wtorek, 5 lipca 2022

"Mentalista" Henrik Fexeus, Camilla Läckberg

Tytuł: Mentalista
Autor: Henrik Fexeus, Camilla Läckberg
Cykl: Mentalista
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 680
Ocena: 4.5/6



I nikt jej nie szuka. Nikt nie zauważył, że jej nie ma. Że została porwana. Porwana. Dociera do niej znaczenie tego słowa i wtedy robi jej się duszno.




Książki Camilli Läckberg polubiłam od samego początku, dlatego nadrabiałam sagę o Fjällbace. Kiedy dowiedziałam się o początku nowego cyklu autorki napisanego razem z innym autorem Henrikiem Fexeus – od samego początku chciałam się z nią zapoznać. Dlatego praktycznie od razu zabrałam się za ową pozycję – Mentalistę

W centrum Sztokholmu zostaje znaleziona skrzynia ze zwłokami młodej kobiety przebitej mieczami. Policja staje wobec pytania: czy ma do czynienia z nieudaną sztuczką magiczną, czy z brutalnym morderstwem? Inspektor Mina Dabiri, która prowadzi śledztwo, zwraca się z prośbą o pomoc do Vincenta Waldera, mentalisty, eksperta od mowy ciała i świata iluzji. Szybko ustalają, że ta sprawa jest podobna do wcześniejszej zbrodni. Wtedy staje się jasne, że ścigają bezwzględnego seryjnego mordercę. Muszą go powstrzymać, zanim ofiar będzie więcej...                                                                                                     opis wydawcy

Mentalista to książka, której byłam naprawdę ciekawa – nie dość, że kolejna książka Läckberg, to jeszcze wykorzystanie motywu mentalisty, jak w jednym z bardziej interesujących seriali pod tym samym tytułem. Specjalnie nie czytałam wcześniej nic o tej książce, żeby się nie nastawiać ani nie robić zbędnych spojlerów. Zaczęłam czytać i wciągnęłam się od samego początku – Vincent z cechami ze spektrum autyzmu oraz Mina i jej uzależnienie i mizofobia. W moim odczuciu postacie są naprawdę ciekawie wykreowane, barwne, różne, niesztampowe – zdecydowanie mi przypadły do gustu. Choć przyznam szczerze, że liczyłam, że będzie więcej o możliwościach i działalności (przede wszystkim tej śledczej) tytułowego mentalisty. Poza tym w moim odczuciu jest trochę za dużo prywatnego życia bohaterów (których polubiłam), a za mało dochodzenia i wątku kryminalnego. Sam pomysł na fabułę – muszę przyznać, że jest naprawdę ciekawy, a do tego naprawdę dość dobrze wykorzystany. Jednak odnoszę wrażenie, że całość jest trochę przegadana i przeciągnięta (zwłaszcza pierwsza połowa książki) – wszystko mogłoby być opisane na mniejszej ilości stron, wtedy całość miałaby większą dawkę intrygi i napięcia, przynajmniej w moim odczuciu. Książka jest napisana w sposób dość przyjemny w odbiorze, nieskomplikowanym językiem. Styl nie jest do końca w stylu Läckberg, ale cóż w tym dziwnego, skoro pisana w duecie z Henrikiem Fexeus, ale osoby wyjątkowo lubiące styl Camilli mogą być rozczarowane. 

Vincent miał osobną szafkę na książki, które dostał w prezencie, wprawdzie nie zamierzał ich czytać, ale nie potrafił wyrzucić. Bo książek się nie wyrzuca i tyle.

Mentalista to książka, która jest naprawdę ciekawa z fascynującym pomysłem na połączenie pracy detektywa i zdolności mentalisty. Choć polubiłam głównych bohaterów i pomysł naprawdę mi się spodobał, choć spora część fabuły jest za bardzo przegadana i rozwleczona, ale nie zmienia to faktu, że książka przypadła mi do gustu, a ja chętnie sięgnę po kontynuację tej serii.

sobota, 2 lipca 2022

Podsumowanie czerwca 2022


Czerwiec…
Lubię zdecydowanie zbyt mniej niż maj, a wszystko przez wszechobecne upały, których nie znoszę. Wróciłam z Mosznej, szukam pracy, ogarniam rzeczywistość po powrocie do Krakowa i próbuję znosić upały, których nie znoszę. Wróciłam na siłownię po półrocznej przerwie, robię przetwory, więc jako tło często lecą audiobooki. 

W tym miesiącu udało mi się zapoznać z książkami w ilości sztuk 8 a w tym:
7 audiobooków
1 papierowa
 z biblioteki, do której się w końcu udało mi zapisać po 3.5 roku mieszkania w Krakowie

W tym 6 w ramach wyzwania Abecadło z pieca spadło

Agatha Raisin i zwłoki w rabatkach
Obrazy z przeszłości

Na blogu pojawiło się 10 postów, z czego 8 to recenzje, a do tego podsumowanie ubiegłego miesiąca oraz post z powodami, za które pokochałam ebooki.


Dżem truskawkowo-jabłkowy i sałatka Cesar

Ostatnie zdjęcia z Mosznej

Rozmowy o pracę - przeprosiłam się ze szminką

No i jedna z chust sfotografowana jeszcze w Mosznej

A Wam jak minął czerwiec?


czwartek, 30 czerwca 2022

"29 sekund" T.M. Logan

Tytuł: 29 sekund
Autor: T.M. Logan
Wydawnictwo: Bukowy Las
Czyta: Michał Lesień-Głowacki
Długość: 9 godz. 52 min.
Ocena: 2.5/6



Może czasem sytuacje bez wyjścia wymagają rozwiązań nie do pomyślenia.






T.M. Logan to autor, którego jedną książkę mam już za sobą – mowa o pozycji pt. Kłamstwa, która mnie zupełnie nie zachwyciła, ale postanowiłam dać twórczości tego pisarza jeszcze jedną szansę. Tym razem wybór padł na książkę pt. 29 sekund – również w wersji audiobooka w interpretacji tego samego lektora.

Kiedy Sarah spontanicznie wybawia z kłopotów obcą dziewczynkę, nie spodziewa się niczego w zamian. Ten odważny gest sprawia jednak, że potężny i niebezpieczny mężczyzna uważa, że ma u niej dług. Nieznajomy ma swój własny kod honorowy i wierzy, że długi należy spłacać – i to w jedyny znany mu sposób. Mężczyzna oferuje Sarah skuteczne rozwiązanie trudnej sytuacji z szefem. Jednorazowy układ, który sprawi, że wszystkie jej problemy znikną. Bez konsekwencji. Bez odwrotu. Bez szans na wykrycie. Wystarczy 29 sekund rozmowy telefonicznej. Bo przecież każdy ma kogoś, kogo chciałby usunąć ze swojego życia.                                                                                                                                                                          opis wydawcy

29 sekund to książka, po której wiedziałam, że nie można się spodziewać arcydzieła, że jest to raczej lekkie czytadło. Muszę jednak przyznać, że sam pomysł na fabułę przypadł mi o wiele bardziej w tej pozycji aniżeli w Kłamstwach – mniej oklepany, sztampowy i przegadany. Nie dość, że sama koncepcja jest ciekawsza to jeszcze lepiej wykorzystany i przemyślany – przynajmniej w moim odczuciu. Według mnie również bardzo ciekawie jest pokazane tematy mobbingu i wykorzystywania seksualnego w miejscu pracy, ale to również wpisuje się w sam pomysł na fabułę książki. Do tego zafascynowała mnie postać tajemniczego nieznajomego, który proponuje równie niezwykły układ. Szkoda tylko, że główna bohaterka irytująca i nazbyt infantylna, zupełnie oderwana od jakiekolwiek rzeczywistości. Pozycja jest napisana w sposób nieskomplikowany, bardzo prosty, mało wymagający, a miły dla ucha głos lektora tylko umilał zapoznawanie się z treścią. Nie zmienia t faktu, że cała książka jest dość przewidywalna i mało zaskakująca, choć w moim odczuciu i tak lepsza niż Kłamstwa.

Można grać czysto, ale to żadna gwarancja sukcesu. Jeśli przeciwnik brodzi w rynsztoku, czasem trzeba zniżyć się do jego poziomu, żeby zadać ostateczny cios.

29 sekund to książka, która należy książek co najwyżej przeciętnych – bardzo prosto napisana (zbyt prosto), w sumie niewiele intrygi i napięcia, przewidywalne do bólu zakończenie, mało zaskoczeń, a do tego główna bohaterka mocno irytująca (choć tajemniczy nieznajomy jest fascynujący i ciekawy). Trochę szkoda czasu na tę pozycję. Czytałam w swoim życiu gorsze książki – to fakt, ale nie zmienia to faktu, że trzeba marnować życie na co najwyżej przeciętne książki. Można przeczytać, ale pod warunkiem jak nie ma nic innego pod ręką i żadnych innych ciekawszych zajęć. 

Prawdziwie dobry uczynek jest w swojej naturze w pełni altruistyczny, dokonuje się go bez nadziei na wynagrodzenie. Dlatego za prawdziwie dobry uczynek nie da się zrewanżować.

Książka bierze udział w wyzwaniu
Abecadło z pieca spadło

wtorek, 28 czerwca 2022

"Muzyka twojej duszy" Agnieszka Lis

Tytuł: Muzyka twojej duszy
Autor: Agnieszka Lis
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Czyta: Agata Bieńkowska
Długość: 10 godz. 14 min.
Ocena: 3.5/6



Nie musimy wszystkiego rozumieć. Ważne, byśmy siebie rozumieli.






Agnieszka Lis to autorka, za której twórczość zabrałam się całkiem niedawno – zaczęłam całkiem niedawno od książki pt. Pocztówki, a teraz postanowiłam zabrać się za kolejną pozycję pisarki. Wybór padł na pozycję pt. Muzyka twojej duszy – tym razem również w formie audiobooka, ale w interpretacji Agaty Bieńkowskiej.

Igor trafia do szkoły z internatem. Jest skryty i unika ludzi. Gdy otrzymuje od wujka swój pierwszy aparat fotograficzny odkrywa pasję, która będzie towarzyszyć mu przez całe życie. Po kilku latach od zakończenia szkoły Igor poznaje Elżbietę – utalentowaną i odnoszącą sukcesy pianistkę. Pomiędzy nimi rodzi się uczucie. Czy jednak miłość do muzyki nie jest dla niej ważniejsza niż miłość do fotografa? Jaką rolę odegra bolesna przeszłość Igora?                                                                                                                                                                           opis wydawcy

Muzyka twojej duszy to książka, względem której nie miałam żadnych większych oczekiwań, choć zapoznałam się już wcześniej z Pocztówkami. Lubię muzykę, również tą poważną – takie zboczenie po skończonej szkole muzycznej. A że lubię też fotografię – dlatego byłam ciekawa tej książki. Zaczęłam słuchać i wciąż czekałam na to coś, na rozwój wydarzeń i obiecanych w opisie uczuć, ale niestety nie doczekałam się na żadną z nic, a szkoda. Pomysł na fabułę jest naprawdę ciekawy, ale w moim odczuciu niewykorzystany w pełni – zwłaszcza, jeżeli chodzi o zakończenie, które jest aż do bólu przewidywalne. Tu muszę przyznać, że jestem nim wręcz rozczarowana – nie dość, że łatwe do przewidzenia, to jeszcze banalne i jakby urwane… Fakt, jest element, który robię w książkach, czyli podział na różne perspektywy – tutaj akurat trzy, czyli On, Ona, Oni. W sumie najbardziej podobały mi się fragmenty opisujące życie Igora i jego życia na wsi, później w Warszawie, a chyba najbardziej jego wrażliwość. Książka jest napisana w sposób lekki, ciepły i przyjemny w odbiorze, aczkolwiek momentami odniosłam wrażenie, że jest to książka jednocześnie o wszystkim i o niczym… O pasjach mogłoby być więcej (i opisanie ich z większą pasją), tak samo o rozterkach, emocjach i przeżyciach bohaterów, choć – jak wspominałam – pomysł na fabułę jest dość ciekawy. Szkoda tylko, że niewykorzystany do końca, co sprawiło, że książkę czytałam z dość mieszanymi odczuciami.  

Muzyka twojej duszy to książka lekka i dość przyjemna, z potencjałem – sporym, choć niewykorzystanym co sprawia, że sprawiła na mnie wrażenie zupełnego przeciętniaka aniżeli dopracowanej, bardzo dobrej, poruszającej lektury plasującej do miana arcydzieła… Książka jest lekka i dość przyjemna w odbiorze, w sumie jako czytadło na plażę, ale dość przeciętne i z przewidywalnym, praktycznie niezaskakującym zakończeniem. 

Książka bierze udział w wyzwaniu 

poniedziałek, 27 czerwca 2022

"Robimy wszystko, co w naszej mocy. Opowieści z OIOM-u" Daniela Lamas





Tytuł: Robimy wszystko, co w naszej mocy. Opowieści z OIOM-u
Autor: Daniela Lamas
Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Ilość stron: 208
Ocena: 3/6






W sumie od zawsze interesowały mnie różne klimaty związane z medycyną – rodzina lekarska, do tego sama startowałam na medycynę (niestety się nie dostałam), ale przede wszystkim medyczne motywy w literaturze czy serialach (dr. House♥). Dlatego jak, tylko po zapisaniu się w końcu (po 3.5 roku) do biblioteki w Krakowie, zaczęłam przeglądać książki dostępne na półkach i natrafiłam na książkę Danieli Lamas pt. Robimy wszystko, co w naszej mocy. Opowieści z OIOM-u – od razu ją zgarnęłam i zabrałam się za jej lekturę. Zapraszam na recenzję!

Historie z OIOM-u, czyli oddziału intensywnej opieki medycznej, zazwyczaj zaczynają się od syren i świateł karetki, a kończą odratowaniem albo śmiercią pacjenta. Często słyszymy też o zaawansowanych technologiach i nowatorskich zabiegach, które ratują życie. Daniela Lamas, lekarka pracująca na OIOM-ie przekonuje jednak, że znamy jedynie niewielki fragment tych opowieści. Po jednym z trudnych dyżurów zadała sobie bowiem zaskakująco proste pytanie: jak funkcjonują ludzie, którym nowoczesna medycyna przedłużyła życie o kolejne dni, miesiące, a czasami lata? Autorka odpowiada na to pytanie, śledząc losy swoich byłych pacjentów oraz ich krewnych. Dziadek, którego obumierające serce zastąpiono pompą na baterie; sprzedawca, który znalazł dawczynię nerki na portalu społecznościowym oraz młoda kobieta, próbująca odnaleźć się w dorosłości, której miała nie dożyć. Wszystkie te poruszające historie rozgrywają się na cienkiej granicy między zdrowiem a chorobą, życiem a śmiercią.                                                                                                                                 opis wydawcy

Robimy wszystko, co w naszej mocy. Opowieści z OIOM-u to zbiór kilku opowieści z zawodowego doświadczenia autorki – każda z nich dotyczy innego pacjenta, jego choroby i historii. Warto jednak pamiętać, że owe historie zdecydowanie odbiegają od naszych polskich, szpitalnych realiów, że u nas leczenie wygląda zgoła inaczej niż w Stanach. Owe opowieści różnią się, mogą składać do refleksji na kruchością własnego (choć nie tylko) życia i nad tym, jaką skomplikowaną maszynerią jest ludzkie ciało. Muszę jednak przyznać, że sam sposób, styl, jakimi są pisane, jakoś mnie nie zachwycił, nie porwał… Nie dość, że każdej z historii brakuje puenty, to są napisane językiem miałkim i bez polotu, jakby zupełnie bez pasji. Rozumiem, że jest to debiut, ale oczekiwałam większej dawki fascynacji, pasji, zainteresowania opisywanymi historiami. Wszystko sprawia, że w sumie każda z tych historii wydaje się podobna jedna do drugiej, a szkoda, bo sam pomysł na książkę jest naprawdę ciekawy i ma potencjał – szkoda, że praktycznie niewykorzystany, bo zapowiadało się naprawdę ciekawie.

Robimy wszystko, co w naszej mocy. Opowieści z OIOM-u to książka, która podejmuje ciekawy temat, wydaje mi się, że pomysł na książkę miał predyspozycje do stania się naprawdę fascynującą opowieścią, ale szkoda, że autorka tego nie do końca wykorzystała. W moim odczuciu książka jest dość przeciętna i do szybkiego przeczytania, ale nie jest to pozycja zachwycająca. Po prostu najzwyklejszy, medyczny średniak bez polotu i z niewykorzystanym potencjałem.

Książka bierze udział w wyzwaniu 

piątek, 24 czerwca 2022

"Fabrykantka aniołków" Camilla Läckberg




Tytuł: Fabrykantka aniołków
Autor: Camilla Läckberg
Cykl: Saga o Fjällbace
Tom: ósmy
Wydawnictwo: Czarna Owca
Czyta: Marcin Perchuć
Długość: 12 godz. 37 min.
Ocena: 4/6





Camilla Läckberg to autorka, którą polubiłam już od pierwszego domu saga o Fjällbace, która skradła moje serce. Co prawda miałam dłuższą przerwę w poznawaniu kolejnych części, kolejnych książek autorki, aż w końcu zabrałam się za ósmy tom sagi o Fjällbace pt. Fabrykantka aniołków.

Wielkanoc 1974. Z Valö, małej wyspy w pobliżu Fjällbacki, znika bez śladu rodzina. Na pięknie nakrytym świątecznym stole zostaje obiad wielkanocny, ale w domu nie ma nikogo, znikają wszyscy z wyjątkiem rocznej córeczki Ebby. Po latach Ebba wraca na wyspę jako dorosła kobieta. W rodzinnych stronach pragnie wraz z mężem otrząsnąć się po śmierci malutkiego synka. Postanawiają wyremontować i otworzyć dla gości stary ośrodek kolonijny, którym wiele lat temu zarządzał surowy ojciec Ebby. Wkrótce po rozpoczęciu prac remontowych oboje omal nie giną w tajemniczym pożarze. Równie tajemnicze są stare ślady zaschniętej krwi odnalezione pod zerwaną podłogą w jadalni. Do akcji wkracza Patrik Hedström. Czy zdoła wyjaśnić zagadkę z przeszłości? opis wydawcy

Fabrykantka aniołków to kolejny tom, który podejmuje temat mrocznych, międzypokoleniowych tajemnic, co wyjątkowo lubię w twórczości Läckberg. Mocno czuć tu czuć jej rękę i styl – nie tylko w warstwie obyczajowej, ale jak i samego schematu powieści, w którym pojawiają się dwie przeplatające się linie czasowe. A do tego motyw tajemniczej wysepki – motyw podobny jak w Latarniku. Autorka opisała mroki ludzkiej duszy, mroczne tajemnice, a do tego przekrój najróżniejszych związków małżeńskich zawartych z różnych przyczyn – tych z miłości, ale też przywiązania, wyrachowania i strachu. Do tego kapkę polityki, ale bardziej jako tło i ukazanie, że są ludzie, którzy złe zachowania usprawiedliwiają polityką. Sporo spraw zostało niewyjaśnionych, a w moim odczuciu intryga i akcja została nieco za bardzo rozwleczona, zbyt mało napięcia – ale to w moim odczuciu. Pomysł na książkę ciekawy, wykorzystany całkiem nieźle, ale moim zdaniem mógłby być wykorzystany lepiej. No i z czasem Erica i Patrik nieco zaczęli mnie irytować, choć na początku o wiele bardziej mi się podobali, a szkoda…

Jeżeli jeden człowiek może tak bardzo nienawidzić, pomyślcie tylko jak możemy kochać wszyscy razem.

Fabrykantka aniołków to książka, która jest dość ciekawa, ale w moim odczuciu autorka miała lepsze pozycje w tym cyklu, zwłaszcza te początkowe. Czy polecam? Raczej tak, ale bardziej jest to powieść obyczajowa, aniżeli kryminał i raczej jako kontynuację cyklu. Nie jest to arcydzieło, ale całkiem przyjemne czytadło. 

Książka bierze udział w wyzwaniu

środa, 22 czerwca 2022

"Martwiec" Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Martwiec
Autor: Katarzyna Puzyńska
Cykl: Lipowo
Tom: trzynasty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Laura Breszka
Długość: 11 godz. 39 min
Ocena: 3.5/6


Człowiek nie może być odważny, jeżeli nie czuje lęku. Pokonywanie strachu to czasem największa odwaga.




Sagę o Lipowie polubiłam już od samego początku, od pierwszych tomów. Co prawda inne książki Puzyńskiej takie jak Chąśba czy seria o Policjantach wciąż czekają na swoją kolej, ale nie zmienia to faktu, że mam już do twórczości autorki sporo sympatii. Dlatego z wielką niecierpliwością zabrałam się za trzynasty tom cyklu o Lipowie pt. Martwiec w formie audiobooka w interpretacji Laury Breszki.

Niewielki lokalny autobus wyrusza swoją standardową trasą, ale nie dociera do celu. Po kierowcy i pasażerach nie pozostaje żaden ślad. Jakby rozpłynęli się w powietrzu. Po jakimś czasie jedna z podróżnych wraca. Nic nie pamięta i nie umie powiedzieć, co się wydarzyło. Kiedy w końcu zaczyna przypominać sobie fragmenty zdarzeń, zostaje zamordowana. Tymczasem, w niemal opustoszałej wsi pośród lasów, trwa poruszenie. Zrozpaczona matka twierdzi, że jej córkę pochowano żywcem i próbuje rozkopać grób. Otwarcie trumny podsuwa nowe przesłanki do podejrzeń, że być może się nie myliła. To nie jedyne dziecko, które kobieta straciła. Dokładnie rok wcześniej zamordowano jej syna i odcięto mu głowę. Teraz policja znajduje czaszkę. Pojawia się myśl, że przyczyna śmierci chłopaka jest zupełnie inna niż podejrzewano. Aspirant Daniel Podgórski próbuje powiązać obie sprawy. Jednocześnie boryka się z pewną bardzo wrogo nastawioną koleżanką. Czy podinspektor Mari Carmen Sikora zdoła mu zaszkodzić? Jaki ma z tym związek dziwna lampa z napisem? I czy w lesie czai się… ten martwy?                                                                                    opis wydawcy

Martwiec to książka, po której wiedziałam mniej więcej czego się mogę spodziewać znając już wcześniejsze tomy, ale nie zmienia to faktu, że byłam również niezwykle ciekawa tego co tym razem autorka wymyśliła. Zaczęłam słuchać i od razu wciągnęłam się w historię. Puzyńska po raz kolejny zafundowała klimat malutkiej wioseczki, a także tzw. Szalone baby (z Kopp na czele) rozwiązujące zagadki równolegle do policjantów. Nie ukrywam, że wolałam Klementynę w mundurze niż w cywilu, ale nie zmienia to faktu, że jest moim zdaniem chyba najciekawsza postać z tego cyklu. Widzę tu powtórzenia pewnych schematów z poprzednich części, a sam motyw zboczonej podinspektor Carmen Sikory – wyjątkowo irytujący, jak cała postać, wyjątkowo nieznośna postać w moim odczuciu. Pomysł na fabułę jest naprawdę ciekawy, bardzo w klimacie Puzyńskiej, ale w moim odczuciu brakuje mi tutaj warstwy psychologicznej z pierwszych tomów cyklu. Dawka intrygi – mogłaby być większa, ale rozumiem, że jest to literatura obyczajowo-kryminalna, a nie czysty, rasowy kryminał. Muszę przyznać, że styl pisarski oraz język również są charakterystyczne dla autorki, tutaj akurat nic się nie zmieniło. 

Lata roboty w firmie nauczyły Klementynę jednego: wszyscy kłamali. Wszyscy. Czasem z błahych powodów. Czasem z ważniejszych. Czasem niewinnie, a czasem po to, żeby ukryć najgorsze. Kopp miała jedną radę. Nie ufać nikomu. Absolutnie nikomu.

Martwiec to książka całkiem w porządku, ale w moim odczuciu autorka w tym cyklu miała zdecydowanie lepsze momenty – ta trzynasta część nie należy do najlepszych, no i jest tutaj dla mnie zbyt mało warstwy psychologicznej. Ale nie zmienia to faktu, że uważam, że warto się zapoznać – zwłaszcza, jak się lubi literaturę obyczajowo-kryminalną. 

sobota, 18 czerwca 2022

"Pocztówki" Agnieszka Lis

Tytuł: Pocztówki
Autor: Agnieszka Lis
Cykl: Czas na zmiany
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Czyta: Agnieszka Wagner
Długość: 9 godz. 3 min.
Ocena: 4/6


Może jednak warto czasem coś zmienić (…) Może jednak czasem warto pokonać schody.





Agnieszka lis to kolejna autorka, na którą natknęłam się myszkując na Legimi w poszukiwaniu kolejnych książek to zapoznania się w ramach wyzwania Abecadło z pieca spadło (w tym miesiącu pozycje autorów, których nazwiska zaczynają się na literę L). Wcześniej nie znałam twórczości tej pisarki, a że lubię poznawać twórczość kolejnych powieściopisarzy – zabrałam się za jedną z książek Lis. Wybór padł na pozycję pt. Pocztówki w formie audiobooka w interpretacji Agnieszki Wagner.

Wakacje na Wyspach Kanaryjskich w styczniu, kiedy w Polsce jest szaro i zimno, wydają się strzałem w dziesiątkę. Słoneczne plaże, piękne widoki, hotel all inclusive. Żyć, nie umierać! A jednak i w słonecznym raju nie zawsze może być idealnie. Trudno powstrzymać się od złośliwych komentarzy, widząc turystkę w zbyt skąpym stroju czy małżeństwo objadające się w hotelowej restauracji. Gdy okazuje się, że przewodnik testuje nową trasę, w której nie ma ani widoków, ani wygód, maski opadają – do głosu dochodzą najgłębiej skrywane sekrety i ukrywane latami kłamstwa. Bohaterowie będą zmuszeni spojrzeć w głąb siebie i odkryć swoje prawdziwe ja. Agnieszka Lis w swojej nowej powieści kreśli wyraziste portrety psychologiczne. Pokazuje jakie emocje rodzą się w nas, gdy wymarzone wakacje zamieniają się w nieporozumienie. Czy ten urlop na zawsze zmieni życie bohaterów?                                                                                                                                     opis wydawcy

Pocztówki to pozycja, względem której nie miałam żadnych większych oczekiwań – nie dość, że nie znałam w ogóle twórczości autorki, ale też w ogóle nigdy wcześniej nie czytałam o niej w blogosferze czy sieci tak w ogólności. Zaczęłam słuchać i od razu zakochałam się w głosie Agnieszki Wagner – znam ją jako aktorkę, ale odnoszę wrażenie, że w roli lektorki sprawiła się naprawdę świetnie. Tak naprawdę trudno powiedzieć o czym jest ta książka – przeplatają się historie różnych postaci, rodzin, a podczas jednej wycieczki sporo spraw wychodzi na światło dziennie i zachodzą zmiany w zachowaniu bohaterów, spadają z nich maski. W sumie niewiele się dzieje, a akcja toczy się nieśpiesznie – dużo więcej jest tu psychologicznych portretów różnych postaci, ich skrywanych pragnień, lęków oraz kurczowego trzymania się masek, co mnie jako przyszłego psychologa cieszy i fascynuje. Choć muszę przyznać, że odnoszę wrażenie, że nieco jakby autorce zabrakło pomysłu na rozkręcenie fabuły, na zaoferowanie czytelnikowi większej ilości wrażeń. Nie zmienia to faktu, że książka jest napisana w sposób lekki, nieskomplikowany i taki dość miły w odbiorze – takie przyjemne, wakacyjne czytadło. 

Pocztówki to pozycja, którą skończyłam z takim miłym ciepłem na sercu. Nie jest to jakieś wybitne arcydzieło, ale nie zmienia to faktu, że jest to naprawdę przyjemne czytadło, takie babskie, wakacyjne. Mogłoby się więcej dziać, bardziej rozbudowana fabuła, ale ciekawe portrety psychologiczne nieco to rekompensują. Zabrakło mi trochę pomysłu i wrażeń, ale z chęcią spróbuję jeszcze innych książek autorki, może wypadną inaczej, nieco lepiej. Czy mogę polecić Pocztówki? Jako lekkie, przyjemne czytadło na wakacje – owszem, ale ze świadomością, że nie jest to literatura jakoś wybitnie wysokich lotów. 

Książka bierze udział w wyzwaniu

wtorek, 14 czerwca 2022

"Kłamstwa" T.M. Logan

Tytuł: Kłamstwa
Autor: T.M. Logan
Wydawnictwo: Bukowy Las
Czyta: Michał Lesień-Głowacki
Długość: 12 godz. 37 min.
Ocena: 2/6



Najbardziej ślepy jest ten, kto nie chce widzieć.







T.M. Logan to autor, o którego twórczości nigdy wcześniej nawet nie słyszałam, ale trafiłam na jego książki w poszukiwaniu pozycji do zapoznania się w ramach wyzwania Abecadło z pieca spadło. I właśnie w taki sposób zabrałam się za pozycję pt. Kłamstwa w formie audiobooka w interpretacji Michała Lesień-Głowackiego.

Joe Lynch przypadkiem zauważa, że jego żona, zamiast być w pracy, jedzie na hotelowy parking. Nie potrafiąc tego wyjaśnić, rusza za nią. Zaraz potem staje się świadkiem jej kłótni z ich wspólnym znajomym, Benem i wie, że musi interweniować. Starcie obu mężczyzn przeradza się w szarpaninę, w wyniku której Ben traci przytomność. Jednak Joe musi błyskawicznie stamtąd odjechać, by ratować synka, który pod wpływem emocji ma atak astmy. Kiedy wraca na miejsce bójki, z przerażeniem odkrywa, że Ben zniknął. To właśnie wtedy dostaje pierwszą wiadomość… Ten trzymający w napięciu, porywający, wypełniony od pierwszej do ostatniej strony zaskakującymi zwrotami akcji, niesamowity thriller sprawi, że sami nie będziemy już wiedzieli, czy możemy ufać tym, których kochamy…                                                                                                                                             opis wydawcy

Kłamstwa to książka, względem której nie miałam w sumie żadnych oczekiwań, po prostu chciałam poznać twórczość nowego autora. I w sumie dobrze, że miałam takie podejście, bo gdybym spodziewała się dobrego, powalającego thrillera – moje rozczarowanie nią byłoby o wiele większe. Pomysł na fabułę jest w sumie dość sztampowy, ale byłam ciekawa co autor z tego pomysłu wyciśnie. Okazało się, że nie wymyślił nic nowego i odkrywczego, a książka jest wyjątkowo infantylna, nudna, a samo zakończenie naciągane niemiłosiernie. Zresztą główny bohater – Joe – irytujący, infantylny i naiwny tak mocno, aż do granic możliwości. Widać, że autor próbował budować napięcie, ale wszystkie wykreowane przez niego wydarzenia okazały się wyjątkowo nużące i przewidywalne. W moim odczuciu zabrakło tu intrygi i akcji, a przede wszystkim pomysłu na to wszystko. 

Umiejętność kłamania jest o wiele trudniejsza niż się wydaje. Jak to mówią, kłamca powinien mieć dobrą pamięć. Większość ludzi jej nie ma, a przynajmniej nie na tyle dobrą, żeby dać sobie z tym radę.

Kłamstwa to książka, która w moim odczuciu jest wyjątkowo mierna i przekombinowana. Napisana zupełnie bez pomysłu i polotu. Napisać o niej, że jest przeciętna – to napisać naprawdę sporo. Moim zdaniem zdecydowanie szkoda czasu – ani to fascynujące, ani ciekawe, ani dobrze napisane… Nawet w kategorii czytadeł jest to wyjątkowo słaba i marna pozycja.

Książka bierze udział w wyzwaniu

sobota, 11 czerwca 2022

Hadzine dyskusje: 7 powodów, za które pokochałam e-booki


Przez długie lata uważałam, że nic nie jest w stanie zastąpić klasycznej, papierowej książki, ich zapachu, dotyku… Powoli zaczęłam się przekonywać do e-booków, najpierw na tablecie, dopiero później był pierwszy czytnik. Doszło w końcu do tego, że w ciągu ostatnich 2-3 lat zdecydowanie większość pochłanianych przeze mnie woluminów jest w wersji nie-papierowej. Zapraszam na powodów, dzięki którym przekonałam się do e-booków. 

1.Gabaryty czytnika
Od kilku lat choruję na RZS (reumatoidalne zapalenie stawów), co objawia się u mnie bólem nadgarstków – zwłaszcza w zaostrzeniach choroby. Nawet w czasach remisji – nie mam w nadgarstkach już tyle siły co wcześniej. Z racji tego trzymanie książki w rękach bywa upierdliwe i nieraz bolesne, dlatego mniejszy i lżejszy czytnik w dłoniach jest dla mnie o wiele wygodniejszą opcją. No i wygodniej czyta mi się na czytniku w zatłoczonej komunikacji miejskiej. Ponadto w bagażu czy torebce zajmuje mniej miejsca i mniej waży.

2.Mnóstwo książek w jednym miejscu
Najbardziej przydatne przy różnych wyjazdach. Na miesięczny wyjazd zamiast brać 5-10 książek – mam sporo książek w jednym miejscu, do tego dużo większy wybór niż przy zabraniu tych 5-10 książek. A nie zawsze i wszędzie jest dostęp do księgarni czy biblioteki. 

3.Brak problemu z przeczytanymi już książkami i pozbywaniem się ich
W sumie połączone z dwoma wcześniejszymi punktami. Jak książka jest słaba i nie przypadnie mi do gustu – nie widzę sensu jej trzymać na półce. I tak do niej nie wrócę, poza tym mieszkanie ma jednak ograniczony metraż. E-booka jak przeczytam – usuwam. Papierowa zalega, bo nie zawsze się uda ją odsprzedać. Jasne, można oddać do biblioteki czy innej instytucji, ale prawda jest taka, że nie zawsze przyjmują. A książki wyrzucać? Nie ma mowy. 

4.Podświetlenie w czytniku
Tutaj trzy sytuacje, które pokazują, za co polubiłam czytnik z podświetleniem
Sytuacja pierwsza: partner chce już spać, mi jeszcze niekoniecznie się chce. Nie ma problemu – mogę czytać do woli, nie potrzebuję światła, mogę czytać choćby do rana. Jasne mogłabym wyjść do kuchni i czytać na taborecie przy stole w kuchni, ale jest to dla mnie o wiele mniej wygodne niż czytanie w łóżku. Albo wkurzanie partnera w łóżku zapalonym światłem.
Sytuacja druga: dzielę z kimś w pokój na wyjeździe (sanatorium, wyjazd rodzinny – cokolwiek) i inni mieszkańcy pokoju chcą już iść spać, a mnie, jako nocnego marka jeszcze sen nie gnie. Mam czytnik z podświetleniem, więc nie ma problemu – mogę czytać do woli, nie potrzebuję światła, mogę czytać choćby do rana.
Sytuacja trzecia: jadę pociągiem wieczorem lub nocą, światło w przedziale zgaszone – inni podróżujący śpią, więc ja mogę sobie czytać na podświetlonym czytniku. Analogicznie sytuacja ma się, kiedy jadę wieczorem/nocą jako pasażer samochodem czy autokarem. 

5.Tańsze czytanie 
Czytanie wychodzi najczęściej dużo taniej, aniżeli kupowanie papierowych wersji książek. Płacę za pakiet Legimi niecałe 40 zł miesięcznie i czytam w sumie do woli. Co prawda jest miesięczne ograniczenie e-booków na Kindle (aktualnie mam Kindla) do 10 sztuk, ale mam jeszcze nieograniczony dostęp do audiobooków na tej platformie. W sumie cena pakietu to średnia cena jednej, nowej, papierowej książki. Do tego dostęp do darmowych e-booków – np. Wolne lektury. Pojedyncze e-booki, które kupuję i tak często są tańsze. Jasne, trzeba kupić czytnik, ale w dłuższym rozrachunku i tak to wychodzi taniej – zwłaszcza, że są również niewiele droższe pakiety od razu z czytnikiem. 

6.Łatwiejsze czytanie w językach obcych
Przy podłączonym Internecie lub wgranym słowniku – wystarczy, że zaznaczę słowo, którego nie znam i już mam tłumaczenie. Nie znam angielskiego (włoskiego tym bardziej) na tyle, żeby czytać zupełnie bez słownika, a tak nie muszę mieć ze sobą słownika czy telefonu ze słownikiem. 

7. Czytam szybciej
Zauważyłam, że jak czytam e-booki – czytam szybciej. Wynika to z tego, że mogę dopasować czcionkę i jej rozmiar do siebie, a także te ułamki sekund przeznaczone na przewracanie stron - idą na czytanie. 


Przyznam szczerze, że czytanie papierowych dla samego zapachu jest dla mnie trochę słabe, przy tym jak już te zalety mnie przekonałam do czytników i e-booków. 

A Wy jak się zapatrujecie na e-booki? Lubicie?
Czy jednak wygrywają u Was papierowe?

Zapraszam do dyskusji

piątek, 10 czerwca 2022

"W martwym śnie" Greg Iles

Tytuł: W martwym śnie
Autor: Greg Iles
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 432
Ocena: 4.5/6



Wszyscy widzimy to, co chcemy, dopóki nie zostaniemy zmuszeni do zobaczenia czegoś innego.






Greg Iles to autor, o którego twórczości nigdy wcześniej nie słyszałam, aż do momentu, w którym znajoma nie napisała mi o jednej z jego książek pt. W martwym śnie. Zaintrygowana książką – czym prędzej ją zakupiłam i zabrałam się za jej lekturę, więc zapraszam na recenzję. 

Fotograf Jordan Glass, podczas wizyty w muzeum w Hongkongu, rozpoznaje na jednym z obrazów swoją zaginioną siostrę bliźniczkę, Jane. Z katalogu dowiaduje się, że anonimowy artysta namalował aż dziewiętnaście portretów kobiet w cyklu Śpiące kobiety. W kręgach koneserów panuje przekonanie, że obrazy przedstawiają osoby martwe. Jordan wie, że w Nowym Orleanie, oprócz jej siostry, w tajemniczych okolicznościach zaginęło dziesięć innych kobiet, prawdopodobnie zostały zamordowane. Postanawia odnaleźć autora prac. Składa wizytę jego marszandowi ten jednak ginie w wyniku podpalenia, nie ujawniając tożsamości poszukiwanego. Jordan nawiązuje współpracę z FBI. Tajemniczy malarz morderca to przypuszczalnie jeden z trzech uczniów sławnego artysty, Rogera Wheatona. Coraz więcej poszlak wskazuje, że to nie Jane, lecz Jordan miała być modelką...                                                                                                                                   opis wydawcy

W martwym śnie to książka, której byłam ciekawa, ale nie miałam względem niej żadnych większych oczekiwań, ale niestety książkę czytałam z przerwami dość długo. W sumie sama nie wiem z czego to wynikało, ale jak już się do niej dorwałam – trudno mi było się od niej odessać, ale jak miałam przerwę to miałam przerwę, więc w sumie czytałam ją tak trochę na raty. Nie zmienia to faktu, że w moim odczuciu pomysł na fabułę jest naprawdę ciekawy i niesztampowy, a przede wszystkim wykorzystany całkiem nieźle. Postaci mogłyby być lepiej wykreowane i bardziej barwne, charakterne, wyraziste, ale generalnie nie są złe – po prostu są trochę zbyt mało zróżnicowane. W sumie coś, co mi nie przypadło do gustu, to beznadziejnie oczywisty, sztampowy romans i to cukierkowe, przesłodzone zakończenie.

Człowieka nie można uleczyć. On nie chce być, uleczony. Tylko dziecko jest naprawdę czyste, lecz świat prędko przygniata je całym swoim ciężarem, swoim zepsuciem i brudem, swoją przemocą.

Podsumowując książkę pt. W martwym śnie – jest to ciekawa pozycja, z fascynującą historią i całkiem dobrze napisaną. Ma swoje wady, jest też trudno dostępna, ale osobiście żałuję, że o twórczości autora dowiedziałam się tak późno i nie zmienia to faktu, że uważam, że jest to lektura warta przeczytania i polecenia. 

środa, 1 czerwca 2022

Podsumowanie maja 2022


Maj… Uwielbiam maj…
Zapach rzepaku, truskawki – cudowności.
Zwłaszcza, że w tym roku większość tego miesiąca spędzam w Centrum Terapii Nerwic (coś w klimacie sanatorium) w Mosznej, nieopodal pałacu i pięknego parku pałacowego. Sporo wolnego czasu i piękna pogoda sprawiają, że sporo czytam, sporo piszę sporo chodzę, a także rysuję i szydełkuję. 

W tym miesiącu udało mi się przeczytać 10 książek, a w tym:
3 audiobooki
6 e-booków
1 papierowa

W tym 6 w ramach wyzwania Abecadło z pieca spadło

Martwiec
W martwym śnie

Jeden z moich rysunków

Nowy kubek i szydełko, bo w końcu też tworzę rękodzieło
Hadzia handmade

Jak Wam minął maj?

wtorek, 31 maja 2022

"Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera" Jan Grzegorczyk

Tytuł: Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera
Autor: Jan Grzegorczyk
Cykl: Przypadki księdza Grosera
Tom: czwarty
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Czyta: Wojciech Żołądkowicz
Długość: 12 godz. 23 min
Ocena:2/6

Święty dla mnie to ten, który pokazuje pogubionemu człowiekowi, że można przekroczyć siebie.




Kilka lat temu namiętnie zasłuchiwałam się w audiobookach Jana Grzegorczyka, tych z przypadkami księdza Grosera – tak poznałam trzy części z jego przygodami. Teraz, przy okazji wyzwania Abecadło z pieca spadło postanowiłam zabrać się za czwarty tom tego cyklu i przekonać się, jakie będę miała spojrzenie na tę serię po latach. Zapraszam więc na recenzję kolejnej książki autora pt. Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera.

Rok 2005. Papieżem jest Benedykt XVI. Groser po miesięcznym pobycie w szpitalu – gdzie znalazł się w wyniku brutalnego napadu – wraca na parafię Pierwszych Chrześcijan. Jedni traktują go jako współczesne wcielenie Padre Pio, inni uważają go za ks. Jerzego, który przeżył. Spotkanie ze słynnym podróżnikiem owocuje nieoczekiwaną propozycją wyjazdu do Afryki... Wciągający kryminał, intrygująca opowieść obyczajowa i moralitet w jednym. To nie jest audiobook dla świętoszków, choć wskazuje drogę do świętości. Grzegorczyk to znany „kanibal” ludzi, który z pasją pożera ich biografie i przenosi je w mistrzowskiej formie w świat literatury. Perła to prawdziwy diament w jego twórczości.                                                                                                z opisu wydawcy

Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera to książka, której byłam ciekawa – w końcu trzy wcześniejsze dość mocno przypadły mi do gustu, a ponadto byłam zaintrygowana tym, co afrykańskiego zdarzyło się Groserowi. Po raz kolejny lektorem był Wojciech Żołądkowicz, który sprawdził się w swojej roli naprawdę dobrze. Jednak po skończonej lekturze odniosłam wrażenie, że ta część wypada gorzej na tle wcześniejszych części – nie wiem na ile to zmiana mojego gustu czytelniczego, czy spadek formy autora, jakby pisany na fali popularności Grosera. Książka niby ludzka, ale jednak odnoszę wrażenie, że zbyt wyidealizowana – człowiek o zerowej kondycji i z poranionymi rękoma z ograniczoną ich sprawnością wchodzi na pięciotysięcznik. Serio? Tak się da? Ponadto sam wątek afrykański dość krótki i pojawiający się dopiero w drugiej połowie książki. Zresztą problem jest nie tylko z tym – tutaj niektóre wątki zaczynają się i kończą na niczym. Ponadto nie ma tu ani ciekawej, wciągającej fabuły, ani porywającej akcji. A szkoda, bo jednak liczyłam na coś lepszego.

Ponoć najważniejsze jest w życiu zadziwienie. Kiedy człowiek przestaje się dziwić i wszystko staje się oczywiste, życie zamiera.

Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera to książka o wszystkim i niczym tak naprawdę. Niby życiowa obyczajówka, ale odnoszę wrażenie, że autor nie miał na nią w ogóle pomysłu, przez co wieje nudą, a ja niejednokrotnie chciałam rzucić tę pozycję w kąt. Może, gdybym czytała wszystkie części ciągiem to miałabym inne odczucia, ale tutaj jednak się wynudziłam. Czy polecam? Niekoniecznie. Pozycja, w której wieje nudą i brakiem pomysłu. 

Książka bierze udział w wyzwaniu

niedziela, 29 maja 2022

"Żyletkę zawsze noszę przy sobie" Małgorzata Gołota





Tytuł: Żyletkę zawsze noszę przy sobie
Autor: Małgorzata Gołota
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 352
Ocena: poza skalą








Zarówno depresja, jak i wszystkie choroby i zaburzenia psychiczne cały czas są tematem tabu, chociaż odnoszę wrażenie, że o ostatnimi laty o depresji mówi się coraz bardziej otwarcie. Jest chociażby kampania społeczna Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję., w której bierze sporo znanych osób. Jest również książka Twarze depresji autorstwa Anny Morawiec – inicjatorki kampanii. Sama od lat mam tę wierną przyjaciółkę – depresję, o czym od dłuższego czasu mówię zupełnie otwarcie, a ponadto studiuję psychologię. W tematyce zaburzeń nastroju jest jednak jeden temat zupełnego tabu – chorujące na nie dzieci. Z naukowego punktu widzenia fascynujące jest, co dzieje się w łowach 7-10 latków popełniających samobójstwa, a z drugiej jest to wyjątkowo przerażające… O tym pisze również Małgorzata Gołota w swojej książce pt. Żyletkę zawsze noszę przy sobie.

Z danych komendy głównej policji wynika, że z roku na rok rośnie liczba prób samobójczych podejmowanych przez młodych ludzi. Rośnie też liczba samookaleczeń. Dzieci często boją się, że zostaną niezrozumiane, że ktoś je oceni jako słabe, leniwe, głupie, uważają, że zawiodły swoją rodzinę. Przede wszystkim jednak boją się, że o ich chorobie dowiedzą się inni. Wstyd jest tu czynnikiem kluczowym. Bardzo ważne jest głośne mówienie o tym, czym jest depresja i do czego prowadzi, jeśli jest nieleczona.                                                                                                                                                                    z opisu wydawcy

Żyletkę zawsze noszę przy sobie to reportaż, w którym Małgorzata Gołota przedstawia historie czterech dziewczynek cierpiących na depresję, jedna z nich dostała diagnozę mając zaledwie osiem lat. W tej książce są również rozmowy ze specjalistami w dziedzinie psychiatrii i psychologii – np. dr. n. med. Maciej Klimarczyk czy Paulina Dąbrowska (konsultantka telefonu zaufania). Poza przedstawieniem problemu, jakim jest stan psychiatrii i psychologii w Polsce (zwłaszcza tej dziecięcej), autorka przedstawia to, jak stan pandemii i związanym z tym dezinformacji, stresu i obostrzeń wpływa na dzieci i młodzież. W moim odczuciu książka jest napisana w sposób naprawdę przystępny w odbiorze, a także przedstawiająca temat w sposób bardzo obiektywny i szeroki, a także otwierający oczy na wiele spraw. Bardzo dobre i ważne jest również to, że w książce znajdują się również numery na linie zaufania, gdzie można się zgłosić w razie problemów. 

WHO podaje, że w skali świata aż 75 proc. cierpiących na depresję dorosłych i dzieci nie leczy się. Wymienia się trzy powody tej sytuacji – po pierwsze brak zasobów, po drugie brak wyszkolonych pracowników służby zdrowia, po trzecie społeczne piętno, jakim obciążamy osoby zmagające się z chorobami czy zaburzeniami psychicznymi.

Żyletkę zawsze noszę przy sobie to książka zdecydowanie warta przeczytana przez każdego, w moim odczuciu przede wszystkim przez rodziców, opiekunów i ludzi generalnie pracujący z dziećmi i młodzieżą – pozycja może otworzyć oczy i uwrażliwić na pierwsze symptomy i objawy depresji, zwłaszcza u dzieci czy nastolatków. Tę pozycję pochłonęłam praktycznie w jedno popołudnie – myślę, że u każdego, który się fascynuje tym tematem tempo będzie podobne. I z ciekawostek – poza sztandarowymi objawami depresji u dzieci i nastolatków głównym objawem jest… rozdrażnienie, którego rodzice i opiekunowie często nie zauważają, bo rozdrażnienie zwalają na karb dojrzewania i burzy hormonów. Dlatego uważam, że ta książka jest tak ważna i potrzebna – naprawdę polecam. 

Dziecko boi się właśnie tej reakcji, że ktoś na niego nakrzyczy, ktoś go wyzwie, że ktoś mu powie „a co to jest za problem, ja w twoim wieku miałem tak i tak, a ty, jak będziesz w moim wieku, to wtedy zobaczysz, co to są za problemy…” albo „weź się uspokój, czym ty się przejmujesz”, „za chwilę będzie lepiej”, „przecież wszystko się ułoży”. To są słowa, które odnoszą skutek odwrotny od zamierzonego, choć intencją rodzica jest właśnie to, by pomogły.

Książka bierze udział w wyzwaniu

sobota, 28 maja 2022

"Agatha Raisin i łyżka trucizny" M.C. Beaton




Tytuł: Agatha Raisin i łyżka trucizny
Autor: M.C. Beaton
Cykl: Agatha Raisin
Tom: dziewiętnasty
Wydawnictwo: Edipresse
Czyta: Paulina Holtz
Długość: 6 godz. 48 min.
Ocena: 5/6






Już od dłuższego czasu z chęcią sięgam po komedie kryminalne autorstwa M.C. Beaton, jak na razie te z Agatha Raisin w roli głównej. Nawet nie wiem, kiedy zleciało, kiedy dotarłam do dwudziestego tomu serii pt. Agatha Raisin i łyżka trucizny – zapraszam na recenzję.

Znajomy pastor namawia Agathę na rozreklamowanie kościelnego festynu w sąsiadującej z Carsley wsi. Czyżby pani Raisin stała się gorliwą parafianką czy przyczyną tej decyzji jest pewien atrakcyjny wdowiec - organizator kiermaszu, George Selby? W efekcie na imprezę ściągają tłumy. I choć trudno to sobie wyobrazić, wesoły rodzinny festyn staje się scenerią dwóch morderstw. Werdykt jest jeden: zatrute konfitury. Wraz z młodą i ładną pomocnicą Agatha musi nie tylko znaleźć truciciela, ale także chwilę czasu na wzdychanie do pięknego George'a.                                                                                            opis wydawcy

Agatha Raisin i łyżka trucizny to już kolejny część, w której główna bohaterka po raz kolejny wzdycha do kolejnego mężczyzny, po raz kolejny czuje motyle w brzuchu. Czymże byłaby ta seria bez miłosnych zawirowań pani detektyw? Tym razem autorka wykorzystała ciekawy pomysł na morderstwo – zatrute konfitury, ale sam motyw festynu u autorki już się pojawiał się w poprzednich częściach. Książka jest napisana w sposób prosty, nieskomplikowany, przyjemny w odbiorze – jak to zwykle bywa u autorki. No i wszystko okraszone lekkim, charakterystycznym poczuciem humorem i nieprzewidywalną główną bohaterką. 

Agatha Raisin i łyżka trucizny to kolejna część cyklu, którą zdecydowanie mogę polecić. Bawiłam się naprawdę dobrze i już lekko ubolewam, że ta seria już się powoli dobiega końca, ale na szczęście jest jeszcze cykl o Hamishu Macbecie. Lekkie czytadło, co prawda bez efektu WOW, ale miły umilacz czasu i dobra lektura na odstresowanie, zwłaszcza w wykonaniu lektorki – Pauliny Holtz.

piątek, 27 maja 2022

"Mam chusteczkę haftowaną" Hanna Greń

Tytuł: Mam chusteczkę haftowaną
Autor: Hanna Greń
Cykl: Śmiertelne wyliczanki
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 464
Ocena: 5/6



Najlepiej spłacić dług czyimś kosztem (…) Bo cudza krzywda nie boli i niedrogo wychodzi.





O książkach Hanny Greń czytałam blogosferze już kilkukrotnie i od samego początku obiecałam, że się w końcu zabiorę za jej twórczość. W końcu przy wyzwaniu Abecadło z pieca spadło postanowiłam się zabrać z kryminał Greń – pierwszy tom Śmiertelnych wyliczanek zatytułowany Mam chusteczkę haftowaną.
Aspirant Konstanty Nakański prowadzi sprawę zabójstwa. Śledztwo przebiega opornie, gdyż policjant nie może znaleźć żadnego powodu, dla którego ktoś miałby pozbawić życia pewnego młodego mężczyznę. Jedyny ślad stanowi znaleziona na miejscu zbrodni chusteczka z ozdobnym haftowanym monogramem. Po śmierci rodziców Eliza Rogowska odnosi wrażenie, że całkiem straciła kontrolę nad swoim życiem. Okazuje się, że matka i ojciec ukrywali przed nią wiele tajemnic, także związanych z przeszłością dziewczyny. Eliza postanawia odkryć te tajemnice, w czym wydatnie przeszkadza jej fakt, że człowiek, z którym zamierzała związać swoją przyszłość, po śmierci jej rodziców uznaje, że nie musi już odgrywać roli czułego, opiekuńczego mężczyzny. Pewny, że ma Elizę w swojej władzy, ukazuje prawdziwe oblicze. Przypadek sprawia, że drogi Kostka i Elizy się krzyżują, a wówczas okazuje się, że odpowiedzi, których poszukują, są częścią tej samej układanki.                                                                                                    opis wydawcy
Mam chusteczkę haftowaną jest książką, względem której nie miałam jakiś konkretnych oczekiwań – byłam ciekawa twórczości Hanny Greń, ale nie nastawiałam się nic szczególnego. Kierowała mną przede wszystkim ciekawość i chęć poznania jednej z pozycji autorki, której nigdy wcześniej nie czytałam. Zaczęłam czytać i praktycznie od samego początku ta lektura mnie pochłonęła i wciągnęła. Sporo różnych i fascynujących postaci, których losy się przeplatają w przedziwny sposób. Co prawda Eliza mogłaby być bardziej charakterna, ale nie zmienia to faktu, że bohaterowie dość barwni i ciekawi. Do tego rodzinna tajemnica, a całość napisana na różnych płaszczyznach czasowych, czyli coś co wyjątkowo lubię w książkach, zwłaszcza tych kryminalnych. Choć odnoszę przedziwne wrażenie, że nie jest do kryminał w czystej formie – jest trochę zawoalowanego romansu, szczypta sagi, trochę obyczajówki. Całość napisana w sposób przyjemny w odbiorze i nieskomplikowany, ale nie prostacki. No i do tego pomysł na fabułkę – w moim odczuciu bardzo ciekawy i naprawdę dobrze zrealizowany. Połączenie wszystkich elementów sprawia, że książkę czyta się lekko, a książka wciąga od pierwszych stron, a ja się bawiłam naprawdę świetnie.
Nie przejmuj się, każdy popełnia błędy. Pod tym względem ludzi odróżnia jedynie to, że mądrzy potrafią się do nich przyznać.
Mam chusteczkę haftowaną jest pierwszą książką Hanny Greń, jaką miałam okazję czytać, ale zdecydowanie nie ostatnia – osobiście z wielką chęcią sięgnę po kolejne części Śmiertelnych wyliczanek, ale także po inne książki autorki. Zdecydowanie polecam tę pozycję – ja się bawiłam naprawdę przednio. Bardzo ciekawa osadzona w polskich realiach książka kryminalna i nie mogę się doczekać kolejnych przygód z twórczością Greń, po które zapewne niedługo się zabiorę. 
Rzygam tym "lepiej". Ale rzeczywiście mogło być tak, jak mówisz. Dlatego mam zamiar dowiedzieć się prawdy, choćbym przez to miała się spotkać z tym "gorzej".

Książka bierze udział w wyzwaniu