Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamiętnik/dziennik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamiętnik/dziennik. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lutego 2021

"Kato-tata. Nie-pamiętnik" Halszka Opfer

Tytuł: Kato-tata. Nie-pamiętnik
Autor: Halszka Opfer
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 200
Ocena: brak oceny/poza skalą



Gdybym wtedy natrafiła na odpowiednią książkę czy artykuł, gdybym wiedziała, że mam prawo się bronić- pewnie wyzwoliłabym się spod władzy ojca i moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej.



Temat molestowania jest mi bliski, choć niekoniecznie chciałabym by taki był… O czym niejako wspominałam przy recenzji książki pt. Molestowane. Dotknęło mnie to na nieszczęście (#MeToo), choć - na szczęście - przez nikogo z rodziny. Dlatego chętnie sięgnę po kolejną książkę w tym temacie, żeby poznać kolejne historie jednej z nas, molestowanych. Dlatego też wzięłam się za książkę pt. Kato-tata. Nie-pamiętnik autorstwa Halszki Opfer, co jest tylko pseudonimem autorki (z niemieckiego opfer – ofiara).

Kato-tata odsłania tabu, dotyka wrażliwego ciała wykorzystywanego dziecka, które nie szuka nigdzie pomocy a jątrzące rany nie goją się i roznoszą w nieskończoność, również na ciele i duszy dorosłej kobiety. Niechętnie rozmawiamy o molestowaniu dzieci, a już na pewno za wszelką cenę unikamy odnośników do osobistych doświadczeń naszych rozmówców, jakby bojąc się, że niechcący poruszone wspomnienia zaczną cuchnąć. Dlatego tak ważne jest, żeby to dziecko zaczęło krzyczeć, żeby wykrzyczało z siebie tę traumę, poczucie winy i strach. W Kato-tacie dziecko właśnie krzyczy, prostym, zwykłym językiem, wypranym z zawiłości literackiego stylu. Dopóki ten niezrozumiały ból siedzi cicho, dziecko będzie nadal cierpieć, choćby miało sto lat.                                                                                opis wydawcy

Kato-tata. Nie-pamiętnik jest książką autobiograficzną, którą czyta się trudno, kiedy jest się czytelniczym świadkiem tych wszystkich doświadczeń. Mogę się tylko się domyślać jak trudne dla autorki było spisywanie tych wszystkich traumatycznych przeżyć, bo czasem aż trudno uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Nie ma co się dziwić, że spisywanie tego wszystkiego zajęło autorce aż szesnaście lat. Przerażający jest fakt wykorzystywania dziecka przez ojca, ale chyba jeszcze bardziej przerażająca jest nieobecność i obojętność (wręcz oziębłość) matki. Przerażający jest brak edukacji seksualnej i brak jakiegokolwiek wsparcia. Nie wiem czy wszystkie opisane w książce paskudne i haniebne czyny wydarzyły się naprawdę (np. molestowanie/gwałty przez księdza, lekarza czy sędziego – osób poza ojcem) – nie mnie oceniać ich prawdziwość, ale jedocześnie wcale nie deprecjonuję przeżyć autorki. Halszka Opfer wiele z owych aktów opisała w sposób bardzo obrazowy, przez co we mnie samej rodził się wewnętrzny bunt i niezgoda na takie zachowania (choć sama byłam molestowana – tylko raz, w wieku 14 lat, nikt z rodziny i mam już to przepracowane).

Od początku mojego życia tatuś umiejętnie urabiał mnie na swoją ofiarę. Zaprogramował mnie, abym spełniała jego wolę. Czułam wewnętrzny przymus słuchania jego poleceń. Moje życie toczyło się wokół jego seksualnych zachcianek. Istniałam po to, aby je spełniać.

Kato-tata. Nie-pamiętnik to książka, którą zostawiam bez oceny. Jest zbyt trudna, ale jednocześnie naprawdę warta przeczytania i sięgnięcia. Pozycja porusza głęboko ukryte struny, wzbudza emocje, pokazuje ogrom cierpienia... Warto przeczytać dla samej historii. Jest jeszcze druga część tej opowieści pt. Monidło. Życie po Kato-tacie, która już na mnie czeka na czytniku.

Dzieciństwo może różnie smakować; może być słodkie i przepyszne jak ciastko lub lody czekoladowe, może być niezbyt cukierkowe, ale „pożywne” jak kromka chleba z masłem, ale może też być jak garść gwoździ – ostre, zimne i nie do przełknięcia!

 

niedziela, 31 maja 2020

"Notatki samobójcy" Michael Thomas Ford

Tytuł: Notatki samobójcy
Autor: Michael Thomas Ford
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 272
Ocena: 6/6



Głupio się przekonać, że twój stan zależy od jednej małej pigułki, która wygląda jak tic tac i zawiera jakąś dziwną kombinacje substancji...







Samobójstwa są wciąż tematem tabu, chociaż w Polsce rocznie więcej osób odbiera sobie życie niż ginie w wypadkach komunikacyjnych (wiedzieliście o tym?), ale zresztą całe zdrowie psychiczne jest jednym wielkim tabu. Dlatego cieszę się, że powstają takie książki jak Notatki samobójcy Michaela T. Forda, którą przeczytałam całkiem niedawno. 
Nazywam się Jeff. Mam siostrę i rodziców, którzy nadal ze sobą wytrzymują. Cała nasza czwórka mieszka w prześlicznym domku w prześlicznej okolicy w prześlicznym mieście podobnym do milionów innych miast. Rodzice nigdy nas nie bili, nie molestował mnie żaden ksiądz, koledzy w szkole nie dokuczali jakoś szczególnie. Nie słucham death metalu, nie mam obsesji na punkcie brutalnych gier wideo i nie odcinam głów małym zwierzątkom. Piętnastoletni Jeff trafia do szpitala psychiatrycznego po nieudanej próbie samobójczej. Ma spędzić czterdzieści pięć dni na oddziale dla nastolatków i wziąć udział w terapii grupowej. Chłopak jednak uparcie odmawia rozmawiania o tym, co się wydarzyło. Nie jest szczery nawet z samym sobą. Czego wstydzi się tak bardzo, że nie chce dalej żyć?
                                                                        opis wydawcy

Za Notatki samobójcy miałam ochotę zabrać się już jakiś czas temu, ale później o niej zapomniałam. Na szczęście jednak całkiem niedawno przypomniałam sobie o jej istnieniu i od razu zabrałam się za jej czytanie. Byłam jej bardzo ciekawa, chociaż nigdy wcześniej nie czytałam jej żadnych recenzji, więc też nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Zaczęłam czytać i zupełnie przepadłam. Jako studentka psychologii z wielką ciekawością czytałam o realiach pobytu w szpitalu psychiatrycznym po próbie samobójczej, a całość jest napisana w sposób bardzo interesujący i humorystyczny. Tak, to możliwe, żeby opisać psychiatryk w sposób zabawny i wcale nie jest to żenujące. Wszystko za sprawą głównego bohatera, który jest postacią ironiczną, zabawną, pełną ciekawych spostrzeżeń, ale pod tą maską – osobą nie znająca własnych emocji, dość lękliwą, niepewną siebie i przeżywającą swój prywatny dramat. Przede wszystkim osobą potrzebującą miłości. W moim odczuciu Michael Ford stworzył dość ciekawe postacie, pełne różnych problemów i dramatów, pokazując, że problemy psychiczne są pod różnymi maskami. Bardzo dużym plusem naszego, polskiego wydania jest lista różnych, pomocnych numerów np. Antydepresyjny telefon zaufania ITAKI czy do Poradni telefonicznej dla osób w kryzysie emocjonalnym. Jest to niezwykle ważne, bo często bywa tak, że osoby w kryzysie emocjonalnym i depresji często nie mają się do kogo zgłosić, stąd właśnie sięgają po samobójstwo, które wydaje się być dla nich jedynym rozwiązaniem. Jeszcze jednym plusem jest temat homoseksualizmu i homofobii, co jest pokazane w sposób nienachalny, a jako jeden z problemów. Generalnie bardzo dobrze, że są przedstawione różne postacie z różnymi problemami, w tym właśnie z rozpoznawaniem własnej seksualności.
Trafiliśmy do tego szpitala, bo ktoś - rodzice, lekarze, ludzie, którzy rzekomo nas kochają - boją się nas. Zamknęli nas w klatce, żeby ludzie mogli się gapić z bezpiecznej odległości na świry.
Notatki samobójcy są książką zdecydowanie godną polecenia. Choć temat zdecydowanie niełatwy, książka jest napisana w sposób naprawdę lekki i przyjemny. Autor podejmuje ważne i trudne tematy, pokazując jednocześnie, że samobójstwo nie jest lekiem na całe zło, a problemy można rozwiązać w zupełnie inne, różne sposoby. No wielkie brawa dla wydawcy za numery telefonów z tyłu książki w polskim wydaniu, zwłaszcza, że jest to książka dedykowana młodzieży. Ja jestem zdecydowanie na tak i bardzo polecam, niezależnie od wieku. 
Oto, do czego doszedłem: jak to jest, że ktoś ratuje samobójcę, a potem ma do niego pretensje za zepsuty dzień? Ciągle czuję, że ludzie chcą, bym za coś przeprosił. Ale nie mam za co, to oni spaprali sprawę. Nie ja.
Nie prosiłem, żeby mnie ratować.
Książka bierze udział w wyzwaniu Abecadło z pieca spadło


Antydepresyjny telefon zaufania ITAKI
22 484 88 01

Kryzysowy Telefon Zaufania
116 123

piątek, 22 maja 2020

"Kiedy jedzenie wymaga odwagi" Harriet Brown


Tytuł: Kiedy jedzenie wymaga odwagi
Autor: Harriet Brown
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 267
Ocena: 4/6



Bo gdy do głosu dochodzi demon, życie właściwie się kończy. Wierzcie mi. Wiem, co mówię.






Jako osoba interesująca się psychologią (w końcu nie bez przyczyny studiuję taki, a nie inny kierunek), a w szczególności zaburzeniami odżywiania, które sama przeszłam – nie mogłam przejść obojętnie książki autorstwa Harriet Brown pt. Kiedy jedzenie wymaga odwagi. Książka opowiadająca o demonie anoreksji, o demonie, który dopadł już niejedną osobę…
Harriet Brown napisała fascynujący, pełen głębokich emocji dziennik o podróży swojej rodziny przez koszmar anoreksji, o półtorarocznej walce swojej córki Kitty z chorobą i o tym, jak to doświadczenie zmieniło całe jej życie. Przedstawia w nim również krytyczne spojrzenie na tradycyjne poglądy na temat „leczenia” anoreksji i opisuje metodę alternatywną, zwaną modelem Maudsley, która skupia się na całej rodzinie i przynosi znacznie lepsze efekty niż dotychczas stosowane terapie. „Kiedy jedzenia wymaga odwagi” to lektura obowiązkowa zarówno dla profesjonalistów jak i dla zwykłych rodzin, które potrzebują wsparcia i nadziei w walce z tą wyniszczającą chorobą.
                                                                        opis wydawcy 
Kiedy jedzenie wymaga odwagi jest książką o anoreksji pisaną z innej perspektywy niż zazwyczaj – nie z punktu widzenia osoby chorej, a z perspektywy matki i to jeszcze w formie pamiętnika, więc jest naprawdę ciekawie. Interesujące i ważne jest to, że pokazuje metodę alternatywną leczenia anoreksji, która nazywa się modelem Maudsley, która jest formą terapii rodzinnej, co pokazuje też jak ważna w leczeniu tego konkretnego zaburzenia odżywiania jest właśnie terapia całej rodziny, a nie tylko jednostki. Sama cierpiałam na zaburzenia odżywiania, ale na bulimię, więc tym chętniej sięgam po książki o anoreksji, żeby dowiedzieć się czegoś o innym zaburzaniu, choć jako studentka psychologii wiem, że mechanizmy powstawania jednego i drugiego są bardzo podobne. Całość jest napisana w sposób poprawny, oddająca realia jak to się dzieje w rodzinie… Jednak książka nie wzbudziła we mnie, aż tylu emocji co KochAna Marty Motyl, ale to trochę inna historia, bardziej związana z moją osobistą historią. Sama książka jest napisana językiem dość poprawnym, niezbyt skomplikowanym, jednak w całości trochę brak emocji.

Kiedy jedzenie wymaga odwagi jest pozycją, która pokazuje bardzo ważny aspekt zaburzeń odżywiania – że to nie jest problem jednostki, a rodziny, zwłaszcza, że anoreksja opisana w książce dotyka głównie osób w wieku nastoletnim. Całość ważna, ale nie jest napisana w sposób porywający… Nie rzuca nie kolana ani nie wzbudza morza emocji, ale pokazuje kilka ważnych aspektów anoreksji, tym bardziej, że zaburzenia odżywiania (zresztą jak całe zdrowie psychiczne) w tym kraju są wielkim tematem tabu.

niedziela, 9 lutego 2020

"Pamiętnik księgarza" Shaun Bythell

Tytuł: Pamiętnik księgarza
Autor: Shaun Bythell
Wydawnictwo: Insignis
Ilość stron: 388
Ocena: 3.5/6




Nie cierpię książek z wyrwanymi kartkami. Przyprawiają mnie o gęsią skórkę.







Chyba każdy mól książkowy marzy o swojej własnej, olbrzymiej biblioteczce i pracy wśród woluminów – ja także. Ja lubię również czytać książki o książkach. Właśnie dlatego sięgnęłam po Pamiętnik księgarza - tytuł, który zwrócił moja uwagę wśród wielu e-booków dostępnych w ramach pakietu Legimi, który odkryłam już jakiś czas temu. 
Młody Szkot pod wpływem impulsu przejmuje podupadły antykwariat i postanawia rozkręcić ów bez wątpienia niełatwy interes. Jak się okazuje, decyzja ta wywraca jego życie do góry nogami. Poznajcie Shauna Bythella, księgarza, bibliofila i wyjątkowego mizantropa ze szkockiego miasteczka Wigtown. Prowadzi tu swój antykwariat, którego niezliczone półki uginają się pod ciężarem tysięcy książek. Wśród nich można znaleźć wszystko: od szesnastowiecznej Biblii po pierwsze wydania powieści Agathy Christie. Raj dla miłośnika książek? Cóż… prawie. 
                                                               opis wydawcy

Pamiętnik księgarza to książką, która wydaje się idealna dla mola książkowego, bo w końcu opowiada o pracy wśród książek. Ja sięgnęłam po nią z jeszcze jednego powodu - bardzo lubię czytać pierwszoosobową narrację, przez co właśnie darzę sympatią wszelakiego rodzaju pamiętniki i dzienniki. Naprawdę ciekawie jest czytać o tym co się dzieje w antykwariacie, o klientach tego typu miejsc i co się dzieje od tzw. Kuchni w miejscu pełnym książek. A jeszcze ciekawiej, gdy wszystko jest oparte na doświadczeniach autora, jak ma to w przypadku Shaun Bythell, który jest jednocześnie właśnie owym antykwariuszem, co opisanym wydarzeniom dodaje autentyczności. Ja co prawda dowiedziałam się o tym dopiero po skończonej lekturze, ale jednak nie zmienia to faktu, że książkę czytało się naprawdę dość przyjemnie. Jest napisana w sposób lekki, zabawny, ze sporą dozą humoru i ironii. Autor wydaje się być ostrożny w opisach klientów, co momentami wypada dość sztywno, ale może to ja mam takie zboczenie związane z pracą, że lubię słuchać o dziwacznych historiach związanych z klientelą różnych miejsc. Może dlatego też, że nie chciał, żeby jego znajomi byli rozpoznani – nie mam pojęcia. To jest jednak minus – brakuje barwnych, niesztampowych postaci. Brakuje takich w małym miasteczku czy to celowy zabieg autora? Nie mam pojęcia…  Jest też mały błąd w tytule – to co robi Shaun Bythell jest to praca antykwariusza, a nie księgarza, więc tytuł powinien brzmieć nieco inaczej. Może się czepiam, ale jednak jest to subtelna różnica w nazewnictwie, nieprawdaż?
...wielu naszych klientów to ludzie, którzy są uciążliwi, gdziekolwiek się znajdą, ale księgarnia stwarza im prawdziwe pole do popisu.
W Pamiętniku księgarza nie ma wielu zwrotów akcji (w zasadzie nie ma ani jednego), fabularnie także niewiele się dzieje. Jednak jest to dość lekki opis niedużego antykwariatu w małym, cichym i wręcz utopijnym miasteczku. Czy mogę polecić? Jest to raczej lekkie czytadło, przyjemne, niewymagające, wywołujące czasem na twarzy uśmiech. W takich kategoriach jest to jak najbardziej dość dobra książka. Do arcydzieła daleko, momentami wiało nudą, spodziewałam się więcej opisów klientów i więcej akcji, ale jednak wspominam ją względnie dobrze, jako lekturę przy której można się odpocząć, jako czytadło. Szału nie ma, ale również tragedii również nie – taki trochę przeciętniak. 

wtorek, 14 lutego 2017

"Iza Anoreczka" Marta Fox

Tytuł: Iza anoreczka
Autor: Marta Fox
Wydawnictwo: Akapit Press
Ilość stron: 134
Ocena: 4/6




Babom lepiej się nie zwierzać, bo są perfidne i tylko udają grzeczniutkie i słodziutkie mandarynki.






Książki Mart Fox cenię już od dłuższego czasu, dlatego będąc w bibliotece podczas mojej ostatniej wizyty tam postanowiłam zgarnąć kolejną książkę tej autorki zatytułowaną Iza Anoreczka. Lektura nie jest zbyt obszerna, a temat ciekawy, więc zabrałam się za tę pozycję nią praktycznie od razu.

Bohaterką książki autorstwa Marty Fox jest Iza – dziewczyna, która rozpoczyna karierę modelki. Pewnego dnia postanowiła zacząć pisać dziennik, bo nie radziła sobie ze swoimi emocjami, choć może się wydawać, że ma wszystko – mimo tego, że jej rodzice są rozwiedzeni – ma swój pokój (nawet dwa), książki, zainteresowania... Jednak budząc się w nocy nie wie gdzie jest – w domu mamy czy taty. Jednak brak jej przyjaciół, brak jej dobrej relacji z rodzicami, poczucia tego, że jest kochana i akceptowana. Co jeszcze dzieje się w jej życiu? Dlaczego znajomi nazywają ją anoreczką?
Inni się zakochują, znajdują bliską duszę, a ja nic. Zawsze byłam na opak, ale teraz to już przeginam. Jak tak dalej pójdzie, będę musiała ogrzewać się ciepłem własnego telefonu komórkowego.
Iza anoreczka to książka, którą pochłonęłam za jednym przysiadem. Jest to typowa młodzieżówka napisana w przystępnej formie dziennika. Marta Fox podjęła ważny i ciekawy temat – odchudzanie, wpadanie w wir bycia idealną, spełnienia oczekiwań rodziców, no i przede wszystkim odchudzania graniczącego z anoreksją. Napisana jest językiem przystępnym, niezbyt skomplikowanym, świetnie dopasowanym do młodzieżówek, skierowanym do tego grona czytelników. Z książek Marty Fox o wiele bardziej spodobała mi się Magda.doc czy Karolina XL, jednak muszę przyznać, że Iza anoreczka wypada trochę gorzej. Pomysł na fabułę nie zachwyca, niestety, a szkoda, bo gdyby to byłoby dopracowane książka wypadłaby o wiele lepiej, przynajmniej w moim odczuciu.
Teraz mam do czynienie z bezwzględną walką, w której nie liczą się sympatie i sentymenty, tylko perfidia.
Iza anoreczka jest książką godną przeczytania, zwłaszcza przez nastoletnie dziewczyny, bo temat zdecydowanie jest bardzo ważny. Jednak mam świadomość, że starszym czytelnikom może się nie spodobać i nie podejść. No i właśnie dlatego polecam ją szczególnie nastoletnim dziewczynom, pozostałym odradzam...

piątek, 6 maja 2016

"Ćpunka" Barbara Rosiek

Tytuł: Ćpunka
Autor: Barbara Rosiek
Wydawnictwo: Mawit Druk
Ilość stron: 112
Ocena:



Nic mi się nie chce, chłonę każde zdanie szukając sensu. Mam dopiero 16 lat, jestem ćpunką, mam lęki. Może by znalazł się ktoś, kto by mnie wysłuchał? Bo mimo introwertyzmu przebiega przeze mnie dreszcz okrutnej samotności.






Barbara Rosiek jest kojarzona przez wielu dzięki jej Pamiętnikowi narkomanki, ale poza tą książką napisała jeszcze kilka innych, m.in. właśnie tę pt. Ćpunka.

Główną bohaterką Ćpunki jest 16-letnia Anka, której życie poległo w gruzach – została zgwałcona, a po tym weszła w bagno narkotyków, związała się dużo starszym facetem, uciekła z domu... Książka zaczyna się wstępem autorki, będący swoistym apelem do czytelników. Później jest akcja zasadnicza pisana w formie pamiętnika. Jak potoczą się jej losy? Co ją gnębi? Co siedzi w jej duszy? Dlaczego wpakowała się w to wszystko? Co się z nią dzieje?
Co ja mam teraz zrobić? Ile mogę się ukrywać? Co będzie jak nie wrócę? Jak mnie w końcu znajdą? Co się wtedy będzie działo? Czy oddadzą mnie na detoks? Czy ja potrzebuję detoksu?
Ćpunka jest cieniutką książeczką, po której objętości nie oczekuje się zbyt wiele, jednak na tych stu kilkunastu stronach autorka zawarła naprawdę wiele. Autorka opisała życie narkomanki, a zrobiwszy to w formie pamiętnika/dziennika zwiększyła tylko autentyczność owego opisu. Jest to opowieść bardzo bolesna, smutna i na wskroś prawdziwa. Napisana niezbyt skomplikowanym językiem, adekwatnym do wyznań 16-latki, która jest trochę taką starą – maleńką, nastolatką grającą dorosłą... Spodobało mi się wykreowanie postaci głównej bohaterki, choć mogłaby być ona ciut bardziej zadziorna, ciut bardziej charakterystyczna i wyrazista. Generalnie jest dość ciekawą postacią – trochę ciut bardziej bym ją dopracowała. Jak wspomina autorka – Anka jest wypadkową wielu jej pacjentów uzależnionych od narkotyków. No i bardzo spodobało mi się pisanie tej książki w formie pamiętnika – naprawdę świetna koncepcja, która dodaje autentyczności.

Podsumowując Ćpunkę jest to naprawdę wartościowa książka i godna przeczytania. Niedługa, ale jednocześnie bardzo głęboka i poruszająca. Warto po nią sięgnąć i zapoznać się życiem narkomanów, jednak w tej kwestii o wiele lepszą okaże się być pozycja tej samej autorki pt. Pamiętnik narkomanki, co nie zmienia faktu, że po i Ćpunkę warto sięgnąć,

niedziela, 24 kwietnia 2016

"Pamiętnik samobójczyni" Magdalena Grochowalska

Tytuł: Pamiętnik samobójczyni
Autor: Magdalena Grochowalska
Wydawnictwo: Maternus Media
Ilość stron: 143
Ocena: 4/6



Rzeczywiście, nie tylko ja przechodziłam tragedię. A jaki krzyż muszą nieść ci, których mijam na ulicy? Wyglądają normalnie, ale kto wie, co kryją w sercu?






Zawsze lubiłam książki pisane w formie pamiętnika/dziennika, a dodatkowo ostatnio interesuje mnie tematyka depresji, samobójstw itp... Zwłaszcza jeżeli chodzi o psychikę, myślenie takiej osoby. Właśnie dlatego bardzo zainteresowała mnie książka Magdaleny Grochowskiej pt. Pamiętnik samobójczyni.

Magda – główna bohaterka książki – budzi się w szpitalu po próbie samobójczej. Próbowała się zabić łykając tabletki i popijając je alkoholem. Później zaczyna terapię – najpierw w szpitalu psychiatrycznym, później już poza nim w formie terapii grupowej. Poznaje najróżniejszych ludzi z najróżniejszymi problemami. Dlaczego Magda chciała się zabić? Co jest tego powodem? Jak poradzi sobie z terapią? Wyjdzie ze swoich problemów i dołków?

Pamiętnik samobójczyni jest cieniutką książeczką, ale dość mocno naładowana emocjami. Zaczyna się dość pesymistycznie, bo raczej trudno inaczej określić próbę samobójczą bohaterki. Jednak z czasem pojawia się więcej nadziei i optymizmu, pokazuje drogę wychodzenia z depresji, co może dać porządnego kopa osobom, które mają dołka. Przy poszczególnych nie ma konkretnych dat, tylko odliczane są dni od dokonania próby samobójczej. Język jakim autorka pisała jest dość adekwatny do odczuć bohaterki, choć czasami wydawał mi się zbyt formalny jak na dziennik i jak na odczucia osoby z depresją. Książka jest tak średnio życiowa. Świetnym przykładem jest to, że po próbie samobójczej teoretycznie taka osoba powinna wylądować w szpitalu psychiatrycznym na obserwacji lub/i terapii (jak w książce), jednak w rzeczywistości zdarza się tak naprawdę rzadko.
Lęk. Ten cholerny lęk. Pojawia się zawsze, gdy jest pochmurno albo zaczyna zmierzchać. Niczym go nie mogę zagłuszyć. Jest silny, dokuczliwy. Próbuję sobie tłumaczyć, że nie mam się czego bać, bo nic gorszego nie może mi się przydarzyć. Wszystko już za mną. Lecz ten lęk jest jak ból głowy czy żołądka. Ja swoje, organizm swoje.
Podsumowując już Pamiętnik samobójczyni – jest to dość dobra książka. Przełamuje stereotyp osoby chorującej na depresję, przybliża możliwe terapie, odczucia i emocje towarzyszące temu wszystkiemu. Czy ją polecam? Zdecydowanie, aczkolwiek trzeba mieć świadomość, że na pewne rzeczy trzeba przymrużyć oko (obserwacja w szpitalu czy ciut zbyt formalny język). Jednak zdecydowanie warto przeczytać i skonfrontować ze swoimi wyobrażeniami dotyczącymi samobójcami (także niedoszłymi) oraz chorymi na depresję.

sobota, 7 listopada 2015

"Kamienie na szaniec" Aleksander Kamiński

Tytuł: Kamienie na szaniec
Autor: Aleksander Kamiński
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 240
Ocena: 6/6


 
Umiejętność znoszenia niepowodzeń jest wielką i ważną umiejętnością. Oczywiście jeśli towarzyszy jej zdolność i chęć do wyciągania nauki z porażek.


  



Kamienie na szaniec to lektura obowiązkowa w gimnazjum, a poza tym, któż nie słyszał o tej książce? Zwłaszcza po jej ekranizacji z 2014 roku z debiutującymi, młodymi aktorami w rolach głównych - Tomaszem Ziętekiem, Marcelem Sabatem oraz Kamilem Szeptyckim. Osobiście właśnie przeczytałam ją teraz po raz drugi – po raz pierwszy było to właśnie w czasie, kiedy była ona moją lekturą szkolną, aż w końcu przyszedł czas, żeby sobie ją odświeżyć.

Życie jest tylko wtedy coś warte i tylko wtedy daje radość, jeśli jest służbą. Formy służby mogą być zmienne i ciągle dostosowywane do potrzeb życia.

Trójka przyjaciół wiernych sobie oraz oddanych Ojczyźnie – Rudy (Jan Bytnar), Alek (Maciej Aleksy Dawidowski) i Zośka (Tadeusz Zawadzki). Kiedy we wrześniu 1939 roku wybucha wojna oni są młodzi, silni i pełni nadziei… To właśnie w tym czasie całe ich życie tak bardzo się zmieniło. Jednak oni wciąż pozostali wierni  wyznawanym przez siebie zasadom i ideałom sprzeciwiając się wrogowi i służąc Ojczyźnie… Zresztą tę historię kojarzy chyba każdy – chociaż z opowieści, streszczeń czy lekcji…

Życie byłoby nędzne i zawstydzające (...) gdybyśmy skupiali się tylko na przygotowaniu do zadań jutra, a nie brali udziału w walce już dziś. Ale życie byłoby głupie i bezsensowne, gdybyśmy żyli tylko walką dzisiejszą, a nie przygotowywali się do jutra.

Kamienie na szaniec to tak jakby połączenie kilku połączenie kilku pamiętników i wielu wspomnień w jednej książce… Napisana jest żywym językiem, oddającym uczucia, emocje i ideały, jakimi żyli bohaterowie… Dużo się w niej dzieje, zresztą jak to na wojnie – bardzo dobrze można wyczuć tamtą atmosferę, ich napięcie, atmosferę walki… Aleksander Kamiński bardzo dobrze przedstawił nie tylko wojnę, bohaterską postawę Rudego, Alka i Zośki, ale także ich determinację, poświęcenie, to czym dla nich była miłość, przyjaźń, Ojczyzna…  Fabuła tej książki jest dość dynamiczna, choć były momenty, kiedy jej lektura mi się dłużyła, zwłaszcza, kiedy czytałam ją po raz pierwszy, za drugim razem tych momentów już tyle nie było – praktycznie w ogóle ich nie było.

Kończy się w tym miejscu opowieść, choć walka toczy się dalej. Nieubłagana sprawiedliwość powoli, lecz nieodwołalnie zbliża karzącą dłoń ku gardłom zbrodniarzy świata. We krwi i męce tworzenia rodzi się polski świat Jutra, zamglony chaosem chwili. Walka trwa. Trzeba przerwać tę opowieść. Opowieść o wspaniałych ideałach BRATERSTWA i SŁUŻBY, o ludziach, którzy potrafią pięknie umierać i PIĘKNIE ŻYĆ.

Kamienie na szaniec to pozycja, do której moim zdaniem trzeba dojrzeć, ale zdecydowanie polecam ją każdemu w miarę rozgarniętemu, z w miarę średnią dojrzałością. Osobiście uważam, że powinien przeczytać każdy Polak, żeby poznać historię walecznej trójki przyjaciół, a przede wszystkim historię Polski z trochę innej perspektywy niż szkolny podręcznik. Rudy Alek i Zośka to wspaniali młodzi ludzie (przecież ja jestem w ich wieku!!!), którzy okazali swoją wielką odwagę i patriotyzm… Naprawdę warto przeczytać i być dumnym z historii naszej Ojczyzny.



Od lewej:
-Jan Bytnar (6 maja 1921- 30 marca 1943)- RUDY
-Maciej Aleksy Dawidowski (3 listopada 1920- 30 marca 1943)- ALEK
-Tadeusz Zawadzki (24 stycznia 1921- 20 sierpnia 1943)- ZOŚKA

Patriotyzm nie polega na przekrzykiwaniu się kto Polskę bardziej kocha. Rzecz w tym , aby po cichu, z zaciętymi zębami, nieco pochylonym karkiem, ale z podniesioną głową żyć w niej i nie uciekać.



poniedziałek, 3 sierpnia 2015

"Pamiętniki Adama i Ewy" Mark Twain

Tytuł: Pamiętniki Adama i Ewy
Autor: Mark Twain
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ilość stron: 48
Ocena: 6/6



Wielka szkoda, że tak to odczuwa, gdyż inteligencja jest niczym; prawdziwe wartości spoczywają w sercu. Szkoda, że nie mogę sprawić, by zrozumiał, że dobre, kochające serce to prawdziwy skarb; skarb sam w sobie, i że bez niego intelekt to ubóstwo.




Pamiętniki Adama i Ewy to książka, którą dostałam już jakiś czas w ramach prezentu od mojego chrzestnego i jego żony, którzy zawsze dbają, żebym dostawała coś dopasowanego specjalnie do mnie. Zaintrygowana tytułem w końcu sięgnęłam po tę pozycję...

Adam i Ewa to postacie, które są kojarzone przez naprawdę wiele osób z racji ich opisu w biblijnej Księdze Rodzaju, którzy są także bohaterami wielu obrazów, ale także tej krótkiej powieści.... Adam i Ewa dzielą się swoimi przemyśleniami dotyczącymi ich codzienności oraz wydarzeń, które im się przytrafiają. A jakie mogą mieć przygody? Jak reagują na siebie nawzajem oraz na to co im się przydarza? Jak opiekują się swoimi dziećmi? 

Pamiętniki Adama i Ewy to pierwsza (i jak na razie ostatnia) pozycja autorstwa Marka Twaina z jaką miałam styczność. No i muszę przyznać, że zupełnie nie wiedziałam czego się po niej spodziewać – nie znałam autora, nic wcześniej o niej nie słyszałam, a tytuł jest taki intrygujący, nieprawdaż? Zabrałam się czytanie, jej lektura zajęła mi aż... jeden wieczór. Pamiętniki Adama i Ewy to pozycja naprawdę wciągająca, napisana ze sporą dozą humoru, wywołująca niejednokrotnie szeroki uśmiech na twarzy. Dlaczego? Napisana jest w sposób lekki i przyjemny w odbiorze. Postacie zostały wykreowane w sposób barwny, a bohaterowie są naprawdę zapadający w pamięć, charakterystyczni... A do tego opisy, które znajdziemy w książce, były niezwykle barwne, rzetelne i realistyczne, także urzekające. Autorem tej pozycji jest pisarz uznawany za klasyka literatury, co wielu może odstraszać, ale tak naprawdę to tylko pozory. Przynajmniej przy tej pozycji, bo w końcu innych nie czytałam.

Po wszystkich tych latach widzę, że na początku myliłem się co do Ewy. Lepiej żyć z nią poza Ogrodem, niż w Ogrodzie bez niej. Z początku myślałem, że za dużo mówiła; teraz jednak byłoby mi przykro, gdyby ten głos ucichł i zniknął z mojego życia. Niechaj błogosławiony będzie ten kasztan, który zbliżył nas do siebie i sprawił, że poznałem dobroć jej serca i słodycz jej ducha!

Pamiętniki Adama i Ewy to książka, która nie jest zbyt długa, ale jednocześnie godna przeczytania. Z racji tego, że daje zupełnie inne spojrzenie na życie tych dwóch legendarnych postaci, a także wywoła uśmiech i dozę przemyśleń. Książka ambitna i jednocześnie bardzo przyjemna w odbiorze, a także wywołująca na twarzy uśmiech.

sobota, 6 czerwca 2015

"Karolina XL zakochana" Marta Fox

Tytuł: Karolina XL zakochana
Autor: Marta Fox
Wydawnictwo: Akapit Press
Ilość stron: 124
Ocena: 3.5/6


Teraz mi go brakuje. Nawet tęsknię za nim. To przedziwne uczucie, którego nie rozumiem. Ale naprawdę wolałem dom z ojcem, chociaż pijanym, niż bez niego.






Twórczość Marty Fox poznałam kilka lat temu dzięki książkom Magda.doc i Paulina.doc, które są serią i od tego czasu często do nich wracałam. Później  pewnego dnia zgarnęłam w bibliotece inną pozycję autorki - Karolinę XL. W końcu przyszedł czas na kontynuację tej pozycji – Karolina XL zakochana.

Karolina przeszła w swoim życiu naprawdę wiele, została zniszczona psychicznie po przeżyciach z Chrisem. Na szczęście w końcu jej życie zaczęło się powoli układać. Udało jej się schudnąć.  Kamil – Szczurek ją wspiera, a przede wszystkim wyznał jej miłość i stali się parą. Jak rozwinie się ich relacja? Jakie przygody im się przytrafią? Co się wydarzy w ich życiu? Jak ma się zgrupowanie ich paczki, które zwie się LOVE - Liga Obrony Wróbelków Elemelków? Czy Karolina zdobędzie przyjaciół?

Marta Fox
Karolina XL zakochana to książka, po którą sięgnęłam z wielkim entuzjazmem, szczególnie, że poprzednia część w moim odczuciu wypadła naprawdę dobrze. Ale jednak ta książka mnie ciut zawiodła. Język wciąż skierowany do młodszego czytelnika, napisana w formie pamiętnika, sprawozdania z życia dziewczyny, z wydarzeń, przygód i różnych dziwnych przypadków jakie jej się przytrafiały. I to właśnie ze strony fabularnej ta książka mnie zawiodła. Mało było w niej ciekawie opisanych wydarzeń – były jakieś takie bez polotu i mało fascynujące. Do tego zakończenie, które jest jakby niewykończone i niedopracowane. Zdecydowanie mi tam brakowało jakiegoś podsumowania i puenty... No cóż, bywa. Oczekiwałam także większej ilości przemyśleń Karoliny, jej spostrzeżeń, myśli i opisywanych uczuć, ale teko też brakowało. Nie zmienia to faktu, że książkę czyta się naprawdę szybko, a czas spędzony z nią jest odprężeniem.

Karolina XL zakochana to lekka książka dla nastolatek, którą warto przeczytać dopiero po przeczytaniu pierwszej części – Karoliny XL. Inaczej można nie nadążać za wydarzeniami, jakie mają miejsce. W moim odczuciu ten tom wypada gorzej niż poprzedni, ale tragedii także nie ma. Po prostu lekkie, przyjemne, młodzieżowe czytadło. Choć mnie nie zachwyciła ta pozycja to wciąż mam chrapkę na kolejne książki Marty Fox.

wtorek, 24 marca 2015

"Nigdy w życiu!" Katarzyna Grochola

Tytuł: Nigdy w życiu!
Autor: Katarzyna Grochola
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 304
Ocena: 3.5/6



Bo może właśnie o to w życiu chodzi. Żeby ktoś przy tobie był - nawet kiedy szukasz w nocy małego zagubionego kotka. Nawet jak świeczka się nie pali.






Nigdy w życiu to książka, której adaptacja filmowa była zawsze była jednym z moich ulubionych komedii romantycznych w polskim wykonaniu. Widziałam ten film naprawdę wiele razy. Pamiętam jak siadałam do niego z Mamą, każda ze swoją robótką i się przy nim zaśmiewałyśmy, ale jednak długo nie miałam bladego pojęcia, że jest on ekranizacją książki. Jako że zazwyczaj unikałam tzw. literatury kobiecej, więc i do tej książki bardzo długo się zbierałam. Aż w końcu trafiłam na nią w bibliotece i postanowiłam się przekonać jaki jest literacki oryginał jednego z filmów mojego dojrzewania.

Bohaterką książki Nigdy w życiu jest Judyta – kobieta w wieku 37 lat, ledwie rozwiedziona, z nastoletnią córką Tosią, pracą w redakcji oraz próbująca stworzyć swoje idealne miejsce na Ziemi. Dodatkowo ma przyjaciółkę Ulę, rozwiedzionych i toksycznych rodziców, kilka nadprogramowych kilogramów, a dodatkowo uważa, że wszyscy mężczyźni są tacy sami jak jej Eksiu. Jak potoczą się jej losy? Czy znajdzie swoje perfekcyjne miejsce na Ziemi?

Nigdy w życiu jest typowo babskim czytadłem – literatura o kobietach i dla kobiet. Pisana w formie pamiętnika, czy czegoś zbliżonego formą. I to mi się naprawdę podoba - lubię książki pamiętnikowe, z 1-osobową narracją. Jest to książka naprawdę lekka, przyjemna w lekturze, ale jednocześnie niezbyt wymagająca od czytelnika. Czasami miałam wrażenie, że jest pisana doprawdy infantylnie, zbyt infantylnie, jak na to, że Judyta – bohaterka książki – jest już kobietą dorosłą Momentami czułam się strasznie dziwnie, ponieważ bohaterka zachowywała się (w zasadzie pisała) w taki sposób, że odnosiłam wrażenie, że autorką tych przemyśleń jest nastolatka, a nie dorosła kobieta. Jednak tak naprawdę to była jedyna tak mocno irytująca rzecz w tej książce. Czytało mi się ją lekko i przyjemnie, takie ot czytadło, które ciągle porównywałam do filmu, który widziałam wcześniej – ciągle miałam przed oczami Danutę Stenkę jako Judytę czy Joannę Jabłczyńską jako Tosię, a do tego wyraźnie widzę, że film jest doprawdy wariacją na temat książki.Jednak książka jak książka - nie rzuca na kolana, nie zachwyca, ale też nie jest taka, że nie da się jej czytać.
W kwestii zasadniczej – nie wiem, ile razy człowiek, czyli kobieta, może zaczynać życie od nowa. Jeśli o mnie chodzi, robię to teraz poniekąd nałogowo. Bez przerwy. Nie wiem, dlaczego akurat na mnie popadło. I nigdy się nie dowiem. Widać robię coś źle, bo normalni ludzie żyją normalnie.


Nigdy w życiu to lekkie, niewymagające, babskie czytadło o rozterkach i tęsknotach porzuconej kobiety, jak to zazwyczaj bywa, zakończone szczęśliwym zakończeniem. Polecam w ramach odstresowania czy potrzeby jakiejś lekkiej lektury, przy której można by się uśmiechnąć, ale bez ambicji na arcydzieło. W kategoriach czytadeł – całkiem przyjemna książka, choć czasami naprawdę infantylna. Jeżeli szukacie czegoś ambitniejszego lub jakiegoś wielkiego niewiadomo jak wielkiego love story - możecie się zawieść. 

Joanna Brodzik jako Ula oraz Danuta Stenka jako Judyta.

sobota, 31 stycznia 2015

"Pamiętnik narkomanki" Barbara Rosiek

Tytuł: Pamiętnik narkomanki
Autor: Barbara Rosiek
Wydawnictwo: Mawit Druk
Ilość stron: 304
Ocena: poza skalą



Bo narkomani mają piekło na ziemi, czyściec przechodzą w momencie śmierci, cała trucizna uwalnia się w ostatnim oddechu. I potem mają swoją wymarzoną, wyczekaną i wyćpaną szczęśliwość.





Pamiętam jak po raz pierwszy sięgnęłam po Pamiętnik Narkomanki mając trzynaście lat. To był koniec podstawówki, kiedy zdecydowanie nie lubiłam się z moją ówczesną klasą, a przerwy spędzałam albo w bibliotece albo schowana w kącie z książką. Kiedy moi rówieśnicy zobaczyli mnie z tą książką, mieli dziwne miny. Dziewczyny dziwiły się, że wolę tę książkę on Pamiętników księżniczek czy innych książeczek tego typu. Ja czytałam Pamiętnik narkomanki, chodziłam wtedy w glanach i bojówkach. Choć od tamtego czasu minęło wiele lat, choć bardzo zmieniłam się od tamtego czasu, to jednak wciąż jest to dla mnie pozycja wyjątkowa.

Serce buntuje się przeciwko nadmiarowi niezdrowych emocji. Wtedy czuję, że to już blisko. To takie niepojęte, poznanie tajemnicy wiecznego snu, na który tylu wokoło zapada. Myślę, że ktoś poprowadzi mnie za rękę w pierwszą otchłań i odnajdę światło.

Pamiętnik narkomanki to autentyczne zapiski jej autorki – Barbary Rosiek. Wszystko zaczęło się od jednych wagarów, kiedy autorka dosłownie w ciągu jednego dnia, w ciągu kilku chwil wpadła w szpony nałogu, wpadła w szpony nałogu. Ze wzorowej uczennicy stała się narkomanką, dla której przestały liczyć się dobre oceny i 100% obecności. Ważniejsze stało się zdobycie kolejnej działki, kolejne porcje narkotyku. Sama książka jest podzielona na dwie części. Pierwsza z nich opowiada o życiu o ciągłym haju. Ten stan autorka opisuje tak: (...) oczywiście jeżeli chcę ćpać dalej. Chcę. Potrzebuję ćpania. Tęsknie za ćpaniem jak za kimś bliskim. Mimo, że wiem, że to same zło. Druga część opisuje jej drugą i żmudną drogę wychodzenia z nałogu, z nałogu, który tak zmienił jej życie. A jak pisze o trzeźwości? Przekonajcie się sami: Trzeźwa mogę kochać się, czuć zapach świeżości dnia, cieszyć się każdą chwilą inaczej, smucić się wszystkimi odcieniami melancholii.

Pamiętnik narkomanki to moim zdaniem lektura obowiązkowa. Począwszy od nastolatek, które uważają, że ich największy problem to kolejny syfek na twarzy czy rzekomo zbyt niskie kieszonkowe. To książka dla dorosłych, dla studentów, dla każdego. Jako przestroga, przed jakimkolwiek uzależnieniem. Jest napisana momentami naprawdę bardzo chaotycznie, ale to z powodu częstego i nieustającego haju. Choć fabularnie może niektórych zawieść, jednak pod względem przeżyć i przesłania jest to książka wartościowa, zapadająca w pamięć i godna przeczytania. Założę się, że wniesie do życia nastolatków o wiele więcej niż W pustyni i w puszczy czy późniejsza Balladyna

Tak już ma być zawsze: poranek, gdy nie chce się wstawać, zmierzch, kiedy nie chce się jeszcze umierać, wieczór pełen obaw, niekończące się noce udręk. Już płakać nie potrafię, chyba nie potrafię. A kochać? Gdzie podziało się moje uczucie miłości? Boże, co ja z sobą zrobiłam.

Gwarantuję Wam, że nie raz zadziwicie się podczas lektury Pamiętnika narkomanki, że nie raz się zszokujecie, nie raz będzie ciężko przez nią przebrnąć czy się otrząsnąć. Ale warto. Dla samej świadomości, przez co przechodzą narkomani, co czują, żeby zobaczyć w bardzo dobitny sposób, czym jest nałóg. Polecam z całego serca! Ostrzegam – zapadnie w pamięć. I właśnie dlatego ją przeczytać. Nie jest ława, nie jest przyjemna, nie jest lekka, ale jest ostrzeżeniem jakich mało. Przy tej książce wyjątkowo trudno jest ubrać mi w słowa, co o niej myślę, co czuję myśląc o niej. Jednak uważam, że naprawdę warto po nią sięgnąć.

W tym cholernym życiu potrzebna jest miłość. Bez niej jest wieczna pustka, która dusi, zabija, męczy. I wtedy nie możemy być sobą. Jest się dla siebie zupełnie obcym. Tak zupełnie i bez reszty obcym dla samego siebie.

piątek, 21 lutego 2014

"O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" Haruki Murakami

Tytuł: O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu
Autor: Haruki Murakami
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 192
Ocena: 5/6



Nieważne, ile mam lat, póki żyję, zawsze będę odkrywał w sobie coś nowego. Nieważne, jak długo człowiek przegląda się nago w lustrze, nigdy nie dojrzy tego, co kryje w środku.





Haruki Murakami podczas biegu
Bieganie to ten sport, którego od samej podstawówki nie cierpiałam i nie znosiłam szczerze i z całego serca. Zawsze mnie po tym wszystko bolało, zawsze byłam ostatnia, zawsze wszyscy mnie wytykali przez to palcami (jakby śmiechy z powodu nadprogramowych kilogramów to było zbyt mało). Jednak któregoś dnia postanowiłam zacząć się odchudzać, po tym jak bardzo brutalnie dotarło do mnie 30 kg nadwagi i wszyscy w około zaczęli mnie przekonywać właśnie do biegania. Początkowo byłam oporna, ale jednak po jakimś czasie włożyłam dres, trampki i poszłam na bieżnię pobliskiej szkoły i wkręciłam się biegnąc za każdym razem choć kawałek dalej. Pomijając fakt, że stało się to później moim odstresowaniem, które okazało się wręcz zabronione z celów zdrowotnych. Ale podczas tego okresu, w którym wręcz pokochałam bieganie odsłuchałam audiobooka Łukasza Grassa pt. Trzy mądre małpy, dopiero później się dowiedziałam, że jest to polska odpowiedź na książkę Murakamiego zatytułowaną O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu, którą dopiero niedawno udało mi się upolować w bibliotece;)
Najczęściej jest tak, że chcąc nauczyć się czegoś najistotniejszego, co jest konieczne, by przeżyć, musimy doświadczyć bólu.
O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu to swoisty pamiętnik Murakamiego, w którym autor opisuje swoją miłość pasję, jaką jest bieganie, a także jego przygotowania do poszczególnych maratonów i triatlonów oraz uczucia i przeżycia z nimi związane. Jednocześnie pokazuje siłę, samozaparcie i upór podobne jak w książce Grassa, który de facto w podobny sposób pisze o tym samo. Jest to książka o wielkiej pasji i o tym jak o nią dbać, jak ją w sobie rozbudzić. A przede wszystkim o życiu z pasją...

Haruki Murakami
O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu jest pozycją niedługą, lekką, napisaną w przyjemny w odbiorze sposób. Jak już wspominałam opowiada o niezwykłej pasji, o jej sile, uprze i determinacji. I przyznam szczerze, że jest to pozycja niezwykle motywująca, tak bardzo, że mimo wyraźnego zakazu biegania sięgnęłam po adidasy i poleciałam na przebieżkę po okolicznym parku. Napisana z wielką pasją, o wielkiej pasji. Książka fascynuje, zachęca do sięgnięcia po dres i sportowe buty i biegnięcia przed siebie ile wlezie. Czytając tę książkę widziałam także swoje początki miłości do tego sportu, które zostały tak brutalnie stłamszone, ów radość i ekscytację na samą myśl o możliwości biegania. Książka jest fascynująca, ale nie wiem jak podejdą do niej osoby, które same nie znoszą myśli o tym sporcie (tak jak ja kiedyś), bo jak takie osoby może interesować pisanie z takim zamiłowaniem o litrach wylanego potu, bólu mięśni i satysfakcji z przebiegnięcia maratonu (co mi samej się aktualnie marzy). Dawne ja, niecierpiące biegania, pewnie nawet nie sięgnęłoby po tę, pozycję, ale nowe, aktualne ja bardzo się cieszy z tej lektury;) Dlaczego? Bo jest to książka, która motywuje, pokazuje to jak bieganie zmienia człowieka, ukazuje także współpracę umysłu, ducha i ciała, ale także jej znaczenie dla wszystkich sfer życia. Co ciekawe, pozycja nie jest ani do końca pamiętnikiem, ani do końca autobiografią, jest zbiorem przemyśleń okraszonym porcją zdjęć, godnym polecenia każdemu fanowi biegania, a także osobie która potrzebuje zmotywowania do uprawiania sportu, która próbuje zrozumieć, co takiego fascynującego jest właśnie w tej formie. Muszę przyznać, że jest to moja pierwsza książka Murakamiego i na pewno nie ostatnia;) Koniecznie muszę spotkać się po raz kolejny z piórem autora i jego fikcyjną twórczością, jak choćby 1Q84 czy Norwegian Wood. Koniecznie;) Jak nie biblioteka to ebooki czy jakiekolwiek zakupy;) W każdym bądź razie polecam książkę O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu – naprawdę warto sięgnąć.

Motywator do biegania;)

niedziela, 27 października 2013

Dziennik bulimiczki

Tytuł: Dziennik bulimiczki
Autor: Elisabeth Zöller, Brigitte Kolloch
Wydawnictwo: Ossolineum
Ilość stron: 136
Ocena: 5,5/6

Być może, aby być sobie wiernym, aby się spełnić, trzeba być trochę stukniętym. Być może. Ale gdy za wszelką cenę chce się osiągnąć ten cel, jest się egoistą, rani się innych. W każdym razie tak się myśli. Dlatego, że inni muszą pogodzić się z tym, że ty nie jesteś taka, jaką oni chcieliby ciebie mieć. O to chodzi. Mam marzenie, mam wiele marzeń. I będę wystarczająco stuknięta, żeby je zrealizować...



Bulimia… Z tą nazwą spotkał się chyba każdy, ale czy ma świadomość co to za choroba? Wikipedia podaje: Bulimia (żarłoczność psychiczna)– zaburzenie odżywiania charakteryzujące się napadami objadania się, po których występują zachowania kompensacyjne. Do najczęstszych zachowań należą: wywoływanie wymiotów, głodówki, użycie diuretyków, środków przeczyszczających, wykonywanie lewatyw, nadmierne ćwiczenia fizyczne. Brzmi przerażająco i patetycznie, prawda? Jednak w rzeczywistości objawy nie są tak widoczne…

Ale jak tak naprawdę to wygląda? Co siedzi w głowie osoby, która na to choruje? Co sobie myśli? O tym wszystkim przeczytamy w książce zatytułowanej Dziennik bulimiczki, którą napisały dwie autorki: Elisabeth Zöller oraz Brigitte Kolloch. W książce poznajemy dziewczynę, która ma problemy ze swoim ciałem i odżywianiem. Objawia się u niej to tym, że kupuje sobie całą siatkę jedzenia, które zjada w całości i zaraz je zwraca. To raczej nie jest normalne, prawda? Czy ktoś dostrzeże jej problem i jej pomoże? Czy sama zrozumie, że to jest złe i to, że szkodzi swojemu zdrowiu? Czy z tego wyjdzie? Jak potoczą się jej losy? Co z nią się stanie? Przeczytajcie i poznajcie jej historię;)



Dziennik bulimiczki to książka skierowana stricte dla młodzieży, ale moim zdaniem powinien ją przeczytać każdy, bo ogólnie wiadomo, że w dzisiejszym społeczeństwie zaburzenia odżywiania są wszechobecne.  Jedni nic nie jedzą, popadają w anoreksję czy nawet niedowagę, inni mają chroniczną otyłość… A innych trafia bulimia. W tej książce świetnie widzimy objawy fizyczne i psychiczne choroby, jej skutki, to jak ona degraduje i niszczy człowieka i jego zdrowie. Choć napisana prostym językiem (w końcu skierowana do młodzieży), to jednak zmusza do myślenia i jest książką zdecydowanie wartą przeczytania. Uważam, że warto sięgnąć po Dziennik bulimiczki (bez względu na wiek) oraz podrzucić tę książkę swoim nastoletnim znajomym, dzieciom czy rodzeństwu, tak po prostu, żeby przestrzec jak wygląda takie życie, i że nie warto się plątać w coś takiego. Muszę przyznać, że choć czytałam ją już jakiś czas temu, to zapadła mi głęboko w pamięć.


poniedziałek, 13 maja 2013

Pamiętnik z powstania warszawskiego

Tytuł: Pamiętnik z powstania warszawskiego
Autor: Miron Białoszewski
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Ilość stron: 244
Ocena: 6/6


Swoją drogą, musieliśmy wtedy wyglądać dziwnie. I cywile. I powstańcy. Nie byli znowu wcale do siebie tacy niepodobni. Wszyscy ludzie, co wyłazili wtedy z Warszawy, byli do siebie podobni i zupełnie niepodobni do innych.





Nie wiem jak Wy, ale ja czasem zastanawiałam się jak wyglądałoby moje życie, gdybym urodziła się w innych czasach, np. właśnie w czasach II Wojny Światowej, Powstania Warszawskiego, czyli mojego ulubionego historycznie okresu. Jest to okres dla mnie ulubiony, bo chyba najbliższy i znany chociażby z opowieści dziadków… Przeniesienie do tamtych czasów zapewnia nam także Pamiętnik z Powstania Warszawskiego.

Miron Białoszewski w swoim Pamiętniku z Powstania Warszawskiego opisuje wydarzenia z tamtego czasu dopiero po latach. Książka bowiem powstała w 1967 roku. Przedstawia ona życie mieszkańców Warszawy podczas Powstania. Choć pomiędzy owymi wydarzeniami a napisaniem książki minęło ponad 20 lat, autor opisuje je w sposób bardzo żywy, dominują krótkie zdania i ich równoważniki, co daje wrażenie jakbyśmy byli w samym środku powstania. Autor w swojej książce opisał wydarzenia, które wyjątkowo mocno zapisały się w jego pamięci i w jego życie, jednocześnie nie rozstrzygając konfliktu, który panował wokół tego, czy Powstanie Warszawskie było dobrym posunięciem Polaków w tamtym czasie. Opisuje po prostu swoje wspomnienia, w których śmierć i ogień były codziennością...
Śmierć była zasadą. Największą możliwością. Prawie jedyną! Prawie jak sto procent.
Pamiętnik z Powstania Warszawskiego stanowczo jest pozycją wartościową i godną przeczytania. Kiedy w gimnazjum przerabialiśmy fragmenty tej pozycji obiecałam sobie, że kiedyś przeczytam ją w całości. I właśnie przyszedł ten czas. Podczas czytania momentami kojarzyła  mi się z czytaną kiedyś Kobietą w Berlinie, co nie zmienia faktu, że jest to pozycja dynamiczna i oddająca atmosferę tamtego czasu. Każdy, kto interesuje się historią powinien ją przeczytać. Ba! Każdy, kto uważa się za Polaka powinien ją przeczytać! Lektura takiej pozycji zapewni o wiele ciekawszych przeżyć i dostarczy zupełnie innej wiedz, aniżeli jedna z wielu lekcji historii, na której rzucane są suche daty… Polecam ją z całego serca każdemu! Nie daje o sobie zapomnieć! Koniecznie trzeba przeczytać. Marzy mi się jeszcze odwiedzenie Muzeum Powstania Warszawskiego... Więc trzeba się wybrać do Warszawy:D

Z tą piosenką również polecam się zapoznać.

sobota, 19 stycznia 2013

Paulina.doc

Tytuł: Paulina.doc
Autor: Marta Fox
Wydawnictwo: Siedmioróg
Ilość stron: 168
Ocena: 5/6


PKP jest moje życie, czyli Piękne Kurwa Piękne.









Kiedyś, już dość dawno temu recenzowałam książkę Marty Fox pt. Magda.doc zaznaczając, że lubię do niej wracać. Paulina.doc jest jej kontynuacją, do której równie często lubię wracać.

W Magdzie.doc poznaliśmy dziewczynę o imieniu z tytułu, która będąc w maturalnej klasie zaszła w ciążę, a chłopak, który ma być ojcem nie jest gotowy do tej roli. Dziewczyna wchodzi w coraz bliższe relacje z dziadkiem dziecka… W drugiej części pt. Paulina.doc Magda dalej opisuje swoje życie na swoim mruczącym komputerze – Dżordżu. Jej córeczka – właśnie Paulinka, przyszła już na świat, Magda wyprowadziła się od despotycznej i apodyktycznej matki, z którą nigdy nie miała dobrych relacji. Teraz mieszka w mieszkaniu, które należy do Łukasza Starszego – dziadka dziecka i to właśnie z nim Magda jest teraz związana, planują ślub, studiuje zaocznie, któregoś dnia dochodzi do spotkania z matką, które jednak nie jest tak ciepłe i miłe, jakie dziewczyna by chciała, żeby było. Teraz można powiedzieć, że jej życie jest naprawdę piękne. W końcu ma kochającego faceta, która się o nią troszczy i za nią szaleje, a to, że jest od niej sporo starszy i mógłby być jej ojcem – to już nieważne. Po prostu wszystko się układa i jest pięknie.

Z tymi książkami po raz pierwszy spotkałam się jakoś na początku gimnazjum (co oznacza jakieś 5-6 lat temu) i od tamtego czasu zaczęłam darzyć je wielką sympatią i co jakiś czas lubię do nich wracać. Naczytałam się tych książek i zaczęłam marzyć właśnie o takiej szalonej i pięknej miłości, jaka nawiązała się pomiędzy Magdą i Łukaszem Starszym. No i jakieś 8 miesięcy temu trafiła mi się właśnie taka miłość. Ba! Nawet mój Książę z bajki ma na imię Łukasz. Choć język książki jest dość banalny, książka wypada w moich oczach naprawdę dobrze. Jak dla mnie jest to lektura obowiązkowa każdej nastolatki (12-16 lat). Starszym czytelnikom może nie przypaść do gustu. Ale jednak Magda.doc jest tą najlepszą częścią, głównie jeżeli chodzi o fabułę. Jest także jeszcze trzecia część pt. Paulina w orbicie kotów, którą także czytałam, ale jej recenzja będzie już innym razem.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Pamiętnik młodego ekonomisty

Tytuł: Pamiętnik młodego ekonomisty
Autor: Paweł Dub
Ocena: 3/6



Idąc do mojego nowego pokoju nagle zdałem sobie sprawę, że pomimo dziewięciu lat nauki na renomowanej uczelni – nic nie umiem.








Recenzję tej Pamiętnika młodego ekonomisty najpierw przeczytałam na blogu Pisanegoinaczej i stwierdziłam, że czemu nie, że zawsze można przeczytać. Później dostałam pozycję do recenzji od samego autora, za co bardzo mu dziękuję!

Jak sama nazwa wskazuje jest to pamiętnik, w którym trzydziestopięcioletni mężczyzna zapisuje swoje codzienne notatki. Po kilku latach studiów na dobrej uczelni cudem dostaje pracę, początkowo jako stażysta, później jego umowa zostaje przedłużona. W swoich zapiskach dzieli się z czytelnikiem tym, co dzieje się w jego biurze. Pisze o tym, że w pracy nie dzieje się nic poza rozmowami, grami w pasjansa na komputerze oraz przechodzeniem pomiędzy piętrami. Autor pamiętnika opisuje wszystko dokładnie, zakochuje się w córce prezesa i zrobi wszystko, żeby ją zdobyć. Postać głównego bohatera jest wykreowana na ciapowatego i niezdaradnego, a także trochę na lizusa. Mężczyzna mieszka razem z rodzicami i początkowo jego zapiski są krótkie, które wraz z czasem się wydłużają i zawierają coraz dłuższe opisy tego co dzieje się w jego miejscu pracy.

Przyznam szczerze, że książka nie wywarła na mnie zbyt wielkiego wrażenia, denerwowała mnie postać głównego bohatera, jego postawa życiowa, jego taka ciapowatość, byciem takim zniewieściałym facetem, który zadaje się głównie z kobietami i ciągle, mimo swojego wieku, trzyma się maminej spódnicy. Książka naprawdę mnie nie zachwyciła, dlatego kiedy zaczęłam ją czytać, co chwilę ją odkładałam, ciężko było mi ją skończyć, przebrnąć przez nią. Zawsze  lubiłam czytać pamiętniki czy dzienniki, ale ta pozycja wyjątkowo mnie nie porwała ani nie zachwyciła. Taka przeciętna.

niedziela, 2 grudnia 2012

Tak sobie myślę…

Tytuł: Tak sobie myślę…
Autor: Jerzy Stuhr 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Czyta: Jerzy Stuhr
Czas trwania: 5 h 52 min
Ocena: 5.5/6

Wszyscy moi najbliżsi są wokół mnie, a jednak kokon mojej choroby sprawia, że jestem sam. Oni żyją wokół mnie, a ja uczestniczę, ale tak jakby tylko z zewnątrz, a gdzieś tam chcę mieć przestrzeń tylko dla siebie. I oni mi to dają.






Któż nie słyszał o jednym z najbardziej znanych polskich aktorów Jerzym Stuhrze? Słyszał każdy, bo któż nie zna tak kultowych komedii jak Seksmisja czy Kiler albo któż nie kojarzy głosu tego autora jako głosu Osiołka ze Shrecka?


Jesienią 2011 roku Polskę obiegła wiadomość o poważnej chorobie Jerzego Stuhra, jaką okazał się nowotwór. I to właśnie wtedy aktor zaczął pisać swój dziennik. Któregoś dnia dostaje propozycje opublikowania właśnie tego dziennika, aktor się zgodził i tak powstała książki Tak sobie myślę…, w której zapiski kończą się wraz z końcem kwietnia 2012 roku. Nie, nie przeżywał tam swojej choroby. Zaczął go prowadzić, żeby móc podzielić się właśnie z papierem swoimi przemyśleniami dotyczącymi obecnych wydarzeń w Polsce, a także ze swoich pobytów w szpitalach oraz spotkanych tam ludzi. Pisze tam o aktualnych wydarzeniach politycznych, o aktorstwie, o aktualnej kondycji kina i teatru… Cieszy stęż sukcesów swoich dzieci i wnucząt. Cieszy się z tego, że ma narodzić mu się kolejna wnuczka, cieszy się z nowo dostanych ról, z listów, które dostaje od wielu ludzi wraz z pozdrowieniami i życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. Wzmacniało to jego nadzieję na wyzdrowienie. Nowe życie bez choroby zaczyna się u niego w tym samym miesiącu, w którym do ich rodziny przychodzi nowe życie – rodzi się wnuczka aktora.

Jest to kolejny audiobook, którego mogłam odsłuchać dzięki portalowi Audeo. Przyznam szczerze, że nie wiem, czego się po niej spodziewać, choć miałam na nią chrapkę od kiedy zobaczyłam ją na półkach. Z każdym kolejnym fragmentem, byłam zafascynowana książką coraz bardziej. Mądre przemyślenia dojrzałego człowieka, pokazuje jak można się cieszyć z tego co się dzieje, można poznać spojrzenie aktora na świat oraz to jak nie poddawać się chorobie i pesymizmowi. Mnóstwo jakże aktualnych uwag i przemyśleń. Aktorstwo to nic innego jak umiejętność zapamiętywania w sobie pewnych stanów nerwowych i odtwarzania ich na zawołanie. Czyż to nie prawdziwe? Książkę polecam zdecydowane każdemu! Nie tylko tym, którzy są fanami Jerzego Stuhra, ale naprawdę każdemu! Warto zapoznać się z ta pozycją. Jest to naprawdę wartościowa lektura.

Książkę odsłuchałam dzięki uprzejmości

wtorek, 25 września 2012

My, dzieci z dworca ZOO

Tytuł: My, dzieci z dworca ZOO
Autor: Christiane F.
Wydawnictwo: Iskry
Ilość stron: 221
Ocena: 4,5/6

Byłam niesamowicie dobra, jeśli szło o problemy innych. Tylko z własnymi nie umiałam sobie poradzić.

W Internecie o narkotykach można przeczytać bardzo dużo. w telewizji czy gazetach też się o nich mówi. Zazwyczaj są to suche statystki, które nie robią na nikim wrażenia. Ale jak to wygląda od tzw. podszewki?

Pokazuje nam to ta właśnie książka. Jest to relacja piętnastoletniej narkomanki, która w tej spisanej rozmowie, opowiada swoją historię, historię swojej narkomanii... Mówi o tym jak to wszystko się zaczęło,o tym jak wyglądało jej dzieciństwo, o tym jak chodziła po klubach... Przede wszystkim jest to bolesna opowieść o tym jak na tytułowym Dworcu ZOO w Berlinie Zachodnim Christiane i wiele osób z jej otoczenia oczekiwało na "klientów", bo to jedynie prostytuowanie się dawało możliwość tym młodym ludziom na zdobycie pieniędzy na kolejną działkę. Jest to bolesna opowieść, bo opowiada o tragedii uzależnienia się od narkotyków, i to jeszcze w tak młodym wieku. Jest to jedna z tych historii, przy których czytelnik zaczyna się zastanawiać czy to jest rzeczywiście prawda, historia, która pokazuje nam dramat narkomanii czy uzależnień w ogóle. Ale także o tej walce z nałogiem. Christiane wiele razu lądowała na odwyku, ale za każdym razem wracała do narkotyków, nie widząc dróg wyjścia ze świata, w którym przywykła żyć. Ostatecznie została wywieziona przez matkę do rodziny w okolice Hamburga, żeby mogła się odciąć od tego środowiska.
Na podstawie książki powstał również film pt.Christiane F. – My, dzieci z dworca ZOO.


My, dzieci z dworca ZOO nie jest książką dla wszystkich. Jest zdecydowanie skierowana do tych, którzy nie moją się takiej literatury i mają nerwy do czytania historii pisanych życiem. Jest to książka godna przeczytania, chociażby po to, żeby zmienić swój sposób patrzenia na świat narkomanii. I moim zdaniem jest to bardzo mądra lektura dla młodzieży, zwłaszcza w okresie gimnazjalnym, ponieważ to ona może być prawdziwą przestrogą.



Cytaty z książki
Ja też rezygnowałam z własnego ja, żeby tylko uznali mnie za swoją.
Człowiek automatycznie się uczył, że wszystko, co wolno, jest potwornie nudne, a ciekawe tylko to, co zabronione.
Nie znam nikogo, kto wpadłby w nałóg wbrew własnej woli.
Żeby przestać, z czymś skończyć to najpierw trzeba wiedzieć po co. A ja nie wiem.