Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2026

"Najlepsza przyjaciółka" Joanna Jax

Tytuł: Najlepsza przyjaciółka
Autor: Joanna Jax
Wydawnictwo: Videograf S.A.
Czyta: Elżbieta Kijowska
Długość: 9 godz. 25 min.
Ocena: 5.5/6

Musisz ruszyć z miejsca. Powinnaś zacząć żyć prawdziwym życiem, a nie podkarmiać demony, które opętały twoją duszę. To wydarzyło się dawno temu, czas zapomnieć i odetchnąć pełną piersią. Jeszcze możesz być w życiu szczęśliwa, tylko musisz o siebie zawalczyć.



Przyjaźń to prawdziwy skarb, a mam to szczęście mieć grono kilku wiernych, oddanych przyjaciół od lat, a najdłuższa relacja w tym momencie trwa 24 lata. Z racji tego, że chciałam się zapoznać z twórczością Joanny Jax – mój wybór padł właśnie na książkę o przyjaźni pt. Najlepsza przyjaciółka w formie audiobooka w interpretacji Elżbiety Kijowskiej. Zapraszam na recenzję!

Beata Liwarowska przyjeżdża do rodzinnego miasta, by uczestniczyć w pogrzebie swojej najlepszej przyjaciółki, Agnieszki Witymskiej. Mimo że ich relacje bywały bardzo trudne, łączyła je głęboka więź i do końca utrzymywały ze sobą bliski kontakt. Po przybyciu na miejsce, Beata stwierdza z przykrością i ogromnym zdziwieniem, że zarówno mąż Agnieszki, jak i ich córka, Weronika, traktują ją jak intruza. Piotr Witymski wyprasza ją nawet ze stypy, wręczając na pożegnanie plik listów swojej żony, adresowanych do Beaty. Początkowo nie rozumie, dlaczego przyjaciółka nigdy ich nie wysłała, ale gdy zagłębia się w lekturze, odkrywa ponure tajemnice Agnieszki i zdezorientowana zaczyna się zastanawiać, co było prawdą, a co fałszem w ich wzajemnych stosunkach. Wyłania się przed nią obraz kobiety zupełnie innej niż do tej pory sądziła. Kiedy dociera do końca korespondencji i dowiaduje się o najmroczniejszym sekrecie Agnieszki Witymskiej, jej świat przewraca się do góry nogami, a problem, który musi rozwiązać, może sprawić, że jej dotychczasowe życie albo legnie w gruzach, albo zamieni się w piękną bajkę.                                                                                                                                                                                              opis wydawcy

Najlepsza przyjaciółka to pozycja, której byłam po prostu bardzo ciekawa – twórczość Joanny Jax przewijała mi się w blogosferze od dość dawna i chciałam się zapoznać z prozą tej autorki. Mój wybór to była wersja audio w genialnej wręcz interpretacji Elżbiety Kijowskiej, Moim zdanie sam pomysł na fabułę nie jest wybitnie nowatorski, aczkolwiek w moim odczuciu dość ciekawy. No i muszę przyznać, że tutaj cała narracja poprowadzona jest w sposób płynny i angażujący, a podczas odsłuchiwania audiobooka odnosiłam wrażenie, jakbym słuchała opowieści przyjaciółki. Autorka umiejętnie buduje napięcie, przeplatając teraźniejszość z wydarzeniami z przeszłości, co osobiście bardzo lubię w każdego rodzaju literaturze. W moim odczuciu to właśnie dzięki temu zabiegowi historia nabiera głębi, a czytelnik stopniowo rozumie motywacje bohaterów i kontekst ich decyzji.  Jednym z największych atutów powieści jest jej realizm psychologiczny. Postacie nie są jednowymiarowe ani przewidywalne – każda z nich zmaga się z własnymi słabościami, lękami i pragnieniami, a także demonami. Autorka nie boi się pokazać ich w dobrych momentach, ale także w chwilach słabości, co czyni je niezwykle prawdziwymi i bliskimi sercu, a jednocześnie łatwo się z nimi identyfikować. 

Podsumowując, Najlepsza przyjaciółka to poruszająca i dojrzała opowieść o relacjach międzyludzkich, która zostaje w pamięci na długo po zakończeniu lektury. Nie wiem jak inne książki Joanny Jax, ale w tej powieści autorka pokazała, że potrafi pisać o emocjach i relacjach w sposób naprawdę autentyczny i angażujący. To książka dla wszystkich, którzy cenią sobie historie oparte na prawdziwych uczuciach, skomplikowanych relacjach i życiowych wyborach. W połączeniu z doskonałym głosem i interpretacją Elżbiety Kijowskiej, audiobook staje się naprawdę wspaniałą przygodą. Szczerze polecam, nie tylko miłośnikom literatury obyczajowej, ale także tym, którzy cenią w książkach motyw przyjaźni. Moim zdaniem książka naprawdę dobra i zapadająca w pamięć. Chętnie kiedyś sięgnę po inne pozycje tej autorki.

wtorek, 31 grudnia 2024

"Sekret bibliotekarki" Wioletta Piasecka

Tytuł: Sekret bibliotekarki
Autor: Wioletta Piasecka
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Ilość stron: 252
Ocena: 2/6




Przegrywa nie ten, który padł, lecz ten, który nie chciał powstać.





Nawet nie pamiętam gdzie i kiedy natrafiłam na jakąś opinię książki pt. Sekret bibliotekarki autorstwa Wioletty Piaseckiej – pozycja (a w sumie jej opis i recenzja) mnie zaintrygowała na tyle, że ściągnęłam tę pozycję na czytnik i czym prędzej zabrałam za jej lekturę. Przyszedł więc czas na moją recenzję. 

Trzydziestoletnia Dagmara Brewka pochodzi z patologicznej rodziny. Na skutek źle ulokowanych uczuć, sama wpada w nałóg i kończy jako bezdomna na ulicach Gdańska. Gdy jej współtowarzysze dokonują napadu, policja proponuje, by kobieta została świadkiem zdarzenia. Wkrótce, w wyniku nieszczęśliwych wypadków, Dagmara zjawia się we Fromborku, gdzie trafia do szpitala, a następnie na terapię. Gdy po ciężkich chwilach udaje jej się dostać pracę w bibliotece i wynająć skromny pokój, jest najszczęśliwsza na świecie. Pewnego dnia policjant – samotny wdowiec – przynosi Dagmarze wezwanie na rozprawę, a jej z trudem zbudowany spokój, chwieje się w posadach. Jak bardzo demony z przeszłości się o nią upomną? Jakie jeszcze sekrety skrywa bibliotekarka?                                                                                                                                                                                        opis wydawcy

Sekret bibliotekarki to książka, która gdzieś mi przemknęła, ale nie miałam względem niej żadnych większych oczekiwań… Zaczęłam czytać potrzebując lekkiej powieści obyczajowej z ciekawą fabułą, niekoniecznie kryminalną. Na początku dość trudno było się wciągnąć akcję, mimo że nie jest wybitnie zabiła, ani nie ma w niej wielu bohaterów. Suma summarum skończyłam tę pozycję dość szybko i sprawnie, jednak z mieszanymi odczuciami. Zdecydowanie na plus jest fakt, że autorka podejmuje w powieści temat alkoholizmu, a główną postacią z chorobą alkoholową jest kobieta, co pomaga walczyć ze stereotypem, że dotyczy ona głównie mężczyzn. Natomiast z drugiej strony odnoszę wrażenie, że w tej powieści dość mocno idealizowany jest proces terapii i leczenia – generalnie odnoszę wrażenie, że od pewnego momentu cała akcja tej książki jest dość mocno cukierkowa i idylliczna. Wydaje autorka raczej niewiele wie o realiach leczenia choroby alkoholowej, jakby zrobiła zbyt słaby przegląd tematu – zdaję sobie sprawę, że kończę studia psychologiczne i mogę oczekiwać zbyt dużo względem wiedzy psychologicznej w powieści obyczajowej, no ale jednak niektóre wydarzenia są po prostu wręcz nierealistyczne (np. 2-dniowy detoks). Całość jest moim zdaniem napisana w sposób w sposób naprawdę nieskomplikowany, momentami banalny… W bohaterach brakowało zdecydowanie brakowało mi wyrazistości, koloryty, a także przemyśleń Dagmary – głównej postaci tej książki. No na sam koniec - pomysł na fabułę, który ma zdecydowanie potencjał, ale moim zdaniem zupełnie niewykorzystany. Pomysł alkoholiczki, która ląduje w małym miasteczku – naprawdę super, ale całość wyszło w moim odczuciu zbyt mdło-cukierkowo, a do tego brakowało mi większej warstwy psychologicznej w tej powieści. No i było niewiele z tytułowego sekretu...

Nie da się zapomnieć o przeszłości, ona w jakiś sposób nas kształtuje, naznacza, uwrażliwia i czyni z nas człowieka.

Podsumowując już Sekret bibliotekarki – w moim odczuciu ta książka (nawet w kategorii lekkich i niewymagających czytadeł) jest co najwyżej przeciętna. Mało wyraziści bohaterowie, niewykorzystany pomysł na fabułę, a całość napisane w sposób bardzo prosty i mało zajmujący. Moim zdaniem zdecydowanie szkoda czasu. 

Nic, co łatwe, nie przynosi nam tak wielkiej radości, jak to, co wypracujemy w ogromnym trudzie naznaczonym porażkami. Warto zawalczyć o siebie, przecież i tak nie masz nic do stracenia, a czas i tak upłynie.

sobota, 8 czerwca 2024

"Tamta kobieta" Anna H. Niemczynow

Tytuł: Tamta kobieta
Autor: Anna H. Niemczynow
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 480
Ocena: 4/6



Życie z w zgodzie z własnymi pragnieniami różni się od życia według cudzych oczekiwań.






Z twórczością Anny H. Niemczynow miałam już kontakt w książce pt. Bluszcz, po którą sięgnęłam już jakiś czas temu i zdecydowanie przypadła mi do gustu, dlatego byłam ciekawa innych książek z bibliografii autorki. Przeglądając któregoś dnia ebooki wgrane na czytnik zauważyłam pozycję pt. Tamta kobieta, która już jakiś czas czekała na swoją kolej, ale w końcu przyszedł czas na jej lekturę i kilka słów o niej.  

Do gabinetu dr Romy Jasińskiej przychodzi mężczyzna z małą dziewczynką. W pięknej pani doktor rozpoznaje kobietę, której szukał przez wiele lat. Dlaczego lekarce tak bardzo zależało na tym, aby nie zostać odnalezioną? Co ukrywa i co łączy ją z przybyłym? Jaką rolę w tej tajemniczej historii odegrała „tamta kobieta”? Anna H. Niemczynow ponownie udowadnia, że nie wszystko musi być takie, na jakie wygląda, a pozory potrafią mylić. Z wyczuciem kreśli obraz współczesnej kobiety podążającej za marzeniami. Ile jesteśmy w stanie poświęcić w imię ich realizacji i czy to, co zwiemy sukcesem daje gwarancję szczęścia?                                                                                            opis wydawcy

Tamta kobieta jest książką, względem której miałam już jakieś oczekiwania, zwłaszcza, że wcześniej czytaną książkę autorki pt. Bluszcz wspominam naprawdę ciepło. Zaczęłam czytać i naprawdę się wciągnęłam – po pierwsze główna bohaterka jest lekarką/studentką medycyny (w zależności od płaszczyzny czasowej), a ja sama planowałam iść na medycynę, a po drugie autorka bardzo mocno zaznacza relacje międzyludzkie, co mnie jako przyszłego psychologa naprawdę fascynuje. W moim odczuciu bohaterowie zostali wykreowani naprawdę ciekawie – ich ilość występująca w książce jest wręcz idealna, są dość różnorodni, barwni. Momentami naprawdę trudno było mi zrozumieć zachowania głównej bohaterki – Romy, jej postępowania, decyzji, idealistycznego podejścia do świata i życia. Jednak mimo tego, że jej nie rozumiałam – dodała kolorytu do tej pozycji. Moim zdaniem trochę szkoda, że nie wiemy, jak potoczą się losy Romy i Aleksandra po jego wizycie w jej gabinecie. Pomysł na fabułę jest naprawdę bardzo ciekawy, ale w moim odczuciu nie do końca wykorzystany – spodziewałam się trochę większego zagmatwania ludzkich relacji i większej ilości tajemnic i sekretów, na tych polach autorka zdecydowanie bardziej dopracować historię oraz interakcje i powiązania (czy zagmatwania) pomiędzy bohaterami.  Tamta kobieta jest pozycją napisaną w sposób bardzo przyjemny i ciepły w odbiorze, nieskomplikowanym językiem, a cała narracja prowadzona w bardzo lekki sposób. 

Największą siłą człowieka jest umiejętność proszenia o pomoc. Nie jesteśmy samowystarczalni.

Podsumowując Tamtą kobietę – jest to książka napisana lekkim piórem, ciepła i przyjemna w odbiorze, jednak w moim odczuciu momentami zdecydowanie zbyt cukierkowa i przesłodzona. Mimo że pomysł na fabułę naprawdę ciekawa – mógłby być lepiej dopracowany. Nie jest to literatura wybitnie wysokich lotów czy pełna fajerwerków, ale generalnie jest to takie ciepłe, lekkie, babskie czytadło, wręcz idealne na lato, więc w kategorii czytadła zdecydowanie polecam. Jeżeli oczekujesz głębokiej analizy psychologicznej zachowań bohaterów – tutaj tego nie znajdziesz. 

Nie była jego pierwszą kobietą, za to on był jej pierwszym mężczyzną i już wtedy przysiągł sobie, że zrobi wszystko, aby pozostać również tym ostatnim.

niedziela, 17 września 2023

"Topiel" Jakub Ćwiek

Tytuł: Topiel
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: Marginesy
Czyta: Filip Kosior
Długość: 8 godz. 50 min.
Ocena: 4/6


Obrazić faceta to jedno, obrazić przy kobiecie to coś zupełnie innego.






Powódź tysiąclecia pamiętam, choć niezbyt dobrze, to w zasadzie kilka obrazów – w końcu w 1997 miałam ledwie 4 lata, a woda mojego rodzinnego Kluczborka (40 km od Opola) nie sięgnęła za bardzo, bo park jako zbiornik retencyjny zdał egzamin i w sumie tylko ów park był zalany. Jakub Ćwiek pochodzi właśnie z Opola i umieścił akcję jednej z książek postanowił umieścić w Głuchołazach, w których mam rodzinę – od razu postanowiłam się za ją przeczytać. Mowa tu o pozycji pt. Topiel, którą odsłuchałam w interpretacji Filipa Kosiora.

Pod koniec lipca 1997 roku ukraińscy żołnierze, którzy przybyli na pomoc powodzianom, dokonują makabrycznego znaleziska w korycie wciąż wezbranej rzeki. Na ułamanym, zanurzonym w wodzie drzewie wiszą zwłoki nastolatka poszukiwanego od blisko dwóch tygodni. Niespełna miesiąc wcześniej dla czwórki młodych chłopaków – Kacpra, Darka, Józka i Grześka – właśnie rozpoczynają się wakacje. I zupełnie nie przeszkadza im, że wolne dni skąpane są w strugach deszczu, a meteorolodzy alarmują o powodziowym zagrożeniu. Są pewni, że to będzie ich lato! Trzy dni później właśnie w Głuchołazach, maleńkiej mieścinie przy samej polsko-czeskiej granicy rozpoczyna się katastrofa zapamiętana jako Powódź Stulecia. To ona i wywołana nią lawina zdarzeń doprowadzi chłopców najpierw do wyjątkowego odkrycia, a następnie do śmierci jednego z chłopców. Którego?                                                                                                                                                opis wydawcy
Topiel jest książką, po której nie oczekiwałam zbyt wiele – byłam jej po prostu ciekawa, ale nie liczyłam na cuda, zwłaszcza, że miałam już wcześniej kontakt z twórczością Ćwieka i mnie nie zachwyciła. Wiedziałam jedynie, że świetny głos Filipa Kosiora jedynie uprzyjemni lekturę. Zaczęłam słuchać i wraz z czasem trwania audiobooka czekałam na rozwój akcji. Słuchałam, słuchałam i się nie doczekałam… A szkoda, bo całość moim zdaniem ma naprawdę świetny potencjał, zwłaszcza dla osób jak ja – pochodzących z tamtych rejonów. Według mnie autor świetnie oddał klimat zdrojowych Głuchołaz, społeczności przygranicznej oraz końcówkę lat dziewięćdziesiątych, jednak zabrakło tutaj werwy, intrygi, a przede wszystkim dopracowania naprawdę ciekawego pomysłu. Jako książka obyczajowa jest pozycją naprawdę ciekawie napisaną, jednak zdecydowanie nie jako thriller czy kryminał. Jeszcze pragnę zwrócić uwagę na język, który jest całkiem przyjemny w odbiorze i nieskomplikowany – dość obrazowy i oddający realia tamtego świata. Jednak zdecydowanie zabrakło tutaj napięcia, intrygi i zagadki, na co jednak trochę liczyłam, mimo że nie oczekiwałam zbyt wiele.

W smrodzie stęchlizny, którego nie dało się wywietrzyć ani pokonać chemią, na wojskowych materacach, barłogach, wsłuchując się w oddechy dzieci, których nie mieli gdzie zabrać, gdzie wywieźć, chociaż były, kurwa wakacje, leżeli i myśleli. Nasłuchując, czy ktoś skrada się do drzwi, których nie dało się zamknąć na klucz, wpatrzeni w sufity, które jeszcze tydzień temu obiecywali sobie odmalować, pytali się raz za razem: co teraz?

Topiel jest książką, która moim zdaniem została mylnie skategoryzowana jako thriller – moim zdaniem jest go tutaj naprawdę niewiele, w ilościach galopujących do zera. Jeżeli liczycie na trzymającą w napięciu pozycję – tego tutaj nie znajdziecie. Jednak jest to całkiem ciekawa książka obyczajowa osadzona w realiach lat dziewięćdziesiątych, powodzi tysiąclecia i małomiasteczkowego, przygranicznego świata, jakim są Głuchołazy. Jeżeli tak do tego podejdziecie – może się Wam naprawdę spodobać i może Was wciągnąć.

Wrócili do zalanych mieszkań, do odłażących tapet, napuchłych podłóg, pokrytych szlamem mebli, wypaczonych drzwi i okien. Do smrodu i beznadziei. Do śladów na ścianach, brudnych kresek wyznaczających poziom wody. Te, nawet zmyte, zamalowane, pokryte szpachlą, zawsze już tam będą. Niczym ofiary gwałtu, gdy uświadomią sobie, że to, co jeszcze kilka godzin temu było najgorsze na świecie - sam akt, stanowiło tylko preludium, bo najgorsza jest utrata wiary. W dom, w bezpieczne miejsce. Zdarzyło się raz, może zdarzyć się znowu. Zdarzyło się raz i nie ma już normalności.

niedziela, 16 kwietnia 2023

"Mężczyzna imieniem Ove" Fredrik Backman

Tytuł: Mężczyzna imieniem Ove
Autor: Fredrik Backman
Wydawnictwo: Marginesy
Czyta: Marcin Popczyński
Długość: 9 godz. 17 min.
Ocena: 5.5/6



Wszystkie drogi prowadzą cię do tego, do czego jesteś przeznaczony.






Najpierw usłyszałam o nowym filmie pt. Mężczyzna imieniem Otto z Tomem Hanksem w roli głównej i sam tytuł mnie zaintrygował i dodałam go do swojej listy do obejrzenia. Jednak dopiero po jakimś czasie dowiedziałam się, że jest on adaptacją książki Fredrika Backmana pt. Mężczyzna imieniem Ove i z racji tego, że wyznaję zasadę najpierw książka, później film czym prędzej zabrałam się za tę pozycję.

Na pierwszy rzut oka Ove wydaje się najbardziej gburowatym człowiekiem na świecie, zrzędą z żelaznymi zasadami, bezwzględną rutyną i skłonnością do wpadania w złość. Ludzie sądzą, że jest zgorzkniały, a on uważa, że otaczają go idioci. Uporządkowany i samotny świat Ovego zaczyna trząść się w posadach pewnego listopadowego popołudnia wraz z pojawieniem się nowych sąsiadów – gadatliwej młodej pary z dwiema niesfornymi córkami – którzy oznajmiają swoje przybycie, niszcząc Ovemu skrzynkę na listy podczas parkowania samochodu z przyczepą. Dalsze wydarzenia tworzą ciepłą opowieść o zaniedbanych kotach, nieprawdopodobnych przyjaźniach i nieoczekiwanym wywróceniu wszystkiego do góry nogami.                                                                                                                                                                 opis wydawcy

Mężczyzna imieniem Ove jest książką, której byłam bardzo ciekawa, przede wszystkim za sprawą intrygującego tytułu, a także opisu, jakim uraczył nas wydawca. Zaczęłam słuchać tej pozycji w interpretacji Marcina Popczyńskiego i na początku nie mogłam się jakoś szczególnie w nią wciągnąć. Wszystko za sprawą tak bardzo charakterystycznej postaci głównego bohatera, który na początku irytował mnie niemiłosiernie za sprawą swojej gburowatości, braku elastyczności i zrzędliwością. Jednak z czasem lektury okazało się, że pod tą twardą maską jest mężczyzna, który nie potrafi sobie poradzić na świecie bez swojej ukochanej żony, a tak naprawdę jest przekochany w tej swojej gburowatości i naprawdę zupełnie jego postać zmienia się w moich oczach. Akcja książki toczy się w dwóch płaszczyznach czasowych, co wyjątkowo lubię w książkach, bo najczęściej pozwala mi to spojrzeć na fabułę z różnych perspektyw – nie tylko czasowych, ale również z perspektyw różnych bohaterów. Całość jest napisana w sposób bardzo żywy, ciekawy i efektowny, w szczególnie barwny i interesujący sposób zostali opisani bohaterowie tej powieści – zarówno Ove, jak i jego sąsiedzi przekazując całą plejadę fascynujących osobowości. 

Mówi się, że najlepsi mężczyźni rodzą się ze swych błędów i potem są o wiele lepsi, niż gdyby nie błądzili wcale.

Mężczyzna imieniem Ove jest książką, w której lekturę początkowo było mi się wciągnąć, ale z czasem słuchało mi się coraz lepiej i lepiej, a skończyłam z uśmiechem na twarzy i żalem, że skończyła się tak szybko. Naprawdę ciepła i dobrze napisana opowieść niby o niczym, o ludzkich sprawach, a przede wszystkim o tym jak ważne są zwykłe, codzienne rytuały i relacje z innymi ludźmi (nieważne, jakimi idiotami i gburami by się nam wydawali). Zdecydowanie polecam!

Zbudował dla niej półki, a ona wypełniła je książkami, w których ludzie zapisywali całe strony swoimi uczuciami. Natomiast Ove znał się na rzeczach, które można było zobaczyć i dotknąć. Beton i cement. Szkło i stal. Narzędzia. Rzeczy, które można było wyliczyć. Rozumiał proste kąty i jasne instrukcje. Plany i rysunki techniczne. Rzeczy, które można było narysować na papierze. Był człowiekiem czerni i bieli. Ona była kolorem. Wszystkimi jego kolorami.

wtorek, 20 września 2022

"Dom sekretów" Natalia A. Bieniek

Tytuł: Dom sekretów
Autor: Natalia A. Bieniek
Cykl: Dorota Wiśniewska
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 448
Ocena: 4/6



Trzeba żyć własnym życiem choćby to oznaczało wyjście ze strefy pozornego komfortu.





Z twórczością Natalii Bieniek nigdy wcześniej nie miałam kontaktu, choć za Dom sekretów planowałam zabrać się już od dłuższego czasu – już długo czekała na mnie na czytniku i już nawet miałam do niej kiedyś jedno podejście, ale sama nie wiem czemu nie kontynuowałam zaczętej wtedy lektury. Aż w końcu przyszedł jej czas i zapraszam na recenzję Domu sekretów!

Stara kamienica w centrum Łodzi skrywa niejedną tajemnicę. Przekonują się o tym jej lokatorzy, kiedy podczas prowadzonego przez Filipa - właściciela odziedziczonego po ciotce mieszkania - remontu dochodzi do niesamowitego odkrycia. Dorota, młoda absolwentka wydziału historii łódzkiego uniwersytetu, próbuje wyjaśnić zagadkę porażającego znaleziska za ścianą. Powracają wspomnienia o ludziach, którzy tu niegdyś żyli, odżywają dramatyczne wydarzenia sprzed wielu lat. Przenosimy się do Łodzi lat trzydziestych ubiegłego wieku, poznajemy dawnych mieszkańców kamienicy, jej właścicieli Sarę i Samuela Goldmanów, dumną córkę fabrykanta Annę Wilhelminę, dawnego carskiego żołnierza Siergieja oraz wróżkę Jadwigę Królową, zwaną Królową Żabą, a także wiele innych osób. Wszyscy oni spotykali się na jednym podwórku, kochali się i nienawidzili, kłócili i godzili. Przyszedł czas trudnych wyborów. Ktoś musiał zapłacić najwyższą cenę, by ktoś inny mógł żyć. Czy warto teraz, po tylu latach, powracać do tamtych spraw? Czy należy zakończyć zmowę milczenia? Może dzięki temu bohaterom uda się zrozumieć, co jest naprawdę cenne i w końcu zdołają ułożyć sobie życie?                                                                                                                                                                                          opis wydawcy

Dom sekretów to książka, której byłam bardzo ciekawa – przede wszystkim ze względu na dawne, rodzinne tajemnice, wspomnienia sprzed lat, wszystko na dwóch płaszczyznach czasowych, a wszystko rozpoczynające się od zwłok w ścianie. Z czasem okazało się, że bardzo polubiłam bohaterów występujących w tej pozycji – w moim odczuciu byli bardzo dobrze wykreowani i barwni, a także pojawiali się w odpowiedniej ilości i czasie. Moim zdaniem autorka ma bardzo dobry i ciekawy styl pisania, który sprawił, że książkę czytało mi się naprawdę szybko i przyjemnie, a ja wsiąknęłam w historię i klimat historii. Jednak w moim odczuciu nieco zabrakło mi tutaj intrygi – zapowiadało się naprawdę bardzo ciekawie i mrocznie, w końcu zwłoki w ścianie to nie przelewki. Moim zdaniem mogłoby być więcej bardziej skomplikowanych zagadek, więcej zagmatwania, napięcia i przede wszystkim mrocznego klimatu. No i zakończenie, które w pewnym momencie było do przewidzenia – mogłoby być bardziej zaskakujące i zagmatwane. Generalnie całość jest napisana całkiem nieźle, ma spory potencjał – całkiem porządnie zrealizowany, choć mógłby być lepiej dopracowany, dopieszczony, z większą ilością napięcia.

Pewne rzeczy od dawna się działy, dzieją się i będą się dziać bez względu na rozwój technologii i czasy, w których żyjemy. 

Dom sekretów to książka, z którą spędziłam czas dość dobrze i chętnie dam szansę jej kontynuacji, a także innym książkom autorki. Zdecydowanie mogę polecić, zwłaszcza jeżeli lubicie różne ludzkie historie, które przeplatają się na przestrzeni lat. Nie jest idealna – widzę trochę mankamentów, które mogłyby być bardziej dopracowane, ale nie zmienia to faktu, że spędziłam z nią całkiem miło czas.

Książka bierze udział w wyzwaniu

 

poniedziałek, 29 sierpnia 2022

"Powiedz mi, jak będzie" Sylwia Trojanowska

Tytuł: Powiedz mi, jak będzie
Autor: Sylwia Trojanowska
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Czyta: Laura Breszka
Długość: 7 godz. 13 min.
Ocena: 3/6



Łatwo doradzać, kiedy nie jesteśmy w coś osobiście zaangażowani. Trudniej, kiedy są już emocje.





Sylwia Trojanowska to autorka, której twórczości nigdy wcześniej nie miałam styczności, aż w końcu szukałam książek, z którymi mogłabym zapoznać się w ramach wyzwania Abecadło z pieca spadło. Z racji, że nigdy wcześniej nie czytałam o pisarce w blogosferze – nie wiedziałam czego się spodziewać przejrzałam opisy i mój wybór padł na pozycję pt. Powiedz mi, jak będzie w formie audiobooka.
Trzy pary, trzy historie i filmowa fabuła, która trzyma w napięciu aż do ostatniej strony. Wojciech nie szukał miłości, ale kiedy poznał Annę, już od pierwszego spotkania wiedział, że ta relacja będzie wyjątkowa. Kinga była pewna, że znalazła tego jedynego mężczyznę. Zaufała mu całkowicie, ignorując kolegę z pracy, który od jakiegoś czasu spoglądał na nią z zainteresowaniem. Ola zawsze była zajęta pracą, lecz gdy spotkała Mateusza, zapragnęła od życia czegoś więcej. Jedno wydarzenie sprawi, że drogi dotychczas obcych sobie ludzi niespodziewanie się przetną. Bolesne doświadczenie zmusi ich do zmierzenia się z najtrudniejszym pytaniem o przyszłość: co jeszcze szykuje los? Czy siła miłości zwycięży?                                                                                                                                                                                     opis wydawcy

Powiedz mi, jak będzie to książka, względem której nie miałam żadnych oczekiwań – po prostu zaczęłam słuchać ciekawa różnych historii, jednak w mojej głowie głos Laury Breszki mocno kojarzy się z sagą o Lipowie, więc początkowo dość trudno było mi się przyzwyczaić. Lubię w książkach różne przecinające się historie, więc dlatego byłam tak ciekawa tej pozycji i muszę przyznać, że z wszystkich trzech – ta pierwsza spodobała mi się najmniej. Trudna tematyka, sporo dramatów i trochę emocji – zwłaszcza tych związanych z rodzicielstwem, ponieważ książka jest szczególnie polecana dla kobiet, a zwłaszcza tych, które straciły dziecko lub bezskutecznie o nie się starają. Nie zaliczam się ani do jednej ani do drugiej grupy, więc przypuszczam, że właśnie z tego powodu momentami miałam wrażenie, że pozycja jest wyjątkowo oderwana od rzeczywistości, a całość wyjątkowo przegadana. No i bohaterowie – podczas słuchania książki odniosłam wrażenie, że bohaterowie tej książki są wyjątkowo mdli oraz jeszcze bardziej naiwni i rozmemłani. Nie zmienia to faktu, że jest to książka, która jest napisana w sposób lekki i dość przyjemny w odbiorze, a mi całą książkę słuchało się dość miło, choć nie zmienia to faktu, że nieco się podczas niej wynudziłam – całość jest bowiem dość przewidywalna, a sam pomysł na fabułę (choć ciekawy i z potencjałem) niewykorzystany…

Powiem ci jedno, życie jest bardzo ulotne. Niby jesteś szczęśliwy, niby masz wszystko, a tu nagle trach i... zmienia się rzeczywistość.

Powiedz mi, jak będzie to książka, którą skończyłam z dość mieszanymi odczuciami – nie do końca wykorzystany pomysł na fabułę, przewidywalne zakończenie, rozmemłani i naiwni bohaterowie, choć w moim odczuciu książka ma zdecydowany potencjał. Ciekawy temat – nie ukrywam, że może być ważny, zwłaszcza dla grupy kobiet, do których jest dedykowana (te, które straciły dziecko lub bezskutecznie o nie się starają), jednak mnie całość zupełnie nie zachwyciła. Nie ukrywam, że może dam jeszcze kiedyś szansę innym książkom autorki, ale ta w moim odczuciu sumarycznie jest dość przeciętna i niepowalająca na kolana. 

Książka bierze udział w wyzwaniu

wtorek, 28 czerwca 2022

"Muzyka twojej duszy" Agnieszka Lis

Tytuł: Muzyka twojej duszy
Autor: Agnieszka Lis
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Czyta: Agata Bieńkowska
Długość: 10 godz. 14 min.
Ocena: 3.5/6



Nie musimy wszystkiego rozumieć. Ważne, byśmy siebie rozumieli.






Agnieszka Lis to autorka, za której twórczość zabrałam się całkiem niedawno – zaczęłam całkiem niedawno od książki pt. Pocztówki, a teraz postanowiłam zabrać się za kolejną pozycję pisarki. Wybór padł na pozycję pt. Muzyka twojej duszy – tym razem również w formie audiobooka, ale w interpretacji Agaty Bieńkowskiej.

Igor trafia do szkoły z internatem. Jest skryty i unika ludzi. Gdy otrzymuje od wujka swój pierwszy aparat fotograficzny odkrywa pasję, która będzie towarzyszyć mu przez całe życie. Po kilku latach od zakończenia szkoły Igor poznaje Elżbietę – utalentowaną i odnoszącą sukcesy pianistkę. Pomiędzy nimi rodzi się uczucie. Czy jednak miłość do muzyki nie jest dla niej ważniejsza niż miłość do fotografa? Jaką rolę odegra bolesna przeszłość Igora?                                                                                                                                                                           opis wydawcy

Muzyka twojej duszy to książka, względem której nie miałam żadnych większych oczekiwań, choć zapoznałam się już wcześniej z Pocztówkami. Lubię muzykę, również tą poważną – takie zboczenie po skończonej szkole muzycznej. A że lubię też fotografię – dlatego byłam ciekawa tej książki. Zaczęłam słuchać i wciąż czekałam na to coś, na rozwój wydarzeń i obiecanych w opisie uczuć, ale niestety nie doczekałam się na żadną z nic, a szkoda. Pomysł na fabułę jest naprawdę ciekawy, ale w moim odczuciu niewykorzystany w pełni – zwłaszcza, jeżeli chodzi o zakończenie, które jest aż do bólu przewidywalne. Tu muszę przyznać, że jestem nim wręcz rozczarowana – nie dość, że łatwe do przewidzenia, to jeszcze banalne i jakby urwane… Fakt, jest element, który robię w książkach, czyli podział na różne perspektywy – tutaj akurat trzy, czyli On, Ona, Oni. W sumie najbardziej podobały mi się fragmenty opisujące życie Igora i jego życia na wsi, później w Warszawie, a chyba najbardziej jego wrażliwość. Książka jest napisana w sposób lekki, ciepły i przyjemny w odbiorze, aczkolwiek momentami odniosłam wrażenie, że jest to książka jednocześnie o wszystkim i o niczym… O pasjach mogłoby być więcej (i opisanie ich z większą pasją), tak samo o rozterkach, emocjach i przeżyciach bohaterów, choć – jak wspominałam – pomysł na fabułę jest dość ciekawy. Szkoda tylko, że niewykorzystany do końca, co sprawiło, że książkę czytałam z dość mieszanymi odczuciami.  

Muzyka twojej duszy to książka lekka i dość przyjemna, z potencjałem – sporym, choć niewykorzystanym co sprawia, że sprawiła na mnie wrażenie zupełnego przeciętniaka aniżeli dopracowanej, bardzo dobrej, poruszającej lektury plasującej do miana arcydzieła… Książka jest lekka i dość przyjemna w odbiorze, w sumie jako czytadło na plażę, ale dość przeciętne i z przewidywalnym, praktycznie niezaskakującym zakończeniem. 

Książka bierze udział w wyzwaniu 

sobota, 18 czerwca 2022

"Pocztówki" Agnieszka Lis

Tytuł: Pocztówki
Autor: Agnieszka Lis
Cykl: Czas na zmiany
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Czyta: Agnieszka Wagner
Długość: 9 godz. 3 min.
Ocena: 4/6


Może jednak warto czasem coś zmienić (…) Może jednak czasem warto pokonać schody.





Agnieszka lis to kolejna autorka, na którą natknęłam się myszkując na Legimi w poszukiwaniu kolejnych książek to zapoznania się w ramach wyzwania Abecadło z pieca spadło (w tym miesiącu pozycje autorów, których nazwiska zaczynają się na literę L). Wcześniej nie znałam twórczości tej pisarki, a że lubię poznawać twórczość kolejnych powieściopisarzy – zabrałam się za jedną z książek Lis. Wybór padł na pozycję pt. Pocztówki w formie audiobooka w interpretacji Agnieszki Wagner.

Wakacje na Wyspach Kanaryjskich w styczniu, kiedy w Polsce jest szaro i zimno, wydają się strzałem w dziesiątkę. Słoneczne plaże, piękne widoki, hotel all inclusive. Żyć, nie umierać! A jednak i w słonecznym raju nie zawsze może być idealnie. Trudno powstrzymać się od złośliwych komentarzy, widząc turystkę w zbyt skąpym stroju czy małżeństwo objadające się w hotelowej restauracji. Gdy okazuje się, że przewodnik testuje nową trasę, w której nie ma ani widoków, ani wygód, maski opadają – do głosu dochodzą najgłębiej skrywane sekrety i ukrywane latami kłamstwa. Bohaterowie będą zmuszeni spojrzeć w głąb siebie i odkryć swoje prawdziwe ja. Agnieszka Lis w swojej nowej powieści kreśli wyraziste portrety psychologiczne. Pokazuje jakie emocje rodzą się w nas, gdy wymarzone wakacje zamieniają się w nieporozumienie. Czy ten urlop na zawsze zmieni życie bohaterów?                                                                                                                                     opis wydawcy

Pocztówki to pozycja, względem której nie miałam żadnych większych oczekiwań – nie dość, że nie znałam w ogóle twórczości autorki, ale też w ogóle nigdy wcześniej nie czytałam o niej w blogosferze czy sieci tak w ogólności. Zaczęłam słuchać i od razu zakochałam się w głosie Agnieszki Wagner – znam ją jako aktorkę, ale odnoszę wrażenie, że w roli lektorki sprawiła się naprawdę świetnie. Tak naprawdę trudno powiedzieć o czym jest ta książka – przeplatają się historie różnych postaci, rodzin, a podczas jednej wycieczki sporo spraw wychodzi na światło dziennie i zachodzą zmiany w zachowaniu bohaterów, spadają z nich maski. W sumie niewiele się dzieje, a akcja toczy się nieśpiesznie – dużo więcej jest tu psychologicznych portretów różnych postaci, ich skrywanych pragnień, lęków oraz kurczowego trzymania się masek, co mnie jako przyszłego psychologa cieszy i fascynuje. Choć muszę przyznać, że odnoszę wrażenie, że nieco jakby autorce zabrakło pomysłu na rozkręcenie fabuły, na zaoferowanie czytelnikowi większej ilości wrażeń. Nie zmienia to faktu, że książka jest napisana w sposób lekki, nieskomplikowany i taki dość miły w odbiorze – takie przyjemne, wakacyjne czytadło. 

Pocztówki to pozycja, którą skończyłam z takim miłym ciepłem na sercu. Nie jest to jakieś wybitne arcydzieło, ale nie zmienia to faktu, że jest to naprawdę przyjemne czytadło, takie babskie, wakacyjne. Mogłoby się więcej dziać, bardziej rozbudowana fabuła, ale ciekawe portrety psychologiczne nieco to rekompensują. Zabrakło mi trochę pomysłu i wrażeń, ale z chęcią spróbuję jeszcze innych książek autorki, może wypadną inaczej, nieco lepiej. Czy mogę polecić Pocztówki? Jako lekkie, przyjemne czytadło na wakacje – owszem, ale ze świadomością, że nie jest to literatura jakoś wybitnie wysokich lotów. 

Książka bierze udział w wyzwaniu

wtorek, 31 maja 2022

"Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera" Jan Grzegorczyk

Tytuł: Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera
Autor: Jan Grzegorczyk
Cykl: Przypadki księdza Grosera
Tom: czwarty
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Czyta: Wojciech Żołądkowicz
Długość: 12 godz. 23 min
Ocena:2/6

Święty dla mnie to ten, który pokazuje pogubionemu człowiekowi, że można przekroczyć siebie.




Kilka lat temu namiętnie zasłuchiwałam się w audiobookach Jana Grzegorczyka, tych z przypadkami księdza Grosera – tak poznałam trzy części z jego przygodami. Teraz, przy okazji wyzwania Abecadło z pieca spadło postanowiłam zabrać się za czwarty tom tego cyklu i przekonać się, jakie będę miała spojrzenie na tę serię po latach. Zapraszam więc na recenzję kolejnej książki autora pt. Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera.

Rok 2005. Papieżem jest Benedykt XVI. Groser po miesięcznym pobycie w szpitalu – gdzie znalazł się w wyniku brutalnego napadu – wraca na parafię Pierwszych Chrześcijan. Jedni traktują go jako współczesne wcielenie Padre Pio, inni uważają go za ks. Jerzego, który przeżył. Spotkanie ze słynnym podróżnikiem owocuje nieoczekiwaną propozycją wyjazdu do Afryki... Wciągający kryminał, intrygująca opowieść obyczajowa i moralitet w jednym. To nie jest audiobook dla świętoszków, choć wskazuje drogę do świętości. Grzegorczyk to znany „kanibal” ludzi, który z pasją pożera ich biografie i przenosi je w mistrzowskiej formie w świat literatury. Perła to prawdziwy diament w jego twórczości.                                                                                                z opisu wydawcy

Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera to książka, której byłam ciekawa – w końcu trzy wcześniejsze dość mocno przypadły mi do gustu, a ponadto byłam zaintrygowana tym, co afrykańskiego zdarzyło się Groserowi. Po raz kolejny lektorem był Wojciech Żołądkowicz, który sprawdził się w swojej roli naprawdę dobrze. Jednak po skończonej lekturze odniosłam wrażenie, że ta część wypada gorzej na tle wcześniejszych części – nie wiem na ile to zmiana mojego gustu czytelniczego, czy spadek formy autora, jakby pisany na fali popularności Grosera. Książka niby ludzka, ale jednak odnoszę wrażenie, że zbyt wyidealizowana – człowiek o zerowej kondycji i z poranionymi rękoma z ograniczoną ich sprawnością wchodzi na pięciotysięcznik. Serio? Tak się da? Ponadto sam wątek afrykański dość krótki i pojawiający się dopiero w drugiej połowie książki. Zresztą problem jest nie tylko z tym – tutaj niektóre wątki zaczynają się i kończą na niczym. Ponadto nie ma tu ani ciekawej, wciągającej fabuły, ani porywającej akcji. A szkoda, bo jednak liczyłam na coś lepszego.

Ponoć najważniejsze jest w życiu zadziwienie. Kiedy człowiek przestaje się dziwić i wszystko staje się oczywiste, życie zamiera.

Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera to książka o wszystkim i niczym tak naprawdę. Niby życiowa obyczajówka, ale odnoszę wrażenie, że autor nie miał na nią w ogóle pomysłu, przez co wieje nudą, a ja niejednokrotnie chciałam rzucić tę pozycję w kąt. Może, gdybym czytała wszystkie części ciągiem to miałabym inne odczucia, ale tutaj jednak się wynudziłam. Czy polecam? Niekoniecznie. Pozycja, w której wieje nudą i brakiem pomysłu. 

Książka bierze udział w wyzwaniu

środa, 30 marca 2022

"Russell" Annie Jackson

Tytuł: Russell
Autor: Annie Jackson
Wydawnictwo: Oficynka
Ilość stron: 298
Ocena: 2/6




Głupota to podążać ślepo za wszystkimi, ale wielka odwaga to potrafić się wszystkim przeciwstawić.






Tak zwana literatura kobieca czy romanse to książki, po które sięgam niezwykle rzadko, ale jednak od czasu do czasu sięgam po tego typu książki. Zaciekawiona opisem postanowiłam sięgnąć po debiut literacki Annie Jackson pt. Russell. 

Do małej parafii ewangelickiej w Polsce przyjeżdżają filmowcy, by nakręcić film o Janie Kalwinie. Przy okazji ekipa postanawia przeprowadzić eksperyment społeczny, polegający na tym, że każdy aktor mieszka ze swoją asystentką w jednym baraku. I tak Annie zostaje asystentką dużo starszego, niezwykle popularnego aktora Russella. Nie przypadają sobie do gustu, wybuchają kłótnie, dochodzi do rękoczynów. Z czasem jednak coś zaczyna się zmieniać…                                                                                                                       opis wydawcy

Russell to książka, po którą sięgnęłam zaciekawiona osadzeniem akcji w małej wiosce z ewangelicko-reformowalną parafią, a w tym wszystkim kręcenie filmu o Kalwinie. W sumie nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim połączeniem i osadzeniem akcji, więc dlatego z chęcią sięgnęłam po tę pozycję, mimo że na co dzień preferuję inny typ literatury. Zaczęłam czytać książę i skończyłam ją naprawdę szybko. Pomysł na fabułę jest naprawdę ciekawy, choć moim zdaniem mógłby być o wiele bardziej dopracowany. Jest potencjał – to fakt, ale zdecydowanie niewykorzystany. Akcja toczy się dość miarowo, niezbyt szybko i tutaj akurat nie mam nic do zarzucenia. Postacie – nie ma ich zbyt wielu i są w moim odczuciu płytcy, sztampowi i stereotypowi, a główna bohaterka - Annie w moim odczuciu jest zdecydowanie zbyt naiwna i infantylna, zresztą chyba jak większość bohaterek w literaturze kobiecej. Rozumiem, że Russell jest debiutem autorki, ale nie oznacza to, że będę chwalić książkę tylko z racji tego jest debiutem, zwłaszcza, że jest sporo autorów ma początki na naprawdę wysokim poziomie, a starzy literaccy wyjadacze też piszą słabe książki. 

Naszą siłę czerpiemy nie tylko z własnych doświadczeń, lecz także od innych, więc nie odtrącaj ręki, która niesie ci pomoc.

Russell jest w moim odczuciu książką dość mierną, przeciętna – to dużo powiedziane. Naiwna, niedopracowana (choć z potencjałem), z infantylnymi, sztampowymi bohaterami. Przewidywalne czytadło, które wypada dość marnie. Czyta się ją dość szybko, ale nie ma tu żadnych zaskoczeń, wieje nudą. W moim odczuciu szkoda czasu na tę pozycję. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficynka. 

poniedziałek, 28 lutego 2022

"Dom (nie)spokojnej starości" Anna Kasiuk, Alek Rogoziński

Tytuł: Dom (nie)spokojnej starości
Autor: Anna Kasiuk, Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Czyta: Joanna Gajór
Długość: 7 godz. 52 min.
Ocena: 5/6


Czasem miłość musi walnąć w człowieka młotem, żeby zrozumiał, że ma ja przed nosem. Ludzie są ślepi. Często marzą o czymś nierealnym, a szczęście stoi tuż obok.





Twórczość Alka Rogozińskiego urzekła mnie już od samego początku i co jakiś czas z chęcią sięgam po jego kolejne książki. Tym razem zabrałam się za pozycję napisaną w duecie razem z Anną Kasiuk, której książek wcześniej w ogóle nie znałam, ale byłam jej bardzo ciekawa. Wybór padł na książkę pt. Dom (nie)spokojnej starości w formie audiobooka w interpretacji Joanny Gajór. 

Losy czterech kobiet krzyżują się w jednym miejscu. W dodatku takim, które mało komu dobrze się kojarzy... Kiedy Ludmiła i Emilia trafiają do domu opieki dla seniorów, są pewne, że wszystko, co w życiu najlepsze, mają już dawno za sobą. Paradoksalnie to samo myśli Justyna, młodsza od nich o dwadzieścia lat kierowniczka tej placówki, rozwódka, zdradzana latami przez męża i to z jej byłą najlepszą przyjaciółką. Jedyną kobietą, która ma jeszcze nadzieję na to, że czeka ją coś dobrego, jest Lena, zbuntowana nastolatka, która pomaga pensjonariuszom jako wolontariuszka. Kiedy okaże się, że jesień życia wcale nie musi być monotonna i nudna, dom spokojnej starości zamieni się w dom bardzo niespokojnej starości, na jaw wyjdą mrożące krew w żyłach tajemnice z przeszłości starszych pań, a we wszystko wmiesza się niesforny Amor, nagle okaże, że placówce, którą wszystkie cztery kobiety zaczęły traktować jak swój dom, grozi zamknięcie. Aby ją uratować potrzeba cudu! Na szczęście zbliża się pora, kiedy cuda lubią się wydarzać...                                                                                                                                                                          opis wydawcy

Dom (nie)spokojnej starości to komedia romantyczna w nieco bożonarodzeniowym klimacie, ale mi zupełnie nic nie przeszkadzało się zabrać za nią praktycznie dwa miesiące później. Chciałam czegoś lekkiego, pozytywnego, ciepłego – i tego właśnie dostałam. W moim odczuciu książka jest podobna nieco stylem do pozycji Pudełko z marzeniami napisanej przez Alka Rogozińskiego w duecie z inną pisarką – Magdaleną Witkiewicz. Pomysł na umieszczenie akcji w domu spokojnej starości – naprawdę przedni, zresztą jak sam pomysł na fabułę. Znając już twórczość Alka Rogozińskiego – spodziewałam się jakiegoś wątku kryminalnego, jakiś trup, zagadka czy coś w tym stylu, ale niestety tego nie było. Dostałam za to przyjemną obyczajówkę z naprawdę sporą dawką humoru – niejednokrotnie się zaśmiałam podczas odsłuchiwania tej książki. W tym miejscu muszę również zaznaczyć, że lektorka spisała się naprawdę świetnie w swojej roli, do tego jej głos rewelacyjnie pasuje do tej pozycji – przynajmniej moim zdaniem. Styl pisarski autorów jest lekki i naprawdę przyjemny w odbiorze – czego mogłam się domyślić znając już twórczość Rogozińskiego. Jak dla mnie jedynym minusem są różne polityczne aluzje, generalnie wciskanie polityki do komedii romantycznej – jakieś czerwone błyskawice, komentowanie ZUS-u, czy wstawianie na kartkach świątecznych przez pensjonariuszy napisów składających się ze sławetnych ośmiu gwiazdek ze spacją pomiędzy gwiazdką piątą a szóstą. Jak dla mnie średnio śmieszne w komedii. 

Nie sposób było też zauważyć, że wszyscy staruszkowie, choć jęczący i narzekający na rozmaite dolegliwości spowodowane niedawną aktywnością fizyczną, wyglądali na bardziej optymistycznych, niż to wcześniej bywało.

Dom (nie)spokojnej starości to bardzo przyjemna pozycja z pogranicza powieści obyczajowej i komedii kryminalnej, a do tego jest to książka niejako międzypokoleniowa, opowiadająca o tym jak historie ludzi z różnych pokoleń mogą się przeplatać. Poczucie humoru jest pojęciem względnym, ale dawka humoru w tej pozycji zdecydowanie mi przypadła do gustu – z wyjątkiem politykowania, o którym wspominałam. Książkę zdecydowanie polecam, a sama z chęcią sięgnę po inne książki Anny Kasiuk, no i po kolejne książki Alka oczywiście. Ciekawa, lekka, ciepła pozycja, która niejednokrotnie może wywołać uśmiech na twarzy – szczególnie w okresie około bożonarodzeniowym. Ja zdecydowanie polecam! 

Książka bierze udział w wyzwaniu

niedziela, 23 stycznia 2022

"A ty będziesz dumna" Monika Sygo

Tytuł: A ty będziesz dumna
Autor: Monika Sygo
Cykl: Listami pisane
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Ilość stron: 378
Ocena: 6/6


Żyj i ciesz się życiem, nie trać czasu i rozglądaj się uważnie, bo dzisiaj tak łatwo przeoczyć maleńki przecinek, który na pierwszy rzut oka nic nie znaczy… A jest tak naprawdę wszystkim.




O książce pt. A ty będziesz dumna czytałam w blogosferze książkowej już kilkukrotnie i muszę przyznać, że ta pozycja naprawdę mnie zaintrygowała – opisem, recenzjami oraz motywem listów, które sama lubię pisać (i dostawać). W końcu znalazłam ją na Legimi i zabrałam się za jej lekturę. Zapraszam na recenzję. 

Kuba przestał lubić jesień, bo zabrała mu mamę. Iga kochała ją za długie wieczory spędzone z herbatą. Dla Kamili była obojętna, aż do dnia, który wywrócił jej świat do góry nogami. Łączy ich fotografia oprawiona w złotą ramkę, która od lat stoi na szafce, tuż przy łóżku w sypialni mamy Kuby. Chłopak nigdy nie pomyślał o tym, by zapytać kim jest dziecko, które tuli do siebie na zdjęciu jego rodzicielka. Dopiero w dniu jej śmierci zdaje sobie z tego sprawę. Przez wiele miesięcy nie jest w stanie przekroczyć progu tego pokoju i nie ma pojęcia o tym, że na dnie szafy czeka pudełko ze wszystkimi odpowiedziami. W tajemniczych okolicznościach, na kilka dni przed pierwszą rocznicą śmierci mamy, pudełko to trafia w ręce dziewczyny, której właśnie zawaliło się życie. Próba odkrycia historii kryjącej się za fotografią poprowadzi do zaskakujących odkryć. Skrzętnie skrywane sekrety po latach wyjdą na jaw.                                                                                                                          opis wydawcy

A ty będziesz dumna jest pozycją, za którą zabrałam się po przeczytaniu kilku recenzji w Internecie, przez co spodziewałam się dobrej, poruszającej i wartościowej lektury. Ponadto przeplatają się w niej trzy różne historie, które z czasem coraz bardziej się ze sobą łączą, czyli coś co wyjątkowo lubię w historiach – zarówno książkowych, jak i filmowych. Zaczęłam czytać i wciągnęłam się w nią niemiłosiernie, do tego stopnia, że połknęłam ją na dwa razy. Już od samego początku spodobał mi się styl, jakim jest napisana ta książka – bardzo subtelna narracja, a powieść wydaje się być prozą płynącą prosto z serca autorki. Monika Sygo w sposób bardzo delikatny, obrazowy i poruszający kreuje opis straty, tęsknoty i żałoby po realnej stracie matki, jak i po stracie… ciepła i miłości – osobiście jestem pełna podziwu, tym bardziej, że jest to debiut autorki. Do tego ciekawi, dopasowane do powieści postacie, których co prawda nie ma zbyt wielu, ale są naprawdę dobrze wykreowane – przynajmniej moim zdaniem. Akcja nie toczy się tu w zawrotnym tempie – autorka nadrabia skupiając się na o przeżyciach, emocjach i zmianach zachodzących w bohaterach. Fabuła, akcją toczą się nieco z boku, ale tutaj to zaleta, a nie wada. 

Wystarczy jeden mały zapalnik, by wzniecić ogromny pożar. Jedna niewielka iskra, z której powstał płomień- wywołujący skrywane za dnia emocje, tak niebezpieczne, że miałem ochotę uciec. Uciec, schować się przed światem i przed samym sobą. Jedna sytuacja, z pozoru nic nieznaczący przedmiot dawały początek lawinie spadających na moje serce kamieni.

A ty będziesz dumna to książka, która mnie naprawdę urzekła. Ciepła, do szybkiego przeczytania, wzbudzająca emocje. Naprawdę piękna powieść o stracie, żałobie i tęsknocie, która nie rozdziera duszy czytelnika, ale zostawia takie ciepełko w sercu. Dawno nie czytałam tak dobrej, ciepłej książki. Zdecydowanie warta przeczytana – polecam i z niecierpliwością czekam na kontynuację serii. Mam nadzieję, że będzie równie dobra, a ten tytuł - naprawdę i zdecydowanie polecam. Zapiszcie go sobie.

Książka bierze udział w wyzwaniu

czwartek, 11 listopada 2021

"Bluszcz" Anna H. Niemczynow - fragment recenzji

Tytuł: Bluszcz
Autor: Anna H. Niemczynow
Wydawnictwo: Luna
Ilość stron: 440
Ocena: 5/6



Upadki są dobre (...). Kiedy już sięgamy dna, nie możemy upaść niżej. Stamtąd wiedzie tylko jedna droga - ku górze.




Z pozoru zwyczajne życie Julity Snarskiej rozpada się, kiedy jej mąż przekracza, zdawałoby się, nieistniejącą granicę akceptacji u swojej żony. Zdesperowana, wraz z dziećmi ucieka do swojej przyjaciółki Elżbiety, bezdzietnej i samotnej lekarki. Pewnego dnia Julita otrzymuje propozycję, która może okazać się dla niej szansą na odmianę losu. Do tego trzeba jednak siły woli i nadziei. Czy Julita je w sobie odnajdzie?                                                                 z opisu wydawcy

Bluszcz to książka o kobietach i dla kobiet napisana przez kobietę, przez co wydaje się być do szpiku prawdziwa. Muszę przyznać, że Niemczynow stworzyła wyrazistych, ciekawych postaci, choć Julita – główna bohaterka – i jej mąż momentami wydają się być wykreowani zbyt stereotypowo. Pomysł na historię też nieco sztampowy – kobieta zmęczona codziennością i mężem odchodzi od niego, żeby się odrodzić i zacząć nowe życie. Ileż w literaturze i filmie takich historii! Jednak właśnie czegoś takiego potrzebowałam – lekkości pióra, nadziei, siły, wielu problemów i ich pozytywnych rozwiązań. Uważam, że bardzo dobrze, że zostały podjęte takie tematy jak homoseksualizm i narkotyki u dziecka, akceptacja tego (lub nie) przez rodziców, a także późne dziewictwo, zakładanie masek czy finansowa zależność. Całość napisana w lekki sposób, do prostactwa sporo brakuje, ale jednak pokazuje momentami przesadną pruderyjność polskich kobiet i brak rozmów na ważne tematy – nie tylko na linii rodzic-dziecko, a także na linii dwóch dojrzałych kobiet-przyjaciółek. Całość naprawdę fascynująca – pochłonęłam ją od razu i znalazłam w niej tego, co szukałam. Warto przeczytać!

Nigdy nie wiemy, jak ogromny wpływ na nasze losy mają słowa wpajane nam przez najbliższych. Czasami wydaje nam się, że podejmujemy decyzje samodzielnie, że jesteśmy samodzielnie myślącymi jednostkami, jednak naszymi myślami często sterują ludzie nam najbliżsi. Robią to, rzecz jasna, w imię naszego dobra, nie mając najmniejszego pojęcia, że czynią nam krzywdę.

Całość recenzji do przeczytania na portalu Polacy nie gęsi.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję

czwartek, 14 stycznia 2021

"Pójdziesz ze mną?" Konrad Reznowicz

Tytuł: Pójdziesz ze mną?
Autor: Konrad Reznowicz
Wydawnictwo: Oficynka
Ilość stron: 300
Ocena: 1.5/6



Uśmiechanie się uznawane jest za nienormalne. Normlany jesteś, jeśli wyglądasz na wkurwionego. Może to efekt klimatu, że w kraju obowiązuje dogmat o zaciśniętych ustach i spiętych pośladach.




Pójdziesz ze mną? Konrada Reznowicza to książka, w której – według obietnic wydawcy – mamy znaleźć studium samotności i nieprzystosowania do życia we współczesnym świecie, co w połączeniu z mroczną okładką naprawdę mnie zaintrygowało, co sprawiło, że pochłonęłam ją w jeden poranek. Wynik tego, że książka tak dobra czy tak słaba? Zapraszam na recenzję.

Konrad jest młodym i pewnym siebie mężczyzną. Unika wszelkich zobowiązań, a seksualne podboje są jego ulubioną metodą ucieczki od otaczającej rzeczywistości. W istocie jest samotnikiem, który nie potrafi sprostać oczekiwaniom, jakie narzucają na niego inni. Prowadzi go to do nieustannych rozczarowań i wpędza w problemy psychiczne. Podczas jednej z imprez poznaje piękną Natalię, dzięki której odnajduje w swoim życiu równowagę, ale szczęście Konrada nie trwa długo. Toksyczna relacja prowadzi go do katastrofy, której żadne z nich nie jest w stanie powstrzymać. „Pójdziesz ze mną?” to głębokie studium samotności i nieprzystosowania do życia we współczesnym świecie. Reznowicz jest surowy i wulgarny, a przy tym prawdziwy. Smutek towarzyszący jego literaturze niepokoi, a jednocześnie wciąga i nie pozostawia obojętnym.                                                                                  opis wydawcy

Pójdziesz ze mną? Jest pozycją niezbyt długą obiecującą pozycję pełną smutku oraz samotności, przynajmniej według obietnic wydawcy. I już w tym punkcie poczułam rozczarowanie, bo zamiast głębokiego studium samotności dostaliśmy nieco bardziej męską wersję Pięćdziesięciu twarzy Greya, z równą mnogością scen łóżkowych z dodatkiem scen dotyczących masturbacji. Pojawiają się sceny przedstawiające przemyślenia bohatera czy historię relacji z Natalią, ale są o wiele skąpiej rozbudowane niż sceny seksualne, a jest ich także zdecydowanie mniej. A szkoda, bo w odwróconych proporcjach mogłaby być o wiele ciekawsza książka, a przede wszystkim o wiele głębsza i wartościowsza. Przynajmniej w moim odczuciu. Całość napisana w sposób wulgarny i wręcz prostacki, a rozdziały są króciutkie (niektóre liczą mniej niż jedną stronę), a język jest zdecydowanie prosty i mało literacki. Całość wygląda jak prostacki i infantylny blog nastolatka z opisami podbojów łóżkowych… Owszem, pojawia się temat psychozy, urojeń, choroby czy samobójstwa, ale całość jest zbanalizowana i przedstawiona niezwykle płytko. Połącznie płytkich, łóżkowych relacji z psychozami, zmianami czy próbą samobójczą ma zdecydowanie potencjał, ale tutaj zupełnie niewykorzystany. Jeszcze bohaterowie – niedopracowani i płytcy, a do tego odnoszę wrażenie, że autor zdecydowanie zbyt mało miejsca i czasu poświęcił na przedstawienie relacji główny bohater – Natalia. No cóż, szkoda. 

Jak zwykle w takich sytuacjach, czas leczy rany, ale w przypadku Natalii pomocny okazał się alkohol. Odkąd usłyszała o diagnozie, nie było dnia, w którym nie wypiłaby choć trochę. Nadszedł czas, że każdy dzień kończyła butelką wina. Kiedy nie było wina, nie mogła zasnąć, wstawała z łóżka i chodziła po mieszkaniu, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Alkohol dawał jej ukojenie, spokój i zapomnienie, których bardzo potrzebowała.

Pójdziesz ze mną? Jest książką, której byłam bardzo ciekawa i sam pomysł ma potencjał, jednak całość jest napisana w sposób niezwykle banalny i wręcz prostacki. Poza tym dla mnie jest to prędzej erotyk niż powieść obyczajowa. Jak dla mnie książka jest dość słaba i marna – ani niewykorzystany pomysł, ani jakoś dobrze napisana, ani nie wciąga. Jak dla mnie zdecydowanie szkoda czasu – warto go poświęcić na jakąś inną lekturę.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficynka

niedziela, 6 września 2020

"Oskarżony pluszowy M." Clifford Chase

Tytuł: Oskarżony pluszowy M.
Autor: Clifford Chase
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 256
Ocena: 2/6



...i to było tak, jak gdyby samo pragnienie - pragnienie czegokolwiek - było tylko dziwnym, śmiesznym, bolesnym tańcem.




Oskarżony pluszowy M. to książka, która przykuła moją uwagę już kilka lat temu, a sama kupiłam ją za całe 5 złotych na Warszawskich Targach Książki, które spędzałam razem z Kasią pijąc burżujskie warszawskie piwo i paląc pod Narodowym. W końcu po latach, wybierając się na Mazury – zabrałam ze sobą książkę o misiu i właśnie wtedy ją przeczytałam…

Purnosens, groteska i ostra satyra na instytucje publiczne, na głupotę i bezduszność ludzi mieszają się z liryzmem wspomnień i refleksji misia. Pluszowy miś może być bardzo niebezpieczny. Jeśli ma marzenia i duszę. Wtedy trzeba go tropić, wysłać przeciwko niemu oddział antyterrorystyczny, skuć go kajdankami, osadzić w więzieniu i sądzić całymi miesiącami, oskarżając o 9678 zbrodni. I żądać kary śmierci. Pluszowego misia należy uznać za wroga publicznego numer jeden. Bo ludzi i świat pojmował uczuciami. Bo pragnął miłości i akceptacji. Bo chciał być sobą i cieszyć się życiem.
                                                           opis wydawcy

Z książką na Mazurach

Oskarżony pluszowy M. jest książką, której recenzji nawet nie czytałam, więc nie wiedziałam czego można się po niej spodziewać, ale byłam jej ciekawa, bo jak od misia można żądać kary śmierci? Książka już od pierwszych stron wydawała mi się zupełnie nietypowa. Wiem, że w literaturze dziecięcej czy fantastycznej zabawki mogą być żywe, jednak w książkach już bardziej dorosłych czy obyczajowych wydaje się być to naprawdę absurdalne i niepojęte. Pomysł na ożywienie misia mnie zaciekawił, w końcu coś przykuło moją uwagę, ale jednak cała realizacja wypadła już zdecydowanie gorzej. Zupełnie nie potrafiłam się wciągnąć, a styl pisania był tak drętwy, że po prostu się męczyłam podczas lektury. Choć książka nie jest obszerna i do przeczytania za przysłowiowym jednym przysiadem, ale jej lektura zajęła mi zdecydowanie więcej czasu, bo obiecałam sobie ją skończyć. Winkie – główny bohater historii – jest postacią dość ciekawą, najlepiej wykreowaną i z naprawdę dużym potencjałem, ale cała otoczka jest w moim odczuciu dość marnie zrealizowana. Cała książka ma generalnie potencjał, ale całość jest sumarycznie ciężka do przełknięcia. Może i jest w prześmiewczy sposób pokazany proces sądowy i szukanie winy, ale wciąż brak tu obiecanych wzruszeń i opowieści o miłości, akceptacji czy cieszenia się życiem. 

Bo skoro naprawdę tak wygląda jego przeznaczenie, zadawał sobie w duchu pytanie - tak jak zawsze, kiedy dotarł do tego punktu, jak gdyby to pytanie mogło go zbawić - to czego życie go nauczyło?
- Po pierwsze - odpowiedział sam sobie, bez zmrużenia powiek, niemal czekając na cios: - Miłość zostanie ukarana. Po drugie... Ale nie wiedział jeszcze, co po drugie.

Oskarżony pluszowy M. to książka, która ma zdecydowanie potencjał, ale zupełnie przez autora niewykorzystany. Choć jest to pozycja niezbyt obszerna to jej lektura niemiłosiernie mi się dłużyła i była dość męcząca. Język, realizacja pomysłu i zamierzona groteska – coś tutaj nie wyszło. Jeżeli zamierzasz po nią sięgnąć – zdecydowanie odradzam. Ani wzruszeń, ni satyry czy groteski, ni wciągającej akcji… Naprawdę nie warto. W moim odczuciu zdecydowanie szkoda czasu, a tyle dobrych książek do przeczytania czeka.

środa, 5 sierpnia 2020

"Ucieczka przed życiem" Ewa Bauer

Tytuł: Ucieczka przed życiem
Autor: Ewa Bauer
Wydawnictwo: Szara Godzina
Długość: 9 godz. 32. Min.
Czyta: Donata Cieślik
Ocena: 5/6



Nikt nie zwracał uwagi na dziewczynę, która pragnęła na zawsze stać się niewidzialną.






Choć bardzo lubię kryminały – zdecydowanie nie gardzę również powieściami obyczajowymi, powieściami, w których rozgrywają się ludzkie dramaty i traumy. Być może jest to swojego rodzaju zboczenie zawodowe związane z moimi aktualnymi studiami psychologicznymi. Kiedy w ramach poszukiwania kolejnego audiobooka do przesłuchania trafiłam na opis Ucieczki przed życiem autorstwa Ewy Bauer stwierdziłam, że to może być ciekawe… Córka, która nie potrafi sprostać oczekiwaniom swojej matki, a i u niej skądś to się wzięło. 
Matka i córka. Dwa różne światy. Cecylia nie potrafi sprostać oczekiwaniom rodzicielki. Ucieka od życia, zamykając się w wyimaginowanej rzeczywistości. Czy przyjaźń, która – zdaniem matki – nigdy nie powinna się zdarzyć, pozwoli okiełznać lęki? Najnowsza książka Ewy Bauer to niezwykła opowieść o tym, jak ważne jest okazywanie rodzicielskiej miłości, akceptacja odmienności i wzajemny szacunek.
                                                              opis wydawcy
Ucieczka przed życiem to książka, o której nigdy wcześniej nie słyszałam, ale sam opis na tyle mnie zaciekawił, że postanowiłam dać jej szansę, a teraz wcale tego nie żałuję. W książce nie ma zbyt wielu bohaterów, ale są oni dość dobrze i ciekawie wykreowani - apodyktyczna matka, która stała się taka z powodu swojej historii, ojca uciekającego w pracę i zagubionej w tym wszystkim dziewczynki, która czuje, że nie spełnia niczyich oczekiwań. Z psychologicznego punktu widzenia dość dobrze też są opisane ataki paniki i paniczny strach przed… życiem tak naprawdę. Przed szkołą, ocenianiem, złym światem opisywanym przez rodziców, a i także pokazuje, że taki lęk może nieść poważne konsekwencje, takie jak opisany mutyzm, ale również zdecydowanie poważniejsze… Napisana w sposób przystępny, dość emocjonalny, aczkolwiek bez przesadnej teatralności czy dramatyzmu – po prostu prawdziwe emocje i ludzkie dramaty (o wiele prawdziwsze niż te w Trudnych sprawach czy Rozmowach w toku). Akcja nie toczy się zbyt szybko, przez pierwszą połowę wręcz się dłuży momentami, jednak nie skłoniło mnie to do rzucenia książki w kąt. Autorka dość umiejętnie dawkuje różne informacje i (zwłaszcza w drugiej połowie) akcja już nabiera tempa, choć zakończenie jest dość przewidywalne. Muszę przyznać, że pomysł na fabułę nie jest jakiś zbyt wymyślny, wyjątkowy czy nader oryginalny, jednak obrazujący pewne psychologiczne mechanizmy oraz pokazujący siłę przyjaźni, która przetrwa lata. 
Dzieci różnie odbierają rzeczywistość. Źle sformułowane zdanie czy jakaś pretensja mogą spowodować, że w głowie dziecka zakiełkuje myśl, która nie ma nic wspólnego z intencją rodzica, a jednak wydrąży taką wyrwę, że młody człowiek będzie nosić w sobie traumę przez wiele lat.
Ucieczka przed życiem w moim odczuciu jest książką ciekawą i wartą przeczytania. Co prawda bez wartkiej akcji, całego morza bohaterów czy wyjątkowo zagmatwanej fabuły, jednak bardzo dobrze oddającą emocje i meandry ludzkiego umysłu. Warta przeczytania szczególnie dla kobiet, w końcu każda jest czyjąś córką, wiele jest także matkami, ale przyda się również mężczyznom… Nie jest to książka psychologiczna, więc nie opisuje skomplikowanym słownictwem ataków paniki, lęku, mutyzmu (niemówienie przy ludziach, mimo umiejętności mówienia) czy bez opisów przekazywania wzorów, ale bardzo dobrze pokazuje różne mechanizmy, stąd moja opinia, że warto po nią sięgnąć. Mogłoby być trochę lepiej z wartkością akcji czy oryginalnością fabuły, jednak nie zmienia to faktu, że książka jest ciekawa i poruszająca. Ja zdecydowanie polecam i kiedyś jeszcze z chęcią sięgnę po inne pozycji z twórczości autorki.