Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dźwięki które myślą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dźwięki które myślą. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 października 2012

"Kiki van Beethoven" E.E.Schmitt

Tytuł: Kiki van Beethoven
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo: Znak literanova
Ilość stron: 152
Ocena: 5/6



Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje!







Jest to kolejna po Moim życiu z Mozartem książka Erica Emmanuela Schmitta z cyklu Dźwięki, które myślą, który jest poświęcony muzykom jako nauczycielom życia. Jest to kolejna bardzo intymna książka tego autora.


Ludwik van Beethoven jest ostatnim z tzw. klasyków wiedeńskich, a zarazem prekursorem romantyzmu w muzyce, a u szczytu wirtuozowskiej sławy, wystąpiły u niego pierwsze objawy głuchoty. Już po ich wystąpieniu napisał chociażby IX symfonię d-moll, znaną najbardziej z Ody do radości. Jest to pierwsza symfonią z udziałem głosu ludzkiego.

W książce Schmitt opowiada nam jak Ludwik van Beethoven mówi do niego, uczy go życia, zmienia i wpływa na nie. Ale czy człowiek żyjący 200 lat temu może mówić do współczesnego człowieka? Otóż może. Beethoven przemawia swoją muzyką, patrząc na jego maskę autor słyszy muzykę, która radzi, pomaga, uspokaja... Schmitt w tej książce dzieli się z czytelnikami swoimi przemyśleniami i przeżyciami związanymi z Beethovenem, do którego twórczości naprawdę trzeba się przekonać. Bo przecież Beethoven nigdy nie przestaje walczyć. Przeznaczenie nie pozwoliło mu słyszeć muzyki, zatem stworzył ją w swojej głuchej czaszce. 

Muzyka poważna nie jest muzyką komercyjną i popularną, ale jednak ma w sobie to coś, dzięki czemu jednak trwa od tylu lat. Autorzy są znani do dziś, tak jak choćby Beethoven, wytrwały, bezkompromisowy, napięty jak łuk, zobowiązał mnie di tego, aby nigdy nie porzucać zobowiązań.

Nie jest to najlepsza książka Schmitta, co to, to tak, zwłaszcza porównując do Mojego życia z Mozartem. Choć, ciekawa, nie powiem.


Cytaty z książki
Następna rzecz, która mnie przytłoczyła na równinie oświęcimskiej, to cisza. Cisza opowiadała o wszystkim, cisza przypominała głosy tych dzieci, które nie stały się dorosłe, cisza tłumiła cierpienie matek, bezsilność ojców. Szłam przed z głową rozdartą przez ciszę.
Auschwitz to cmentarz Żydów, Cyganów, homoseksualistów, ale to także cmentarz nadziei. 
Nasza epoka zniszczyła moc jednostki. Nikt rozumny nie twierdzi dzisiaj, że jednostka się liczy. Człowiek, sam nagi, odbierany jest już tylko jako zmiażdżony, skruszony, podany jak siekany kotlet, przytłoczony postępem technologicznym, wystawiony na chciwość banków, państw, kapitalistycznych koncernów.

Zachęcam do polubienia mojej strony na Facebooku;)

niedziela, 4 marca 2012

Moje życie z Mozartem

Tytuł: Moje życie z Mozartem
Autor: Eric Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 118
Ocena: 6/6

Moja przygoda ze Schmittem zaczęła się książką "Oskar i pani Róża" jak byłam w 6 klasie podstawówki. Z Mozartem mniej więcej w tym samym czasie, gdy poszłam na konkurs wiedzy o nim właśnie. Później, w zasadzie niedawno powróciła. Nawet teraz w słuchawkach słychać Mozarta. Obok tej książki w bibliotece przechodziłam kilkakrotnie, aż w końcu za nią chwyciłam i przeczytałam w jedno popołudnie.

Podobno jest to najintymniejsza powieść Schmitta.
Powieść w formie listów do Mozarta. Nie jako do patetycznej postaci w peruce i białych pończocha, ale jako do przyjaciela, który swoją muzyką wspiera, pomaga, a nawet jest w stanie uratować życie. Wszystko zaczyna się od 15-letniego chłopaka, autora listów, który nie potrafi zaakceptować zmian w swoim ciele. Życie ratuje mu właśnie Mozart. To znaczy nie on sam. Jego muzyka. I dlatego zaczyna pisać do niego listy, traktować go jak przyjaciela. A on mu odpowiada. Muzyką. Pomaga dojrzeć.

Książka piękna i godna polecenia.
Naprawdę. Nie tylko fanom Mozarta, ale wszystkim w ogóle.
Ale fanom Mozarta w szczególności.
Bardzo poruszająca książka.

Cytaty


Dziś, kiedy spotykam napuszonego imbecyla lub nieludzkiego urzędnika, przylepiam mu do czoła etykietkę „Colloredo” i niskim głosem wypowiadam zaklęcie „Mozart”. To mój sposób na walkę z przeciwieństwami.
Zapomina się, że optymizm i pesymizm wyrastają z tej samej konstatacji: istnieje cierpienie i zło, nasze siły ulecą, nasze dni są krótkie. Pesymista ulega słabości, wyszukuje negatywy, tonie bez walki. Optymista bierze energiczny oddech i próbuje wydostać się na powierzchnię, szukając drogi wyjścia. Powrót na powierzchnię nie oznacza pójścia na łatwiznę, ale wydobycie się z głębiny mroku na słońce południa, tam gdzie można oddychać.
Dziś nie wiem, czy Bóg i Jezus istnieją. Ale Ty przekonałeś mnie, że istnieje Człowiek. Istnieje lub zasługuje na istnienie.
Objawiłeś mi, że istnieje świat czysto ludzki, ustanawiający własne święta, własne reguły, wierzenia, spotkania, gdy głosy łączą się w harmonii, by uwolnić piękno, które rodzić się może jedynie ze zgody i porozumienia osiągniętego w imię wspólnego trudu, jednego celu, dzielonych z innymi emocji... Ten świat stawał się podobny do natury, tej samej, którą unicestwić mogły lód, zimno i noc. Świat wymyślony, nasz własny.



PS. Tak, wiem, miał być Wędrowicz, no ale tak wyszło:)