Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Sonia Draga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Sonia Draga. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 grudnia 2022

"Kobieta w klatce" Jussi Adler-Olsen

Tytuł: Kobieta w klatce
Autor: Jussi Adler-Olsen
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Sonia Draga
Czyta: Janusz Zadura
Długość: 14 godz. 18 min.
Ocena: 5/6


Na tym świecie nic nie jest proste. Nawet wiosna nie trwa w nieskończoność, a największy ból sprawia ponowne jej doświadczenie.




Za twórczość Jussi Adler-Olsen zbierałam się już naprawdę dość długo, chociaż nie wiem czemu po samym imieniu i nazwisku sądziłam, że to kobieta, a to jednak mężczyzna, co zupełnie nie zmieniło mojego podejścia do pisarza. Przeczytałam czy usłyszałam (już nie pamiętam) o tym autorze już lata temu, a jego pozycje kusiły mnie już od samego początku. Dopiero teraz, w ramach wyzwania Abecadła z pieca spadło zmotywowałam się, żeby zabrać się za książki napisane przez tego duńskiego pisarza – wybór padł na pierwszy tom cyklu Departament Q pt. Kobieta w klatce. 

W roku 2002 z pokładu promu kursującego między Rødby a Puttgarden znika młoda piękna parlamentarzystka, Merete Lynggaard. Nie ma żadnych świadków zdarzenia ani śladów zaginionej. Policja podejmuje zakrojone na szeroką skalę śledztwo, jednak bez rezultatów. W roku 2007 zostaje utworzony Departamentu Q, specjalny wydział policji zajmujący się nierozwiązanymi sprawami sprzed lat. Na jego czele staje Carl Mørck z kopenhaskiego wydziału zabójstw. Mørck wraz ze swoim tajemniczym arabskim asystentem Assadem przejmuje śledztwo w sprawie Merete i szybko orientuje się, że jej zniknięcie nie było nieszczęśliwym wypadkiem. Czy kontrowersyjny policjant wraz z ekscentrycznym pomocnikiem zdołają zakończyć koszmar kobiety, nim sami padną ofiarą szaleńczego planu?                                                                              opis wydawcy 

Kobieta w klatce to książka, której byłam bardzo ciekawa i bardzo szybko się w nią wciągnęłam – na tyle, że na siłowni wolałam jej słuchać niż mojej ulubionej playlisty do ćwiczeń. Muszę przyznać, że sam pomysł na fabułę jest naprawdę ciekawy – dziwny Departament Q, kwestia zamknięcia, zaginięcia, a do tego tajemniczy wypadek sprzed lat. Całość podzielona na dwie warstwy fabularno-czasowe, co wyjątkowo lubię w książkach. Tutaj dodatkowo pojawia się miejsce na zaburzenia psychiczne wywołane traumami, co jako przyszłego psychologa wyjątkowo mnie cieszy i fascynuje. Sama akcja mogłaby się toczyć trochę szybciej, bo w sumie dość łatwo się domyślić, że dwie warstwy czasowo-fabularne się ze sobą łączą. Jednak nie da się zaprzeczyć, że główny wątek kryminalny jest dość dobrze wyeksponowany, a wątki poboczne – te obyczajowe – są naprawdę ciekawym i fascynującym tłem, a nie wychodzą na pierwszy plan. Całość jest napisana w sposób w przyjemny w odbiorze język i styl, okraszonej odpowiednią ilością całkiem przyjemnych i zabawnych dialogów. No i bohaterowie – wykreowani w naprawdę ciekawy, momentami zabawny sposób. Szczególnie do gustu przypał mi do gustu główny duet Mørck i Assad, co sprawia, że z chęcią sięgnę po ich kolejne przygody. Wszystko sprawiło, że całość słuchało mi się naprawdę dobrze, zwłaszcza w interpretacji Janusza Zadury, którego (jako lektora) znam dość dobrze już wcześniejszych lektur. 

Nie wiedział zbyt wiele o samej śmierci. Tylko tyle, że może być nieprzewidywalna jak uderzenie pioruna albo nieskończenie spokojna, gdy już nastąpi. 

Kobieta w klatce to kawał naprawdę całkiem dobrego kryminału, a ponadto jest to lektura całkiem ciekawie rozpoczynająca serię i osobiście z wielką przyjemnością sięgnę po kolejne tomy tej serii – myślę, że nawet całkiem niedługo. W moim odczuciu jest to książka, którą zdecydowanie mogę polecić – moim zdaniem naprawdę kawał całkiem dobrej literatury kryminalnej. Myślę, że miłośnikom gatunku zdecydowanie może się spodobać, ale również tym, którzy dopiero zamierzają się z nim zapoznać.

Książka bierze udział w wyzwaniu

niedziela, 29 kwietnia 2018

"Dar języków" Sabine Hofmann, Rosa Ribas

Tytuł: Dar języków
Autor: Sabine Hofmann, Rosa Ribas 
Cykl: Ana Martí
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 488 
Ocena: 4/6



Nie miała ani wielkich przyjaciół, ani - tym samym - prawdziwych wrogów, jedynie kilka osób jej nie lubił.




Dar języków to książka kupiona w ciemno przez moją mamę jako prezent urodzinowy dla mnie. Mama nie ogarnia dokładnie świata kryminałów, ale sama czyta dość sporo, więc czasami dostanę coś z obyczajówek, czyli bardziej jej klimatów, albo kryminał kupiony w ciemno. Ja nie czekałam długo i zabrałam się za jej czytanie... 

Barcelona, rok 1952.
Barcelona za kilka tygodni będzie gospodarzem Kongresu Eucharystycznego i z odgórnego nakazu wizerunek miasta ma być nieskazitelny, ponieważ w grę wchodzi uznanie Reżimu na arenie międzynarodowej. Ana Martí, dziennikarka do tej pory zajmująca się kroniką towarzyską w dzienniku „La Vangardia”, dostaje odpowiedzialne zadanie – będzie relacjonować sprawę zabójstwa Mariony Sobrerocca, wdowy znanej w kręgach barcelońskiej burżuazji. W trakcie śledztwa Ana znajduje nowe tropy, oddalające się od oficjalnie przyjętej wersji wydarzeń, i prosi o pomoc swoją kuzynkę Beatriz Noguer, wybitną lingwistkę. Coś, co początkowo wydaje się zwykłą poradą językoznawczą, rozwija się w szereg kolejnych odkryć – w sprawę okazują się zamieszane najbardziej wpływowe osobistości barcelońskiej socjety… We wrogim środowisku, zdominowanym przez korupcję i przemoc, inteligencja i odwaga Any oraz wiedza i umiejętności Beatriz będą ich jedyną bronią, niezbędną do rozwiązania zagadki zabójstwa.
                                                                  opis z okładki

Dar języków to książka, w której nie pokładałam jakiś wielkich nadziei. Jasne, byłam jej ciekawa, jak praktycznie każdej nowej książki, ale jednak nie znałam autorek, nigdy wcześniej nie słyszałam o tej pozycji zupełnie nic, więc zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Zaczęłam czytać i wciągnęłam się na tyle, że przeczytałam ją w ciągu jednego dnia, w którym miałam zajęcia... Co mi się w niej spodobało? Przede wszystkim to, że miałam okazję przenieść się w czytanych przeze mnie kryminałach do innych miejsc niż Polska, Skandynawia czy USA... Jednak z racji tego, że nigdy nie byłam w Katalonii, w tym w Barcelonie, jakoś nie do końca mogłam się odnaleźć w tych klimatach. Spodobało mi się także to, że w prowadzonym śledztwie były pokazane silne postacie kobiece... Jednak po skończonej lekturze nie poczułam jakiegoś zachwytu... Może z racji nieumiejętności odnalezienia się w katalońskim literackim środowisku.. Może nie do końca moje klimaty, może z racji tego, że coś nowego i zupełnie innego... Pomysł jednak ciekawy, zwłaszcza, że można zobaczyć także świat za czasów dyktatury Franco. Nie jest to arcydzieło rzucające na kolana, ale zdecydowanie dość interesująca i wciągająca książka...  

Dar języków to pierwszy tom serii z Aną Martí i pierwszą autorstwa duetu Sabine Hofmann i Rosy Riba, jaką miałam okazję czytać. Myślę, że kiedyś sięgnę kiedyś po inne książki tych autorek, być może nawet i po kontynuację cyklu. Komu mogę polecić Dar języków? Miłośnikom Katalonii i silnych kobiet w literaturze, a także tych którzy liczą na dość ciekawy kryminał, w trochę innym klimacie. 

czwartek, 8 sierpnia 2013

3096 dni

Tytuł: 3096 dni
Autor: Natascha Kampusch
Współpraca: Heike Gronemeier i Corinna Milborn
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 280
Ocena: 5/6



Nic nie jest tylko czarne albo tylko białe. I nikt nie jest tylko dobry albo tylko zły.






3096 dni to długi okres, prawda? Bo ileż można zrobić w ciągu 8,5 roku swojego życia? Można napisać maturę, skończyć studia, zostać rodzicem, zrobić karierę... z 10-latki osiągnąć pełnoletniość, przemienić się z dziecka w kobietę, przeżyć swoją pierwsze młodzieńcze zauroczenie czy pocałunek... A jak ten okres spędziła Natascha Kampusch? Niech ona sama nam o tym opowie...

3096 dni jest poruszającą książką, a której autorka opowiada o swoim dzieciństwie krótko przed porwaniem, a przede wszystkim dowiadujemy się jak ono wyglądało, a także jak wyglądało życie owej dziewczyny podczas jej 3069 dni więzienia przez Wolfganga Priklopila – niepozornego 35 – latka, który okazał się mieć spore zaburzenia psychiczne. Jest to przede wszystkim opowieść o piekle, jakie udało się przetrwać Nataschy...

Natascha Kampusch dziś
3096 dni to książka, której nie da się przeczytać, bez zastanawia się nad ludzkim okrucieństwem z jednej strony i o wielkiej sile i chęci przetrwania z drugiej... Pojawia się myśl: Człowiek człowiekowi bliźnim czy wilkiem? Wracając do samej książki, jest to historia zdecydowanie warta poznania, bez dwóch zdań. A dlaczego? Opowiada ona naprawdę poruszającą, prawdziwą historię... Słyszał w wiadomościach chyba każdy. Nawet ja, która nie ogląda namiętnie wszystkich kanałów w poszukiwaniu newsów, usłyszałam o tej sprawie, a dzięki tej książce, możemy się dowiedzieć o tym, jak to wszystko wyglądało oczami porwanej, która po kilku latach od ucieczki czuła się na tyle silna, żeby o tym opowiedzieć... Jednak nie jest w stanie przekazać wszystkiego, zawłaszcza momentów wykorzystywania seksualnego. Jeżeli więc ktoś liczy na dokładne opisy makabrycznych chwil, to niech lepiej nie sięga po tę pozycję. Momentami zastanawiałam się, czemu Natasha nie wykorzystała wcześniejszych możliwości ucieczek, które miała... Widocznie tu pojawia się zwielokrotniony syndrom sztokholmski i silne przywiązanie do oprawcy... Zresztą sama nie wiem jak zachowałabym się w takiej sytuacji. Co do języka, to nie ma co oczekiwać wysokiego poziomu, skoro książka została napisana przez amatorkę, jednak widać pomoc literacką dwóch kobiet: Heike Gronemeier i Corinny Milborn. Choć cała historia jest wstrząsająca, a książkę chciałam przeczytać już dawno, to jednak mam po niej ciut mieszane uczucia, no ale cóż... Napewno nie jest to książka dla wszystkich. Sama nie do końca, wiedziałam czego się po niej spodziewać, jednak wiem, że książka na długo zostanie w mojej pamięci.
Natascha przed porwaniem, Wolfgang Priklopil, Natascha po ucieczce

niedziela, 4 sierpnia 2013

Krucyfiks





Tytuł: Krucyfiks
Autor: Chris Carter
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 424
Ocena: 5.5/6








Co powiecie na książkę, w której głównym wątkiem są zabójstwa? Ale dokonane przez seryjnego mordercę, który zostawia swoisty podpis? A co jeżeli okaże się, że być może być religijnym fanatykiem? Taką książkę postanowił stworzyć Chris Carter nadając jej tytuł Krucyfiks.

Bohaterem tej książki jest detektyw Robert Hunter, który od początku jest zaangażowany w sprawę owego mordercy, nazwanego przez media Krucyfiksem. Mimo że aresztowano i skazano na śmierć człowieka, który sam przyznał się do owych zabójstw, nasz detektyw od początku nie był pewny, czy to aby na pewno był on. A w okolicach pojawiają się nowe zwłoki idealnie pasujących do tych, do których przyznał się aresztowany. Czy to był ktoś wrobiony? Czy może to jakiś naśladowca? Czy Robert rozwiąże zagadkę?

Chris Carter
Krucyfiks jest jedną z tych siedemdziesięciu pięciu książek (!), które mój Ukochany podarował mi w ciągu cudownych, wspólnych 15 miesięcy razem. I jest jedną z tych, którą sam postanowił przeczytać, zanim mi ją podarował. Jego pozytywnych opinii nie było końca. Jednak dopiero teraz się za nią zabrałam. I uważam, że jest to jeden z najlepszych thrillerów, jakie w ogóle kiedykolwiek czytałam. Dlaczego? Otóż pierwszym czynnikiem jest nader ciekawy pomysł na fabułę, jak najbardziej wykorzystany przez autora – debiutanta (!), który akcję prowadzi tak, że czytelnik jest w stałym napięciu i z niecierpliwością oczekuje zaskakującego zakończenia. Muszę przyznać, że zupełnie nie tego się spodziewałam na końcu! Nie tego się domyślałam! Zwłaszcza interesujące było wykorzystanie tematu fanatyzmu religijnego, który przewija się w tej książce, a można domyślić się po tytule. Do tego, coś co przykuwa uwagę, to jakże ciekawe wykreowanie głównych bohaterów - detektywa Robert Hunter oraz jego partnera, z którym od niedawna pracuje. Ach, ta spostrzegawczość i dociekliwość, porównywalne z Sherlockiem Holmesem. Czyta przyjemność czytania i rozwiązywania zagadki!

Jeżeli szukasz thrillera z seryjnym zabójcą, ciekawą fabułą i zagadką, wciągającą i trzymającą w napięciu już od pierwszej strony – to Krucyfiks jest dla Ciebie! Polecam, bo naprawdę świetna książka!

niedziela, 2 czerwca 2013

Pięćdziesiąt twarzy Greya


Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Greya
Autor: E.L.James (Erika Leonard)
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ocena: 0/6

Balansujemy na delikatnej huśtawce, którą stanowi nasz dziwny układ – na samych końcach, wahając się, a ona chwieje się niebezpiecznie. Oboje musimy przejść bliżej środka. Mam jedynie nadzieję, że żadne z nas podczas tej próby nie spadnie.

Od kilku dobrych miesięcy wszyscy się zaczytują w owej bestsellerowej trylogii książek o Greyu, w mediach aż wrze od pseudotwórczości (twórczością prawdziwą bałabym się to nazywać) pani James i wielu ludzi aż sika z podniecenia na choćby jedno słowo o tej serii. A co w niej takiego wyjątkowego? I ja postanowiłam się o tym przekonać, chociaż ewidentnie nie miałam na nią ochoty, jednak ktoś chciał poznać moją opinię o Pięćdziesięciu twarzach Greya.

O fabule tej pozycji nie ma co nawet pisać, bo czytając ją miałam wrażenie, że jej akcja jest równie rozbudowana, jak zlepek kilku filmów porno. No cóż... Kilku bohaterów na krzyż, a cała akcja to wstęp, seks, wyrzuty sumienia, ochota na bzykanko, seks, wyrzuty sumienia, ochota na bzykanko, seks, wyrzuty sumienia, ochota na bzykanko, seks i po raz kolejny wyrzuty sumienia będące zakończeniem. No cóż, jak widać nie jest ona zbyt rozbudowana ani fascynująca, często wręcz irytująca.

Do Pięćdziesięciu twarzy Greya podeszłam z wielką dozą sceptycyzmu, więc dlatego moje rozczarowanie po skończeniu lektury nie było aż tak wielkie, ale jednak nasunęło się kilka przemyśleń. Po pierwsze, o co chodziło autorce, kiedy tworzyła tę książkę, co chciała przekazać. Jakieś wartości? Wydaje mi się, że niekoniecznie, bo moim zdaniem jedynym przesłaniem płynącym z tej książki jest jedno wielkie stwierdzenie, że seks jest fajny i to wokół niego powinno się wszystko kręcić. Nie mówię, że to jest do kitu, niehigieniczne i obrzydliwe, ale czy to on ma być centrum wszystkiego? Podniecenie czytelnika? No, chyba tak, choć ten sam efekt, ba, nawet lepszy i to w zdecydowanie krótszym czasie, da obejrzenie pornosa. Więc z czego wynika taka popularność tej książki? Sama nie wiem? Czy z tego że ludzie chcą zaspokoić swoje seksualne potrzeby i fantazje, a lepiej się przyznać, że przeczytało się książkę niż obejrzało film dla dorosłych z pięknymi paniami nadmuchanymi sylikonem piersiami? No na to wychodzi. W dzisiejszych czasach seks i nagość są wszędzie. Płaskie brzuchu i roznegliżowane ciała wyskakują w Internecie, są w reklamach dachówek, samochodów czy nawet batoników. (Tak swoją drogą, czy to nie przesada? Przecież te reklamy oglądają także dzieci!). Do tego w większości filmów są sceny łóżkowe, często pokazane w bardzo dobitny i jednoznaczny sposób. Także w wielu książkach pojawia się motyw miłości cielesnej. Wszystko fajnie i pięknie, jeżeli jest to tylko mało znaczący wątek w książce, będący jakimś przerywnikiem czy czymś takim. Ale żeby pisać książkę, której fabuła opiera się tylko i wyłącznie na tym? Jak dla mnie przesada. I nie dość, że akcjaPięćdziesięciu twarzy Greya kręci się wokół jednego, to jeszcze jest napisana językiem banalnym, mało literackim, momentami wręcz prymitywnym. Przyznam szczerze, że tak naprawdę nie potrafię znaleźć w książce nic co uznałabym za ciekawe. Jak dla mnie gniot w najczystszej postaci i to w dodatku taki, którym wielu ludzi się zachwyca, a media opiewają go bestsellerem. Jak dla mnie jest w tym wszystkim coś niezrozumiałego. Ja tylko się ciesze, że czytałam ją na tablecie jako darmowego e-booka i nie wydałam na nią ani grosza. Gdybym ją kupiła, to byłyby to najgorzej zainwestowane pieniądze w moim życiu, a po kolejne części nawet nie zamierzam sięgać.

Reasumując, Pięćdziesiąt twarzy Greya to książka z serii bez kija nie podchodź. Nie polecam jej nikomu, bo po co marnować na nią czas i pieniądze? Naprawdę nie warto. Jeżeli szukasz podniecenia, to naprawdę lepiej będzie jak obejrzysz sobie taki jeden filmik dla dorosłych. Uwierz na słowo. Istne 50 odcieni irytacji!


Też tak to widzę;)

sobota, 23 lutego 2013

Sekret Freuda

Tytuł: Sekret Freuda
Autor: Jed Rubenfeld
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 480
Ocena: 2.5/6



W szczęściu nie kryje się żadna tajemnica. Wszyscy ludzie nieszczęśliwi są do siebie podobni: przywiera do nich jakieś dawno minione wydarzenie (albo oni przywierają do niego).






Teorie Freuda bardzo mnie interesują, a wszystko zaczęło się w momencie kiedy znalazłam stary podręcznik do psychiatrii, jeszcze z czasów studenckich mojego taty. Dlatego też postanowiłam przeczytać książkę zatytułowaną Sekret Freuda i to w ramach wyzwania Z literą w tle.

Freud jest znanym uczonym, który zrewolucjonizował swoimi teoriami psychiatrię z początku XX wieku. Po wyjeździe do Nowego Jorku w 1909 roku, nie chciał o nim nikomu mówić ani wyjawić co tam się stało. Jed Rubenfeld postanowił odtworzyć ten wyjazd i fikcją literacką wypełnić ten okres. Akcja książki dzieje się właśnie w Nowym Jorku i właśnie nam przyjeżdża doktor Zygmunt Freud. Dzień po jego przyjeździe do tego miasta została znaleziona związana i uduszona młoda kobieta. O pomoc w rozwiązaniu sprawy zostaje poproszony najwierniejszy uczeń tytułowego uczonego – dr.Stratham Younge, który jednak wciąga w tą sprawę swojego Mistrza i nauczyciela. Mają wspólnie odnaleźć sprawcę. Czy im to się uda? Czy Freud i Young będą w stanie nakreślić jego portret psychologiczny? Jak skończy się ta sprawa?

W stosunku do tej książki miałam dość spore oczekiwania, może nawet zbyt duże. Bowiem rozbiły się one jak morska fala o betonowy mur… Sekret Freuda czytałam dość długo, przez wiele dni nie mogłam jej zmęczyć i nie czułam wewnętrznej potrzeby skończenia się jak najszybciej. Ale to nie dlatego, że chciałam się nią delektować, skądże znowu. Jak dla mnie akcja nie jest ani wartka ani ciekawa. Jak dla mnie książka dość rozwleczona. Postać Freuda bardzo mnie fascynuje, jego teorie dziś są już bardzo znane, a mi się marzy przeczytanie jego Wstępu do psychoanalizy. Sekret Freuda jest podobność zajmującym Thrillerem historycznym. No cóż… ja tu nie znalazłam nic zbyt pociągającego. Akcja… Zagmatwana trochę jak dla mnie, zero jakiegokolwiek polotu, klimatu czy wartkości. Generalnie książka niezbyt zaskakująca, a sposób jej prowadzenia pozostawia sobie wiele do życzenia, zresztą tak samo jak cała pozycja. Niby czego można się spodziewać po debicie, no ale jednak… Oczekiwałam thrillera z szybką, ciekawą akcją i znacznie większą dozą nowojorskiego klimatu. Ja się na niej zawiodłam i generalnie uważam, że szkoda czasu na nią. Zastanawiałam się nad niższą oceną, jednak sama postać mojego ulubionego psychiatry względnie uratowała sytuację. I tak podczas lektury tej pozycji zastanawiałam się gdzie w tej książce jest ten Freud, który sprawił, że sama chciałam być psychiatrą… No coż….

sobota, 9 lutego 2013

Przyjaciółka diabła

Tytuł: Przyjaciółka diabła
Autor: Peter Robinson
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 456
Ocena: 3/6


Jako społeczeństwo odrzuciliśmy prawo do zabijania ludzi, ale ktoś wziął sprawę w swoje ręce i poderżnął jej gardło, kiedy była całkowicie bezbronna.







Przyjaciółkę diabła dostałam któregoś dnia od mojego cudownego Księcia z bajki, tak po prostu, bez okazji. Teraz w ramach wyzwania Zliterą w tle (na luty literka R) postanowiłam ją przeczytać i podeszłam do niej z dość dużym entuzjazmem.

Pośród nadmorskich klifów zostaje znalezione ciało sparaliżowanej kobiety, która ma podcięte gardło i to jest prawdopodobnie przyczyna jej śmierci. Tą sprawą zajmuje się pani inspektor - Anna Cabbot. Kilka kilometrów od miejsca pierwszej zbrodni, w Eastvale, zostają znalezione zwłoki dziewiętnastolatki, która przed śmiercią została zgwałcona i uduszona, a to wszystko działo się w centrum miasta. Tą drugą sprawą zajmuje się detektyw Banks. Prowadzący obydwie sprawy będą musieli połączyć siły, żeby rozwiązać owe tajemnicze śmierci. Po czasie odkrywają prawdziwą tożsamość chorej kobiety z poderżniętym gardłem. Czy inspektor z detektywem rozwiążą sprawy? Co łączy owe dwa zabójstwa? Morderca był jeden czy było ich dwóch?

Do Przyjaciółki diabła podeszłam z dość sporym entuzjazmem oczekując dobrego kryminału, a tu lipa. Sama historia nader banalna i powtarzalna. Dwa pozornie ze sobą nie powiązane morderstwa, później okazuje się, że coś je łączy, a morderca jest jeden. Jakież to powtarzalne. Nie wyróżnia się niczym, nie trzyma w napięciu, nie zaskakuje… Styl pisania też nie porywa, prosty, nie zachwyca. Autor nie wniósł do gatunku niczego nowego, choć można przeczytać wiele recenzji opiewających twórczość Robinsona. Mnie jego twórczość nie zachwyciła ani trochę. Pozycja, nader przeciętna i niczym mi nie zaimponowała mi niczym i zostawiła po sobie pewien niesmak. Jak dla mnie szkoda czasu na tę pozycję. Zdecydowanie.


czwartek, 10 stycznia 2013

W objęciach strachu

Tytuł: W objęciach strachu
Autor: Kay Hooper
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 264
Ocena: 3/6


Skoro w twoim życiu pojawiło się coś, czego nie potrafisz kontrolować, to strach jest oczywisty. To naturalna reakcja, zupełnie niezależna od wszystkich treningów. A jeżeli wypływa z twojego wnętrza, musi tak się skończyć.





W objęciach strachu kupiłam kiedyś na wyprzedaży Matrasie, bodajże za niecałe 10 zł. Po czym odłożyłam na półkę, zajęta czytaniem innych pozycji. Teraz postanowiłam ją przeczytać i przyznam szczerze, że liczyłam na coś lepszego.

W książce poznajemy Riley Crane –agentkę specjalną, którą szef Grupy do Zadań Specjalnych, Noah Bishop, wysyła naszą agentkę na wyspę Opal, gdzie miała zbadać doniesienia o wydarzeniach owianych z wielką tajemnica i okultyzmem. Po przybyciu na miejsce znajduje sobie nocleg, nawiązuje kontakt z szeryfem. Później któregoś dnia budzi się w domku na plaży. Odkrywa wtedy jednocześnie, że jest całkowicie ubrana, z bronią przy sobie, a także ubrudzona starą, zaschniętą krwią. Co ciekawsze – nie potrafi sobie przypomnieć niczego z ostatnich trzech tygodni. Ostatnimi wspomnieniami jest właśnie kontakt z szeryfem i samo przybycie na wyspę. Chyba musiało stać się coś strasznego, skoro na jej ubraniach znalazła się właśnie krew. Lecz co stało się tak naprawdę? Czemu obudziła się właśnie w takiej sytuacji i czemu niczego nie pamięta? Cóż takiego ma w sobie ta wyspa? Czy ma to jakiś związek z okultyzmem?

W objęciach strachu jest skonstruowana według dość ciekawego, choć niezbyt skomplikowanego pomysłu. Trochę magii i okultyzmu nadaje książce specyficzny klimat, choć sam język i sposób pisania są proste i niewyróżniające się niczym. Książkę można zaklasyfikować do kategorii czytadło. I to takie lekkie i niezapadające w pamięć. Żadne tam wybitne arcydzieło, skądże znowu. W objęciach strachu jest pozycją dość banalną, pospolitą, przeciętną, a także naprawdę małowartościowa. Jak komuś się nudzi i nie ma nic innego, ciekawszego do czytania, może przeczytać. W innych przypadkach nie wiem czy w ogóle warto sięgać.

czwartek, 13 grudnia 2012

Grzech aniołów

Tytuł: Grzech aniołów
Autor: Charlotte Link
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 304
Ocena: 2/6


Jeśliby bowiem kiedykolwiek nazwał ów ból po imieniu, stałby się on rzeczywistością. A wówczas nigdy więcej nie mógłby postępować tak, jakby ten ból nigdy nie istniał.






Charlotte Link jest popularną niemiecką pisarką znaną z takich książek jak Dom sióstr, Obserwator czy Drugie dziecko, lecz to właśnie Grzech aniołów jest moim pierwszym spotkaniem z autorką. Czy będą następne? Nie mam pojęcia.

Janet i jej mąż Philip są przykładnym małżeństwem, którzy prowadzą biuro doradztwa podatkowego, a ich syn Mario jest jednym z najlepszych studentów  prawa. Nikt nawet nie podejrzewa, że mają oni jeszcze drugiego syna – bliźniaczego brata Maria imieniem Max. Ów drugi syn ostatnie lata spędził w klinice psychiatrycznej i mają go zwolnić, w końcu ma wrócić do domu, lecz jednak ojciec chłopaków nie chce Maxa przyjąć na łono rodziny i to w czasie kiedy Mario wyjechał ze swoją ukochaną na wakacje.  Ich matka kocha ich nad życie i zrobi dla nich zupełnie wszystko, jej podobni do siebie jak dwie krople wody synowe zawsze byli dla niej najważniejsi, więc dlatego pojechała nawet za synem do Prowansji  wpadając jednocześnie w panikę. Co było jej przyczyną? Dlaczego w nią wpadła? Czy ma przed swoimi ukochanymi synami jakieś tajemnice?

Wybaczyć… ile jeszcze razy? Być może wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej, gdyby jej wtedy wybaczył. Gdyby zdecydował się na rozstanie i oszczędził sobie tych lat pełnych kłamstw i nieszczerej harmonii.

Oj tak, po wielu recenzjach książek tej autorki od dawna miałam ochotę się z nią zapoznać, no i nadarzyła się taka okazja. Kupiwszy Grzech aniołów czym prędzej zabrałam się za czytanie i przyznam szczerze, że się przeliczyłam. Akcja mnie nie porwała, ani nie zapada jakoś w pamięć. Jest to lektura tak naprawdę na jeden wieczór, czyta się szybko, ale nie jest to arcydzieło, o  nie… Język nie jest wybitny, a po przeczytaniu tak naprawdę nie wiedziałam o co niej chodzi i co autor miał na myśli. Brakowało mi w niej czegoś. Generalnie trochę szkoda czasu na nią, ale to jest tylko moje zdanie. Może akurat komuś się spodoba, a ja sama nie wiem czy jeszcze dam jej szansę...

poniedziałek, 8 października 2012

Upiorny zegar

Tytuł: Upiorny zegar
Autor: Maxime Chattam
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 512
Ocena: 6/6

Jestem... zainteresowany, momentami podekscytowany, przyznaję, gdyż dotykamy delikatnej materii naszej cywilizacji, najwyższego tabu: morderstwa.








1900 rok. Paryż.
W tym roku zostaje otwarta Wystawa Światowa.
Zapalają się pierwsze elektryczne żarówki.
Guy de Timée, chcąc napisać nową powieść, wynajmuje poddasze w jednym z domów publicznych, w którym dochodzi do morderstwa jednej z kurtyzan. Okazuje się, że do podobnych morderstw na prostytutkach dochodzi w całym Paryżu. Wraz z jedną z jej przyjaciółek pisarz próbuje dojść do prawdy, do tego jak została zamordowana owa kobieta. Czy dowie się tego, jak to się stało? Czy znajdzie sprawcę?

Upiorny zegar jest książką magiczną. Już sam tytuł ma w sobie to coś. Do tego okładka jakby splamiona krwią, która w dodatku oddaje klimat Paryża z przełomu XIX i XX wieku, jego cuchnących uliczek, dorożek, kurtyzan zakamarków... I tylko zachęca, żeby tam pojechać. Jest książką pisaną zgrabnym językiem, a od książki nie sposób się nie oderwać. Już sama okładka woła: Przeczytaj mnie! Rzuć wszystko i zacznij czytać! Ciekawie skonstruowany kryminał osadzony w fascynujących czasach, wśród podkobiet jakimi były kurtyzany.


Cytaty z książki

Książki historyczne interesują się tylko wielkimi nazwiskami, nigdy zaś maluczkimi jak ty i ja, którzy piszą ową Historię własną krwią, a bez których nie mogłaby ona nawet zaistnieć.
Istota ludzka cywilizowana z pozoru, kryjąca w sobie najbardziej prymitywne bestialstwo, ale niezdolna go tłumić, musi od czasu do czasu pozwolić eksplodować.
Pismo jest symboliczne, za pośrednictwem, każdego ruchu przekazuje zachowanie naszej psychiki.
Ludzkość zmierzała w stronę Przyszłości, prowadzona przez Postęp, który odpychał dwie szamoczące się w wodzie furie: Rutynę i Nienawiść.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję: