niedziela, 30 kwietnia 2023

"Piwnica" Magdalena Zimniak

Tytuł: Piwnica
Autor: Magdalena Zimniak
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Czyta: Zofia Zoń
Długość: 9 godz. 2 min
Ocena: 4.5/6


Pomiędzy tym światem a tamtym powinna być ściana, przez którą nic nie przenika. Myślała przez chwilę, a potem dodała: Przynajmniej w jedną stronę.





Nigdy wcześniej nie miałam kontaktu z twórczością Magdaleny Zimniak, ale przez zupełny przypadek natrafiłam się na jej książki podczas przeszukiwania platform z audiobookami w poszukiwaniu jakiejś pozycji do posłuchania jakiś nowych pozycji. Spośród kilkunastu pozycji napisanych przez autorkę – mój wybór padł na książkę pt. Piwnica w interpretacji Zofii Zoń. 

W budynku spółdzielni mieszkaniowej na 3 Maja straszy. Dlaczego duch daje znać o swojej obecności po prawie czterdziestu latach spokoju? Dlaczego pojawia się tylko wtedy, gdy dyżur ma ochroniarz Rafał? Rafał i Aneta, angażują się w prywatne śledztwo, które prowadzi do lat czterdziestych ubiegłego wieku. Wtedy, w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła młoda kobieta. Bohaterowie podejrzewają, że jej ciało zostało zamurowane w piwnicy spółdzielni. Zagadka z przeszłości przeplata się z problemami współczesnych bohaterów, rodzinne tajemnice mieszają z wielką historią. Magdalena Zimniak tworzy powieść psychologiczną na tle wydarzeń historycznych. Tajemnica, elementy kryminału i horroru sprawiają, że książki nie sposób odłożyć, dopóki nie pozna się zakończenia.                                                                                                                                                                      opis wydawcy

Piwnica to pozycja, względem, której nie miałam jakiś szczególnych oczekiwań, a przede wszystkim dlatego tego, że nie miałam wcześniej styczności z twórczością autorki. Całość jest mieszanką kryminału, obyczajówki i odrobiny historii II Wojny Światowej (no i może trochę romansu), więc całkiem niezła mieszanka jak dla mnie, ale nie zmienia to faktu, że całkiem ciekawa. Zaczęłam słuchać tej pozycji i od samego początku urzekł mnie zarówno głos autorki, ale również wciągnęła cała fabuła, na którą pomysł wydał mi się całkiem ciekawy, ale również całkiem nieźle zrealizowanym, chociaż momentami wręcz absurdalnym. O ile same wydarzenia i zagadki (głównie rodzinne), które wydarzyły na wszystkich płaszczyznach czasowych są naprawdę ciekawe, a bohaterowie dość interesujący i dający się lubić – jednak sam pomysł umieszczenia w książce będącej kryminałem duchów wydających odgłosy z piwnicy czy przewalający półki w pomieszczeniach owej piwnicy są doprawdy absurdalne. Rozumiem, że najprawdopodobniej ma to dodać tajemniczości i dreszczyku emocji, jednak jest to zupełnie nierealistyczne, a we mnie wzbudziło wrażenie, jakbym czytała książkę z kategorii fantasy a nie kryminału czy obyczajówki. Pomimo tego nieco zbyt naciąganego (moim zdaniem) faktu obecności i działalności duchów, w moim odczuciu książka jest napisana w sposób naprawdę całkiem przyzwoity i wciągający, a w dodatku zapewniając całkiem niezłą zabawę z dość zaskakującym zaskoczeniem. No i postacie naprawdę dające się lubić, dość barwne i ciekawe, mimo ich dość sporej ilości a tej pozycji – to wszystko akurat zdecydowanie na plus. Główna para bohaterów - Rafał i Aneta – wzbudzali nieco we mnie skojarzenia z Agatą i Kremitem z Prywatnych śledztw Agaty Brok

No, cóż, gościu niewiele sobie przypominał. Pamięć miał dziurawą. Albo nie był z bratem tak blisko jak powiedziała pani Anna. Lub kłamał. Wszyscy kłamali. Pradziadek Anety. Klara. Rafał też kłamał. Dlaczego Bawarski miałby być wyjątkiem? Sekret. Każdy chronił swój sekret. Lub czyjś.

Piwnica jest pozycją, którą zdecydowanie mogę polecić – szczególnie miłośnikom pozycji pełnych rodzinnych mrocznych, rodzinnych tajemnic, a także napisanych w różnych płaszczyznach czasowych. Osobiście z wielką chęcią sięgnę po inne pozycje autorki, żeby przekonać, jak one przypadną mi do gustu. Tę naprawdę mogę polecić, mimo pewnej absurdalności zachowań duchów. W moim odczuciu reszta zdecydowanie nadrabia – zwłaszcza wciągająca fabuła i zaskakujące zakończenie. 

wtorek, 25 kwietnia 2023

"Lot 7A" Sebastian Fitzek

Tytuł: Lot 7A
Autor: Sebastian Fitzek
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 400
Ocena: 1/6



Są dwa rodzaje obłędów. Takie, które pogarszają ci życie, i takie, które je kończą.





Mam za sobą dwie przeczytane książek autorstwa Sebastiana Fitzeka, które zdecydowanie przypadły mi do gustu, więc miałam w planach jego kolejne pozycję. Kiedy po raz kolejny miałam ochotę na przygodę z jego twórczością – długo zastanawiałam się nad tym, za którą mam się zabrać. W końcu mój wybór padł na pozycję pt. Lot 7A.

Jest jedyna, śmiercionośna broń, której nie wykryje żadna kontrola.
Każdy może ją wnieść na pokład. KAŻDY!
Nocny lot Buenos Aires-Berlin.
Na pokładzie 600 pasażerów. Wśród nich:
Jeden psychiatra, który panicznie boi się latać.
Jedna pacjentka, którą przed laty wyleczył ze zbrodniczych skłonności.
I miejsce 7A...

Mats Krüger, wybitny psychiatra, musi przezwyciężyć paniczny strach przed lataniem. Po śmierci żony wyemigrował do Argentyny (statkiem) i nie zamierzał wracać do Niemiec. Teraz po latach milczenia wzywa go córka Nele: wkrótce będzie rodzić i chce, by Mats był przy niej. Po kongresie psychiatrycznym poświęconym fobii przed lataniem Mats wsiada do samolotu rejsu Buenos Aires-Berlin. Lecz ledwie zapnie pas, zrozumie, że to nie turbulencje, spadek ciśnienia w kabinie czy terroryści okażą się najstraszliwszym zagrożeniem... że przygotował się nie na ten strach...                                                                                                                                                                                                 opis wydawcy

Lot 7A jest książką, po której spodziewałam się podobnego poziomu, z jakim spotkałam się w Terapii czy Pacjencie – zaczęłam jej czytać i już od samego początku nie do końca się potrafiłam w nią wciągnąć. Język jakim jest ta pozycja jest bardzo podobny i zbliżony do tych książek autora, które czytałam. Tak samo jak sam pomysł na fabułę – naprawdę ciekawy i ze sporym potencjałem, jednak w moim odczuciu zrealizowany w sposób dość kiepski. Przez większość książki odniosłam wrażenie, że całość jest doprawdy przekombinowana, wręcz niedorzeczna i absurdalna. Może to wynikać z faktu, że sama nigdy nie leciałam samolotem, nie mam lęku wysokości i nigdy nie miałam i nie rozumiałam lęku przed lataniem. Wszystko wygląda jakby autor chciał miał jakąś koncepcję względem tej książki, ale gdzieś po kilkudziesięciu stronach zagubił się kompletnie w swoich zamysłach i planach.  Zaczynało się naprawdę intrygująco, ale niestety nie wyszło – wyszedł chaos, niesmak i rozczarowanie. Nie przekonała mnie do siebie ta książka.

(...) w każdym tkwi tykająca bomba zegarowa, którą w odpowiednich okolicznościach można odpalić, naciskając właściwy guzik.

Lot 7A to książka, która mnie naprawdę rozczarowała. Po lekturze Terapii czy Pacjenta miałam względem, tej pozycji zdecydowanie wyższe oczekiwania, spodziewałam się naprawdę czegoś lepszego. Jak na mój gust zdecydowanie zbyt wydumany pomysł, a do tego zupełnie nieprzekonywujące i mało zaskakujące zakończenie. Zdecydowanie nie polecam. 

(...) kryminologia i psychologia są ze sobą ściśle powiązane. Jeśli chciało się dotrzeć do istoty rzeczy, w obu przypadkach należy poznać przyczynę problemu.

niedziela, 16 kwietnia 2023

"Mężczyzna imieniem Ove" Fredrik Backman

Tytuł: Mężczyzna imieniem Ove
Autor: Fredrik Backman
Wydawnictwo: Marginesy
Czyta: Marcin Popczyński
Długość: 9 godz. 17 min.
Ocena: 5.5/6



Wszystkie drogi prowadzą cię do tego, do czego jesteś przeznaczony.






Najpierw usłyszałam o nowym filmie pt. Mężczyzna imieniem Otto z Tomem Hanksem w roli głównej i sam tytuł mnie zaintrygował i dodałam go do swojej listy do obejrzenia. Jednak dopiero po jakimś czasie dowiedziałam się, że jest on adaptacją książki Fredrika Backmana pt. Mężczyzna imieniem Ove i z racji tego, że wyznaję zasadę najpierw książka, później film czym prędzej zabrałam się za tę pozycję.

Na pierwszy rzut oka Ove wydaje się najbardziej gburowatym człowiekiem na świecie, zrzędą z żelaznymi zasadami, bezwzględną rutyną i skłonnością do wpadania w złość. Ludzie sądzą, że jest zgorzkniały, a on uważa, że otaczają go idioci. Uporządkowany i samotny świat Ovego zaczyna trząść się w posadach pewnego listopadowego popołudnia wraz z pojawieniem się nowych sąsiadów – gadatliwej młodej pary z dwiema niesfornymi córkami – którzy oznajmiają swoje przybycie, niszcząc Ovemu skrzynkę na listy podczas parkowania samochodu z przyczepą. Dalsze wydarzenia tworzą ciepłą opowieść o zaniedbanych kotach, nieprawdopodobnych przyjaźniach i nieoczekiwanym wywróceniu wszystkiego do góry nogami.                                                                                                                                                                 opis wydawcy

Mężczyzna imieniem Ove jest książką, której byłam bardzo ciekawa, przede wszystkim za sprawą intrygującego tytułu, a także opisu, jakim uraczył nas wydawca. Zaczęłam słuchać tej pozycji w interpretacji Marcina Popczyńskiego i na początku nie mogłam się jakoś szczególnie w nią wciągnąć. Wszystko za sprawą tak bardzo charakterystycznej postaci głównego bohatera, który na początku irytował mnie niemiłosiernie za sprawą swojej gburowatości, braku elastyczności i zrzędliwością. Jednak z czasem lektury okazało się, że pod tą twardą maską jest mężczyzna, który nie potrafi sobie poradzić na świecie bez swojej ukochanej żony, a tak naprawdę jest przekochany w tej swojej gburowatości i naprawdę zupełnie jego postać zmienia się w moich oczach. Akcja książki toczy się w dwóch płaszczyznach czasowych, co wyjątkowo lubię w książkach, bo najczęściej pozwala mi to spojrzeć na fabułę z różnych perspektyw – nie tylko czasowych, ale również z perspektyw różnych bohaterów. Całość jest napisana w sposób bardzo żywy, ciekawy i efektowny, w szczególnie barwny i interesujący sposób zostali opisani bohaterowie tej powieści – zarówno Ove, jak i jego sąsiedzi przekazując całą plejadę fascynujących osobowości. 

Mówi się, że najlepsi mężczyźni rodzą się ze swych błędów i potem są o wiele lepsi, niż gdyby nie błądzili wcale.

Mężczyzna imieniem Ove jest książką, w której lekturę początkowo było mi się wciągnąć, ale z czasem słuchało mi się coraz lepiej i lepiej, a skończyłam z uśmiechem na twarzy i żalem, że skończyła się tak szybko. Naprawdę ciepła i dobrze napisana opowieść niby o niczym, o ludzkich sprawach, a przede wszystkim o tym jak ważne są zwykłe, codzienne rytuały i relacje z innymi ludźmi (nieważne, jakimi idiotami i gburami by się nam wydawali). Zdecydowanie polecam!

Zbudował dla niej półki, a ona wypełniła je książkami, w których ludzie zapisywali całe strony swoimi uczuciami. Natomiast Ove znał się na rzeczach, które można było zobaczyć i dotknąć. Beton i cement. Szkło i stal. Narzędzia. Rzeczy, które można było wyliczyć. Rozumiał proste kąty i jasne instrukcje. Plany i rysunki techniczne. Rzeczy, które można było narysować na papierze. Był człowiekiem czerni i bieli. Ona była kolorem. Wszystkimi jego kolorami.

piątek, 7 kwietnia 2023

Podsumowanie marca 2023


Nawet nie wiem, kiedy zleciał ten marzec – ostatnio mam wrażenie, że ten czas niemiłosiernie zapiernicza! Ciągle praca na pełen etat, do tego pierwsze zajęcia w tym semestrze, pierwsze nocki od grudnia (nie sądziłam, że tak można tęsknić za pracą na nocki). Była kolejna dziurka w uchu – tym razem helix i ogarnianie jazd na motocykl – czas skończyć to prawko, a do tego jeszcze kontrole u lekarzy (reumatolog i psychiatra). Na siłownię chodziłam w tym miesiącu zdecydowanie rzadziej niż w poprzednich tygodniach czy miesiącach – z racji kolczyka, nocek i pobolewającego barku (tego ostatniego zdecydowanie nie polecam). Jednak i tak kolejne 2 kg na minusie. 

W tym miesiącu przeczytałam niestety tylko 2 książki.
Chociaż tak naprawdę przesłuchałam, bo oba to audiobooki.
Jedna z nich wzięła udział w wyzwaniu Abecadło z pieca spadło.

 Mężczyzna imieniem Ove
Dopóki grób nas nie połączy

 Na blogu pojawiły się 3 posty – 2 recenzje i podsumowaniepoprzedniego miesiąca. 


uczelnia

Świeżo wstawiona nalewka z kiwi

Kolejny kolczyk

2 godziny okienka między pracą a uczelnią,
więc czas na własne jedzonko w plenerze.



A Wam jak minął marzec?