Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 kwietnia 2017

"Harry Potter i Przeklęte Dziecko" Joanne Kathleen Rowling, Jack Thorne, John Tiffany

Tytuł: Harry Potter i Przeklęte Dziecko
Autor: Joanne Kathleen Rowling, Jack Thorne, 
                                  John Tiffany
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 368
Ocena: 2,5/6



Obaj staraliśmy się ofiarować naszym synom nie to, czego potrzebowali, ale to, czego my potrzebowaliśmy.






Bardzo lubię cały cykl o Harry'm Potterze, w zasadzie mogę nazwać się jego fanką. Pierwszą część dostałam na swoje 9 urodziny, to była pierwsza tak obszerna książka, jaką przeczytałam (co nie znaczy, że wcześniej nie czytałam). Później, jak już mi się spodobało, dostawałam od rodziny kolejne części, chodziłam do kina na ekranizacje. Właśnie dlatego bardzo się ucieszyłam na wieść o wydaniu scenariusza sztuki teatralnej osadzonej w świecie Pottera pt. Harry Potter i Przeklęte Dziecko, no i krótko po premierze zakupiłam tę pozycję, a dopiero teraz zabrałam się za jej lekturę. 
Ci, których kochamy, nigdy tak naprawdę nas nie opuszczają, Harry. Pewnych spraw śmierć nie dotyka. Farby... wspomnienia... i miłości.
Harry Potter i Przeklęte Dziecko to sztuka teatralna napisana przez Jacka Thorna oraz Johna Tiffany'ego, oczywiście wraz z J.K. Rowling. Od Bitwy o Hogwart minęło 19 lat. Harry, Ron, Hermiona i Ginny są już dorośli, mają swoje rodziny, ich dzieci uczą się w tej samej szkole, co ich rodzice. Voldemort już nie grozi światu czarodziejów, życie głównych bohaterów wydaje się być naprawdę spokojne. Jednak zbuntowany syn Harry'ego i Ginny postanawia trochę pobawić się czasem i naprawić świat dorosłych. A jak te wydarzenia łączą się z Turniejem Trójmagicznym, który miał miejsce ponad 20 lat wcześniej? Co namiesza młody Potter?

Już kupując Przeklęte dziecko nie oczekiwałam czegoś super i mnóstwa fajerwerków, jednak i tak skończyłam tę książkę z niedosytem, niesmakiem i lekkim zażenowaniem. Zacznijmy od fabuły... Jak dla mnie oparta na dość prostym schemacie, no i jak dla mnie niedopracowana, robiona jakby na siłę. Akcja toczy się powoli, a i zwrotów brak. Jakby pójście po najmniejszej linii oporu... No naprawdę, niektóre fanfiki mają o wiele lepsze pomysły na fabułę i lepiej go realizują, niż tutaj. Zupełnie nie czuć zupełnie klimatu... Bohaterowie w tej części są infantylni, niedopracowani i mdli... Harry, Ron i Hermiona i całą reszta tej bandy zachowują się, jakby byli jeszcze nastolatkami, choć ten okres ich życia już dawno minął. Fakt, zdziwiło mnie podejście Malfoy'a do Harry'ego, ale całością wykreowania bohaterów jestem naprawdę zażenowana. Harry jest rozhisteryzowanym ojcem, Ron zachowuje się jak dzieciak, a inteligencja Hermiony chyba z niej uleciała... Może na scenie robi to większe wrażenie, ale jednak sam scenariusz przedstawia historię naprawdę prostą, płytką, niedopracowaną... Jest kilka ciekawych cytatów, jest kilka fajnych momentów, ale to tylko momenty i fragmenty... Niestety... No i moim zdaniem to jest przegięcie, żeby w roli Hermiony obsadzać czarnoskórą aktorkę, zwłaszcza, że nigdzie nie było zaznaczone, że jest murzynką... 
Doskonałość jest poza zasięgiem ludzkości, poza zasięgiem magii. W każdej pięknej chwili szczęścia kryje się kropla trucizny: świadomość, że ból powróci. Bądź szczery wobec tych których kochasz. Pokaż swój ból. Cierpienie jest rzeczą równie ludzką jak oddychanie.
Harry Potter i Przeklęte Dziecko to książka, którą jestem naprawdę zażenowana. Odnoszę wrażenie, że wszystko w niej jest robione po najmniejszej linii oporu, robiona na siłę, dla kasy... Jako fanka świata Pottera odradzam Wam tę książkę – oszczędźcie sobie rozczarowania. Niby miło wrócić do Hogwartu, ale jednak nie tak... Gdzie się podziały te wszystkie pomysły Rowling? Gdzie werwa i charakter bohaterów?

czwartek, 22 listopada 2012

Żona piekarza

Tytuł: Żona piekarza
Autor: Marcel Pagnol
Wydawnictwo: Esprit
Ilość stron: 240
Ocena: 5/6



To nawet pocieszające, że można stracić żonę, ale wiedzieć, że nie jest nieszczęśliwa.






Jak to jest kiedy młoda i piękna żona ucieka z pasterzem? O tym przekonał się piekarza. Wszystko zaczyna się od tego, że w niewielkiej prowansalskiej wiosce jest stary piekarz, który piecze kiepski chleb i nie robi tego regularnie. W tej wiosce wszyscy się znają, choć niektóre rodziny ze sobą w ogóle nie rozmawiają, z powodów, których sami nie znali. A dlaczego się nie odzywają? A chociażby dlatego, że ich dziadkowie już się ze sobą nie odzywali. Kiedy ów starszy piekarz opuszcza wioskę, zgłasza się do niej inny, młody wraz z piękną żoną. Ale któregoś ranka, kiedy zasnął przy pieczeniu chleba, obudził go swąd spalenizny i zobaczył, że jego żony już nie ma… A  końcu miała go obudzić… Dowiaduje się, że uciekła ona z młodym pasterzem. Teraz ogłasza, że nie będzie piekł chleba do momentu, kiedy jego kobieta się nie znajdzie. Teraz cała wioska łączy siły, żeby ją znaleźć. W końcu od tego zależy ich chleb powszedni… Teraz rodzin, które od pokoleń ze sobą nie rozmawiają, muszą się zjednoczyć, w jednym celu. Tam gdzie była nienawiść, rodzi się teraz przyjaźń. A czy jego żona się znajdzie? Czy przyjaźń i zjednoczenie mieszkańców pomoże odnaleźć Piekarzową? Czy w wiosce pojawi znowu się chleb? 

Kiedy dostałam propozycję Żony piekarza dla Esprit nie zastanawiałam się długo, bowiem długo czytałam już  pozytywne recenzje tej pozycji. I przyznam szczerze, że się nie zawiodłam. Czemu? Jest to bowiem pogodna opowieść o miłości, a także przekraczaniu barier i uprzedzeń dla wspólnego dobra, jakim jest znalezienie żony piekarza. Pokazuje o tym jak walczy się o ukochaną osobę… Autor Pokazuje w książce, że miłość to nie tylko przyjemność. Do tego oddaje atmosferę pogadnej Prowansji. Jest to piękna i wartościowa opowieść, z którą zdecydowanie każdy powinien się zapoznać. Naprawdę warto!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości

piątek, 19 października 2012

Tektonika uczuć

Tytuł: Tektonika uczuć
Autor: Eric Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 100
Ocena: 5,5/6



Kochać to woleć od innych, przedkładać ponad innych. To uczucie nie ma nic wspólnego z wiedzą, to coś w rodzaju zaślepienia.







Tego, że lubię i cenię Schmitta nie da się ukryć. Na moim blogu jest już wiele recenzji jego książek, a on sam należy do moich ulubionych pisarzy. Zdecydowanie jest tym autorem, do którego zawsze lubię wracać i za każdym razem odkrywam w nim coś wyjątkowego.

Richard i Diane są w sobie szaleńczo zakochani, a na dniach zamierzają się pobrać. Okazuje się, że obydwoje myślą o rozstaniu, obydwojgu czegoś brakuje, więc rodzi się pytanie czy w ogóle do tego ślubu rzeczywiście dojdzie. Czy rzeczywiście są w sobie ta zakochani? W końcu coś muszą wybrać, tylko co?Życie razem czy życie osobno? Miłość czy racjonalizm?

Tektonika uczuć jest cieniutką książeczką Schmitta, która nie ma w sobie zbyt wiele fabuły czy bohaterów, jest za to błyskotliwą rozmową narzeczonych o tym co jest pomiędzy nimi. Książek o miłości napisano już wiele, wiem, lecz to nie jest jakieś typowe czytadło z patetycznymi hasłami o najwyższym z uczuć. Jest to po prostu książka, będąca niejako zapisem rozmowy pomiędzy zakochanymi. Jest to książka ciekawa, pełna pozytywnego nastawienia do życia, ciepła i miłości. Warto ją przeczytać, choć uważam, że Małe zbrodnie małżeńskie są skonstruowane dużo ciekawiej, mają więcej intrygi, więcej gry pomiędzy partnerami, co nie zmienia fakty, że Tektonika uczuć jest dramatem błyskotliwym, pogodnym i wartym przeczytania;)



Cytaty z książki
Jesteśmy niesprawiedliwi wobec naszego ciała: przypominamy sobie o nim dopiero, kiedy dzieje się coś złego, a kiedy je coś boli, mamy mu to za złe.
Jeżeli będę zajmował się tym, co myślą głupcy, nie będę miał czasu na to, o czym myślą ludzie inteligentni.
Nieważne, czy świat mi się podoba, czy nie, przyjmuję go takim jaki jest, i zakasuję rękawy. Nie sądzę, żeby można było zmieniać ludzi, ani tym bardziej że powinno się to robić. Co więcej: nie ufam politykom, którzy mają taką ambicję – to materiał na dyktatorów. Ani pani, ani ja nie naprawimy ludzkości, pani Nicolescou! Możemy jednak ulepszyć prawo, sprawić, by było mniej obłudne.
Człowiek jest tak cudownie skonstruowany, że zawsze zrzuca winę na innych. Albo przynajmniej wynajduje sobie okoliczności łagodzące.
Kobiety mogą zrozumieć tylko to, co jest kobiece w mężczyźnie; mężczyźni tylko to, co jest męskie w kobiecie. Innymi słowy, żadna płeć nigdy nie zrozumie drugiej. Tłumacząc sobie jego zachowanie możesz być pewna, że się mylisz.
Te wszystkie bzdury, które mówi się na pogrzebach... „Nie cierpiała...” I co z tego? Ale jednak umarła! A zresztą, gdyby cierpiała, czy my teraz cierpielibyśmy bardziej?

sobota, 16 kwietnia 2011

Małe Zbrodnie Małżeńskie

Tytuł: Małe zbrodnie małżeńskie
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 100
Ocena: 6/6


(...) każdy związek jest domem, do którego klucze znajdują się w rękach mieszkańców. Jeśli zamknie się ich od zewnątrz, dom stanie się więzieniem, a oni więźniami.





Co dzieje się z ludźmi po 15 latach małżeństwa? Jedno od drugiego chce odejść, jedno drugiego chce zabić. Dzięki jego amnezji ona chce poprawić swój obraz w jego oczach. Chce wrócić mu pamięć. Co z tego wyniknie? Jak bardzo oddali się monotonii własnego małżeństwa?

Lisa i Gilles są małżeństwem, on ląduje w szpitalu, wychodząc z niego ma amnezję, a ona próbuje mu przypomnieć jego życie, siebie przedstawiając w samych superlatywach, koloryzując swoje zalety. Czy on w to wszystko uwierzy?

Książka pełna zabawnych i zarazem głębokich rozmów o miłości, o relacjach pomiędzy znudzonych sobą małżonkami. Schmitt ma po prostu świetny język. Taki... zabawny, taki... po prostu jego:)



Cytaty z książki:

Gilles: Jestem tu. Nie umarłem.
Lisa: Nie. Ale przeszłość umarła. (Zmusza się do uśmiechu przez łzy). Bardzo cię kochałam, Gilles, bardzo.
Gilles: Mówisz mi to, jakbyś mówiła: „Bardzo cierpiałam, Gilles, bardzo cierpiałam”.
Lisa: Może. Nie potrafię kochać, nie cierpiąc.

Kobiety mają naprawdę tendencję, żeby robić z mężczyzn żebraków. Kiedy próbuję dać ci do zrozumienia, że chciałbym się z tobą przespać, mam wrażenie, że proszę cię o jałmużnę. (pauza) I kiedy wreszcie okazujesz mi miłosierdzie, czuję się, jakbym miał przed sobą zakonnicę, co w takiej chwili nie jest wcale pożądanym obrazem.  (Gilles)