Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i s-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i s-ka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 czerwca 2026

"Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD" Aneta Korycińska

Tytuł:  Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD
Autor: Aneta Korycińska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 336
Ocena: 5.5/6



Kocham ironię losu. Dzięki niej żyję w kiczu, tandetnym serialu. Niby od dziecka staram się uchwycić przelatujące myśli, stworzyć narrację, udać, że wybieram, ale mimo planowania sama się zaskakuję.




Szeroko pojęte zdrowie psychiczne jest jest coraz częściej podejmowanym społecznie tematem, obalając temat tabu oraz stereotypy co mnie jako psychologa niezmiernie cieszy. Poza odmianami depresji czy kwestią spektrum autyzmu dość często jest dyskutowany temat ADHD. Dla części osób (zwłaszcza tych ze starszego pokolenia) jest to wręcz „epidemia ADHD i tych autyzmów” i przecież „każdy to ma”, dla innych – wreszcie większa świadomość ich dzieci czy ich samych, a także dostęp do diagnozy osób, które przez lata w pewnym sensie pozostawały niezauważone przez system. Aktualnie coraz więcej dorosłych postanawia zdiagnozować się będąc po trzydziestce nagle odnajdując wyjaśnienie trudności, które towarzyszyły im przez całe życie. Sama jestem jedną z tych osób, które podjęły się diagnozy mając trzydziestkę na karku i tytuł magistra z psychologii. Dlatego zaczęłam się zgłębiać w literaturę związaną z tą tematyką, a na pierwszy rzut poszła książka Baby od polskiego, czyli Anety Korcińskiej, pt. Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD.

Być może ADHD to dla Ciebie tylko cztery przypadkowe litery. Dla mnie to było hasło, które wywróciło moje życie do góry nogami. Bo wiesz, u osób takich jak ja – wychowywanych na grzeczne, ciche i skromne – diagnoza przychodzi późno, dopiero wtedy, gdy nieukierunkowana wściekłość i dogłębny smutek nie pozwalają nam żyć. Dopiero wtedy specjalista mówi, że może warto spojrzeć na siebie inaczej, że nie jesteśmy popsuci, że nasz niepokój oraz fakt, że musimy starać się bardziej, mają logiczne uzasadnienie. To czas, by wreszcie posłuchać radia w swojej głowie. W tej książce opowiadam Ci, co kryje się w mojej głowie. I nie tylko mojej – chcąc poznać więcej niż jedną stację, oddałam także głos osiemnastu gościom mającym późną diagnozę ADHD. Zapraszam Cię do wysłuchania naszych historii.                                                                                                                                          opis wydawcy

Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD to książka, która od samego początku urzekła mnie swoim tytułem, metaforą w nim zawartą. U mnie ADHD to istne radio, które nadaje na kilkunastu czy kilkudziesięciu częstotliwościach jednocześnie i to w dodatku nie robi sobie żadnej przerwy. W moim odczuciu w tej pozycji autorka bardzo umiejętnie rozprawia się z mitami. Nie sypie z encyklopedycznymi definicjami zaburzenia, a konfrontuje czytelnika ze stereotypami. Korocińska pokazuje, że ADHD nie kończy się wraz z dzieciństwem, że nie sprowadza się tylko i wyłącznie do nadruchliwości i że u wielu osób – szczególnie kobiet – przez lata pozostaje niezauważone lub błędnie interpretowane. Naprawdę niezmiernie się cieszę, że w ciągu ostatnich lat świadomość społeczna na temat ADHD (i nie tylko) znacząco wzrosła, ale niestety wraz z nią pojawiło się również wiele uproszczeń i internetowych półprawd samozwańczych tiktokowych „naukowców”. Książka stanowi cenną przeciwwagę dla tego zjawiska. Nie neguje popularnych narracji, lecz porządkuje je i osadza w faktach. Autorka w swojej książce łączy wypowiedzi specjalistów, osób z diagnozą oraz własne refleksje, dzięki czemu powstaje obraz daleki od stereotypów. ADHD nie jawi się tu ani jako „supermoc”, niemożność usiedzenia w miejscu ani jako wyłącznie źródło cierpienia. To po prostu odmienny sposób funkcjonowania mózgu – z całym wachlarzem wyzwań, ale również mocnych stron, co moim zdaniem autorka bardzo umiejętnie przedstawia, ale także nie idealizuje życia z ADHD. Nie znajdziemy tu złotych rad „jak ogarnąć życie z ADHD” ani obietnic, że odpowiedni planer, kilka aplikacji czy pozytywne nastawienie rozwiążą wszystkie problemy. Zamiast gotowych recept otrzymujemy realistyczny obraz codzienności – pełnej sukcesów, ale także zmęczenia, frustracji, przebodźcowania czy trudności w organizacji.

Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD to książka, która mi pokazała, że nie jestem sama. Miałam trzydzieści trzy lata i narodziłam się jako adehadówka. Wtedy pierwszy raz popłakałam się ze współczucia dla samej siebie i wdzięczności, że udało mi się sobą zaopiekować. To cytat z książki, który jest w 100% o mnie. Krótko po 33 urodzinach podjęłam pierwsze kroki ku diagnozie i zrozumieniu siebie.

Aneta Korycińska jako Baba od polskiego mignęła mi wcześniej kilka razy na TikToku, ale jakoś niekoniecznie zwracałam na nią większej uwagi. Jednak uważam, że Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD to pozycja zdecydowanie warta przeczytania. Napisana lekko i zrozumiale, a jednocześnie pokazując szarą i chaotyczną rzeczywistość z ADHD.

Nie pozwalano nam na nadruchliwość, więc siedzimy z pozoru nieruchomo z rękoma ciasno ułożonymi na udach, a po drzewach skaczemy w wyobraźni. Nie pozwalano nam na złość, bo dziewczynom nie wypada. Nie pozwalano na bunt. On jedną mnie zimował, tylko drzemał i atakował od środka.

sobota, 20 czerwca 2026

"Wymazani z pamięci" Piotr Borlik

Tytuł: Wymazani z pamięci
Autor: Piotr Borlik
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Marcin Popczyński
Długość: 8 godz. 57 min.
Ocena:  4.5/6


Ludzie zazwyczaj odwracali wzrok, gdy wyrządzano krzywdę bezbronnemu dziecku.





Są takie książki, które zaczynają się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie tylko rośnie. Po dwóch książkach Piotra Borlika z chęcią zabrałam się za Wymazanych z pamięci spodziewając się książki właśnie do tej kategorii. Autor bierze pomysł, który sam w sobie jest wystarczająco niepokojący, by wywołać gęsią skórkę, a następnie dokręca śrubę tak skutecznie, że czytelnik łapie się na tym, że każdy podejrzany cień w mieszkaniu nagle wydaje się odrobinę bardziej złowrogi.

Gdańska policja otrzymuje zgłoszenie o grupie błąkających się po ulicy dzieci w identycznych ubraniach. Okazuje się, że wszystkie były od dawna poszukiwane, ale poza tym nic ich nie łączy – są w różnym wieku, zaginęły w różnym czasie, w różnych miejscach i w różnych okolicznościach, które wciąż pozostają dla policji nierozwiązaną zagadką. Dzieci zgodnie twierdzą, że od czasu porwania nic nie pamiętają. Początkowa euforia rodziców powoli zmienia się w podejrzliwość i nieufność wobec odzyskanych dzieci – zmienionych, zupełnie nieprzypominających niewinnych pociech sprzed lat. Wkrótce wyłania się kolejna okoliczność: wszystkie panicznie boją się ciemności.                                                                                                                opis wydawcy

Wymazani z pamięci to moja trzecia książka autorstwa Piotra Borlika, jaką miałam przyjemność czytać. Tak, naprawdę to po prostu pochłonęłam audiobooka. Autor bardzo szybko przesuwa ciężar opowieści z klasycznego śledztwa na coś bardziej nieuchwytnego – na psychologię straty, która nie kończy się w momencie odnalezienia. Bo co, jeśli powrót dziecka nie jest zakończeniem koszmaru, tylko jego nową wersją? Autor konsekwentnie rozbija tu prostą logikę „zaginiony–odnaleziony–szczęśliwe zakończenie”. Zamiast tego dostajemy napięcie, które nie rozładowuje się nawet wtedy, gdy fakty zaczynają się układać. Od samego początki, kiedy zaczęłam wgłębiać się w tę lekturę moją uwagę przykuło podobieństwo do Zbawcy Krystiana Stolarza. Obie historie korzystają z podobnego motywu, eksplorując skutki traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa i ich wpływ na późniejsze losy bohaterów. Zbawcę czytałam wcześniej, mimo że została wydana 4 lata po Wymazanych z pamięci stąd moje skojarzenia. Jednak nie jest to żaden zarzut, bo obydwie książki wypadają naprawdę świetnie, a ponadto miło było obserwować, jak różni autorzy interpretują podobne motywy. 

Język i styl pisarski autora w Wymazanych z pamięci konsekwentnie buduje napięcie nie poprzez widowiskowe zwroty akcji, ale przez precyzyjnie dozowane niedopowiedzenia. Całość nie jest zbyt skomplikowana, ale nader obrazowa i umiejętnie dawkująca napięcie. Zdania nie pędzą na złamanie karku, tylko zatrzymują się tam, gdzie trzeba, zostawiając czytelnikowi przestrzeń na dopowiedzenie sobie reszty. Borlik dość dobrze operuje rytmem narracji – przeplata krótsze, dynamiczne fragmenty z dłuższymi, bardziej refleksyjnymi opisami, co sprawia, że opowieść ma swój naturalny oddech, a jednocześnie nie traci napięcia. Kolejnym mocnym elementem są postacie, które realnie dźwigają emocjonalny ciężar historii. Śledczy nie są tu jednowymiarowymi tropicielami prawdy – każdy z nich wnosi własny bagaż doświadczeń, który wpływa na sposób postrzegania sprawy. Podobnie rodziny dzieci oraz same odnalezione osoby zostały pokazane z dużą dbałością o psychologiczne niuanse. Zamiast prostych reakcji dostajemy całą gamę sprzecznych emocji: ulgę miesza się z nieufnością, radość z lękiem, a bliskość z poczuciem obcości. 

W moim odczuciu jako psychologa niezwykle ważnym i mocnym elementem Wymazanych z pamięci jest właśnie temat traumy dziecięcej i jej konsekwencji w dorosłym życiu. Piotr Borlik pokazuje, że pewnych ran nie da się po prostu zakleić plastrem i udawać, że problem zniknął. Przeszłość potrafi wracać wtedy, gdy najmniej się jej spodziewamy, a dziecięce doświadczenia mogą odcisnąć piętno na całym dalszym życiu. Autor porusza ten temat wyjątkowo umiejętnie, unikając jednocześnie taniej sensacji czy przesadnego dramatyzmu, a naprawdę mocno skupiając się na psychologicznym aspekcie.

Podsumowując już – Wymazani z pamięci to książka zdecydowanie warta przeczytania i polecenia. Po tej powieści spodziewałam się większego zaskoczenia na finiszu, zrzucenia bomby, a całość jednak zakończyła dość łagodnie. W moim odczuciu Boska proporcja Piotra Borlika wypadła nieco lepiej, jednak nie zmienia to faktu, że z wielką przyjemnością sięgnę po inne książki autora. 

poniedziałek, 16 marca 2026

"Boska proporcja" Piotr Borlik

Tytuł: Boska proporcja
Autor: Piotr Borlik
Cykl: Agata Stec i Artur Kamiński
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Filip Kosior
Długość: 9 godz. 57 min.
Ocena: 5/6


Matka to skarb, a miejsce skarbu jest głęboko pod ziemią.





Z twórczością Piotra Borlika miałam już przyjemność się zapoznać, dlatego bardzo chętnie sięgnęłam po kolejną książkę spod jego pióra. Tym razem ciekawa duetu policjantki i psychologa sięgnęłam po kryminał pt. Boska proporcja z Agatą Stec i Arturem Kamińskim rozwiązującymi sprawę w interpretacji Filipa Kosiora jako cudownego lektora audiobooków. 

W zamkniętej dla zwiedzających palmiarni Parku Oliwskiego zostają znalezione zaaranżowane w sposób równie makabryczny jak piękny zwłoki dziewczyny. Człowiek odpowiedzialny za remont obiektu znika, a na miejscu zbrodni jako jeden z pierwszych pojawia się Robert Mazur - zabójca po wyroku będący pod stałą kontrolą terapeuty. Sprawę bada komisarz gdańskiej policji Agata Stec, której alkohol, kac i pobudka w obcym łóżku nie są obce. Żyje pracą, przeklina i całkiem nieźle radzi sobie w środowisku zdominowanym przez mężczyzn, choć nieustannie, jako przełożona grupy śledczej, musi znosić seksistowskie przytyki. Agata nie przepada za pracą zespołową, a za jedynego przyjaciela uważa starszego brata - znanego psychologa Artura Kamińskiego, którego potajemnie wciąga w kulisy śledztwa, licząc na jego doświadczenie w pracy z psychopatycznymi jednostkami. Elegancki i powściągliwy, otaczający się pięknymi i drogimi przedmiotami, wyczulony na rytuały Kamiński to przeciwieństwo porywczej siostry. Ta sprawa stanowi autentyczne wyzwanie dla jego nieprzeciętnego intelektu.                                                                                                         opis wydawcy

Boska proporcja jest pozycją, za którą zabrałam się z wielką ciekawością. Nie dość, że byłam ciekawa współpracującego duetu policjantki i psychologa, ale muszę przyznać, że byłam też bardzo zaciekawiona samym opisem i tym czego w ogóle mogę się spodziewać po akcji tej książki. No i muszę przyznać, że pomysł na fabułę jest w tej pozycji naprawdę świetnie przemyślany i wykreowany. Naprawdę ciekawy motyw z wykorzystaniem ciągu Fibonacciego w literaturze kryminalnej. Jednak mam trochę zastrzeżeń co do kreacji postaci. Sam pomysł na współpracujący z sobą duet między policjantką a psychologiem jest naprawdę w porządku, ale… zniszczony funkcjonariusz policji czy inny pracownik wymiaru sprawiedliwości nadużywający alkoholu to już temat wyjątkowo często przemielony w literaturze kryminalnej, nawet jeżeli chodzi o kobietę prowadzącą śledztwo. Fenomen tego, jak przyjęła się Chyłka? No i mnie jako psychologa mierzi mnie trochę spłycone przedstawienie pracy psychologa i psychoterapeuty – cały proces profilowania jest przedstawiony w sposób bardzo uproszczony, psycholog przejawia zbyt nonszalancką pewność w stawianiu diagnoz na podstawie znikomej ilości danych, co sprawia, że zawód psychologa to niczym osoba czytająca w myślach. Jednak muszę przyznać, że mimo wszystko książka zdecydowanie mnie zaskoczyła – zarówno meandrami ludzkiego umysłu, jak i kryminalną historią. Nie jest to jakoś wybitnie napisana pozycja, ale spędziłam z nią naprawdę miło czas. 

Nikt jednak nie miał odwagi powiedzieć prawdy na głos: w Trójmieście grasowało dwóch różnych morderców, z czego jeden był psychopatycznym artystą, a drugi zwykłym psycholem.

Boska proporcja to powieść, która z powodzeniem łączy elementy thrillera psychologicznego z kryminałem i refleksją nad naturą piękna oraz obsesji. Osobiście chętnie jeszcze sięgnę po inne książki spod pióra Piotra orlika, ale też chętnie sięgnę po kolejne zagadki kryminalne rozwiązywane przez Agatę Stec i Artura Kamińskiego – chociażby po to, żeby przekonać się jak autor poprowadzi te postacie w następnych częściach. Wciągająca pozycja z ciekawą zagadką kryminalną i podłożem psychologicznym. Mogłoby być nieco więcej zaskoczeń, jednak i tak uważam, że czas spędzony z Boską proporcją był naprawdę dobrze wykorzystany.

Na własnej skórze się przekonał, czym grozi pozostawienie mentalnej pępowiny, która z roku na rok coraz ciaśniej owija się wokół szyi i trzyma na uwięzi niczym smycz. Niematerialna, lecz tak mocna, że musiał ją odciąć jakże materialnym, twardym ostrzem.

niedziela, 18 stycznia 2026

"Zbawca" Krystian Stolarz

Tytuł: Zbawca
Autor: Krystian Stolarz
Cykl: Julia Marzewska i Marcin Rau
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Michał Klawiter
Długość: 10 godz. 2 min.
Ocena: 6/6

Gdyby ktoś kazał mi wymienić najtrudniejszy, najcięższy element służby w policji, to bez wątpienia wskazałbym krzywdę dziecka.



O twórczości Krystiana Stolarza usłyszałam kiedyś w radiu, krótko później postanowiłam zapoznać się z literaturą kryminalną pisaną przez policjanta z krwi i kości będąc niezwykle ciekawa co przeczytam. Spośród sześciu książek napisanych przez autora na początek postanowiłam zapoznać się z pierwszym tomem serii z komisarzami Julią Marzewską i Marcinem Rauem w rolach głównych, a jej tytuł to Zbawca, a wybór padł na audiobooka w interpretacji Michała Klawitera.

Pewnego dnia młody chłopak w białej szacie zaczyna strzelać do przypadkowych uczniów, po czym wypowiada słowa: „Zbawca pragnie sprawiedliwości” – i oddaje ostatni strzał, celując sobie w głowę. Julia Marzewska i Marcin Rau próbują rozwiązać sprawę. Okazuje się, że sprawca to zaginione przed ośmiu laty dziecko. Odnajdują się jeszcze dwie dziewczynki ubrane w białe szaty, które również zaginęły wiele lat temu. Obie podejmują próby samobójcze, poprzedzając je identycznymi słowami jak zamachowiec ze szkoły. Szybko okazuje się, że za sprawami porwanych i odnalezionych w tak szokujących okolicznościach dzieci stoi ktoś niebezpieczny, komu nie spodobało się, że jedna z jego owieczek przeżyła. Policjanci usiłują poznać jego motywy. Trwa wyścig z czasem, gdyż ofiar może być więcej.                                                                                                                                                      opis wydawcy

Zbawca jest książką, której byłam bardzo ciekawa – po opiniach w radio i na blogach, a przede wszystkim dlatego, że jest to kryminał pisany przez policjanta, co w połączeniu z opisem podsycało tylko moją ciekawość. I zaczyńmy od samego pomysłu na fabułę , który moim zdaniem jest wręcz fenomenalny, a do tego równie genialnie wykorzystany – cała historia jest na prawdę wstrząsająca, mocna, pełna brutalnych i dobitnie opisanych przerażających scen. Akcja książki jest bardzo dynamiczna, pełna intrygi i zwrotów. Narracja tej pozycji jest dość surowa, bez zbędnych ozdobników, co sprawia, że przedstawiona historia jest jeszcze bardziej przerażająca i mroczna. Styl autora jest oszczędny, momentami surowy, ale bardzo trafny co tylko sprawia, że podczas lektury przebiegnie dreszcz po plecach. Zwłaszcza, że Stolarz dawkuje napięcie, a jednocześnie przedstawia historię w sposób bardzo obrazowy, co sprawiło, że niezwykle trudno było mi się od niej oderwać, a zakończenie wbija w fotel i sprawia, że pragnę więcej i więcej twórczości autora. Szczególnie, że bohaterowie są doprawdy barwni, nieco szorstcy, wyraziści, a Rau i Marzewska zdecydowanie odpowiadają moim wyobrażeniom o policjantach z wydziału kryminalnego. Zbawca porusza niezwykle trudny i ważny temat wykorzystywania dzieci, co sprawia tylko, że całość jest tylko bardziej przerażająca. No i poza samą książką – bardzo mi się spodobało, że część zysków ze sprzedaży autor przekazuje na dom dziecka w Kożuchowie. 

Skończyły im się tropy, a po tym, co widziała w szkole, obiecała sobie, że dorwie tego psychopatę. Bo tego, że jakiś psychopata stał za tymi biednymi dzieciakami, była więcej niż pewna.

Zbawca to historia zrobiła na mnie naprawdę piorunujące wrażenie. Książka jest mocna, realistyczna i zapadająca w pamięć, a także podejmująca niezwykle trudny i ważny temat. Widać, że autor zna się na robocie – zarówno tej policyjnej, jak i pisarskiej, co sprawia, że jego książki zdecydowanie zapadają w pamięć. No i muszę przyznać (Co już robiłam w podsumowaniu), że twórczość Krystiana Stolarza jest zdecydowanym odkryciem czytelniczym 2025 roku. Polecam Zbawcę z całego serca!

środa, 26 listopada 2025

"Ulice ciem" Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Ulice ciem
Autor: Katarzyna Puzyńska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Anna Dereszowska, Anna Szymańczyk, Laura Breszka, Barbara Liberek
Długość: 9 godz. 49 min.
Ocena: 4.5/6



Bo bez tych trudnych momentów nie można by docenić tych dobrych. A bez dobrych złe zdawałyby się czymś zwyczajnym.




Serię o Lipowie Katarzyny Puzyńskiej uwielbiam od samego początku, ale nie miałam okazji czytać innych jej książek, chociaż jest ich kilka. W końcu udało mi się zabrać za kolejną pozycję z twórczości autorki, a mój wybór padł na Ulice ciem chcąc sprawdzić jak spodoba mi się pióro Puzyńskiej w nieco innym wykonaniu. 

Warszawa dziś. Zofia myśli, że czeka ją bardzo samotne Boże Narodzenie. Wędrując po mieście, trafia do tajemniczej księgarni. Jej właściciel twierdzi, że ma szczególny dar, dzięki któremu może obdarować każdego klienta taką opowieścią, jakiej ten w swoim życiu akurat potrzebuje. Dziewczyna niezbyt wierzy w takie rzeczy, ale ulega czarowi księgarza i przyjmuje od niego ofiarowany dar. Spotkało ją coś bardzo złego i teraz sama zaczęła pisać powieść. Ma nadzieję, że lektura ofiarowanej książki podziała na nią oczyszczająco. Wkrótce odkrywa, że pomiędzy oboma tekstami istnieje dziwne powiązanie. A uroczy wcześniej księgarz pokazuje zupełnie inną twarz… 

Warszawa 1939. Wojna wisi w powietrzu, ale mieszkańcy stolicy nadal starają się korzystać z upalnego lata. Jednakże nie dla wszystkich jest ono piękne. Bo choć ulice Śródmieścia toną w kwiatach, w kawiarniach kusząco pachnie kawą, a z dansingów słychać porywające rytmy, to na Woli i w Dzielnicy Północnej nie dzieje się dobrze. Zginęło kilkanaście prostytutek. W obliczu nadchodzącej wojny władze ignorują zniknięcia kobiet, które nazywają upadłymi, więc jedna z nich, Mańka, postanawia działać. Cztery jej koleżanki zniknęły, a tropy prowadzą do bardzo wysoko postawionego mężczyzny. W sprawę zamieszany zdaje się być również pewien księgarz, który oferuje darmowe opowieści.                                                                                                               opis wydawcy
Ulice ciem to pozycja, której byłam bardzo ciekawa znając już serię o Lipowie, a ponadto w tej pozycji pojawia się motyw, który bardzo lubię, czyli motyw książki w literaturze (notabene to mój temat z matury ustnej z języka polskiego). Sam pomysł na fabułę naprawdę mi się spodobał, aczkolwiek nieco skojarzył mi się z Zaginioną księgarnią. Poza motywem tajemniczej księgarni i księgarza rozdającego darmowe opowieści jest równie pokazana siła kobiet i ich (nas) jedności. W tej pozycji występują trzy główne silne postaci kobiece i ich historie w trakcie trwania fabuły książki się przeplatają razem ich liniami czasowymi – mamy historię Hani z końcówki lipca 1939 roku, historię Mani z sierpnia 1939, a także Zosi z teraźniejszości. Na samym końcu oczywiście wszystkie trzy historie kończą się w bardzo spójny, ale w tym wszystkim bardzo przewidywalny – przynajmniej dla mnie, co jednocześnie sprawiło, że jestem w tej kwestii niesatysfakcjonowana. Natomiast w kwestii języka niemałą igraszkę sprawiła mi gwara warszawska, z którą nigdy wcześniej kontaktu, a ponadto można znaleźć tutaj język współczesny oraz wstawki języka francuskiego.
Chyba nie powinna o nim za wiele myśleć. A może w ogóle powinna wyrzucić ze swojego słownika słowo powinna? O tak, to mogłoby być wręcz uzdrawiające.
Ulice ciem to pozycja, której zapoznanie się w formie audiobooka sprawiło mi sporo przyjemności, ale pod koniec poczułam się lekko rozczarowana tym, jak przewidywalne okazało się być zakończenie tej fabuły. Trudno tę lekturę porównywać do serii o Lipowie, ale jest to przecież inny klimat książki, coś nowego… Czy polecam? Tak, Ulice ciem zdecydowanie mogą zafascynować i wciągnąć, jednak miłośnicy zwrotów akcji i nieoczywistych zakończeń mogą być rozczarowani. 
Niestety z czasem dorośli ludzie zaczynają bać się wyobraźni i niektórzy zupełnie zarzucają czytanie. Przeraża ich wszystko, co tyczy się wyobraźni. [...] Tak wiele tracą, odrzucając tę część opowieści, która nie przypomina ich codziennego życia. Nie ćwiczą wyobraźni, a jak się nie ćwiczy fizycznie, to potem ciężko jest unieść hantle czy przebyć dłuższy dystans, prawda? Tak samo jest z fantazją. Nie ćwiczą jej, więc każda książka, która staje się dla ich wyobraźni wyzwaniem, jest z miejsca odrzucana.

sobota, 6 stycznia 2024

"Chorzy ze stresu. Problemy psychosomatyczne" Ewa Kempisty-Jeznach

Tytuł: Chorzy ze stresu. Problemy psychosomatyczne
Autor: Ewa Kempisty-Jeznach
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 192
Ocena: 3.5/6



Im szybciej świat się zmienia tym częściej potrzebujemy chwili wytchnienia.




Połączenie umysłu i ciała, cała psychosomatyka fascynują mnie niezmiennie od kilku lat, psychologiczne studia tylko owo zainteresowanie i fascynację tylko wzmocniły. Stres, zwłaszcza ten przewlekły, jest właśnie jednym (i największym) z tych psychicznych przyczyn wielu somatycznych objawów. Sama niejednokrotnie u siebie zauważałam najróżniejsze organiczne reakcje na stres – przemożny ból pleców czy pokrzywka, a ich kumulacja miała w ubiegłym roku. To właśnie z powodu własnej fascynacji oraz własnych doświadczeń z chęcią sięgnęłam po książkę autorstwa Ewy Kempisty-Jeznach pt. Chorzy ze stresu. Problemy psychosomatyczne. 

Umysł i ciało pozostają w absolutnej symbiozie. Upraszczając – jeśli masz zdrowy umysł, to i twoje ciało ma się dobrze. I odwrotnie – kiedy ciało zdrowe, to i umysł jest w dobrej kondycji. Jednak są ludzie, u których opisana zależność nie występuje. Każdy z nas tylko do pewnego momentu zachowuje kontrolę nad swoim ciałem i psychiką, a stres, którego doświadcza człowiek współczesny, sprawia, że granica między kontrolą a jej utratą jest cieńsza niż kiedykolwiek. Jej przekroczenie może objawić się chorobami psychosomatycznymi i autoimmunologicznymi. Do tej pory chorobami cywilizacyjnymi nazywaliśmy nadciśnienie, otyłość i cukrzycę. Teraz dołączyły do nich nowe, które autorka nazywa: „chorobami wyzwań”. Z chorobami cywilizacyjnymi mają jednak wspólny mianownik: są związane ze zmianą stylu życia. Z tym, że staliśmy się pokoleniem trzech krzeseł: biurowego, samochodowego i fotela przed telewizorem, a nasza dieta bazuje na produktach pełnych konserwantów, hormonów, wypełniaczy, które zmieniają mikroflorę jelitową. Ewa Kempisty-Jeznach pokazuje, jak reaguje ciało człowieka na działania otaczającego nas świata. Stres, zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym, zanieczyszczenie środowiska naturalnego, zaczynając od powietrza i wody pitnej, a skończywszy na spożywanym jedzeniu, zmieniły nasze zdrowie. Autorka opisuje na przykładach swoich pacjentów codzienną pracę współczesnego lekarza skonfrontowanego z nowym rodzajem chorób, zwanych psychosomatycznymi. Uchyla nam drzwi swojego gabinetu, ukazując, jak za różnymi objawami ciała pacjentów nie skrywa się choroba organiczna, tylko głośny krzyk duszy człowieka. Tę książkę powinien przeczytać każdy, kto chce zrozumieć, jak działa jego ciało wobec współczesnych wyzwań i nie chce przeoczyć pierwszych sygnałów psychosomatyki. Konsekwencją niedostrzeżenia tych zmian mogą być bowiem przedłużające się objawy bólowe, zespół wypalenia, a nawet depresja.                                                                                                                                                                                opis wydawcy

Chorzy ze stresu. Problemy psychosomatyczne to książka, którą zainteresowałam się już jakiś czas temu i dość długo czekała na mnie na czytniku, a jednak dopiero ostatnie własne doświadczenia zmotywowały mnie do sięgnięcia po tę pozycję. Książka jest podzielona na kilkanaście rozdziałów, w których autorka omawia najróżniejsze przykłady objawów somatycznych stresu takich jak pokrzywka, problemy z potencją/libido, problemy żołądkowe itp. W każdym z nich autorka pokazuje również najróżniejsze historie swoich pacjentów, którzy chodzili od lekarza do lekarza, żeby dojść do tego, dlaczego mają takie, a nie inne objawy somatyczne, żeby na końcu z wielkim zdziwieniem dowiedzieć się, że wszystkiemu winny jest stres. Całość jest napisana w sposób bardzo prosty, nieskomplikowany, często pobieżny. Moim zdaniem zabrakło większego zgłębienia tematów i przyczyn poszczególnych objawów somatycznych. Według mnie autorka tylko zahaczyła o każdy z tematów, a jednocześnie nieco zarozumiale i z wyższością podchodzi do innych specjalistów, co moim zdaniem jest mocno nieprofesjonalne i po prostu słabe. 

[...] alergia jest chorobą reakcji ciała i duszy. Joga, medytacje i hipnoza mogą pomóc alergikom. To nie żart. Naukowcy twierdzą, że w niektórych przypadkach skóra jest wentylem, przez który wypuszczamy emocje duszy.

Chorzy ze stresu. Problemy psychosomatyczne to książka, która dla mnie jest zdecydowanie zbyt mało odkrywcza, a autorka zbyt pobieżnie i zarozumiale podchodzi do tematu, który jest zdecydowanie bardzo ważny, ale potraktowany zbyt mało dogłębnie. Nie zmienia to jednak faktu, że moim zdaniem ta książka nada się bardzo dobrze dla laików w temacie – tych, którzy nie mają wielkiej wiedzy psychologicznej czy dla osób które dopiero planują zacząć zgłębiać temat psychosomatyki i nie wiedzą od czego zacząć. Moim zdaniem bardzo dobrze, że takie książki pojawiają się na rynku wydawniczym, bo wielu osobom (w tym lekarzom różnych specjalizacji) może otworzyć oczy na problem objawów psychosomatycznych. 

Stres, którego doświadczamy w miejskiej dżungli, bardzo krótko ma charakter adrenalinowy. Homo technicus siedzi zgarbiony w „ołpenspejsie'" przed laptopem i dostaje nowy „task". Przez chwilę czuje się podekscytowany i zmotywowany - oczami wyobraźni widzi sukces i kilka zer na koncie. Niestety, kiedy pojawiają się pierwsze trudności związane z realizacją zadania, mobilizacja mija, a miejsce stresu adrenalinowego zajmuje stres kortyzolowy, który jest stresem przewlekłym. On nie trwa godzinę, dwie, trzy, tylko dni i miesiące...

niedziela, 10 września 2023

"Zgłoba" Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Zgłoba
Autor: Katarzyna Puzyńska
Cykl: Lipowo
Tom: piętnasty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Laura Berszka
Długość: 16 godz. 24 min.
Ocena: 4.5/6

Pozwoliła, żeby gniew zawładnął jej ciałem. Oskarżali ją o korzystanie ze słych mocy, niech i tak będzie. Zaczęła szeptać. To były dawne słowa, prastara mowa, i las szeptał je razem z nią. Echa takich słów nigdy nie milkną. Nawet kiedy miną wieki, one zawsze będą szumieć wśród drzew tego miejsca.

Bardzo lubię sagę o Lipowie Katarzyny Puzyńskiej, choć przyznaję, że nie wszystkie tomy podobały mi się równie mocno. Kiedy wyszedł piętnasty tom serii pt. Zgłoba – nie mogłam się doczekać i od razu zabrałam się za jej odsłuchanie w formie audiobooka w interpretacji Laury Berszki. Wszystko za sprawą wbijającego w fotel zakończenia poprzedniej części. 

Do Lipowa przybywa tajemnicza kobieta. Daniel Podgórski zgadza się pomóc jej w śledztwie dotyczącym mężczyzny niesłusznie oskarżonego o cztery morderstwa. Mieszkańcy maleńkiego Puszczykowa boją się zapuszczać do lasów wokół wsi. Kryje się tam wąwóz od lat uważany za nawiedzony. W dziewiętnastym wieku schwytano tam pewną kobietę i oskarżono ją o czary. Mówi się, że zanim spłonęła na stosie, rzuciła klątwę na potomków swoich dręczycieli. W latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku w Puszczykowie ginie mała dziewczynka. Nawet śledczy nie mogą oprzeć się wrażeniu, że rany na jej ciele przypominają zadane przez strzygę. Czy dziewczynka jest ofiarą dawnej klątwy? Kilkadziesiąt lat później grupa nastolatków próbuje rozwikłać zagadkę jej śmierci. Wydaje się to jedynie niewinną zabawą na długie letnie dni, ale ma swoje konsekwencje. Nie wszyscy przecież chcą, żeby prawda wyszła na jaw. Mikołaj Zieliński wraca po latach do miejscowości, gdzie spędzał wakacje. Tym razem – żeby szukać zaginionego ojca. Towarzyszy mu dziewczyna. Razem próbują rozwikłać tajemnicę, ale Sara wkrótce umiera. Zostaje odnaleziona w nawiedzonym wąwozie. Leży niemal dokładnie w tym samym miejscu, gdzie przed kilkudziesięciu laty spoczywało ciało zabitej dziewczynki. W wąwozie ukrytych jest więcej trupów. Wszyscy zabici zdają się być związani z Mikołajem. Mężczyzna trafia do więzienia. Daniel Podgórski robi wszystko, żeby wśród mieszkańców maleńkiej wsi znaleźć prawdziwego sprawcę. Czy sam uniknie pułapki? Kim jest tajemnicza kobieta, która wciągnęła byłego policjanta do śledztwa? Czy na pewno ma dobre intencje?                                                                                                          opis wydawcy

Zgłoba jest tą częścią o Lipowie, po którą sięgnęłam z wielką ciekawością tego co autorka wymyśliła tym razem. Zaczęłam słuchać tej powieści w cudownej interpretacji Laury Berszki (która moim zdaniem świetnie pasuje jako lektorka tej serii) i już samo rozpoczęcie mnie wbiło w fotel niemal równie mocno, co zakończenie Żadanicy. Osobiście chyba wolałam, jak akcja książki działa się na miejscu – w okolicach Lipowa i Brodnicy. Jednak muszę przyznać, że sam pomysł na fabułę naprawdę ciekawy. Najbardziej chyba mi się podobały pierwsze tomy tej sagi, odnoszę wrażenie, że było tam więcej mroku i psychologii, ale pomysł na ten tom – no naprawdę ciekawy. Uśmiercenie jednego z głównych bohaterów jest już wystarczająco ciekawym zabiegiem – sama autorka w posłowiu pisała, że nie jest to zasadniczy koniec serii, ale koniec w takiej wersji jaką znamy – w końcu bez jednej z głównych postaci, ale nie zdradzę, której, żeby nie spojlerować. Książka jest napisana charakterystycznym dla Puzyńskiej językiem, całkiem przyjemnym w odbiorze, a całość słuchało mi się naprawdę dobrze i spędziłam z tą historią naprawdę bardzo dobrze. 

Podgórski wzdrygnął się, kiedy użyła swoje prawdziwego imienia. Znów poczuł do niej niechęć, jak do uzurpatorki. Starał się zdusić to uczucie. Nie można było ulec pokusie zbytniego polubienia kogoś i oceniania go na tej podstawie. Nie powinno się też jednak słuchać podszeptów uprzedzeń. Nie był jeszcze pewien, czy może jej ufać, czy nie. Na razie musiał zachować ostrożność, ale bez wrogości.

Zgłoba jest książką, którą zdecydowanie mogę polecić, ale koniecznie w kontekście poprzednich części – bez tego zdecydowanie można się pogubić w całej fabule. No i oczywiście jestem ciekawa, co autorka wymyśli w kolejnych częściach, jak ta seria będzie wyglądać bez owej uśmierconej postaci. 

niedziela, 20 listopada 2022

"Poryw" Kinga Wójcik



Tytuł: Poryw
Autor: Kinga Wójcik
Cykl: Lena Rudnicka
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Donata Cieślik
Długość: 13 godz. 33 min.
Ocena: 3/6






Kinga Wójcik to autorka, której twórczości nigdy wcześniej nie znałam, jednak w pewnym momencie moją uwagę przykuł uwagę jej cykl z Leną Rudnicką w roli głównej. Znalazłam audiobooka w interpretacji Donaty Cieślik i od razu zabrałam się za Poryw, który jest pierwszym tomem tego cyklu. 

Klemens Chmielny, sumienny księgowy, wzorowy syn i mąż, pada ofiarą morderstwa. Żona, przyjaciel, pracownicy hotelu, w którym pracował, oraz zagadkowa kobieta ze zdjęcia, a nawet matka i ojciec ofiary - każde z nich mogło mieć motyw, aby pozbyć się Klemensa. Wszystko wskazuje na to, że ten niepozorny mężczyzna wiódł podwójne życie… Śledztwo prowadzi nowy tandem śledczy łódzkiej komendy - bezkompromisowa i ekscentryczna komisarz Lena Rudnicka wraz z nieśmiałym nowicjuszem, sierżantem Marcelem Wolskim. Znajomość tej pary, za sprawą zaskakującego i nieco pikantnego początku, zapowiada się interesująco i burzliwe. Temperatura śledztwa wrośnie jeszcze bardziej, gdy dołączy do nich prokurator Krzysztof Nawrocki, którego relacje z komisarz Rudnicką są nader skomplikowane.                                                                                                                                                                      opis wydawcy

Poryw to książka, której znałam tylko opis – nie czytałam wcześniej żadnych opinii o niej, więc nie miałam względem niej żadnych oczekiwań. Zaczęłam słuchać na którejś nocce w pracy (słuchawki przy rozkładaniu towaru, gdy nie ma klientów to cudo) i od razu się wciągnęłam. Spodobała mi się kreacja głównej bohaterki, Leny Rudnickiej, chociaż muszę przyznać, że jest dość stereotypową, polską panią komisarz. Nie zmienia to faktu, że lubię taki obraz, chociaż nie do końca przypadło mi do gustu bezsilność i nieudolność Rudnickiej względem męża stosującego przemoc. Polubiłam jej zgryźliwe, ironiczne uwagi, a do tego świetne dialogi między parą bohaterów, między którymi ewidentnie coś iskrzy. Całość tworzy spore podobieństwo do innej kryminalnej pary polskiej literatury kryminalnej – chodzi oczywiście o Chyłkę i Zordona. Sam pomysł na książkę jest naprawdę dość sztampowy i mało zaskakujący – w moim odczuciu mogłoby być więcej intrygi, napięcia, więcej oryginalności w pomyśle i realizacji, nieco szybsza akcja. Całość napisana w nieskomplikowany, dość prosty i niewymagający sposób, ale jedocześnie dość przyjemny w odbiorze i wciągający – takie lekkie, mało wymagające czytadło do roboty.

Poryw to książka, którą skończyłam z bardzo mieszanymi odczuciami – polubiłam główną bohaterkę, ale ewidentnie widać, że jest to jakaś średnia próba wybicia się na Chyłce, która zyskała naprawdę sporą popularność. Są ironiczne, zgryźliwe uwagi – to lubię, ale pozostałość wieje sztampą i niedopracowaniem. Może dam szansę kolejnym tomom, żeby się przekonać, jak rozwinie się sytuacja rozwinie, ale jakoś szczególnie nie będę się śpieszyć. Suma summarum – dość przeciętne, nie do końca przemyślane i niedopracowane kryminalne czytadło. 

wtorek, 20 września 2022

"Dom sekretów" Natalia A. Bieniek

Tytuł: Dom sekretów
Autor: Natalia A. Bieniek
Cykl: Dorota Wiśniewska
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 448
Ocena: 4/6



Trzeba żyć własnym życiem choćby to oznaczało wyjście ze strefy pozornego komfortu.





Z twórczością Natalii Bieniek nigdy wcześniej nie miałam kontaktu, choć za Dom sekretów planowałam zabrać się już od dłuższego czasu – już długo czekała na mnie na czytniku i już nawet miałam do niej kiedyś jedno podejście, ale sama nie wiem czemu nie kontynuowałam zaczętej wtedy lektury. Aż w końcu przyszedł jej czas i zapraszam na recenzję Domu sekretów!

Stara kamienica w centrum Łodzi skrywa niejedną tajemnicę. Przekonują się o tym jej lokatorzy, kiedy podczas prowadzonego przez Filipa - właściciela odziedziczonego po ciotce mieszkania - remontu dochodzi do niesamowitego odkrycia. Dorota, młoda absolwentka wydziału historii łódzkiego uniwersytetu, próbuje wyjaśnić zagadkę porażającego znaleziska za ścianą. Powracają wspomnienia o ludziach, którzy tu niegdyś żyli, odżywają dramatyczne wydarzenia sprzed wielu lat. Przenosimy się do Łodzi lat trzydziestych ubiegłego wieku, poznajemy dawnych mieszkańców kamienicy, jej właścicieli Sarę i Samuela Goldmanów, dumną córkę fabrykanta Annę Wilhelminę, dawnego carskiego żołnierza Siergieja oraz wróżkę Jadwigę Królową, zwaną Królową Żabą, a także wiele innych osób. Wszyscy oni spotykali się na jednym podwórku, kochali się i nienawidzili, kłócili i godzili. Przyszedł czas trudnych wyborów. Ktoś musiał zapłacić najwyższą cenę, by ktoś inny mógł żyć. Czy warto teraz, po tylu latach, powracać do tamtych spraw? Czy należy zakończyć zmowę milczenia? Może dzięki temu bohaterom uda się zrozumieć, co jest naprawdę cenne i w końcu zdołają ułożyć sobie życie?                                                                                                                                                                                          opis wydawcy

Dom sekretów to książka, której byłam bardzo ciekawa – przede wszystkim ze względu na dawne, rodzinne tajemnice, wspomnienia sprzed lat, wszystko na dwóch płaszczyznach czasowych, a wszystko rozpoczynające się od zwłok w ścianie. Z czasem okazało się, że bardzo polubiłam bohaterów występujących w tej pozycji – w moim odczuciu byli bardzo dobrze wykreowani i barwni, a także pojawiali się w odpowiedniej ilości i czasie. Moim zdaniem autorka ma bardzo dobry i ciekawy styl pisania, który sprawił, że książkę czytało mi się naprawdę szybko i przyjemnie, a ja wsiąknęłam w historię i klimat historii. Jednak w moim odczuciu nieco zabrakło mi tutaj intrygi – zapowiadało się naprawdę bardzo ciekawie i mrocznie, w końcu zwłoki w ścianie to nie przelewki. Moim zdaniem mogłoby być więcej bardziej skomplikowanych zagadek, więcej zagmatwania, napięcia i przede wszystkim mrocznego klimatu. No i zakończenie, które w pewnym momencie było do przewidzenia – mogłoby być bardziej zaskakujące i zagmatwane. Generalnie całość jest napisana całkiem nieźle, ma spory potencjał – całkiem porządnie zrealizowany, choć mógłby być lepiej dopracowany, dopieszczony, z większą ilością napięcia.

Pewne rzeczy od dawna się działy, dzieją się i będą się dziać bez względu na rozwój technologii i czasy, w których żyjemy. 

Dom sekretów to książka, z którą spędziłam czas dość dobrze i chętnie dam szansę jej kontynuacji, a także innym książkom autorki. Zdecydowanie mogę polecić, zwłaszcza jeżeli lubicie różne ludzkie historie, które przeplatają się na przestrzeni lat. Nie jest idealna – widzę trochę mankamentów, które mogłyby być bardziej dopracowane, ale nie zmienia to faktu, że spędziłam z nią całkiem miło czas.

Książka bierze udział w wyzwaniu

 

środa, 6 lipca 2022

"Żadanica" Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Żadanica
Autor: Katarzyna Puzyńska
Cykl: Lipowo
Rom: czternasty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Laura Breszka
Długość: 11 godz. 17 min
Ocena: 5/6


Zawiódł w przeszłości, ale przed nim była teraz przyszłość. I to, co z tą przyszłością zrobi, zależało tylko od niego.




Sagę o Lipowie polubiłam od samego początku, od pierwszych tomów. Poszczególne tomy przypadały mi do gustu w różnym stopniu, ale sympatia do tego cyklu została. Za Żadanicę zabrałam się praktycznie od razu po premierze i mojej skończonej lekturze Martwca. Zapraszam na recenzję!
Daniel Podgórski stara się ułożyć życie od nowa. Otwiera małą firmę agroturystyczną i oczekuje pierwszych gości. Ci przyjeżdżają z nieoczekiwaną propozycją. Chcą, żeby Daniel wziął udział we wspólnym wywoływaniu duchów. Księżyc w pełni i szalejąca wichura tworzą doskonałą atmosferę, by spróbować. Podgórski podejrzewa, że ta propozycja ma jakiś dodatkowy, ukryty cel. Wkrótce wychodzi na jaw, że się nie mylił. Podczas seansu ginie człowiek, a wydarzenia zaczynają wymykać się spod kontroli. Tymczasem matka Daniela, Maria, razem z byłą komisarz Klementyną Kopp starają się pielęgnować wspomnienia młodości i - jak za dawnych lat - rozbijają obóz w pobliskim lesie. Nie tylko wichura sprawia, że zaczynają się bać. Podejrzewają, że ktoś krąży wokół ich namiotu. Dlaczego nie ujawnia się i podrzuca szmacianą laleczkę? W sąsiedniej wsi wichura zmusza dwie inne kobiety do nieoczekiwanego postoju. Szukają pomocy w samotnym gospodarstwie, jednak wygląda na to, że w dziwacznym domu stało się coś strasznego. Czy zdążą uciec, zanim będzie za późno?                                                                                                                                                     opis wydawcy
Żadanica to pozycja, której byłam ciekawa – przede wszystkim tego, co Puzyńska wymyśliła w czternastym tomie. Muszę przyznać, że książka jest dość charakterystyczna dla twórczości autorki – spora warstwa obyczajowa, intrygi mogłoby być zdecydowanie więcej, ale to powtarzam od dawna, że w sadze o Lipowie mogłyby być inne proporcje (mniej obyczajówki, na rzecz większej dawki kryminału). Poza dobrze znanymi bohaterami pojawiło się też kilka nowych postaci, a w tej części dość często pojawia się irytująca mnie wyjątkowo Marie Carmen Sikora i historia jej życia, która wyjaśnia sporo jej zachowań – to akurat jest bardzo na plus. Jednak trzeba się przyzwyczaić do Daniela Podgórskiego, który nie jest już policjantem, no i pojawia się jedna z postaci, której dawno nie było, a jej pojawienie dość mocno mnie zaskoczyło – ale tutaj nie będę Wam dawać więcej spojlerów. Ale przyznam szczerze, że zakończenie mnie naprawdę wyjątkowo zaskoczyło i sprawiło, że już nie mogę się doczekać kolejnej części, bo cała historia zwyczajnie nie może się tak skończyć – przynajmniej moim zdaniem. Odnoszę wrażenie, że jest tutaj nieco więcej psychologii, z czego akurat bardzo się cieszę, ale intrygi mogłoby być więcej, zdecydowanie więcej, chociaż jest to charakterystyczne dla sagi o Lipowie, zresztą tak samo jak język i styl autorki.
Łzy były dobre. Nie da się oczyścić duszy, jeśli człowiek nie zrzuci skorupy i nie spojrzy na swoje gołe, wrażliwe wnętrze. Tylko wtedy może zacząć od początku. Nawet jeśli wystawia się na strzały.
Żadanica to część, która mnie zaskoczyła o wiele bardziej od poprzedniczki – szczególnie zakończenie, ale jest to również książka, która miała nie powstać – autorka w posłowiu zdradziła, że nie planowała tej części, ale przypuszczam, że pojawi się co najmniej jeszcze jedna. Książka jest utrzymana w charakterystycznym stylu Puzyńskiej, ze znanymi, mroczno-słowiańskimi motywami, z dodatkową, minimalną ilością grozy. Mi się podobało i polecam, ale bez znajomości wcześniejszych tomów można się nie połapać w fabule. 

Książka bierze udział w wyzwaniu

środa, 22 czerwca 2022

"Martwiec" Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Martwiec
Autor: Katarzyna Puzyńska
Cykl: Lipowo
Tom: trzynasty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Laura Breszka
Długość: 11 godz. 39 min
Ocena: 3.5/6


Człowiek nie może być odważny, jeżeli nie czuje lęku. Pokonywanie strachu to czasem największa odwaga.




Sagę o Lipowie polubiłam już od samego początku, od pierwszych tomów. Co prawda inne książki Puzyńskiej takie jak Chąśba czy seria o Policjantach wciąż czekają na swoją kolej, ale nie zmienia to faktu, że mam już do twórczości autorki sporo sympatii. Dlatego z wielką niecierpliwością zabrałam się za trzynasty tom cyklu o Lipowie pt. Martwiec w formie audiobooka w interpretacji Laury Breszki.

Niewielki lokalny autobus wyrusza swoją standardową trasą, ale nie dociera do celu. Po kierowcy i pasażerach nie pozostaje żaden ślad. Jakby rozpłynęli się w powietrzu. Po jakimś czasie jedna z podróżnych wraca. Nic nie pamięta i nie umie powiedzieć, co się wydarzyło. Kiedy w końcu zaczyna przypominać sobie fragmenty zdarzeń, zostaje zamordowana. Tymczasem, w niemal opustoszałej wsi pośród lasów, trwa poruszenie. Zrozpaczona matka twierdzi, że jej córkę pochowano żywcem i próbuje rozkopać grób. Otwarcie trumny podsuwa nowe przesłanki do podejrzeń, że być może się nie myliła. To nie jedyne dziecko, które kobieta straciła. Dokładnie rok wcześniej zamordowano jej syna i odcięto mu głowę. Teraz policja znajduje czaszkę. Pojawia się myśl, że przyczyna śmierci chłopaka jest zupełnie inna niż podejrzewano. Aspirant Daniel Podgórski próbuje powiązać obie sprawy. Jednocześnie boryka się z pewną bardzo wrogo nastawioną koleżanką. Czy podinspektor Mari Carmen Sikora zdoła mu zaszkodzić? Jaki ma z tym związek dziwna lampa z napisem? I czy w lesie czai się… ten martwy?                                                                                    opis wydawcy

Martwiec to książka, po której wiedziałam mniej więcej czego się mogę spodziewać znając już wcześniejsze tomy, ale nie zmienia to faktu, że byłam również niezwykle ciekawa tego co tym razem autorka wymyśliła. Zaczęłam słuchać i od razu wciągnęłam się w historię. Puzyńska po raz kolejny zafundowała klimat malutkiej wioseczki, a także tzw. Szalone baby (z Kopp na czele) rozwiązujące zagadki równolegle do policjantów. Nie ukrywam, że wolałam Klementynę w mundurze niż w cywilu, ale nie zmienia to faktu, że jest moim zdaniem chyba najciekawsza postać z tego cyklu. Widzę tu powtórzenia pewnych schematów z poprzednich części, a sam motyw zboczonej podinspektor Carmen Sikory – wyjątkowo irytujący, jak cała postać, wyjątkowo nieznośna postać w moim odczuciu. Pomysł na fabułę jest naprawdę ciekawy, bardzo w klimacie Puzyńskiej, ale w moim odczuciu brakuje mi tutaj warstwy psychologicznej z pierwszych tomów cyklu. Dawka intrygi – mogłaby być większa, ale rozumiem, że jest to literatura obyczajowo-kryminalna, a nie czysty, rasowy kryminał. Muszę przyznać, że styl pisarski oraz język również są charakterystyczne dla autorki, tutaj akurat nic się nie zmieniło. 

Lata roboty w firmie nauczyły Klementynę jednego: wszyscy kłamali. Wszyscy. Czasem z błahych powodów. Czasem z ważniejszych. Czasem niewinnie, a czasem po to, żeby ukryć najgorsze. Kopp miała jedną radę. Nie ufać nikomu. Absolutnie nikomu.

Martwiec to książka całkiem w porządku, ale w moim odczuciu autorka w tym cyklu miała zdecydowanie lepsze momenty – ta trzynasta część nie należy do najlepszych, no i jest tutaj dla mnie zbyt mało warstwy psychologicznej. Ale nie zmienia to faktu, że uważam, że warto się zapoznać – zwłaszcza, jak się lubi literaturę obyczajowo-kryminalną. 

środa, 15 grudnia 2021

"Śreżoga" Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Śreżoga
Autor: Katarzyna Puzyńska
Cykl: Lipowo
Tom: dwunasty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Laura Berszka
Długość: 19 godz. 38 min.
Ocena: 4.5/6



To wasza robota. Ja tylko słucham, co powie mi trup.




Bardzo lubię całą serię o Lipowie i po dłuższej przerwie od niej - w końcu zaczęłam ją nadrabiać. Niedawno skończyłam jedenasty tom pt. Pokrzyk, którego zakończenie mnie dość mocno zaskoczyło. Zaraz skończonym odsłuchaniu tego tomu - zabrałam się praktycznie od razu za jej kontynuację pt. Śreżoga. W jednym i drugim przypadku audiobooki w świetnej interpretacji Laury Berszki. Zapraszam serdecznie na recenzję!

Ktoś czai się z siekierą w ciemności. Sierżant sztabowy Radosław Trawiński boi się, że to aspirant Daniel Podgórski, który odkrył, że śmierć jego partnerki nie była samobójstwem. Czyżby przyszedł się zemścić? Tymczasem w okolicy giną jeszcze trzy osoby. Właściciel zajazdu wygląda wprawdzie, jakby spokojnie zasnął, ale jego pracownica nie ma tyle szczęścia. Jej ciało zostaje brutalnie zmasakrowane. Kilkanaście kilometrów dalej, na cichej leśnej polanie, ktoś ustawił aparat fotograficzny. Jego obiektyw skierowany jest na porąbane ciało młodego mężczyzny. Tylko twarz pozostaje nienaruszona. Zamiast dłoni i stóp sterczą za to groteskowe ptasie nóżki. Ale to nie pierwszy raz, kiedy sprawca zabiera ze sobą trofeum. Dwa lata wcześniej ginie pewna młoda dziewczyna. Ona również zostaje w ten sposób okaleczona. Kim jest i dlaczego wygląda, jakby przybyła z przeszłości? Co oznacza dziwny znak, który rysuje pewna pisarka? I czy prawdą jest, że kto usłyszy dźwięk wrzeciona kikimory, ten umrze?                                                                                                                                         opis wydawcy

Śreżoga jest częścią pełną najróżniejszych bolesnych wspomnień i wydarzeń – dziecko Weroniki i Daniela, ich rozwód, wszystko po śmierci Emilii. To głównie z tego ostatniego punktu praktycznie od razu zabrałam się za kontynuację Pokrzyku, bo byłam niemiłosiernie ciekawa, jak rozwinie się sprawa i ta część historii. Katarzyna Puzyńska jak zawsze pokazała klasę, wymyślając ciekawy pomysł na fabułę i rozwijając go naprawdę dobrze, bo w końcu powstało niesamowite tomiszcze – w końcu w wersji papierowej całość ma blisko 900 stron. Wszystko napisane w lekki i niezobowiązujący sposób – nieskomplikowany, zwyczajny język, choć nie prostacki. Kolejne etapy lipowskiej historii rozwijają się naprawdę bardzo mocno, choć wciąż odnoszę wrażenie, że jest tu za mało kryminału w kryminale. Ogólnie naprawdę bardzo dobrze, że są wątki obyczajowe i są one doprawdy ciekawe, ale jednak jak na książkę plasującą się na kryminał – trochę zbyt mało mi tu intrygi, napięcia, zwrotów akcji. Pomysł naprawdę ciekawy, zrealizowany dość dobrze, ale albo całość zbyt rozciągnięta objętościowo (w sensie, że książka za długa), albo zabrakło intrygi, napięcia i szybciej biegnącej akcji. No cóż - takie są w końcu moje odczucia. W końcu to kryminał czy obyczajówka?

Śreżoga to część sagi o Lipowie, która spodobała mi się bardziej niż poprzedniczka. OD początku uważam, że nie są to jakieś wybitne arcydzieła literatury kryminalnej (bardziej czytadła), jednak jest to wciąż kawał dość dobrej, przyjemnej w odbiorze literatury. Fakt, ciągnący się nieco, ale jednak dalej naprawdę ciekawa literatura. Zdecydowanie ktoś, kto nie czytał całej serii od samego początku - zdecydowanie może się zgubić, ale miłośnicy serii mogą być zadowoleni. Ja jestem. Pomysł ciekawy, a ja już zacieram ręce na trzynasty i (jak na razie) ostatni tom sagi o Lipowie. Już nie mogę się doczekać!

poniedziałek, 6 grudnia 2021

"Czterdzieści dusz" Piotr Borlik

Tytuł: Czterdzieści dusz
Autor: Piotr Borlik
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 496
Ocena: 4/6



Nie można wiecznie nadstawiać drugiego policzka. Może kiedyś taka postawa odnosiła skutek, ale teraz źli ludzie nie mają żadnych hamulców.




Choć Piotr Borlik wydał już co najmniej dziesięć książek z gatunku kryminału i thrillera, po które sięgam z wielką przyjemnością (i horroru, po który sięgam zdecydowanie rzadziej). Ja jednak nigdy wcześniej nie słyszałam o tym autorze, więc – co za tym idzie – nigdy wcześniej nie czytałam żadnej z jego pozycji. Opis wydawcy na okładce jednej z nich dość mocno mnie zaintrygował – sięgnęłam więc z wielką przyjemnością po najnowszą, nienależącą do żadnego cyklu pt. Czterdzieści dusz. 

W klasztorze na odludziu, będącym schronieniem dla czterdziestu duchownych o nadwerężonej reputacji, dochodzi do makabrycznej zbrodni. Zamordowano opiekuna placówki, a jego ciało powieszono na krzyżu w ogrodzie. W obawie, że wybuchnie skandal, władze kościelne próbują zachować incydent w tajemnicy. Do sprawy zostaje wyznaczona młoda i niedoświadczona policjantka Sara Bednarek. Wyznaczona i… pozostawiona bez wsparcia. Sara szybko zdaje sobie sprawę, że jej przełożonym bardziej niż na odkryciu prawdy zależy na jak najszybszym wskazaniu kozła ofiarnego. Z uwagi na życiorysy duchownych, każdy z nich mógłby być mordercą. Sprawa się komplikuje, gdy dochodzi do kolejnej zbrodni.                                                                                                                                             opis wydawcy

Czterdzieści dusz jest książką podejmującą dość trudny temat, jeden z uderzających mocno w Kościół katolicki, jednak sam pomysł jest naprawdę ciekawy – to trzeba przyznać. Zaczęłam czytać całość naprawdę zaintrygowana – nie tylko opisem, ale także tym jak rozwinie się cała akcja. Zapowiadało się naprawdę fascynująco i mrocznie, jednak nie do końca tak było – w moim odczuciu zabrakło trochę intrygi i zwrotów akcji, bo momentami ewidentnie wiało nudą. Jak na dość obszerną książkę (niecałe 500 stron) – spodziewałam się bardziej rozbudowanej fabuły, szybszej akcji i większej dawki intrygi. Nie zmienia to faktu, że klimat jest doprawdy tajemniczy, a do tego kontrowersyjne osobowości, które jednak mogłyby być nieco bardziej dopracowane – przede wszystkim niedoświadczonej policjantki Sary Bednarek, która jest dla mnie zbyt mało wyrazista. Nie zmienia to faktu, że przekrój najróżniejszych postaci jak najbardziej zaskakujący i fascynujący – to trzeba przyznać. 

Wszyscy naokoło trąbią o równouprawnieniu i parytetach, ale w rzeczywistości była to tylko teoria. W pewnych kręgach wciąż dominowali mężczyźni myślący średniowiecznymi kategoriami.

Czterdzieści dusz to książka z ciekawym pomysłem, nie do końca wykorzystanym potencjałem. Sam autor pisał o tej książce, że to istny kij w mrowisko, a ja się z tym zdecydowanie zgadzam, ale całość mogłaby być bardziej dopracowana z większą dawką intrygi i bardziej wyrazistą główną postacią. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czytało mi się naprawdę szybko, ale i mogłoby być trochę bardziej ciekawie. Osobiście jestem na tyle zaintrygowana twórczością autora, że z chęcią sięgnę po inne jego pozycje.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję

piątek, 26 listopada 2021

"Pokrzyk" Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Pokrzyk
Autor: Katarzyna Puzyńska
Cykl: Lipowo
Tom: jedenasty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Laura Berszka
Długość: 13 godz. 18 min.
Ocena: 3.5/6


Była cholerna środa (...) Dzień. który nie należał ani do początku, ani do końca tygodnia.



Katarzyna Puzyńska jest zdecydowanie rozpoznawalna w świecie polskich kryminałów, a saga o Lipowie jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i najbardziej poczytnych serii kryminalnych na naszym rodzimym podwórku. Po krótkiej przerwie od owego cyklu po skończeniu Rodzanic zabrałam się za kolejną, już jedenastą część sagi o Lipowie pt. Pokrzyk autorstwa Katarzyny Puzyńskiej. Zapraszam serdecznie na recenzję i wycieczkę w okolice Brodnicy!

We Wnykach wszyscy wierzą, że jak ktoś odwiedzi stary dwór pod lasem, to umrze. Klątwa jest nieubłagana. Dotknie każdego, kto przekroczy próg. Weronika Podgórska trafia tam zupełnym przypadkiem. Wkrótce okazuje się, że będzie musiała wrócić, i to w towarzystwie osoby, której nienawidzi. W tym samym czasie niedaleko umiera pewna staruszka. Przy jej ciele przyłapano emerytowaną komisarz Klementynę Kopp. Kopp podejrzana jest już o jedno morderstwo. Aspirat Daniel Podgórski nie wierzy w jej winę, mimo że dawna koleżanka sama przyznała mu się do wszystkiego. Policjant rozpoczyna śledztwo na własną rękę, ryzykując oskarżenie o przekroczenie uprawnień służbowych. Depcze mu po piętach prywatny detektyw badający makabryczny wypadek sprzed czterdziestu jeden lat. Szybko okazuje się, że Nowakowski sam ma coś do ukrycia. Wydarzenia nabierają tempa, kiedy nocą słychać w lesie strzały, a stara maska klauna pęka na kawałki. Kto jeszcze zginie? Jak te wszystkie sprawy są ze sobą związane? Kim jest kobieta ze spaloną twarzą? A przede wszystkim: czyje ciało wisi na hakach w domku gościnnym?                                                                                                                          opis wydawcy

Pokrzyk to już moje kolejne spotkanie z prozą Puzyńskiej, a co za tym idzie – samą sagą o Lipowie. Po tym jak zakończenie poprzedniej części pt. Rodzanice zaintrygowało mnie niemiłosiernie – nie mogłam długo zwlekać z lekturą kolejnego tomu, żeby dowiedzieć się co u dobrze znanych bohaterów. Daniel – jak Daniel, z przyjaznego misia zrobił się niezdecydowany do reszty, a Weronika momentami niemiłosiernie mnie irytowała. Za to Klementyna jak zawsze barwna i niezawodna, a przy okazji mamy okazję odkryć jej kolejne tajemnice. Ponadto mamy rodzinne sekrety i konszachty, zdradę, odliczanie dni trzeźwości, a do tego zagadkowe maski clownów. Przez to, że byłam z sagą na bieżąco – odsłuchiwanie tej części zaczęłam w końcu krótko po skończeniu poprzedniego tomu – w fabułę wciągnęłam się wyjątkowo szybko. A z racji, że audiobooków słucham do prac domowych – niejednokrotnie owe prace przedłużałam specjalnie, bo nie mogłam się momentami oderwać od lektury. Jednak muszę przyznać, że jest tu rozwiniętych bardzo dużo wątków pobocznych – rozerwanych i rozpapranych, pozostawiających lekki niesmak. Jak Weronika (w końcu pani psycholog) wiercąca dziurę w brzuchu Danielowi o dziecko i nieumiejąca z nim porozmawiać, jak dorosły z dorosłym, zwłaszcza znając historię Daniela związaną z jego dziećmi… A relacje Weronika-Daniel-Emila zaczynają przypominać brazylijską telenowelę. A szkoda. Bo jednak wolałabym więcej intrygi i kryminału w kryminale niż wątków romansowo-dzieciowych. Na szczęście pióro autorki i postać Klementyny zdecydowanie ratują sytuację. Przynajmniej tyle. 

To zawsze było najważniejsze. Po której kto jest stronie. Bo prawda zawsze jest subiektywna i zależy od punktu widzenia.

Pokrzyk to część o Lipowie, która mnie nie zachwyciła, ale jednocześnie nie rozczarowała. Na pewno wielki plus za dość zaskakujące zakończenie. Seria ma lepsze tomy w swojej już kilkunastotomowej historii, ale miewa również gorsze, więc sumarycznie Pokrzyk jest przeciętny, ale skłaniający się ku tej lepszej stronie. Z racji owej mocno rozbudowanej warstwie obyczajowej – ktoś, kto nie czytał serii od początku zdecydowanie może się zgubić, ale miłośnicy serii mogą być zadowoleni. Mi zdecydowanie spodobał się motyw clowna, ukrywania się Klementyny i zaskakujące zakończenie. 

[...] nic proste nie jest. Ktokolwiek sądził inaczej, grubo się mylił. A każdy punkt widzenia sprawia, że przyglądasz się zupełnie innej historii.

sobota, 18 września 2021

"Rodzanice" Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Rodzanice
Autor: Katarzyna Puzyńska
Cykl: Lipowo
Tom: dziesiąty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Laura Breszka
Długość: 11 godz. 47 min.
Ocena: 4.5/6


Każdy ma w sobie wilkołaka, który ożywa, kiedy zostanie odpowiednio sprowokowany.



Rodzanice są już dziesiątym tomem sagi o Lipowie oraz dziesiątą książką spod pióra Katarzyny Puzyńskiej, którą przeczytałam. Kolejny tom, po którą w końcu sięgnęłam po dłuższej przerwie od tej serii, ale przyznam szczerze, że nie sądziłam, że ten cykl aż tak się rozrośnie. Stęskniłam się, więc zapraszam na recenzję!

Zbliża się krwawy superksiężyc. Mieszkańcy maleńkich Rodzanic boją się, że ta niezwykła pełnia uwolni z dawna uśpionego demona. Tymczasem na zamarzniętym, smaganym zimowym wichrem jeziorze znaleziono ciało zamordowanej dziewczyny. Jest przykryta kocem. Gdyby nie to, że jakieś zwierzę poszarpało jej rękę, wyglądałaby, jakby spokojnie spała. Tego samego dnia umiera pewna dziennikarka. W ostatnich słowach przestrzega byłą komisarz Klementynę Kopp przed wilkołakiem. Wkrótce emerytowana policjantka znika bez śladu... Pojawiają się sugestie, że to Kopp dokonała zbrodni. Tylko aspirant Daniel Podgórski wierzy, że dawna koleżanka jest niewinna. Jaki sekret skrywa sam Podgórski? Dlaczego odpowiedzi warto szukać w szklanej kuli? Ile prawdy jest w anonimie zapowiadającym śmierć wszystkich mieszkańców Lipowa? I kto tak naprawdę czai się w ciemności?                                                                                     opis wydawcy

Rodzanice są książką, charakterystyczną dla Puzyńskiej – wielowątkową, wielowarstwową, poza zagadką kryminalną zawierającą bogate tło obyczajowe, a tutaj także pojawiają się wierzenia Słowian, na co już może wskazywać tytuł będący nazwą maleńkiej miejscowości. Moim zdaniem owa dawka wierzeń dodaje całości tylko tajemniczości, a także intrygi i grozy. W książce można spotkać starzy, dobrze znani bohaterowie – Daniel Podgórski, Emila Strzałkowska, Weronika czy chociażby Klementyna Kopp odnajdująca się w nowej roli. Jednak – jak to zawsze u autorki – pojawiają się także nowi, jak chociażby mieszkańcy malutkich Rodzanic. Dla odmiany sięgnęłam po tę część w formie audiobooka w interpretacji Laury Breszki (tak jak pierwsze dwa tomy – Motylek i Więcej czerwieni). Muszę przyznać, że chętnie wróciłam do Lipowa w formie audiobooka właśnie, ale stwierdzam, że autorka dość mocno namieszała w życiu bohaterów. Z tych zmian najmniej polubiłam przemianę Daniela Podgórskiego, który z misiowatego i sympatycznego zmienił się w niepijącego alkoholika rzucającego mięsem na prawo i lewo. Jednak lektura wciągnęła mnie od samego początku, słowiańskie klimaty miały zdecydowanie swój urok. Zagadka z zaginięciami, porwaniami i anonimami – naprawdę intrygujące, ciekawe i dobrze wykorzystane jako pomysł. Wątek obyczajowy i historia rozpisana na kilku płaszczyznach czasowych – naprawdę ciekawe, ale w moim odczuciu mogło go być nieco mniej na rzecz wątku kryminalnego, a także mogłoby być więcej budowania napięcia, więcej akcji i kryminału w kryminale. Jednak wszystko łączy to wszystko z niebywałą klasą i naturalnością – nie ma tu sztucznego rozdzielenia między wątkami obyczajowymi a kryminalnymi, tylko po prostu trochę nie te proporcje, ale taki urok twórczości autorki. 

Czasem się nam wydaje, że nie ma wyjścia z sytuacji, że jesteśmy przyparci do muru, że została nam tylko czarna rozpacz. Ale ktoś mądry kiedyś mi powiedział: zawsze możesz to zrobić jutro. Zawsze możesz odejść jutro. Jeszcze nie dziś. I tak zawsze czekałam do jutra. I wiesz co? Następnego dnia z reguły okazywało się, że jest lepiej.

Rodzanice są książką ciekawą i zdecydowanie wartą przeczytania, ale jednak jako kontynuację serii – nie znając wcześniejszych części można się pogubić i nie nadążać za akcją. No i w moim odczuciu ta część wypada lepiej niż Nora. Zdecydowanie już się nie mogę doczekać, jak sięgnę po kolejny tom sagi, mam nadzieję, że przerwa między kolejnymi tomami będzie krótsza niż między poprzednim a aktualnym. Lipowo ma zdecydowanie swój klimat.

wtorek, 26 maja 2020

"Nora" Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Nora
Autor: Katarzyna Puzyńska
Cykl: Lipowo
Tom: dziewiąty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 816
Ocena: 3.5/6



Czasem emocje okazywały się zbyt trudne, żeby od razu sobie z nimi poradzić.





Twórczość Katarzyny Puzyńskiej i jej sagę o Lipowie pokochałam od samego początku. Już od pierwszego tomu pt. Motylek. Minęło sporo czasu, od kiedy przeczytałam ósmy tom pt. Czarne narcyzy, ale w końcu wygrzebałam swoich kartonach z książkami część kolejną pt. Nora. No niestety, to właśnie w większości mieszkały w kartonach moje książki w 2019 roku – roku trzech przeprowadzek, no ale tak bywa. Ale zdążyłam się stęsknić za Lipowem iż tym większą przyjemnością sięgnęłam właśnie po Norę, będącą już dziewiątą częścią tego cyklu. 
Berenika jest zbuntowana i lubi chadzać własnymi ścieżkami. Po raz kolejny znika z domu. Jednak tym razem wszystko wydaje się być nie tak, jak zazwyczaj. Co gorsza w sprawę zaangażowany jest ojciec jednego z policjantów. Tymczasem w odległym o kilkadziesiąt kilometrów szpitalu psychiatrycznym zostaje zabita pacjentka. Na kilka godzin przed śmiercią wysyła enigmatyczną wiadomość z prośbą o pomoc. Czyżby wiedziała, że ktoś targnie się na jej życie? Jaki ma z tym wszystkim związek brutalnie okaleczone ciało odnalezione obok niedziałającej już dawno karuzeli? Co kryje studnia w zagajniku wśród pól? Czy aspirant Daniel Podgórski uporządkuje wreszcie swoje życie prywatne i zdoła powstrzymać mordercę zanim zginie ktoś jeszcze?
                                                                      opis wydawcy

Po Norę sięgnęłam z dużą tęsknotą za Lipowem i sporą sympatią do tego cyklu. W końcu nie bez przyczyny sięgnęłam po wcześniejsze części tej serii i regularnie je czytałam. Jak ja się stęskniłam za uroczym Lipowem i bohaterami tego cyklu. Znając już pióro, styl i pomysły Katarzyny Puzyńskiej – wiedziałam czego mniej więcej można się spodziewać po tej serii i powiem szczerze, że wcale się tym razem nie zawiodłam. Książka jest obszerna (w końcu ponad 800 stron), ale podejmuje wiele wątków, a autorka umiejętnie łączy kryminał z wątkiem obyczajowym i kryminalnym. No i troszkę z romansu się znajdzie – w końcu jest Daniel Podgórski i dwie kobiety - Emilia Strzałkowska będąca matką jego nastoletniego syna oraz jego była partnerka imieniem Weronika. A w mojej głowie wciąż pytanie – zejdą się czy nie? Nora jest pełna ukrytych powiązań i związków, z czego niezmiernie się cieszę się, bo lubię różne obyczajowe zawiłości w tej serii. Było sporo Klementyny Kopp, którą bardzo lubię. A i dzięki niej, a i zarówno jak i dzięki pióru i pomysłowi autorki – akcja książki toczy się żwawo, sprawnie i ze sporą werwą, a całość czyta się szybko i przyjemnie. No i pomysł na śledztwo bardzo ciekawe – zmieszany ojciec policjanta, ksiądz, eks-ksiądz, właściciel sieci restauracji – sporo postaci i zawiłości i wszystko powiązane w naprawdę interesujący sposób. I do tego intrygujący, nie do końca jednoznaczny tytuł, co zresztą jest dość charakterystyczne dla autorki. Szkoda tylko, że postać Daniela wciąż tak irytująca… No, ale cóż… Pozostaje mieć nadzieję, że późniejszych tomach może coś się zmieni. Jednak nie zmieniła się jedna rzecz – całość naprawdę ciekawa i zrealizowana w równie interesujący sposób. 

Dla wielu ludzi pies to tylko zwierzę. Dla niej Igor był przyjacielem. Kimś najbliższym. Jedyne, czego pragnęła teraz, to zemścić się za jego śmierć.
Czy polecam Norę? Zdecydowanie. Choć wątek kryminalny bardzo ciekawy i naprawdę dobrze zrealizowany – odradzam czytanie bez znajomości wcześniejszych tomów, bo jednak wątek obyczajowy jest dość mocno rozbudowany w tej serii i istnieje doza prawdopodobieństwa, że można by się pogubić i stracić przyjemność z czytania. Ja zdecydowanie nie będę tak długo czekać na kolejny tom i czym prędzej się zabiorę. Ja jestem zdecydowanie na tak, choć bywały lepsze momenty w tej serii, ale jednak co Lipowo, to Lipowo.
Czasem warto powalczyć o uczucia. Nawet jeśli to oznacza, że ryzykujesz, że się zbłaźnisz albo poczujesz się zraniona.