Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Krytyka Polityczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Krytyka Polityczna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 grudnia 2023

"Dzieci, które gorszą" Artur Nowak

Tytuł: Dzieci, które gorszą
Autor: Artur Nowak
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
Ilość stron: 224
Ocena: 4/6


Katolickie wychowanie przynosi cierpienie i zawód. Nie ma w nim duchowości. Wszystko jest obliczone, żeby ludźmi manipulować, podporządkowywać ich sobie. Daj mi dziecko do siódmego roku życia, a wychowam ci go na fanatyka każdej religii.


O dzieciach księży czy dzieciatych kapłanach najczęściej mówi się w kuluarach, a opowieści o nich krążą wśród ludzi – czasami jako pewnego rodzaju miejskie legendy, czasami na zasadzie, że znajomy znajomego usłyszał. Jako osoba wychowana w dość mocno katolickim środowisku i (na szczęście) mająca szczęście do poznawania wartościowych kapłanów i znająca ich niemało – słyszałam wiele takich historii. Dlatego zainteresowałam się kolejną w mojej czytelniczej karierze (po pozycji pt. Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos) książką Artura Nowaka pt. Dzieci, które gorszą, w której autor stara się pokazać, jak takie historie wyglądają od kuchni.

To powieść o ojcach, o których się nie mówi. O niby rodzinach, których oficjalnie być nie może. O krzywdzie dzieci, która przez hipokryzję i system praktyk Kościoła katolickiego, jest zamiatana pod dywan. A przede wszystkim to autentyczne historie ludzi uwikłanych w relacje, które zmieniły ich życie: kobiet i mężczyzn, którzy coś zyskali i coś stracili w związkach z księżmi, ludzi, którzy są owocami związków, niekiedy zapoczątkowanych gwałtem, z duchownymi. Wychowywani na plebanii, w wynajmowanych przez lata mieszkaniach, zmuszeni wyjechać za granicę, niekiedy zaakceptowani, częściej odrzuceni i napiętnowani. Żyją wśród nas, choć nie chcemy tego dostrzec. Poruszający reportaż otwierający bolesny temat, o którym do tej pory nie mówiło się na głos.                                                                                                                  opis wydawcy

Dzieci, które gorszą to książka, po której już wiedziałam czego się mogę spodziewać – w końcu czytałam już wcześniej Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos tego samego autora. Czytałam również takie pozycje jak Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica Marty Abramowicz, więc miałam już jakiś obraz twórczości autora, ale także tego jak ten temat jest przedstawiany w literaturze faktu, ale jednocześnie temat nie szokuje mnie już ani trochę. Książka jest podzielona na 3 części – pierwsza to rozmowy z tytułowymi dziećmi, które gorszą, druga to rozmowy z ekspertami, natomiast trzecia to ustosunkowanie się autora do tematu. Osobiście najbardziej przypadła mi do gustu pierwsza część – ta opowiadająca konkretne historie konkretnych osób. Całość jest napisana dość przystępnym w odbiorze językiem, jednak w sposób nieco przegadany, bo poza tematem księżowskich dzieci jest jeszcze poruszonych sporo innych tematów – jak kryzys Kościoła, pedofilia wśród duchownych itp. W tej książce widzę również sporo podobieństw do Dzieci księży Marty Abramowicz, chociaż obydwie książki zostały wydane praktycznie w tym samym czasie. Nie zmienia to faktu, że obydwie podejmują ważny temat, a mi trudno określić, która z tych pozycji jest lepsza.

Ksiądz to przecież zawód jak każdy inny. Mówi się oczywiście o powołaniu, ale przecież nauczyciel czy lekarz to też zawody z powołania. Tak przynajmniej mówimy. Tyle że jak lekarz przestaje być lekarzem, a nauczyciel nauczycielem, to społeczeństwo przechodzi nad tym do porządku dziennego. Nit się nad tym nawet przez chwilę nie zastanawia. Afera jest wtedy, kiedy z powołania rezygnuje ksiądz. To elektryzuje wszystkich.

Dzieci, które gorszą to książka, która podejmuje zdecydowanie ważny temat i daje głos, tym których głos przez lata był tłamszony, ale nie zmienia to faktu, że nie jest to jakoś wybitnie odkrywcza książka. Owszem, uważam, że warto po nią sięgnąć – szczególnie ją polecę osobom z Kościoła Katolickiego o wąskim, konserwatywnym myśleniu, żeby móc na pewne tematy spojrzeć szerzej. Nie jest to wybitna literatura faktu wysokich lotów czy poruszająca do głębi, ale na pewno książka warta uwagi. 

Cechuje nas ogólnospołeczna niedojrzałość wobec wielu wyzwań. Przeciętny Polak ma problem z zaakceptowaniem nowych zjawisk: nie chodzi tylko o pedofilię, ale też o stosunek do uchodźców, cudzoziemców czy mniejszości seksualnych. Jesteśmy konserwatywni, przy czym nie mam na myśli sfery religijnej. Żeby dojrzeć do mówienia o tych zjawiskach, trzeba je opisać, poznać. Tak się dzieje w technice, poezji, medycynie. Pierwszym etapem postępu jest opisanie danego zjawiska. Potem można iść dalej. Niedojrzałość polega na reakcji lękowej, wyparciu.

niedziela, 15 maja 2022

"Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach" Maria Mamczur

Tytuł: Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach
Autor: Maria Mamczur
Wydawnictwo: Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Ilość stron: 368
Ocena: 3/6


Zresztą tu nie chodzi tylko o wzrost i tuszę. W Polsce wystawanie ponad normę budzi wręcz histeryczny niepokój i chęć przycięcia, natychmiast.





Od kiedy pamiętam zawsze miałam nadprogramowe kilogramy – były różne okresy, bywało ich mniej, bywało ich więcej, ale nie zmienia to faktu, że od kiedy pamiętam miałam nadwagę. Przez to byłam gnębiona w czasach podstawówki – nie polecam.  Nienawidziłam ćwiczyć na wychowaniu fizycznym, wstydziłam przebierać się w szatni czy jeść w szkole drugiego śniadania – wszystkie te czynności wiązały się z wytykaniem palcami. W sumie cokolwiek bym nie zrobiła – byłam wytykana i wyśmiewana. Po latach nabawiłam się nawet bulimii. Teraz, jeszcze później, pokochałam i zaakceptowałam się taka jaka jestem – z otyłością, rozstępami, fałdkami, chorobami i ograniczeniami. Z racji własnych doświadczeń, ale także tego, że ostatnio coraz chętniej sięgam po literaturę faktu – zabrałam się za kolejny reportaż Marii Mamczur pt. Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach.

Nie znajdziesz w tej książce porad dietetycznych ani praktycznych wskazówek jak być piękną i młodą. Nie dostarczy ci ona prostych wzruszeń nad bolesnym losem osób, których ciała nie przystają do kanonu. Nie ma tu też historii cudownych metamorfoz przeprowadzanych pod okiem armii specjalistów i zapewniających rozrywkę milionom widzów popularnych reality-shows. Zamiast tego dowiesz się, jak to jest być grubą w świecie, który grubości nienawidzi, skąd się biorą uprzedzenia, na czym polega fat fobia i jakie są jej skutki. Nagradzana reporterka Maria Mamczur oddaje głos osobom, które dyskryminacji doświadczają na własnym ciele. Wspólnie z bohaterkami książki zastanawia się, jak w takim świecie wywalczyć miejsce dla siebie.                                                                                                     opis wydawcy

Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach to druga książka Marii Mamczur, za którą się zabrałam. O ile Żony gejów mnie zupełnie nie zachwyciły, tak Grubej byłam ciekawa – przede wszystkiego tego, jak autorka przedstawi temat, czy również spłyci temat i będzie mało obiektywna jak w reportażu o kobietach, które poślubiły nieheteronormatywnych. Muszę przyznać, że skończyłam książkę z nieco zmieszanymi odczuciami. Na plus w tej pozycji jest to, że autorka pisze o różnych przyczynach otyłości – takich jak zaburzenia hormonalne (insulinooporność czy problemy z tarczycą), a nie tylko sprowadzanie nadprogramowych kilogramów do lenistwa i niemiłosiernego obżerania się. Fajnie, że zostały podjęte tematy fat-shamingu czy body-shamingu w ogóle czy sprowadzania otyłości do lenistwa. Jednak pojawiły się aspekty, które mnie rozczarowały. Przede wszystkim to, że bohaterkami sią tylko i wyłącznie kobiety – mężczyźni pojawiają się jedynie jako tło (np. ojcowie czy partnerzy) – kolejne uproszczenie i stwierdzanie, że jak facet ma nadprogramowe kilogramy to nie problem, natomiast kłopot jest wtedy, kiedy pojawiają się one u kobiet. Ponadto nie ma nic o akceptacji wynikającej z miłości do siebie, natomiast mnóstwo o akceptacji wynikającej z tego, że bohaterkom zwyczajnie nie udało się schudnąć. W moim odczuciu w tej książce jest zdecydowanie zbyt mało o roli psychodietetyki oraz budowania i odbudowywania poczucia własnej wartości z psychoterapeutą. No i jak w Żonach gejów – odnoszę wrażenie, że temat jest przez autorkę spłycony i nie zbadany dogłębnie; fakt, trochę mniej niż w książce o nieudanych małżeństwach, ale nadal temat w tym wydaniu jest dość płaski i nieco zbanalizowany. A szkoda, bo pozycja ma naprawdę spory potencjał.

Chętnie konfrontujemy się z otyłością, by ją stygmatyzować i oceniać. Niechętnie zaś, aby porozmawiać o niej jako o problemie i chorobie, trudnej sytuacji, którą trzeba zrozumieć.

Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach to książka, która zdecydowanie podejmuje bardzo ważny temat, ale niestety dość spłycony i zbanalizowany, a szkoda. Ma mega duży potencjał, ale niestety wykorzystany tylko w niewielkiej części. Książka ogólnie jest niedopracowana, ale moim zdaniem warto po nią sięgnąć, jednak pamiętając o jej defektach. Myślę, że wielu osobom ta pozycja może otworzyć choć trochę oczy, ale dla mnie dość przeciętna i mało odkrywcza.

Nikt nie pragnie być gruby. Nikt nie chce mieć za dużo ciała, nieważne, czy to „za dużo” oznacza zaledwie kilka kilogramów więcej niż przewiduje standard, czy kilkadziesiąt. Gruby świetnie zna diety, głodówki, efekt jo-jo, wskaźnik BMI, indeks glikemiczny, umie liczyć kalorie. Głodzi się i tyje. Toczy walkę ze swoim organizmem, z zaburzeniami metabolizmu, hormonalnymi, isnulinoopornością i innymi chorobami, które prowadzą do otyłości albo są jej skutkiem. Walczy ze swoimi emocjami – z osobistymi, nieprzepracowanymi traumami, z niechęcią do swojego nadmiernego ciała, depresją, często też z zaburzeniami odżywiania. Czuje wstyd. Nie dlatego że często tę walkę przegrywa, lecz dlatego że w oczach innych staje się grubasem. Grubas to ktoś gorszy.

sobota, 15 stycznia 2022

"Sakrament obłudy. Wspomnienia z seminarium" Robert Samborski

Tytuł: Sakrament obłudy. Wspomnienia z seminarium
Autor: Robert Samborski
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
Ilość stron: 280
Ocena: 5.5/6


Jestem przekonany, że lepszym duchownym byłby ktoś, kto zamiast pouczać cierpiących, że "Bóg ma w tym jakiś plan", zapłakałby razem z nimi.




Jestem osobą wierząca i nigdy tego jakoś specjalnie nie ukrywałam. Ba! Od ponad 11 lat prowadzę Dzieło Duchowej Adopcji Sióstr Zakonnych. Jednak zdecydowanie nie należę do osób fanatycznie wpatrzone w Boga czy Kościół, ale nie ukrywam również, że fascynują mnie historie najróżniejszych ludzi – również tych mniej czy bardziej związanych z Kościołem. Stąd za mną książki takie jak Gad, Żeby nie było zgorszenia czy Celibat. Na książkę Roberta Samborskiego miałam chrapkę już od dawna, praktycznie od samej premiery pozycji, Zapraszam na recenzję książki pt. Sakrament obłudy. Wspomnienia z seminarium.

Były duchowny, wyrzucony z seminarium tuż przed święceniami, opisuje jak przebiega formowanie przyszłych księży. Co jest ważne w ich nauczaniu? Czy liczy się powołanie, wiara, kontakt z bogiem, teologia, dobroć uczynność, chrześcijańska miłość? Czy naprawdę może chodzić tylko i wyłącznie o posłuszeństwo? Bo jak mówią w seminarium - ksiądz ma mieć BMW i być BMW – Bierny, Mierny, ale Wierny. Robert Samborski odsłania obłudę najstarszej instytucji religijnej. Z jego wstrząsających wspomnień dowiecie się nie tylko, jak wygląda pedagogika wg Jana Pawła II w praktyce, ale też jak dobierani i kształtowani są przyszli pasterze.                                                                                                                                                opis wydawcy

Sakrament obłudy. Wspomnienia z seminarium to książka będąca wspomnieniami autora ze swojego sześcioletniego pobytu w legnickim seminarium. Całość opisuje życie w szkole dla kapłanów od samego początku – autor rok po roku opisuje czego doświadczył w czasie swojej bytności w seminarium. Z racji, że są to własne przeżycia autora, a nie jakieś szeroko skrojone badania nad seminariami w całej Polsce – całość jest subiektywnym spojrzeniem, ale uważam, że bardzo ciekawym i równie ważnym.  Pozycja jest napisana w sposób bardzo lekki i przyjemny w odbiorze – taki wręcz gawędziarski, a ponadto podzielona na niezbyt długie rozdziały opowiadające o poszczególnych etapach. W swojej książce autor opisuje również skąd w młodych chłopakach bierze się chęć wstąpienia do seminarium, skąd się biorą powołania, a także po co klerycy jeżdżą w wakacje na obozy, kolonie czy rekolekcje oazowe (i nie są to wcale dwuznaczne zabawy z dziećmi).

Księża wychodzą z seminarium nauczeni, że wszelka praca świecka, a zwłaszcza fizyczna, nic nie jest warta. Nie mają bladego pojęcia, co to znaczy pracować przez osiem lub więcej godzin na swoje utrzymanie.

Sakrament obłudy. Wspomnienia z seminarium to moim zdaniem książka bardzo ważna i potrzebna. Nie chodzi tu o oczernianie Kościoła czy księży, a o zupełnie inne spojrzenie, burzące jednocześnie dwa różne obrazy księży – zarówna kapłana jako świętość i autorytet, a także księdza pedofila. Spojrzenie subiektywne, ale moim zdaniem bardzo ciekawe i warte uwagi. Osobiście szczerze i zdecydowanie polecam – nie tylko osobom niewierzącym czy antyklerykalnym, a także (może nawet szczególnie) osobom wierzącym, którzy często są wpatrzeni w kapłanów jak w obrazki. Osobiście byłabym również ciekawa trochę szerszego spojrzenia, zdania innych kleryków, doświadczeń z innych seminariów, ale to kosztowałby więcej czasu i wysiłku nad przeprowadzeniem badań czy spisaniem takiej książki. Nie zmienia to faktu, że książka jest naprawdę ciekawa i warta polecenia. 

Przez całe sześć lat seminarium nikt nie zapyta cię, czy w ogóle jesteś wierzący. Ważne jest tylko to, ile zysków przysporzysz korporacji. Nie musisz wierzyć w Boga, żeby być księdzem. Powiem więcej, w kapłaństwie wiara w Boga bardziej przeszkadza niż pomaga. Masz wtedy tyle niepotrzebnych skrupułów! Ale spokojnie – seminarium skutecznie cię od nich uwolni.

Książka bierze udział w

niedziela, 5 grudnia 2021

"Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos" Artur Nowak, Małgorzata Szewczyk-Nowak

Tytuł: Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos
Autor: Artur Nowak, Małgorzata Szewczyk-Nowak
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
Ilość stron: 244
Ocena: 5/6



Pokrzywdzeni nie potrzebują modlitwy. Chcą usłyszeć „przepraszam”, chcą zadośćuczynienia. Wszystko to od dziecka trzymasz w sobie i albo zaczynasz zdrowieć i mówić o tym, albo kończysz na psychotropach.


Molestowanie i gwałty to tematy tabu, choć niekoniecznie te dokonywane przez księży – to temat bardzo chodliwy, o nich się lubi mówić, sama nie do końca wiem czemu. Dlatego po lekturach takich jak Gwałt polski czy Molestowane. Historie bezbronnych sięgnęłam po pozycję Artura Nowaka i jego żony Małgorzaty Szewczyk-Nowak pt. Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos będąc jej niezmiernie ciekawa.

„Ksiądz więził i gwałcił”. „Kapłan molestował ministranta”. Takie tytuły biją po oczach, podnoszą oglądalność i zwiększają nakłady gazet. Ale nie słychać w nich zbyt głośno głosu ofiar. Ich ból ginie niezauważony, bo w centrum uwagi są sprawcy w sutannach. To wyjątkowa książka, która daje głos ofiarom. Obok wstrząsających opisów przemocy seksualnej, poniżenia, a w niektórych wypadkach zwykłych tortur, znajdziecie tu zapis bezkarności sprawców, nieświadomości rodziców i krzywdy dzieci. Krzywda przeradza się w długotrwałą traumę, która prowadzi do prób samobójczych lub uzależnień. Każda z rozmów to osobista droga krzyżowa bohaterów, którzy dopiero po latach zdecydowali się opowiedzieć autorom o swoich dramatycznych przeżyciach. Autorzy z reporterską dociekliwością badają temat molestowania. Rozmawiają z osobami, które na co dzień zajmują się problemem pedofilii w Kościele katolickim. Pokazują, w jaki sposób Kościół w Polsce ochrania księży pedofilów. Tabuizowanie tego tematu przez lata służyło sprawcom. Czas przerwać milczenie - również dla dobra Kościoła, ale przede wszystkim - dla dobra dzieci.                                                                                                                                                                       opis wydawcy

Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos to książka, która mnie bardzo zaintrygowała, byłam ciekawa podejścia autorów do tematu i tego, jak zostanie zrealizowany. Dla autorów jest to debiut literacki, później Artur Nowak wydał jeszcze kilka książek (natomiast jego żona już nie), ale nie miałam okazji ich czytać, więc zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać po tej pozycji. Muszę jednak przyznać, że wciągnęłam się w nią już od samego początku. Całość jest podzielona na trzy części – pierwsza to rozmowy z ofiarami, druga to stanowisko autorów, natomiast trzecia to rozmowy z najróżniejszymi specjalistami. Do tego grona należą takie osoby jak chociażby Maria Beisert, będąca prawnikiem, psychologiem i seksuologiem czy ojciec Adam Żak - jezuita, koordynator do spraw ochrony dzieci i młodzieży przy Konferencji Episkopatu Polski. Coś co mi się spodobało – to oddanie głosu ofiarom, jak piszą autorzy nam nie chodzi o walkę z instytucją, ale o pomoc osobom pokrzywdzonym. Podział książki na różne części – też jest jak najbardziej bardzo ciekawe, choć osobiście z chęcią przeczytałabym więcej rozmów z ofiarami, jednak i tak jestem pełna podziwu dla tych, które po latach zdecydowały się na wyznanie prawdy i żądanie zadośćuczynienia. Żeby nie było zgorszenia jest napisana w sposób dobry, autorzy nie bawią się w ocenianie czy krytykowanie kogokolwiek – pokazują zjawisko z perspektywy ofiar, pokazują jak bardzo leży i kwiczy w Polsce edukacja seksualna, jak trudne jest zgłaszanie molestowania czy gwałtu, zwłaszcza jak za oprawcą stoi instytucja, która chce wszystko uciszyć i stłumić w zarodku. 

Pokrzywdzonym wmawia się, że to ich wina. Mówi się, że ich Bóg pokarze i te osoby czują się gorsze. Ludzie, nie rozumiejąc uzależnienia pokrzywdzonego od sprawcy, upominają ofiary: „Po co tam jeszcze chodzisz?”. Nikt nie rozumie, że pokrzywdzeni byli wciągani w skomplikowane relacje, zastraszani: „Jak do mnie nie przyjdziesz, to ci mama umrze”.

Żeby nie było zgorszenia to książka zdecydowanie warta przeczytania, choć nie należy do najmocniejszych reportaży dotyczących wykorzystywania seksualnego, jakie czytałam. Uważam jednak, że książka jest jak najbardziej potrzebna i ważna w kraju, w którym tak dużą rolę odgrywa Kościół. Nie jest najmocniejsza, ale przez to osoby o słabszych nerwach czy większej wrażliwości będą mogły po nią sięgnąć. Naprawdę warto sięgnąć. 

Problem pedofilii ma charakter ogólnospołeczny, nie odnosi się oczywiście wyłącznie do duchownych, to jednak obdarzani zaufaniem przez wiernych księża mają jako jedyna grupa społeczna nieskrępowany dostęp do dzieci, co bez skrupułów wykorzystują.

poniedziałek, 28 czerwca 2021

"Gwałt polski" Maja Staśko, Patrycja Wieczorkiewicz

Tytuł: Gwałt polski
Autor: Maja Staśko, Patrycja Wieczorkiewicz
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
Ilość stron: 356
Ocena: poza skalą


Wybaczenie może unieważnić ofiarę, zaś oprawca może je odczytać jako przyzwolenie na powtarzanie swoich zachowań – „nic się nie stało”. Wybaczenie może także oznaczać dla sprawcy „wymazanie jego czynów”, brak poczucia winy i podjęcia działań związanych ze skruchą lub naprawieniem krzywd.


Od jakiegoś czasu jestem jedną z tych, które dołączyły do akcji #metoo i przestałam ukrywać fakt, że doświadczyłam molestowania jako 14-latka, a później związku z wymuszaniem seksu, czyli tzw. rape date (gwałt na randce). To właśnie między innymi dlatego tak wstrząsnęła mną książka Molestowane. Historie bezbronnych. Aktualnie ciekawa kolejnych historii sięgnęłam po kolejną, inną pozycję z podobnego klimatu, a mianowicie po książkę pt. Gwałt polski autorstwa Mai Staśko i Patrycji Wieczorkiewicz i zapraszam na recenzję

W 2019 roku polska policja wszczęła około dwa i pół tysiąca postępowań w sprawie zgwałcenia. Tylko w trochę więcej niż połowie z nich stwierdzono przestępstwo, a wykryto ponad tysiąc sto sprawców. Ofiarami w przeważającej części są kobiety. Ile z nich nie zgłasza przestępstwa organom ścigania? Ile nie ma przestrzeni i możliwości, by opowiedzieć o tym, co je spotkało? […] Maja Staśko i Patrycja Wieczorkiewicz oddają głos osobom zgwałconym. Historie Marty, Renaty, Julii, Magdy, Dawida czy Heart, to tak naprawdę historie, w których zawierają się tysiące innych, podobnych. To opowieści mieszkanek wsi i mniejszych miejscowości, pracownic fizycznych, bezrobotnych i wielodzietnych matek, osób niepełnoletnich, aktywistek, studentek, ale i kobiet dojrzałych. I choć składające się na książkę teksty poparte są analizą akt sądowych czy rozmowami z rodziną i przyjaciółmi skrzywdzonych, to najważniejsze w nich są narracje ich samych. W historiach tych, choć rożnych, autorki rozpoznają mechanizmy i schematy, które rządzą myśleniem skrzywdzonych, policji, sądów, mediów i społeczeństwa.                                                                                                      opis wydawcy

Gwałt polski to książka bardzo ważna, zdecydowanie - zresztą tak jak Molestowane. Historie bezbronnych. W obu książkach jesteśmy świadkami wielu historii – tych anonimowych, jak i podpisanych imieniem. Historie dotyczące zarówno gwałtu i molestowania są wstydliwe, zwłaszcza, że żyjemy w społeczeństwie w jakim żyjemy. Historie przedstawione w Gwałcie… bardzo dobitnie pokazują jak bardzo nasza społeczność bagatelizuje i deprecjonuje gwałt i molestowanie. W części z tych historii pojawia się argumentacja oprawców pozwalająca ich (chociaż częściowo) zrozumieć – jedni (ci w małżeństwach kościelnych) argumentują to cytatami z Pisma Świętego, ale nie tylko ci – w końcu argument z serii „w końcu jesteśmy z związku” uważają za najwyższą wartość, inni argumentują tym, że brak sprzeciwu to zgoda. Ofiary boją się zgłaszać gwałt – historie zawarte w tej książce pokazują z jakich powodów tak się dzieje. Przede wszystkich – nikt im nie chce uwierzyć, od najbliższych po przedstawicieli organów ścigania. Całe mnóstwo sugerujących pytań, przerzucania winy na ofiary – jakby rzeczywiście szorty albo dekolt były odpowiedzialne za gwałt. Jednocześnie autorki zachowały delikatność, pokazały jak różne są ofiary, gwałty i ich przyczyny, a także konsekwencje.

Około 92% kobiet nie zgłasza gwałtu organom ścigania. Z 10% zgłoszonych spraw aż 67% kończy się umorzeniem. 30%-40% sprawców, których winę uda się udowodnić, otrzymuje karę w zawieszeniu. Oznacza to, że do więzienia idzie mniej niż 2,5% wszystkich gwałcicieli.

Gwałt polski to książka zdecydowanie warta przeczytania. Książka jest napisana w sposób zrozumiały, przejrzysty, nieskomplikowany, ale jednocześnie niewulgarny i niechamski. Autorki pokazują wiele najróżniejszych historii, a także rozmowy ze specjalistami i merytorycznym komentarzem, a także opatrzone statystykami policyjnymi. Jak dla mnie książka jest poza skalą, bo zbyt emocjonująca, ale zdecydowanie warta przeczytania, choć wcale nie jest łatwa. Książka pokazuje różne perspektywy, jednocześnie pokazując jak często występuje PTSD u ofiar gwałtów i jak bardzo pokrętni mogą być oprawcy… A mnie osobiście najbardziej oburza wykorzystywanie argumentu Boga czy Biblii do gwałtu, a także (równie bardzo) argumentu z serii szantażu emocjonalnego. Uważam, że książka jest zdecydowanie warta przeczytania i szczerze ją polecam.

Gdy ktoś zostanie okradziony, może powiedzieć „zostałem okradziony”, a media piszą o kradzieży, a nie o „domniemanej kradzieży”. Podobnie jest z pobiciami. Gdy pojawia si temat gwałtu, czytamy „zdarzeniu”, rzekomym zdarzeniu”, „stosunku seksualnym”, „seksie”, „aferze”, „seksaferze”, „kontrowersji”. Słowo „gwałt” nie pada, dopóki nie zapadnie prawomocny skazujący wyrok.

Książka bierze udział w wyzwaniu Abecadło z pieca spadło.

niedziela, 18 października 2020

"Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica" Marta Abramowicz

Tytuł: Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica
Autor: Marta Abramowicz
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
Ilość stron: 224
Ocena: 4/6



Kościoły, które żądają ochrony prawnej dla głoszonych przez siebie poglądów, muszą bardzo źle sobie radzić.




Mam szczęście do księży, zdecydowanie. W swoim życiu poznałam wielu wspaniałych kapłanów – jeden prowadzi Barkę koło Strzelec Opolskich, inny prowadzi Dom Miłosierdzia w Otmuchowie, znam Malinę z wrocławskiej Maciejówki czy poznałam osobiście nieodżałowanego ks. Grzywocza. Nie zmienia to faktu, że mam pełną świadomość, że księża są najróżniejsi, zresztą jak całe społeczeństwo. Dlatego byłam ciekawa książki Marty Abramowicz pt. Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica, która zrobiła się znana po sukcesie pozycji pt. Zakonnice odchodzą po cichu. Jednak wyzwanie Abecadło z pieca spadło i literka D na październik zmotywowały mnie do zaczęcia przygody z twórczością autorki właśnie odtej pozycji - reportażu Dzieci księży.

Ludzie znają dzieci księży. Znają ich matki i ojców. Ale o tym się głośno nie rozmawia. Niektórzy mówią - tabu. Inni - hańba. Nikt nie zagadnie takiej matki, jak się czuje, nie doradzi, nie pocieszy. Synów i córek księży nikt nie wysłucha, nie zapyta o ojca, nie powie dobrego słowa. Czasem ktoś rzuci kąśliwy żart, który przypomni im, że wszyscy wiedzą. Bo ludzie rzadko kiedy coś mówią w oczy, ale chętnie za plecami. Dzieci księży i ich matki żyją w bańce samotności. Otoczeni plotkami, w cieniu tajemnicy.                                                                                                                                                                                opis wydawcy

Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica to książka, której byłam ciekawa, a w zasadzie nastawienia autorki do tematu i tego jak go zrealizuje w swoim reportażu. Tak, jestem osobą wierzącą, ale zawsze powtarzałam, że wierzę po swojemu, a moje podejście do wielu spraw kościelnych niekoniecznie jest zbieżne z ogólnym podejściem. I jak już wspominałam we wstępie – mam szczęście do poznawania wspaniałych kapłanów, ale wcale nie zgorszyłam się tą książką, bo wiem, że ksiądz nie oznacza świętego i nieskazitelnego. Autorka wybrała temat niełatwy i moim zdaniem zmierzyła się z nim dość poprawnie dobrze. Po pierwsze taka książka pokaże coś ja już wiem – ksiądz nie oznacza tego, że ten człowiek jest nieomylny, święty i bez grzechu. Po drugie pokazuje wiele traum, jakie się pojawiają, nie dość, że wychowywanie bez ojca, to jeszcze przyczepianie łatek, wyśmiewanie. Autorka wybrała różne historie, łącznie z historią dziecka księdza nie-katolickiego, moim zdaniem zabrakło opowieści dziecka, dla którego ojciec rzucił sutannę. W ogóle spodziewałam się większej ilości historii, przykładów, większego przekroju tych opowieści. Skoro już w opisie czytamy, że Ludzie znają dzieci księży to trudno tak po prostu przyjąć tłumaczenia Abramowicz, że tak trudno znaleźć osoby, które byłyby skłonne podzielić się tym, co przeszły… No cóż… Moim zdaniem zabrakło również jakiejś głębszej analizy, dlaczego jest jak jest. Może to ja jestem zbyt wymagająca, może tak miało być – nie wiem. Na pewno bardzo interesującą sprawą jest dawka ciekawostek z nauczania Kościoła i różnych kościelnych autorytetów na temat roli kobiet i celibatu. Całość jest napisana niezbyt wygórowanym językiem, w ogóle w sposób niezbyt skomplikowany. Spodziewałam się większych emocji i większego dopracowania, poruszenia emocji i głębszej analizy, przez co pozycja nie jest wybitnie wysokich lotów, ale na pewno ważna i potrzebna.

Sprawiedliwości musi stać się zadość. Ludzie mają nadzieję, że sprawiedliwość nastanie po śmierci (...) nie ma ani nieba, ani piekła. Nie ma Boga, który zstąpi na ziemię i ukarze winnych. I jeśli on sam się tym nie zajmie, to nikt za niego tego nie zrobi. Jak długo my sami nie będziemy ścigać tych, którzy nas skrzywdzili, sprawiedliwości nie będzie.

Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica to pozycja warta przeczytana, szczególnie ze względu na temat, ale tak po prostu, żeby spojrzeć inaczej na temat. Moim zdaniem jest to tak naprawdę książka o słabości, porzuceniu, honorze, zasłanianiu się instytucją, a także o mnóstwie nieprzerobionych traum. Choć do bardzo dopracowanego arcydzieła poruszającego do głębi jest jej daleko to według mnie jest warta sięgnięcia i naprawdę potrzebna. 

Książka bierze udział w wyzwaniu Abecadło z pieca spadło.