Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 czerwca 2024

"Nie zaczęło się od Ciebie" Mark Wolynn

Tytuł: Nie zaczęło się od Ciebie
Autor: Mark Wolynn
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 272
Ocena: poza skalą


Jeżeli członkowie naszej rodziny zginęli lub ucierpieli podczas wojny, a także jeżeli byli sprawcami wojennej przemocy, możemy odziedziczyć prawdziwe pole minowe traum.




Rynek wydawniczy jest zapełniony mnóstwem poradników psychologicznych, spora część z nich jest dość banalna i mało odkrywcza. Jednak moją uwagę przykuł jeden tytuł – nie dość, że dość często mi ją polecano, a przede wszystkim z racji tego, że temat tej książki jest dla mnie wyjątkowo ciekawy. Chodzi tu o pozycję Nie zaczęło się od Ciebie autorstwa Marka Wolynn – ściągnęłam ją na czytnik i w sumie od razu zabrałam się za jej lekturę. Zapraszam na kilka słów na jej temat.

Depresja, zaburzenia lękowe, chroniczny ból, obsesje mogą mieć zupełnie inne podłoże niż sądziliśmy do tej pory. Ich korzenie mogą sięgać do czasów naszych rodziców, dziadków, a nawet pradziadków. Najnowsze badania dowodzą tego, co wielu badaczy wcześniej przeczuwało - traumatyczne doświadczenia mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie. Książka czerpie z badań czołowych ekspertów zajmujących się zagadnieniem zespołu stresu pourazowego, m.in. Rachel Yehudy i Bessera van der Kolka. Nawet jeśli osoba, która doświadczyła traumy od dawna nie żyje albo historia tego doświadczenia została zapomniana lub przemilczana, ślady emocjonalne tego zdarzenia mogą wciąż być żywe. Często są głęboko ukryte, zakodowane w genach i języku i mogą odgrywać dużo większą rolę, niż do tej pory przypuszczano.                                                                                                                                                                             opis wydawcy

Nie zaczęło się od Ciebie jest pozycją, której byłam naprawdę ciekawa – nie tylko z racji studiów psychologicznych i chęci poszerzenia własnej wiedzy, a także jako formę autoterapii czy chęci zrozumienia własnej rodziny i pewnych mechanizmów czy schematów, które w niej występują. Książka jest napisana w sposób przystępny, zrozumiały i niezbyt skomplikowany, co sprawia, że jest dostępna nie tylko dla specjalistów, ale także dla szerszego grona czytelników. Autor używa licznych przykładów i studiów przypadków, żeby zilustrować swoje tezy, co dodatkowo wzbogaca lekturę i czyni ją bardziej obrazową i zrozumiałą. Moim zdaniem jest to wyjątkowa w swoim podejściu do tematu – nie dość, że łączy naukowe badania z praktycznymi poradami, jak radzić sobie z owymi dziedziczonymi traumami. Autor dość mocno nawiązuje do działalności Berta Hellingera, który rozwinął metodę ustawień rodzinnych/systemowych, które wzbudzają wiele kontrowersji, chociażby tym, że nie są one sesjami terapeutycznymi, a bardziej psychodrama. Nie zmienia to faktu, że jest to dość ważna i ciekawa książka, która naprawdę bardzo mi się spodobała, chociaż nie ukrywam, że po natrafieniu na nazwisko Hellingera nabrałam do tej książki pewnej dozy sceptycyzmu. 

To co nieświadome jest uparte, powtarza się i potrafi wyważyć drzwi, żeby zostać usłyszane. Jedynym sposobem, by je usłyszeć, zaprosić do pokoju, jest zaprzestanie prób narzucenia mu czegokolwiek, przede wszystkim własnych pomysłów, i wysłuchanie tego, co niewypowiedziane, ale wszędzie obecne, w mowie, w uczynkach, w snach i w ciele.

Nie zaczęło się do Ciebie to moim zdaniem ważna i wnikliwa książka, która może zmienić sposób, w jaki postrzegamy i rozumiemy problemy psychiczne i emocjonalne, ale też traumy międzypokoleniowe. W moim odczuciu należy podejść do niej z pewnym dystansem i nie brać jej jako 100% pewnik, ale nie zmienia to faktu, że uważam, że jest to książka, którą zdecydowanie warto przeczytać i się zapoznać. Naprawdę otwiera oczy na wiele spraw i pomaga zrozumieć wiele schematów i zachowań w rodzinach. 

Wiele rodzin, które doświadczyły tragedii i cierpienia, woli nie wracać do bolesnej przeszłości. Rodzice, sądząc, że nie należy narażać dzieci na niepotrzebny ból, wolą trzymać usta zamknięte. Sądzą, że im mniej wie dziecko, tym lepiej jest chronione i odizolowane od cierpienia. (...). Niestety, milczenie na temat przeszłości wcale nie chroni kolejnych pokoleń. To co ukryte przed okiem i umysłem, rzadko kiedy znika. Przeciwnie, często wraca w zachowaniu naszych dzieci i objawach, których doświadczają.

sobota, 24 lutego 2024

"Kukułcze jajo" Camilla Läckberg

Tytuł: Kukułcze jajo
Autor: Camilla Läckberg
Cykl: Saga o Fjällbace
Tom: jedenasty
Wydawnictwo: Czarna Owca
Czyta: Marcin Perchuć
Długość: 12 godz. 22 min
Ocena: 2/6


Bał się pytań, odpowiedzi i wszystkiego, co pomiędzy nimi. Wybory, których dokonał, uformowały go jako człowieka.




Sagę o Fjällbace polubiłam już od pierwszych tomów lata temu. Kiedy w Polsce w ubiegłym roku wyszedł już jedenasty tom tej serii – z wielką chęcią się po nią zabrałam jako jedną z niewielu z tego cyklu zabrałam się w formie audiobooka w interpretacji Perchucia. Jak wypadło moje spotkanie z Kukułczym jajem?

Miasteczkiem wstrząsa wiadomość o dwóch zbrodniach. Ktoś bestialsko morduje znanego fotografa przygotowującego właśnie swoją wystawę w miejscowej galerii. Dwa dni później do strasznej zbrodni dochodzi na pobliskiej wysepce, gdzie sławny pisarz pracuje nad dziesiątym tomem swojej powieści. Obie sprawy prowadzi Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu Tanumshede i nic nie wskazuje na to, żeby zbrodnie były ze sobą powiązane. W tym samym czasie Erica Falck próbuje udokumentować zagadkowe morderstwo, do którego doszło prawie czterdzieści lat wcześniej w Sztokholmie. Wkrótce okazuje się, że nici z przeszłości sięgają obecnych czasów, na które długi cień rzucają dawne grzechy...                                                                                                                                                                                      opis wydawcy

Kukułcze jajo to książka, za którą zabrałam się z wielką ciekawością tego co tym razem Camilla Läckberg zafundowała w swojej Sadze, zwłaszcza, że przez wcześniejsze dziesięć tomów już zdążyłam już poznać bohaterów i przywiązać się do nich. Co charakterystyczne dla autorki – wiąże ona przeszłość z teraźniejszością przeplatając między sobą rozdziały z owych dwóch przestrzeni czasowych. Tutaj pojawia się środowisko pisarzy, artystów, a także dodatkowo pojawia się temat drag queen. Całość jest napisana w sposób charakterystyczny dla autorki – wspomniane już mieszanie rozdziałów z dwóch płaszczyzn czasowych, do tego język nieskomplikowany oddający nieco mroczny i chłodny klimat szwedzkiego wybrzeża. Jednak muszę przyznać, że w tej części wątek kryminalny jest dość słaby – przynajmniej w moim odczuciu. Sam pomysł – jeszcze jest całkiem w porządku, ale już mam świadomość, że autorkę stać na więcej, więc po tej historii czuję dość mocny niedosyt. Nie dość, że zakończenie okazało się dość przewidywalne, to dodatkowo cały wątek kryminalny jest moim zdaniem po prostu dość słaby. A szkoda. Przynajmniej nie zabrakło kolejnych przygód i nowości w życiu Patrika i Ericki. Piszę to z bólem serca, ale jest to część cyklu, która zdecydowanie mnie nie powaliła na kolana. Przesłuchałam, ale bez zachwytów, a momentami wręcz się nudziłam podczas tej lektury. Nie wiem czy kwestia wypalenia autorki czy może tego, że mój zapał do serii trochę opadł, ale odnoszę wrażenie, że pierwsze tego cyklu były na lepszym poziomie. 

Następstwa jego decyzji będą dramatyczne, jednak już nie mógł brać ich pod uwagę. Robił to przez aż nazbyt długie lata.

Kukułcze jajo to w moim odczuciu jedna z najsłabszych (o ile nie najsłabsza) część całej sagi o Fjällbace, co piszę z bólem serca, bo naprawdę lubię twórczość autorki, a w szczególności właśnie tę serię. Kiedy Camilla Läckberg wyda kolejne tomy – z chęcią po nie sięgnę, żeby sprawdzić co pisarka nam zafunduje w kolejnych tomach, ale już chyba ze zdecydowanie mniejszym entuzjazmem. Naprawdę wielka szkoda i naprawdę ciężko mi się przyznać, ale jednak zawiodłam się na tej części. 

Żyli wszyscy w mrocznym cieniu własnych kłamstw. Owszem, groziło to, że zostaną zniszczeni, ale i tak zamierzał ujawnić prawdę, zarówno swoją, jak i ich.

sobota, 4 listopada 2023

"Człowiek bez psa" Håkan Nesser

Tytuł: Człowiek bez psa
Autor: Håkan Nesser
Cykl: Inspektor Barbarotti
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Czarna Owca
Czyta: Wojciech Żołądkowicz
Długość: 14 godz. 45 min.
Ocena: 4.5/6

(…) pewne rzeczy po prostu wydają się lepsze, kiedy widzimy je z oddali i w wyobraźni.




O twórczości Håkana Nessera słyszałam już dość dawno i od tamtego czasu miałam w planach zabrać się za serię z inspektorem Barbarottim – nie było jakoś okazji się zabrać. Dopiero wyzwanie Abecadło z pieca spadło w zeszłym miesiącu zmotywowało mnie do przeczytania pierwszego tomu tego cyklu pt. Człowiek bez psa. 

Grudzień w Kymlinge. Rodzina Hermanssonów zbiera się, by uczcić szczególną okazję: nestor rodu Karl-Erik kończy sześćdziesiąt pięć lat, a jego najstarsza córka Ebba – czterdzieści. Jednak uroczystości nie przebiegają tak, jak się wszyscy spodziewali. Rodzinne spotkanie ma nieprzewidziane, tragiczne następstwa. W przeddzień wielkiego jubileuszu przepada bez śladu Robert – wyrodny syn Karla-Erika, który wbrew woli rodziny wziął udział w kontrowersyjnym reality show Więźniowie Koh Fuk. Następnego wieczoru również bez śladu znika syn Ebby, Henrik. Czy to przypadek, że dwóch blisko spokrewnionych ludzi znika w odstępie zaledwie dwudziestu czterech godzin? Z tą zagadkową sprawą musi się zmierzyć inspektor kryminalny o włoskich korzeniach, Gunnar Barbarotti, który powoli odkrywa najmroczniejsze tajemnice tej rodziny.                                                                                                                                                                                       opis wydawcy

Człowiek bez psa to książka, której byłam naprawdę bardzo ciekawa – szwedzkie (czy skandynawskie w ogólności) kryminały w końcu nie bez przyczyny jest owiana zasłużoną sławą. Zaczęłam słuchać znając już doskonale z innych produkcji głos świetnego lektora Wojciecha Żołądkowicza. Pierwsze co przykuło moją uwagę to fakt naprawdę dobrego wykreowania postaci – rodziny Hermanssonów oraz inspektora Barbarottiego. Szkoda tylko, że policjant pojawia się tak późno w tej pozycji, a większość uwagi w książce skupia się na rodzinnych relacjach i dramatach, a nie na wątku kryminalnym i intrydze, czego można by się spodziewać po powieści kryminalnej. Owszem, wciągnęłam się w tę historię, a samo zakończenie mnie zdecydowanie zaskoczyło, jednak nie zmienia to faktu, że akcja rozkręca się naprawdę powoli, co niejednego może zniechęcić. Ponadto w tej pozycji jest nieco za dużo rodziny Hermanssonów, a za mało Barbarottiego, działań policji, zagadki, intrygi, a moim zdaniem całość bardziej klasyfikuje się jako powieść obyczajowe niż kryminał czy thriller. Książka jest napisana językiem nieskomplikowanym, dość przyjemnym w odbiorze, wszystko w dość lekkim stylu, ale ciekawie oddającym rodzinne tajemnice. 

Niektóre dzieci mają więcej karatów od innych, tak już jest w genetycznym tyglu biologii. Czy się to komu podoba, czy nie.

Człowiek bez psa to książka, której zakończenie mnie zdecydowanie zaskoczyło, jednak całość rozkręca się dość powoli skupiając się przede wszystkim na rodzinie Hermanssonów i ich tajemnicach zamiast na intrygach kryminalnych. Moim zdaniem pierwsze 2/3 książki jest za bardzo przegadane i Fabuła zawarta w tej części zdecydowanie mogłaby być skrócona, chociaż bohaterowie naprawdę ciekawie wykreowani. Nie jest to książka, która mnie zachwyciła czy powaliła na kolana, ale jak najbardziej dość interesująca, a osobiście jestem ciekawa dalszych tomów przygód inspektora Barbarottiego i jak w dalszych tomach będzie się prezentować ta postać. 

Gdyby Bóg rzeczywiście istniał, jego najwyższą powinnością winno być wysłuchiwanie modlitw nieszczęśliwych ludzi i spełnienie ich w takim stopniu, jaki uzna za odpowiedni. 

niedziela, 31 lipca 2022

"Krew z krwi" Przemysław Piotrowski

Tytuł: Krew z krwi
Autor: Przemysław Piotrowski
Wydawnictwo: Czarna Owca
Długość: 8 godz. 49 min.
Czyta: Filip Kosior
Ocena: 2.5/6


Poświęcilibyście życie innego człowieka, aby uratować chore dziecko? Swoje dziecko? Swojego ukochanego syna? Też wielokrotnie zadawałem sobie to pytanie.





Przemysław Piotrowski to autor, za którego twórczość zbierałam się od dłuższego czasu – jego seria o Igorze Brudnym regularnie przewija się na blogach wciąż mnie kusząc. Ja postanowiłam zacząć od jednej z jego książek, która nie należy do żadnej serii i to w formie audiobooka w interpretacji Filipa Kosiora. Zapraszam na recenzję kryminału pt. Krew z krwi

Gdy pewnego ranka policjanci z wydziału zabójstw pukają do jego drzwi, Daniel Adamski nie wydaje się zaskoczony. Zaniepokojony, zestresowany, zdenerwowany – tak. Ale tej wizyty akurat się spodziewał. W końcu to dopiero pierwszy raz, kiedy ktoś zabił człowieka dokładnie tak, jak Adamski opisał to w jednej ze swoich książek. Daniel Adamski jest nie tylko autorem kryminałów. To przede wszystkim samotny ojciec wychowujący śmiertelnie chorego Leosia. Kiedy los uśmiecha się do nich w najbardziej szkaradny sposób, zsyłając mordercę psychopatę, Adamski postanawia zrobić wszystko, by uratować syna. Tego dnia rozpoczyna się przewrotna gra między policją, pisarzem i jego najbardziej zabójczym fanem…                                                                                                                                                                                 opis wydawcy

Krew z krwi to książka, względem której nie miałam w sumie żadnych oczekiwań – byłam ciekawa twórczości Piotrowskiego (w sumie nadal jestem ciekawa serii z Igorem Brudnym), ale nie nastawiałam się na nic. Zaczęłam słuchać i w sumie wciągnęłam się w nią w umiarkowany sposób – były pozycje, które wciągnęły mnie bardziej, ale tutaj jest naprawdę na odpowiednim poziomie, żeby mnie przy sobie zatrzymać. Sam pomysł na fabułę jest naprawdę intrygujący i nietuzinkowy, pokazujący bardzo dobitnie co rodzic jest w stanie zrobić dla swojego chorego dziecka, a także jak wygląda system leczenia nieuleczalnie chorych na rzadkie choroby. Sam wątek kryminalny – w sumie było go stosunkowo niewiele, najbardziej ujawnił się na samym końcu i to zakończenie mnie najbardziej zaskoczyło. Pierwsze 80-90% książki zdecydowanie bardziej można zaliczyć do powieści obyczajowo-społecznych aniżeli kryminalnych. Choć pomysł jest ciekawy, tak w tej części obyczajowej momentami wiało nudą – wałkowane w kółko rozterki ojca, które byłyby ciekawsze, które byłyby tłem, niż jako główny temat większości książki… Wszystko rozwiązuje się w epilogu, więc cała wcześniejsza pisaninia jest średnio potrzebna – zwłaszcza z tak nikłą dawką intrygi. Jeszcze styl i język autora – nieskomplikowane, przystępne, ale w moim odczuciu niewyróżniające się, jakoś bez zachwytów. 

Od blisko dwóch lat Leoś i jego cierpienie byli jak bracia, którzy za sobą nie przepadają, ale wzajemnie się szanują, bo łączą ich więzy krwi, a te pozostają nierozerwalne, więc gdyby skończyło się cierpienie, skończyłby się Leoś.

Krew z krwi to książka, którą skończyłam z bardzo mieszanymi odczuciami. Zakończenie mnie zaskoczyło, pomysł całkiem w porządku i ze sporym potencjałem, prawie zupełnie niewykorzystany. Nie skreślam autora zupełnie, zwłaszcza, że przeczytałam, że w opinii wielu osób seria jest sztosem, więc dam jej szansę, ale jakoś jeszcze nie wyrobiłam sonie całkiem zdania o twórczości Piotrowskiego. Krew z krwi jest co najwyżej przeciętna, ale i tak bardziej jako powieść obyczajowo-społeczna niż kryminał czy thriller.

Książka bierze udział w wyzwaniu

wtorek, 5 lipca 2022

"Mentalista" Henrik Fexeus, Camilla Läckberg

Tytuł: Mentalista
Autor: Henrik Fexeus, Camilla Läckberg
Cykl: Mentalista
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 680
Ocena: 4.5/6



I nikt jej nie szuka. Nikt nie zauważył, że jej nie ma. Że została porwana. Porwana. Dociera do niej znaczenie tego słowa i wtedy robi jej się duszno.




Książki Camilli Läckberg polubiłam od samego początku, dlatego nadrabiałam sagę o Fjällbace. Kiedy dowiedziałam się o początku nowego cyklu autorki napisanego razem z innym autorem Henrikiem Fexeus – od samego początku chciałam się z nią zapoznać. Dlatego praktycznie od razu zabrałam się za ową pozycję – Mentalistę

W centrum Sztokholmu zostaje znaleziona skrzynia ze zwłokami młodej kobiety przebitej mieczami. Policja staje wobec pytania: czy ma do czynienia z nieudaną sztuczką magiczną, czy z brutalnym morderstwem? Inspektor Mina Dabiri, która prowadzi śledztwo, zwraca się z prośbą o pomoc do Vincenta Waldera, mentalisty, eksperta od mowy ciała i świata iluzji. Szybko ustalają, że ta sprawa jest podobna do wcześniejszej zbrodni. Wtedy staje się jasne, że ścigają bezwzględnego seryjnego mordercę. Muszą go powstrzymać, zanim ofiar będzie więcej...                                                                                                     opis wydawcy

Mentalista to książka, której byłam naprawdę ciekawa – nie dość, że kolejna książka Läckberg, to jeszcze wykorzystanie motywu mentalisty, jak w jednym z bardziej interesujących seriali pod tym samym tytułem. Specjalnie nie czytałam wcześniej nic o tej książce, żeby się nie nastawiać ani nie robić zbędnych spojlerów. Zaczęłam czytać i wciągnęłam się od samego początku – Vincent z cechami ze spektrum autyzmu oraz Mina i jej uzależnienie i mizofobia. W moim odczuciu postacie są naprawdę ciekawie wykreowane, barwne, różne, niesztampowe – zdecydowanie mi przypadły do gustu. Choć przyznam szczerze, że liczyłam, że będzie więcej o możliwościach i działalności (przede wszystkim tej śledczej) tytułowego mentalisty. Poza tym w moim odczuciu jest trochę za dużo prywatnego życia bohaterów (których polubiłam), a za mało dochodzenia i wątku kryminalnego. Sam pomysł na fabułę – muszę przyznać, że jest naprawdę ciekawy, a do tego naprawdę dość dobrze wykorzystany. Jednak odnoszę wrażenie, że całość jest trochę przegadana i przeciągnięta (zwłaszcza pierwsza połowa książki) – wszystko mogłoby być opisane na mniejszej ilości stron, wtedy całość miałaby większą dawkę intrygi i napięcia, przynajmniej w moim odczuciu. Książka jest napisana w sposób dość przyjemny w odbiorze, nieskomplikowanym językiem. Styl nie jest do końca w stylu Läckberg, ale cóż w tym dziwnego, skoro pisana w duecie z Henrikiem Fexeus, ale osoby wyjątkowo lubiące styl Camilli mogą być rozczarowane. 

Vincent miał osobną szafkę na książki, które dostał w prezencie, wprawdzie nie zamierzał ich czytać, ale nie potrafił wyrzucić. Bo książek się nie wyrzuca i tyle.

Mentalista to książka, która jest naprawdę ciekawa z fascynującym pomysłem na połączenie pracy detektywa i zdolności mentalisty. Choć polubiłam głównych bohaterów i pomysł naprawdę mi się spodobał, choć spora część fabuły jest za bardzo przegadana i rozwleczona, ale nie zmienia to faktu, że książka przypadła mi do gustu, a ja chętnie sięgnę po kontynuację tej serii.

piątek, 24 czerwca 2022

"Fabrykantka aniołków" Camilla Läckberg




Tytuł: Fabrykantka aniołków
Autor: Camilla Läckberg
Cykl: Saga o Fjällbace
Tom: ósmy
Wydawnictwo: Czarna Owca
Czyta: Marcin Perchuć
Długość: 12 godz. 37 min.
Ocena: 4/6





Camilla Läckberg to autorka, którą polubiłam już od pierwszego domu saga o Fjällbace, która skradła moje serce. Co prawda miałam dłuższą przerwę w poznawaniu kolejnych części, kolejnych książek autorki, aż w końcu zabrałam się za ósmy tom sagi o Fjällbace pt. Fabrykantka aniołków.

Wielkanoc 1974. Z Valö, małej wyspy w pobliżu Fjällbacki, znika bez śladu rodzina. Na pięknie nakrytym świątecznym stole zostaje obiad wielkanocny, ale w domu nie ma nikogo, znikają wszyscy z wyjątkiem rocznej córeczki Ebby. Po latach Ebba wraca na wyspę jako dorosła kobieta. W rodzinnych stronach pragnie wraz z mężem otrząsnąć się po śmierci malutkiego synka. Postanawiają wyremontować i otworzyć dla gości stary ośrodek kolonijny, którym wiele lat temu zarządzał surowy ojciec Ebby. Wkrótce po rozpoczęciu prac remontowych oboje omal nie giną w tajemniczym pożarze. Równie tajemnicze są stare ślady zaschniętej krwi odnalezione pod zerwaną podłogą w jadalni. Do akcji wkracza Patrik Hedström. Czy zdoła wyjaśnić zagadkę z przeszłości? opis wydawcy

Fabrykantka aniołków to kolejny tom, który podejmuje temat mrocznych, międzypokoleniowych tajemnic, co wyjątkowo lubię w twórczości Läckberg. Mocno czuć tu czuć jej rękę i styl – nie tylko w warstwie obyczajowej, ale jak i samego schematu powieści, w którym pojawiają się dwie przeplatające się linie czasowe. A do tego motyw tajemniczej wysepki – motyw podobny jak w Latarniku. Autorka opisała mroki ludzkiej duszy, mroczne tajemnice, a do tego przekrój najróżniejszych związków małżeńskich zawartych z różnych przyczyn – tych z miłości, ale też przywiązania, wyrachowania i strachu. Do tego kapkę polityki, ale bardziej jako tło i ukazanie, że są ludzie, którzy złe zachowania usprawiedliwiają polityką. Sporo spraw zostało niewyjaśnionych, a w moim odczuciu intryga i akcja została nieco za bardzo rozwleczona, zbyt mało napięcia – ale to w moim odczuciu. Pomysł na książkę ciekawy, wykorzystany całkiem nieźle, ale moim zdaniem mógłby być wykorzystany lepiej. No i z czasem Erica i Patrik nieco zaczęli mnie irytować, choć na początku o wiele bardziej mi się podobali, a szkoda…

Jeżeli jeden człowiek może tak bardzo nienawidzić, pomyślcie tylko jak możemy kochać wszyscy razem.

Fabrykantka aniołków to książka, która jest dość ciekawa, ale w moim odczuciu autorka miała lepsze pozycje w tym cyklu, zwłaszcza te początkowe. Czy polecam? Raczej tak, ale bardziej jest to powieść obyczajowa, aniżeli kryminał i raczej jako kontynuację cyklu. Nie jest to arcydzieło, ale całkiem przyjemne czytadło. 

Książka bierze udział w wyzwaniu

piątek, 19 listopada 2021

"Rozmowy z seryjnymi mordercami. Stalkerzy" Christopher Berry-Dee - fragment recenzji





Tytuł: Rozmowy z seryjnymi mordercami. Stalkerzy
Autor: Christopher Berry-Dee
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 280
Ocena: 5/6





Christopher Berry-Dee, brytyjski kryminolog i autor bestsellerów o seryjnych zabójcach, tym razem analizuje psychikę, motywy i metody działania stalkerów. Przez wiele lat prowadził wywiady z osławionymi seryjnymi mordercami przebywającymi w więzieniach i nie ma sobie równych jako autor wstrząsających studiów na temat zbrodniarzy, którzy często przez wiele lat chodzą wśród nas nierozpoznani. Zabójstwo to jedynie finał – zanim zaatakują, stalkerzy potrafią tygodniami śledzić czy nawiązywać kontakty z niczego niepodejrzewającymi ofiarami. Posługują się wieloma rodzajami kamuflażu i są w stanie wprowadzić w błąd najbardziej spostrzegawcze osoby. Ich mentalność podsumował Ted Bundy: „Chcę być panem życia i śmierci […]. Czy śmierć jednej osoby ma jakiekolwiek znaczenie?”. Horror może być bliżej niż sądzicie                                                                                                      opis wydawcy

Rozmowy z seryjnymi mordercami. Stalkerzy to książka będąca wynikiem wielu rozmów i badań autora, który rozmawiając z mordercami chce poznać i analizować ich umysły, motywy i metody działania. Tym razem na tapetę poszli stalkerzy, dla których samo morderstwo jest jedynie finałem, wisienką na torcie – tutaj licz się śledzenie, obserwacja, podglądactwo…. Całość jest naprawdę bardzo wnikliwa i analityczna, a poza umysłami zabójców autor dostrzega również ofiary i ich umysły. Książka jest napisana w naprawdę wciągający, zrozumiały, ale jednocześnie bardzo analityczny sposób, co sprawia, że pozycję się wręcz pochłania jednym tchem. Osobiście uważam, że niektóre (jak nie wszystkie) te historię są nieco przerażające, przez co nie jest to lektura dla wszystkich – przynajmniej moim zdaniem, ale miłośników kryminału zdecydowanie ukontentuje. Jedynie czego mi brakowało to transkrypcji realnych rozmów z owymi mordercami, a nie tylko opisów ich sposobów działania czy spotkań z nimi. Widocznie nie można mieć wszystkiego.

Całość recenzji do przeczytania na portalu Polacy nie gęsi.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję

niedziela, 16 maja 2021

"Latarnik" Camilla Läckberg

Tytuł: Latarnik
Autor: Camilla Läckberg
Cykl: Saga o Fjällbace
Tom: siódmy
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 496
Ocena: 3/6


A może jesteśmy pokiereszowani w środku tak bardzo, że nigdy nie znajdziemy tego, czego szukamy?



Sagę o Fjällbace polubiłam od samego początku – dzięki klimatowi, postaciom, mrocznym tajemnicom. Jednak miałam sporą przerwę w lekturze tej serii, aż w końcu zabrałam się za Latarnika. Miałam tę książkę skończyć jeszcze w poprzednim miesiącu, żeby załapać się do poprzedniej literki w wyzwaniu Abecadło z pieca spadło, ale jakoś się nie złożyło. Zapraszam na recenzję!

Jasna, letnia noc. Młoda kobieta wskakuje do samochodu. Chwyta kierownicę w zakrwawione dłonie. Wraz z synkiem ucieka do jedynego znanego jej bezpiecznego miejsca − na wyspę Gråskär nieopodal Fjällbacki. Kilka dni później w swoim mieszkaniu zostaje zamordowany Mats Sverin, człowiek rzetelny i powszechnie lubiany, który po latach nieobecności powrócił do Fjällbacki, by zostać szefem gminnego wydziału finansów. Inspektor Patrik Hedström i policja w Tanumshede prześwietlają jego przeszłość i na jaw wychodzą rozmaite tajemnice. Okazuje się, że mężczyzna przed śmiercią odwiedził Gråskär, nazywaną przez okolicznych mieszkańców Wyspą Duchów ‒ nawiedzaną przez umarłych, którzy mają coś do przekazania żywym...                                                                                                            opis wydawcy

Latarnik jest już siódmą częścią sagi, a jej akcja dzieje się zaraz po wydarzeniach z Syrenki, której niestety jeszcze nie czytałam, ale dość szybko połapałam się w wątkach obyczajowych rodziny Patrika Hedströma i jego przyjaciół. Pomysł na wyspę nawiedzoną przez duchy bardzo mi się spodobał, lubię takie lekko mroczne historie, zwłaszcza jak przeplatają się dwie płaszczyzny czasowe – to lubię już wyjątkowo. Mogłoby być więcej wątku kryminalnego, bo jakoś problemy rodzinne problemy wychodziły często na pierwszy plan, a zagadka i intryga zostały potraktowane nieco po macoszemu. Sam pomysł na zagadkę – naprawdę ciekawy, ale w moim odczuciu nie jest w pełni wykorzystany, jak na przykład w Kamieniarzu czy Niemieckim bękarcie. A szkoda, że tutaj pomysł nie do końca wykorzystany. Lubię pióro Läckberg, pisze ona w sposób lekki i przyjemny, niezbyt skomplikowany, ale nie jest to sposób banalny czy prostacki. W zasadzie to głównie dzięki jej książkom zamarzyło mi się zobaczyć Skandynawię. 

Postanowiła nie oglądać się za siebie. Ani przez chwilę nie wątpiła w słuszność swojej decyzji. A jednak chwilami nie radziła sobie z bólem. Nachodził ją w nocy, budził i długo nie pozwalał zasnąć. Leżała, wpatrując się w ciemność. Przed oczami miała to, o czym nie pozwalała sobie myśleć.

Latarnik w moim odczuciu wypadł przeciętnie – wątek kryminalny potraktowany po macoszemu, pomysł nie do końca wykorzystany. Koniecznie chcę nadrobić poprzedni tom pt. Syrenka, ale i przeczytać serię do końca, bo naprawdę lubię twórczość Läckberg, dlatego tak żałuję, że ta część wypadła średnio. Może to wynikać może z tego, że jestem już oczytana i obyta z jej twórczością, ale jednak wciąż szkoda, że tutaj jest zwyczajnie przeciętnie. 

czwartek, 11 lutego 2021

"Kato-tata. Nie-pamiętnik" Halszka Opfer

Tytuł: Kato-tata. Nie-pamiętnik
Autor: Halszka Opfer
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 200
Ocena: brak oceny/poza skalą



Gdybym wtedy natrafiła na odpowiednią książkę czy artykuł, gdybym wiedziała, że mam prawo się bronić- pewnie wyzwoliłabym się spod władzy ojca i moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej.



Temat molestowania jest mi bliski, choć niekoniecznie chciałabym by taki był… O czym niejako wspominałam przy recenzji książki pt. Molestowane. Dotknęło mnie to na nieszczęście (#MeToo), choć - na szczęście - przez nikogo z rodziny. Dlatego chętnie sięgnę po kolejną książkę w tym temacie, żeby poznać kolejne historie jednej z nas, molestowanych. Dlatego też wzięłam się za książkę pt. Kato-tata. Nie-pamiętnik autorstwa Halszki Opfer, co jest tylko pseudonimem autorki (z niemieckiego opfer – ofiara).

Kato-tata odsłania tabu, dotyka wrażliwego ciała wykorzystywanego dziecka, które nie szuka nigdzie pomocy a jątrzące rany nie goją się i roznoszą w nieskończoność, również na ciele i duszy dorosłej kobiety. Niechętnie rozmawiamy o molestowaniu dzieci, a już na pewno za wszelką cenę unikamy odnośników do osobistych doświadczeń naszych rozmówców, jakby bojąc się, że niechcący poruszone wspomnienia zaczną cuchnąć. Dlatego tak ważne jest, żeby to dziecko zaczęło krzyczeć, żeby wykrzyczało z siebie tę traumę, poczucie winy i strach. W Kato-tacie dziecko właśnie krzyczy, prostym, zwykłym językiem, wypranym z zawiłości literackiego stylu. Dopóki ten niezrozumiały ból siedzi cicho, dziecko będzie nadal cierpieć, choćby miało sto lat.                                                                                opis wydawcy

Kato-tata. Nie-pamiętnik jest książką autobiograficzną, którą czyta się trudno, kiedy jest się czytelniczym świadkiem tych wszystkich doświadczeń. Mogę się tylko się domyślać jak trudne dla autorki było spisywanie tych wszystkich traumatycznych przeżyć, bo czasem aż trudno uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Nie ma co się dziwić, że spisywanie tego wszystkiego zajęło autorce aż szesnaście lat. Przerażający jest fakt wykorzystywania dziecka przez ojca, ale chyba jeszcze bardziej przerażająca jest nieobecność i obojętność (wręcz oziębłość) matki. Przerażający jest brak edukacji seksualnej i brak jakiegokolwiek wsparcia. Nie wiem czy wszystkie opisane w książce paskudne i haniebne czyny wydarzyły się naprawdę (np. molestowanie/gwałty przez księdza, lekarza czy sędziego – osób poza ojcem) – nie mnie oceniać ich prawdziwość, ale jedocześnie wcale nie deprecjonuję przeżyć autorki. Halszka Opfer wiele z owych aktów opisała w sposób bardzo obrazowy, przez co we mnie samej rodził się wewnętrzny bunt i niezgoda na takie zachowania (choć sama byłam molestowana – tylko raz, w wieku 14 lat, nikt z rodziny i mam już to przepracowane).

Od początku mojego życia tatuś umiejętnie urabiał mnie na swoją ofiarę. Zaprogramował mnie, abym spełniała jego wolę. Czułam wewnętrzny przymus słuchania jego poleceń. Moje życie toczyło się wokół jego seksualnych zachcianek. Istniałam po to, aby je spełniać.

Kato-tata. Nie-pamiętnik to książka, którą zostawiam bez oceny. Jest zbyt trudna, ale jednocześnie naprawdę warta przeczytania i sięgnięcia. Pozycja porusza głęboko ukryte struny, wzbudza emocje, pokazuje ogrom cierpienia... Warto przeczytać dla samej historii. Jest jeszcze druga część tej opowieści pt. Monidło. Życie po Kato-tacie, która już na mnie czeka na czytniku.

Dzieciństwo może różnie smakować; może być słodkie i przepyszne jak ciastko lub lody czekoladowe, może być niezbyt cukierkowe, ale „pożywne” jak kromka chleba z masłem, ale może też być jak garść gwoździ – ostre, zimne i nie do przełknięcia!

 

piątek, 22 maja 2020

"Kiedy jedzenie wymaga odwagi" Harriet Brown


Tytuł: Kiedy jedzenie wymaga odwagi
Autor: Harriet Brown
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 267
Ocena: 4/6



Bo gdy do głosu dochodzi demon, życie właściwie się kończy. Wierzcie mi. Wiem, co mówię.






Jako osoba interesująca się psychologią (w końcu nie bez przyczyny studiuję taki, a nie inny kierunek), a w szczególności zaburzeniami odżywiania, które sama przeszłam – nie mogłam przejść obojętnie książki autorstwa Harriet Brown pt. Kiedy jedzenie wymaga odwagi. Książka opowiadająca o demonie anoreksji, o demonie, który dopadł już niejedną osobę…
Harriet Brown napisała fascynujący, pełen głębokich emocji dziennik o podróży swojej rodziny przez koszmar anoreksji, o półtorarocznej walce swojej córki Kitty z chorobą i o tym, jak to doświadczenie zmieniło całe jej życie. Przedstawia w nim również krytyczne spojrzenie na tradycyjne poglądy na temat „leczenia” anoreksji i opisuje metodę alternatywną, zwaną modelem Maudsley, która skupia się na całej rodzinie i przynosi znacznie lepsze efekty niż dotychczas stosowane terapie. „Kiedy jedzenia wymaga odwagi” to lektura obowiązkowa zarówno dla profesjonalistów jak i dla zwykłych rodzin, które potrzebują wsparcia i nadziei w walce z tą wyniszczającą chorobą.
                                                                        opis wydawcy 
Kiedy jedzenie wymaga odwagi jest książką o anoreksji pisaną z innej perspektywy niż zazwyczaj – nie z punktu widzenia osoby chorej, a z perspektywy matki i to jeszcze w formie pamiętnika, więc jest naprawdę ciekawie. Interesujące i ważne jest to, że pokazuje metodę alternatywną leczenia anoreksji, która nazywa się modelem Maudsley, która jest formą terapii rodzinnej, co pokazuje też jak ważna w leczeniu tego konkretnego zaburzenia odżywiania jest właśnie terapia całej rodziny, a nie tylko jednostki. Sama cierpiałam na zaburzenia odżywiania, ale na bulimię, więc tym chętniej sięgam po książki o anoreksji, żeby dowiedzieć się czegoś o innym zaburzaniu, choć jako studentka psychologii wiem, że mechanizmy powstawania jednego i drugiego są bardzo podobne. Całość jest napisana w sposób poprawny, oddająca realia jak to się dzieje w rodzinie… Jednak książka nie wzbudziła we mnie, aż tylu emocji co KochAna Marty Motyl, ale to trochę inna historia, bardziej związana z moją osobistą historią. Sama książka jest napisana językiem dość poprawnym, niezbyt skomplikowanym, jednak w całości trochę brak emocji.

Kiedy jedzenie wymaga odwagi jest pozycją, która pokazuje bardzo ważny aspekt zaburzeń odżywiania – że to nie jest problem jednostki, a rodziny, zwłaszcza, że anoreksja opisana w książce dotyka głównie osób w wieku nastoletnim. Całość ważna, ale nie jest napisana w sposób porywający… Nie rzuca nie kolana ani nie wzbudza morza emocji, ale pokazuje kilka ważnych aspektów anoreksji, tym bardziej, że zaburzenia odżywiania (zresztą jak całe zdrowie psychiczne) w tym kraju są wielkim tematem tabu.

sobota, 21 marca 2020

"Zapach śmierci" Simon Beckett

Tytuł: Zapach śmierci
Autor: Simon Beckett
Cykl: Dr David Hunter
Tom: szósty
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 440
Ocena: 5/6


Śmierć czasem tak działa. Bywa, że dopiero kiedy jest już za późno, zdajemy sobie sprawę z tego, jak wiele ktoś dla nas znaczył.





Simon Beckett to pisarz, po którego twórczość nie sięgałam od kilku lat, ale pierwsze części serii z doktorem Davidem Hunterem przeczytałam dość szybko i równie szybko polubiłam – zarówno postać, jak i styl pisarza. Ostatnio zobaczyłam, że wyszła szósta część tej serii i bardzo się ucieszyłam. Czym prędzej się zabrałam za czytanie Zapachu śmierci zupełnie nieświadoma, że nie przeczytałam tomu wcześniejszego.
Pewnego letniego wieczoru David Hunter – antropolog sądowy – odbiera telefon od dawnej znajomej z pracy. Kobieta potrzebuje opinii w pilnej sprawie. W opustoszałym, czekającym na rozbiórkę szpitalu Świętego Judy gdzie bywają bezdomni, dilerzy i narkomani znaleziono częściowo zmumifikowane ciało. Nawet Hunter nie potrafi określić, od jak dawna mogło tam leżeć. Wiadomo tylko jedno: to ciało młodej ciężarnej kobiety. Po zapadnięciu się podłogi strychu wychodzi na jaw kolejny z mrocznych sekretów szpitala. Oczom policjantów ukazuje się ukryta sala zastawiona łóżkami. W niektórych nadal ktoś leży… Pozornie prosta z początku sprawa przeradza się w obłąkańczy koszmar. Nikt z otoczenia Huntera nie może czuć się bezpiecznie… Szpital upomni się o kolejne ofiary.
                                                                    opis wydawcy
Zapach śmierci jest książką, na której przeczytanie bardzo się cieszyłam, tym bardziej, że stęskniłam się za Simona Becketa i wykreowanym przez niego Davidem Hunterem. Zaczęłam czytać i przepadłam… Weszłam w świat, który był mi tak bliski lata temu i było mi z tym naprawdę dobrze. Były momenty z życia głównej postaci, o których pomyślałam sobie – hej, coś tutaj nie gra, coś brakuje, jak to się stało? Nie nadążam. Okazało się po prostu, że przeoczyłam tom wcześniejszy – piąty i zwyczajnie go nie przeczytałam, stąd ten głos w mojej głowie. Jednak dla całej fabuły i zagadki kryminalnej nie ma to praktycznie żadnego znaczenia. Pamiętam jak pewnego popołudnia weszłam do dawnego szpitala Bonifratów we Wrocławiu, gdzie były zarówno opuszczone sale szpitalne jak i wynajmowane pokoje dla studentów. To było lekko przerażające i fascynujące. Tak samo jak z tą książką. Wszystko owiane mrokiem, tajemnicą i grozą. Styl i język, jakim jest napisana książką na naprawdę dość dobrym poziomie. Ciekawy i dobrze zrealizowany pomysł , a do tego odpowiednia dawka intrygi i tajemnicy. W książkach Becketta jest bardzo ciekawie i dobrze pokazana praca antropologa sądowego od kuchni, co mnie urzekło od samego początku i od razu to polubiłam. I między innymi za to tak cenię twórczość autora. Również za to, że dba o ciekawe kreacje bohaterów. Pierwsze części cyklu zapadły w mojej pamięci naprawdę dobrze, choć minęło kilka lat - ten wypada praktycznie równie dobrze, choć nie jest idealna. Zresztą stworzyć idealną książkę naprawdę trudno. Ale jak najbardziej ciekawa pozycja. 
Ludziom zwykle wydaje się, że natychmiast rozpoznaliby zapach śmierci. Że rozkładowi towarzyszy szczególna, charakterystyczna woń, paskudny trumienny odór. Mylą się.
Czy polecam Zapach śmierci? Zdecydowanie. Nawet, jeżeli nie znacie wcześniejszych książek Simona Becketta. O ile na Zimnych ogniach się zawiodłam – tutaj naprawdę wszystko na odpowiednim poziomie. Język, styl, dawka intrygi, bohaterowie – wszystko jak trzeba i jak należy. W tej książkę znalazłam to, za czym tak tęskniłam w literaturze i to właśnie tego było mi trzeba. Naprawdę polecam twórczość Simona Becketta.

wtorek, 20 sierpnia 2019

"KochAna. W pułapce anoreksji i bulimii" Marta Motyl

Tytuł: KochAna. W pułapce anoreksji i bulimii
Autor: Marta Motyl
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 206
Ocena: 6/6




Jestem chora na wieczny niedosyt miłości. Nie chcę pokarmu, chcę zjadać miłość.







Lubię książki o zaburzeniach odżywiania i już kilka ich przeczytałam. Wynika to z kilku spraw - sama mam za sobą walkę z bulimią i jestem studentką psychologii, a wiążąc jedno z drugim to chciałabym zostać psychodietetykiem. Dlatego natrafiając na książkę Marty Motyl pt. KochAna. W pułapce anoreksji i bulimii od razu zabrałam się za jej czytanie. 
"KochAna" to zapis walki z anoreksją młodej studentki ASP, dla której choroba stała się pretekstem do poszukiwań własnego „ja”. Wyobraź sobie krainę, której mieszkańcy są anorektycznie szczupli. Ograniczają jedzenie do minimum. Kiedy jednak patrzą w lustra, widzą nie blade twarze, ogromne oczy, wystające żebra, patykowate nogi, ale ciała nabrzmiałe tłuszczem. Ważą się kilka razy dziennie, by się upewnić, że nie przytyli. Wymiotują zbędnymi kaloriami i niechcianymi emocjami. To kraina, w której Ana (anoreksja) i Mia (bulimia) roztaczają paranoiczny czar. Kolejne Alicje poddają się ich panowaniu, by uzyskać wrażenie lekkości i przetestować siłę swojego charakteru. Ich niedożywione ciała się buntują, ale one nie odpuszczają. Stają się adeptkami magii znikania. Odbyłam podobną wędrówkę. Niczym Alicja (bohaterka i narratorka książki) odkrywałam Krainę Czarów, aż zamieniła się ona w Krainę Złudzeń. Wtedy zawróciłam i dzięki temu uniknęłam choroby. Przeżycia, których doświadczyłam, stały się inspiracją do napisania tej książki.                                                                           ze wstępu autorki

KochAna. W pułapce anoreksji i bulimii to książka fabularyzowana o młodej kobiecie w sidłach bulimii i anoreksji, ale opis jej doświadczeń opiera się na przeżyciach samej autorki i to naprawdę widać. Żadna książka o zburzeniach odżywiania nie wywołała u mnie tyle emocji co ten tytuł. Momentami miałam wrażenie, jakbym czytała o sobie w okresie swojego zmagania się z chorobą. Z racji, że narracja jest pierwszoosobowa to w KochAnej jeszcze lepiej są pokazane myśli i odczucia chorej bohaterki czy cała walka z potworami. Wszystko napisane w sposób bardzo realistyczny, język jest taki zwykły, codzienny, ale nie prostacki. Bohaterowie są naprawdę pełnokrwiści, prawdziwi… Główna bohaterka – studentka wcale nie zachowuje się jak trzpiotowata nastolatka, a rodzice są prawdziwi, normalni, a nie wykreowani na głupich i niedouczonych. A myśli i spostrzeżenia tak realistyczne, że zaraz po przeczytaniu książki zaczęłam płakać (ku wielkiemu zdumieniu mojego partnera), bo tak bardzo sobie przypomniałam, co wtedy odczuwałam. Dawno nie miałam takiego kaca książkowego.
Czy naprawdę należy doprowadzić się na skraj wyczerpania, by ktoś zauważył, że nie poradzisz sobie sama, pochylił się nad tobą, spróbował cię zrozumieć, zamiast oskarżać?
KochAna. W pułapce anoreksji i bulimii to książka zdecydowanie warta przeczytania i polecenia. Uwrażliwia na zaburzenia odżywiania, na niuansiki wysyłane przez chorych, a przede wszystkim na emocje i odczucia ludzi ludzi z tymi schorzeniami. Pozycja pokazuje do czego mogą doprowadzić wychodzone modelki, powtarzane przez najbliższych (bardzo często mimochodem i nieświadomie czy z troski) komentarze w stylu: pączusiu czy mogłabyś zrzucić kilka kilo albo jak ty wyglądasz. Jest to pozycja nie tylko dla psychologów (już z tytułem czy w trakcie zdobywania – nieważne), ale przede wszystkim dla tych, którzy chleliby zobaczyć co siedzi w głowie osób z zaburzeniami odżywiania. KochAna wzbudziła we mnie naprawdę sporo emocji i zapewne zostanie w głowie naprawdę na bardzo długo. Zdecydowanie polecam i polecać będę pełna nadziei, że wielu osobom otworzy oczy. Warto, warto, warto… KochAna pokazuje, że waga czy problemy z jedzeniem to tak naprawdę wierzchołek góry lodowej, jaką są zaburzenia odżywiania. Pokazuje, że problem tkwi o wiele głębiej oraz to, że nie jest problemem niejedzenie albo wymioty. Cytując autorkę: Wymiotują zbędnymi kaloriami i niechcianymi emocjami.
Myślę o ciele, które jest takie biedne, nadal przeze mnie nieakceptowane. rozmyślam o tym, co się z nim działo, jak poniewierałam nim ja i jak poniewierali nim inni, jak było wykorzystywane. Pole dla eksperymentów na sobie. moje dobre, niewinne ciało. Splugawione.

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

"Złota klatka" Camilla Läckberg

Tytuł: Złota klatka
Autor: Camilla Läckberg
Cykl: Faye
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 400
Ocena: 2/6

Bo tak postępują kobiety. Kierują gniew do środka, zwracają go przeciwko samym sobie. (...) Kobieta bierze na siebie, tuszuje, dba o relacje z innymi, przesłaniając własną dumę i szkodząc sobie aż do zatracenia.



Twórczość Läckberg polubiłam już od pierwszego tomu sagi o Fjällbace, dlatego bardzo ucieszyłam się na wieść o wydaniu przez autorkę nowej książki. Co ciekawsze miał to być pierwszy tom nowej serii w wykonaniu Camilli, co wyjątkowo mnie zaciekawiło. Właśnie tak weszłam w posiadanie woluminu pt. Złota klatka, za którego czytanie zabrałam się niewiele później i równie szybko dotarłam do końca lektury. 

Inteligentna i piękna Faye ma wszystko – wspaniałego męża, ukochaną córeczkę i luksusowy apartament w najlepszej dzielnicy Sztokholmu. Jednak pozory mogą mylić... Jej idealne życie to w rzeczywistości desperackie próby zadowolenia Jacka. Dręczona przez mroczne wspomnienia z Fjällbacki, Faye coraz częściej czuje się jak zamknięta w złotej klatce. Nie może pozbyć się wrażenia, że poświęciła swoje ambicje na rzecz mężczyzny, który coraz bardziej się od niej oddala. Kiedy Jack i ich córka Julienne nie wracają z rejsu łodzią, a policja dostrzega w mieszkaniu kałużę krwi, podejrzenie szybko spada na męża Faye. Co przed nią ukrywa? Czy zabił własną córkę? Nic w życiu Faye nie będzie już takie, jak do tej pory.
                                                       opis wydawcy 

Złota klatka to książka, do której nie trzeba było mnie długo namawiać. Lubię sagę o Fjällbace w wykonaniu autorki – w końcu to jej wielki sukces i przecież dzięki tej serii została okrzyknięta szwedzka królową kryminału. Dlatego tak byłam ciekawa co takiego pojawi się w nowej pozycji rozpoczynającej kolejny cykl autorstwa Läckberg. Zaczęłam czytać – niby język i styl pisarski w stylu Camilli, jest nawiązanie do Fjällbacki, jest ważny temat… Niby wszystko, co potrzebne, żeby stworzyć dobrą książkę. Nawet na okładce rzuca się w oczy napis thriller psychologiczny, jednak już kilka razy przekonałam się, że nie oznacza to niczego powalającego. No, ale tłumaczyłam sobie, że to w końcu Läckberg, więc musi być kawałek porządnej lektury. No cóż… Właśnie jednak nie musi. Brakowało w niej czegoś. Brakowało dopracowania bohaterów, brakowało dopieszczenia fabuły, brakowało intrygi i tempa akcji. A szkoda. Historia jest przewidywalna, bohaterowie mdli, akcja toczy się powoli, mało wydarzeń, fabuła niedopracowana. Nie tego się spodziewałam 

Poważnym problemem wielu osób jest to, że zrzucają swój smutek na innych. Chcą się nim dzielić. Myślą, że skoro mamy podobne DNA, to automatycznie powinno zasmucać nas to samo. Smutek ani rozpacz nie stają się łatwiejsze do udźwignięcia przez to, że je z kimś dzielimy, przeciwnie, stają się jeszcze cięższe.
Złota klatka zapowiadała się naprawdę dobrze, to książka, która naprawdę mogła być fenomenalną lekturą – znam w końcu możliwości autorki. Na plus jest nowa seria, ciekawym temat, wyjście poza schemat, jednak Camilla straciła w moich oczach (zakładam, że nie tylko w moich) nie wykorzystując swojego potencjału. Mogło by być lepiej,a trak jest tylko przeciętna książeczka, która zdecydowanie nie powala na kolana. Po prostu przeciętna, niczym nie wyróżniającym się lektura. Naprawdę szkoda… Chciałabym, naprawdę chciałabym dać wyższą ocenę, ale niestety nie mogę, bo pozycja naprawdę niczym się nie wyróżnia ani nie zachwyca. 

piątek, 7 grudnia 2018

"Plac dla dziewczynek" Lena Oskarsson





Tytuł: Plac dla dziewczynek
Autor: Lena Oskarsson
Wydawnictwo: Czarna owca
Ilość stron: 388
Ocena: 4/6









Nawet nie pamiętam skąd wzięłam Plac dla dziewczynek, chyba z jakiejś wymianki albo bibliotecznej wyprzedaży... Ostatnio, kiedy wylądowałam na kontrolnych badaniach w szpitalu – ta książka była razem ze mną, bo opis na okładce zapowiadał ciekawą i wciągającą lekturę, idealną na czytanie w na oddziale. Jak wypadło?

Urokliwe miejsce na szwedzkiej prowincji nad jeziorem Skiresjon, niedaleko Vimmerby, gdzie urodziła się Astrid Lindgren. Brutalne i perwersyjne morderstwo burzy sielankę i elektryzuje miejscową społeczność. Oprócz policji własne śledztwo prowadzi również jedna z mieszkanek – Zuza Wolny, imigrantka z Polski. Szuka nie tylko mordercy, ale również miłości i nie powstrzymuje jej nawet to, że na jednym zabójstwie się nie kończy. Odkrywa drugą stronę szwedzkiego raju – szokujące namiętności, złe pożądanie, traumy, z którymi dorosłe „dzieci z Bullerbyn” nie potrafią się uporać.
                                                                                               opis Wydawcy

Biografie mówią, że Lena Oskarsson to szwedzka pisarka pisząca pod pseudonimem i będąca z zawodu psychologiem, jednak pojawiają się podejrzenia, że jest to alias jakiegoś polskiego pochodzenia. Podczas lektury Placu dla dziewczynek sama miałam dość mocne właśnie takie przeczucie, chociażby na podstawie obecności jednej z głównych bohaterek, która była Polką. Od samego początku zauważałam sporo odniesień do polskiej kultury i zwyczajów, stąd moje podejrzenia o polskim pochodzeniu autorki. Jednak nie da się zaprzeczyć, że w książce jest sporo sympatycznego klimatu ze skandynawskich kryminałów. Fabuła jest naprawdę ciekawa, pomysł na nią wykorzystany ciekawie, ale jednak akcja mogłaby się toczyć się trochę szybciej. Plac dla dziewczynek jest napisany w całkiem przyjemny w odbiorze sposób, co w połączeniu z fabułą sprawiło, że książkę czytało się naprawdę dobrze i naprawdę umiliła mi pobyt w szpitalu. Lektura nie rzuca na kolana, nie jest wysokich lotów, ale taki interesujący, lekkie czytadło. 

Plac dla dziewczynek to pozycja utrzymana w klimacie typowego, skandynawskiego kryminału. Nie jest to arcydzieło czy literatura super wysokich lotów, ale muszę przyznać że czytało się dość przyjemnie i z chęcią kiedyś sięgnę po inne książki z repertuaru Leny Oskarsson. A jeżeli jest to rzeczywiście autorka polskiego pochodzenia – to naprawdę dobrze oddane klimaty Skandynawii i kryminałów z tamtego rejonu. Polecam jako ciekawe czytadło na umilenie czasu, tak jak ja spędziłam miło czas w szpitalu.



piątek, 9 listopada 2018

"Zimne ognie" Simon Beckett

Tytuł: Zimne ognie
Autor: Simon Beckett
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 352
Ocena: 2/6



Gdyby Bóg chciał, żeby kobiety były szczupłe, nie stworzyłby czekolady.







Twórczość Simona Becketta poznałam dzięki jego świetnemu początkowi z doktorem Davidem Hunterem pt. Chemia śmierci. Od tamtego lubię wracać do twórczości autora, więc dlatego postanowiłam kupić na wyprzedaży książkę w wersji kieszonkowej o tytule Zimne ognie i zabrać się za nią niedługo po zakupieniu.

Kate to spełniona zawodowo londyńska singielka. Jest jednak bardzo samotna – niedawno rozstała się z partnerem, a jej jedynymi przyjaciółmi są Lucy i jej mąż. Marzy też o dziecku. Wkrótce poznaje przystojnego mężczyznę, z którym jest jej coraz lepiej. Gdy zachodzi w ciążę i pragnie wyznać mu tę nowinę, on nagle znika bez śladu…
                                                                    opis Wydawcy

Zaczęłam czytać Zimne ognie licząc na naprawdę dobry kawałek literatury... W końcu już czytałam serię z dr. Hunterem w roli głównej, a okazało się, że przed Chemią śmierci autor napisał jeszcze jedną książkę. Zimne ognie właśnie... niby trzymający w napięciu thriller psychologiczny... Im głębiej brnęłam w literacki las tym bardziej byłam rozczarowana. Ja rozumiem klimaty silnej i niezależnej kobiety, ja rozumiem standardy współczesnego świata... Jednak to wszystko jednak nie było godne dobrej oceny... Zimne ognie są rzekomo książką na miarę twórczości Camilli Läckberg, jednak w moim odczuciu pozycji sporo brakuje do szwedzkiej królowej kryminału, która napisała sagę o Fjällbace. Fakt, książkę czytało mi się szybko i względnie przyjemnie, ale jednak nie zmienia to faktu, że jest to literatura zdecydowanie niższych lotów, raczej z kategorii tych czytadeł, które i tak nie rzucają na kolana. Pomysł na książkę nie wyróżniający się niczym szczególnym, bo w końcu ileż jest książek o matkach pragnących potomstwa... A do tego wszystkiego styl i język niezbyt wymagające, takie wręcz banalne, czyli zasadniczo nic co wyróżniałoby książkę z tłumu.
Jeżeli postanowi urodzić dziecko, mówiła sobie w duchu, to na pewno z lepszym ojcem, nawet jeśli będzie nieobecny. Może i dawcy nasienia są anonimowi, ale zamierzała dopilnować, żeby nie trafić na kolejnego Paula. Jeden taki błąd wystarczy. Tym razem będzie ostrożniejsza.
Zimne ognie to książka, która zdecydowanie nie zachwyca i nie rzuca na kolana. Ani wybitnie wciągającej fabuły, ani rwącej akcji, przesłanie też nijakie, a język, który też niczym się nie wyróżnia... Czy polecam? Zdecydowanie nie... Szkoda czasu, choć to książka na jedno popołudnie, to jednak wciąż mierna, więc nie po co sięgać.

piątek, 27 lipca 2018

"Kredziarz" C.J. Tudor

Tytuł: Kredziarz
Autor: C.J. Tudor
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 384
Ocena: 5,5/6



Kimże bowiem jesteśmy, jeśli nie sumą doświadczeń, które zbieramy przez całe życie? Bez nich stajemy się tylko mięsem, szkieletem i krwiobiegiem.







Kredziarz jest debiutancką książką brytyjskiej autorki C.J.Tudor, której recenzje już od jakiegoś czasu krążą po blogosferze. Któregoś dnia spacerując pomiędzy księgarnianymi półkami zobaczyłam akurat promocję na tę pozycję, a zaintrygowana opiniami o niej – postanowiłam kupić ją i krótko później zaczęłam ją czytać spędzając z nią weekend w Krakowie. 

Rok 1986. Eddie i jego przyjaciele dorastają w sennym angielskim miasteczku. Spędzają czas, jeżdżąc na rowerach i szukając wrażeń. Porozumiewają się kodem: rysowanymi kredą ludzikami. Pewnego dnia jeden tajemniczy znak prowadzi ich do ludzkich zwłok. Od tej chwili wszystko zmienia się w ich życiu. Trzydzieści lat później Eddie i jego przyjaciele dostają listy z wiadomością napisaną tajemniczym kodem z dawnych lat. Uważają, że to żart do momentu, gdy jeden z nich nie ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Do Eddiego dociera, że jedyną drogą do ocalenia siebie przed podobnym losem jest próba zrozumienia, co tak naprawdę stało się przed laty.
                                                                                    opis z okładki

Kredziarz to książka, która jak na debiut zdobyła spory rozgłos i została reklamowana jako podobna do prozy Kinga. Był wokół niej dość spory rozgłos i to fakt, że jest dość mocno widoczne podobieństwo do twórczości autora Zielonej mili. Akcja tej pozycji rozgrywa się w dwóch płaszczyznach czasowych i to naprzemiennie – w roku 1986 i trzydzieści lat później – z racji tego, że ja takie posunięcie bardzo lubię to jest to dla mnie niekwestionowana zaleta. Pomysł na fabułę książki także zdecydowanie mi przypadł do gustu... To trzeba przyznać, że autorka wpadła na naprawdę ciekawy pomysł i wykorzystał go rzeczywiście dobrze, zwłaszcza jak na debiutantkę. Język i styl dopasowane do pozycji, niezbyt skomplikowany, ale przyjemny w odbiorze, co było jednym z czynników, które sprawiły, że Kredziarza czytało się naprawdę przyjemnie i dość szybko. Polubiłam bohaterów, których psychologiczne portrety były ciekawie rozrysowane, postacie, które zmieniały się z czasem i jako czytelnicy jesteśmy świadkami ich metamorfoz, a do tego pomysł, o którym już wspominałam, W erze thrillerów psychologicznych, których zalew aktualnie obserwujemy – Kredziarz wybija się na ich tle jako pozycja ciekawa i zajmująca, jako książka z interesującym i dobrze wykorzystanym pomysłem, a do tego niezwykle wciągająca.
Bycie dobrym człowiekiem nie polega na śpiewaniu hymnów czy modleniu się do jakiegoś mitycznego bóstwa. Nie chodzi o noszenie krzyżyka i chodzenie co niedziela do kościoła, ale o to, jak traktujesz innych ludzi. Dobry człowiek nie potrzebuje religii, bo wystarczy mu przekonanie, że postępuje właściwie.
Czy mogę polecić Kredziarza? Zdecydowanie tak. Ciekawa książka – takie ambitniejsze czytadło, z którym spędziłam czas naprawdę miło i kryminał czy thriller psychologiczny (jak zwał tak zwał), na który zdecydowanie warto zwrócić uwagę. Warto sięgnąć – gwarantuję ciekawą zabawę i mile spędzony czas, a sama książka może przyprawić o dreszcze.

Istagram: @asiahadzik

czwartek, 7 czerwca 2018

"Pogromca lwów" Camilla Läckberg


Tytuł: Pogromca lwów
Autor: Camilla Läckberg
Cykl: Saga o Fjällbace
Tom: dziewiąty
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 448
Ocena: 3.5/6



Nie wolno być słabym ani ulegać namiętnościom. Trzeba umieć kontrolować i czekać na właściwy moment.



Od początku, kiedy sięgnęłam po twórczość Camillii Läckberg od razu ją polubiłam. Kiedy się okazało, że tam gdzie byłam, czyli we Wrocławiu na stancji mam tylko tom dziesiąty tom, a skończyłam na piątym na Niemieckim bękarcie postanowiłam jednak zaryzykować i zobaczyć sobie jak poradzę sobie z czytaniem nie po kolei.... Więc właśnie zabrałam się za tom dziewiąty sagi o Fjällbace zatytułowany Pogromca lwów.
Styczeń, Fjällbacka w okowach mrozu. Z lasu wybiega na drogę półnaga dziewczyna. Nadjeżdżający nagle samochód nie jest w stanie zahamować ani jej wyminąć. Patrik Hedström otrzymuje powiadomienie o wypadku, gdy już wiadomo, że potrącona dziewczyna to Victoria, która cztery miesiące temu zaginęła, wracając do domu ze szkółki jeździeckiej. Okazuje się, że padła ofiarą okrutnych zabiegów, co gorsza, nie tylko ona. W tym samym czasie Erika Falck bada sprawę sprzed lat, rodzinną tragedię, która skończyła się śmiercią ojca rodziny. Odwiedza w więzieniu jego żonę, skazaną za morderstwo, ale nie może się od niej dowiedzieć, co się wtedy tak naprawdę wydarzyło. Erika czuje, że coś się nie zgadza, że kobieta coś ukrywa. Wydaje się również, że przeszłość kładzie się cieniem na teraźniejszości…
                                                        opis wydawcy

Pogromcę lwów zabrałam ze sobą w dość długą podróż (z Wrocławia do Lublina z przesiadką w Krakowie, czyli dobre kilka godzin w autobusach w jedną stronę) i zupełnie tego nie żałuję... Czytałam książkę z zapartym tchem, umilała mi podróż, wiedziałam, że się nie zawiodę, bo wcześniejsze części sprawiły, że bawiłam się naprawdę dobrze. Lubię lekkość pióra Camillii Läckberg, lubię sposób, w jaki wiąże wątek kryminalny z obyczajowym... Z racji tego, że między Niemieckim bękartem a Pogromcą lwów jest cztery tomy to miałam lekki problem z nadążeniem z wątkiem obyczajowym (np. życie prywatne Patrika i Ericki), ale wystarczyła mniej więcej 1/3 książki, żeby się połapać co z czym połączyć i wrócić na odpowiednie tory... Jednak wątek kryminalny – po raz kolejny jesteśmy świadkami prowadzenia fabuły na dwóch płaszczyznach czasowych, co wyjątkowo bardzo lubię, zwłaszcza z wykonaniu Läckberg. Pogromca lwów to kolejna książka z sagi o Fjällbace, jaką miałam okazję czytać i w moim odczuciu jak dotąd najsłabsza. Jasne – było lekkie pióro, była dwutorowość, ale jednak moim zdaniem pomysł nie do końca wykorzystany, a i zabrakło trochę intrygi... Miło mi się ją czytało w podróży, ale jednak, ewidentnie było to czytadło, a nie dobry kryminał. Generalnie Pogromca lwów jest taką średnią książką – dość przyjemna w odbiorze, z lekkim piórem, ale zabrakło dopracowanego pomysłu, zabrakło intrygi. W podróż jest jak najbardziej w porządku, ale odnoszę wrażenie, że Läckberg trochę się opuściła...
Wiedziała, że matka jej nie kocha. Wiedziała to, odkąd tylko sięgała pamięcią, i chyba nawet nie odczuwała braku miłości. Czy można odczuwać brak czegoś, czego się nie zna?

Czy polecam Pogromcę lwów? Może jak kontynuację serii czy jako lekką książkę do podróży – jak najbardziej, ale jednak super ambitnego kryminału z dużą dawką intrygi i zagadek tutaj nie znajdziecie. Jak już wspominałam odnoszę wrażenie, ze jak dotychczas jest to najsłabszy tom serii... Ja osobiście chętnie sięgnę po następne części, chociażby po to, żeby przekonać się jak wypadają pozostałe czy poznać inne historie z Fjällbaki...

środa, 7 czerwca 2017

"Bliźnięta z lodu" S.K. Tremayne

Tytuł: Bliźnięta z lodu
Autor: S.K. Tremayne
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 336
Ocena: 5.5/6



Czasem wszystko jest zupełnie inne niż sobie wyobrażamy a czasem to, co uważaliśmy za rzeczywistość w ogóle nie istnieje.






Bliźnięta z lodu intrygowały mnie już od dawna i to z wielu powodów –  jednym z nich jest zafascynowanie psychologią, szczególnie owo tajemnicze połączenie między bliźniętami; innym zaś to, że lubię thrillery i literaturę z różnego rodzaju zagadkami. Kupiłam książkę, chwilę poczekała i w końcu się zabrałam za jej czytanie...

Głównymi bohaterami Bliźniąt z lodu jest rodzina Moorcroft – rodzice Angus i Sarah oraz ich córki bliźniaczki - Kirstie i Lydia. Problem leży w tym, że jedna z nich, imieniem Lydia, umarła nieszczęśliwie spadając z balkonu...Cała rodzina na różne sposoby próbuje się poskładać po stracie. Angus smutki popija alkoholem, zaś Sarah popada w głęboką depresję... Największy problem jest z Kristie... Dziewczynka uważa, że nie jest sobą, tylko swoją siostrą, a zamiast niej przeżyła Lydia... Czy przeprowadzka na malutką wysepkę Torran, którą Angus dostał w spadku pomoże rodzinie? Jak sobie poradzą ze swoimi problemami? Jak się pogodzą ze śmiercią jednego z członków rodziny?
(...) śmierć tych, których kochamy jest o wiele gorsza niż nasza własna i... tak, wszelka miłość jest formą samobójstwa, niszczysz samego siebie, poddajesz się, z własnej woli zabijasz coś w sobie, jeśli naprawdę kochasz.
Bliźnięta z lodu to pozycja z kategorii thrillera psychologicznego, co mnie szczególnie zaintrygowało, bo miałam już okazję zapoznać się z pozycjami z tego gatunku, a byłam ciekawa tego co zaoferuje tematyka związana z bliźniakami. No, a ostatnio coraz bardziej interesuję się psychologią... Lubię obserwować zachowania ludzi, także tych w książkach... Tutaj bohaterowie są ciekawi, szczególnie zaintrygowała mnie postać Angusa, który jest niezwykle barwny i zagadkowy. Pomysł na fabułę jest niezwykle ciekawy, a ponadto został wykorzystany wręcz w genialny, wciągający sposób. Jeszcze tematyka książki, która jest niezwykle ważna – strata bliskiej osoby, sposoby radzenia sobie z nią, zachowania bliźniaczek jednojajowych... No i wszystko napisane w dość dobry sposób, język łatwy do zrozumienia, ale nie prostacki, dobrze oddający klimat książki i wysepki Torran. Styl również odpowiedni, trzymający w napięciu, a wszystko razem tworzy spójną, wciągającą całość.
Więc może życie jest czymś w rodzaju moralnego upadku? Czysta, prawdziwie wierząca dusza dziecka z czasem ulega zepsuciu, zanieczyszczana przez całe lata…
Bliźnięta z lodu to książka, której lektura sprawiła mi wiele przyjemności (choć to trochę dziwnie brzmi przy takiej tematyce) i z ręką na sercu mogę ją polecić. A komu? Przede wszystkim każdemu, kto lubi napięcie w literaturze, a jednocześnie tym, którzy choć trochę interesują się psychologią. Myślę, że te grupy czytelników mogą być wysoce usatysfakcjonowane lekturą, a myślę, że chętnym rozpocząć przygodę z literaturą z dreszczykiem też może się spodobać.