatę Stec i Artura Kamińskiego – chociażby po to, żeby przekonać się jak autor poprowadzi te postacie w następnych częściach. Wciągająca pozycja z ciekawą zagadką kryminalną i podłożem psychologicznym. Mogłoby być nieco więcej zaskoczeń, jednak i tak uważam, że czas spędzony z Boską proporcją był naprawdę dobrze wykorzystany.

Na własnej skórze się przekonał, czym grozi pozostawienie mentalnej pępowiny, która z roku na rok coraz ciaśniej owija się wokół szyi i trzyma na uwięzi niczym smycz. Niematerialna, lecz tak mocna, że musiał ją odciąć jakże materialnym, twardym ostrzem.

niedziela, 25 stycznia 2026

"Światła w popiołach" Remigiusz Mróz

Tytuł: Światła w popiołach
Autor: Remigiusz Mróz
Cykl: Seweryn Zaorski
Tom: piąty
Wydawnictwo: Filia
Czyta: Paweł Małaszyński
Długość: 10 godz. 31 min.
Ocena: 2/6


Sytuacja wydawała się zbyt skomplikowana, by ubrać ją w jakiekolwiek słowa.



Przyznaję się bez bicia, że zdecydowanie nie nadążam za powieściami wydawanymi przez Remigiusza Mroza – nie wiem nawet czy którykolwiek z czytelników nadążał. Sama nie należę do największych fanek tego pisarza – lubię postać Chyłki (też nie jestem na bieżąco), kilka innych przeczytałam, chociaż w moim odczuciu wszystko jest bez większego szału. Polubiłam Seweryna Zaorskiego i dlatego postanowiłam skończyć cykl z jego udziałem, więc przyszedł czas na moją opinię na temat piątego tomu pt. Światła w popiołach.

Wiele lat temu w trakcie licealnej imprezy w Żeromicach doszło do tragedii – dwoje nastolatków spłonęło w starym, porzuconym pustostanie. Sprawa została zakwalifikowana jako wypadek i odcisnęła się na lokalnej społeczności tak silnym piętnem, że nikt do niej nie wraca. Do czasu. Pewnego dnia w okolicy bowiem odnajduje się zwęglone ciało, które sprawia wrażenie, jakby zostało wyniesione z dawnych zgliszczy i przeniesione w czasie. Czy należy do jednej z rzekomych ofiar? A jeśli tak, to jakim cudem ta wówczas przeżyła? I kto po tylu latach zamordował ją w tak upiorny sposób? Odpowiedzi poszukuje wracająca po urlopie macierzyńskim Kaja Burzyńska. Do pomocy zaś musi zaangażować mężczyznę, z którym od przeszło roku nie była sam na sam. I który nie ma pojęcia, że jest ojcem jej nowo narodzonego dziecka.                                                                                                               opis wydawcy

Światła w popiołach to pozycja, po której nie spodziewałam się zbyt wiele – fakt faktem, że pierwszy tom pt. Listy zza grobu bardzo mi się bardzo spodobał, drugi (Głosy zza światów) też był naprawdę całkiem w porządku, ale im dalej w las tym gorzej... Przynajmniej w moim odczuciu. Pomysł na fabułę jest naprawdę intrygujący – jest mroczna tajemnica, do tego dramatyczne wydarzenia z przeszłości, które kładą się cieniem na teraźniejszości. Bohaterowie próbują rozwikłać zagadkę i jednocześnie uporać konsekwencjami dawnych decyzji. W tym momencie dla mnie zaczyna się niemały zgrzyt – jest niewiele kryminalnej intrygi i wartkiej akcji, a większość akcji kręci się wokół relacji Seweryna i Burzy, co sprawia, że Światła w popiołach zdecydowanie bardziej klasyfikują się jako powieść obyczajowa niż kryminalna. Nawet jeśli mamy traktować tę pozycję jako obyczajówkę – to ta relacja jest już tutaj taka… mdła, bez werwy czy charakterystycznego kolorytu. Główni bohaterowie też wydają się w tym tomie tacy mdli, jakby stracili na swoim charakterze i wyrazistości, co sprawia, że cała pozycja jest dla mnie mocno średnia. No i mąż Kai – autor go kreuje w tak naiwny sposób, że wszystko wydaje się być wręcz nieprawdopodobne. Styl i pióra w tej pozycji są charakterystyczne dla Mroza – nieskomplikowane, przystępne w odbiorze, lekkie, w sumie nie mam tutaj nic do zarzucenia. 

Światła w popiołach to powieść, przy której się po prostu nudziłam w porównaniu do poprzednich części (zwłaszcza dwóch pierwszych) - zdecydowanie brakowało w niej kryminału, a zdecydowanie za dużo było tu obyczajówki czy romansidła. Zdecydowanie za mało tajemnicy, intrygi i napięcia, a za dużo flaków z olejem… Dla wiernych fanów Remigiusza Mroza będzie to zapewne kolejny punkt do odhaczenia na liście przeczytanych tytułów. Dla tych, którzy szukają jego najlepszej formy – raczej nie będzie to idealny wybór. Ja wcale nie jestem zachwycona… 

niedziela, 18 stycznia 2026

"Zbawca" Krystian Stolarz

Tytuł: Zbawca
Autor: Krystian Stolarz
Cykl: Julia Marzewska i Marcin Rau
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Michał Klawiter
Długość: 10 godz. 2 min.
Ocena: 6/6

Gdyby ktoś kazał mi wymienić najtrudniejszy, najcięższy element służby w policji, to bez wątpienia wskazałbym krzywdę dziecka.



O twórczości Krystiana Stolarza usłyszałam kiedyś w radiu, krótko później postanowiłam zapoznać się z literaturą kryminalną pisaną przez policjanta z krwi i kości będąc niezwykle ciekawa co przeczytam. Spośród sześciu książek napisanych przez autora na początek postanowiłam zapoznać się z pierwszym tomem serii z komisarzami Julią Marzewską i Marcinem Rauem w rolach głównych, a jej tytuł to Zbawca, a wybór padł na audiobooka w interpretacji Michała Klawitera.

Pewnego dnia młody chłopak w białej szacie zaczyna strzelać do przypadkowych uczniów, po czym wypowiada słowa: „Zbawca pragnie sprawiedliwości” – i oddaje ostatni strzał, celując sobie w głowę. Julia Marzewska i Marcin Rau próbują rozwiązać sprawę. Okazuje się, że sprawca to zaginione przed ośmiu laty dziecko. Odnajdują się jeszcze dwie dziewczynki ubrane w białe szaty, które również zaginęły wiele lat temu. Obie podejmują próby samobójcze, poprzedzając je identycznymi słowami jak zamachowiec ze szkoły. Szybko okazuje się, że za sprawami porwanych i odnalezionych w tak szokujących okolicznościach dzieci stoi ktoś niebezpieczny, komu nie spodobało się, że jedna z jego owieczek przeżyła. Policjanci usiłują poznać jego motywy. Trwa wyścig z czasem, gdyż ofiar może być więcej.                                                                                                                                                      opis wydawcy

Zbawca jest książką, której byłam bardzo ciekawa – po opiniach w radio i na blogach, a przede wszystkim dlatego, że jest to kryminał pisany przez policjanta, co w połączeniu z opisem podsycało tylko moją ciekawość. I zaczyńmy od samego pomysłu na fabułę , który moim zdaniem jest wręcz fenomenalny, a do tego równie genialnie wykorzystany – cała historia jest na prawdę wstrząsająca, mocna, pełna brutalnych i dobitnie opisanych przerażających scen. Akcja książki jest bardzo dynamiczna, pełna intrygi i zwrotów. Narracja tej pozycji jest dość surowa, bez zbędnych ozdobników, co sprawia, że przedstawiona historia jest jeszcze bardziej przerażająca i mroczna. Styl autora jest oszczędny, momentami surowy, ale bardzo trafny co tylko sprawia, że podczas lektury przebiegnie dreszcz po plecach. Zwłaszcza, że Stolarz dawkuje napięcie, a jednocześnie przedstawia historię w sposób bardzo obrazowy, co sprawiło, że niezwykle trudno było mi się od niej oderwać, a zakończenie wbija w fotel i sprawia, że pragnę więcej i więcej twórczości autora. Szczególnie, że bohaterowie są doprawdy barwni, nieco szorstcy, wyraziści, a Rau i Marzewska zdecydowanie odpowiadają moim wyobrażeniom o policjantach z wydziału kryminalnego. Zbawca porusza niezwykle trudny i ważny temat wykorzystywania dzieci, co sprawia tylko, że całość jest tylko bardziej przerażająca. No i poza samą książką – bardzo mi się spodobało, że część zysków ze sprzedaży autor przekazuje na dom dziecka w Kożuchowie. 

Skończyły im się tropy, a po tym, co widziała w szkole, obiecała sobie, że dorwie tego psychopatę. Bo tego, że jakiś psychopata stał za tymi biednymi dzieciakami, była więcej niż pewna.

Zbawca to historia zrobiła na mnie naprawdę piorunujące wrażenie. Książka jest mocna, realistyczna i zapadająca w pamięć, a także podejmująca niezwykle trudny i ważny temat. Widać, że autor zna się na robocie – zarówno tej policyjnej, jak i pisarskiej, co sprawia, że jego książki zdecydowanie zapadają w pamięć. No i muszę przyznać (Co już robiłam w podsumowaniu), że twórczość Krystiana Stolarza jest zdecydowanym odkryciem czytelniczym 2025 roku. Polecam Zbawcę z całego serca!

środa, 26 listopada 2025

"Ulice ciem" Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Ulice ciem
Autor: Katarzyna Puzyńska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Anna Dereszowska, Anna Szymańczyk, Laura Breszka, Barbara Liberek
Długość: 9 godz. 49 min.
Ocena: 4.5/6



Bo bez tych trudnych momentów nie można by docenić tych dobrych. A bez dobrych złe zdawałyby się czymś zwyczajnym.




Serię o Lipowie Katarzyny Puzyńskiej uwielbiam od samego początku, ale nie miałam okazji czytać innych jej książek, chociaż jest ich kilka. W końcu udało mi się zabrać za kolejną pozycję z twórczości autorki, a mój wybór padł na Ulice ciem chcąc sprawdzić jak spodoba mi się pióro Puzyńskiej w nieco innym wykonaniu. 

Warszawa dziś. Zofia myśli, że czeka ją bardzo samotne Boże Narodzenie. Wędrując po mieście, trafia do tajemniczej księgarni. Jej właściciel twierdzi, że ma szczególny dar, dzięki któremu może obdarować każdego klienta taką opowieścią, jakiej ten w swoim życiu akurat potrzebuje. Dziewczyna niezbyt wierzy w takie rzeczy, ale ulega czarowi księgarza i przyjmuje od niego ofiarowany dar. Spotkało ją coś bardzo złego i teraz sama zaczęła pisać powieść. Ma nadzieję, że lektura ofiarowanej książki podziała na nią oczyszczająco. Wkrótce odkrywa, że pomiędzy oboma tekstami istnieje dziwne powiązanie. A uroczy wcześniej księgarz pokazuje zupełnie inną twarz… 

Warszawa 1939. Wojna wisi w powietrzu, ale mieszkańcy stolicy nadal starają się korzystać z upalnego lata. Jednakże nie dla wszystkich jest ono piękne. Bo choć ulice Śródmieścia toną w kwiatach, w kawiarniach kusząco pachnie kawą, a z dansingów słychać porywające rytmy, to na Woli i w Dzielnicy Północnej nie dzieje się dobrze. Zginęło kilkanaście prostytutek. W obliczu nadchodzącej wojny władze ignorują zniknięcia kobiet, które nazywają upadłymi, więc jedna z nich, Mańka, postanawia działać. Cztery jej koleżanki zniknęły, a tropy prowadzą do bardzo wysoko postawionego mężczyzny. W sprawę zamieszany zdaje się być również pewien księgarz, który oferuje darmowe opowieści.                                                                                                               opis wydawcy
Ulice ciem to pozycja, której byłam bardzo ciekawa znając już serię o Lipowie, a ponadto w tej pozycji pojawia się motyw, który bardzo lubię, czyli motyw książki w literaturze (notabene to mój temat z matury ustnej z języka polskiego). Sam pomysł na fabułę naprawdę mi się spodobał, aczkolwiek nieco skojarzył mi się z Zaginioną księgarnią. Poza motywem tajemniczej księgarni i księgarza rozdającego darmowe opowieści jest równie pokazana siła kobiet i ich (nas) jedności. W tej pozycji występują trzy główne silne postaci kobiece i ich historie w trakcie trwania fabuły książki się przeplatają razem ich liniami czasowymi – mamy historię Hani z końcówki lipca 1939 roku, historię Mani z sierpnia 1939, a także Zosi z teraźniejszości. Na samym końcu oczywiście wszystkie trzy historie kończą się w bardzo spójny, ale w tym wszystkim bardzo przewidywalny – przynajmniej dla mnie, co jednocześnie sprawiło, że jestem w tej kwestii niesatysfakcjonowana. Natomiast w kwestii języka niemałą igraszkę sprawiła mi gwara warszawska, z którą nigdy wcześniej kontaktu, a ponadto można znaleźć tutaj język współczesny oraz wstawki języka francuskiego.
Chyba nie powinna o nim za wiele myśleć. A może w ogóle powinna wyrzucić ze swojego słownika słowo powinna? O tak, to mogłoby być wręcz uzdrawiające.
Ulice ciem to pozycja, której zapoznanie się w formie audiobooka sprawiło mi sporo przyjemności, ale pod koniec poczułam się lekko rozczarowana tym, jak przewidywalne okazało się być zakończenie tej fabuły. Trudno tę lekturę porównywać do serii o Lipowie, ale jest to przecież inny klimat książki, coś nowego… Czy polecam? Tak, Ulice ciem zdecydowanie mogą zafascynować i wciągnąć, jednak miłośnicy zwrotów akcji i nieoczywistych zakończeń mogą być rozczarowani. 
Niestety z czasem dorośli ludzie zaczynają bać się wyobraźni i niektórzy zupełnie zarzucają czytanie. Przeraża ich wszystko, co tyczy się wyobraźni. [...] Tak wiele tracą, odrzucając tę część opowieści, która nie przypomina ich codziennego życia. Nie ćwiczą wyobraźni, a jak się nie ćwiczy fizycznie, to potem ciężko jest unieść hantle czy przebyć dłuższy dystans, prawda? Tak samo jest z fantazją. Nie ćwiczą jej, więc każda książka, która staje się dla ich wyobraźni wyzwaniem, jest z miejsca odrzucana.

czwartek, 6 listopada 2025

"Zapłata" Małgorzata Rogala

Tytuł: Zapłata
Autor: Małgorzata Rogala
Cykl: Agata Górska i Sławek Tomczyk
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Czyta: Adam Bauman
Długość: 9 godz. 57 min.
Ocena: 4/6


Ludzie często zaczynali rozumieć, co zrobili innym, dopiero wtedy, gdy doświadczali tego samego.





A twórczość Małgorzaty Rogali zbierałam się już od dłuższego czasu – tytuły z jej bibliografii wyskakiwały mi w mediach społecznościowych niczym królik z kapelusza. Któregoś dnia postanowiłam się w końcu zabrać za książki tej autorki zaczynając od serii z Agatą Górską i Sławkiem Tomczykiem w rolach głównych, a konkretnie (cóż za zaskoczenie!) od pierwszego tomu o tytule Zapłata. 

W jednym z warszawskich klubów zostaje zamordowany syn adwokata. Sprawa może mieć związek ze śmiertelnym pobiciem sprzed ośmiu lat. Śledztwo staje się łamigłówką, której początek tkwi w przeszłości. Ktoś nie chciał, żeby prawda ujrzała światło dzienne i bardzo się postarał, żeby zatrzeć ślady zbrodni. Czy nowe wydarzenia sprawią, że tajemnice sprzed lat wreszcie zostaną wyjaśnione? Jak starsza aspirant Agata Górska i komisarz Sławek Tomczyk poradzą sobie z kolejnymi zbrodniami? I wreszcie – czy policjantom emocjonalnie zaangażowanym w śledztwo uda się zachować zimną krew?                                                                                                                                                           opis wydawcy

Zapłata jest pozycją, której byłam bardzo ciekawa, chociaż nie miałam względem niej większych oczekiwań. Po książkę sięgnęłam w formie audiobooka w interpretacji Adama Baumana i od samego początku dość mocno wciągnęłam się w tę historię. Muszę przyznać, że sam pomysł na fabułę zdecydowanie przypadł mi do gustu – zabójstwem przy wykorzystania wiedzy z dziedziny ziołolecznictwa, a także motyw zemsty, pedofilii i wielu mniej czy bardziej mrocznych tajemnic. Ponadto wszystko dzieje się na kilku płaszczyznach czasowych co wyjątkowo lubię w powieściach – szczególnie tych kryminalnych. Całość napisana jest nieskomplikowanym, ale przyjemnym w odbiorze językiem, co wraz z dość wartką akcją sprawiło, że audiobooka pochłonęłam dość szybko. Przyczynili się również do tego bohaterowie – nie ma ich zbyt wielu, ale są barwni, charakterystyczni i niesztampowi, a przy niektórych ich dialogach zdarzyło mi się uśmiechnąć pod nosem. Co do zakończenia – w miarę szybko domyśliłam się jaki będzie finał tej historii, ale nie zmienia to faktu, że podczas lektury bawiłam się dość dobrze.

Pokazywała, że jest silna i świetnie sobie radzi, ale Tomczyk czuł, że gdzieś w głębi tkwi mała, skrzywdzona dziewczynka, której kiedyś odebrano poczucie bezpieczeństwa.

Zapłata jest pierwszą częścią kilkutomowej serii z dwójką komisarzy. W moim odczuciu nie jest to literatura wyjątkowo wysokich lotów, ale ta książka zdecydowanie przypadła mi do gustu – mimo tego, że dość szybko domyśliłam się zakończenia. Zdecydowanie sięgnę po kolejne tomy z tej serii – chociażby z czystej ciekawości. Czy polecam? Jako literaturę rozrywkową, niezbyt wysokich lotów – jak najbardziej. Ja się dobrze bawiłam podczas lektury. 

poniedziałek, 30 września 2024

"Znajdź mnie" Anne Frasier

Tytuł: Znajdź mnie
Autor: Anne Frasier
Cykl: Inland Empire
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 352
Ocena: 3.5/6


Wszystko dawało się naprawić. Każdego można było pocieszyć, jeśli tylko użyło się właściwych słów.





O twórczości Anne Frasier przeczytałam kiedyś w blogosferze i zaintrygowana nią postanowiłam zacząć przygodę od pierwszego tomu serii Inland Empire pt. Znajdź mnie. Zapraszam na recenzję!

Seryjny morderca Benjamin Fisher, który od trzydziestu lat odsiaduje wyrok w więzieniu, postanawia wskazać policji miejsca, gdzie ukrył ciała swoich ofiar. Stawia jednak warunki prowadzącemu sprawę detektywowi Danielowi Ellisowi. Najważniejszy z nich to obecność jego córki Reni, byłej agentki i profilerki FBI. Stracił z nią kontakt wiele lat temu. Reni nie chce wracać do bolesnej przeszłości. Ostatecznie jednak się zgadza, bo czuje się współodpowiedzialna za tamte zbrodnie. Do dziś ma poczucie winy i dręczą ją wyrzuty sumienia, że uczestniczyła w chorej grze ojca, który wykorzystywał kilkuletnią córkę jako przynętę do wabienia swoich ofiar.

Gdyby tylko zdołała powstrzymać ojca albo ocalić choćby jedną z nich...

Nadszedł wreszcie czas, żeby raz na zawsze zamknąć ten mroczny rozdział w życiu Reni, rodzin zamordowanych kobiet oraz detektywa Ellisa, dla którego ta sprawa także ma wymiar osobisty. Gdy był małym chłopcem, jego matka zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Mężczyzna jest przekonany, że podobnie jak kilkadziesiąt innych kobiet padła ofiarą Fishera. Ich koszmar dopiero się zaczyna...                                                                                                                    opis wydawcy

Znajdź mnie to książka, która zaintrygowała mnie nie tylko opisem, a także obietnicą mrocznej, rodzinnej tajemnicy. Zgrałam ją na czytnik i czym prędzej zabrałam się za jej lekturę. Wciągnęłam się w nią bardzo i z niecierpliwością czekałam na rozwój wydarzeń. Byłam ciekawa tego rodzinnego sekretu, ale również twórczości amerykańskiej autorki, której wcześniej nie znałam. Zaczęłam czytać zaintrygowana i muszę przyznać, że sam pomysł na fabułę jest naprawdę fascynujący, a całość czytało mi się naprawdę dość szybko. Jeżeli chodzi o język i styl pisarski widać naprawdę dość spore umiejętności pisarskie – to muszę przyznać. Nie ma tutaj wybitnie wyszukanego języka, wszystko jest zrozumiałe dla czytelnika, ale jednocześnie dopracowane i bez jakiś prostackich sformułowań. Jednak to nie wszystko… Sami bohaterowie wydają mi się słabo dopracowani, mdli i wybitnie mało wyraziści. Przy tak intrygującym pomyśle na fabułę aż prosi się o zdecydowanie bardziej charakterystycznych i lepiej wykreowanych bohaterów. W warstwie psychologicznej czy obyczajowej tej powieści działo się naprawdę sporo różnych ciekawych rzeczy i to naprawdę doceniam, jednak w moim odczuciu w warstwie sensacyjnej tej powieści było po prostu słabo - zdecydowanie brakowało tu napięcia czy bardziej wartkiej akcji. Dochodzi do tego fakt, że mimo naprawdę interesującego pomysłu na fabułę, to jednak zakończenie książki jest dość przewidywalne i zupełnie mnie nie zaskoczyło, co w moim odczuciu stanowi zasadniczy minus. 

Logika powinna podpowiedzieć ofiarom, że coś tu nie gra. Ale odwoływał się do ich emocji. Wykorzystywał współczucie do własnych celów.

Znajdź mnie jest książką, po której spodziewałam się dość sporo i nie ukrywam, że się na niej zawiodłam. Jest tutaj naprawdę fascynujący pomysł na fabułę i ciekawa warstwa psychologiczna, jednak do bólu przewidywalne zakończenie i marna warstwa psychologiczna sprawiły, że całość skończyłam ze sporym niedosytem. Czy polecam? Tutaj mam mieszane uczucia… Mogłoby być zdecydowanie lepiej, a tutaj coś poszło nie tak z odpowiednią dawką sensacji, napięcia, wartkością czy kreacją bohaterów. Moim zdaniem książka nie wypada źle – jest po prostu bardzo nierówna, a całościowo jest po prostu średnio. 

Większość ludzi nie może zacząć wszystkiego od nowa. Po prostu nie są w stanie. Bez całkowitego wymazania wspomnień nie ma mowy o nowym początku, co najwyżej o zmianie. Nawet gdyby spaliło się dom, w którym stało się coś złego, ten dom nadal tkwiłby w naszej pamięci. Przez ostatnich kilka dni Reni wiele razy wyobrażała sobie, że jedzie na pustynię i zamalowuje wyrytego w skale ptaka. Dobrałaby farbę tak, że nikt nie dowiedziałby się o jego istnieniu. Ale ona wiedziałaby, że ten szkic tam jest pod warstwą farby.

sobota, 24 lutego 2024

"Kukułcze jajo" Camilla Läckberg

Tytuł: Kukułcze jajo
Autor: Camilla Läckberg
Cykl: Saga o Fjällbace
Tom: jedenasty
Wydawnictwo: Czarna Owca
Czyta: Marcin Perchuć
Długość: 12 godz. 22 min
Ocena: 2/6


Bał się pytań, odpowiedzi i wszystkiego, co pomiędzy nimi. Wybory, których dokonał, uformowały go jako człowieka.




Sagę o Fjällbace polubiłam już od pierwszych tomów lata temu. Kiedy w Polsce w ubiegłym roku wyszedł już jedenasty tom tej serii – z wielką chęcią się po nią zabrałam jako jedną z niewielu z tego cyklu zabrałam się w formie audiobooka w interpretacji Perchucia. Jak wypadło moje spotkanie z Kukułczym jajem?

Miasteczkiem wstrząsa wiadomość o dwóch zbrodniach. Ktoś bestialsko morduje znanego fotografa przygotowującego właśnie swoją wystawę w miejscowej galerii. Dwa dni później do strasznej zbrodni dochodzi na pobliskiej wysepce, gdzie sławny pisarz pracuje nad dziesiątym tomem swojej powieści. Obie sprawy prowadzi Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu Tanumshede i nic nie wskazuje na to, żeby zbrodnie były ze sobą powiązane. W tym samym czasie Erica Falck próbuje udokumentować zagadkowe morderstwo, do którego doszło prawie czterdzieści lat wcześniej w Sztokholmie. Wkrótce okazuje się, że nici z przeszłości sięgają obecnych czasów, na które długi cień rzucają dawne grzechy...                                                                                                                                                                                      opis wydawcy

Kukułcze jajo to książka, za którą zabrałam się z wielką ciekawością tego co tym razem Camilla Läckberg zafundowała w swojej Sadze, zwłaszcza, że przez wcześniejsze dziesięć tomów już zdążyłam już poznać bohaterów i przywiązać się do nich. Co charakterystyczne dla autorki – wiąże ona przeszłość z teraźniejszością przeplatając między sobą rozdziały z owych dwóch przestrzeni czasowych. Tutaj pojawia się środowisko pisarzy, artystów, a także dodatkowo pojawia się temat drag queen. Całość jest napisana w sposób charakterystyczny dla autorki – wspomniane już mieszanie rozdziałów z dwóch płaszczyzn czasowych, do tego język nieskomplikowany oddający nieco mroczny i chłodny klimat szwedzkiego wybrzeża. Jednak muszę przyznać, że w tej części wątek kryminalny jest dość słaby – przynajmniej w moim odczuciu. Sam pomysł – jeszcze jest całkiem w porządku, ale już mam świadomość, że autorkę stać na więcej, więc po tej historii czuję dość mocny niedosyt. Nie dość, że zakończenie okazało się dość przewidywalne, to dodatkowo cały wątek kryminalny jest moim zdaniem po prostu dość słaby. A szkoda. Przynajmniej nie zabrakło kolejnych przygód i nowości w życiu Patrika i Ericki. Piszę to z bólem serca, ale jest to część cyklu, która zdecydowanie mnie nie powaliła na kolana. Przesłuchałam, ale bez zachwytów, a momentami wręcz się nudziłam podczas tej lektury. Nie wiem czy kwestia wypalenia autorki czy może tego, że mój zapał do serii trochę opadł, ale odnoszę wrażenie, że pierwsze tego cyklu były na lepszym poziomie. 

Następstwa jego decyzji będą dramatyczne, jednak już nie mógł brać ich pod uwagę. Robił to przez aż nazbyt długie lata.

Kukułcze jajo to w moim odczuciu jedna z najsłabszych (o ile nie najsłabsza) część całej sagi o Fjällbace, co piszę z bólem serca, bo naprawdę lubię twórczość autorki, a w szczególności właśnie tę serię. Kiedy Camilla Läckberg wyda kolejne tomy – z chęcią po nie sięgnę, żeby sprawdzić co pisarka nam zafunduje w kolejnych tomach, ale już chyba ze zdecydowanie mniejszym entuzjazmem. Naprawdę wielka szkoda i naprawdę ciężko mi się przyznać, ale jednak zawiodłam się na tej części. 

Żyli wszyscy w mrocznym cieniu własnych kłamstw. Owszem, groziło to, że zostaną zniszczeni, ale i tak zamierzał ujawnić prawdę, zarówno swoją, jak i ich.

niedziela, 21 stycznia 2024

"Studium w szakrłacie" Arthur Conan Doyle

Tytuł: Studium w szkarłacie
Autor: Arthur Conan Doyle
Cykl: Sherlock Holmes
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Storyside
Czyta: Borys Szyc
Długość: 5 godz. 23 min.
Ocena: 6/6

Głupek zawsze znajdzie kogoś głupszego od siebie, kto zechce go podziwiać.



Postać Sherlocka Holmesa jest postacią tak ikoniczną i tak mocno zakorzeniona w naszej kulturze, że chyba każdy wie kim on jest czy to, że miał on współlokatora i przyjaciela Watsona. Na kanwie opowieści o najsłynniejszym detektywie w historii powstało całe mnóstwo interpretacji – zarówno książkowych, jak i filmowych czy serialowych (tutaj polecam Elementary czy Sherlock). Pierwszą część przygód detektywa-konsultanta czytałam jakieś 10 lat temu, a od tamtego czasu już niewiele pamiętałam z tej historii, więc postanowiłam zapoznać się znią jeszcze raz, więc w końcu czas najwyższy na moją opinię o Studium w szkarłacie

Pierwsze spotkanie doktora Watsona i Sherlocka Holmesa. Na prośbę Scotland Yardu prowadzą śledztwo dotyczące dwóch niezwykłych zbrodni w Londynie. Odkrywają tajemnicze napisy krwią na ścianie. Ślady prowadzą wiele lat w przeszłość do Ameryki, sekty mormonów i zemsty za zło sprzed wielu lat. Prowadzone śledztwo kończy się zaskakującym zakończeniem.                                                                                                                                                                                opis wydawcy

Studium w szkarłacie jest pierwszą opowieścią o najsłynniejszym detektywie i jednocześnie historią poznania się Sherlocka i Watsona (tutaj zawsze przed oczami mam Benedicta Cumberbatcha i Martina Freemana). Książka jest podzielona na dwie zasadnicze części – pierwsza jest napisana z perspektywy dr Watsona i opisuje poznanie się dwóch panów i znalezienie zwłok, śledztwo i całą resztę, natomiast druga – jest opowieścią o tym, jak do tego doszło. Całość jest napisana bardzo charakterystycznym językiem, który mi osobiście zdecydowanie przypadł do gustu – nie ma skomplikowanych i niezrozumiałych zwrotów, ale jednocześnie jest w nim coś wyrafinowanego, takiego… fascynującego. Autor umieścił w tej pozycji dość szczegółowe charakterystyki obu głównych bohaterów, świetnie wprowadzając czytelnika w świat Baker Street 221b, co sprawia, że od książki nie można się oderwać. Intryga stworzona przez Doyla jest naprawdę na wysokim poziomie i jest odpowiednio dawkowana, chociaż w drugiej książki tłumaczącej motywy zbrodni jest jej zdecydowanie mniej, nie zmienia to faktu, że i z nią zapoznawałam się z wielką ciekawością. Mimo że nie przepadam za grą aktorską Szyca – tutaj w roli lektora sprawdził się naprawdę świetnie!

Błędem jest utożsamiać dziwne z tajemniczym. Najpospolitsza zbrodnia często może być najbardziej tajemnicza, jeśli nie ma w niej żadnej nowej czy specjalnej cechy, z której dałoby się wydedukować prawdę.

Studium w szkarłacie jest powieścią zdecydowanie wartą przeczytania – ciekawe, barwne postacie, intryga i ciekawa historia. Moim zdaniem istne crème de la crème kryminału i czysta klasyka, dzięki której można zrozumieć wiele współczesnych dzieł. Naprawdę polecam, nie ma się do czego przyczepić!

Uważam, że mózg człowieka to małe, puste pomieszczenie, które powinieneś umeblować przedmiotami według swojego wyboru. Tylko głupiec mebluje je wszystkimi sprzętami, które wpadną mu pod rękę, w wyniku czego wiedza, która mogłaby być dla niego przydatna, jest przytłoczona lub w najlepszym przypadku zmieszana z mnóstwem innych rzeczy. Przez to ma problem, gdy chce z niej skorzystać. Człowiek wprawny jest bardzo staranny w doborze umeblowania swojego mózgu.

Czy wiesz, że… dr House jest w wzorowany na Sherlocku Holmesie? 

Benedict Cumberbatch i Martin Freeman
jako Sherlock Holmes i dr Watson

wtorek, 14 listopada 2023

"Ekstradycja" Remigiusz Mróz

Tytuł: Ekstradycja
Autor: Remigiusz Mróz
Cykl: Joanna Chyłka
Tom: jedenasty
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Czyta: Krzysztof Gosztyła
Długość: 11 godz. 45 min.
Ocena: 2/6


Prawda jest gówno warta. Dowody natomiast bezcenne.



Osobiście nie ukrywam, że nie nadążam za książkami wydawanymi przez Remigiusza Mroza oraz mnogość serii, które stworzył. Nie ukrywam również, że cykl, który najbardziej lubię jest właśnie ten z Chyłką, z którym i tak jestem trochę w tyle. W końcu zabrałam się za tom jedenasty (z aktualnie wydanych siedemnastu) pt. Ekstradycja - w formie audiobooka w interpretacji Krzysztofa Gosztyły.

Minęło kilka miesięcy, od kiedy Joanna Chyłka uciekła z kraju. Ślad po niej zaginął i mimo że wystawiono za nią Europejski Nakaz Aresztowania, służby nie potrafią odnaleźć żadnego tropu. Przez cały ten czas nie skontaktowała się z nikim w Polsce i nawet Kordian nie wierzy już w to, że Chyłka kiedykolwiek znajdzie sposób, by nawiązać z nim kontakt. Oryński tymczasem przyjmuję sprawę człowieka, który wybudził się po półtorarocznej śpiączce w klinice. Ukrainiec, Witalij Demczenko, jest oskarżony o to, że wtargnął do jednej z restauracji na Powiślu i zastrzelił trzy osoby. Motywu nigdy nie ustalono, nie udało się też odnaleźć narzędzia zbrodni ani świadków. W dodatku Witalij nie pamięta niczego, co wydarzyło się przed tym, zanim znalazł się w stanie wegetatywnym. Pamięta jedno: że ma dla Oryńskiego wiadomość od Chyłki.                                                                                                          opis wydawcy

Ekstradycja jest już jedenastym tomem cyklu z Chyłką i Zordonem w rolach głównych – z większością tej serii zapoznałam się w formie audiobooków. Tom poprzedni – Wyrok – mnie nie zachwycił, jednak moja dziwna sympatia do duetu prawników sprawił, że zabrałam się w końcu za Ekstradycję. Sam pomysł na wątek kryminalny w tej pozycji jest dość słaby – brakuje w niej intrygi, dopracowania historii, a historia zdecydowanie mało wciągająca i fascynująca. Moim zdaniem pierwsze skrzypce tutaj zdecydowanie gra powrót Chyłki i układanie na nowo jej relacji z Kordianem. Uwielbiam ten duet, to jak Mróz wykreował te postacie, jednak odnoszę wrażenie, że z tomu na tom zdecydowanie za bardzo się na nich skupia, zamiast na tworzeniu wątków kryminalnych i intrygi. Są błyskotliwe i sarkastyczne rozmowy między dwójką głównych bohaterów (i to nawet sporo), co naprawdę ratuje sytuację, ale zdecydowanie brakuje ciekawszych i wciągających pomysłów na fabułę, a w szczególności wątki kryminalne, tajemnice czy budowanie napięcia. Plus ciągłe wałkowanie Langera – jest ona ciekawą postacią, ale jak w każdym tomie wyskakuje jak królik z kapelusza to robi się to już nudne. 

Idź za głosem serca, Zordon. Ale zabierz ze sobą głowę.

Ekstradycja jest moim zdaniem tomem nieco ciekawszym od poprzedniego, ale jednak nadal nie ma tutaj miejsca na zachwyty. Moja dziwna sympatia do Chyłki i Zordona nadal trwa, chociaż czasami sama sobie się dziwię. Sięgnę po kolejne części cyklu, ale zdecydowanie bardziej z ciekawości co Mróz wymodził i czy jest jakaś szansa na powrót do poziomu z pierwszych części tej serii. Ten tom jest dla mnie zwyczajnie słaby, a i bez znajomości wcześniejszych można się nie połapać o co chodzi. Jak dla mnie znaczny spadek poziomu względem początku. 

Bez Chyłki nic nie miało sensu, każde zdarzenie wydawało się nieistotne, a wszystkie emocje stały się jedynie namiastką tych prawdziwych. Świat zdawał się zwykły, ludzie nijacy, wszystkie podejmowane decyzje zaś nic nieznaczące.