Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 maja 2020

"Notatki samobójcy" Michael Thomas Ford

Tytuł: Notatki samobójcy
Autor: Michael Thomas Ford
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 272
Ocena: 6/6



Głupio się przekonać, że twój stan zależy od jednej małej pigułki, która wygląda jak tic tac i zawiera jakąś dziwną kombinacje substancji...







Samobójstwa są wciąż tematem tabu, chociaż w Polsce rocznie więcej osób odbiera sobie życie niż ginie w wypadkach komunikacyjnych (wiedzieliście o tym?), ale zresztą całe zdrowie psychiczne jest jednym wielkim tabu. Dlatego cieszę się, że powstają takie książki jak Notatki samobójcy Michaela T. Forda, którą przeczytałam całkiem niedawno. 
Nazywam się Jeff. Mam siostrę i rodziców, którzy nadal ze sobą wytrzymują. Cała nasza czwórka mieszka w prześlicznym domku w prześlicznej okolicy w prześlicznym mieście podobnym do milionów innych miast. Rodzice nigdy nas nie bili, nie molestował mnie żaden ksiądz, koledzy w szkole nie dokuczali jakoś szczególnie. Nie słucham death metalu, nie mam obsesji na punkcie brutalnych gier wideo i nie odcinam głów małym zwierzątkom. Piętnastoletni Jeff trafia do szpitala psychiatrycznego po nieudanej próbie samobójczej. Ma spędzić czterdzieści pięć dni na oddziale dla nastolatków i wziąć udział w terapii grupowej. Chłopak jednak uparcie odmawia rozmawiania o tym, co się wydarzyło. Nie jest szczery nawet z samym sobą. Czego wstydzi się tak bardzo, że nie chce dalej żyć?
                                                                        opis wydawcy

Za Notatki samobójcy miałam ochotę zabrać się już jakiś czas temu, ale później o niej zapomniałam. Na szczęście jednak całkiem niedawno przypomniałam sobie o jej istnieniu i od razu zabrałam się za jej czytanie. Byłam jej bardzo ciekawa, chociaż nigdy wcześniej nie czytałam jej żadnych recenzji, więc też nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Zaczęłam czytać i zupełnie przepadłam. Jako studentka psychologii z wielką ciekawością czytałam o realiach pobytu w szpitalu psychiatrycznym po próbie samobójczej, a całość jest napisana w sposób bardzo interesujący i humorystyczny. Tak, to możliwe, żeby opisać psychiatryk w sposób zabawny i wcale nie jest to żenujące. Wszystko za sprawą głównego bohatera, który jest postacią ironiczną, zabawną, pełną ciekawych spostrzeżeń, ale pod tą maską – osobą nie znająca własnych emocji, dość lękliwą, niepewną siebie i przeżywającą swój prywatny dramat. Przede wszystkim osobą potrzebującą miłości. W moim odczuciu Michael Ford stworzył dość ciekawe postacie, pełne różnych problemów i dramatów, pokazując, że problemy psychiczne są pod różnymi maskami. Bardzo dużym plusem naszego, polskiego wydania jest lista różnych, pomocnych numerów np. Antydepresyjny telefon zaufania ITAKI czy do Poradni telefonicznej dla osób w kryzysie emocjonalnym. Jest to niezwykle ważne, bo często bywa tak, że osoby w kryzysie emocjonalnym i depresji często nie mają się do kogo zgłosić, stąd właśnie sięgają po samobójstwo, które wydaje się być dla nich jedynym rozwiązaniem. Jeszcze jednym plusem jest temat homoseksualizmu i homofobii, co jest pokazane w sposób nienachalny, a jako jeden z problemów. Generalnie bardzo dobrze, że są przedstawione różne postacie z różnymi problemami, w tym właśnie z rozpoznawaniem własnej seksualności.
Trafiliśmy do tego szpitala, bo ktoś - rodzice, lekarze, ludzie, którzy rzekomo nas kochają - boją się nas. Zamknęli nas w klatce, żeby ludzie mogli się gapić z bezpiecznej odległości na świry.
Notatki samobójcy są książką zdecydowanie godną polecenia. Choć temat zdecydowanie niełatwy, książka jest napisana w sposób naprawdę lekki i przyjemny. Autor podejmuje ważne i trudne tematy, pokazując jednocześnie, że samobójstwo nie jest lekiem na całe zło, a problemy można rozwiązać w zupełnie inne, różne sposoby. No wielkie brawa dla wydawcy za numery telefonów z tyłu książki w polskim wydaniu, zwłaszcza, że jest to książka dedykowana młodzieży. Ja jestem zdecydowanie na tak i bardzo polecam, niezależnie od wieku. 
Oto, do czego doszedłem: jak to jest, że ktoś ratuje samobójcę, a potem ma do niego pretensje za zepsuty dzień? Ciągle czuję, że ludzie chcą, bym za coś przeprosił. Ale nie mam za co, to oni spaprali sprawę. Nie ja.
Nie prosiłem, żeby mnie ratować.
Książka bierze udział w wyzwaniu Abecadło z pieca spadło


Antydepresyjny telefon zaufania ITAKI
22 484 88 01

Kryzysowy Telefon Zaufania
116 123

środa, 27 grudnia 2017

"Mania czy Ania" Erich Kästner





Tytuł: Mania czy Ania
Autor: Erich Kästner
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Ilość stron: 152
Ocena: 5.5/6








Książkę pt. Mania czy Ania autorstwa Erich Kästner po raz pierwszy sięgnęłam jeszcze gdzieś w okresie podstawówki, w młodszych klasach... Przeczytałam, oddałam do biblioteki, ale zdecydowanie o niej nie zapomniałam. Po jakimś czasie, w zasadzie po dobrych kilku latach zaczęłam grzebać w Internecie w poszukiwaniu właśnie tej książki, aż w końcu ją znalazłam, kupiłam... Niedawno zabrałam się za nią szukając jakiejś lekkiej książki do pociągu...
Pewnego dnia w miejscowości letniskowej spotykają się dwie dziewczynki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że są do siebie podobne jak dwie krople wody i do tej pory nie wiedziały o swoim istnieniu. Ania Pafly z Wiednia ma wprawdzie długie kręcone włosy, a Mania Körner z Monachium dwa warkocze ale to naprawdę jedyna różnica. Ania i Mania postanawiają odkryć tajemnicę swojego podobieństwa: Ania jedzie do Monachium jako Mania, a Mania jako Ania do Wiednia...
                                                                          opis wydawcy

Mania czy Ania to cienka książeczka, ale jednak jej lektura sprawiła mi wiele przyjemności, taki ciepły powrót do książek z dzieciństwa. Historia naprawdę ciekawa i... urocza, aczkolwiek - na mój już dorosły mózg – lekko irracjonalna. Jednak mimo wszystko sprawiła mi wiele radości... Porusza ważne tematy rodziny, skłania do refleksji, bawi i zdecydowanie warta przeczytania, zwłaszcza właśnie przez dziewczynki w wieku 7-11 lat, jednak myślę, że i starszym może sprawić wiele radości. Czytając wiele razy się uśmiechnęłam, jak dziewczynki wchodziły w swoje role, jak mogą się różnić się bliźniaczki, jak mogą starać się o... swoich rodziców. Napisana lekko, uroczo, adekwatnie do tej konkretniej grupy odbiorców – wczesnych nastolatek... 

Mania czy Ania to książeczka bawi, wzrusza i skłania do refleksji. Choć po raz pierwszy wydana w 1949 roku, to jednak aktualna i dziś. Pokazuje moc siostrzanej miłości i więzy pomiędzy bliźniaczkami... Aż i mi się zamarzyło mieć siostrę, tym bardziej bliźniaczkę... Jak dla mnie klasyka literatury dziecięcej, zaraz obok Ani z Zielonego Wzgórza... 

sobota, 7 listopada 2015

"Kamienie na szaniec" Aleksander Kamiński

Tytuł: Kamienie na szaniec
Autor: Aleksander Kamiński
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 240
Ocena: 6/6


 
Umiejętność znoszenia niepowodzeń jest wielką i ważną umiejętnością. Oczywiście jeśli towarzyszy jej zdolność i chęć do wyciągania nauki z porażek.


  



Kamienie na szaniec to lektura obowiązkowa w gimnazjum, a poza tym, któż nie słyszał o tej książce? Zwłaszcza po jej ekranizacji z 2014 roku z debiutującymi, młodymi aktorami w rolach głównych - Tomaszem Ziętekiem, Marcelem Sabatem oraz Kamilem Szeptyckim. Osobiście właśnie przeczytałam ją teraz po raz drugi – po raz pierwszy było to właśnie w czasie, kiedy była ona moją lekturą szkolną, aż w końcu przyszedł czas, żeby sobie ją odświeżyć.

Życie jest tylko wtedy coś warte i tylko wtedy daje radość, jeśli jest służbą. Formy służby mogą być zmienne i ciągle dostosowywane do potrzeb życia.

Trójka przyjaciół wiernych sobie oraz oddanych Ojczyźnie – Rudy (Jan Bytnar), Alek (Maciej Aleksy Dawidowski) i Zośka (Tadeusz Zawadzki). Kiedy we wrześniu 1939 roku wybucha wojna oni są młodzi, silni i pełni nadziei… To właśnie w tym czasie całe ich życie tak bardzo się zmieniło. Jednak oni wciąż pozostali wierni  wyznawanym przez siebie zasadom i ideałom sprzeciwiając się wrogowi i służąc Ojczyźnie… Zresztą tę historię kojarzy chyba każdy – chociaż z opowieści, streszczeń czy lekcji…

Życie byłoby nędzne i zawstydzające (...) gdybyśmy skupiali się tylko na przygotowaniu do zadań jutra, a nie brali udziału w walce już dziś. Ale życie byłoby głupie i bezsensowne, gdybyśmy żyli tylko walką dzisiejszą, a nie przygotowywali się do jutra.

Kamienie na szaniec to tak jakby połączenie kilku połączenie kilku pamiętników i wielu wspomnień w jednej książce… Napisana jest żywym językiem, oddającym uczucia, emocje i ideały, jakimi żyli bohaterowie… Dużo się w niej dzieje, zresztą jak to na wojnie – bardzo dobrze można wyczuć tamtą atmosferę, ich napięcie, atmosferę walki… Aleksander Kamiński bardzo dobrze przedstawił nie tylko wojnę, bohaterską postawę Rudego, Alka i Zośki, ale także ich determinację, poświęcenie, to czym dla nich była miłość, przyjaźń, Ojczyzna…  Fabuła tej książki jest dość dynamiczna, choć były momenty, kiedy jej lektura mi się dłużyła, zwłaszcza, kiedy czytałam ją po raz pierwszy, za drugim razem tych momentów już tyle nie było – praktycznie w ogóle ich nie było.

Kończy się w tym miejscu opowieść, choć walka toczy się dalej. Nieubłagana sprawiedliwość powoli, lecz nieodwołalnie zbliża karzącą dłoń ku gardłom zbrodniarzy świata. We krwi i męce tworzenia rodzi się polski świat Jutra, zamglony chaosem chwili. Walka trwa. Trzeba przerwać tę opowieść. Opowieść o wspaniałych ideałach BRATERSTWA i SŁUŻBY, o ludziach, którzy potrafią pięknie umierać i PIĘKNIE ŻYĆ.

Kamienie na szaniec to pozycja, do której moim zdaniem trzeba dojrzeć, ale zdecydowanie polecam ją każdemu w miarę rozgarniętemu, z w miarę średnią dojrzałością. Osobiście uważam, że powinien przeczytać każdy Polak, żeby poznać historię walecznej trójki przyjaciół, a przede wszystkim historię Polski z trochę innej perspektywy niż szkolny podręcznik. Rudy Alek i Zośka to wspaniali młodzi ludzie (przecież ja jestem w ich wieku!!!), którzy okazali swoją wielką odwagę i patriotyzm… Naprawdę warto przeczytać i być dumnym z historii naszej Ojczyzny.



Od lewej:
-Jan Bytnar (6 maja 1921- 30 marca 1943)- RUDY
-Maciej Aleksy Dawidowski (3 listopada 1920- 30 marca 1943)- ALEK
-Tadeusz Zawadzki (24 stycznia 1921- 20 sierpnia 1943)- ZOŚKA

Patriotyzm nie polega na przekrzykiwaniu się kto Polskę bardziej kocha. Rzecz w tym , aby po cichu, z zaciętymi zębami, nieco pochylonym karkiem, ale z podniesioną głową żyć w niej i nie uciekać.



piątek, 2 maja 2014

"Smok na piedestale" Piers Anthony

Tytuł: Smok na piedestale
Autor: Piers Anthony
Seria: Xanth
Tom: siódmy
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron:432
Ocena: 5/6


Trudno odnieść sukces, jeśli jest się zabawką w rękach innych.






Ostatnio mam wielką chrapkę na fantastyczne książki, więc z chęcią sięgnęłam po książkę autora, którego nazwisko nic nigdy mi nie mówiło i nigdy o nim nie słyszałam, a mianowicie po pozycję pisarza, który zwie się Piers Anthony.

Xanth to magiczna kraina pełna smoków, zaczarowanych zwierząt, nasion i roślin, a także pełna nieumarłych – zombie. Tu każdy ma magiczne zdolności, ale to także kraina wielkich możliwości i okazji. Przekonała się także o tym żona króla Dora, a mianowicie Irene. Dostała kolejną szansę, ale jaką? A co z jej trzyletnią córeczką Ivy? Jaką dostała szansę? Co z nimi się stanie? Co takiego stało się w tej krainie? Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa smok rozpadliniarz tytułowy smok na piedestale, który z niego musi zejść? Jakie inne i niebezpieczne stworzenia są w Xanth, owej magicznej krainie? A co z czarodziejem żyjącym w tamtym rejonie? Jaka będzie jego rola?

Po Smoka na piedestale sięgnęłam z wielkim zapałem i entuzjazmem nie zauważając nawet, że jest to jest siódmy tom serii o magicznej krainie Xanth – półwysep, przez którego środek przebiega Rozpadlina. Przynajmniej jak dowiedziałam się dzięki Wikipedii, po tym jak zaczęłam czytać o cyklu chcąc się o nim się dowiedzieć czegoś więcej. Też tam się dowiedziałam o mnogości tomów należących do tego cyklu. A jak wypadł ten tom?

Ivy zdawała sobie sprawę, że większość niewiast niezbyt zręcznie posługuje się posługuje się bronią , lecz ta najwyraźniej wiedziała do czego służy nóż . Może dlatego, że była zdumiewająco piękna, mimo że zaniedbana. Matka Ivy wciąż jej powtarzała, że ładne dziewczęta muszą umieć się bronić. 

Smok na piedestale to przyjemna w odbiorze i niedługa książka, która potrafi przenieść do innego świata, do krainy, pełnej smoków, zaczarowanych nasion, roślin, zwierząt i magii. Swoim klimatem trochę przypomina mi klimat cyklu Miecz prawdy autorstwa Terry'ego Goodkinda. Sama nie wiem do końca czemu, chyba z powodu podobnych krain i różnych dziwnych, magicznych roślinek. Pozycja jest napisana niezbyt skomplikowanym językiem, ale jednocześnie takim, który świetnie oddaje klimat owej krainy i tamtego świata. Autor bardzo dobrze się spisał opisując, a przede wszystkim tworząc tę krainę. Spodobała mi się mnogość magii, zaczarowanych roślin i zwierząt, jedynie zombie średnio mi tam pasowały do tego świata, jakby urwały się z innej bajki i przeniosły się właśnie tam. Cykl zaczęłam czytać od siódmego tomu, ale nie sprawiło to, że się jakoś pogubiłam i nie potrafiłam odnaleźć w książce. Chwilami nie wiedziałam czym są jakieś postacie czy zwierzęta, ale nie przeszkadzało to w ogólnym odbiorze fabuły. Nie zmienia jednak to faktu, że warto zacząć cykl od pierwszych tomów. Seria ma w oryginale prawie 40 tomów, a w Polsce jest wydanych i zapowiedzianych ich bodajże 22, o ile się nie mylę, a sam autor - Piers Anthony – wydał ponad 140 książek. (tak wrednie się zastanawiam, czy to już nie grafomaństwo?). Coś co mnie zdziwiło to fakt, że pozycja została w Polsce wydana po raz pierwszy w 1993 roku, a tegoroczne wydanie jest tylko wznowieniem.

Czy polecam Smoka na piedestale z cyklu Xanth? Tak, zdecydowanie. Nie tylko każdemu fanowi i miłośników fantasy pełnej smoków, magii, wielu przygód, przyjaźni i wydarzeń, ale także każdemu, kto chce dopiero się zaznajomić z tym gatunkiem i nie wie od czego zacząć. Ja przy niej bawiłam się naprawdę dobrze, jest to książka, która wciągnie, przeczyta się ją szybko, w ciągu jednego dnia i wciąż ma się apetyt na więcej. Teraz sama będę polować na pierwsze tomu tego cyklu;)

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:

czwartek, 3 stycznia 2013

Zapiski niewidomego taty

Tytuł: Zapiski niewidomego taty
Autor: Ryan Knighton
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 288
Ocena: 5/6


Boję się, że moja ślepota okaże się przeszkodą, w momencie kiedy Tracy będzie mnie najbardziej potrzebowała.






Wyobraźcie sobie sytuację, w której macie oczy zasłonięte opaską i tak macie wykonywać wszystkie codzienne czynności, trudne, nieprawdaż? Tak na co dzień żyje autor książki - Ryan Knighton, u którego w wieku osiemnastu lat zdiagnozowano retinopatię - chorobę niszczącą wzrok i to właśnie przez nią obecnie jest niewidomy, ale mimo tego się nie poddaje nadal stara się żyć normalnie, ale nieraz mu to nie wychodzi. Ogarnia go strach, czego dowodem może być cytat rozpoczynający moją recenzję. Autor w Zapiskach niewidomego taty opisuje swoje przeżycia związane z ojcostwem, dzieli się swoimi przemyślenia na temat tego jak to jest być niewidomym ojcem, co to znaczy tak wychowywać dziecko, a wcześniej na nie czekać. Widzimy jak wielka jest to pomoc w chęci pomocy ciężarnej czy obolałej zaraz po porodzie żonie. Jednak widzimy że można żyć względnie normalnie, bez zbędnego użalania się nad sobą. Ryan Knighton jest tego przykładem, będąc ojcem, mężem a także wykładowcą na Uniwersytecie Capilano i nie rezygnując z tego mimo swojej choroby.

Zapiski niewidomego taty są książką wyjątkową. Choć spodziewałam się większej ilości opisów tego, jak autor radzi sobie z dzieckiem, jednak sama pozycja poruszyła mnie do głębi. Pełna trafnych uwag, niechęci bycia ciężarem dla kogokolwiek i pomoc na ile jest to tylko możliwe. Pełna poruszających relacji z tego jak zajmować się własnym dzieckiem, jednocześnie nie widząc jak wygląda, jak duże jest, w co jest ubrane, czy chociażby jaką zabawką się bawi. Moim zdaniem jest to książka warta przeczytania, przez każdego. Dzięki niej można docenić to, co się ma, nie poddawać się w tym co się robi… Jest to książka napisana niezbyt skomplikowanym językiem, który trafi do każdego, a niecałe 300 stron to naprawdę niedużo, a warto poświęcić czas na tę pozycję. Polecam z całego serca!

środa, 21 listopada 2012

Złodziejka książek

Tytuł: Złodziejka książek
Autor: Markus Zusak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Czyta: Piotr Bąk
Czas trwania: 13 h 30 min
Ocena: 6/6

Wydaje mi się, że ludzie lubią oglądać akty destrukcji. Zamki z piasku, domki z kart – od tego się zaczyna. Mają specjalny talent do pomnażania dzieła zniszczenia.



W pracy maturalnej miałam motyw książki w literaturze, więc wiele osób doradzało mi zapoznać się właśnie ze Złodziejką książek, ale jakoś nie bardzo pasowała do mojej koncepcji, więc darowałam sobie jej czytanie. Wolałam wybrać coś lżejszego. I chyba mniej znanego. Teraz kiedy portal Audeo zaproponował mi współpracę i w ich ofercie zobaczyłam tę pozycję, stwierdziłam, że czemu nie, że można się z nią zapoznać.

Złodziejka książek jest pozycją wyjątkową. Dlaczego? Otóż narratorem w niej jest sama śmierć. Ale nie jest to zakapturzona, ciemna postać z kosą, przypominająca dementora z serii filmów o Harrym Potterze, ale śmierć, która podczas wojny bardzo sumiennie wypełnia swoje zadanie. I to właśnie ona snuje opowieść o małej dziewczynce – Liesel. Śmierć odtwarza nam jej historię, znalezioną na kartach jej dziennika. Jest to opowieść poruszająca, która mówi o dziewczynce, która trafia do przybranych rodziców, a w trakcie jej podróży umiera jej mały braciszek. I to właśnie tego dnia kradnie swoją pierwszą książkę. Jest to bowiem opowieść o dziecku, które poznało wagę słów, związało z nimi swoje życie i to właśnie im je zawdzięcza. Opowieść o dziecku, które pokochało słowa i swoich przybranych rodziców, a także zaprzyjaźniło się z żydem mieszkającym w ich piwnicy. Papa, jej nowy tatuś, uczy ją czytać i pisać, choć sam nie robi tego zbyt dobrze. I to dzięki niemu tak pokochała słowa. Do tego gra Liesel na akordeonie i to w jego dźwiękach mija jej dzieciństwo. Śmierć nie czeka na nikogo, a jeśli czeka, to niezbyt długo. O tak!  Więc ów narrator książki wykorzystał wojnę i zabrał ze sobą co dziewczynka miała najcenniejsze – przybranych rodziców i przyjaciela… A czy bohaterka, nazywana słusznie sama przez siebie złodziejką książek, przeżyje?

Jak już wspominałam możliwość zapoznania się z książką miałam już dość dawno, ale zrobiłam to dopiero teraz. I przyznaję, że żałuje, że z tym tak z tym zwlekałam, bo książka jest naprawdę dobra i warto ją przeczytać. Autor w Złodziejce książek podejmuje trudny temat Holokaustu, przedstawiając go w sposób opowieści snutej przez narratora, w tym wypadku śmierć. Jest to opowieść, taką jaką nieraz snują osoby starsze mówiąc o wydarzeniach z przeszłości. Także temat książek, który jest poruszony w dość specyficzny sposób, ponieważ nie ma tu ani antykwariuszy ani księgarni, jest tylko złodziejka książek. Również świetnie się nadaje, jeżeli ktoś ma na maturze motyw książki. Jeszcze kilka słów co do formy audiobooka. Początkowo sam głos mnie strasznie denerwował i nie byłam w stanie go słuchać dłużej niż 20 min, ale już później się przyzwyczaiłam i niemiłosiernie mnie wciągnął. Książkę zdecydowanie polecam, w jakiejkolwiek wersji. 

Książkę odsłuchałam dzięki uprzejmości

piątek, 1 kwietnia 2011

Opowieść ojca. Przez mongolskie stepy w poczukiwaniu cudu

Tytuł: Opowieść ojca. Przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu
Autor: Rupert Isaacson
Wydawnictwo: Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Ilość stron: 392
Ocena: 6/6




Jest prawdziwa historia o sile miłości. Gdy u kilkuletniego Rowana wykryto autyzm, jego ojciec Rupert – dziennikarz i autor książek podróżniczych – postanowił, że nie podda się bez walki. Długo próbował różnych form terapii, jednak bez skutku. Pewnego dnia przypadkiem odkrył, że jego syn nawiązuje wyjątkową więź ze zwierzętami. Wtedy postanowił zrealizować szalony plan – zabrać dziecko do krainy szamanów, nieskażonej przyrody i stad dzikich koni – Mongolii. A po powrocie opisał tę niezwykłą podróż. O tym, jak jego autystyczny syn zmienił się, o tym ile ich to kosztowało...

Książka świetna. Strasznie fajnie mi się czytało.
I często łza kręciła się w oku. Miłość naprawdę przezwycięża wszystko zwycięży. Piękna historia poświęcenia rodziców dla syna. Naprawdę ksiązka warta przeczytania!!!
Z ręką na sercu - polecam!