Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i s-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i s-ka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 maja 2022

"Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera" Jan Grzegorczyk

Tytuł: Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera
Autor: Jan Grzegorczyk
Cykl: Przypadki księdza Grosera
Tom: czwarty
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Czyta: Wojciech Żołądkowicz
Długość: 12 godz. 23 min
Ocena:2/6

Święty dla mnie to ten, który pokazuje pogubionemu człowiekowi, że można przekroczyć siebie.




Kilka lat temu namiętnie zasłuchiwałam się w audiobookach Jana Grzegorczyka, tych z przypadkami księdza Grosera – tak poznałam trzy części z jego przygodami. Teraz, przy okazji wyzwania Abecadło z pieca spadło postanowiłam zabrać się za czwarty tom tego cyklu i przekonać się, jakie będę miała spojrzenie na tę serię po latach. Zapraszam więc na recenzję kolejnej książki autora pt. Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera.

Rok 2005. Papieżem jest Benedykt XVI. Groser po miesięcznym pobycie w szpitalu – gdzie znalazł się w wyniku brutalnego napadu – wraca na parafię Pierwszych Chrześcijan. Jedni traktują go jako współczesne wcielenie Padre Pio, inni uważają go za ks. Jerzego, który przeżył. Spotkanie ze słynnym podróżnikiem owocuje nieoczekiwaną propozycją wyjazdu do Afryki... Wciągający kryminał, intrygująca opowieść obyczajowa i moralitet w jednym. To nie jest audiobook dla świętoszków, choć wskazuje drogę do świętości. Grzegorczyk to znany „kanibal” ludzi, który z pasją pożera ich biografie i przenosi je w mistrzowskiej formie w świat literatury. Perła to prawdziwy diament w jego twórczości.                                                                                                z opisu wydawcy

Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera to książka, której byłam ciekawa – w końcu trzy wcześniejsze dość mocno przypadły mi do gustu, a ponadto byłam zaintrygowana tym, co afrykańskiego zdarzyło się Groserowi. Po raz kolejny lektorem był Wojciech Żołądkowicz, który sprawdził się w swojej roli naprawdę dobrze. Jednak po skończonej lekturze odniosłam wrażenie, że ta część wypada gorzej na tle wcześniejszych części – nie wiem na ile to zmiana mojego gustu czytelniczego, czy spadek formy autora, jakby pisany na fali popularności Grosera. Książka niby ludzka, ale jednak odnoszę wrażenie, że zbyt wyidealizowana – człowiek o zerowej kondycji i z poranionymi rękoma z ograniczoną ich sprawnością wchodzi na pięciotysięcznik. Serio? Tak się da? Ponadto sam wątek afrykański dość krótki i pojawiający się dopiero w drugiej połowie książki. Zresztą problem jest nie tylko z tym – tutaj niektóre wątki zaczynają się i kończą na niczym. Ponadto nie ma tu ani ciekawej, wciągającej fabuły, ani porywającej akcji. A szkoda, bo jednak liczyłam na coś lepszego.

Ponoć najważniejsze jest w życiu zadziwienie. Kiedy człowiek przestaje się dziwić i wszystko staje się oczywiste, życie zamiera.

Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera to książka o wszystkim i niczym tak naprawdę. Niby życiowa obyczajówka, ale odnoszę wrażenie, że autor nie miał na nią w ogóle pomysłu, przez co wieje nudą, a ja niejednokrotnie chciałam rzucić tę pozycję w kąt. Może, gdybym czytała wszystkie części ciągiem to miałabym inne odczucia, ale tutaj jednak się wynudziłam. Czy polecam? Niekoniecznie. Pozycja, w której wieje nudą i brakiem pomysłu. 

Książka bierze udział w wyzwaniu

poniedziałek, 28 lutego 2022

"Diabeł stróż" Marek Krajewski




Tytuł: Diabeł stróż
Autor: Marek Krajewski
Cykl: Eberhard Mock
Tom: jedenasty
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 400
Ocena: 5.5/6







Twórczość Marka Krajewskiego darzę wielką miłością już od wielu, wielu lat, dlatego zawsze wypatruję jego kolejnych książek. Choć kilka ostatnich książek wciąż czeka na swoje przeczytanie – jak znalazłam pod choinką Diabła stróża to prawie od razu zabrałam się za lekturę tej pozycji. Jak ja tęskniłam za twórczością tego autora!

Wrocław, rok 1934. Podczas perwersyjnej orgii zostaje porwany, a następnie zamordowany urzędnik pocztowy Sepp Frömel. Kilkanaście dni później z rąk oprawców ginie jego kochanka. Ich syn z nieprawego łoża, niemy, niepełnosprawny Rolf dziwnym zrządzeniem losu trafia pod opiekę radcy kryminalnego Eberharda Mocka. Ten niespodziewanie odkrywa w sobie pokłady ojcowskich uczuć. Śledztwo w sprawie dwóch morderstw prowadzi do grupy ludzi połączonych osobliwą emocjonalną więzią, opartą na wspólnych przeżyciach i ponurych doświadczeniach. Mock wie, że aby rozbić to tajne stowarzyszenie, musi odkryć, kto stoi na jego czele. Stawka rośnie z dnia na dzień. W plugawych lupanarach, eleganckich gabinetach i jaskiniach nielegalnego hazardu Mock staje twarzą w twarz z mrocznymi żądzami i własną słabością. Czerwone i czarne pola ruletki podpowiadają mu, że klucz do zagadki może mieć tylko Rolf. Tymczasem chłopiec znika, a nad Mockiem gromadzą się burzowe chmury.                                                                                                                                                                    opis wydawcy

Instagram

Diabeł stróż jest kolejnym kryminałem retro pióra Marka Krajewskiego, który akcję swojej książki po raz kolejny umieścił w Breslau – przedwojennym Wrocławiu. Nie dość, że tęskniłam za twórczością autora, to jeszcze tęskniłam za kochanym Wrocławiem, no i oczywiście za samym Eberhardem Mockiem. Znając już twórczość pisarza – wiedziałam czego mogę się spodziewać – retro klimat, mrok przedwojennego Wrocławia i duszy Mocka. Zdecydowanie się nie zawiodłam. Do tego klimaty ruletki, uzależnienia od hazardu, a do tego spojrzenie na autystyczne dziecko w latach 30 ubiegłego wieku – to coś co mnie dodatkowo interesuje po latach studiów psychologicznych. Styl Marka Krajewskiego oczywiście na najwyższym poziomie – łacińskie powiedzonka, niemieckie, przedwojenne nazwy ulic i miejsc we Wrocławiu, oczywiście z odpowiednimi przypisami z tłumaczeniami. Do tego nawiązania do wcześniejszych części perypetii życiowych Eberharda Mocka oraz sam fakt, że mamy już 11 części i jak ewoluuje główny bohater – pokazuje, że Marek Krajewski tworzy nadal na wysokim poziomie i jak dobrze czuje się z tą postacią. Akcja książki jest bardzo wartka i wciąga (i to bardzo) już od samego początku, już od pierwszych stron. Pomysł na fabułę – zdecydowanie bardzo ciekawy i dobrze wykorzystany, a do tego niebanalni bohaterowie – z samym Mockiem na czele.

Diabeł stróż jest zdecydowanie jedną z lepszych książek Marka Krajewskiego, który miewa słabsze pozycje jak np. Mock. Pojedynek, ale mimo tego potknięcia wciąż utrzymuje wysoki, poziom – zarówno pod względem fabularnym, jak i językowym. Cała seria o Eberhardzie Mocku jest tak napisana, że nie trzeba jej czytać według kolejności chronologicznej – tak jest z Diabłem stróżem, którego można czytać niezależnie od znajomości wcześniejszych pozycji autora, przynajmniej moim zdaniem. Zdecydowanie polecam – literatura kryminalna na najwyższym poziomie.

 Książka bierze udział w wyzwaniu
Abecadło z pieca spadło 

poniedziałek, 15 listopada 2021

"W cieniu twierdzy" Kamila Cudnik



Tytuł: W cieniu twierdzy
Autor: Kamila Cudnik
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 368
Ocena: 4.5/6






Rok 1904. Walter Offenberg, pruski oficer, z powodu skandalu związanego ze śmiercią żony zostaje odesłany z Berlina do nadgranicznej Twierdzy Toruń. W pobliżu miasta kupuje majątek po zubożałym polskim ziemianinie. Gdy przyjeżdża do pałacu, poznaje Luizę Zagórską, córkę poprzednich właścicieli, choć nie od razu orientuje się co do tożsamości młodej kobiety. Luiza uczyła się śpiewu w Paryżu, musiała jednak przerwać lekcje, gdy jej rodzinne dobra zostały zlicytowane. Od pierwszego spotkania zaczyna iskrzyć między pruskim oficerem a młodą ziemianką. Wkrótce, podczas nocy świętojańskiej, we wsi dochodzi do brutalnej zbrodni. Zostaje wszczęte śledztwo. Polskie ziemiaństwo, pruscy urzędnicy, konspiracyjne kręgi, rodzinne sekrety, zakazane uczucie. Kto zyska, a kto straci w tej rozgrywce?                                                                                                                        opis wydawcy

W cieniu twierdzy to książka, za którą się zabrałam nie znając w ogóle twórczości autorki, co sprawiło, że nie miałam względem niej praktycznie żadnych oczekiwań – zwyczajnie cieszyłam się na literacki powrót do Torunia, a także przeniesienie się do innych, bardziej historycznych czasów. Zaczęłam czytać i mega się w nią wciągnęłam. Całość naprawdę zgrabnie napisana, w lekki sposób, niezbyt wygórowanym językiem, niezbyt skomplikowanym, aczkolwiek nie prostym czy prostackim. Pomysł na historię jest naprawdę ciekawy, a do tego całość bardzo zręcznie i zgrabnie poprowadzona, sprawiając, że nie sposób oderwać się od lektury. Niemieckie nazwy ulic i niemieckojęzyczne wstawki tylko ułatwiają przenieść się do Torunia z początku XX wieku. Do tego ciekawe postacie, który mogłyby być barwniejsze, ale jednak wciąż interesujące, a do tego miłostki między nimi. Nie ma tu prostackich i kolorowych romansów, a całość wypada naprawdę ciekawie. 

Całość recenzji do przeczytania na portalu Polacy nie gęsi.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję

czwartek, 29 października 2020

"Dziedzictwo von Schindlerów" Wojciech Wójcik




Tytuł: Dziedzictwo von Schindlerów
Autor: Wojciech Wójcik
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 696
Ocena: 5/6






Na Dziedzictwo von Schindlerów trafiłam przeglądając Legimi w poszukiwaniu kolejnej lektury. Zaintrygował mnie opis, więc czym prędzej zabrałam się za czytanie zupełnie nie wiedząc czego się spodziewać, bo nie słyszałam ani nie czytałam nic o twórczości Wojciecha Wójcika. Jak wypadło? Zapraszam na recenzję!

Lipiec 2000 roku. Z przedwojennego dworku nad Śniardwami znika bez śladu dwudziestoletnia dziewczyna. W okolicy krąży legenda, że odpłynęła starym jachtem von Schindlerów, który ostatni raz widziano latem 1939 roku. Wtedy również ktoś zaginął… Mija dwadzieścia lat. W okolicy Mikołajek były policjant Jacek Ligęza odkrywa ciało wybitnego twórcy kryminałów, Zygmunta Grodzickiego. Do grona uznanych pisarzy, którzy na zlecenie ekscentrycznego milionera Johanna von Schindlera, spisują zbeletryzowane dzieje jego rodowej posiadłości, dołącza debiutantka, Monika Łasicka. W spadku po Grodzickim otrzymuje do opracowania historię dziewczyny z jachtu. Odkrywa, że zmarły pisarz dobrze ją znał – przed laty stracił dla niej głowę, ale ona wybrała innego. Chłopaka z Mazur, który również zapadł się pod ziemię. Policja uznaje, że Grodzicki zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Innego zdania jest Jacek Ligęza, ale słowa byłego policjanta, zwolnionego ze służby za pijaństwo, znaczą tyle co nic. Poszukując prawdy, poznaje kolejne sekrety von Schindlerów. W tym ten najmroczniejszy…                                                                                                   opis wydawcy

Dziedzictwo von Schindlerów to pozycja, której akcja toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych, co akurat bardzo lubię i cenię. A wszystko dzieje się na Mazurach, które miałam okazję odwiedzić po raz kolejny całkiem niedawno i bardzo polubiłam te rejony, stąd również zaciekawienie tą pozycją. Czytając tę książkę odniosłam wrażenie, jakby była mieszanką artystycznego światka kreowanego przez Alka Rogozińskiego i Sierot zła Nicolasa d'Estienne d'Orves.  Sporo pisarzy, sporo mroku, tajemnic i akcji, co naprawdę mi się spodobało, a lektura tej pozycji nie zajęła mi wcale wiele czasu, choć jest dość obszerna.  Całość wciąga, jest napisana niezbyt skomplikowany językiem, ale moim zdaniem naprawdę dobrze oddającym to co się dzieje. Owszem, pojawiają się wulgaryzmy, ale są one jedynie w sytuacjach, w których użycie przekleństw dla sporej ilości ludzi jest wręcz naturalne. Jest dość sporo bohaterów i odnoszę wrażenie, że przez ich mnogość autor niezbyt się skupił na ich dopracowaniu. Wojciech Wójcik jako autor sam pisze, że sam tworząc postacie inspirował się pisarzami z polskiej sceny literackiej, takimi jak Remigiusz Mróz, Katarzyna Puzyńska czy Katarzyna Bonda. Pomysł na książkę jest naprawdę ciekawy, a do tego zrealizowany w dość dobry sposób, w połączeniu z niekomplikowanym językiem i dość lekkim stylem sprawia, że całość czyta się wręcz z zapartym tchem i nie sposób się od niej oderwać.

Dziedzictwo von Schindlerów to książka, która nie jest arcydziełem, ale bez wątpienia jest pozycją ciekawą, napisaną w sposób wciągający, choć nie jest powieścią idealną (taka chyba nie istnieje). Zdecydowanie mi się spodobał styl autora i pomysł na książkę, połączenie wątku kryminalnego z rysem historycznym i delikatnym wątkiem romantycznym… Ja jestem zdecydowanie na tak i z chęcią sięgnę po inne książki Wójcika. Warto sięgnąć, szczególnie polecam każdemu, kto lubi mroczne tajemnice, które ciągną się przez lat. Polecam. 

Książka bierze udział w wyzwaniu Abecadło z pieca spadło.

sobota, 17 października 2020

"Matylda" Roald Dahl

Tytuł: Matylda
Autor: Roald Dahl
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 228
Ocena: 5/6



Cały sens życia, tkwi w posuwaniu się naprzód.





W twórczości Roalda Dahla jestem zakochana już od dzieciaka. Mimo że do trzydziestki mi coraz bliżej, ja wciąż czasem lubię wrócić do książek tego autora - jego twórczość niezmiennie podnosi mnie na duchu, sprawia, że na sercu od razu robi mi się cieplej. O Matyldzie wspominałam już kilkukrotnie w recenzjach innych książek Dahla, aż w końcu zauważyłam, że na blogu nie ma recenzji tej pozycji. Po obejrzeniu filmu na jej podstawie – w końcu po jego obejrzeniu zebrałam się w sobie i zmotywowałam się do napisania o niej opinii.  

Matylda jest wrażliwą i niezwykle utalentowaną dziewczynką. Nie ukończywszy nawet pięciu lat czytuje Hemingwaya, Dickensa, Kiplinga i Steinbecka oraz rozwiązuje trudne zagadki matematyczne. Cóż z tego, kiedy jej rodzice nie zauważają jej; są po prostu... głupi. Co gorsza, kierowniczka szkoły, do której zaczyna uczęszczać Matylda, okazuje się prawdziwym potworem w spódnicy. Nagle Matylda odkrywa w sobie niezwykły dar tajemniczą psychiczną siłę, zdolność czynienia dorosłym najbardziej perfidnych psikusów. Dzięki niemu będzie mogła ocalić szkołę i pomóc swojej ukochane nauczycielce.                                                                                                                             opis wydawcy

Jedna z ilustracji
Kliknij, aby powiększyć

Matyldę czytałam kilka lat temu, ostatnio sobie ją odświeżyłam – nie tylko książkowo, ale również w wersji filmowej. Nie jest to książka dla maluchów, lecz dla starszych dzieciaków, przynajmniej moim zdaniem. Głównym powodem jest to, że jest w niej sporo przerysowania, groteski, karykatury, bo świat wykreowany przez Dahla jest zdecydowanie przerysowany, ale młodsi czytelnicy nie zawsze mogą to zrozumieć. Ponadto mogą zgorszyć się niektórym niezbyt kulturalnymi tekstami, jakie autor serwuje, zwłaszcza teksty dyrektorki szkoły czy rodziców głównej bohaterki. Bo teksty momentami są wyjątkowo… mocne i pełne niewyszukanego słownictwa. Dla mnie jest to w porządku, ale jak na literaturę dla dzieci autor trochę przesadził… No, ale cóż… Nie zmienia to faktu, że książka naprawdę mi się podobała, ale humor Dahla też trzeba rozumieć. Bohaterowie są barwnie i ciekawie wykreowani, przez co na długo zapadają w pamięć. Całość jest napisana dość lekko i prosta, z dużą ilością humoru, z charakterystycznym dla autora językiem, z równie charakterystycznymi ilustracjami Quentina Blake’a.

Zabawna sprawa z tymi rodzicami. Nawet jeśli ich dziecko jest najobrzydliwszym bachorem pod słońcem, zawsze uważają, że jest cudowne. Niektórych uwielbienie zaślepia do tego stopnia, że potrafią sobie wmówić, iż ich dziecko ma cechy geniusza. (...) Czasami zdarzają się rodzice, którzy w ogóle nie wykazują zainteresowania swoimi dziećmi i oni są oczywiście o wiele gorsi.

Matylda to naprawdę ciekawa opowieść o genialnym dziecku, które boryka się z niezrozumieniem ze strony rodziców oraz niedoborem inteligencji u dyrektorki szkoły. Autor momentami wydaje się, że przesadził, a jego świat jest przerysowany i pełen groteski, więc książka nie nadaje się dla młodszych czytelników. Na moje oko polecam zacząć czytanie gdzieś od 9 roku życia wzwyż. Choć literatura dla dzieci – sama się przy niej świetnie ubawiłam, bo historia jest prosta, ale jednocześnie bardzo urocza, a ponadto z ważnym i wyraźnym przesłaniem, że dobro zawsze wygrywa. Ja polecam, zdecydowanie, choć wiem i ostrzegam, że nie każdemu podejdzie takie wykreowanie postaci i styl. 

niedziela, 27 sierpnia 2017

"Żyrafa, Peli oraz ja" Roald Dahl






Tytuł: Żyrafa, Peli oraz ja
Autor: Roald Dahl
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 80
Ocena: 4/6







Czasem lubię wrócić do lat dziecinnych, więc wtedy z wielką przyjemnością sięgam po książki Roalda Dahla... Ostatnio odkryłąm w bibliotece książeczkę pt. Żyrafa, Peli oraz ja i wybór padł właśnie na nią.

Weźcie żyrafę o magicznej szyi, pelikana mającego dziób o ruchomej pokrywie i bardzo energiczną małpę, a co otrzymacie? Oczywiście, najsłynniejszą na świecie firmę Bezdrabinowe Mycie Okien. A jeśli jeszcze dodać im do towarzystwa Billy ego, diuka i duchessę Hampshire oraz Kobrę, najbardziej przebiegłego i groźnego włamywacza na świecie, wtedy mamy już wszystkie podstawowe składniki, żeby przyrządzić bardzo smakowitą opowieść, którą jeszcze przyprawimy orzechami nerkowca, pstrągami, różowo-fioletowymi pąkami łachotliwca oraz uroczystym otwarciem łakociarni.
                                                                 opis wydawcy

Żyrafę, Peli oraz ja zgarnęłam kiedyś w bibliotece i pochłonęłam praktycznie natychmiastowo... Dahla pokochałam jako dzieciak w podstawówce. Dzisiaj, mając 24 lata wciąż uwielbiam sięgać po pozycje tego autora... Czytając tę niezbyt obszerną książeczkę zrobiło mi się jakoś tak ciepło i przyjemnie na sercu, znowu poczułam się jak dziecko. Bardzo spodobał mi się pomysł na przedstawienie współpracy między zwierzętami przy wykonywaniu pracy, w tym wypadku mycia okien, co może być dla dzieciaków ważną wskazówką, jak pracować w zespole. Książkę czytało mi się naprawdę przyjemnie i z pewnym uczuciem rozrzewnienia, aczkolwiek uważam, że inne książki, pokroju Matyldy czy BFO są w moim odczuciu ciekawsze, wartościowsze i bardziej wciągające. Żyrafa, Peli oraz ja to pozycja zdecydowanie dla maluchów w przedszkolu.

Podsumowując Żyrafę, Peli oraz ja jest to ciekawa pozycja, która dzieciakom może pokazać wartość współpracy, jednak Dahl w swojej twórczości ma o wiele ciekawsze pozycje. Nie zmienia to faktu, że polecam i miło spędziłam czas. 

niedziela, 2 października 2016

"Śmierć nieznajomego" Anne Perry






Tytuł: Śmierć nieznajomego
Autor: Anne Perry
Cykl: William Monk
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 360
Ocena: 2/6





Śmierć nieznajomego porwałam podczas pewnej wizyty w bibliotece zaintrygowana obietnicą wiktoriańskiego Londynu oraz interesującego kryminału. Zabrałam się za czytanie i jak wypadło?

Dla prostytutek z Leather Lane klinika prowadzona przez Hester Monk jest jedynym miejscem, gdzie mogą liczyć na opiekę medyczną i choć chwilową ucieczkę od ciężkiego życia – szczególnie teraz, gdy kobiety coraz częściej stają się ofiarami brutalnych ataków. Wszystko inne schodzi jednak na dalszy plan w obliczu tajemniczej śmierci magnata kolejowego Nolana Baltimore’a w obskurnym domu publicznym. Co ten powszechnie szanowany człowiek robił w takim miejscu? Czy był to nieszczęśliwy wypadek, czy może morderstwo?

Tymczasem mąż Hester, prywatny detektyw William Monk, bada możliwość defraudacji pieniędzy w firmie Baltimore’a. Śledztwo zmierza w nieoczekiwanym kierunku. Detektyw odkrywa bowiem, że jego przeszłość, której nie pamięta z powodu amnezji, łączy się z bieżącymi wydarzeniami. By zapobiec nowej tragedii, Monk będzie musiał stawić czoło zapomnianym demonom, nawet jeśli narazi się na utratę wszystkiego co mu bliskie.
                                                                                    opis z okładki 

Śmierć nieznajomego to książka, na którą natrafiłam zupełnym przypadkiem i podekscytowana wizją wiktoriańskiego Londynu – zabrałam się za jej czytanie. Jednak z czasem owa ekscytacja zaczęła coraz bardziej opadać, aż osiągnęła poziom zerowy. Liczyłam na wartką akcję i zajmującą fabułę, ale niestety się przeliczyłam. Akcja toczyła się powoli, zbyt powoli jak na kryminał. A fabuła... Pomysł ciekawy, aczkolwiek zupełnie niedopracowany i niedoszlifowany. Postacie mdłe, mało charakterystyczne, nie wzbudzające większych emocji, może poza irytacją, która momentami się pojawiała. A pojawiała się z racji tego, że są, jacy są, że fabuła i akcja nie zachwyciły. Do tego jeszcze styl jakim została napisana ta książka – prosty, nieskomplikowany i niezachwycający. Zresztą jak cała pozycja. To wszystko sprawiło, że Śmierć nieznajomego czytało mi się naprawdę ciężko... No cóż... Zdarzają się takie książki...

Podsumowując już książkę pt. Śmierć nieznajomego zdecydowanie się nią rozczarowałam... No i oczywiście ją odradzam – jest o wiele lepszych kryminałów do przeczytania, więc szkoda czasu na tę pozycję... Delikatnie mówiąc – szału nie ma i nie zapada w pamięć. No i zdecydowanie będę omijać pozostałe książki autorki. Zdecydowanie odradzam jej czytanie.


sobota, 2 stycznia 2016

"Gra o Tron" George R.R. Martin

Tytuł: Gra o tron
Autor: George R.R. Martin
Cykl: Pieśń Lodu i Ognia
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 844
Ocena: 4.5/6

Nigdy nie zapominaj o tym, kim jesteś, bo świat na pewno o tym nie zapomni. Uczyń z tego swoją siłę, a wtedy przestanie to być twoim słabym punktem. Zrób z tego swoją zbroję, a nikt nie użyje tego przeciwko tobie.






O Grze o Tron zrobiło się głośno, kiedy powstał serial na podstawie książki Georga R.R. Martina. Wtedy i ja o nim usłyszałam. Początkowo mnie w ogóle nie ciągnęło do tej serii... Najpierw chciałam przeczytać książkę, a później zobaczyć serial, jednak kolega ze studiów zachęcił mnie, abym jednak zaczęła od wersji serialowej. I tak zrobiłam. Przebrnęłam przez pierwszy sezon przy produkcji kartek okolicznościowych, później na żywioł poszedł drugi, no i przy trzy trzecim utknęłam... W międzyczasie z jakiejś okazji dostałam bon (czy jakkolwiek inaczej to nazwać – kupon?) na 100 zł do księgarni, więc jedną z książek, na którą przeznaczyłam ów prezent była właśnie Gra o Tron. Od czasu zdobycia tamtej książki minęło trochę czasu, aż w końcu ją przeczytałam...
Kiedy spada śnieg i wieje biały wiatr, samotny wilk umiera, ale stado przeżyje. Latem jest pora na kłótnie. Zimą natomiast musimy chronić się nawzajem, ogrzewać, dzielić myślami. Dlatego jeśli już musisz nienawidzić, to nienawidź tych, którzy naprawdę mogą nas skrzywdzić.
 Gra o Tron to obszerna powieść fantasy, która otwiera bardzo znany cykl Pieśń Lodu i Ognia autorstwa G.R.R.Martina. Lato się kończy, nadchodzi zima – mroźna i długa. Rządzić Siedmioma królestwami chce każdy, jednak władca jest jeden - Robert Baratheon, który za swojego namiestnika wybiera Lorda Eddarda Starka... Rządzący poszczególnymi królestwami chcą rządzić wszystkimi Siedmioma Królestwami... Tak więc poznajemy wszystkie rody po kolei poprzez opisy z perspektywy przedstawicieli poszczególnych rodzin... Kto zdobędzie Żelazny Tron? Kto wygra tytułową grę o niego? Kto na nim za siądzie? Co na to Robert Robert Baratheon? Jakie losy czekają bohaterów?

Czytanie "Gry o Tron" w pociągu
Muszę przyznać, że za Grę o Tron zbierałam się naprawdę długo, a czytałam ją niewiele krócej... Po obejrzeniu pierwszych dwóch sezonów serialu wiedziałam już mniej więcej czego spodziewać się po książce. Mniej więcej połowę „połknęłam” praktycznie od razu i... utknęłam... Naprawdę na długo... Po prostu nie potrafiłam przebrnąć dalej. Wątków jest multum, a około 70% książki to swoisty wstęp do tego co wydarzyło się w pozostałej części, a było naprawdę ciekawe. Moim zdaniem mogłyby być trochę zmienione proporcje. Ów długi początek jest opisem losu bohaterów, ich historii, marzeń i miłostek... Naprawdę dobrze jest poznać postacie, których jest sporo i są naprawdę barwne, różnorodne i nadzwyczaj nietuzinkowe. Momentami było to dla mnie zbyt dużo ich opisów i chyba właśnie dlatego utknęłam w trakcie lektury. Nie zmienia to faktu, że postacie stworzone przez autora wzbudzają zarówno sympatię jak i momentami nienawiść. Powieść jest wielowątkowa i wielotorowa, przez co czasami trudno było mi się połapać w tym o co chodzi w danym momencie i co z czym połączyć. No i też George R.R. Martin słynie z tego, że w jego książkach trup ściele się naprawdę gęsto. Muszę przyznać, że świat Siedmiu Królestw stworzony przez autora jest godny podziwu z racji ogromu szczegółów, jakie się pojawiają w opisach. Świat, jaki stworzył jest naprawdę wspaniały, jednak można było się w nim czuć trochę zagubionym. Ilość lordów jest naprawdę zadziwiająca i mogą się oni czasami mieszać, jednak książka jest napisana językiem świetnym, kwiecistym bardzo dobrze pasującym do fabuły i do owych bohaterów... 
Czym jest honor wobec miłości do kobiety? Czym jest obowiązek wobec radości, jaką się czuje, kiedy trzyma się w ramionach nowo narodzonego syna... albo wspomnienia uśmiechu barta? Wiatr i słowa. Słowa i wiatr. Jesteśmy tylko ludźmi, których bogowie uformowali do miłości. Oto istota naszej chwały i naszej tragedii...
O Grze o Tron jest mi trudno pisać, ponieważ skończyłam ją z dość mieszanymi uczuciami. Generalnie książka jest napisana dość dobrze, ze świetnie wykreowanymi postaciami, genialnym światem. Podczas lektury zdecydowanie nie mogłam narzekać na brak nudy, jednak czasami czułam się trochę zagubiona w natłoku postaci i to właśnie chyba z tego powodu skończyłam książkę z mieszanymi uczuciami i na długo utknęłam w lekturze. Nie zmienia to faktu, że mam w planach przeczytać kolejne tomy z cyklu Pieśń Lodu i Ognia, a samą Grę o Tron polecam miłośnikom fantasy, ale nie tylko;)

Przysięgam ci, o wiele trudniej jest siedzieć na tronie, niż go zdobywać. Wydawanie praw to żmudna praca, podobnie jak liczenie miedziaków. Do tego jeszcze ludzie… tłumy ludzi. Siedzę na tym cholernym żelaznym tronie i wysłuchuje ich narzekań, aż mi drętwieje tyłek, i rozum także. Wszyscy czegoś chcą, pieniędzy, ziemi albo sprawiedliwości.

środa, 14 stycznia 2015

"Danny mistrz światła" Roald Dahl

Tytuł: Danny mistrz świata
Autor: Roald Dahl
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Ilość stron: 214
Ocena: 5/6


Ale nie będę udawał, że się nie bałem. Bałem się, ale z lękiem mieszało się odczucie ogromnego podniecenia. Większości podniecających rzeczy w życiu towarzyszy strach, inaczej nie byłoby to takie ekscytujące.






Pamiętam czasy mojej szkoły podstawowej, kiedy jako mała Asia (na ów czas może z 11-letnia) co kilka dni na długich przerwach lub po lekcjach znikałam w szkolnej bibliotece. Panie bibliotekarki pozwalały mi wchodzić tam, gdzie zazwyczaj nie miewali tak szerokiego wstępu uczniowie. Ja co jakiś czas porywałam coś autorstwa Dahla zachwycona jego piórem, a później stęskniona wpatrywałam się w półkę, na której stały jego książki, czy nie pojawiło się jakimś trafem nic nowego (w pewnym momencie już wszystko jego autorstwa z naszej biblioteki miałam przeczytane). Później miałam długą przerwę, aż w końcu na starość (:D) zatęskniłam za poczciwym panem Dahlem.

Danny mistrz świata to opowieść o tytułowym Dannym oraz o jego tacie. Ojciec chłopaka jest właścicielem maleńkiej stacji paliw oraz warsztatu samochodowego, a Dany mu przy tym pomaga. Mieszkają szczęśliwie obok stacji w przyczepie, która robi im za dom i śpią na piętrowym łóżku. Pewnej nocy Danny orientuje się, że jego taty nie ma w ich skromnym mieszkanku. Co takiego robi wtedy ojciec chłopaka? Czemu zostawił syna samego? Czemu w tytule został on nazwany mistrzem świata? I w jakiej dziedzinie?

Ci, co nie znali go dobrze, uważali, iż jest człowiekiem surowym i poważnym. Tymczasem był bardzo wesoły,a jeśli wydawało się inaczej to dlatego, że nigdy się nie uśmiechał. Wszystko rozgrywało się w jego jasnoniebieskich oczach. Kiedy pomyślał coś radosnego, pojawiał się w nich blask, a jeśli ktoś wpatrzył się w nie uważniej, mógł także dostrzec złociste skierki tańczące w źrenicach. Ale usta nigdy się nie uśmiechnęły.

Tę książkę pochłonęłam w ciągu jednego dnia zafascynowana, stęskniona za piórem Roalda Dahla, nie napełniona Krokodylem olbrzymim. Danny mistrz świata to językowo i stylistycznie już ten sam poziom, jaki pokochałam i za jakim tęskniłam. Fabularnie i opisowo co prawda nie jest to ten poziom co na przykład w książkach takich jak Charlie i fabryka czekolady czy BFO. Jednak jest w tej książce coś co mnie zupełnie urzekło i rozwaliło na łopatki. Mianowicie bardzo ciekawie i głęboko opisana relacja Danny'ego i jego taty, ich rozmowy, zwierzenia, wspólne wykonywanie wielu czynności i tak naprawdę ich przyjaźń. Piękna relacja! A wszystko opisane narracją pierwszoosobową oczami Danny'ego! Lektura tej książki sprawiła, że nie raz się uśmiechnęłam, czasem z dowcipu, czasem z rozrzewnienia nad relacją chłopaka i jego ojca. Podobno jest to książka oparta na niektórych wydarzeniach z życia samego autora, jednak nie wiem w jakim stopniu. 

Danny mistrz światła to książka, którą z ręką na sercu mogę polecić młodszym i starszym czytelnikom szukającym dobrej rozrywki przy lekkiej książce opisującej jednocześnie bardzo ciekawą i piękną relację.




wtorek, 6 stycznia 2015

"Krokodyl olbrzymi" Roald Dahl





Tytuł: Krokodyl olbrzymi
Autor: Roald Dahl
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 64
Ocena: 3/6








Roald Dahl to autor, którego polubiłam będąc w podstawówce i zaczytywałam się chociażby w jego książce Charlie i fabryka czekolady czy BFO. Co prawda od zakończenia mojej szkoły podstawowej upłynęło już trochę czasu to wciąż darzę sympatią tego autora, dlatego podczas ostatniej wizyty w bibliotece zgarnęłam między innymi i jego książki;)

Krokodyl olbrzymi to krótka opowiastka o bardzo żarłocznym krokodylu, który najbardziej lubił smakować się w tłuściutkich dzieciaczkach. Kiedy naszła go wielka ochota na swoje przysmaki, wybrał się na polowanie na szkraby przy okazji mówiąc o tym różnym innym zwierzętom. Czy polowanie mu się udało? Jakie sztuczki postanowił zastosować? Czy poczuł się po nim lepiej? 

Kiedy zabierałam się za czytanie Krokodyla olbrzymiego nie miałam względem niego zbyt wielkich oczekiwań – wiedziałam po prostu, że to typowa literatura dziecięca, z której już jestem lekko wyrośnięta;) Zaczęłam czytać i czytałam, czytałam, aż przeczytałam za jednym podejściem. I co o niej myślę? Choć na samo zakończenie wywołało na mojej twarzy uśmiech, to stwierdzam, że książka jest bardzo przewidywalna (literatura dla dzieci, więc ten aspekt traktuję z przymrużeniem oka). Jednocześnie książka jest napisana językiem odpowiednim do tej grupy wiekowej – łatwy, zrozumiały i klarowny. Jednak odnoszę wrażenie, że jest niezbyt adekwatna dla dzieciaków. Moim zdaniem pisanie w książce dla małych smyków pisać o pożeraniu dzieci przez krokodyla jest średnim pomysłem, ale to tylko moje dziwne zdanie, a czasem jestem bardzo dziwna w swoich poglądach. 

Podsumowując Krokodyl olbrzymi to książka, przy której jako 21-latka mogłam się odprężyć, uśmiechnąć na koniec i spędzić czas z lekturą lekką i niewymagającą. Muszę przyznać, że dzieciom bym tej książki chyba nie przeczytała – bałabym się o potencjalne ich potencjalne koszmary, że jakiś potwór przyjdzie, na każdym kroku będzie na nie czyhał i je czym prędzej pożre .

poniedziałek, 30 czerwca 2014

"Cudze pole. Przypadki księdza Grosera" Jan Grzegorczyk

Tytuł: Cudze pole
Autor: Jan Grzegorczyk
Seria: Przypadki Księdza Grosera
Tom: trzeci
Wydawnictwo: Zysk i Spółka, W drodze
Czyta: Wojciech Żołądkowicz
Czas trwania: 12 godz. 8 min.
Ocena: 5/6

Skoro zaufałem Bogu, to On mnie poprowadzi najlepszą z możliwych dróg.



Przypadki księdza Grosera to seria, którą pokochałam od pierwszych słów i minut zapoznania się z jego historią, jego wypadki, przepadłam w niej nie chcąc się z nią rozstawać ani na chwilę, więc zaraz po zakończeniu swojej przygody z częścią zatytułowaną Trufle sięgnęłam po jej kontynuację.

Jak wojna, to na wszystkich frontach, jak pokój, to w suterenie.

Cudze pole trzecia część przygód tytułowego księdza Grosera -  Wacława Olbrychta, który kontynuuje budowę nowego kościoła i właśnie to wydarzenie jest tłem do reszty wydarzeń, które mają miejsce w tej pozycji. A wydarzeń jest naprawdę sporo. Jest i ślub, i wesele, i budowa, i wiele spotkań, radości i rozczarowań. I to właśnie w tym czasie ksiądz Groser spełnia się jako prawdziwy pasterz dusz – swoich nowych parafian, a także jako budowniczy, szef i zarządca. Czym jest tytułowe cudze pole? Czy to praca kapłana czy chodzi o coś innego? Jakie decyzje musi podjąć Wacław Olbrycht? Jak pomoże swoim nowym parafianom? Czy w ogóle będzie w stanie im pomóc? Czego od niego oczekują? Czy podoła oczekiwaniom? Co ich spotka?

Jesteśmy kruchymi naczyniami. Każdy z nas kiedyś spada i się tłucze. Historie skorup bywają przeróżne... Był kiedyś taki sławny japoński twórca, Hokusai. Na jednej z waz namalował przepiękny widok świętej góry Fudżijamy. Pewnego dnia ktoś upuścił wazę. Hokusai powoli sklejał kawałki rozbitej porcelany. By upamiętnić jednak to, co spotkało wazę, by uwiecznić jej historię, krawędzie poszczególnych kawałków pokrywał złotem. W efekcie naczynie okazało się jeszcze piękniejsze niż przedtem.

Cudze pole to trzeci tom przygód kapłana – Wacława Olbrychta. Kolejny tom trylogii, która mnie doprawdy urzekła, dlatego więc krótko po Adieu i Truflach szybko zabrałam się za Cudze pole, napisane tak samo łatwym i przyjemnym w odbiorze jak poprzednie części. I już po raz trzeci przekonałam się jak lekko Grzegorczyk umie pisać o sprawach pozornie banalnych, ale jednocześnie o bardzo ważnych, zmuszających do myślenia, do zastanowienia się nad pewnymi sprawami... Postacie bohaterów są bardzo zróżnicowane i jest ich dość sporo, ale to tylko uprzyjemnia lekturę, ich różne charaktery, osobowości, to co im się przytrafia, to jak się zachowują. Dodatkowo jej mottem jest cytat G.K.Chestertona: Jest tylko jedna rzecz większa od tajemnicy zła. Fakt istnienia dobra. co świetnie streszcza całą książkę, a w zasadzie jest jej najczystszą kwintesencją, to właśnie głównie o tym jest ta lektura – o dobru, które jest na świecie, o dobru, które jest w ludziach i zwycięża nad złem, o dobru, które człowiek w sobie nosi, o dobru, które naprawdę istnieje. Jedyne co mnie irytowało to zakończenie z nie do końca zamkniętymi wątkami, ale jednak nie zmienia pozytywnej oceny tej trylogii, którą pomimo drobnych zastrzeżeń naprawdę i szczerze z całego serca polecam, choć mam ważenie, że pierwszy tom – Adieu wypada najlepiej z całej serii przygód księdza Grosera, ale i tak cała ta trylogia mnie naprawdę urzekła i miło ją będę wspominać;)

piątek, 20 czerwca 2014

"Trufle. Przypadki Księdza Grosera" Jan Grzegorczyk

Tytuł: Trufle
Autor: Jan Grzegorczyk
Seria: Przypadki Księdza Grosera
Tom: drugi
Wydawnictwo: Zysk i Spółka
Czyta: Wojciech Żołądkowicz
Czas trwania: 11 godz. 21 min.
Ocena: 5/6


Kiedy człowiek zaufa Bogu, nawet jeśli dostaje po ryju to w tym zaufaniu wie, że nikt nie może mu nic zrobić.


Po pierwszym tomie opowieści o przygodach Księdza Grosera zatytułowanym Adieu, w którym zafascynowałam się twórczością Grzegorczyka i stworzoną przez niego postacią przyszedł czas na kolejny tom - Trufle, z którymi spędziłam kilka ostatnich dni.

Akcja rozpoczyna się w momencie jej urwania wraz z końcem Adieu, kiedy to Witold Olbrycht, zwany Groserem jedzie do Francji, gdzie zamierza zatrzymać się u trapistów pomagając im w ich codziennych obowiązkach – wyklejaniu bajek dla niewidomych, oczyszczaniu pól z kamieni i zbieraniu trufli. Po pewnym czasie biskup łaskawie pozwala mu wrócić z wygnania. Jednak nie na tym koniec. Jakie zadania i przygody czekają na niego w kraju? Co dla niego przygotował dla niego pasterz jego diecezji? Co z jego przyjaciółmi i wrogami? Kto się okaże cenną truflą, a kto tylko świnią czekającą, żeby je wyjeść i zniszczyć?

Oddałem życie i to życie zostanie wzięte. I zawsze będzie inaczej niż sobie wyobrażałem. Zawsze. Człowiek musi przejść przez takie nic totalne i podczas tego przechodzenia zostawia to "swoje", "ukochane". (...) Najlepsze lekarstwo na bunt to dyspozycyjność, chociaż to słowo ohydnie się kojarzy i odpycha. Dyspozycyjność wobec wszystkiego, co przychodzi na człowieka, ciągłe "tak", bo to przynosi pokój. Po co to "tak"? Bo to jest jedyny sposób na poskładanie połamanych kości w Ciele - Kościele. To bardzo boli. Kiedy człowiek zaufa Bogu, nawet jeśli dostaje po ryju, to w tym zaufaniu wie, że nikt nie może mu nic zrobić.


Trufle to kolejna książka Grzegorczyka, z którą miałam okazję się zapoznać i kolejna, którą połknęłam w bardzo krótkim czasie, słuchając jej przy każdej możliwej okazji. Wszystko chyba za sprawą fascynującej postaci jaką wykreował autor, a mianowicie księdza Witolda Olbrychta, który jest osobą nieszablonową, ale w przeciwieństwie do Adieu nie tylko on wybija się tutaj na pierwszy plan. Znajdziemy także sporo wydarzeń z życia księdza Krystiana Palecznego, zwanego wśród znajomych Warginem, z życia siostry Zuzanny zafascynowanej księdzem Groserem i poszukującej wśród ludzi zrozumienia i akceptacji, a także z życia Norberta – byłego księdza, który porzucił sutannę dla policyjnego munduru.

Trufle to kontynuacja Adieu i podobnie jak w poprzednim tomie wydarzenia niezbyt wesołe, wręcz przybijające przeplatają się z tymi radosnymi, a wszystko napisane w sposób taki, że nie chce się oderwać od wydarzeń w nich opisanych. Wbrew pozorom nie jest to tylko banalna historyjka o kapłanach i zakonnicach, bo to nie jest książka tylko o nich, bo oni są zwyczajnymi ludźmi, takimi jak my. To tu różne ciekawe sytuacje przeplatają się z filozofią, wątpliwościami bohaterów, ich słabościami i chęcią ich zwalczenia.

Spotkanie z człowiekiem jest jak święto w kalendarzu. Nie jesteśmy obrońcami Kościoła. Mamy być świadkami. Z każdego człowieka emanuje światło. Z jednych jasne, z drugich ciemne. Trzeba się nauczyć patrzeć i rozeznawać. Każdy z nas ma takie słowa klucze, które otwierają mu drogę, które są jak kromka chleba albo łyk wody.


Jestem przeciwniczką generalizowania i uleganiu stereotypom. Według mnie nie każdy ksiądz to łasy na kasę pedofil mający w dodatku kochanek na pęczki i takiego zdania jest najwidoczniej Jan Grzegorczyk, który przedstawia cały wachlarz różnych księżowskich osobowości, ale pokazuje przede wszystkim jedną i zasadniczą prawdę – ksiądz czy zakonnica to także człowiek, któremu zdarza się zbłądzić, że to nie są supersilni psychicznie herosi, za których ich tak często się uważa. I gratulacje dla Grzegorczyka, który świetnie opisał to księżowskie środowisko.


Moim zdaniem Trufle są dobrą pozycją, zmuszającą do myślenia, taką, z którą z chęcią spędza się czas, chce się porwać, napisana lekkim piórem, w sposób nieskomplikowany, aczkolwiek jest na pewno bardzo wartościowa. Moim zdaniem trochę gorsza niż jej poprzedniczka – Adieu. Tylko moje odczucie? Nie wiem. Teraz tylko czas na Cudze pole;)

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:

piątek, 13 czerwca 2014

"Adieu. Przypadki Księdza Grosera" Jan Grzegorczyk

Tytuł: Audieu. Przypadki Księdza Grosera
Autor: Jan Grzegorczyk
Seria: Przypadki Księdza Grosera
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Czyta: Wojciech Żołądkowicz
Czas trwania: 9 godz. 35 min.
Ocena: 6/6

Wiara oznacza to, jak zwracasz się do Boga, kiedy jesteś sam.




Polska to podobno kraj katolicki – w końcu 90% Polaków zostało ochrzczonych. To ile z nich rzeczywiście wierzy i regularnie uczęszcza do kościoła – to inna sprawa. Ostatnimi czasy temat księży jest niezwykle gorący, a to trafi się jakiś pedofilem, a to okaże się, że inny ma dziecko, a to ludzie dojdą do jakże odkrywczego wniosku, że kapłan wcale nie jest herosem. I to właśnie duszpasterz stał się postacią serii książek Jana Grzegorczyka.

Każde zakichane urządzenie ma w sobie bezpieczniki, tylko człowiek może zrobić wszystko, nic go nie powstrzyma...

Adieu to pierwszy tom cyklu o przygodach kapłana – pisarza. Bohaterem jest ksiądz Groser, a właściwie Wacław Olbrycht, który sobie wybrał taki pseudonim literacki. Jesteśmy świadkami różnych wydarzeń z życia kapłana, który zastanawia się nad własnym powołaniem. Jest prawdziwym pasterzem dusz – przyciąga ludzi do siebie i do Kościoła, a jego charakter sprawia, że łatwo się przy nim otworzyć. A do tego pisze – wydaje książki, teksty i artykuły – przez co ściąga na siebie gromy władz kościelnych. Ale poza piorunami ściąga na siebie wiele różnych, ciekawych, nieraz przezabawnych, innym razem dających do myślenia sytuacji i wypadków. A wszystko dzieje się na tle ataku terrorystycznego na WTC w we wrześniu 2001 roku i innych wydarzeń z tamtych czasów. Co mu się przytrafi? Czemu lub komu musi powiedzieć „Adieu”? Jak władze kościelne reagują na pisarstwo Grosera? 

Według mnie każdy samobójca jest człowiekiem chorym, bo stracił instynkt samozachowawczy. A Bóg chorego człowieka nie opuszcza.

Adieu to książka, o której po raz pierwszy usłyszałam od Mamy, która jest zafascynowana twórczością Jana Grzegorczyka i opowieściami o księdzu Groserze. Teraz przyszedł czas, w którym ja miałam okazję zapoznać się z fenomenem opowieści o kapłanie – pisarzu. Zaczęłam słuchać audiobooka czytanego przez Wojciecha Żołądkowicza i... przepadłam. 

Słowa wypowiedziane na gorąco zwykle ranią. Nad słowem pisanym łatwiej zapanować. Ubezpieczyć je, wyjaśnić, otoczyć sensem.

Coś co mnie urzekło w tej książce już od samego początku to właśnie głos lektora – męski, miękki i wyraźny. Moim zdaniem idealnie dopasowany do całej historii i postaci. Następną rzeczą, która mnie urzekła w Adieu to bohaterowie wykreowani przez Grzegorczyka. Sama postać księdza Grosera, który jest człowiekiem i kapłanem naprawdę wyjątkowym - dobrym, charakterystycznym, widzącym dobro w każdym człowieku, chętnym do pomocy każdemu, kto tego potrzebuje. Ale poza Wacławem Olbrychtem autor przedstawia całe spectrum kapłanów, jakich możemy spotkać – od łamiących celibat, mających kochanki, poprzez alkoholików, po prawdziwych pasterzy dusz, którzy pociągają za sobą do Kościoła i do czynienia dobra. Jednocześnie żadnego z tych kapłanów nie krytykuje ani nie szykanuje, ale wskazuje, że wcale nie są wszechwiedzącymi herosami bez słabości i wątpliwości, pokazuje, że też są zwykłymi ludźmi tacy jak my, tylko że z wyjątkowym powołaniem, przez co wymagają naszej szczególnej modlitwy. Postacie są naprawdę charakterystyczne, zapadające w pamięć i wzbudzające sympatię czytelnika. A wszystko jest napisane lekkim językiem, przyjemnym w odbiorze, aczkolwiek jednocześnie tym samym językiem autor podejmuje tematy ważne i niełatwe – takie jak molestowanie kleryków, atak terrorystyczny, łamanie celibatu przez kapłanów, samobójstwa, sceptyczne podejście do wiary czy wręcz olewanie Kościoła przez wiernych. I w takiej sytuacji Kościoła i społeczeństwa rola kapłana jako pasterza dusz, mającego niełatwe zadanie... Choć podejmuje takie tematy, pochłonęłam ją naprawdę szybko. Słuchałam jej przy każdej możliwej okazji – w drodze na uczelnię, gotując, jedząc, sprzątając. Wszystko dlatego, że opowieści o Groserze, są naprawdę wciągające.

Adieu to wartościowa książka nie tylko o kapłanach, ale także o ludziach w ogóle. O słabościach, o dobru w człowieku, o tym, że nikt z nas nie jest herosem i że, każdy potrzebuje duchowego i modlitewnego wsparcia. Napisana lekko i przyjemnie do pochłonięcia naprawdę szybko, a przy tym wszystkim naprawdę wartościowa i warta przeczytania.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości

niedziela, 29 grudnia 2013

"Wiedźmy" Roald Dahl

Tytuł: Wiedźmy
Autor: Roald Dahl
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 200
Ocena: 5.5/6



Dopóki ktoś nas kocha, nieważne, kim jesteśmy i jak wyglądamy.








Czy wiesz jak wygląda wiedźma? Jak ona się zachowuje? Ile jest w niej z powtarzanych bez przerwy plotek? Ile w tym prawdy? Z tym tematem zmaga się Roald Dahl w jednej ze swojej książek!;)

Wiedźmy to kolejna z książek Dahla, jedna z tych, którą ubóstwiałam w dzieciństwie. Opowiada ona historię chłopca - Norwega przez babcię w Anglii. Jego opiekunka niechętnie wyprowadza się ze swojej ojczyzny, ale skoro zmarli rodzice chłopca prosili go o wychowanie w Anglii to trudno odmówić. Jakie przygody spotkają owego podrostka? Kim są tytułowe wiedźmy? Czy można siedzieć obok jednej z nich i nic o tym nie wiedzieć? Co łączy je z chłopcem i jego babcią? Co się stanie?

Plakat do ekranizacji Wiedźm
(Kliknij, aby powiększyć)
Wiedźmy (w Polsce znana także jako Czarownice) to jedna z tych książek dla dzieci, które lubią ciarki na plecach, ale jednocześnie wywołująca szczery uśmiech na twarzy, zresztą jak to bywa z twórczością Dahla;) Język idealny dla młodego pokolenia, a styl pisania zachęcający dzieciaki do spędzenia czasu w inny sposób aniżeli przed komputerem czy przed telewizorem;) Historia przedstawiona w książce jest  nieskomplikowana, łatwa w odbiorze, tak prosta i banalna, że aż śmieszna, wywołująca wielką sympatię, mimo tego, że czarownice zostały przedstawione w iście diabelski i mroczny sposób, ale oczywiście ze smakiem, żeby zbytnio dzieci nie przerazić. Książka moim zdaniem naprawdę ciekawa i pomysłowa, nie zmienia to faktu, że Dahl zostanie kojarzony chyba tylko z jedną książką – mianowicie z pozycją pt. Charlie i fabryka czekolady, choć powstały jeszcze inne ekranizacje jego książek (nawet Wiedźm) – polecam sprawdzić na Filmwebie;) (ciekawe czemu? Czyżby to przez Johnnego Deepa?;) No cóż... Książki Roalda Dahla uwielbiam i do dziś wracam do nich z sentymentem, jak nie czytając dla siebie samej, to czytając je młodszemu kuzynostwu na dobranoc;) Wiedźmy to Roald Dahl w pełnej krasie – świetna historia, napisana w równie wspaniały sposób przykuwający uwagę sposób;) Po prostu ubóstwiam;) Za niebanalne w swej banalności historie, których przykładem są Wiedźmy. Prosta, jednowątkowa historia, ale jednocześnie wyróżniająca się na tle innych pozycji autora. Dahl to mistrzostwo jeżeli chodzi o literature dziecięcą;)

sobota, 28 grudnia 2013

"Charlie i wielka szklana winda" Roald Dahl

Tytuł: Charlie i wielka szklana winda
Autor: Roald Dahl
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 190
Ocena: 4.5/6


Nigdzie się nie ruszymy, jeśli ciągle będziemy nic tylko „a-co-jakować”. Czy Kolumb odkryłby Amerykę, gdyby się zastanawiał: „A co, jak po drodze utonę? A co, jak napotkam piratów? A co jak nie uda mi się wrócić?” W ogóle by nie wypłynął, Charlie, odtąd żadnych „a-co-jaków”, jasne?



Charilego poznaliśmy już w książce Charlie i fabryka czekolady. A czy wiedziałeś, że jest kontynuacja tej pozycji? Co w niej się w stanie? Co tym razem stanie się chłopcem, jego rodzicami i panem Wonką?

Charlie i wielka szklana winda to króciutka opowieść dla dzieci, która opowiada o kolejnych perypetiach głównego bohatera oraz jego rodziców,, dziadków i pana Wonki. Tym razem wszystkie postacie wejdą do magicznej szklane windy i ruszą nią w stronę nieba, jednak ku im zdziwieniu wyskoczą poza atmosferę i wylądują w kosmosie razem z kosmicznym hotelem, satelitami i gwiazdami. Co się stało? Jak uczestnicy tej podróży na to zareagują? Jak ona się skończy? Co się stanie? Czy nasi bohaterowie wrócą na ziemię?


Twórczość Roalda Dahl to jeden z symboli mojego dzieciństwa, razem z seriami takimi jak: Ala Makota oraz Harry Potter. Uwielbiałam książki tego autora, a będąc w podstawówce przeczytałam wszystkie jego pozycje, które tylko były na półce w szkolnej bibliotece, a do dziś wciąż darzę tego autora wielką sympatią. Kiedyś będąc we wrocławskim Dedalusie zakupiłam właśnie tę książkę i dopiero teraz postanowiłam ją przeczytać.


Charlie i wielka szklana winda jest książką lekką, przyjemną i wręcz banalną. Tak banalna, że aż śmieszna, ale to jest wręcz charakterystyczne dla Dahla, jego prosty język, nieskomplikowana, jednowątkowa fabuła, sympatyczni bohaterowie, po prostu wszystko co sprawia, że podczas jej lektury pojawia się na twarzy uśmiech, a sama lektura wprawia w błogi nastrój, uśmiech na twarzy gwarantowany na cały wieczór. Pierwsza część, Charlie i fabryka czekolady, wydaje mi się o wiele lepsza niż ta dzisiaj recenzowana, ale jednak nie wydaje się być jakaś tragiczna. Lekka książka na jeden wieczór, taka do przeczytania w jeden wieczór, przy kubku ciepłej herbaty. Dla dzieciaków w wieku 8 – 10 lat będzie idealna, ale jednak starszym też może się spodobać;)

czwartek, 15 sierpnia 2013

Władca Pierścieni

Skan okładki
Tytuł: Władca Pierścieni
Autor: John Ronald Reuel Tolkien
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Stron: 1312
Ocena: 6/6



Często tak bywa, Samie, gdy jakiś skarb znajdzie się w niebezpieczeństwie: ktoś musi się go wyrzec, utracić, by inni mogli go zachować.






Któż nie słyszał o tolkienowskiej Trylogii w postaci książek czy ich ekranizacji? Prawdziwa klasyka jeżeli chodzi o fantasy oraz znacząca pozycja w historii literatury w ogóle. Na czym polega fenomen Śródziemia i Władcy Pierścieni? Sama postanowiłam się przekonać, co takiego jest w tej książce, która wychowała już pokolenia;) 

Czy jest sens pisać stricte o fabule? Chyba nie;) Bo ogólnie wiadomo, że są hobbici, czarodziej, pierścień oraz ich misja. A to wszystko opisane w trzech tomach, które najczęściej spotyka się wydawane każdy oddzielnie: Drużyna (w moim wydaniu Bractwo) Pierścienia, Dwie Wieże oraz Powrót Króla, choć autor chciał by wydano je jako całość, jednak wydawca bał się, że w takim wydaniu może się nie sprzedać. I jak bardzo się mylił! Ja właśnie mam wydanie, w którym wszystkie trzy tomy są w formie jednej książki i będę to recenzować jako jedną książkę;)
My decydujemy tylko o tym jak wykorzystać czas, który nam dano.
Władca Pierścieni jest pozycją wyjątkową i temu chyba nikt nie zaprzeczy. A czemu zawdzięcza swoją wyjątkowość? Tolkien bowiem stworzył świat Śródziemia od samych podstaw czyniąc go równoległym do naszego, wykreował bajecznie ciekawe i barwne postacie, których tu tak wiele... Do tego tyleż języków w tej książce, iluż bohaterów i przygód! Po prostu WOW! Opisów jest sporo, lecz co to są za opisy! Piękności owego świata oraz jakże zaciekłych batalistycznych scen, które nadają impetu całej akcji. Osobiście jestem zachwycona całą Trylogią i mogę się zaliczyć do grona fanów twórczości Tolkiena, do której z pewnością kiedyś wrócę. Fakt, może być trudno przez to przebrnąć z powodu dużej ilości postaci czy imion, ale jednak pozycja jest napisana w taki sposób, że niezmiernie fascynuje i sprawia, że książkę chce się czytać jednym tchem! Coś czuję, że jeszcze kiedyś wrócę do Władcy;) I to z wielką chęcią. Polecam Władce, tym co jeszcze nie czytali. Istna klasyka, w której się zauroczyłam, jak i w świecie stworzonym przez Tolkiena i jego języku, które już miałam okazję poznać przy lekturze Hobbita. Moim zdaniem cud, miód i orzeszki. Trudno tu opisać mój zachwyt nad wykreowaniem owego świata i tej pozycji.  Jestem doprawdy oczarowana;) Władca Pierścieni – lektura obowiązkowa;)
ŒŚwiat dzieli się na tych, którzy czytali Hobbita i Władcę Pierśœcieni i tych, którzy dopiero je przeczytają. "Sunday Times"

A w tym wszytskich chodzi o pierścień;)

poniedziałek, 4 marca 2013

BFO czyli Bardzo Fajny Olbrzym

Tytuł: BFO czyli Bardzo Fajny Olbrzym
Autor: Roald Dahl
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Ilość stron: 208
Ocena: 6/6


BFO używa niezwykłych wyrazów, ale jest też zwyczajnym olbrzymem. Jest najłagodniejszym olbrzymem, jakiego można spotkać i okaże się najlepszym przyjacielem Sophie. Problem tylko w tym, że nie wszystkie olbrzymy są równie przyjazne... (z okładki)




Kiedy byłam w podstawówce zaczytywałam się w książkach Dahla ile się tylko dało, przeczytałam wszystkie które tylko były w szkolnej bibliotece i ostatnie klasy podstawówki kojarzą mi się właśnie z twórczością tego autora. Dziś chciałabym Wam przedstawić jedną z książek, która wywarła na mnie wrażenia pt. BFO czyli Bardzo Fajny Olbrzym.

BFO została wydana po raz pierwszy została wydana w Polscew 1991 roku jako Wielkomilud, a w 2003 roku już jako BFO. W książce poznajemy Sophie, dziewczynkę z sierocińca, która podczas pewnej bezsennej nocy poznaje olbrzyma, ale wyjątkowego – Bardzo Fajnego Olbrzymia, który zaprzyjaźnia się z dziewczynką i zabiera do swojego świata, do doliny zamieszkałej przez wielkoludy. Myśleliście kiedyś co dzieje się z ludźmi, którzy zaginęli? Otóż tam mieszka kilku olbrzymów ludożerców, poznajemy Dzieciożera, Krwiopijaka, Mięchopycha, Łamignata, Ludzichrupa, Rzeźniaka, Kęsibrzucha, Mięsizjada i Wyżerucha, którzy pożerają zaginionych, czy zjedzą także Sophie? Jak skończy się przyjaźń dziewczynki z olbrzymem? Co ich spotka w dolinie? Jakie przygody przeżyją?

Książkę kiedyś pożyczyłam od koleżanki i nie wiedziałam jak się do niej nastawiać, bo wiedziałam, że większość książki jest napisana językiem, jakim posługuje się BFO, więc mogło to odstraszać, ale jednak wzbudzało to sympatię i uśmiech na twarzy. Język jest prosty, ale z racji tego, że jest to pozycja dla dzieci. Jak dla mnie są książki Dahla są lekturami obowiązkowymi dla 8-12 latków. Wtedy, kiedy zaczęłam czytać BFO, wzbudziła moją wielką sympatię, zapewne gdybym teraz zaczęła ją czytać, czułabym się za stara na tę pozycje. Jednak pomysł na książkę naprawdę świetny, bohaterowie ciekawie wykreowani i genialne ilustracje. Naprawdę książka na wysokim poziomie. Jeżeli macie młodsze rodzeństwo, kuzynostwo lub dzieci w tym wieku – polecam z całego serca. Pozycja obowiązkowa!

sobota, 29 września 2012

Charlie i fabryka czekolady


Tytuł: Charlie i fabryka czekolady
Autor: Roald Dahl
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron:188
Ocena: 6/6

Nic nie jest niemożliwe, wnusiu.

O filmie "Charlie i fabryka czekolady" w reżyserii Tima Burtona i Johnym Deppem w roli głównej słyszał chyba każdy. Pewnie wielu też ten film widziało.

Powstał on na podstawie książki o tym samym tytule autorstwa Roalda Dahla, w którym się zaczytywałam jak byłam młodsza. Po prostu uwielbiałam jego książki, a sentyment do nich pozostał po dziś dzień.

W tej książce poznajemy historię chłopca, tytułowego Charliego, pochodzącego z ubogiej rodziny. Codziennie, gdy szedł do szkoły przechodził obok fabryki czekolady pana Wonki zawsze marzył o tym, żeby mieć tyle pieniędzy, żeby móc codziennie jeść czekoladę i móc odwiedzić ową fabrykę... Aż w końcu marzenia się spełniają.

Jest to jedna z tych książek, które uwielbiałam jak byłam młodsza obok serii o Harrym Potterze (którego uwielbiam do dziś) oraz serii o Ali Makota. Opowiada ona o tym, że za marzenia nie karzą, a w dodatku się spełniają. Moim zdaniem jest to jedna z tych książek, na których powinny być wychowywane dzieci, czytane na dobranoc, jedna z tych książek, które niosą za sobą jakieś przesłanie.

Cytaty z książki

Wszystko jest tutaj jadalne, łącznie ze mną. Ale to nazywa się kanibalizmem, drogie dzieci, i spotyka się z dezaprobatą w większości społeczeństw.
Improwizacja to najprostsza sztuka. Każdy to potrafi.

Johnny Deep jako Willy Wonka

Freddie Highmore jako Charlie Bucket


Teren fabryki pana Wonki.

piątek, 11 listopada 2011

Spadające anioły

Tytuł: Spadające anioły
Tytuł: Tracy Chevalier
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 340
Ocena: 3/6

Anglia. Początek XX wieku. Właśnie umarła królowa Wiktoria.
Na cmentarzu spotykają się dwie rodziny i tam dwie dziewczynki przyrzekają sobie wzajemną przyjaźń, a do swojej kompanii przyjmują ubłoconego syna grabarza. Od tamtego czasu losy tych dwóch rodzin zaczynają się splatać. Dochodzi do tego, że stają się sąsiadami. Ku radości dziewczynek i niezadowoleniu nieprzepadających za sobą rodziców. Dzieją się różne rzeczy. Ale dziewczynki swój czas chcą spędzać na cmentarzu wraz ze swoim przyjacielem. Z czasem i służąca i mama mają powód by tam przychodzić. Tym powodem w każdym bądź razie nie jest grób.

Święto Wszystkich Świętych, park, słońce, piękna polska jesień i książka o cmentarzu. Super. Tylko szkoda, że książka taka średnia. Dziwne zakończenie, choć mało prawdopodobne. Spodziewałam się czegoś lepszego. Już w pewnym momencie czy przebrnę do końca.  Ale dotrwałam i jakoś nic szczególnego nie wniosła w moje życie. Pozna większą liczbą przeczytanych stronnic.

Cytaty z książki

Przypadki wcale nie są przypadkami, jeśli im się uważniej przyjrzeć. 
Cmentarz to bardziej miejsce dla żywych, niż dla zmarłych.
Czasem to, co myślimy i to co robimy, to dwie zupełnie różne sprawy