Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korporacja ha art. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korporacja ha art. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 maja 2014

"Robert Szczerbowski. Antologia"

Opakowanie
Tytuł: Robert Szczerbowski. Antologia
Autor: Robert Szczerbowski
Wydawnictwo: Korporacja ha!art
Ocena: 1,5/6



Nie tylko nie należy unikać żadnych cierpień, ale kiedy już cierpimy trzeba być z tego zadowolonym; najtrudniej bowiem ludziom wyzbyć się obawy przed bólem. Wszystko inne, co można łączyć ze śmiercią, odrzucić łatwo, jednak długotrwałe i bolesne umieranie mało kto potrafi dzielnie wytrzymać.





Robert Szczerbowski to polski pisarz i artysta. Dziś głównie to drugie tworząc obrazy czy inne, ale jednak w latach 70. ubiegłego stulecia angażował się dość mocno w tworzenie literatury z nurtu tzw. prozy postmodernistycznej, Owocem tego jest właśnie ta Analogia, będąca wznowieniem tamtych dzieł.

Zawartość Antologii
(Kliknij w zdjęcie, aby powiększyć)
Na Antologię Szczerbowskiego składają się 3 dzieła. Pierwszym i najobszerniejszym jest Księga Żywota. Przy-powieść stworzona w 1990 roku i jest to zbiór połączonych ze sobą opowiastek, które  (przynajmniej na moje oko) są pozbawione jakiejkolwiek fabuły. Do Antologii należą także dwie mniejsze, cieńsze pozycje. Jedną z nich są Kompozycje, a kolejną zaś Æ wydane po raz pierwszy anonimowo i bez tytułu. A te trzy pozycje łączy tylko postać autora i postmodernizm.

Antologia Roberta Szczerbowskiego to pozycja, za którą zbierałam się naprawdę długo. Leżała obok łóżka, a proste, kartonowe opakowanie jak kat przypominało w nawale testów, zaliczeń, kolokwiów o konieczności jej przeczytania. I nie dość, że czekała długo to jeszcze zaczynałam ją chyba ze trzy razy. W końcu zabrałam się i przeczytałam, ale muszę przyznać się, że męczyłam się przy niej niemiłosiernie. Podczas lektury Księgi Żywota miałam wrażenie, że czytam o niczym, istne wodolejstwo pełne neologizmów i słów zapisanych w taki sposób, że trzeba je przeczytać na głos, żeby zrozumieć co się czyta. Znalazłam w niej kilka mądrzejszych zdań, nadających się na cytaty do zamieszczenia na jakiejś zakładce, antyramie czy jako przestrogę (i te właśnie fragmenty możecie przeczytać w mojej recenzji), ale jednak cała książka jest dla mnie zupełnie niezrozumiała, wręcz nudna. Æ to pozycja, w której już kompletnie nie wiedziałam o co chodzi, co to jest i w ogóle co to ma znaczyć. Najbardziej przypadły mi jeszcze do gustu Kompozycje, niedługie opowiastki, takie z serii ujdzie w tłoku. Generalnie cała Antologia Szczerbowskiego to, moim zdaniem, jedno wielkie nieporozumienie, plątanina słów nie do ogarnięcia, która ni bawi, ni śmieszy. Wiem, jestem dziwna – nie rozumiem czegoś nazywanego sztuką współczesną, a nurt postmodernizmu zdecydowanie można zaliczyć właśnie do tej dziedziny. Sam język jakim jest napisana Antologia jest jeszcze w miarę do przejścia, ale to o czym to jest – masakra. Nie szkoda papieru na pisanie o niczym? Może jakiemuś fanowi tego nurtu czy rodzaju sztuki przypadnie ta antologia do gustu. Dla mnie to jednak nie to – albo ta pozycja jest naprawdę dziwna albo ja jestem jakaś durna, a mój ścisły umysł jest zbyt ściśnięty (jakby powiedział polonista z liceum).

Nie sądzisz, że muzyka jest tą jedyną właściwą mową Piękna? Prażąca się w doskonałości musi znaczyć więcej, niż zewnętrznie reprezentuje. Otóż podejrzewam w niej boską substancję, która przekazywana jest nam przez nich w postaci splotów harmonijnych.

Jak można wywnioskować – Antologii Roberta Szczerbowskiego nie polecam, a jej lekturę wręcz odradzam. Szkoda czasu. Chyba, że lubicie eksperymenty, tracenie czasu lub katowanie się. No cóż bywa. Antologię Szczerbowskiego omijajcie!

Wielu jest wrogów, którzy mogliby stać się twoimi przyjaciółmi, gdybyś tylko zechciał; już bowiem nimi są ale ty słuchając kłamliwych podszeptów bierzesz nie za tych, jakimi starają się być dla ciebie. Dlatego też nim okrzykniesz kogoś wrogiem wniknij w jego zamiary i rozważ dokładnie czyny. Iluż nieprzyjaciół zejdzie ci z drogi, ileż serc utraconych odzyskasz! 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:

piątek, 9 sierpnia 2013

Jezus na prezydenta!

Tytuł: Jezus na prezydenta!
Autor: Zbigniew Masternak
Wydawnictwo: Korporacja ha!art
Ilość stron: 120
Ocena: 1/6


Tłumem wstrząsa śmiech. Na twarzach ludzi maluje się zaskoczenie – czy to przypadkiem nie jakaś „ukryta kamera”. Ale w przemawiającym jest coś takiego, że wielu słucha uważnie jego słów.






Jezus nie wątpliwie był ważną postacią historyczną świata, nie ważne, czy ktoś w Niego wierzy czy nie. W końcu to od roku Jego na rodzin liczy się teraz lata, a co by było gdyby Jezus startował na prezydenta Polski? Zbigniew Masternak postanowił napisać scenariusz filmowy, który by o tym opowiadał, a na podstawie niego powstała książka...

Jezus na prezydenta! to książka cienka i... banalna. Inaczej jej nazwać nie umiem. Powstała na bazie dość nieskomplikowanego pomysłu... Bo co to za pomysł? Policja zgarnia z dworca Warszawa Centralna żebraka, który podaje się za Jezusa Chrystusa, który chce zostać prezydentem Polski, a sama książka wydana w okolicach kampanii przed wyborami prezydenckimi. No cóż... Autor mnie do niej w żadnym razie nie przekonał. Dlaczego? Już piszę dlaczego.

Zbigniew Masternak

Jezus na prezydenta! to książka, jak już wcześniej wspominałam, na bazie banalnego pomysłu, a jej fabuła została utkana z jednego wątku i kilku oderwanych od siebie scen, równie nie rozbudowanych sama akcja. Sam pomysł mógłby być o wiele lepiej wykorzystany czy rozbudowany, jednak no cóż... Powstało jakieś takie coś, nazwane nowelą filmową, a  do tego napisane jakże prostym, wręcz nieliterackim językiem... Nudna, mdła, nie wyróżniająca się niczym. Nawet cała fabuła książki nie potrafi zainteresować czytelnika czy nawet wciągnąć w wir wydarzeń, bo brak w niej jakiejkolwiek akcji. Brak pomysłu, puenty, wartości... Brak w niej czegokolwiek, co by zachwyciło czy zaskoczyło... Niektórym się ona podoba, choć zupełnie nie rozumiem co w niej takiego, bo moim zdaniem jest to nijaka, wręcz mierna historyjka, dla czytelników zupełnie niewymagających... Jeszcze na okładce jest cena 27 złotych, czyli cena niejednej 2-3 razy grubszej książki. Na szczęście zapłaciłam za nią 5 zł w jakimś centrum taniej książki, choć i tak uważam, że to za dużo jak na taką miernotę. Zdecydowanie jej nie polecam. Choć jej przeczytanie zajmie Wam 30-40 min, to i tab będzie to strata czasu;) Z daleka od niej;)

czwartek, 14 marca 2013

Pani na domkach

Tytuł: Pani na domkach
Autor: Joanna Pawluśkiewicz
Wydawnictwo: Korporacja ha!art
Ilość stron: 154
Ocena: 2/6


Lądujemy w Chicago, zimno, jedziemy metrem do domu. Nie ma skał, nie ma kanionów. Jest straszny dźwięk kółeczek bagażu na chodniku, dudniący w pustej dzielnicy polsko-meksykańskiej.






Polakom czy Europejczykom USA kojarzy się z dobrobytem, wielu zapewne waży o życiu jak w amerykańskich filmach, wieść życie rozrzutne i pełne kolokwialnego luzu. Wielu marzy o owym amerykańskim śnie i chce się wyrwać z szarej codzienności. O takim życiu też marzyła bohaterka książki pt. pani na domkach.

W książce tej poznajemy młodą Polkę, która jest właśnie główną bohaterką i narratorką tej powieści dokumentalnej. Kobieta jest młoda, świetnie wykształcona, zna kilka języków obcych. Któregoś dnia wyjeżdża w celach zarobkowych do Stanów, żeby pracować tam w mediach dla Polonii i wśród niej szerzyć miłość do ojczyzny i patriotyzm na obczyźnie. Jednak jej amerykański nie trwa zbyt długo. W pewnym momencie zostaje opiekunka dzieci w obozie pracy, gdzie każdy dzień jest podobny do drugiego, codziennie czeka ją mnóstwo pracy, a wymagania pracodawców bardzo wysokie. Po zakończeniu owej służby, wybiera się w podróż po Ameryce, gdzie na każdym kroku spotyka dobrowolnych polskich niewolników, a w nich zauważa wielkie podobieństwo do siebie samej.
To niedobrze dobrowolnie zgodzić się na niewolnictwo. Dlatego trzeba szybko odejść.

Książki korporacji ha!art zawsze sobie ceniłam, czytałam tylko te z serii prozatorskiej, jak chociażby raz.dwa.trzy, drewniany różaniec czy ojciec odchodzi i wywarły na mnie dość spore wrażenie, choć należą do kategorii książek ryjących psychikę. Nawet na półce mam kilka książek z tego wydawnictwa, więc i tą książkę postanowiłam przeczytać. Podeszłam do niej z wielkim entuzjazmem, ale już na koniec praktycznie nic z niego nie zostało. Spodziewałam się niejako większych rozterek kobiety, więcej psychologicznych opisów, a zamiast tego było sporo opisów niepowalających amerykańskich krajobrazów…  Na szczęście książka niedługa i niedroga… Generalnie nie polecam tej książki, trochę szkoda czasu na nią. Inne książki z ha!art polecam z całym sercem, pod warunkiem, że lubicie książki trudniejsze i ryjące psychikę. Tej jednak nie, odpuście sobie.

niedziela, 17 lipca 2011

zakręt hipokampa

Tytuł: Zakręt hipokampa
Autor:Maciek Miller
Wydawnictwo: Korporacja ha!art
Ilość stron: 216
Ocena: 3/6
Studnt medycyny przyjeżdża do niedużej miejscowości na praktyki lekarskie. Tam poznaje jej zagmatwane sytuacje, ludzi i tematy tabu. Tam poznaje lekarza, który opiekuje się sierocińcem, w którym dzieci pokzaują się nago każdemu wujkowi-lekarzowi, mimo że niekoniecznie są chore. Tam poznaje lesbijkę, która chce adoptować dziecko porzucone pod szpitalem. A czytelnik poznaje cyniczny świat Rudnik...


Książka nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia jak pozostałe z Korporacji ha!art, aczkolwiek też ryje psychikę.Naprawdę. Taki zaupełnie inny świat - do bólu cyniczny, dziwny, aż momentmi naprawdę prawdziwy...

środa, 22 czerwca 2011

Drewnany różaniec

Tytuł: Drewniany różaniec
Autor: Natalia Rolleczek
Wydawnictwo: Korporacja ha!art
Ilość stron: 216
Ocena: 6/6

Jest to książka autobiograficzna, więc i nie łatwa.
Wszystko dzieje się w latach trzydziestych poprzedniego wieku. Dziewczynka pochodząca z ubogiej rodziny (czyli sama autorka) trafia do sierocińca sióstr felicjanek. Tam wychowanki są zmuszane do pracy i życia w nieprzyjemnych warunkach brudu, który tak kontrastuje z lśniącą czystością klasztoru i kościoła. Dziewczynki potrafiły też dostać od sióstr drewnianym różańcem...

Książa przeczytana w ciągu jednego popołudnia ze szczeną na kolanach. Ale w jakiś sposób też się tak czułam. Wiara na siłę, bo mieszkam w jednym budynku z siostrami - skąd ja to znam?... Ale książka naprawdę mną wstrząsnęła. I za to ma najwyższą ocenę...


Cytatów brak

sobota, 18 czerwca 2011

Ślad po mamie

Tytuł: Ślad po mamie
Autor: Marta Dzido
Wydawnictwo: Korporacja ha!art
Ilość stron: 152
Ocena: 5,5/6

Ania zachodzi w ciążę z Grześkiem. A on jest facetem, dla którego dwadzieścia stuzłotowych banknotów załatwia wszystko. Więc dziewczyna idzie na skrobankę. Mimo że sama nie znała własnego ojca i sama miała się nie narodzić. Żyje sama. Ze swoją oblaną maturą z historii i wyrzutami sumienia.Przecież wie, że o aborcji się nie mówi. Podaje się tylko statystyki. Przecież nikt nie mówi "ja" albo "usunęłam".

Książka z kategorii ryjących psychikę. (Czyżby jak wszystkie które czytałam, z tej Korporacji?) Kupiona w poniedziałek i w poniedziałek przeczytana. w większości na przystanku autobusowym. Książka oddaje to, co przeżywa kobieta po dokonaniu aborcji, jej rozterki, jej ból duszy... To chyba dlatego jest taka mocna. Tak wzruszająca. Tak prawdziwa. Przez co tak bardzo zapada w pamięć.


Cytaty z książki:

- Mamo, co to jest zdrada?
- Zdrada to o jeden gest za daleko...

- Mamo, co to jest zło?
- Nie ma zła. Jest tylko inne dobro. Takie trochę gorsze.

Zobaczyłam coś co mnie przeraziło. Malutki usypany z piasku grób. Z lichym krzyżykiem z patyków. Na tabliczce zostało napisane: "To jest grób nienarodzonego dziecka". Obok zdjęcie kilkutygodniowego płodu. Pogrzebany embrion. Kilkucentymetrowy, siny zaczątek człowieka. Był jak bezbronna kulka. Anioł bez skrzydeł. Krwawy wyrzut sumienia.

środa, 4 maja 2011

Ojciec odchodzi

Tytuł: Ojciec odchodzi
Autor: Piotr Czerski
Wydawnictwo: Korporacja Ha!art
Ilość stron: 144
Ocena: 5,5/6

Jedna z wielu książek o polskim papieżu.
A może o bardziej o jego odchodzeniu.
Z perspektywy studenta ateisty.
Główny bohater lubi pobalować i się napić. Przyjeżdża do Krakowa na stypiendium w przedzień śmierci papieża. Widzi tłumy ludzi łączących się duchowo z umierajcym Ojcem, widzi spikerów oznajmujących, że nie ma nadzieji dla człowieka nadzieji. Widzi internet we wszystkich odcieniach szarości na znak żałoby. A widzi to wszystko swoim krytycznym okiem ze swojej własnej perspektywy.

Można powiedzieć, że książka na czasie. Ja sama świeżo co wróciłam z beatyfikacji, a przeczytałam ją w drodze do Rzymu. Książka z serii zapadajcych w pamięć. Wbrew pozorom nie jest to książka religijno-życiorysowa. Połączenie bloga, eseju, dziennika... Książka z jednej strony lekka i przyjemna do czytania, a z drugiej... Daje do myślenia.

niedziela, 10 kwietnia 2011

raz.dwa.trzy


Tytuł: raz.dwa.trzyAutor: Hubert Klimko-DobrzanieckiWydawnictwo: Korporacja ha!artIlość stron: 224Ocena: 5.5/6

Jak to określił aktor – katodewohomopowieść
 Książka ryjąca psychikę, ale ciekawa (dla osób, które mają dobre nerwy i nie gorszą się za bardzo).
Każdy z trzech narratorów opowiada o swoim świecie.
Jeden o świecie, w którym rozdziewicza się się kuzynki, drugi o koszmarnych relacjach z ojcem, jedzeniu chleba z dżemem i różnych „ciociach”, które nie wiadomo skąd się brały, a trzeci o świecie w sanatorium i o uzależnieniu.
Mimo wszystkiego warto przeczytać.
Jeżeli wiesz, że się nie zgorszysz to polecam!Książka nie daje o sobie zapomnieć. zdecydowanie