Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść erotyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść erotyczna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 stycznia 2021

"Pójdziesz ze mną?" Konrad Reznowicz

Tytuł: Pójdziesz ze mną?
Autor: Konrad Reznowicz
Wydawnictwo: Oficynka
Ilość stron: 300
Ocena: 1.5/6



Uśmiechanie się uznawane jest za nienormalne. Normlany jesteś, jeśli wyglądasz na wkurwionego. Może to efekt klimatu, że w kraju obowiązuje dogmat o zaciśniętych ustach i spiętych pośladach.




Pójdziesz ze mną? Konrada Reznowicza to książka, w której – według obietnic wydawcy – mamy znaleźć studium samotności i nieprzystosowania do życia we współczesnym świecie, co w połączeniu z mroczną okładką naprawdę mnie zaintrygowało, co sprawiło, że pochłonęłam ją w jeden poranek. Wynik tego, że książka tak dobra czy tak słaba? Zapraszam na recenzję.

Konrad jest młodym i pewnym siebie mężczyzną. Unika wszelkich zobowiązań, a seksualne podboje są jego ulubioną metodą ucieczki od otaczającej rzeczywistości. W istocie jest samotnikiem, który nie potrafi sprostać oczekiwaniom, jakie narzucają na niego inni. Prowadzi go to do nieustannych rozczarowań i wpędza w problemy psychiczne. Podczas jednej z imprez poznaje piękną Natalię, dzięki której odnajduje w swoim życiu równowagę, ale szczęście Konrada nie trwa długo. Toksyczna relacja prowadzi go do katastrofy, której żadne z nich nie jest w stanie powstrzymać. „Pójdziesz ze mną?” to głębokie studium samotności i nieprzystosowania do życia we współczesnym świecie. Reznowicz jest surowy i wulgarny, a przy tym prawdziwy. Smutek towarzyszący jego literaturze niepokoi, a jednocześnie wciąga i nie pozostawia obojętnym.                                                                                  opis wydawcy

Pójdziesz ze mną? Jest pozycją niezbyt długą obiecującą pozycję pełną smutku oraz samotności, przynajmniej według obietnic wydawcy. I już w tym punkcie poczułam rozczarowanie, bo zamiast głębokiego studium samotności dostaliśmy nieco bardziej męską wersję Pięćdziesięciu twarzy Greya, z równą mnogością scen łóżkowych z dodatkiem scen dotyczących masturbacji. Pojawiają się sceny przedstawiające przemyślenia bohatera czy historię relacji z Natalią, ale są o wiele skąpiej rozbudowane niż sceny seksualne, a jest ich także zdecydowanie mniej. A szkoda, bo w odwróconych proporcjach mogłaby być o wiele ciekawsza książka, a przede wszystkim o wiele głębsza i wartościowsza. Przynajmniej w moim odczuciu. Całość napisana w sposób wulgarny i wręcz prostacki, a rozdziały są króciutkie (niektóre liczą mniej niż jedną stronę), a język jest zdecydowanie prosty i mało literacki. Całość wygląda jak prostacki i infantylny blog nastolatka z opisami podbojów łóżkowych… Owszem, pojawia się temat psychozy, urojeń, choroby czy samobójstwa, ale całość jest zbanalizowana i przedstawiona niezwykle płytko. Połącznie płytkich, łóżkowych relacji z psychozami, zmianami czy próbą samobójczą ma zdecydowanie potencjał, ale tutaj zupełnie niewykorzystany. Jeszcze bohaterowie – niedopracowani i płytcy, a do tego odnoszę wrażenie, że autor zdecydowanie zbyt mało miejsca i czasu poświęcił na przedstawienie relacji główny bohater – Natalia. No cóż, szkoda. 

Jak zwykle w takich sytuacjach, czas leczy rany, ale w przypadku Natalii pomocny okazał się alkohol. Odkąd usłyszała o diagnozie, nie było dnia, w którym nie wypiłaby choć trochę. Nadszedł czas, że każdy dzień kończyła butelką wina. Kiedy nie było wina, nie mogła zasnąć, wstawała z łóżka i chodziła po mieszkaniu, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Alkohol dawał jej ukojenie, spokój i zapomnienie, których bardzo potrzebowała.

Pójdziesz ze mną? Jest książką, której byłam bardzo ciekawa i sam pomysł ma potencjał, jednak całość jest napisana w sposób niezwykle banalny i wręcz prostacki. Poza tym dla mnie jest to prędzej erotyk niż powieść obyczajowa. Jak dla mnie książka jest dość słaba i marna – ani niewykorzystany pomysł, ani jakoś dobrze napisana, ani nie wciąga. Jak dla mnie zdecydowanie szkoda czasu – warto go poświęcić na jakąś inną lekturę.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficynka

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Wódka, seks i nikotyna




Tytuł: Wódka, seks i nikotyna
Wydawnictwo: MARTINI PUBLISHER
Liczba stron: 52 (pdf)
Ocena: 3.5/6









Od kiedy na rynek weszła recenzowana przeze mnie ostatnio książka pt. Pięćdziesiąt twarzy Greya nastąpił duży napływ powieści erotycznych do świata współczesnej książki. Jedną z pozycji należących do tego gatunku jest książka Marcina Piędla, która dostałam do recenzji od samego autora.

Wódka, seks i nikotyna jest książką, w której występuje kilku bohaterów, a głównym jest dwudziestojednoletni letni Oliwier, który jest postacią nader specyficzną, ale znajdującą również swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Przede wszystkim jest kobieciarzem, który nie przepuści żadnej okazji, żeby zaspokoić swój popęd czy się zabawić. Jego dziewczyna opuściła go po tym jak dowiedziała się o jego zdradzie, a on sam zaczął się zatracać w alkoholu i narkotynach, przez co spotyka go przygód, głównie tych seksualnych. Poznaje także wielu innych i równie podobnych do i niego ludzi. I w końcu odkrywa to, co w życiu chce co robić. Co to jest? Czym okaże się jego życiowa droga? Jak mu będą szły jego seksualne podboje? Jak na to reagują jego kobiety będące efektem jego pożądań?

Marcin Piędel
Wódka, seks i nikotyna jest kontynuacją innej pozycji aktora, a mianowicie książki pt. Dialog z duszą przy papierosie, ja jednak jej nie czytałam. Od czego tu zacząć? Jest to książka zdecydowanie lepsza aniżeli Pięćdziesiąt twarzyGreya, które są tak opiewane. Czyli coś z serii Obce chwalicie - swego nie znacie. Wydaje mi się ona o wiele sprawniej napisana, a przede wszystkim o wiele ciekawiej. Ciekawsi bohaterowie, ciekawsza fabuła, a przede wszystkim uważam, że na owych ledwie pięćdziesięciu stronicach owego e-booka zostało zawarte o wiele więcej akcji, aniżeli w pierwszej części trylogii pani James. Jak na fakt, że autor książki jest dwa lata starszy ode mnie (ma 22 lata), jestem zdziwiona tym, jak on wykorzystuje swoje pomysły. Choć Wódka, seks i nikotyna jest pozycją lepszą i ciekawszą niż Pięćdziesiąt twarzy Greya, nie zmienia to faktu, że owa erotyczna powieść nie zachwyca ani nie zmienia mojego zdania na temat tego, że to niekoniecznie wokół seksu powinna kręcić się literatura. Jest go mniej niż w owej książce, okrzykniętej bestsellerem, ale jednak jego opisu są do bólu dobitne i dokładne... Nawet aż za bardzo. No ale cóż, najwyżej wyjdzie na to, że to ja jestem przewrażliwiona. Pozycja zdobyła u mnie wielki plus za zaskakujące zakończenie, którego w ogóle się nie spodziewałam. No i za to, że poza seksem coś jeszcze w niej się dzieje, choć i tak to nie zasługuje na zachwyty. Książeczka jest niedługa, więc można przeczytać, pod warunkiem, jak ktoś lubi takie klimaty, lejący się alkohol, ostry seks oraz narkotyki. Mi osobiście nie do końca odpowiadało czytanie o tym jak facet ogląda to, jak trzech obleśnych facetów gwałci jego dziewczynę, a w dodatku dostaje za to kasę. Jednak może Wam ta pozycja się spodoba. Czy polecam? Danom takiego klimatu – zdecydowanie tak i z całym sercem, a co do polecania jej reszcie czytelników mam mieszane uczucia (zresztą jak do całej książki). Jak już wspominałam, jest to pozycja niedługa, którą można przeczytać, spędzić z nią czas, który nie będzie czasem do końca zmarnowanym. Jeżeli ktoś będzie szukał w niej coś dla siebie, jakieś wartości – znajdzie, jednak to chyba będzie trochę szukanie na siłę.

Reasumując, Wódka seks i nikotyna nie jest pozycją, którą należy się zachwycać i opiewać ją na wszystkie strony, jednak nie jest też tragedią i porażką. Jest bramą, dzięki której być może dam szansę innym powieściom erotycznym. Jednak jest to wielkie być może.

Za możliwość przeczytania książki z całego serca dziękuję autorowi.
Pozycję można kupić TU;)

niedziela, 2 czerwca 2013

Pięćdziesiąt twarzy Greya


Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Greya
Autor: E.L.James (Erika Leonard)
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ocena: 0/6

Balansujemy na delikatnej huśtawce, którą stanowi nasz dziwny układ – na samych końcach, wahając się, a ona chwieje się niebezpiecznie. Oboje musimy przejść bliżej środka. Mam jedynie nadzieję, że żadne z nas podczas tej próby nie spadnie.

Od kilku dobrych miesięcy wszyscy się zaczytują w owej bestsellerowej trylogii książek o Greyu, w mediach aż wrze od pseudotwórczości (twórczością prawdziwą bałabym się to nazywać) pani James i wielu ludzi aż sika z podniecenia na choćby jedno słowo o tej serii. A co w niej takiego wyjątkowego? I ja postanowiłam się o tym przekonać, chociaż ewidentnie nie miałam na nią ochoty, jednak ktoś chciał poznać moją opinię o Pięćdziesięciu twarzach Greya.

O fabule tej pozycji nie ma co nawet pisać, bo czytając ją miałam wrażenie, że jej akcja jest równie rozbudowana, jak zlepek kilku filmów porno. No cóż... Kilku bohaterów na krzyż, a cała akcja to wstęp, seks, wyrzuty sumienia, ochota na bzykanko, seks, wyrzuty sumienia, ochota na bzykanko, seks, wyrzuty sumienia, ochota na bzykanko, seks i po raz kolejny wyrzuty sumienia będące zakończeniem. No cóż, jak widać nie jest ona zbyt rozbudowana ani fascynująca, często wręcz irytująca.

Do Pięćdziesięciu twarzy Greya podeszłam z wielką dozą sceptycyzmu, więc dlatego moje rozczarowanie po skończeniu lektury nie było aż tak wielkie, ale jednak nasunęło się kilka przemyśleń. Po pierwsze, o co chodziło autorce, kiedy tworzyła tę książkę, co chciała przekazać. Jakieś wartości? Wydaje mi się, że niekoniecznie, bo moim zdaniem jedynym przesłaniem płynącym z tej książki jest jedno wielkie stwierdzenie, że seks jest fajny i to wokół niego powinno się wszystko kręcić. Nie mówię, że to jest do kitu, niehigieniczne i obrzydliwe, ale czy to on ma być centrum wszystkiego? Podniecenie czytelnika? No, chyba tak, choć ten sam efekt, ba, nawet lepszy i to w zdecydowanie krótszym czasie, da obejrzenie pornosa. Więc z czego wynika taka popularność tej książki? Sama nie wiem? Czy z tego że ludzie chcą zaspokoić swoje seksualne potrzeby i fantazje, a lepiej się przyznać, że przeczytało się książkę niż obejrzało film dla dorosłych z pięknymi paniami nadmuchanymi sylikonem piersiami? No na to wychodzi. W dzisiejszych czasach seks i nagość są wszędzie. Płaskie brzuchu i roznegliżowane ciała wyskakują w Internecie, są w reklamach dachówek, samochodów czy nawet batoników. (Tak swoją drogą, czy to nie przesada? Przecież te reklamy oglądają także dzieci!). Do tego w większości filmów są sceny łóżkowe, często pokazane w bardzo dobitny i jednoznaczny sposób. Także w wielu książkach pojawia się motyw miłości cielesnej. Wszystko fajnie i pięknie, jeżeli jest to tylko mało znaczący wątek w książce, będący jakimś przerywnikiem czy czymś takim. Ale żeby pisać książkę, której fabuła opiera się tylko i wyłącznie na tym? Jak dla mnie przesada. I nie dość, że akcjaPięćdziesięciu twarzy Greya kręci się wokół jednego, to jeszcze jest napisana językiem banalnym, mało literackim, momentami wręcz prymitywnym. Przyznam szczerze, że tak naprawdę nie potrafię znaleźć w książce nic co uznałabym za ciekawe. Jak dla mnie gniot w najczystszej postaci i to w dodatku taki, którym wielu ludzi się zachwyca, a media opiewają go bestsellerem. Jak dla mnie jest w tym wszystkim coś niezrozumiałego. Ja tylko się ciesze, że czytałam ją na tablecie jako darmowego e-booka i nie wydałam na nią ani grosza. Gdybym ją kupiła, to byłyby to najgorzej zainwestowane pieniądze w moim życiu, a po kolejne części nawet nie zamierzam sięgać.

Reasumując, Pięćdziesiąt twarzy Greya to książka z serii bez kija nie podchodź. Nie polecam jej nikomu, bo po co marnować na nią czas i pieniądze? Naprawdę nie warto. Jeżeli szukasz podniecenia, to naprawdę lepiej będzie jak obejrzysz sobie taki jeden filmik dla dorosłych. Uwierz na słowo. Istne 50 odcieni irytacji!


Też tak to widzę;)