Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 lipca 2026

"Zmorowisko" Kamil Piechura

Tytuł: Zmorowisko
Autor: Kamil Piechura
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 456
Ocena: 2.5/6



Nie wiem, kto rządzi tym dobytkiem - Bóg, szatan, a może szyderczy, bezimienny los.






Lubię przecierać książkowe szlaki i poznawać twórczość kolejnych autorów, dlatego dzięki abonamentowi EmpikGo natrafiłam na kolejną w dorobku pozycję Kamila Piechura pt. Zmorowisko. Autor podaje, że w swoim pisarstwie inspirował się m.in. twórczością Stephena Kinga i Jacka Ketchuma, co sprawiło, że z tym większą chęcią zabrałam się za tę książkę. Zapraszam na recenzję!

W miasteczku położonym nieopodal Krakowa rozgrywa się prawdziwy horror – grupa studentów spędzających weekend majowy w wynajmowanym domu, zostaje skatowana i powieszona. Na miejsce przyjeżdża podkomisarz Lidia Ewert, o której metodach śledczych stało się głośno po doprowadzeniu do zamknięcia śledztwa sprzed lat. Choć policja szybko typuje sprawcę, pomimo gruntownej analizy oraz zakrojonych na cały kraj poszukiwań podejrzanego, sprawa potrójnego morderstwa tkwi w martwym punkcie. Do czasu…

Maks i Beniamin to dwójka przyjaciół prowadzących kanał rozrywkowy poświęcony miejscom uważanym za nawiedzone. Ich celem jest odnalezienie odpowiedzi na pytanie: Czy duchy istnieją naprawdę? Kiedy mężczyźni decydują się zbadać historię Czarnego Domu, nie zdają sobie sprawy, jaką grozę odkryją w jego wnętrzu.                                                                                                                                        opis wydawcy 

Zabierając się za Zmorowisko wiedziałam o tej pozycji tylko tyle ile wydawca postanowił zawrzeć w opisie, więc w sumie nie nastawiałam się na nic szczególnego – potrzebowałam niewymagającego czytadła, które urozmaici podróże komunikacją miejską. Sam początek obiecuje naprawdę wiele - brutalne morderstwo grupy studentów, śledztwo prowadzone przez podkomisarz Lidię Ewert, tajemniczy dom i historia, która aż prosi się o gęsty klimat. W sumie jest wszystko, co powinno być potrzebne do stworzenia mocnego, fascynującego i mrocznego thrillera, jednak największy problem polega na tym, że naprawdę obiecujące składowe zawiodły i nie dały oczekiwanego efektu. Ta pozycja jest po prostu... nijaka. Taka, którą czyta się bez większego bólu, ale również bez większej satysfakcji. Kiedy kończy się ostatni rozdział, zamiast myśleć o historii, ma się ochotę sięgnąć po coś, co naprawdę podniesie ciśnienie. Tutaj zdecydowanie najbardziej szkoda potencjału, który był naprawdę spory.  Motyw nawiedzonego domu, internetowych eksploracji i mrocznej historii aż prosił się o duszny klimat, tajemnicę i prawdziwe poczucie niepokoju. Tymczasem zamiast horroru dostajemy bardziej kryminalną wycieczkę z elementami grozy, która niestety nie zostawia po sobie większego śladu. W tym wszystkim nie pomogli też bohaterowie, którzy są napisani tak poprawnie, że aż podejrzanie bezpiecznie — jakby ktoś bał się, że mogliby przypadkiem zrobić coś interesującego. Efekt jest taki, że nie irytują (co już jest jakimś osiągnięciem), nie przeszkadzają, ale też nie oferują absolutnie żadnego powodu, żeby chcieć spędzić z nimi więcej czasu.

Nawiedzone domy nie istnieją. Istnieją tylko takie, w których ludzie dopuścili się czegoś, o czym nikt nie chce pamiętać.

Czy Zmorowisko jest beznadziejną książką, jaką ledwie da się przeczytać przeczytać? Zdecydowanie nie. Jest zdecydowanie pozycją zmarnowanego potencjału - miała wszystkie karty w ręku, żeby zagrać mocniej, a ostatecznie rozgrywka skończyła się bez większych emocji. Bez fajerwerków, bez efektu WOW, bez tej iskry, która sprawia, że po zamknięciu książki jeszcze przez chwilę żyje się jej historią. Mimo tej dość chłodnej oceny nie zamykam autorowi drzwi. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Kamila Piechury i wierzę, że kolejne książki mogą pokazać jego możliwości z dużo lepszej strony. Tymczasem są lepsze lektury niż Zmorowisko.

niedziela, 19 lipca 2026

"Droga krwi" Marek Krajewski

Tytuł: Droga krwi
Autor: Marek Krajewski
Cykl: Seria wałbrzyska
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 480
Ocena: 5/6


Uczyniłem w życiu więcej zła niż dobra. A taki człowiek jest niewiele wart. Powiem straszniej. Taki człowiek jest już za życia ścierwem. Ścierwem i padliną.



W książkach Marka Krajewskiego zaczytywałam się w liceum, w czasie początków tego bloga. To właśnie wtedy trafiłam na Erynie czy Festung Breslau zaczytując się w historiach umieszczonych w przedwojennym Wrocławiu, w którym wtedy mieszkałam. Przez lata miłość do twórczości Marka Krajewskiego pozostała, a książki mistrza kryminału retro zajmują szczególne miejsce w moim serduszku. Dlatego niezmiernie ucieszyłam się kiedy dowiedziałam się o nowej serii pisarza i od razu miałam okazję zdobyć i przeczytać Drogę krwi! Zapraszam na recenzję!

Tym razem opuszczamy dobrze znane ulice przedwojennego Wrocławia i przenosimy się do Wałbrzycha oraz jego okolic. Wałbrzych w wydaniu Krajewskiego w Drodze krwi nie jest jedynie tłem wydarzeń. To pełnoprawny bohater powieści – surowy, nieprzystępny, chwilami wręcz duszny. Autor z niezwykłą precyzją odtwarza klimat miasta, jego topografię, społeczne napięcia i codzienność mieszkańców. Nie ma tu pocztówkowych widoków ani romantyzowania przeszłości. Jest brud, bieda, kopalnie, strach i ludzie próbujący przetrwać w świecie, który nikogo nie rozpieszcza. W tym są znalezione brutalnie zamordowane ciała dwojga kochanków. A do tego ucieczka gangu groźnych więźniarek zwanych Wilczycami, przemyt eteru, a do tego młody adept psychiatrii Herbert Anwaldt, który od razu po przyjeździe w nieznane mu rejony zostaje wciągnięty w wir wydarzeń i w problemy górniczego, górskiego terenu. 

Po okolicznych wsiach szeptano, że przemytniczki wstąpiły na drogę krwi. Zaczęto śpiewać piosenki o Wilczycach kastrujących bandytów. O kobietach, które nie pozwalają na niesprawiedliwość. Od tego był już tylko jeden krok, by miejscowa ludność wykreowała je w swej wyobraźni na obrończynie biedaków. W Górach Wałbrzyskich zaczęła wykluwać się legenda.

Droga krwi to książka, którą  chciałam pochłonąć jak najszybciej, żeby poznać zakończenie, ale jednocześnie chciałam się nią delektować bez końca. Mam też wrażenie, że w ramach początku nowego cyklu autor siłą rzeczy poświęca sporo miejsca na przedstawienie bohaterów i świata. W żadnym wypadku nie odbieram tego jako wadę, ale jestem przekonana, że kolejne tomy będą mogły pozwolić sobie na jeszcze większy rozmach, skoro fundament został już solidnie zbudowany. Zdecydowanie największą siłą Drogi krwi pozostaje jednak klimat, który Marek Krajewski potrafi stworzyć bezbłędnie, a tutaj po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem literackiej atmosfery. Potrafi sprawić, że czytelnik niemal słyszy stukot końskich kopyt na brukowanych ulicach, czuje zapach kopalnianego pyłu i instynktownie ogląda się za siebie, kiedy zapada zmrok. To umiejętność, której nie da się wyuczyć z podręczników kreatywnego pisania. To trzeba umieć, a Krajewski jest w tym mistrzem.

Eberhard Mock był człowiekiem światłocienia, w którym jasne światło dobra i porządku czasem przyćmiewał mrok zła i chaosu. O ile można by w ten sposób określić pracę każdego policjanta - bo przecież stróże prawa nieustannie ocierają się o brud świata, który usiłują oczyścić - to w wypadku Mocka owo ocieranie się było dobrowolne, a co więcej, uznawał je za słuszne i konieczne.

Droga krwi nie próbuje na siłę zaskakiwać formalnymi eksperymentami ani udowadniać, że kryminał musi być dziś czymś więcej niż kryminałem. To po prostu bardzo dobrze napisana powieść retro, oparta na świetnym researchu, wiarygodnych bohaterach i konsekwentnie budowanym napięciu. Jak dla mnie – po prostu twórczość Krajewskiego w najlepszym wydaniu. Tęskno mi trochę do Wrocławia, momentami ciężko było mi się przełączyć między rozdziałami, ale nie zmienia to faktu, że jest to klasa sama w sobie – myślę, że mieszkańcom Wałbrzycha i okolic może bardziej przypaść do gustu. Nie mogę się doczekać kolejnych części tej serii.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Znak

niedziela, 28 czerwca 2026

"Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD" Aneta Korycińska

Tytuł:  Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD
Autor: Aneta Korycińska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 336
Ocena: 5.5/6



Kocham ironię losu. Dzięki niej żyję w kiczu, tandetnym serialu. Niby od dziecka staram się uchwycić przelatujące myśli, stworzyć narrację, udać, że wybieram, ale mimo planowania sama się zaskakuję.




Szeroko pojęte zdrowie psychiczne jest jest coraz częściej podejmowanym społecznie tematem, obalając temat tabu oraz stereotypy co mnie jako psychologa niezmiernie cieszy. Poza odmianami depresji czy kwestią spektrum autyzmu dość często jest dyskutowany temat ADHD. Dla części osób (zwłaszcza tych ze starszego pokolenia) jest to wręcz „epidemia ADHD i tych autyzmów” i przecież „każdy to ma”, dla innych – wreszcie większa świadomość ich dzieci czy ich samych, a także dostęp do diagnozy osób, które przez lata w pewnym sensie pozostawały niezauważone przez system. Aktualnie coraz więcej dorosłych postanawia zdiagnozować się będąc po trzydziestce nagle odnajdując wyjaśnienie trudności, które towarzyszyły im przez całe życie. Sama jestem jedną z tych osób, które podjęły się diagnozy mając trzydziestkę na karku i tytuł magistra z psychologii. Dlatego zaczęłam się zgłębiać w literaturę związaną z tą tematyką, a na pierwszy rzut poszła książka Baby od polskiego, czyli Anety Korcińskiej, pt. Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD.

Być może ADHD to dla Ciebie tylko cztery przypadkowe litery. Dla mnie to było hasło, które wywróciło moje życie do góry nogami. Bo wiesz, u osób takich jak ja – wychowywanych na grzeczne, ciche i skromne – diagnoza przychodzi późno, dopiero wtedy, gdy nieukierunkowana wściekłość i dogłębny smutek nie pozwalają nam żyć. Dopiero wtedy specjalista mówi, że może warto spojrzeć na siebie inaczej, że nie jesteśmy popsuci, że nasz niepokój oraz fakt, że musimy starać się bardziej, mają logiczne uzasadnienie. To czas, by wreszcie posłuchać radia w swojej głowie. W tej książce opowiadam Ci, co kryje się w mojej głowie. I nie tylko mojej – chcąc poznać więcej niż jedną stację, oddałam także głos osiemnastu gościom mającym późną diagnozę ADHD. Zapraszam Cię do wysłuchania naszych historii.                                                                                                                                          opis wydawcy

Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD to książka, która od samego początku urzekła mnie swoim tytułem, metaforą w nim zawartą. U mnie ADHD to istne radio, które nadaje na kilkunastu czy kilkudziesięciu częstotliwościach jednocześnie i to w dodatku nie robi sobie żadnej przerwy. W moim odczuciu w tej pozycji autorka bardzo umiejętnie rozprawia się z mitami. Nie sypie z encyklopedycznymi definicjami zaburzenia, a konfrontuje czytelnika ze stereotypami. Korocińska pokazuje, że ADHD nie kończy się wraz z dzieciństwem, że nie sprowadza się tylko i wyłącznie do nadruchliwości i że u wielu osób – szczególnie kobiet – przez lata pozostaje niezauważone lub błędnie interpretowane. Naprawdę niezmiernie się cieszę, że w ciągu ostatnich lat świadomość społeczna na temat ADHD (i nie tylko) znacząco wzrosła, ale niestety wraz z nią pojawiło się również wiele uproszczeń i internetowych półprawd samozwańczych tiktokowych „naukowców”. Książka stanowi cenną przeciwwagę dla tego zjawiska. Nie neguje popularnych narracji, lecz porządkuje je i osadza w faktach. Autorka w swojej książce łączy wypowiedzi specjalistów, osób z diagnozą oraz własne refleksje, dzięki czemu powstaje obraz daleki od stereotypów. ADHD nie jawi się tu ani jako „supermoc”, niemożność usiedzenia w miejscu ani jako wyłącznie źródło cierpienia. To po prostu odmienny sposób funkcjonowania mózgu – z całym wachlarzem wyzwań, ale również mocnych stron, co moim zdaniem autorka bardzo umiejętnie przedstawia, ale także nie idealizuje życia z ADHD. Nie znajdziemy tu złotych rad „jak ogarnąć życie z ADHD” ani obietnic, że odpowiedni planer, kilka aplikacji czy pozytywne nastawienie rozwiążą wszystkie problemy. Zamiast gotowych recept otrzymujemy realistyczny obraz codzienności – pełnej sukcesów, ale także zmęczenia, frustracji, przebodźcowania czy trudności w organizacji.

Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD to książka, która mi pokazała, że nie jestem sama. Miałam trzydzieści trzy lata i narodziłam się jako adehadówka. Wtedy pierwszy raz popłakałam się ze współczucia dla samej siebie i wdzięczności, że udało mi się sobą zaopiekować. To cytat z książki, który jest w 100% o mnie. Krótko po 33 urodzinach podjęłam pierwsze kroki ku diagnozie i zrozumieniu siebie.

Aneta Korycińska jako Baba od polskiego mignęła mi wcześniej kilka razy na TikToku, ale jakoś niekoniecznie zwracałam na nią większej uwagi. Jednak uważam, że Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD to pozycja zdecydowanie warta przeczytania. Napisana lekko i zrozumiale, a jednocześnie pokazując szarą i chaotyczną rzeczywistość z ADHD.

Nie pozwalano nam na nadruchliwość, więc siedzimy z pozoru nieruchomo z rękoma ciasno ułożonymi na udach, a po drzewach skaczemy w wyobraźni. Nie pozwalano nam na złość, bo dziewczynom nie wypada. Nie pozwalano na bunt. On jedną mnie zimował, tylko drzemał i atakował od środka.

środa, 24 czerwca 2026

"Bajtel" Magdalena Majcher

Tytuł:  Bajtel
Autor: Magdalena Majcher
Cykl: Kryminalny Śląsk
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: W.A.B.
Czyta: Anna Dereszowska
Długość: 9 godzin 26 minut
Ocena: 5/6


Czy można sobie wyobrazić gorszą stratę, większy ból niż ten spowodowany śmiercią dziecka? Cały świat staje na głowie, porządek życia zostaje odwrócony.



Pamiętam przełom lat ‘90/’00. To w 2000 roku zaczynałam szkołę podstawową, pamiętam obchody wchodzenia w nowe milenium, powódź tysiąclecia, gumy Donald i Turbo, szarość bloków i Kwaśniewskiego jako prezydenta. Byłam dzieckiem urodzonym w ‘93, w którym do dzisiaj płynie śląska krew, ale wtedy nie miało pojęcia co się dzieje na świecie. Byłam dzieckiem niewiele młodszym niż bohaterowie książki autorstwa Magdaleny Macher pt. Bajtel inicjującej serię Kryminalny Śląsk. Może właśnie dlatego sięgnęłam po tę pozycję?

Rok 1998. W Szopienicach – zaniedbanej i uważanej za patologiczną dzielnicy – znika dziecko. Ciało dziewczynki zostaje znalezione w pobliskim stawie. Wszystko wskazuje na morderstwo, a podejrzenia dość szybko padają na jej wujka. Borys Dyrda, doświadczony dziennikarz rozpoczyna śledztwo. Badając sprawę, odkrywa, że w przeszłości bez wieści przepadło kilka dziewczynek. Wszystkie zaginęły w niewielkiej odległości od domu, w okresie jesienno-zimowym, kiedy na zewnątrz szybko robi się ciemno. Każda z nich dorastała w śląskich dzielnicach biedy. Dziennikarz dociera do ludzi, którym miejsce urodzenia odebrało szanse na równy start, a alkohol, bezrobocie, przemoc i bieda stępiły najbardziej podstawowe ludzkie odruchy, w tym troskę o własne dzieci.                                                                                       opis wydawcy

Bajtel to książka, której byłam bardzo ciekawa – wybrałam audiobooka i przepadłam w nim do samego końca, a złożyło się na to wiele czynników. Przede wszystkim sam pomysł na fabułę, której osią jest seria zaginięć dziewczynek, które przed laty miały miejsce na Śląsku, a co ciekawe – autorka swój pomysł oparła na autentycznych wydarzeniach, które stały się inspiracją do tej powieści, chociaż tylko kanwą do fabularnej powieści. W moim odczuciu autorka bardzo sprawnie łączy fikcję literacką z prawdziwymi wydarzeniami. Ponadto klimat Śląska – Górnego, tego czarnego. Co prawda pochodzę z jego obrzeży, ale moim zdaniem oddała ten klimat naprawdę wyśmienicie, łącznie ze śląskim będącym podstawowym językiem komunikacji mieszkańców Szopienic. Podczas lektury zwróciłam również uwagę, jak trafnie autorka ujęła realia życia tamtych czasów nie tylko na Śląsku – mąż na szychcie w grubie (na zmianie w kopalni), często pijany, kilkoro bajtli (dzieci) do wykarmienia, szarość rzeczywistości. Majcher tworzy bohaterów i przygląda się im próbując zrozumieć ich rozpacz, ból, rzeczywistość, a jednocześnie wyraźnie pokazuje, że to co spotkało śląskie rodziny, może przydarzyć się każdemu, bez względu na profesję czy status materialny. No i ci bohaterowie są do krwi prawdziwi, bez filtra i pudru, wybrudzeni sadzą z kopalń. Autorka świetnie pokazuje w książce mentalność końca lat 90  –  Im mniej chłop wie, tym słabiej bije. No dialogi w języku śląskim – miód na moje uszy. Akcja tej książki, mogłaby się toczyć bardziej wartko i intensywnie, ale nie można mieć wszystkiego. W moim odczuciu książka jest napisana naprawdę w sposób, który wciąga i pochłania już od pierwszych stron. Język jest barwny, ale jednocześnie naturalny (zwłaszcza dla mnie - dziewczyny ze Śląska), dzięki czemu łatwo zanurzyć się w opowieści i poczuć atmosferę przedstawionego świata. 

Mężczyzna próbował się wtopić w tłum, wsłuchać się w jego głos, stać się jednym z mieszkańców, chociaż wiedział, że to ostatnie jest akurat z góry skazane na porażkę. W takich miejscach zawsze są swoi i obcy.

Bajtel to w moim odczuciu książka zdecydowanie warta polecenia! Jest to bardziej powieść obyczajowa, aniżeli kryminał, ale w tym wszystkim historia z tych bardziej życiowych i poruszających. Osobiście z wielką przyjemnością sięgnę po kolejne tomy Kryminalnego Śląska, a także po inne książki Magdaleny Majcher. Mimo że nie jest to taki klasyczny kryminał, a raczej powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym, uważam, że jest to książka zdecydowanie warta przeczytania, zwłaszcza przez miłośników Śląska. Zdecydowanie miło spędzony czas. 

sobota, 20 czerwca 2026

"Wymazani z pamięci" Piotr Borlik

Tytuł: Wymazani z pamięci
Autor: Piotr Borlik
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Marcin Popczyński
Długość: 8 godz. 57 min.
Ocena:  4.5/6


Ludzie zazwyczaj odwracali wzrok, gdy wyrządzano krzywdę bezbronnemu dziecku.





Są takie książki, które zaczynają się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie tylko rośnie. Po dwóch książkach Piotra Borlika z chęcią zabrałam się za Wymazanych z pamięci spodziewając się książki właśnie do tej kategorii. Autor bierze pomysł, który sam w sobie jest wystarczająco niepokojący, by wywołać gęsią skórkę, a następnie dokręca śrubę tak skutecznie, że czytelnik łapie się na tym, że każdy podejrzany cień w mieszkaniu nagle wydaje się odrobinę bardziej złowrogi.

Gdańska policja otrzymuje zgłoszenie o grupie błąkających się po ulicy dzieci w identycznych ubraniach. Okazuje się, że wszystkie były od dawna poszukiwane, ale poza tym nic ich nie łączy – są w różnym wieku, zaginęły w różnym czasie, w różnych miejscach i w różnych okolicznościach, które wciąż pozostają dla policji nierozwiązaną zagadką. Dzieci zgodnie twierdzą, że od czasu porwania nic nie pamiętają. Początkowa euforia rodziców powoli zmienia się w podejrzliwość i nieufność wobec odzyskanych dzieci – zmienionych, zupełnie nieprzypominających niewinnych pociech sprzed lat. Wkrótce wyłania się kolejna okoliczność: wszystkie panicznie boją się ciemności.                                                                                                                opis wydawcy

Wymazani z pamięci to moja trzecia książka autorstwa Piotra Borlika, jaką miałam przyjemność czytać. Tak, naprawdę to po prostu pochłonęłam audiobooka. Autor bardzo szybko przesuwa ciężar opowieści z klasycznego śledztwa na coś bardziej nieuchwytnego – na psychologię straty, która nie kończy się w momencie odnalezienia. Bo co, jeśli powrót dziecka nie jest zakończeniem koszmaru, tylko jego nową wersją? Autor konsekwentnie rozbija tu prostą logikę „zaginiony–odnaleziony–szczęśliwe zakończenie”. Zamiast tego dostajemy napięcie, które nie rozładowuje się nawet wtedy, gdy fakty zaczynają się układać. Od samego początki, kiedy zaczęłam wgłębiać się w tę lekturę moją uwagę przykuło podobieństwo do Zbawcy Krystiana Stolarza. Obie historie korzystają z podobnego motywu, eksplorując skutki traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa i ich wpływ na późniejsze losy bohaterów. Zbawcę czytałam wcześniej, mimo że została wydana 4 lata po Wymazanych z pamięci stąd moje skojarzenia. Jednak nie jest to żaden zarzut, bo obydwie książki wypadają naprawdę świetnie, a ponadto miło było obserwować, jak różni autorzy interpretują podobne motywy. 

Język i styl pisarski autora w Wymazanych z pamięci konsekwentnie buduje napięcie nie poprzez widowiskowe zwroty akcji, ale przez precyzyjnie dozowane niedopowiedzenia. Całość nie jest zbyt skomplikowana, ale nader obrazowa i umiejętnie dawkująca napięcie. Zdania nie pędzą na złamanie karku, tylko zatrzymują się tam, gdzie trzeba, zostawiając czytelnikowi przestrzeń na dopowiedzenie sobie reszty. Borlik dość dobrze operuje rytmem narracji – przeplata krótsze, dynamiczne fragmenty z dłuższymi, bardziej refleksyjnymi opisami, co sprawia, że opowieść ma swój naturalny oddech, a jednocześnie nie traci napięcia. Kolejnym mocnym elementem są postacie, które realnie dźwigają emocjonalny ciężar historii. Śledczy nie są tu jednowymiarowymi tropicielami prawdy – każdy z nich wnosi własny bagaż doświadczeń, który wpływa na sposób postrzegania sprawy. Podobnie rodziny dzieci oraz same odnalezione osoby zostały pokazane z dużą dbałością o psychologiczne niuanse. Zamiast prostych reakcji dostajemy całą gamę sprzecznych emocji: ulgę miesza się z nieufnością, radość z lękiem, a bliskość z poczuciem obcości. 

W moim odczuciu jako psychologa niezwykle ważnym i mocnym elementem Wymazanych z pamięci jest właśnie temat traumy dziecięcej i jej konsekwencji w dorosłym życiu. Piotr Borlik pokazuje, że pewnych ran nie da się po prostu zakleić plastrem i udawać, że problem zniknął. Przeszłość potrafi wracać wtedy, gdy najmniej się jej spodziewamy, a dziecięce doświadczenia mogą odcisnąć piętno na całym dalszym życiu. Autor porusza ten temat wyjątkowo umiejętnie, unikając jednocześnie taniej sensacji czy przesadnego dramatyzmu, a naprawdę mocno skupiając się na psychologicznym aspekcie.

Podsumowując już – Wymazani z pamięci to książka zdecydowanie warta przeczytania i polecenia. Po tej powieści spodziewałam się większego zaskoczenia na finiszu, zrzucenia bomby, a całość jednak zakończyła dość łagodnie. W moim odczuciu Boska proporcja Piotra Borlika wypadła nieco lepiej, jednak nie zmienia to faktu, że z wielką przyjemnością sięgnę po inne książki autora. 

niedziela, 14 czerwca 2026

"Najgorsze dopiero nadejdzie" Robert Małecki

Tytuł: Najgorsze dopiero nadejdzie
Autor: Robert Małecki
Cykl: Marek Bener
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Ilość stron: 360
Ocena: 1.5/6

(...) zła, które ten facet wyrządził, w żaden sposób nie da się wymazać i zaszpachlować dobrem. Możesz udawać, że wygładziłeś ścianę, ale rysa zawsze w niej będzie. 



Któregoś razy krążąc po terenie „mojej” filii MOPS-u natrafiłam na okoliczną filię biblioteki miejskiej – po zmianie spontanicznie tam weszłam szukając jakiejś książki, która umili mi podróż powrotną do domy (45 minut autobusem). Moje kroki pokierowały się oczywiście do regałów z literaturą kryminalną, a moją uwagę przykuł pierwszy tom cyklu o Marku Benerze autorstwa Roberta Małeckiego, a jednocześnie debiut autora pt. Najgorsze dopiero nadejdzie. Wracając do domu zabrałam się za lekturę, książka już dawno przeczytana, więc zapraszam na recenzję!

Marek Bener miał niemal wszystko. Kochającą żonę Agatę, nieskazitelną reputację i plany na przyszłość. Trzy lata temu jego życie zamieniło się w piekło, kiedy ciężarna żona niespodziewanie zaginęła. Od tamtej pory Marek stacza się w otchłań rozpaczy. Do momentu, gdy dostaje propozycję przeprowadzenia ostatniego dziennikarskiego śledztwa. Z podjęciem decyzji nie waha się ani chwili. Sprawa jednak znacznie wykracza poza typowe medialne zlecenie. Toruniem wstrząsa seria niepokojących wypadków. Na domiar złego zwłoki odnalezione w zgliszczach spalonego domu należą do dawnego przyjaciela Benera, a Marek odkrywa, że w śmierć może być zamieszana kobieta, przez którą zerwali przyjaźń lata temu. Prawdziwy dramat jednak dopiero na niego czyha, dziennikarza prześladuje od dawna jedno zdanie: najgorsze dopiero nadejdzie. Czy Benerowi uda się otrząsnąć z kilkuletniej apatii i dotrzeć do korzeni zła?                                                                                                                                                                  opis wydawcy

Sięgając po Najgorsze dopiero nadejdzie spodziewałam się ciekawej (może nie wybitnej, ale chociaż całkiem przyzwoitej) lektury kryminalnej. Wiedząc, że to debiut nie oczekiwałam żadnego literackiego objawienia, ale liczyłam na ciekawą zagadkę, wyraziste postacie i fabułę, która zmusi mnie do przewracania kolejnych stron. Niestety już po kilkudziesięciu stronach zaczęłam podejrzewać, że tytuł jest jedynym naprawdę trafnym elementem tej książki. Najgorsze dopiero nadejdzie – wraz z każdym kolejnym rozdziałem. Główny bohater, Marek Bener, jest detektywem, jakich wielu w literaturze – niedogolony, zgorzkniały, świeżo po traumatycznych przeżyciach, a w tym wszystkim popada w apatię i autodestrukcyjne zachowania. Samo w sobie nie byłoby to jeszcze jakąś wielką wadą, gdyby autor potrafił nadać mu choć odrobinę charyzmy, poczucie misji naprawiania świata czy chociaż trochę ironii albo humoru. Tymczasem Bener jest tak interesujący, jak trzygodzinne szkolenie BHP prowadzone przez najnudniejszego prowadzącego. Trudno mu kibicować, trudno się nim przejmować, a jeszcze trudniej spędzić z nim ponad trzysta stron powieści – czasami naprawdę miałam problem przebrnąć przez tę książkę i doczytać ją do końca. Nie pomaga tutaj intryga kryminalna, która również nie zachwyca. Jest rozwleczona, momentami chaotyczna i zbyt mało błyskotliwa. Wielokrotnie miałam wrażenie, że autor próbuje sztucznie komplikować wydarzenia, aby ukryć fakt, że rdzeń historii jest zwyczajnie przeciętny. Zaskoczenie? Owszem, pojawia się. Głównie wtedy, gdy czytelnik odkrywa, że po kolejnych pięćdziesięciu stronach nadal niewiele się wydarzyło. Chociaż – czy to jeszcze zaskoczenie? Nawet nad stylem pisarskim nie ma co się zachwycać – całość jest napisana w sposób poprawny,  opisy bywają rozwlekłe, a dialogi często brzmią nader sztucznie. Problem polega na tym, że poprawność to zdecydowanie za mało, by utrzymać uwagę przez 360 stron.

Nigdy nie wiesz o sobie wszystkiego. Nigdy, dopóki nie staniesz na krawędzi i nie zrobisz czegoś, do czego - jak sądzisz - nie byłbyś zdolny, a co w konsekwencji zmienia cię na zawsze.

Najgorsze dopiero nadejdzie to książka dość słaba, lecz nie jest do cna beznadziejna, dlatego właśnie otrzymuje 1.5 punktu zamiast jednego. Widać, że autor miał pomysł na stworzenie mrocznego kryminału. Problem w tym, że od pomysłu do wykonania jest trochę drogi do pokonania. Rozumiem, że jest to debiut, jednak w moim odczuciu strasznie rozwleczony i zwyczajnie nudny. Kryminał bez emocji, bohater bez charyzmy i zagadka, która nie wynagradza czasu poświęconego na jej śledzenie. Czy sięgnę po kontynuację serii? Nie mam pojęcia. Nie ciągnie mnie. Chociaż z chęcią poznam inne książki Roberta Małeckiego, bo wydał ich dość sporo. 

sobota, 16 maja 2026

"Pomsta" Maciej Kaźmierczak

Tytuł: Pomsta
Tytuł: Maciej Kaźmierczak
Cykl: Robert Foks
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 432
Ocena: 1.5/6

Gdyby policji udawało się znaleźć kogoś tylko dlatego, że wie, jak wygląda twarz sprawcy, to świat byłby piękniejszy. Albo wręcz przeciwnie. Zależy, do czego ta wiedza byłaby ostatecznie wykorzystywana.




O twórczości Macieja Kaźmierczaka czytałam w otchłaniach Internetu już jakiś czas temu, a opisy jego książek zaciekawiły mnie na tyle, że postanowiłam sprawdzić o co ten cały szum. Mój wybór padł w ciemno na pierwszy tom serii o z komisarzem Robertem Foksem w roli głównej, a jego tytuł to Pomsta. Zapraszam na recenzję!

Kto i dlaczego zabija pochodzące z bogatych domów nastolatki? Jaki udział ma w tym warszawska mafia, dilerzy narkotyków i handlarze ludźmi?

Warszawa, Złote Tarasy. Młoda dziewczyna zostaje dźgnięta nożem i wyrzucona przez barierki. Komisarz Robert Foks jest przekonany, że ta niecodzienna egzekucja to dopiero początek. Wkrótce dostaje informację o zaginięciu córki swojego byłego partnera, a to oznacza, że zaczął się wyścig z czasem. Gdy pojawia się kolejna ofiara, sprawy zaczynają się komplikować jeszcze bardziej. Morderca postanawia pogrążyć komisarza i wplątać go w kolejną zbrodnię. Robert Foks, bezkompromisowy warszawski glina, już wie, że aby schwytać seryjnego mordercę, będzie musiał złamać wiele zasad.                                                                                                                                                            opis wydawcy
Pomsta to pozycja, której byłam zwyczajnie ciekawa, ale bez żadnych większych oczekiwań, po prostu chciałam poznać twórczość nowego autora. Za rozpoczęcie tej lektury zbierałam się chyba trzy razy – albo mi coś czytnik zastrajkował, albo nie wzięłam czytnika do komunikacji miejskiej, albo zwyczajnie wydarzyło się coś innego. Z ciekawością zaczęłam czytać i w sumie skończyłam bardzo szybko, ale z dość sporym niedosytem. Niby nie oczekiwałam nie wiadomo czego, ale cała książka wydała mi jakaś taka… sztampowa. Powieść kryminalna jakich wiele. Połamany glina z mroczną przeszłością, który po trupach próbuje rozwikłać sprawę, morderca, który próbuje się w jakiś sposób odegrać na komisarzu – motyw stary jak świat i wielokrotnie wałkowany w kryminałach. No po prostu to brzmi jak zbyt często odgrzewany kotlet. W moim odczuciu w Pomście nie ma niczego nowego czy odkrywczego, niczego co by mnie zafascynowało, urzekło czy zaciekawiło – zabrakło czegoś niebanalnego, odkrywczego, a także intrygi, napięcia czy jakiś nietuzinkowych bohaterów. Fakt, autor miał jakiś tam pomysł – fakt nieco powtarzalny i sztampowy, ale miał, a do tego próbował na mroczny klimat i próbował stworzyć historię o konsekwencjach nienawiści czy obsesji. Jest kilka scen rzeczywiście buduje napięcie i pokazuje potencjał tkwiący w tej opowieści. Pojawiają się momenty, w których czytelnik może poczuć emocje bohaterów i zainteresować się ich losem. Są takie fragmenty, ale jednak problem polega jednak na tym, że jest ich zdecydowanie zbyt mało, by uratować całość.

Pomsta to książka, którą się rozczarowałam, mimo tego, że nie miałam względem niej jakiś wielkich oczekiwań. Sztampowe postacie, szablonowy pomysł na fabułę, brak emocji, intrygi i elementu zaskoczenia. Jeszcze kiedyś dam szansę twórczości Macieja Kaźmierczaka, ale raczej już więcej nie sięgnę po serię z komisarzem Frostem. Skończyłam z naprawdę sporym niedosytem. 

wtorek, 5 maja 2026

"Najlepsza przyjaciółka" Joanna Jax

Tytuł: Najlepsza przyjaciółka
Autor: Joanna Jax
Wydawnictwo: Videograf S.A.
Czyta: Elżbieta Kijowska
Długość: 9 godz. 25 min.
Ocena: 5.5/6

Musisz ruszyć z miejsca. Powinnaś zacząć żyć prawdziwym życiem, a nie podkarmiać demony, które opętały twoją duszę. To wydarzyło się dawno temu, czas zapomnieć i odetchnąć pełną piersią. Jeszcze możesz być w życiu szczęśliwa, tylko musisz o siebie zawalczyć.



Przyjaźń to prawdziwy skarb, a mam to szczęście mieć grono kilku wiernych, oddanych przyjaciół od lat, a najdłuższa relacja w tym momencie trwa 24 lata. Z racji tego, że chciałam się zapoznać z twórczością Joanny Jax – mój wybór padł właśnie na książkę o przyjaźni pt. Najlepsza przyjaciółka w formie audiobooka w interpretacji Elżbiety Kijowskiej. Zapraszam na recenzję!

Beata Liwarowska przyjeżdża do rodzinnego miasta, by uczestniczyć w pogrzebie swojej najlepszej przyjaciółki, Agnieszki Witymskiej. Mimo że ich relacje bywały bardzo trudne, łączyła je głęboka więź i do końca utrzymywały ze sobą bliski kontakt. Po przybyciu na miejsce, Beata stwierdza z przykrością i ogromnym zdziwieniem, że zarówno mąż Agnieszki, jak i ich córka, Weronika, traktują ją jak intruza. Piotr Witymski wyprasza ją nawet ze stypy, wręczając na pożegnanie plik listów swojej żony, adresowanych do Beaty. Początkowo nie rozumie, dlaczego przyjaciółka nigdy ich nie wysłała, ale gdy zagłębia się w lekturze, odkrywa ponure tajemnice Agnieszki i zdezorientowana zaczyna się zastanawiać, co było prawdą, a co fałszem w ich wzajemnych stosunkach. Wyłania się przed nią obraz kobiety zupełnie innej niż do tej pory sądziła. Kiedy dociera do końca korespondencji i dowiaduje się o najmroczniejszym sekrecie Agnieszki Witymskiej, jej świat przewraca się do góry nogami, a problem, który musi rozwiązać, może sprawić, że jej dotychczasowe życie albo legnie w gruzach, albo zamieni się w piękną bajkę.                                                                                                                                                                                              opis wydawcy

Najlepsza przyjaciółka to pozycja, której byłam po prostu bardzo ciekawa – twórczość Joanny Jax przewijała mi się w blogosferze od dość dawna i chciałam się zapoznać z prozą tej autorki. Mój wybór to była wersja audio w genialnej wręcz interpretacji Elżbiety Kijowskiej, Moim zdanie sam pomysł na fabułę nie jest wybitnie nowatorski, aczkolwiek w moim odczuciu dość ciekawy. No i muszę przyznać, że tutaj cała narracja poprowadzona jest w sposób płynny i angażujący, a podczas odsłuchiwania audiobooka odnosiłam wrażenie, jakbym słuchała opowieści przyjaciółki. Autorka umiejętnie buduje napięcie, przeplatając teraźniejszość z wydarzeniami z przeszłości, co osobiście bardzo lubię w każdego rodzaju literaturze. W moim odczuciu to właśnie dzięki temu zabiegowi historia nabiera głębi, a czytelnik stopniowo rozumie motywacje bohaterów i kontekst ich decyzji.  Jednym z największych atutów powieści jest jej realizm psychologiczny. Postacie nie są jednowymiarowe ani przewidywalne – każda z nich zmaga się z własnymi słabościami, lękami i pragnieniami, a także demonami. Autorka nie boi się pokazać ich w dobrych momentach, ale także w chwilach słabości, co czyni je niezwykle prawdziwymi i bliskimi sercu, a jednocześnie łatwo się z nimi identyfikować. 

Podsumowując, Najlepsza przyjaciółka to poruszająca i dojrzała opowieść o relacjach międzyludzkich, która zostaje w pamięci na długo po zakończeniu lektury. Nie wiem jak inne książki Joanny Jax, ale w tej powieści autorka pokazała, że potrafi pisać o emocjach i relacjach w sposób naprawdę autentyczny i angażujący. To książka dla wszystkich, którzy cenią sobie historie oparte na prawdziwych uczuciach, skomplikowanych relacjach i życiowych wyborach. W połączeniu z doskonałym głosem i interpretacją Elżbiety Kijowskiej, audiobook staje się naprawdę wspaniałą przygodą. Szczerze polecam, nie tylko miłośnikom literatury obyczajowej, ale także tym, którzy cenią w książkach motyw przyjaźni. Moim zdaniem książka naprawdę dobra i zapadająca w pamięć. Chętnie kiedyś sięgnę po inne pozycje tej autorki.

czwartek, 30 kwietnia 2026

"Kolekcjoner lalek" Katarzyna Bonda



Tytuł: Kolekcjoner lalek
Autor: Katarzyna Bonda
Cykl: Policjantka Lena Silewicz
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Muza
Czyta: Filip Kosior
Długość: 10 godz. 5 min.
Ocena: 5/6




W swojej czytelniczej karierze mam już za sobą kilka pozycji Katarzyny Bondy, jednak miałam trochę przerwy od lektury jej książek. Ostatnio moją uwagę przykuł opis pierwszego tomu najnowszej serii „królową polskiego kryminału” z młodą policjantką Leną Silewicz w roli głównej – zapraszam na recenzję Kolekcjonera lalek!

W warszawskiej willi znanego finansisty zostały znalezione zwłoki jego pasierbicy. Lena Silewicz wie, że jest za młoda i za mało doświadczona, żeby pozwolono pracować jej przy tej sprawie. Jest jednak zbyt zdeterminowana, więc nie waha się użyć wszelkich możliwości, by dołączyć do śledczych. Okazuje się, że na Nocnego Łowcę poluje nie tylko policja, ale również znany podcaster, który skutecznie utrudnia śledztwo. Kiedy Lena odkrywa kolejne elementy tej układanki, rozdrapuje stare rany. Wiele lat temu jej świat zatrząsł się w posadach. Teraz śniony w dzieciństwie koszmar nagle się urzeczywistnia i staje się o wiele bardziej przerażający niż kiedyś.                                                                                                                                                 opis wydawcy

Kolekcjoner lalek jest pozycją, której byłam naprawdę ciekawa, bo wcześniej czytane przeze mnie książki Katarzyny Bondy w większości przypadły mi do gustu. Byłam ciekawa jak wypadnie historia oraz postać młodej funkcjonariuszki z policyjnej rodziny. Moim zdaniem pomysł na fabułę jest naprawdę bardzo ciekawy i jednocześnie naprawdę dość dobrze zrealizowany. Nie jest idealnie, mogło by być nieco lepiej, nieco więcej napięcia i zaskoczenia, ale pomysł jest naprawdę ciekawy i dobrze zrealizowany. No i postaci – Lena Silewicz  jako kolejna kobieta jako główna bohaterka powieści kryminalnej. Młoda, ambitna, z dość idealistycznym, podejściem do swojej pracy. Nieco sztampowo – młoda kobieta wstępuje do policji chcąc dorównać ojcu i braciom, ten typ kobiety która trzymając się z facetami odsuwa od siebie praktycznie całkowicie swoją naturalna kobiecość, bo przecież ona taka nie jest. Momentami nieco  mnie irytowała swoim idealistycznym podejściem, ale jednak ją polubiłam. Bohaterów jest dość sporo, są różnorodni, dość wyraziści, hardzi. Całość wykreowana w taki sposób, że całość wciąga od samego początku. Szczególnie w formie audiobooka w rewelacyjnej interpretacji niezawodnego Filipa Kosiora. Jego głos ma ciężar, napięcie i tę rzadką umiejętność nadawania postaciom charakteru bez teatralnej przesady. Nie czyta – on prowadzi słuchacza przez ciemny korytarz tej opowieści, czasem szepcząc, czasem przyspieszając puls, czasem zostawiając złowrogą ciszę. Zakończenie nie jest wybitnie zaskakujące, dość łatwe do przewidzenia, jednak nie zmienia to faktu, że dość dobrze się bawiłam podczas tej lektury. No i wielki plus za podjęcie tematu wykorzystania seksualnego oraz realnych konsekwencji tego czyny, a całość przedstawione w naprawdę dobry, dość prawdziwy sposób pokazujący jak to wpływa na psychikę i życie. 

Chce, żeby mówili o nim cały czas. Żeby gazety pełne były zdjęć jego lalek, które sobie przywłaszcza. Żeby opisywano go epitetami: najgroźniejszy, najbrutalniejszy i bezkarny. To mu schlebia.

Kolekcjoner lalek to powieść, która ma dość solidne tempo, co chwilę odsłaniając nowe tropy i kolejne wątki, które początkowo mogą sprawiać wrażenie zbędnych lub wrzuconych na siłę. Z czasem jednak wychodzi na jaw, że ten pozorny nieład jest zamierzony, a Katarzyna Bonda świadomie prowadzi czytelnika przez misternie skonstruowaną intrygę. Nie jest idealnie, ma swoje niedociągnięcia, to fakt, ale całość to całkiem dobra pozycja, a niezła główna bohaterka zwiastuje kolejną dobrą serię. Nie zmienia to faktu, że chętnie sięgnę po kolejne tomy tej serii. 

Czasami to, co nas najbardziej przeraża, jest naszym przeznaczeniem i po prostu musimy się z tym zmierzyć. Są tylko dwie opcje: strach zniszczy ciebie albo ty go pokonasz. Wtedy rozpływa się jak zapach w powietrzu, a walka czyni cię silniejszym i odporniejszym na ciosy. Im dłużej jednak spychasz lęk w głąb nieświadomości, tym częściej i intensywniej powraca, a jego cienie odzywają się w najmniej oczekiwanych momentach.

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

"Wspaniała śmierć" Emma Ångström




Tytuł: Wspaniała śmierć
Autor: Emma Ångström
Wydawnictwo: Wydawnictwo LeTra
Ilość stron: 184
Ocena: 1/6







Od lat skandynawskie kryminały są uważane za jedne z najlepszych na świecie, po prostu klasyka sama w sobie. sama wiele takich książek już przeczytałam, dlatego nie znając wcześniej w ogóle twórczości Emmy Ångström postanowiłam w ciemno zabrać się za jej książkę pt. Wspaniała śmierć. W końcu przyszedł czas na jej recenzję.

Pewnego dnia Julii rozpada się cały świat. Ułożone małżeństwo, troje dzieci, harmonijny dom – wszystko zostaje przekreślone nagłym zniknięciem jej męża, Henrika. Julia pozostaje bez żadnego wytłumaczenia, wskazówek ani przypuszczeń. Podobnie zaangażowana w śledztwo policja, która pozbawiona wszelkich poszlak wkrótce utyka w martwym punkcie dochodzenia. W międzyczasie wychodzi na jaw, że perfekcyjne życie Julii było zbudowane na bardzo niestabilnych fundamentach, a jej zaginiony mąż mógł być kimś innym, niż przez wszystkie lata zakładała. Co więcej, kobieta zaczyna podejrzewać, że życiu jej i jej dzieci może grozić bardzo poważne niebezpieczeństwo…                                                                                             opis wydawcy

Wspaniała śmierć jest pozycją, po którą sięgnęłam zupełnie w ciemno licząc na ciekawą i wciągającą lekturę, okazało się jednak, że zupełnie się przeliczyłam. Już na początku książka mnie nie porwała, ale dawałam jej szansę i zupełnie zmęczyłam się do końca. Sam pomysł na fabułę wydaje się mieć potencjał, jednak zupełnie niewykorzystany, zmarnowany. Akcja toczy się bardzo powoli, w sposób przewidywalny, w moim odczuciu zupełnie bez intrygi czy zaskoczeń, a finał całej powieści zupełnie bez niespodzianek, do przewidzenia od samego początku. Styl pisarski jednak jest nieskomplikowany, prosty, nie ma w nim nic fascynującego, zresztą jak w całej książce. Sytuacji nawet nie ratują bohaterowie – nie ma zbyt ich wielu, ale są  bardzo sztampowi, jednowymiarowi i zupełnie bez wyrazu. Moim zdaniem to przykład powieści, która chce być czymś więcej, niż jest w stanie udźwignąć - jakiś tam potencjał, ale zdecydowanie wieje nudą.

Wspaniała śmierć to książka, która mnie do bólu zanudziła – na szczęście to tylko 184 strony. Pozycja jest zupełnie nijaka, zupełnie nieoryginalny, naprawdę nie ma się czym zachwycać. Moim zdaniem zdecydowanie szkoda czasu – są zdecydowanie lektury do przeczytania… 

niedziela, 12 kwietnia 2026

"Mieszkanie na ostatnim piętrze" Agata Zamarska

Tytuł: Mieszkanie na ostatnim piętrze
Autor: Agata Zamarska
Wydawnictwo: Filia
Czyta: Olga Żmuda
Długość: 9 godz. 32 min.
Ocena: 2/6


Poza więzami krwi, niewiele nas łączyło. Nawet w dzieciństwie nie byłyśmy ze sobą szczególnie blisko, a wydarzenia kolejnych lat pokazały, że nigdy nie zostaniemy przyjaciółkami.



Po kilku reportażach i trudniejszych książkach postanowiłam sięgnąć po coś lżejszego do lektury i podczas przeglądania dostępnych audiobooków, na którejś z platform streamingach postanowiłam sięgnąć po polski thriller autorstwa Agaty Zamarskiej pt. Mieszkanie na ostatnim piętrze. Zapraszam na recenzję!

Po tragicznej śmierci siostry Karolina wraca z Londynu, żeby zająć się sprzedażą odziedziczonego mieszkania. Powrót do rodzinnego miasta nie jest dla niej łatwy, a wspomnienia kryjące się w murach starej warszawskiej kamienicy nie należą do najlepszych. Nie bez powodu Karolina przed laty zerwała kontakty z bliskimi… Teraz jednak żałuje, że nie miała szansy, by naprawdę poznać siostrę. Ma nadzieję, że przyjaźń z niektórymi mieszkańcami kamienicy – samotną matką Tamarą i popularnym autorem horrorów Filipem – pozwoli jej lepiej zrozumieć Monikę. Szybko okazuje się, że wykreowany przez nowych znajomych obraz siostry całkowicie rozmija się z wyobrażeniami Karoliny. Kolejne wydarzenia sprawiają, że kobieta zaczyna wątpić w dobre intencje sąsiadów. Stopniowo nabiera przekonania, że wszyscy coś przed nią ukrywają. W pewnym momencie pojawia się pytanie: czy śmierć Moniki na pewno była zwykłym wypadkiem?                                                                                                                                           opis wydawcy

Mieszkanie na ostatnim piętrze jest książką, względem której nie miałam jakiś większych oczekiwań – po prostu potrzebowałam jakiejś lżejszej lektury, która będzie mi towarzyszyć w formie audiobooka. Jedyne czego się spodziewałam, że to będzie bardziej powieść obyczajowa niż kryminalna lub thriller, co w sumie okazało się być prawdą. Niby jest jakaś tajemnica i zagadka kryminalna, ale w moim odczuciu wydaje się być ona jedynie drobnym akcentem, ale nie wiedzie tutaj prymu. Zdecydowanie największy nacisk jest tutaj położony na relacje pomiędzy bohaterami, a nie na intrygę czy zagadkę. Owych bohaterów nie ma tutaj również zbyt wielu – ledwie garstka i to w dodatku są mało wyraziści, tacy niezbyt wyróżniający się, jakby bez charakteru, po prostu zupełnie nijacy i bez charakteru czy pazura. W pewnym momencie już się zmuszałam do tego, żeby skończyć słuchać tego audiobooka – o ile lektorka wypadła naprawdę całkiem dobrze, tak fabuła (mimo dość ciekawego pomysłu) jest po prostu nudna i przewidywalna. Tempo tej książki jest naprawdę słabe – zamiast stopniowo przyspieszać i budować coraz większe napięcie, akcja zaczyna się rozciągać i powtarzać. Pojawia się sporo scen, które niewiele wnoszą do fabuły, przez co historia momentami stoi w miejscu, a pewne wątki wydają się być zupełnie niedomknięte. Jeszcze powolne, wręcz rozciągnięte tempo fabuły miałoby sens, gdyby autorka zgłębiała najgłębsze meandry ludzkiego umysłu, a lektura pokazywałaby bohaterów w zdecydowanie rozbudowany sposób pod kątem psychologicznym – tutaj jednak tego brakuje. No i największe rozczarowanie, czyli finał – do bólu przewidywalne, nic nie wnoszące, zupełnie nie zapadające w pamięć. 

Mieszkanie na ostatnim piętrze w moim odczuciu to książka zwyczajnie nudna, zupełnie nie zapadająca w pamięć, brakuje tu w sumie wszystkiego – pazura, zwrotów akcji, napięcia, aspektu psychologicznego, barwnych postaci… Pomysł na fabułę miał potencjał, który okazał się być zupełnie zmarnowany. W moim odczuciu jest to pozycja co najwyżej przeciętna, wręcz słaba – po prostu wieje nudą i nie ma się nad czym zachwycać, nawet w kategorii lekkich czytadeł. W moim odczuciu zdecydowanie szkoda czasu. Nuda, brak, zaskoczenia, przewidywalność i niepodomykane wątki. 

niedziela, 22 marca 2026

"Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach" Monika Białkowska

Tytuł: Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach
Autor: Monika Białkowska
Wydawnictwo: WAM
Liczba stron: 336
Ocena: 4.5/6

W strachu, który tam panuje, traci się ludzkie odruchy. Głośno mówię, że to życie miało wszystkie znamiona sekty. Przemoc emocjonalna. Forsowanie swojej wizji z argumentem "woli Bożej". Odcięcie od świata zewnętrznego. Całkowita kontrola w najdrobniejszych rzeczach, w prywatności. I ostracyzm, kiedy odchodzisz.


Od 15 lat prowadzę Dzieło Duchowej Adopcji Sióstr Zakonnych, co sprawia, że znam osobiście wiele sióstr zakonnych z najróżniejszych zgromadzeń – cudownych wspaniałych kobiet, ale również wiele takich, które rozbiły się z oczekiwaniami i powołaniem. No i ostatnio naprawdę coraz chętniej sięgam po literaturę faktu. Dlatego właśnie postanowiłam sięgnąć po reportaż autorstwa Moniki Białkowskiej pt. Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach. Zapraszam na moją opinię!

„Zdradziły Jezusa i Kościół" – to zwykle słyszą siostry zakonne, które postanowiły odejść ze swoich zgromadzeń. Często towarzyszy temu izolacja albo w najlepszym wypadku niezrozumienie. A co jeśli to one zostały zdradzone? 

W wielu zgromadzeniach żeńskich w Polsce siostry przeżywają prawdziwe piekło. Miłość, jaką żywią do Jezusa i Ewangelii, bywa bezwzględnie wykorzystywana przez przełożone. Wszelkie protesty spotykają się z wyszydzeniem i przemocą. Siostry często są wycieńczone psychicznie i fizycznie, nieraz bliskie samobójstwa. Dlatego postanawiają odejść.

Monika Białkowska, teolożka i dziennikarka, rozmawiała z byłymi siostrami zakonnymi, które postanowiły zawalczyć o własną godność i zdrowe życie duchowe. Ta książka, pisana z wnętrza Kościoła, kończy zmowę milczenia wokół patologii w żeńskich zakonach. Istnieją w zakonnym życiu przestrzenie, w których szczególnie łatwo o nadużycia i krzywdę. Jeśli nie zaczniemy o nich mówić, będą istnieć nadal i wciąż będą prowadzić kolejne kobiety na terapię albo na skraj samobójstwa. Tym właśnie przestrzeniami trzeba się dziś zająć – nie z niechęci do życia zakonnego, ale z troski o jego przyszłość, świętą i wolną od nadużyć. Z troski o kobiety, które to życie wybrały – o ich wolność, ich bezpieczeństwo, ich zdrowie fizyczne, psychiczne i duchowe.                                                                                                     opis wydawcy

Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach to pozycja, której byłam naprawdę ciekawa – wynika to  moich osobistych doświadczeń związanych z siostrami zakonnymi, ale również po lekturze takich książek jak Sakrament obłudy. Wspomnienia z seminarium, Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica czy Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos. Jestem po prostu ciekawa wielu perspektyw i spojrzeń. Zaczęłam czytać tę książkę i od samego początku się wciągnęłam w opowiedziane historie, wywiady z bohaterkami tego reportażu. Muszę przyznać, że w tych opowieściach w sumie niewiele mnie zaskoczyło, a w sumie większość z nich potwierdza moje obserwacje z przebywania z zakonnicami (np. trzy lata katolickiej szkoły z internatem prowadzonej przez siostry) – chociażby w kwestii tego, że w powielanych sloganach o woli Bożej tak naprawdę nie ma ani krztyny Boga i jego miłosierdzia. O tym wspomina jedna z bohaterek tego reportażu:

Nie wiem czy w zakonnej "woli Bożej" w ogóle jest obecny Bóg i Jego wola. Myślę, że nie. Jest to pojęcie tak wyświechtane, nadużywane, ze Pan Bóg jest najwyżej daleko w tle. Możesz być osobą niewierzącą i zewnętrznie żyć tymi "wolami Bożymi", nakazami, zakazami... Naprawdę spotkałam niewierzące siostry, choć kiedyś wydawało mi się to sprzecznością.
Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach to książka, która pokazuje jak wygląda klasztorny świat od środka, jakie tam panują mechanizmy dalekie od aktualnej wiedzy (chociażby psychologicznej). Muszę przyznać, że spodziewałam się nieco większej ilości kontrowersyjnych treści – mnie realnie nic nie zszokowało, ale trzeba wziąć poprawkę na to, że osobiście miałam okazję obserwować klasztorne życie od środka i to w różnych zgromadzeniach. Książka jest napisana w sposób jasny, przystępny i nie oczerniający nikogo – przynajmniej w moim odczuciu. To po prostu historie zranionych kobiet, których marzenia i oczekiwania bardzo boleśnie zderzyły się z zakonną rzeczywistością. 

Nie ma w klasztorze możliwości konfrontacji. Nie wpuszcza się nikogo, kto nie jest "swój". Nie dociera praktycznie żadna myśl z zewnątrz. Nawet spowiednik jest wybierany przez przełożoną. Każdy prywatny kontakt ze światem masz totalnie odcięty. Przez to, że jest to zamknięte środowisko, drobiazgi typu jabłko, śmietana czy zakładka na kocu naprawdę urastają do rozmiarów czegoś na miarę sensu życia, zaczyna się wydawać, że od nich zależy jeśli nie twoje zbawienie, to przynajmniej twoje dopuszczenie do ślubów. I na tej podstawie ocenia się czy masz powołanie.

Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach to moim zdaniem pozycja potrzebna – zwłaszcza tym dziewczynom, kobietom, które rozważają tę drogę życiową. To trochę takie spojrzenie w klasztorną klauzurę. Mimo że ten reportaż nie wstrząsnął mną jakoś wyjątkowo mocno, ale mam świadomość że dla wielu osób, zwłaszcza mocno wierzących i zapatrzonych w kościelną hierarchię ta książka może być zdecydowanym szokiem. Nie każdego może zainteresować, to fakt faktem.


poniedziałek, 16 marca 2026

"Boska proporcja" Piotr Borlik

Tytuł: Boska proporcja
Autor: Piotr Borlik
Cykl: Agata Stec i Artur Kamiński
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Filip Kosior
Długość: 9 godz. 57 min.
Ocena: 5/6


Matka to skarb, a miejsce skarbu jest głęboko pod ziemią.





Z twórczością Piotra Borlika miałam już przyjemność się zapoznać, dlatego bardzo chętnie sięgnęłam po kolejną książkę spod jego pióra. Tym razem ciekawa duetu policjantki i psychologa sięgnęłam po kryminał pt. Boska proporcja z Agatą Stec i Arturem Kamińskim rozwiązującymi sprawę w interpretacji Filipa Kosiora jako cudownego lektora audiobooków. 

W zamkniętej dla zwiedzających palmiarni Parku Oliwskiego zostają znalezione zaaranżowane w sposób równie makabryczny jak piękny zwłoki dziewczyny. Człowiek odpowiedzialny za remont obiektu znika, a na miejscu zbrodni jako jeden z pierwszych pojawia się Robert Mazur - zabójca po wyroku będący pod stałą kontrolą terapeuty. Sprawę bada komisarz gdańskiej policji Agata Stec, której alkohol, kac i pobudka w obcym łóżku nie są obce. Żyje pracą, przeklina i całkiem nieźle radzi sobie w środowisku zdominowanym przez mężczyzn, choć nieustannie, jako przełożona grupy śledczej, musi znosić seksistowskie przytyki. Agata nie przepada za pracą zespołową, a za jedynego przyjaciela uważa starszego brata - znanego psychologa Artura Kamińskiego, którego potajemnie wciąga w kulisy śledztwa, licząc na jego doświadczenie w pracy z psychopatycznymi jednostkami. Elegancki i powściągliwy, otaczający się pięknymi i drogimi przedmiotami, wyczulony na rytuały Kamiński to przeciwieństwo porywczej siostry. Ta sprawa stanowi autentyczne wyzwanie dla jego nieprzeciętnego intelektu.                                                                                                         opis wydawcy

Boska proporcja jest pozycją, za którą zabrałam się z wielką ciekawością. Nie dość, że byłam ciekawa współpracującego duetu policjantki i psychologa, ale muszę przyznać, że byłam też bardzo zaciekawiona samym opisem i tym czego w ogóle mogę się spodziewać po akcji tej książki. No i muszę przyznać, że pomysł na fabułę jest w tej pozycji naprawdę świetnie przemyślany i wykreowany. Naprawdę ciekawy motyw z wykorzystaniem ciągu Fibonacciego w literaturze kryminalnej. Jednak mam trochę zastrzeżeń co do kreacji postaci. Sam pomysł na współpracujący z sobą duet między policjantką a psychologiem jest naprawdę w porządku, ale… zniszczony funkcjonariusz policji czy inny pracownik wymiaru sprawiedliwości nadużywający alkoholu to już temat wyjątkowo często przemielony w literaturze kryminalnej, nawet jeżeli chodzi o kobietę prowadzącą śledztwo. Fenomen tego, jak przyjęła się Chyłka? No i mnie jako psychologa mierzi mnie trochę spłycone przedstawienie pracy psychologa i psychoterapeuty – cały proces profilowania jest przedstawiony w sposób bardzo uproszczony, psycholog przejawia zbyt nonszalancką pewność w stawianiu diagnoz na podstawie znikomej ilości danych, co sprawia, że zawód psychologa to niczym osoba czytająca w myślach. Jednak muszę przyznać, że mimo wszystko książka zdecydowanie mnie zaskoczyła – zarówno meandrami ludzkiego umysłu, jak i kryminalną historią. Nie jest to jakoś wybitnie napisana pozycja, ale spędziłam z nią naprawdę miło czas. 

Nikt jednak nie miał odwagi powiedzieć prawdy na głos: w Trójmieście grasowało dwóch różnych morderców, z czego jeden był psychopatycznym artystą, a drugi zwykłym psycholem.

Boska proporcja to powieść, która z powodzeniem łączy elementy thrillera psychologicznego z kryminałem i refleksją nad naturą piękna oraz obsesji. Osobiście chętnie jeszcze sięgnę po inne książki spod pióra Piotra orlika, ale też chętnie sięgnę po kolejne zagadki kryminalne rozwiązywane przez Agatę Stec i Artura Kamińskiego – chociażby po to, żeby przekonać się jak autor poprowadzi te postacie w następnych częściach. Wciągająca pozycja z ciekawą zagadką kryminalną i podłożem psychologicznym. Mogłoby być nieco więcej zaskoczeń, jednak i tak uważam, że czas spędzony z Boską proporcją był naprawdę dobrze wykorzystany.

Na własnej skórze się przekonał, czym grozi pozostawienie mentalnej pępowiny, która z roku na rok coraz ciaśniej owija się wokół szyi i trzyma na uwięzi niczym smycz. Niematerialna, lecz tak mocna, że musiał ją odciąć jakże materialnym, twardym ostrzem.

sobota, 14 marca 2026

"Zanim powiesz żegnaj" Harlan Coben, Reese Witherspoon

Tytuł: Zanim powiesz żegnaj
Autor: Harlan Coben, Reese Witherspoon
Wydawnictwo: Albatros
Czyta: Filip Kosior
Długość: 9 godz. 46 min.
Ocena: 1.5/6


Ból nigdy nie odchodzi. I nigdy nie pozwala ci odejść. Po prostu uczysz się z nim żyć.





Jeszcze w czasach liceum zawzięcie zaczytywałam się w powieściach Harlana Cobena. Chociaż dzisiaj nie sięgam po jego powieści tak często – sympatia do jego twórczości pozostała. Dlatego z chęcią sięgnęłam po jego książkę napisaną w duecie z Reese Witherspoon pt. Zanim powiesz żegnaj w postaci audiobooka w interpretacji niezawodnego Filipa Kosiora. 

Maggie McCabe zawsze żyła na krawędzi. Tylko człowiek z nerwami ze stali może zostać chirurgiem wojskowym, a tylko geniusz – zdobyć w tym zawodzie taką renomę jak ona. Ale wysoki prestiż nie ochronił jej przed tragedią. Pozbawiona prawa wykonywania zawodu Maggie traci w życiu cel, ale nie pasję. Gdy dotyka dna, z niespodziewanej strony nadchodzi ratunek – były kolega po fachu, obecnie elitarny chirurg plastyczny świadczący usługi najbogatszym ludziom na świecie, prosi ją o przysługę. W tajemniczej, zamkniętej klinice, ociekającej luksusem i dysponującej najnowszymi technologiami, o których zwykli ludzie jeszcze nie słyszeli, pewien człowiek potrzebuje pomocy. Maggie należy do niewielu lekarzy na świecie, którzy mogą jej udzielić. Zgadza się wkroczyć do świata niewypowiedzianego bogactwa i dotrzymać swojej części umowy. Kiedy jednak jej pacjent nagle znika bez śladu, Maggie wie, że musi uciekać, chyba że sama chce podzielić jego los…                                                                                                                                         opis wydawcy

Zanim powiesz żegnaj to tytuł, który zapowiadał się dobrze – tajna klinika dla światowych elit, procedury medyczne na granicy legalności i motyw połączenia bogactwa z medycyną. Pomysł na fabułę całkiem poprawny, chociaż nic wybitnie wyróżniającego się. Cała akcja rozwija się dość powoli, zdecydowanie brakuje tutaj budowania napięcia, intrygi, dreszczyku emocji czy galopującego tempa wydarzeń… No i bohaterowie, którzy w moim odczuciu są wykreowani naprawdę płytko, jednowymiarowo, bez żadnych większych zaskoczeń, po prostu sztampowi i bez szału czy jakiegokolwiek kolorytu. Książka jest napisana w sposób charakterystyczny dla Cobena – krótkie rozdziały, prosty język i duża liczba dialogów sprawiają, które sprawiają, że pozycje spod jego pióra oczyta się naprawdę szybko. Jednak nawet to w połączeniu z cudownym głosem Filipa Kosiora nie uratowało sytuacji – Zanim powiesz żegnaj to książka, przy której zwyczajnie się wynudziłam i zupełnie nic mnie w niej nie zaskoczyło. 

Zastanawiasz się, co czyni bohatera? Oczywiście, że altruizm. Ale jest też ego, lekkomyślność i poszukiwanie mocnych wrażeń.

Zanim powiesz żegnaj to w moim odczuciu pozycja zupełnie słaba i niezapadająca w pamięć – po prostu nudne czytadło stworzone na kanwie dość sztampowego pomysłu. Jak dla mnie to pozycja jakich wiele. Nie wiem czy ja się starzeję czy Coben słabiej pisze, ale już chyba coraz mniej nam po drodze. W jego książkach i tak najbardziej lubiłam rozmowy z Myronem Bolitarem, a jego współpracownikiem Winem – tutaj tego nie uraczymy. Nie polecam, moim zdaniem ta pozycja to zdecydowana strata czasu. 

Nie ma czegoś takiego jak odkrycie bez konsekwencji. Ważne jest to, co człowiek postanowi z tym zrobić.

piątek, 6 marca 2026

"Kwaśne jabłka. O przemocy wobec dzieci" Piotr Mieśnik, Magda Mieśnik

Tytuł: Kwaśne jabłka. O przemocy wobec dzieci
Autor: Piotr Mieśnik, Magda Mieśnik
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 352
Ocena: 100000/10 - MUSISZ PRZEZYTAĆ



Przy traumie czas nie leczy ran. Odgrywa wręcz odwrotną rolę.






W ostatnich latach oraz częściej zaczytuje się w reportażach, a wyjątkowo lubuję się tematach przemocy, wykorzystywania itp. O Kwaśnych jabłkach słyszałam już jakiś czas temu, jednak dopiero teraz, kiedy sama zaczęłam pracę w MOPS-ie zabrałam się za lekturę tej pozycji. Zapraszam na recenzję książki Piotra Mieśnika i Magdy Mieśnik pt. Kwaśne jabłka. O przemocy wobec dzieci.

Każdego roku w wyniku przemocy w polskich domach jest zabijanych 20-40 dzieci, to tak, jakby co roku ze szkoły znikała jedna klasa! Kacper, żył lat 3. Klaudia, żyła lat. 5 Leon, żył lat 4. Eliza, żyła lat 5. Marcel, żył lat 2. Nikodem, żył lat 3. Zuzia, żyła lat 3. Kamilek, żył lat 8. Michał, żył lat 6. Oskar, żył lat 4. Zginęli z rąk matek, ojców, opiekunów. Dorosłych.

To niewidzialni i niesłyszalni bohaterowie reportażu Magdy i Piotra. Zaledwie kilkoro spośród tysięcy dzieci, które stały się ofiarami przemocy we własnych domach. To oczywiście tylko część danych o przemocy, tej, która zyskała rozgłos medialny. Większość dzieci cierpi w milczeniu. Autorzy w swoim reportażu oddają głos również ekspertom i specjalistom, którzy na co dzień stykają się z przypadkami przemocy wobec dzieci. Z ich rozmów wyłania się schemat funkcjonowania, który prowadzi do tragedii.

Brak kompetencji, bieda, zaburzenia, uzależnienia, traumy wyniesione z dzieciństwa. Do tego niedziałające przepisy, zaniechania ze strony urzędników, pracowników socjalnych i służb, które mają obowiązek chronić dzieci. Powtarzalność i schematyczność przypadków pozwalają na to, żeby wyprzedzić ruch. I tylko od nas zależy, czy go wykonamy. Skrzywdzone dzieci nigdy nie zapominają tego, co się stało. Trauma wraca, ciało pamięta. Na zawsze.                                                                                                                                                    z opisu wydawcy

Kwaśne jabłka. O przemocy wobec dzieci… Nawet nie wiem od czego mam zacząć. Naprawdę. Zaczęłam czytać tę książkę z nastawieniem z serii – fajnie, kolejny reportaż, ciekawe czy dowiem się z niego czegoś nowego. Z każda kolejną stroną wciągałam się w tę pozycję coraz bardziej i nie mogąc się od niej oderwać, ale jednocześnie co jakiś czas musiałam przerywać lekturę, bo to wszystko było po prostu za mocne. Te wszystkie historie, które się wydarzyły naprawdę (i tak naprawdę wciąż i nieustannie wydarzają w czterech ścianach) wbijały mnie za każdym razem w fotel miejskiego autobusu. A wszystko miałam połączone z historiami równie realnymi ukrytymi w kartotekach MOPS-u, w które równolegle się wdrażałam. Autorzy w swoim reportażu przytoczyli kilka historii przemocy wobec dzieci, historii prawdziwych, a tym Kamilka, którego śmierć przyczyniła się do powstania tzw. Ustawy kamilkowej. W tym reportażu historie dzieci przeplatają się z rozmowami z ludźmi, którzy walczą o dobro dzieci i są specjalistami z różnych – lekarzami, terapeutami, ale też założycielką Fundacji Gajusz. W moim odczuciu autorzy napisali tę pozycję w bardzo przemyślany, rzeczowy i obrazowy sposób, ale bez szukania jakiejś dramy czy rozgłosu. Nie znajdziemy tu zbędnej sensacyjności , emocjonalnego szantażu czy jakiejkolwiek. Wstrząs wynika po prostu z faktów, a nie z literackich zabiegów. Właśnie dlatego książka działa tak silnie – czytelnik ma poczucie, że obcuje z prawdą, której nie da się zignorować. Dla mnie osobiście wstrząsające było to, że: 30 procent złamań u dziecka poniżej trzeciego roku życia to wynik celowego działania. U dzieci poniżej roku to połowa przypadków. Fakty, rozmowy, opisy. Wszystko naprawdę wstrząsające. Jednak w moim odczuciu najbardziej wstrząsająca i szokująca jest (poza oczywistą przemocą) ślepota ludzi wokół – rodzin, sąsiadów, przyjaciół pracowników instytucji, którzy tak widzieli, żeby nie widzieć i się nie wychylać. Jednocześnie ci sami ludzie zauważą każdą plamę błota na klatce czy peta wyrzuconego na chodnik. A ludzkiej tragedii już nie… To książka, która wstrząsa i zostaje w głowie na długo po przeczytaniu ostatniej strony.

Również cisza w domu jest przemocą wobec dziecka. Krzyk, przezywanie, wyzywanie. Nawet wtedy gdy to rodzice się kłócą i wyzywają nawzajem, to też jest przemoc wobec niewinnego dziecka.

Kwaśne jabłka. O przemocy wobec dzieci to książka wstrząsająca do głębi i wbijająca w fotel. Momentami wydająca się być „za mocna”, ale tak naprawdę za mocne są historie, które pisze życie. Autorzy tą książką zmuszają do refleksji nad odpowiedzialnością dorosłych – zarówno rodziców, opiekunów, pracowników instytucji, ale też tych sąsiadów, którzy przykładają szklankę do ściany, żeby usłyszeć małżeńską kłótnię zza ściany, ale już nie usłyszeć krzyków dziecka. Nie jest to lektura „przyjemna” – i właśnie taka nie powinna być. To książka ważna, odważna i boleśnie prawdziwa. Taka, która nie tylko wbija w fotel, ale także zmusza do zadania sobie pytania, czy jako społeczeństwo robimy wystarczająco dużo, by chronić dzieci. Polecam każdemu! Zdecydowanie każdemu! A w szczególności każdemu, kto pracuje z dziećmi czy rodzinami – nauczycielom, pedagogom, lekarzom, pracownikom instytucji. 

Gdy mówi rodzicom, że zabiera dzieci, reagują agresją, obojętnością, śmieją się. Niektórym trzeba je wyrywać z objęć. Gdy pojechał do kobiety, u której wcześniej zabezpieczył dwoje dzieci, a ona urodziła kolejne i opiekowała się nim pod wpływem alkoholu, usłyszał: - A chuj, zabieraj, zrobię sobie następne.

niedziela, 15 lutego 2026

"Upadek Olivera" Liz Nugent






Tytuł: Upadek Olivera
Autor: Liz Nugent
Wydawnictwo: Wielka Litera
Czyta: Sławomir Grzymkowski
Długość: 7 godz. 19 min.
Ocena: 1.5/6






Nigdy wcześniej nie miałam styczności z twórczością irlandzkiej pisarki Liz Nugent, jednak kiedyś moją uwagę przykuł jej tytuł thriller psychologiczny pt. Upadek Olivera w formie audiobooka w interpretacji Sławomira Grzymkowskiego. W końcu przyszedł czas na recenzję. Zapraszam!

Ujmujący, elegancki, wiarygodny. Ukryty psychopata… Życie Olivera Ryana jest jak z obrazka – idealny dom, perfekcyjna żona, komfort i harmonia. Aż do pewnego wieczora, gdy po jak zawsze wykwintnej kolacji przygotowanej przez żonę Alice, Oliver brutalnie ją bije, tak że kobieta zapada w śpiączkę. Najbliższe mu osoby zaczynają spekulować, co popchnęło go do tak okrutnego i całkowicie niewytłumaczalnego czynu. Zaskakujące szczegóły zaczynają ujawniać: jego próżna i wyjątkowo pusta kochanka Moya; właścicielka francuskiej winnicy Véronique, która z chwilą, gdy zatrudniła Olivera, straciła wszystko; przyjaciel Alice, Barney, od dzieciństwa kochający ją nieodwzajemnioną miłością, oraz kumpel Olivera, Michael, który od lat zmaga się ze wstydliwymi pragnieniami. Kolejne sekrety Olivera są tak brutalne jak jego haniebny czyn i ujawniają psychopatę, który wyłania się z ruin swojej przeszłości naznaczonej porzuceniem, wstydem i przemocą.                                                                                                                                  opis wydawcy

Upadek Olivera jest książką, byłam jej ciekawa zwiedziona obietnicami wizerunku ukrytego psychopaty, ale jednocześnie nie spodziewałam się zbyt wiele. Spodobał mi się sam pomysł na fabułę, dlatego skusiłam się na tę pozycję. W moim odczuciu jednak mógłby wykorzystany zdecydowanie lepiej. Autorka prowadzi narrację z różnych perspektyw, co wyjątkowo lubię w literaturze – dzięki temu poznajemy głos samego Olivera, jego kochanki, ludzi z przeszłości oraz osób, które znalazły się w przestrzeni jego życia. Język jakim jest napisana ta pozycja jest prosty, momentami wręcz surowy – to zdecydowanie pasuje do tematu, ale jednak nie zawsze pomaga w budowaniu napięcia czy stopniowaniu intrygi. Jesteśmy świadkami scen, które (chyba) powinny poruszać, ale jednak wypadają dość chłodno, surowo, jakby opis był ważniejszy niż przekazanie emocji. Ponadto inne fragmenty powieści są moim zdaniem zbytnio i zbędnie przeciągnięte, przez co całe tempo powieści, jej akcji i intrygi bywa naprawdę nierówne. Początek intryguje i przykuwa uwagę, całość w większości zdecydowanie nuży, a zakończenie – choć jest jak najbardziej logiczne – wcale nie zaskakuje czy szokuje. Naprawdę super, że w ogóle jest pokazany obraz osobowości psychopatycznej, ale jednak mam wrażenie, że autorka podchodzi to tematu bez większego zgłębiania się. Najbardziej barwną postacią jest zdecydowanie Oliver, ale nawet w nim tego kolorytu jest niewiele – wszystkie postacie są sztampowe, niewyróżniające się. 

Upadek Olivera to książka, która zasadniczo ma ciekawy pomysł na fabułę, ale całość jest moim zdaniem zrealizowana w sposób dość słaby i niewyróżniający się. Doceniam pomysł, konstrukcję narracji i próbę zmierzenia się z trudnym tematem, ale brakuje mi złożoności postaci, napięcia i emocjonalnej siły. Generalnie lubię thrillery psychologiczne, ale ta pozycja jest w moim odczuciu zwyczajnie nudna i zupełnie niezapadająca w pamięć. Moim zdaniem zdecydowanie szkoda czasu.