Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 czerwca 2026

"Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD" Aneta Korycińska

Tytuł:  Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD
Autor: Aneta Korycińska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 336
Ocena: 5.5/6



Kocham ironię losu. Dzięki niej żyję w kiczu, tandetnym serialu. Niby od dziecka staram się uchwycić przelatujące myśli, stworzyć narrację, udać, że wybieram, ale mimo planowania sama się zaskakuję.




Szeroko pojęte zdrowie psychiczne jest jest coraz częściej podejmowanym społecznie tematem, obalając temat tabu oraz stereotypy co mnie jako psychologa niezmiernie cieszy. Poza odmianami depresji czy kwestią spektrum autyzmu dość często jest dyskutowany temat ADHD. Dla części osób (zwłaszcza tych ze starszego pokolenia) jest to wręcz „epidemia ADHD i tych autyzmów” i przecież „każdy to ma”, dla innych – wreszcie większa świadomość ich dzieci czy ich samych, a także dostęp do diagnozy osób, które przez lata w pewnym sensie pozostawały niezauważone przez system. Aktualnie coraz więcej dorosłych postanawia zdiagnozować się będąc po trzydziestce nagle odnajdując wyjaśnienie trudności, które towarzyszyły im przez całe życie. Sama jestem jedną z tych osób, które podjęły się diagnozy mając trzydziestkę na karku i tytuł magistra z psychologii. Dlatego zaczęłam się zgłębiać w literaturę związaną z tą tematyką, a na pierwszy rzut poszła książka Baby od polskiego, czyli Anety Korcińskiej, pt. Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD.

Być może ADHD to dla Ciebie tylko cztery przypadkowe litery. Dla mnie to było hasło, które wywróciło moje życie do góry nogami. Bo wiesz, u osób takich jak ja – wychowywanych na grzeczne, ciche i skromne – diagnoza przychodzi późno, dopiero wtedy, gdy nieukierunkowana wściekłość i dogłębny smutek nie pozwalają nam żyć. Dopiero wtedy specjalista mówi, że może warto spojrzeć na siebie inaczej, że nie jesteśmy popsuci, że nasz niepokój oraz fakt, że musimy starać się bardziej, mają logiczne uzasadnienie. To czas, by wreszcie posłuchać radia w swojej głowie. W tej książce opowiadam Ci, co kryje się w mojej głowie. I nie tylko mojej – chcąc poznać więcej niż jedną stację, oddałam także głos osiemnastu gościom mającym późną diagnozę ADHD. Zapraszam Cię do wysłuchania naszych historii.                                                                                                                                          opis wydawcy

Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD to książka, która od samego początku urzekła mnie swoim tytułem, metaforą w nim zawartą. U mnie ADHD to istne radio, które nadaje na kilkunastu czy kilkudziesięciu częstotliwościach jednocześnie i to w dodatku nie robi sobie żadnej przerwy. W moim odczuciu w tej pozycji autorka bardzo umiejętnie rozprawia się z mitami. Nie sypie z encyklopedycznymi definicjami zaburzenia, a konfrontuje czytelnika ze stereotypami. Korocińska pokazuje, że ADHD nie kończy się wraz z dzieciństwem, że nie sprowadza się tylko i wyłącznie do nadruchliwości i że u wielu osób – szczególnie kobiet – przez lata pozostaje niezauważone lub błędnie interpretowane. Naprawdę niezmiernie się cieszę, że w ciągu ostatnich lat świadomość społeczna na temat ADHD (i nie tylko) znacząco wzrosła, ale niestety wraz z nią pojawiło się również wiele uproszczeń i internetowych półprawd samozwańczych tiktokowych „naukowców”. Książka stanowi cenną przeciwwagę dla tego zjawiska. Nie neguje popularnych narracji, lecz porządkuje je i osadza w faktach. Autorka w swojej książce łączy wypowiedzi specjalistów, osób z diagnozą oraz własne refleksje, dzięki czemu powstaje obraz daleki od stereotypów. ADHD nie jawi się tu ani jako „supermoc”, niemożność usiedzenia w miejscu ani jako wyłącznie źródło cierpienia. To po prostu odmienny sposób funkcjonowania mózgu – z całym wachlarzem wyzwań, ale również mocnych stron, co moim zdaniem autorka bardzo umiejętnie przedstawia, ale także nie idealizuje życia z ADHD. Nie znajdziemy tu złotych rad „jak ogarnąć życie z ADHD” ani obietnic, że odpowiedni planer, kilka aplikacji czy pozytywne nastawienie rozwiążą wszystkie problemy. Zamiast gotowych recept otrzymujemy realistyczny obraz codzienności – pełnej sukcesów, ale także zmęczenia, frustracji, przebodźcowania czy trudności w organizacji.

Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD to książka, która mi pokazała, że nie jestem sama. Miałam trzydzieści trzy lata i narodziłam się jako adehadówka. Wtedy pierwszy raz popłakałam się ze współczucia dla samej siebie i wdzięczności, że udało mi się sobą zaopiekować. To cytat z książki, który jest w 100% o mnie. Krótko po 33 urodzinach podjęłam pierwsze kroki ku diagnozie i zrozumieniu siebie.

Aneta Korycińska jako Baba od polskiego mignęła mi wcześniej kilka razy na TikToku, ale jakoś niekoniecznie zwracałam na nią większej uwagi. Jednak uważam, że Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD to pozycja zdecydowanie warta przeczytania. Napisana lekko i zrozumiale, a jednocześnie pokazując szarą i chaotyczną rzeczywistość z ADHD.

Nie pozwalano nam na nadruchliwość, więc siedzimy z pozoru nieruchomo z rękoma ciasno ułożonymi na udach, a po drzewach skaczemy w wyobraźni. Nie pozwalano nam na złość, bo dziewczynom nie wypada. Nie pozwalano na bunt. On jedną mnie zimował, tylko drzemał i atakował od środka.

niedziela, 22 marca 2026

"Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach" Monika Białkowska

Tytuł: Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach
Autor: Monika Białkowska
Wydawnictwo: WAM
Liczba stron: 336
Ocena: 4.5/6

W strachu, który tam panuje, traci się ludzkie odruchy. Głośno mówię, że to życie miało wszystkie znamiona sekty. Przemoc emocjonalna. Forsowanie swojej wizji z argumentem "woli Bożej". Odcięcie od świata zewnętrznego. Całkowita kontrola w najdrobniejszych rzeczach, w prywatności. I ostracyzm, kiedy odchodzisz.


Od 15 lat prowadzę Dzieło Duchowej Adopcji Sióstr Zakonnych, co sprawia, że znam osobiście wiele sióstr zakonnych z najróżniejszych zgromadzeń – cudownych wspaniałych kobiet, ale również wiele takich, które rozbiły się z oczekiwaniami i powołaniem. No i ostatnio naprawdę coraz chętniej sięgam po literaturę faktu. Dlatego właśnie postanowiłam sięgnąć po reportaż autorstwa Moniki Białkowskiej pt. Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach. Zapraszam na moją opinię!

„Zdradziły Jezusa i Kościół" – to zwykle słyszą siostry zakonne, które postanowiły odejść ze swoich zgromadzeń. Często towarzyszy temu izolacja albo w najlepszym wypadku niezrozumienie. A co jeśli to one zostały zdradzone? 

W wielu zgromadzeniach żeńskich w Polsce siostry przeżywają prawdziwe piekło. Miłość, jaką żywią do Jezusa i Ewangelii, bywa bezwzględnie wykorzystywana przez przełożone. Wszelkie protesty spotykają się z wyszydzeniem i przemocą. Siostry często są wycieńczone psychicznie i fizycznie, nieraz bliskie samobójstwa. Dlatego postanawiają odejść.

Monika Białkowska, teolożka i dziennikarka, rozmawiała z byłymi siostrami zakonnymi, które postanowiły zawalczyć o własną godność i zdrowe życie duchowe. Ta książka, pisana z wnętrza Kościoła, kończy zmowę milczenia wokół patologii w żeńskich zakonach. Istnieją w zakonnym życiu przestrzenie, w których szczególnie łatwo o nadużycia i krzywdę. Jeśli nie zaczniemy o nich mówić, będą istnieć nadal i wciąż będą prowadzić kolejne kobiety na terapię albo na skraj samobójstwa. Tym właśnie przestrzeniami trzeba się dziś zająć – nie z niechęci do życia zakonnego, ale z troski o jego przyszłość, świętą i wolną od nadużyć. Z troski o kobiety, które to życie wybrały – o ich wolność, ich bezpieczeństwo, ich zdrowie fizyczne, psychiczne i duchowe.                                                                                                     opis wydawcy

Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach to pozycja, której byłam naprawdę ciekawa – wynika to  moich osobistych doświadczeń związanych z siostrami zakonnymi, ale również po lekturze takich książek jak Sakrament obłudy. Wspomnienia z seminarium, Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica czy Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos. Jestem po prostu ciekawa wielu perspektyw i spojrzeń. Zaczęłam czytać tę książkę i od samego początku się wciągnęłam w opowiedziane historie, wywiady z bohaterkami tego reportażu. Muszę przyznać, że w tych opowieściach w sumie niewiele mnie zaskoczyło, a w sumie większość z nich potwierdza moje obserwacje z przebywania z zakonnicami (np. trzy lata katolickiej szkoły z internatem prowadzonej przez siostry) – chociażby w kwestii tego, że w powielanych sloganach o woli Bożej tak naprawdę nie ma ani krztyny Boga i jego miłosierdzia. O tym wspomina jedna z bohaterek tego reportażu:

Nie wiem czy w zakonnej "woli Bożej" w ogóle jest obecny Bóg i Jego wola. Myślę, że nie. Jest to pojęcie tak wyświechtane, nadużywane, ze Pan Bóg jest najwyżej daleko w tle. Możesz być osobą niewierzącą i zewnętrznie żyć tymi "wolami Bożymi", nakazami, zakazami... Naprawdę spotkałam niewierzące siostry, choć kiedyś wydawało mi się to sprzecznością.
Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach to książka, która pokazuje jak wygląda klasztorny świat od środka, jakie tam panują mechanizmy dalekie od aktualnej wiedzy (chociażby psychologicznej). Muszę przyznać, że spodziewałam się nieco większej ilości kontrowersyjnych treści – mnie realnie nic nie zszokowało, ale trzeba wziąć poprawkę na to, że osobiście miałam okazję obserwować klasztorne życie od środka i to w różnych zgromadzeniach. Książka jest napisana w sposób jasny, przystępny i nie oczerniający nikogo – przynajmniej w moim odczuciu. To po prostu historie zranionych kobiet, których marzenia i oczekiwania bardzo boleśnie zderzyły się z zakonną rzeczywistością. 

Nie ma w klasztorze możliwości konfrontacji. Nie wpuszcza się nikogo, kto nie jest "swój". Nie dociera praktycznie żadna myśl z zewnątrz. Nawet spowiednik jest wybierany przez przełożoną. Każdy prywatny kontakt ze światem masz totalnie odcięty. Przez to, że jest to zamknięte środowisko, drobiazgi typu jabłko, śmietana czy zakładka na kocu naprawdę urastają do rozmiarów czegoś na miarę sensu życia, zaczyna się wydawać, że od nich zależy jeśli nie twoje zbawienie, to przynajmniej twoje dopuszczenie do ślubów. I na tej podstawie ocenia się czy masz powołanie.

Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach to moim zdaniem pozycja potrzebna – zwłaszcza tym dziewczynom, kobietom, które rozważają tę drogę życiową. To trochę takie spojrzenie w klasztorną klauzurę. Mimo że ten reportaż nie wstrząsnął mną jakoś wyjątkowo mocno, ale mam świadomość że dla wielu osób, zwłaszcza mocno wierzących i zapatrzonych w kościelną hierarchię ta książka może być zdecydowanym szokiem. Nie każdego może zainteresować, to fakt faktem.


piątek, 6 marca 2026

"Kwaśne jabłka. O przemocy wobec dzieci" Piotr Mieśnik, Magda Mieśnik

Tytuł: Kwaśne jabłka. O przemocy wobec dzieci
Autor: Piotr Mieśnik, Magda Mieśnik
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 352
Ocena: 100000/10 - MUSISZ PRZEZYTAĆ



Przy traumie czas nie leczy ran. Odgrywa wręcz odwrotną rolę.






W ostatnich latach oraz częściej zaczytuje się w reportażach, a wyjątkowo lubuję się tematach przemocy, wykorzystywania itp. O Kwaśnych jabłkach słyszałam już jakiś czas temu, jednak dopiero teraz, kiedy sama zaczęłam pracę w MOPS-ie zabrałam się za lekturę tej pozycji. Zapraszam na recenzję książki Piotra Mieśnika i Magdy Mieśnik pt. Kwaśne jabłka. O przemocy wobec dzieci.

Każdego roku w wyniku przemocy w polskich domach jest zabijanych 20-40 dzieci, to tak, jakby co roku ze szkoły znikała jedna klasa! Kacper, żył lat 3. Klaudia, żyła lat. 5 Leon, żył lat 4. Eliza, żyła lat 5. Marcel, żył lat 2. Nikodem, żył lat 3. Zuzia, żyła lat 3. Kamilek, żył lat 8. Michał, żył lat 6. Oskar, żył lat 4. Zginęli z rąk matek, ojców, opiekunów. Dorosłych.

To niewidzialni i niesłyszalni bohaterowie reportażu Magdy i Piotra. Zaledwie kilkoro spośród tysięcy dzieci, które stały się ofiarami przemocy we własnych domach. To oczywiście tylko część danych o przemocy, tej, która zyskała rozgłos medialny. Większość dzieci cierpi w milczeniu. Autorzy w swoim reportażu oddają głos również ekspertom i specjalistom, którzy na co dzień stykają się z przypadkami przemocy wobec dzieci. Z ich rozmów wyłania się schemat funkcjonowania, który prowadzi do tragedii.

Brak kompetencji, bieda, zaburzenia, uzależnienia, traumy wyniesione z dzieciństwa. Do tego niedziałające przepisy, zaniechania ze strony urzędników, pracowników socjalnych i służb, które mają obowiązek chronić dzieci. Powtarzalność i schematyczność przypadków pozwalają na to, żeby wyprzedzić ruch. I tylko od nas zależy, czy go wykonamy. Skrzywdzone dzieci nigdy nie zapominają tego, co się stało. Trauma wraca, ciało pamięta. Na zawsze.                                                                                                                                                    z opisu wydawcy

Kwaśne jabłka. O przemocy wobec dzieci… Nawet nie wiem od czego mam zacząć. Naprawdę. Zaczęłam czytać tę książkę z nastawieniem z serii – fajnie, kolejny reportaż, ciekawe czy dowiem się z niego czegoś nowego. Z każda kolejną stroną wciągałam się w tę pozycję coraz bardziej i nie mogąc się od niej oderwać, ale jednocześnie co jakiś czas musiałam przerywać lekturę, bo to wszystko było po prostu za mocne. Te wszystkie historie, które się wydarzyły naprawdę (i tak naprawdę wciąż i nieustannie wydarzają w czterech ścianach) wbijały mnie za każdym razem w fotel miejskiego autobusu. A wszystko miałam połączone z historiami równie realnymi ukrytymi w kartotekach MOPS-u, w które równolegle się wdrażałam. Autorzy w swoim reportażu przytoczyli kilka historii przemocy wobec dzieci, historii prawdziwych, a tym Kamilka, którego śmierć przyczyniła się do powstania tzw. Ustawy kamilkowej. W tym reportażu historie dzieci przeplatają się z rozmowami z ludźmi, którzy walczą o dobro dzieci i są specjalistami z różnych – lekarzami, terapeutami, ale też założycielką Fundacji Gajusz. W moim odczuciu autorzy napisali tę pozycję w bardzo przemyślany, rzeczowy i obrazowy sposób, ale bez szukania jakiejś dramy czy rozgłosu. Nie znajdziemy tu zbędnej sensacyjności , emocjonalnego szantażu czy jakiejkolwiek. Wstrząs wynika po prostu z faktów, a nie z literackich zabiegów. Właśnie dlatego książka działa tak silnie – czytelnik ma poczucie, że obcuje z prawdą, której nie da się zignorować. Dla mnie osobiście wstrząsające było to, że: 30 procent złamań u dziecka poniżej trzeciego roku życia to wynik celowego działania. U dzieci poniżej roku to połowa przypadków. Fakty, rozmowy, opisy. Wszystko naprawdę wstrząsające. Jednak w moim odczuciu najbardziej wstrząsająca i szokująca jest (poza oczywistą przemocą) ślepota ludzi wokół – rodzin, sąsiadów, przyjaciół pracowników instytucji, którzy tak widzieli, żeby nie widzieć i się nie wychylać. Jednocześnie ci sami ludzie zauważą każdą plamę błota na klatce czy peta wyrzuconego na chodnik. A ludzkiej tragedii już nie… To książka, która wstrząsa i zostaje w głowie na długo po przeczytaniu ostatniej strony.

Również cisza w domu jest przemocą wobec dziecka. Krzyk, przezywanie, wyzywanie. Nawet wtedy gdy to rodzice się kłócą i wyzywają nawzajem, to też jest przemoc wobec niewinnego dziecka.

Kwaśne jabłka. O przemocy wobec dzieci to książka wstrząsająca do głębi i wbijająca w fotel. Momentami wydająca się być „za mocna”, ale tak naprawdę za mocne są historie, które pisze życie. Autorzy tą książką zmuszają do refleksji nad odpowiedzialnością dorosłych – zarówno rodziców, opiekunów, pracowników instytucji, ale też tych sąsiadów, którzy przykładają szklankę do ściany, żeby usłyszeć małżeńską kłótnię zza ściany, ale już nie usłyszeć krzyków dziecka. Nie jest to lektura „przyjemna” – i właśnie taka nie powinna być. To książka ważna, odważna i boleśnie prawdziwa. Taka, która nie tylko wbija w fotel, ale także zmusza do zadania sobie pytania, czy jako społeczeństwo robimy wystarczająco dużo, by chronić dzieci. Polecam każdemu! Zdecydowanie każdemu! A w szczególności każdemu, kto pracuje z dziećmi czy rodzinami – nauczycielom, pedagogom, lekarzom, pracownikom instytucji. 

Gdy mówi rodzicom, że zabiera dzieci, reagują agresją, obojętnością, śmieją się. Niektórym trzeba je wyrywać z objęć. Gdy pojechał do kobiety, u której wcześniej zabezpieczył dwoje dzieci, a ona urodziła kolejne i opiekowała się nim pod wpływem alkoholu, usłyszał: - A chuj, zabieraj, zrobię sobie następne.

wtorek, 24 czerwca 2025

"Chłopki. Opowieść o naszych babkach" Joanna Kuciel-Frydryszak

Tytuł: Chłopki. Opowieść o naszych babkach
Autor: Joanna Kuciel-Frydryszak
Wydawnictwo: Marginesy
Ilość stron: 496
Ocena: 5.5/6



Ten sam męski świat, który zamknął ją w kuchni, teraz nią pogardza jako niemającą pojęcia o czymkolwiek poza kuchnią.




Od kiedy w 2023 roku została wydana książka Joanny Kuciel-Frydryszak pt. Chłopki. Opowieść o naszych babkach to nieustannie bije rekordy popularności i zachwytów – w końcu przyszedł czas i na mnie, więc zgrałam ją na czytnik i zabrałam się za jej lekturę. Zapraszam na recenzję Chłopek!

Autorka "Służących do wszystkiego" wraca do tematu wiejskich kobiet, ale tym razem to opowieść zza drugiej strony drzwi chłopskiej chałupy. Podczas, gdy Maryśki i Kaśki wyruszają do miast, by usługiwać w pańskich domach, na wsiach zostają ich siostry i matki: harujące od świtu do nocy gospodynie, folwarczne wyrobnice, mamki, dziewki pracujące w bogatszych gospodarstwach. Marzące o własnym łóżku, butach, szkole i o zostaniu panią. Modlące się o posag, byle „nie wyjść za dziada” i nie zostać wydane za morgi. Dzielące na czworo zapałki, by wyżywić rodzinę. Często analfabetki, bo „babom szkoły nie potrzeba”. Nasze babki i prababki. Joanna Kuciel-Frydryszak daje wiejskim kobietom głos, by opowiedziały o swoim życiu: codziennym znoju, lękach i marzeniach. Ta mocna, głęboko dotykająca lektura pokazuje siłę kobiet, ich bezgraniczne oddanie rodzinie, ale też pragnienie zmiany i nierówną walkę o siebie w patriarchalnym społeczeństwie.                                                                                                                                                 opis wydawcy

Chłopki. Opowieść o naszych babkach jest książką, o której słyszałam wiele dobrego i już mniej więcej wiedziałam czego mniej więcej mogę się po niej spodziewać – od razu zaczęłam czytać i się wciągnęłam w lekturę. Joanna Kuciel-Frydryszak przedstawia w niej historie prawdziwych kobiet, które istniały naprawdę – w książce znajdziemy rozmowy, relacje, a także fotografie. Nie ma tu suchych, historycznych, podręcznikowych faktów, ale wszystko jest przedstawione w sposób bardzo prawdziwy i obrazowy przedstawiające realne życie, marzenia, lęki i pragnienia kobiet, które zaharowywały się na gospodarstwach. Autorka podzieliła całość na 16 rozdziałów i każdy z nich podejmuje inny temat pokazując z jak wielu elementów składało się życie. Jako psycholog dostrzegam pokłosie wielu zdań, które były przekazywane wtedy kobietom z pokolenia na pokolenie – sama niektóre słyszałam (chociażby od swojej babci) np. „siedź w kącie znajdą Cię” czy wiele innych temu podobnych patriarchalnych przesłanek. Odnoszę wrażenie, że autorka włożyła mnóstwo pracy w przygotowanie tej pozycji, co – moim zdaniem – naprawdę widać podczas lektury. Całość jest napisana w sposób nieco chaotyczny, ale jednak nie zmienia to faktu, że czas z tą pozycją uważam za naprawdę udany. 

Badanie losów swojej rodziny wymaga gotowości, by się rozstać z wyobrażeniami i iluzjami na jej temat, a w związku z tym i na swój własny.

Chłopki. Opowieść o naszych babkach to moim zdaniem bardzo dobra książka, zdecydowanie warta polecenia – autorka pokazała autentyczne historie, które wzbudzają wiele emocji. Ten reportaż pokazuje mi, jak trudne życie miały poprzednie pokolenia kobiet i jak wiele jest we mnie wdzięczności za ich walkę o uwolnienie się od tego, żeby przestać być niewidzialną. Bardzo ważna i godna polecenia pozycja.

Od chwili, gdy proboszcz parafii powiedział jej, że Janek ma talent i trzeba go uczyć, nie może przestać o tym myśleć. Jej mąż przeciwnie. "Nigdy! To nie nasza gospodarka uczyć się" - mówi jej. Konstancja nie zamierza się poddać. Autorytetem większym jest dla niej ksiądz, więc obiera częstą w patriarchalnych rodzinach kobiecą strategię. Mówi mężowi: „zgoda", i robi swoje. Życie takich kobiet jak ona jest pełne tajemnic, oficjalnie godzą się na uległość, nie rezygnując jednak ze swoich pragnień. Babski spryt, oto czego im trzeba: utrzymać męża w przekonaniu, że on rządzi, ale osiągać swoje cele, zwłaszcza jeśli dotyczą dzieci, one są bowiem dla kobiety najważniejsze i dla nich ryzykuje gniew męża.

sobota, 31 maja 2025

"Jest OK. To dlaczego nie chcę żyć?" Marek Sekielski, Małgorzata Serafin

Tytuł: Jest OK. To dlaczego nie chcę żyć?
Autor: Marek Sekielski, Małgorzata Serafin
Wydawnictwo: Agora
Ilość stron: 344
Ocena: poza skalą



To jest najtrudniejsze - przyznać przed samym sobą, że nie daje się rady.







Lubię sięgać po książki, które podejmują temat depresji – nie dość, że kończę psychologię, to jeszcze sama mam tę przypadłość. Lubię poznawać historie innych ludzi, ich perspektywę, myśli i pragnienia. Za mną już Twarze depresji czy Żyletkę zawsze noszę przy sobie – teraz przyszedł czas na książkę autorstwa Marka Sekielskiego i Małgorzaty Serafin pt. Jest OK. To dlaczego nie chcę żyć?.

Bohaterowie tej książki są wspaniałymi i wrażliwymi ludźmi, którzy po latach zmagania się ze sobą doszli do ściany. Stanęli nad przepaścią. Można tu dorzucić jakiekolwiek inne określenie, ale prawda jest taka, że to, co czuje osoba w depresji, trudno ubrać w słowa. Jednak naszym rozmówcom to się udało. Szczerze i bardzo intymnie opowiedzieli o swoim życiu z depresją. Podzielili się wspomnieniami z najtrudniejszych momentów, w których choroba popchnęła ich w stronę samobójstwa. Ale zebrane w książce rozmowy to również dowód na to, że z depresji da się wyjść. Że jest nadzieja na wyzdrowienie, choć wewnątrz ledwo tli się wola życia.                                                                                                                                                                                                    z opisu wydawcy

Jest OK. To dlaczego nie chcę żyć? Jest książką, która jest trudna, a szczególnie trudna może być dla osób, które po raz pierwszy spotykają się z tematyką depresji. Marek Sekielski i Małgorzata Serafin dobrali do swojej książki różne osoby z różnymi historiami, co daje dość szeroki obraz depresyjnych perypetii, wiele z obrazów depresji. Pytania są zadawane w sposób delikatny i z taktem, ale jednocześnie są bardzo odważne. Odpowiedzi są szczere i pokazują, jak kręte mogą być depresyjne drogi, a także to, że nawroty się pojawiają – nawet w najlepiej zaleczonej depresji. Mimo trudnego tematu – książka jest napisana w sposób przystępny i dość łatwy do zrozumienia dając jednocześnie dość szeroki obraz różnych obrazów depresyjnych. Moim zdaniem niezwykle ważne jest to, jak różne historie są przedstawione w tej książce – na pytania odpowiadają takie osoby jak modelka, sportowiec, prawniczka, dziennikarz czy uczennica – co pokazuje, że ta choroba może dotknąć dosłownie każdego. Wszystko przedstawione pokazane obiektywnie, bez stygmatyzacji czy oceny, co jest niezwykle ważne. 

Dlatego uważam, że wszyscy ludzie, którzy żyją na świecie, są megabohaterami, bo się nie zabili, bo walczą każdego dnia dalej. Życie w tym świecie jest, kurwa, wyczynem.

Jest OK. To dlaczego nie chcę żyć? To moim zdaniem książka niezwykle trudna i ważna. Na mnie, jako osobie depresyjnej i psychologowi in spe, zrobiła niemałe wrażenie, a dla osób w sporym kryzysie psychicznym czy takich, którzy nie znają w ogóle tematów związanych z depresją ta książka może być nie małym szokiem i wstrząsem. Oceny nie ma, bo jest poza skalą, ale z racji tematu – zdecydowanie warta przeczytania i polecenia. 

Wśród wielu beznadziejnych, coachingowych powiedzonek mam jedno ulubione: co nas nie zabije, to nas wzmocni - kwintesencja głupoty różnej maści motywatorów. Powiedzcie to mądrale gwałconym dzieciom, ofiarom dziecięcej przemocy, alkoholowym rodzinom, dzieciom niechcianym, niesłuchanym, nieakceptowanym. Powiedzcie ofiarom terroru psychicznego i popierzonych rodziców, którzy zawsze wiedzą co jest dla ich dziecka najlepsze. 

środa, 31 lipca 2024

"Sprawa Josefa Fritzla" John Glatt





Tytuł: Sprawa Josefa Fritzla
Autor: John Glatt
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 304
Ocena: 2/6








Kiedy na jaw wyszła tytułowa sprawa Josefa Fritzla wyszła na jaw byłam w gimnazjum i od samego początku niezwykle mnie ona fascynowała, a przede wszystkim to co działo się w umyśle człowieka, który więził i wykorzystywał seksualnie swoją córkę przez długie lata. Owa fascynacja tylko zwiększyła się podczas moich studiów psychologicznych, a kiedy natrafiłam na twórczość Johna Glatta – jego twórczość postanowiłam zacząć właśnie od pozycji pt. Sprawa Josefa Fritzla.
Josef Fritzl był 73-letnim, emerytowanym inżynierem z Austrii. Wydawało się, że prowadzi normalne życie ze swoją żoną Rosemarie, mimo że jedna z ich córek Elisabeth, wiele lat wcześniej uciekła z domu, by dołączyć do religijnej sekty. Na przestrzeni lat troje dzieci Elisabeth w tajemniczy sposób pojawiło się u progu domu Fritzlów, a Josef i Rosemarie wychowywali je jak swoje własne. Ale tylko Josef znał prawdę o zniknięciu Elisabeth… Ponad dwadzieścia lat Josef więził i molestował Elisabeth w swoim własnym domu w zbudowanym pod ziemią lochu. Tam urodziła mu siedmioro dzieci. Jedno z nich zmarło trzy dni po porodzie, a troje wychowywało się razem z Elisabeth do czasu jej uwolnienia. […] W 2008 roku jedno z dzieci Elisabeth poważnie zachorowało i trafiło do szpitala. Dziewiętnastoletnia dziewczyna po raz pierwszy wyszła na zewnątrz i wkrótce prawda o jej pochodzeniu, niewoli i niewypowiedzianym okrucieństwie Josefa wyszła na jaw.                                                                                                                    opis wydawcy
Sprawa Josefa Fritzla jest książką, której byłam bardzo ciekawa, mimo tego, że samą historię znam już dość dobrze. Wiedziałam, że jest to pozycja oparta na faktach, a poza samą ciekawością – po tej lekturze spodziewałam się po niej poznania motywów i schematów myślowych mężczyzny zwanego Potworem z Amstetten, czy chociażby psychologicznego obrazu Elisabeth, a także jej dzieci. W tej kwestii akurat się zawiozłam na tej książce – John Glatt opisał suche fakty, które były podawane przez kilkanaście lat na różnych portalach czy w innych różnych miejscach, a także wałkowane w każdą możliwą stronę. Ponadto odnoszę wrażenie, że autor całość napisał bez żadnej refleksji czy wgłębiania się w temat. Jasne, można powiedzieć, że jako przyszły niedoszły psycholog oczekuję zbyt wiele, ale mimo tego i tak się pod tym kątem zawiodłam. W samej książce jest wiele powtórzeń, np. akapit po akapicie powtarzana ta sama informacja, w dodatku bez żadnej refleksji – przynajmniej w moim odczuciu. Ponadto całość nie jest zbyt odkrywcza – po prostu powielanie kolejnych faktów bez żadnej refleksji, a do tego momentami miałam wrażenie, że całość to inne wodolejstwo tylko po to, żeby na siłę zwiększyć objętość książki. Generalnie cała książka mogłaby mieć 1/3 objętości, gdyby nie to wodolejstwo. Nie ukrywam - całość jest napisana w sposób nieskomplikowany, obrazowy i dość łatwy w obiorze, pomagając zobrazować to jak wyglądał cały proces czy więzienie w piwnicy, a ponadto książka jest napisana w sposób bardzo obiektywny, nieoceniający. Nie zmienia to faktu, że w tym wszystkim odnoszę wrażenie, że autor do całej sprawy doszedł dość płytko i po łebkach nie dokonując jakiejś głębszej analizy. 

Sprawa Josefa Fritzla jest książką, która może zaciekawić niejednego czytelnika, ale w moim odczuciu jest naprawdę mało odkrywcza – nie wiem czy to kwestia popularności tej sprawy czy kwestii podejścia autora. Nie przeczę – temat niezwykle trudny, ważny i potrzebny, ale jednak moim zdaniem dość mocno zbagatelizowany i niewykorzystany do końca. Osobiście muszę przyznać, że rozczarowałam się tą książką – nie dość, że nie dowiedziałam się niczego nowego o sprawie, a językowo również nic fascynującego… Dla osoby zupełnie nie znającej sprawy – może być to rzeczywiście fascynująca lektura, jednak w moim odczuciu nie ma ani szału ani fajerwerków. Po prostu nic odkrywczego, a do tego trochę bez jakiejś większej refleksji czy analizy, a tego naprawdę mi w tym wszystkim brakowało.

sobota, 30 grudnia 2023

"Dzieci, które gorszą" Artur Nowak

Tytuł: Dzieci, które gorszą
Autor: Artur Nowak
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
Ilość stron: 224
Ocena: 4/6


Katolickie wychowanie przynosi cierpienie i zawód. Nie ma w nim duchowości. Wszystko jest obliczone, żeby ludźmi manipulować, podporządkowywać ich sobie. Daj mi dziecko do siódmego roku życia, a wychowam ci go na fanatyka każdej religii.


O dzieciach księży czy dzieciatych kapłanach najczęściej mówi się w kuluarach, a opowieści o nich krążą wśród ludzi – czasami jako pewnego rodzaju miejskie legendy, czasami na zasadzie, że znajomy znajomego usłyszał. Jako osoba wychowana w dość mocno katolickim środowisku i (na szczęście) mająca szczęście do poznawania wartościowych kapłanów i znająca ich niemało – słyszałam wiele takich historii. Dlatego zainteresowałam się kolejną w mojej czytelniczej karierze (po pozycji pt. Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos) książką Artura Nowaka pt. Dzieci, które gorszą, w której autor stara się pokazać, jak takie historie wyglądają od kuchni.

To powieść o ojcach, o których się nie mówi. O niby rodzinach, których oficjalnie być nie może. O krzywdzie dzieci, która przez hipokryzję i system praktyk Kościoła katolickiego, jest zamiatana pod dywan. A przede wszystkim to autentyczne historie ludzi uwikłanych w relacje, które zmieniły ich życie: kobiet i mężczyzn, którzy coś zyskali i coś stracili w związkach z księżmi, ludzi, którzy są owocami związków, niekiedy zapoczątkowanych gwałtem, z duchownymi. Wychowywani na plebanii, w wynajmowanych przez lata mieszkaniach, zmuszeni wyjechać za granicę, niekiedy zaakceptowani, częściej odrzuceni i napiętnowani. Żyją wśród nas, choć nie chcemy tego dostrzec. Poruszający reportaż otwierający bolesny temat, o którym do tej pory nie mówiło się na głos.                                                                                                                  opis wydawcy

Dzieci, które gorszą to książka, po której już wiedziałam czego się mogę spodziewać – w końcu czytałam już wcześniej Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos tego samego autora. Czytałam również takie pozycje jak Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica Marty Abramowicz, więc miałam już jakiś obraz twórczości autora, ale także tego jak ten temat jest przedstawiany w literaturze faktu, ale jednocześnie temat nie szokuje mnie już ani trochę. Książka jest podzielona na 3 części – pierwsza to rozmowy z tytułowymi dziećmi, które gorszą, druga to rozmowy z ekspertami, natomiast trzecia to ustosunkowanie się autora do tematu. Osobiście najbardziej przypadła mi do gustu pierwsza część – ta opowiadająca konkretne historie konkretnych osób. Całość jest napisana dość przystępnym w odbiorze językiem, jednak w sposób nieco przegadany, bo poza tematem księżowskich dzieci jest jeszcze poruszonych sporo innych tematów – jak kryzys Kościoła, pedofilia wśród duchownych itp. W tej książce widzę również sporo podobieństw do Dzieci księży Marty Abramowicz, chociaż obydwie książki zostały wydane praktycznie w tym samym czasie. Nie zmienia to faktu, że obydwie podejmują ważny temat, a mi trudno określić, która z tych pozycji jest lepsza.

Ksiądz to przecież zawód jak każdy inny. Mówi się oczywiście o powołaniu, ale przecież nauczyciel czy lekarz to też zawody z powołania. Tak przynajmniej mówimy. Tyle że jak lekarz przestaje być lekarzem, a nauczyciel nauczycielem, to społeczeństwo przechodzi nad tym do porządku dziennego. Nit się nad tym nawet przez chwilę nie zastanawia. Afera jest wtedy, kiedy z powołania rezygnuje ksiądz. To elektryzuje wszystkich.

Dzieci, które gorszą to książka, która podejmuje zdecydowanie ważny temat i daje głos, tym których głos przez lata był tłamszony, ale nie zmienia to faktu, że nie jest to jakoś wybitnie odkrywcza książka. Owszem, uważam, że warto po nią sięgnąć – szczególnie ją polecę osobom z Kościoła Katolickiego o wąskim, konserwatywnym myśleniu, żeby móc na pewne tematy spojrzeć szerzej. Nie jest to wybitna literatura faktu wysokich lotów czy poruszająca do głębi, ale na pewno książka warta uwagi. 

Cechuje nas ogólnospołeczna niedojrzałość wobec wielu wyzwań. Przeciętny Polak ma problem z zaakceptowaniem nowych zjawisk: nie chodzi tylko o pedofilię, ale też o stosunek do uchodźców, cudzoziemców czy mniejszości seksualnych. Jesteśmy konserwatywni, przy czym nie mam na myśli sfery religijnej. Żeby dojrzeć do mówienia o tych zjawiskach, trzeba je opisać, poznać. Tak się dzieje w technice, poezji, medycynie. Pierwszym etapem postępu jest opisanie danego zjawiska. Potem można iść dalej. Niedojrzałość polega na reakcji lękowej, wyparciu.

czwartek, 8 czerwca 2023

"Głodne. Reportaże o (nie)jedzeniu" Klaudia Stabach





Tytuł: Głodne. Reportaże o (nie)jedzeniu
Autor: Klaudia Stabach
Wydawnictwo: Wielka Litera
Ilość stron: 240
Ocena:








Zaburzenia odżywiania są mi wyjątkowo bliskim. Nie dość, że zawsze miałam nadwagę (mniejszą czy większą, ale zawsze), a ponadto swego czasu miałam taką jedną, wierną przyjaciółkę – bulimię. W swojej karierze czytelniczej mam za sobą sporo przeczytanych książek związanych z tą właśnie tematyką – jak chociażby Psychologia odżywiania się, KochAna czy Na krawędzi widelca. Kiedy dowiedziałam się o debiucie literackim Klaudii Starbach pt. Głodne. Reportaże o (nie)jedzeniu – praktycznie od razu się za nią zabrałam i pochłonęłam bardzo szybko. 

W odważnym reportażu Klaudia Stabach odsłania przed nami skrzętnie skrywany świat ludzi, dla których największym wrogiem stało się jedzenie. Głodzenie się, kompulsywne objadanie, katowanie się ćwiczeniami fizycznymi, wymuszone wymioty rujnują życie i zdrowie bohaterek i bohaterów Głodnych. Autorka z empatią próbuje zrozumieć ich sytuację, szuka wraz z nimi metod ratunku i wsparcia, odkrywając przy okazji swoiste podziemie osób gloryfikujących głodzenie się i traktujących je jako styl życia.                                                                                                                                                                                      z opisu wydawcy

Głodne. Reportaże o (nie)jedzeniu jest książką, której byłam naprawdę bardzo ciekawa. Zabierając się za nią wiedziałam, że jest to debiut, więc tym bardziej byłam ciekawa, jak Klaudia Stabach podeszła do tak wrażliwego tematu. Autorka w swojej książce przedstawia najróżniejszy przekrój najróżniejszych historii tytułowego (nie)jedzenia – zarówno kobiety, jak i mężczyźni, w różnym wieku, w różnych sytuacjach życiowych. Fakt, że jest takie szerokie spektrum różnych historii jest naprawdę na plus i sprawia, że książkę czyta się naprawdę szybko poznając różne perspektywy. Pozycja jest napisana w sposób dość prosty i zrozumiały w odbiorze, bez zbędnego naukowego żargonu, myślę, że laik bez problemu zrozumiałaby opisywane przez autorkę procesy i wydarzenia. Myślę, że Głodne wielu osobom może otworzyć oczy na sprawy zaburzeń odżywiania i na to jaki to szeroki problem.

Głodne. Reportaże o (nie)jedzeniu to książka naprawdę dość dobrze napisana, rzeczowa, konkretna i w reporterskim stylu, o co nietrudno, skoro autorka jest właśnie dziennikarką. Zdecydowanie mogę polecić tę pozycję chociaż, dla osób wciąż zmagających się z zaburzeniami odżywiania może być to o wiele trudniejsze i może wywołać nawrót choroby. Przerażająca w swojej prawdziwości, otwierająca oczy na to, jak szeroki jest to problem. Ale generalnie jak najbardziej polecam.

sobota, 18 lutego 2023

"Zniknięty ksiądz. Moja historia" Marcin Adamiec

Tytuł: Zniknięty ksiądz. Moja historia
Autor: Marcin Adamiec
Wydawnictwo: Agora
Ilość stron: 230
Ocena: 3.5/6


Bracia, sami bracia. Ale kiedy ktoś zachoruje, to gdzie znika to braterstwo?






Coraz częściej sięgam po literaturę faktu związaną miej czy bardziej tematycznie z Kościołem Katolickim. Po pierwsze kwestia mojej fascynacji literaturą faktu, a po drugie kwestia tego, że (choć jestem wierząca) chętnie sięgam po różne spojrzenia na zachowania najróżniejszych przedstawicieli Kościoła. Po lekturze Sakramentu obłudy – jakiś czas później postanowiłam się za kolejną pozycję w o życiu księży od kuchni, a mianowicie za książkę Marcina Adamca pt. Zniknięty ksiądz. Moja historia.

Marcin Adamiec jest zwykłym księdzem z żarliwym powołaniem. Wytrzyma sześć lat. Po pełnym nadziei i ekscytacji okresie seminarium szybko nadchodzi rozczarowanie rzeczywistością plebanii, nałogi, obezwładniająca samotność, choroba, poważny wypadek, a w końcu najgorsze dla młodego księdza – utrata wiary. Wali mu się świat, ale też pojawia się światełko w tunelu – ona. Dziś były już ksiądz mówi, że uciekł od śmierci w życie. Oprócz swojej historii Adamiec opowiada historie innych mężczyzn, którzy wybrali drogę kapłaństwa. Zapijających kryzysy. Zepsutych łatwymi pieniędzmi. Żyjących z kobietami. Odkrywających swój homoseksualizm. Porzucających sutannę dla miłości oraz tych zamkniętych w domach dla emerytów i zapomnianych. Takich księży kościelni hierarchowie „znikają”. Mimo goryczy Marcin mówi o ciemnych stronach Kościoła bez zacietrzewienia, raczej ze smutkiem, czasem z humorem, ale zawsze ze zrozumieniem dla ludzkich słabości. Kończy swą opowieść z nadzieją: „Przestałem wierzyć w Boga jako duchowny. A odzyskałem poczucie, że jestem Dzieckiem Bożym, kiedy biskup zabronił mi przystępować do sakramentów”.                                                                                                                                                      opis wydawcy

Zniknięty ksiądz. Moja historia to książka, którą planowałam przeczytać praktycznie od razu jak o niej przeczytałam – kupiłam ebooka, który czekał jakiś czas na swoją kolej, aż w końcu przyszedł na nią czas. Czytałam o niej w czeluściach Internetu, byłam ciekawa jaką perspektywę przedstawia. Zaczęłam czytać i praktycznie od razu wciągnęłam – kwestia mojej ciekawości, ale również dla tego, że w tej pozycji były przedstawione zupełnie różne historie. Całość jest napisana w sposób ciekawy, obrazowy i przyjemny w odbiorze, a język jest nieskomplikowany i dość przystępny w odbiorze. Co do wszystkich przedstawionych opowieści – moim zdaniem bardzo szkoda, że tak naprawdę nie ma w niej osobistych, kapłańskich dziejów autora, a jest zlepek różnych inny i w sumie przez to dość trudno uwierzyć w jej autentyczność. Mimo tego wszystkiego – przyznaję jednak, że autor podejmuje w książce zdecydowanie ważny temat.

Kościół ma zbliżać ludzi do Boga. Tymczasem dzieje się coś odwrotnego. (...) Kościół od Boga odpycha. Kościół rani, zamiast leczyć. Dzieli, zamiast łączyć. Odrzuca, zamiast przyjmować. To jest właśnie absurd.
Zniknięty ksiądz. Moja historia to książka, którą skończyłam z pewnym niedosytem i mieszanymi odczuciami. Przede wszystkim dlatego, że miała być osobista historia, a był zlepek różnych opowieści – co prawda ciekawych i podejmujących ważny temat, ale mógłby być potraktowany w sposób o wiele głębszy i osobisty. Czy polecam? Tak, z racji podjętego tematu, ale szkoda, że jego potencjał został zupełnie niewykorzystany. A szkoda, bo zapowiadało się lepiej...
A nawet jeśli Bóg ma plan wobec nas, to nasze wybieram jest kluczowe — bo ja wybieram w tym planie błogosławieństwo lub przekleństwo. To MOJE wybory czynią mnie szczęśliwym lub nieszczęśliwym.

czwartek, 15 września 2022

"Jedenaste nie dotykaj. Moja historia przemocy" Laura Priestess

Tytuł: Jedenaste nie dotykaj. Moja historia przemocy
Autor: Laura Priestess
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 400
Ocena: 3/6

Nikt nie zadaje takich pytań, bo wszyscy wiedzą, że klepanie kobiety po pośladkach to molestowanie. Natomiast gdy mowa o dzieciach, klapsy w pupę nie gorszą, nie wywołują rumieńców.




Ostatnimi czasy chętnie sięgam po szeroko pojętą literaturę faktu, szczególnie bliska jest mi tematyka związana z molestowaniem (#metoo). Parę razy mignęła mi w blogosferze książka tego gatunku autorstwa Laury Priestess pt. Jedenaste nie dotykaj. Moja historia przemocy i to właśnie za nią postanowiłam się niedawno zabrać. Zapraszam na recenzję!

Poruszająca książka o niełatwej tematyce, spisana na podstawie przeżyć i doświadczeń autorki, która zgodziła się wpuścić czytelnika do najbardziej intymnych zakamarków swojej duszy. Autorka porusza trudny temat wpływu bicia, którego doświadczała w dzieciństwie, często w miejsca intymne, na jej późniejsze problemy z seksualnością. Dopiero kiedy dorosła, zrozumiała i uświadomiła sobie, że jako dziecko była „seksualnie dojrzałą kobietą uwięzioną w ciele małej dziewczynki”.                                                                                                              z opisu wydawcy

Jedenaste nie dotykaj. Moja historia przemocy to książka, której byłam ciekawa – w sumie byłam ciekawa losów autorki i tego jak poradziła sobie z traumą. Nie oczekiwałam względem niej niczego konkretnego, byłam po prostu ciekawa i otwarta na tę historię. Jednak muszę przyznać, że skończyłam ją z mieszanymi odczuciami. Jasne - zgadzam się z autorką, że zarówno klaps, jak i wykorzystywanie seksualne, przekraczanie granic dziecka są karygodne. Jednak miała być książka o molestowaniu, a jest o dawaniu klapsów. Ponadto całość jest napisana w sposób bardzo chaotyczny, jakby zupełnie bez planu, bez ładu czy składu, bez usystematyzowania treści. Podczas lektury odniosłam wrażenie, że autorka w kółko i wciąż powtarza jedno i to samo, w tym samym schemacie – klaps pobudza do dziecięcej masturbacji, a to w dorosłym życiu do zamiłowania BDSM. Ponadto odniosłam wrażenie, że autorka tak naprawdę nie przepracowała swojej traumy, a w swojej książce jedynie chciała wywołać do tablicy wszystkich rodziców, nauczycieli i opiekunów, którzy pochwalają klapsy, a także przedstawicieli Kościoła katolickiego, jakby właśnie to miało ją uzdrowić. Temat książki – może i ciekawy, i ważny, ale zrealizowany dość przeciętnie, a szkoda. 

Granic dziecka nie powinno się przekraczać w żadnych formach – również poprzez tak do niedawna powszechne zmuszanie do całowania na powitanie cioć i wujków. Natomiast gdy pocałunek oraz przytulenie są wyrazem troski i czułości, której dziecko oczekuje od dorosłego, jest to sprawa zupełnie innej kategorii.

Jedenaste nie dotykaj. Moja historia przemocy to książka, którą trudno ocenić jakkolwiek, ale u mnie nie wywołała żadnego efektu wow. Nowe i ważne jest w tej książce mówienie wprost o tym, że klaps jest formą molestowania seksualnego i chyba to jest najważniejszy argument za tym, żeby ją przeczytać. Jednak całość jest bardzo chaotyczna, pełna powtórzeń, ale dostrzegam w niej również pełna nieprzerobionego żalu. We mnie książka wywołała mieszane odczucia…

Ofiary przemocy seksualnej w kwestii masturbacji nie mają taryfy ulgowej. Jeśli się masturbują, to według Kościoła są grzeszni. Dochodzi tutaj do szczególnego paradoksu: dziecko lub nastoletnia osoba, skrzywdzona i wykorzystana – zostaje obarczona dodatkową traumą. Została wykorzystana oraz rozbudzona wbrew własnej woli, to sprawca popchnął ją ku masturbacji, która w wielu przypadkach ma przynieść ulgę od powracających seksualnych retrospekcji. Tymczasem to ofiara zostaje obarczona winą, wyrzutami sumienia i poczuciem grzechu, natomiast sprawca często nie ponosi żadnych konsekwencji.

sobota, 23 lipca 2022

"Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce" Aneta Pawłowska-Krać

Tytuł: Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce
Autor: Aneta Pawłowska-Krać
Wydawnictwo: Czarne
Ilość stron: 232
Ocena: 3/6

Środowisko pielęgniarek od lat domaga się wprowadzenia norm zatrudnienia w przeliczeniu na liczbę pacjentów. Liczniejsza obsada to większe bezpieczeństwo pacjentów i personelu, wyższy standard pracy, więcej czasu dla pacjentów. Ale wprowadzenie tych norm ciągle jest przesuwane w czasie.



Temat psychiatrii i psychologii są mi wyjątkowo bliskie – nie dość, że sama studiuję psychologię, ale także sama mam depresję, która jest moją wierną przyjaciółką już od ponad siedmiu lat. Nie lubię sformułowania cierpię na depresję (czy jakąkolwiek chorobę) – po prostu jesteśmy razem, kwestia oswojenia choroby, a nie walczenia z nią.  Oficjalną diagnozę dostałam miałam 22 lata, choć są przypuszczenia, że pierwszy rzut choroby miałam już 10 lat wcześniej. Z tych powodów wcześniej sięgnęłam po reportaż pt. Żyletkę zawsze noszę przy sobie autorstwa Małgorzaty Gołoty, ale niedługo czekałam z zapoznaniem się z kolejną pozycją, która kusiła mnie od samego początku, kiedy się o niej dowiedziałam. Mowa o reportażu Anety Pawłowskiej-Krać pt. Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce.

Co czwarty Polak w jakimś momencie życia miał kłopoty ze zdrowiem psychicznym – wynika z badania dotyczącego kondycji psychicznej mieszkańców Polski. To znaczy, że ponad osiem milionów osób w naszym kraju doświadczało lub doświadcza zaburzeń psychicznych. Ale z powodu słabej dostępności pomocy – i uprzedzeń wobec ludzi chorych – do psychologa lub psychiatry trafiło zaledwie szesnaście procent. Problem chorób i zaburzeń psychicznych dotyka osób w każdym wieku, od dzieci po ludzi starszych. Cierpią między innymi na schizofrenię, depresję, uzależnienia, zaburzenia odżywiania czy zaburzenia rozwojowe. Często kłopoty sprawia już postawienie diagnozy, leczenie jest jeszcze większym wyzwaniem. To proces, który może trwać latami, wymaga cierpliwości, elastyczności, wytrwałości – tak pacjenta, jak i lekarzy. Wymaga też dobrego planu – i pieniędzy.                                                                                                                                                               z opisu wydawcy

Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce to nie jest lektura łatwa – nawet dla mnie jako osoby, która studiuje psychologię, a także ma za sobą rożne formy terapii. Nie zmienia to faktu, że sama nigdy nie byłam w takim typowym szpitalu psychiatrycznym, na oddziale zamkniętym, więc tym bardziej byłam ciekawa tej książki. Mimo że nie była to książka łatwa, wiele z tych rzeczy mnie nie zdziwiło, ale wydaje mi się, że zupełni laicy w tym temacie mogą być mocno zszokowani, jak wyglądają realia. A tu trzeba przyznać, że autorka pokazała owe realia całkiem dobrze – pokazała czego brakuje, co kuleje. W moim odczuciu zdecydowanie zabrało pokazania tego co dobre, co działa, bo nie każdy psychiatryk w Polsce wygląda tak samo – jest na przykład takie Centrum Terapii Nerwic w Mosznej, które zupełnie odbiega od tego, co jest przedstawione w książce. Przecież poza pacjentami, którzy zderzyli się ze ścianą, ale są tacy pacjenci, którym owo leczenie psychiatryczne w Polsce (również to NFZ) uratowało im życie – dosłownie (!). Książka jest niedługa, ale w moim odczuciu temat jest tylko ledwie liźnięty, a do tego to stronnicze podejście autorki utrwalające stereotyp psychiatryka, w której ludzie non stop są zapięci w pasach i faszerowani psychotropami, a jedyne co robią to patrzą się w sufit. 

Lekarz przyrzeka, że będzie leczył zgodnie z najnowszą wiedzą medyczną i standardami, a system mu to uniemożliwia. Można działać wbrew sobie, reprezentować coś, z czym się nie zgadzasz, i nie można być efektywnym w pomaganiu. Ale każdy normalny człowiek powiedziałby w końcu nie.

Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce to książka, która summa summarum wypada dość przeciętnie – niezbyt obszerna, niedopracowana, stronnicza i powielająca szkodliwe stereotypy. A szkoda, bo temat ciekawy i zdecydowanie warty większej uwagi. Czy polecam? Kompletnym laikom w temacie, którzy chcą się utwierdzić w swoim błędnym wyobrażeniu jak wygląda psychiatryk – jak najbardziej. Jeżeli ciekawi Cię temat depresji i psychiatrii – zdecydowanie lepiej sięgnąć po pozycję pt. Żyletkę zawsze noszę przy sobie autorstwa Małgorzaty Gołoty.

Książka bierze udział w wyzwaniu

poniedziałek, 27 czerwca 2022

"Robimy wszystko, co w naszej mocy. Opowieści z OIOM-u" Daniela Lamas





Tytuł: Robimy wszystko, co w naszej mocy. Opowieści z OIOM-u
Autor: Daniela Lamas
Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Ilość stron: 208
Ocena: 3/6






W sumie od zawsze interesowały mnie różne klimaty związane z medycyną – rodzina lekarska, do tego sama startowałam na medycynę (niestety się nie dostałam), ale przede wszystkim medyczne motywy w literaturze czy serialach (dr. House♥). Dlatego jak, tylko po zapisaniu się w końcu (po 3.5 roku) do biblioteki w Krakowie, zaczęłam przeglądać książki dostępne na półkach i natrafiłam na książkę Danieli Lamas pt. Robimy wszystko, co w naszej mocy. Opowieści z OIOM-u – od razu ją zgarnęłam i zabrałam się za jej lekturę. Zapraszam na recenzję!

Historie z OIOM-u, czyli oddziału intensywnej opieki medycznej, zazwyczaj zaczynają się od syren i świateł karetki, a kończą odratowaniem albo śmiercią pacjenta. Często słyszymy też o zaawansowanych technologiach i nowatorskich zabiegach, które ratują życie. Daniela Lamas, lekarka pracująca na OIOM-ie przekonuje jednak, że znamy jedynie niewielki fragment tych opowieści. Po jednym z trudnych dyżurów zadała sobie bowiem zaskakująco proste pytanie: jak funkcjonują ludzie, którym nowoczesna medycyna przedłużyła życie o kolejne dni, miesiące, a czasami lata? Autorka odpowiada na to pytanie, śledząc losy swoich byłych pacjentów oraz ich krewnych. Dziadek, którego obumierające serce zastąpiono pompą na baterie; sprzedawca, który znalazł dawczynię nerki na portalu społecznościowym oraz młoda kobieta, próbująca odnaleźć się w dorosłości, której miała nie dożyć. Wszystkie te poruszające historie rozgrywają się na cienkiej granicy między zdrowiem a chorobą, życiem a śmiercią.                                                                                                                                 opis wydawcy

Robimy wszystko, co w naszej mocy. Opowieści z OIOM-u to zbiór kilku opowieści z zawodowego doświadczenia autorki – każda z nich dotyczy innego pacjenta, jego choroby i historii. Warto jednak pamiętać, że owe historie zdecydowanie odbiegają od naszych polskich, szpitalnych realiów, że u nas leczenie wygląda zgoła inaczej niż w Stanach. Owe opowieści różnią się, mogą składać do refleksji na kruchością własnego (choć nie tylko) życia i nad tym, jaką skomplikowaną maszynerią jest ludzkie ciało. Muszę jednak przyznać, że sam sposób, styl, jakimi są pisane, jakoś mnie nie zachwycił, nie porwał… Nie dość, że każdej z historii brakuje puenty, to są napisane językiem miałkim i bez polotu, jakby zupełnie bez pasji. Rozumiem, że jest to debiut, ale oczekiwałam większej dawki fascynacji, pasji, zainteresowania opisywanymi historiami. Wszystko sprawia, że w sumie każda z tych historii wydaje się podobna jedna do drugiej, a szkoda, bo sam pomysł na książkę jest naprawdę ciekawy i ma potencjał – szkoda, że praktycznie niewykorzystany, bo zapowiadało się naprawdę ciekawie.

Robimy wszystko, co w naszej mocy. Opowieści z OIOM-u to książka, która podejmuje ciekawy temat, wydaje mi się, że pomysł na książkę miał predyspozycje do stania się naprawdę fascynującą opowieścią, ale szkoda, że autorka tego nie do końca wykorzystała. W moim odczuciu książka jest dość przeciętna i do szybkiego przeczytania, ale nie jest to pozycja zachwycająca. Po prostu najzwyklejszy, medyczny średniak bez polotu i z niewykorzystanym potencjałem.

Książka bierze udział w wyzwaniu 

niedziela, 29 maja 2022

"Żyletkę zawsze noszę przy sobie" Małgorzata Gołota





Tytuł: Żyletkę zawsze noszę przy sobie
Autor: Małgorzata Gołota
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 352
Ocena: poza skalą








Zarówno depresja, jak i wszystkie choroby i zaburzenia psychiczne cały czas są tematem tabu, chociaż odnoszę wrażenie, że o ostatnimi laty o depresji mówi się coraz bardziej otwarcie. Jest chociażby kampania społeczna Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję., w której bierze sporo znanych osób. Jest również książka Twarze depresji autorstwa Anny Morawiec – inicjatorki kampanii. Sama od lat mam tę wierną przyjaciółkę – depresję, o czym od dłuższego czasu mówię zupełnie otwarcie, a ponadto studiuję psychologię. W tematyce zaburzeń nastroju jest jednak jeden temat zupełnego tabu – chorujące na nie dzieci. Z naukowego punktu widzenia fascynujące jest, co dzieje się w łowach 7-10 latków popełniających samobójstwa, a z drugiej jest to wyjątkowo przerażające… O tym pisze również Małgorzata Gołota w swojej książce pt. Żyletkę zawsze noszę przy sobie.

Z danych komendy głównej policji wynika, że z roku na rok rośnie liczba prób samobójczych podejmowanych przez młodych ludzi. Rośnie też liczba samookaleczeń. Dzieci często boją się, że zostaną niezrozumiane, że ktoś je oceni jako słabe, leniwe, głupie, uważają, że zawiodły swoją rodzinę. Przede wszystkim jednak boją się, że o ich chorobie dowiedzą się inni. Wstyd jest tu czynnikiem kluczowym. Bardzo ważne jest głośne mówienie o tym, czym jest depresja i do czego prowadzi, jeśli jest nieleczona.                                                                                                                                                                    z opisu wydawcy

Żyletkę zawsze noszę przy sobie to reportaż, w którym Małgorzata Gołota przedstawia historie czterech dziewczynek cierpiących na depresję, jedna z nich dostała diagnozę mając zaledwie osiem lat. W tej książce są również rozmowy ze specjalistami w dziedzinie psychiatrii i psychologii – np. dr. n. med. Maciej Klimarczyk czy Paulina Dąbrowska (konsultantka telefonu zaufania). Poza przedstawieniem problemu, jakim jest stan psychiatrii i psychologii w Polsce (zwłaszcza tej dziecięcej), autorka przedstawia to, jak stan pandemii i związanym z tym dezinformacji, stresu i obostrzeń wpływa na dzieci i młodzież. W moim odczuciu książka jest napisana w sposób naprawdę przystępny w odbiorze, a także przedstawiająca temat w sposób bardzo obiektywny i szeroki, a także otwierający oczy na wiele spraw. Bardzo dobre i ważne jest również to, że w książce znajdują się również numery na linie zaufania, gdzie można się zgłosić w razie problemów. 

WHO podaje, że w skali świata aż 75 proc. cierpiących na depresję dorosłych i dzieci nie leczy się. Wymienia się trzy powody tej sytuacji – po pierwsze brak zasobów, po drugie brak wyszkolonych pracowników służby zdrowia, po trzecie społeczne piętno, jakim obciążamy osoby zmagające się z chorobami czy zaburzeniami psychicznymi.

Żyletkę zawsze noszę przy sobie to książka zdecydowanie warta przeczytana przez każdego, w moim odczuciu przede wszystkim przez rodziców, opiekunów i ludzi generalnie pracujący z dziećmi i młodzieżą – pozycja może otworzyć oczy i uwrażliwić na pierwsze symptomy i objawy depresji, zwłaszcza u dzieci czy nastolatków. Tę pozycję pochłonęłam praktycznie w jedno popołudnie – myślę, że u każdego, który się fascynuje tym tematem tempo będzie podobne. I z ciekawostek – poza sztandarowymi objawami depresji u dzieci i nastolatków głównym objawem jest… rozdrażnienie, którego rodzice i opiekunowie często nie zauważają, bo rozdrażnienie zwalają na karb dojrzewania i burzy hormonów. Dlatego uważam, że ta książka jest tak ważna i potrzebna – naprawdę polecam. 

Dziecko boi się właśnie tej reakcji, że ktoś na niego nakrzyczy, ktoś go wyzwie, że ktoś mu powie „a co to jest za problem, ja w twoim wieku miałem tak i tak, a ty, jak będziesz w moim wieku, to wtedy zobaczysz, co to są za problemy…” albo „weź się uspokój, czym ty się przejmujesz”, „za chwilę będzie lepiej”, „przecież wszystko się ułoży”. To są słowa, które odnoszą skutek odwrotny od zamierzonego, choć intencją rodzica jest właśnie to, by pomogły.

Książka bierze udział w wyzwaniu

niedziela, 22 maja 2022

"Aż do śmierci. Prawdziwe historie przemocy domowej, która zmusza ofiarę do zbrodni" Daria Górka

Tytuł: Aż do śmierci. Prawdziwe historie przemocy domowej, która zmusza ofiarę do zbrodni
Autor: Daria Górka
Wydawnictwo: Mova
Ilość stron: 256
Ocena: 6/6


Mam z nim dwójkę, dzieci, dlatego tak trzymałam się przy nim, bo to tatuś... Baba to jest jednak głupia istota.





Coraz chętniej sięgam po literaturę faktu, po książki, które podejmują trudne tematy – chętnie poznaje ludzkie historie, również te trudne. Reportaż Darii Górki pt. Aż do śmierci. Prawdziwe historie przemocy domowej, która zmusza ofiarę do zbrodni czekała na swoją kolej już dość długo – nie zawsze byłam gotowa na przeczytanie pozycji dotyczącej domowego znęcania się nad słabszymi. W końcu – korzystając z pobytu w sanatorium i wyzwania Abecadło z pieca spadło – zabrałam się za tę książkę, więc zapraszam na recenzję. 

Ta książka to głos oddany kobietom, które głosu nigdy nie miały. Historie kobiet, które dotarły do własnych granic i z ofiar przeistoczyły się w katów. Przez lata zamiast pocałunków od męża otrzymywały uderzenia w twarz, a zamiast czułych słów słyszały wyzwiska. Były bite, kopane, poniżane, zastraszane, okaleczane i zmuszane do prostytucji. Taki los zgotowali im ich mężowie i partnerzy, ci sami, którzy wielokrotnie wyznawali im miłość. Nie wszystkie pamiętają chwilę, w której coś w nich pękło i odpowiedziały przemocą na przemoc. Nie rozumieją, dlaczego akurat wtedy chwyciły za nóż.                                                                                                                                                         z opisu wydawcy

Aż do śmierci. Prawdziwe historie przemocy domowej, która zmusza ofiarę do zbrodni to książka, która przedstawia historie ośmiu kobiet, które nie wytrzymały tyranii swoich partnerów, aż w końcu je zamordowały, za co odsiadują aktualnie swoje wyroki. Jest to pierwsza i jedyna książka Darii Górki, ale w moim odczuciu pozycja jest napisana w sposób bardzo profesjonalny, pełen empatii i szacunku do rozmówczyń. Pozycja jest podzielona na tematyczne rozdziały, w których bohaterki opowiadają historię swoich związków, domów, mówią o tym, jak przelała się czara goryczy oraz o tym, że w większości nie pamiętają tego, jak dokonały zbrodni. Ma do swoje plusy, ale w moim odczuciu wprowadza to chaos – chyba lepiej byłoby lepiej, gdyby każda z bohaterek opowiedziała swoją historię od początku do końca, a tak każda z opowieści jest taka poszatkowana. Nie zmienia to faktu, że jest to pozycja, która wzbudza emocję i zapada w pamięć, choć jednocześnie jest bardzo trudna – przede wszystkim z racji tematu. 

Do dziś mam przed oczami policjanta, który siedział obok mnie, już na komisariacie, i trzymał mój dowód. Powiedział: Zabiła pani zwierzę, a pójdzie pani siedzieć jak za człowieka.

Aż do śmierci. Prawdziwe historie przemocy domowej, która zmusza ofiarę do zbrodni to książka niezbyt obszerna, ale zdecydowanie warta przeczytania. Napisana w sposób bardzo empatyczny i pełen szacunku, oddająca głos tym, które przez lata go nie miały. Nie ma żadnych nakierowujących pytań, nie ma ocen, nie ma osądzania. Są po prostu historie. Choć forma ich przekazania mogłaby być nieco inna, to i tak zdecydowanie warto przeczytać tę pozycję. Zdecydowanie polecam, choć myślę, że jest to pozycja nie na każde nerwy. 

Zrobiłam, co zrobiłam. Zabiłam człowieka, mimo, że nikt nie dał mi takiego prawa. Teraz muszę ponieść karę. Choć znajomy ksiądz na rozprawie wstał i powiedział, że nastąpiła pomyłka, bo na ławie oskarżonych siedzi niewłaściwa osoba, a główny winny w tej sprawie już nie żyje.

Książka bierze udział w wyzwaniu
Abecadło z pieca spadło

niedziela, 15 maja 2022

"Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach" Maria Mamczur

Tytuł: Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach
Autor: Maria Mamczur
Wydawnictwo: Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Ilość stron: 368
Ocena: 3/6


Zresztą tu nie chodzi tylko o wzrost i tuszę. W Polsce wystawanie ponad normę budzi wręcz histeryczny niepokój i chęć przycięcia, natychmiast.





Od kiedy pamiętam zawsze miałam nadprogramowe kilogramy – były różne okresy, bywało ich mniej, bywało ich więcej, ale nie zmienia to faktu, że od kiedy pamiętam miałam nadwagę. Przez to byłam gnębiona w czasach podstawówki – nie polecam.  Nienawidziłam ćwiczyć na wychowaniu fizycznym, wstydziłam przebierać się w szatni czy jeść w szkole drugiego śniadania – wszystkie te czynności wiązały się z wytykaniem palcami. W sumie cokolwiek bym nie zrobiła – byłam wytykana i wyśmiewana. Po latach nabawiłam się nawet bulimii. Teraz, jeszcze później, pokochałam i zaakceptowałam się taka jaka jestem – z otyłością, rozstępami, fałdkami, chorobami i ograniczeniami. Z racji własnych doświadczeń, ale także tego, że ostatnio coraz chętniej sięgam po literaturę faktu – zabrałam się za kolejny reportaż Marii Mamczur pt. Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach.

Nie znajdziesz w tej książce porad dietetycznych ani praktycznych wskazówek jak być piękną i młodą. Nie dostarczy ci ona prostych wzruszeń nad bolesnym losem osób, których ciała nie przystają do kanonu. Nie ma tu też historii cudownych metamorfoz przeprowadzanych pod okiem armii specjalistów i zapewniających rozrywkę milionom widzów popularnych reality-shows. Zamiast tego dowiesz się, jak to jest być grubą w świecie, który grubości nienawidzi, skąd się biorą uprzedzenia, na czym polega fat fobia i jakie są jej skutki. Nagradzana reporterka Maria Mamczur oddaje głos osobom, które dyskryminacji doświadczają na własnym ciele. Wspólnie z bohaterkami książki zastanawia się, jak w takim świecie wywalczyć miejsce dla siebie.                                                                                                     opis wydawcy

Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach to druga książka Marii Mamczur, za którą się zabrałam. O ile Żony gejów mnie zupełnie nie zachwyciły, tak Grubej byłam ciekawa – przede wszystkiego tego, jak autorka przedstawi temat, czy również spłyci temat i będzie mało obiektywna jak w reportażu o kobietach, które poślubiły nieheteronormatywnych. Muszę przyznać, że skończyłam książkę z nieco zmieszanymi odczuciami. Na plus w tej pozycji jest to, że autorka pisze o różnych przyczynach otyłości – takich jak zaburzenia hormonalne (insulinooporność czy problemy z tarczycą), a nie tylko sprowadzanie nadprogramowych kilogramów do lenistwa i niemiłosiernego obżerania się. Fajnie, że zostały podjęte tematy fat-shamingu czy body-shamingu w ogóle czy sprowadzania otyłości do lenistwa. Jednak pojawiły się aspekty, które mnie rozczarowały. Przede wszystkim to, że bohaterkami sią tylko i wyłącznie kobiety – mężczyźni pojawiają się jedynie jako tło (np. ojcowie czy partnerzy) – kolejne uproszczenie i stwierdzanie, że jak facet ma nadprogramowe kilogramy to nie problem, natomiast kłopot jest wtedy, kiedy pojawiają się one u kobiet. Ponadto nie ma nic o akceptacji wynikającej z miłości do siebie, natomiast mnóstwo o akceptacji wynikającej z tego, że bohaterkom zwyczajnie nie udało się schudnąć. W moim odczuciu w tej książce jest zdecydowanie zbyt mało o roli psychodietetyki oraz budowania i odbudowywania poczucia własnej wartości z psychoterapeutą. No i jak w Żonach gejów – odnoszę wrażenie, że temat jest przez autorkę spłycony i nie zbadany dogłębnie; fakt, trochę mniej niż w książce o nieudanych małżeństwach, ale nadal temat w tym wydaniu jest dość płaski i nieco zbanalizowany. A szkoda, bo pozycja ma naprawdę spory potencjał.

Chętnie konfrontujemy się z otyłością, by ją stygmatyzować i oceniać. Niechętnie zaś, aby porozmawiać o niej jako o problemie i chorobie, trudnej sytuacji, którą trzeba zrozumieć.

Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach to książka, która zdecydowanie podejmuje bardzo ważny temat, ale niestety dość spłycony i zbanalizowany, a szkoda. Ma mega duży potencjał, ale niestety wykorzystany tylko w niewielkiej części. Książka ogólnie jest niedopracowana, ale moim zdaniem warto po nią sięgnąć, jednak pamiętając o jej defektach. Myślę, że wielu osobom ta pozycja może otworzyć choć trochę oczy, ale dla mnie dość przeciętna i mało odkrywcza.

Nikt nie pragnie być gruby. Nikt nie chce mieć za dużo ciała, nieważne, czy to „za dużo” oznacza zaledwie kilka kilogramów więcej niż przewiduje standard, czy kilkadziesiąt. Gruby świetnie zna diety, głodówki, efekt jo-jo, wskaźnik BMI, indeks glikemiczny, umie liczyć kalorie. Głodzi się i tyje. Toczy walkę ze swoim organizmem, z zaburzeniami metabolizmu, hormonalnymi, isnulinoopornością i innymi chorobami, które prowadzą do otyłości albo są jej skutkiem. Walczy ze swoimi emocjami – z osobistymi, nieprzepracowanymi traumami, z niechęcią do swojego nadmiernego ciała, depresją, często też z zaburzeniami odżywiania. Czuje wstyd. Nie dlatego że często tę walkę przegrywa, lecz dlatego że w oczach innych staje się grubasem. Grubas to ktoś gorszy.