Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 maja 2024

"Dom sióstr marnotrawnych" Krystal Sutherland

Tytuł: Dom sióstr marnotrawnych
Autor: Krystal Sutherland
Wydawnictwo: We need YA
Ilość stron: 314
Ocena: 5.5/6


Bycie dziewczyną na tym świecie wymagało odwagi.






Ostatnio coraz rzadziej sięgam po literaturę młodzieżową, a po young adult praktycznie nigdy nie sięgałam zagłębiając się częściej w kryminały, literaturę faktu czy książki psychologiczne. Z tą pozycją było inaczej – kiedy zobaczyłam tę hipnotyzującą okładkę na którymś ze stanowisk na Targach książki w Krakowie od razu mnie przyciągnęła. Przeczytałam opis i od razu ją kupiłam, a niewiele później zabrałam się za jej lekturę. Zapraszam więc na recenzję Domu sióstr marnotrawnych autorstwa Krystal Sutherland.

lris Hollow i jej dwie starsze siostry, Grey i Vivi, są niewątpliwie dziwne. Gdy były dziećmi, zniknęły z ulicy jednego ze szkockich miast i wróciły miesiąc później, nie pamiętając, gdzie były, ani co się z nimi działo. Jeszcze bardziej niepokojące były zmiany, które zaczęły w nich zachodzić. Ich włosy stały się białe, a oczy czarne. Przebywanie w ich towarzystwie stało się odurzające; ludzie uważali je za nieznośnie piękne i niewytłumaczalnie niebezpieczne. Podczas gdy Grey i Vivi wiodą życie według własnych zasad, z dala od domu, lris stara się dopasować do otoczenia i skończyć szkołę średnią. Ale kiedy Grey znika, pozostawiając tajemnicze wskazówki, jedyną szansą na jej odnalezienie jest rozszyfrowanie tajemnicy tego, co przydarzyło się im w dzieciństwie. Siostry Hollow stają twarzą w twarz ze zjawiskami nadprzyrodzonymi, a im bliżej są prawdy, tym bardziej zaczynają rozumieć, że Grey od lat skrywa mroczny sekret. Iris szybko zdaje sobie sprawę, że wersja wydarzeń z przeszłości, w którą wierzyła, rozpada się, a doświadczenie, które zostawiło siostry pozornie nietknięte, zmieniło więcej, niż może sobie wyobrazić...                                                                                                                                                                    opis wydawcy

Dom sióstr marnotrawnych to opowieść, która wciągnęła mnie już od pierwszych stron – od początku tajemnice, mrok, nuta fantastyki oraz odczucia, że to co się dzieje, jest… dziwne. Książka przedstawia historię zupełnie wyróżniającą się, zupełnie niesztampową i niepowtarzalną, taką, jaką naprawdę trudno znaleźć w jakiejkolwiek innej pozycji. Napisana w sposób niezbyt skomplikowany, ale naprawdę świetnie oddający klimat tej powieści. Zaczyna się co prawda dość niewinnie, niczym standardowa powieść obyczajowa, ale z czasem, z każdą stroną czytelnika pochłania coraz więcej mroku i tajemnic. Lekka fantastyka, ale pokazuje siostrzaną więź, w której jest zdecydowanie sporo magii. Autorka ponadto pokazała w swojej książce jak bardzo kobiety są przez społeczeństwo uprzedmiotowiane – momentami miałam wrażenie, że aż za bardzo, ale mimo tego myślę, że to niezwykle ważne. Moim zdaniem sam pomysł na fabułę jest naprawdę przeciekawy i bardzo dobrze zrealizowany. Autorka naprawdę dobrze się spisała w tej kwestii. Osobiście jeszcze nigdy nie czytałam książki z takim trudnym do opisania klimatem!

Każdy, z kim się stykamy, zasługuje na coś lepszego niż to, co go spotyka.

Dom sióstr marnotrawnych to książka zdecydowanie warta przeczytania. Nie jest może wybitna i trudno ją nazwać literaturą wysokich lotów, ale jest zdecydowanie niesztampowa, osobliwa, mroczna i zapadająca w pamięć. No i ten klimat! Zdecydowanie ma coś w sobie i warto po nią sięgnąć. Polecam!

Każda rodzina ma tematy, na które nie rozmawia. Historie, które znamy, choć nie wiemy skąd, opowieści o strasznych rzeczach, które rzucają długie cienie na pokolenia.

sobota, 17 października 2020

"Matylda" Roald Dahl

Tytuł: Matylda
Autor: Roald Dahl
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 228
Ocena: 5/6



Cały sens życia, tkwi w posuwaniu się naprzód.





W twórczości Roalda Dahla jestem zakochana już od dzieciaka. Mimo że do trzydziestki mi coraz bliżej, ja wciąż czasem lubię wrócić do książek tego autora - jego twórczość niezmiennie podnosi mnie na duchu, sprawia, że na sercu od razu robi mi się cieplej. O Matyldzie wspominałam już kilkukrotnie w recenzjach innych książek Dahla, aż w końcu zauważyłam, że na blogu nie ma recenzji tej pozycji. Po obejrzeniu filmu na jej podstawie – w końcu po jego obejrzeniu zebrałam się w sobie i zmotywowałam się do napisania o niej opinii.  

Matylda jest wrażliwą i niezwykle utalentowaną dziewczynką. Nie ukończywszy nawet pięciu lat czytuje Hemingwaya, Dickensa, Kiplinga i Steinbecka oraz rozwiązuje trudne zagadki matematyczne. Cóż z tego, kiedy jej rodzice nie zauważają jej; są po prostu... głupi. Co gorsza, kierowniczka szkoły, do której zaczyna uczęszczać Matylda, okazuje się prawdziwym potworem w spódnicy. Nagle Matylda odkrywa w sobie niezwykły dar tajemniczą psychiczną siłę, zdolność czynienia dorosłym najbardziej perfidnych psikusów. Dzięki niemu będzie mogła ocalić szkołę i pomóc swojej ukochane nauczycielce.                                                                                                                             opis wydawcy

Jedna z ilustracji
Kliknij, aby powiększyć

Matyldę czytałam kilka lat temu, ostatnio sobie ją odświeżyłam – nie tylko książkowo, ale również w wersji filmowej. Nie jest to książka dla maluchów, lecz dla starszych dzieciaków, przynajmniej moim zdaniem. Głównym powodem jest to, że jest w niej sporo przerysowania, groteski, karykatury, bo świat wykreowany przez Dahla jest zdecydowanie przerysowany, ale młodsi czytelnicy nie zawsze mogą to zrozumieć. Ponadto mogą zgorszyć się niektórym niezbyt kulturalnymi tekstami, jakie autor serwuje, zwłaszcza teksty dyrektorki szkoły czy rodziców głównej bohaterki. Bo teksty momentami są wyjątkowo… mocne i pełne niewyszukanego słownictwa. Dla mnie jest to w porządku, ale jak na literaturę dla dzieci autor trochę przesadził… No, ale cóż… Nie zmienia to faktu, że książka naprawdę mi się podobała, ale humor Dahla też trzeba rozumieć. Bohaterowie są barwnie i ciekawie wykreowani, przez co na długo zapadają w pamięć. Całość jest napisana dość lekko i prosta, z dużą ilością humoru, z charakterystycznym dla autora językiem, z równie charakterystycznymi ilustracjami Quentina Blake’a.

Zabawna sprawa z tymi rodzicami. Nawet jeśli ich dziecko jest najobrzydliwszym bachorem pod słońcem, zawsze uważają, że jest cudowne. Niektórych uwielbienie zaślepia do tego stopnia, że potrafią sobie wmówić, iż ich dziecko ma cechy geniusza. (...) Czasami zdarzają się rodzice, którzy w ogóle nie wykazują zainteresowania swoimi dziećmi i oni są oczywiście o wiele gorsi.

Matylda to naprawdę ciekawa opowieść o genialnym dziecku, które boryka się z niezrozumieniem ze strony rodziców oraz niedoborem inteligencji u dyrektorki szkoły. Autor momentami wydaje się, że przesadził, a jego świat jest przerysowany i pełen groteski, więc książka nie nadaje się dla młodszych czytelników. Na moje oko polecam zacząć czytanie gdzieś od 9 roku życia wzwyż. Choć literatura dla dzieci – sama się przy niej świetnie ubawiłam, bo historia jest prosta, ale jednocześnie bardzo urocza, a ponadto z ważnym i wyraźnym przesłaniem, że dobro zawsze wygrywa. Ja polecam, zdecydowanie, choć wiem i ostrzegam, że nie każdemu podejdzie takie wykreowanie postaci i styl. 

poniedziałek, 15 czerwca 2020

"Young power! 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat" Justyna Suchecka



Tytuł: Young power! 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat
Autor: Justyna Suchecka
Wydawnictwo: Znak emotikon
Ilość stron: 192
Ocena: 2.5/6

 




Lubię ludzi, tak w ogólności. Zwłaszcza, jeżeli mają mnóstwo pomysłów, tryskają energią, są kreatywni i zwalczają przeciwności losu, a do tego są wyjątkowo młodzi. O takich właśnie osobach opowiada debiutancka książka Justyny Sucheckiej pt. Young power! 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat. 

Są tacy jak ty – współczesne polskie dzieci i nastolatki swoją pomysłowością zadziwiają dorosłych i udowadniają, że nie trzeba czekać, żeby zmienić świat. Zobacz, jak to się robi! Młodzi, odważni, zaangażowani, wytrwali! Udowadniają, że nie trzeba czekać, żeby zmienić świat.  
Piotrek narysował robota z tyłu zeszytu do polskiego. Chyba każdy tak czasem robi. Ale on zaszył się potem w garażu rodziców i wprowadził pomysł w życie. Po tygodniach stukania, wiercenia i skręcania - na podwórko wjechał podobny do marsjańskiego łazika robot: ALISA. Urządzenie potrafi wwiercić się w ziemię, pobrać próbkę i natychmiast ocenić jej skład. Dzięki niemu rolnicy w kilka minut mogą się dowiedzieć, jak najlepiej zadbać o glebę pod uprawy. Kira wpadła na pomysł „latającego plecaka", jadąc ze szkoły zatłoczonym metrem. Zobaczyła unoszący się pod sufitem balonik i pomyślała, że na pewno da się wykorzystać hel w produkcji plecaków. Stworzyła projekt takiego plecaka, który zdobył tysiące głosów i zwyciężył w konkursie na pomysły biznesowe. A to był dopiero początek!
                                                                         opis wydawcy

Y
oung power! 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat
jest książką bardzo kolorową i pełną fotografii, do każdej opowiedzianej historii jest zdjęcie jej bohatera. A historie są najróżniejsze i opisane w bardzo lekki i przyjemny w odbiorze sposób, a język i styl wydają mi się być skierowane do młodzieży. Pomysłu tych młodych ludzi są naprawdę różne, ale w moim odczuciu łączy je jedno – są to opowieści o dzieciach, w których nie brakuje pieniędzy, a wręcz bogatych, o takich tzw. bananowych dzieciach, dla których nie ma wakacji bez wyjazdu za granicę, no i koniecznie musi być najnowszy model telefonu. Jasne, dzieciaki z pomysłami, ale niektóre w moim odczuciu niezbyt odkrywcze…  Pomysł na taką pozycję jest dość ciekawy i motywujący (np. do nauki czy ćwiczeń), ale mnie nie do końca przekonuje, ale może zwyczajnie już jestem za stara na nią albo mam alergię na te bananowe dzieci w stylu Grety Thunberg.

Young power! 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat to książka o młodzieży dla młodzieży, która jednak mnie nie powaliła na kolana. Fakt, przeczytałam ją bardzo szybko, ale zupełnie bez szału. Czy mogę polecić? Młodszemu pokoleniu, dzieciakom, młodzieży w wieku mniej więcej 10-13 lat – może i tak, ale ja się nią nie zachwyciłam. No cóż. A szkoda.

niedziela, 31 maja 2020

"Notatki samobójcy" Michael Thomas Ford

Tytuł: Notatki samobójcy
Autor: Michael Thomas Ford
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 272
Ocena: 6/6



Głupio się przekonać, że twój stan zależy od jednej małej pigułki, która wygląda jak tic tac i zawiera jakąś dziwną kombinacje substancji...







Samobójstwa są wciąż tematem tabu, chociaż w Polsce rocznie więcej osób odbiera sobie życie niż ginie w wypadkach komunikacyjnych (wiedzieliście o tym?), ale zresztą całe zdrowie psychiczne jest jednym wielkim tabu. Dlatego cieszę się, że powstają takie książki jak Notatki samobójcy Michaela T. Forda, którą przeczytałam całkiem niedawno. 
Nazywam się Jeff. Mam siostrę i rodziców, którzy nadal ze sobą wytrzymują. Cała nasza czwórka mieszka w prześlicznym domku w prześlicznej okolicy w prześlicznym mieście podobnym do milionów innych miast. Rodzice nigdy nas nie bili, nie molestował mnie żaden ksiądz, koledzy w szkole nie dokuczali jakoś szczególnie. Nie słucham death metalu, nie mam obsesji na punkcie brutalnych gier wideo i nie odcinam głów małym zwierzątkom. Piętnastoletni Jeff trafia do szpitala psychiatrycznego po nieudanej próbie samobójczej. Ma spędzić czterdzieści pięć dni na oddziale dla nastolatków i wziąć udział w terapii grupowej. Chłopak jednak uparcie odmawia rozmawiania o tym, co się wydarzyło. Nie jest szczery nawet z samym sobą. Czego wstydzi się tak bardzo, że nie chce dalej żyć?
                                                                        opis wydawcy

Za Notatki samobójcy miałam ochotę zabrać się już jakiś czas temu, ale później o niej zapomniałam. Na szczęście jednak całkiem niedawno przypomniałam sobie o jej istnieniu i od razu zabrałam się za jej czytanie. Byłam jej bardzo ciekawa, chociaż nigdy wcześniej nie czytałam jej żadnych recenzji, więc też nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Zaczęłam czytać i zupełnie przepadłam. Jako studentka psychologii z wielką ciekawością czytałam o realiach pobytu w szpitalu psychiatrycznym po próbie samobójczej, a całość jest napisana w sposób bardzo interesujący i humorystyczny. Tak, to możliwe, żeby opisać psychiatryk w sposób zabawny i wcale nie jest to żenujące. Wszystko za sprawą głównego bohatera, który jest postacią ironiczną, zabawną, pełną ciekawych spostrzeżeń, ale pod tą maską – osobą nie znająca własnych emocji, dość lękliwą, niepewną siebie i przeżywającą swój prywatny dramat. Przede wszystkim osobą potrzebującą miłości. W moim odczuciu Michael Ford stworzył dość ciekawe postacie, pełne różnych problemów i dramatów, pokazując, że problemy psychiczne są pod różnymi maskami. Bardzo dużym plusem naszego, polskiego wydania jest lista różnych, pomocnych numerów np. Antydepresyjny telefon zaufania ITAKI czy do Poradni telefonicznej dla osób w kryzysie emocjonalnym. Jest to niezwykle ważne, bo często bywa tak, że osoby w kryzysie emocjonalnym i depresji często nie mają się do kogo zgłosić, stąd właśnie sięgają po samobójstwo, które wydaje się być dla nich jedynym rozwiązaniem. Jeszcze jednym plusem jest temat homoseksualizmu i homofobii, co jest pokazane w sposób nienachalny, a jako jeden z problemów. Generalnie bardzo dobrze, że są przedstawione różne postacie z różnymi problemami, w tym właśnie z rozpoznawaniem własnej seksualności.
Trafiliśmy do tego szpitala, bo ktoś - rodzice, lekarze, ludzie, którzy rzekomo nas kochają - boją się nas. Zamknęli nas w klatce, żeby ludzie mogli się gapić z bezpiecznej odległości na świry.
Notatki samobójcy są książką zdecydowanie godną polecenia. Choć temat zdecydowanie niełatwy, książka jest napisana w sposób naprawdę lekki i przyjemny. Autor podejmuje ważne i trudne tematy, pokazując jednocześnie, że samobójstwo nie jest lekiem na całe zło, a problemy można rozwiązać w zupełnie inne, różne sposoby. No wielkie brawa dla wydawcy za numery telefonów z tyłu książki w polskim wydaniu, zwłaszcza, że jest to książka dedykowana młodzieży. Ja jestem zdecydowanie na tak i bardzo polecam, niezależnie od wieku. 
Oto, do czego doszedłem: jak to jest, że ktoś ratuje samobójcę, a potem ma do niego pretensje za zepsuty dzień? Ciągle czuję, że ludzie chcą, bym za coś przeprosił. Ale nie mam za co, to oni spaprali sprawę. Nie ja.
Nie prosiłem, żeby mnie ratować.
Książka bierze udział w wyzwaniu Abecadło z pieca spadło


Antydepresyjny telefon zaufania ITAKI
22 484 88 01

Kryzysowy Telefon Zaufania
116 123

wtorek, 31 marca 2020

"Nancy Drew. Tajemnica starego zegara." Carolyn Keene




Tytuł: Nancy Drew. Tajemnica starego zegara.
Autor: Carolyn Keene
Cykl: Nancy Drew 
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie 
Ilość stron: 184
Ocena: 5/6







Ostatnio miałam przemożną ochotę na jakąś literaturę dziecięcą czy młodzieżową – generalnie skierowaną do kilkanaście lat młodszego pokolenia. Myślałam czy by nie zapoznać się z cyklem o Magicznym Drzewie albo czy nie przeczytać po latach do Dzieci z Bullerbyn. Trafiłam w końcu na pierwszy tom serii o nastoletniej i pełnej entuzjazmu detektyw, który jest takim młodzieżowym kryminałem. Nancy Drew. Tajemnica starego zegara, bo taki tytuł ma ta książka, jest właśnie czymś czego szukałam – literaturą skierowaną do młodszego czytelnika z połączeniem mojego ulubionego rodzaju literackiego, czyli kryminału. A co ciekawsze – nigdy wcześniej nie słyszałam o tej serii. 
Nastoletnia Nancy Drew jest wielbicielką rozwiązywania zagadek kryminalnych, a jej ojciec, Carson Drew, to znakomity prawnik i postrach przestępców. W tomie pierwszym młoda detektyw pomaga bliskim pana Crowleya odnaleźć zaginiony testament, zanim chciwa rodzina Tophamów zagarnie cały majątek. W rozwiązaniu zagadki pomoże Nancy nie tylko bystry umysł, lecz także… bardzo stary zegar.
                                                                      opis wydawcy
Zabierając się za lekturę Nancy Drew. Tajemnica starego zegara nie spodziewałam się wiele – niezbyt obszerna książeczka dla młodzieży o nastoletniej detektyw i to jeszcze nigdy wcześniej o niej nie słyszałam – czegóż można oczekiwać? Okazało się, że pozycję czytało mi się niezwykle szybko i przyjemnie. Nie jest podane kiedy dokładnie miały miejsce wydarzenia opisane w tej pozycji, ale przypuszczam, że jest to pogranicze XIX i XX wieku, a miejscem akcji jest nieduże, fikcyjne, sielskie miasteczko w USA. Główna bohaterka Nancy Drew przypomina mi trochę Anię Shirley z Zielonego Wzgórza – przyjazna, pomocna, radosna, co prawda mniej marzycielska i bardziej przyziemna, ale równie sympatyczna i pełna determinacji. Książka jest napisana językiem nieskomplikowanym, adekwatnym do fabuły, akcji i adresata książki, czyli młodszego czytelnika (w moim odczuciu świetnie się nada dla moli książkowych w wieku 9-15 lat, choć dedykowana jest grupie 12-15 lat). Niebywałym plusem jest to, że rozdziały są krótkie, a litery nieco większe niż w książkach, do jakich jako dorośli jesteśmy przyzwyczajeni, co młodszemu pożeraczowi stron zdecydowanie ułatwi i uprzyjemni lekturę. 

Nancy Drew. Tajemnica starego zegara jest książką lekką i przyjemną w odbiorze, z ciekawym i dobrze zrealizowanym pomysłem na fabułę i barwnymi postaciami. W moim odczuciu i niejednemu dorosłemu czytelnikowi przypadnie do gustu umilając wieczór. Jak dla mnie pozycja i główna bohaterka – pogodne i pełne wdzięku. W moim odczuciu warto sięgnąć w przerwie od poważniejszych i bardziej drastycznych zagadek kryminalnych. Niewymagająca i lekka lektura, ale jednocześnie bardzo ciepła i przyjemna. A ja już nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam następny tom z serii. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat S.A.

czwartek, 24 maja 2018

"Ida sierpniowa" Małgorzata Musierowicz


Tytuł: Ida sierpniowa
Autor: Małgorzata Musierowicz
Cykl: Jeżycjada
Tom: czwarty
Wydawnictwo: Akapit Press
Ilość stron: 184
Ocena:


Jeśli nienawidzimy w dobrym celu, to tym samym przyznajemy, że dobry cel uświęca złe środki.






Jeżycjadę zaczęłam czytać dość późno, to było jak miałam jakieś 23 lata, bo jako młodsza dziewczyna czytałam zdecydowanie inne książki, ale jednak bardzo się cieszę, że w końcu się zabrałam za tę legendarną serię... Niedawno wybierając się na urlopową wycieczkę do Lublina zgarnęłam czwarty tom serii pt. Ida sierpniowa i wcale tego nie żałuję.
Powieść o brzydkiej, chudej, rudej i nieszczęśliwie zakochanej dziewczynie. Idusia Borejko ucieka z rodzinnych wakacji nad jeziorem i, by nie umrzeć z głodu, zatrudnia się jako dama do towarzystwa u starszego pana, który ma wnuka przecudnej urody. Ida ratuje życie nie tylko wnukowi, ale i małym złośliwcom Lisieckim, którzy wyzywali ją od rudych kościotrupów, zostaje także bohaterką tragiczną: na drodze do jej szczęścia staje piękna blondynka...
                                                           opis wydawcy

Ida sierpniowa to chyba najlepsza część Jeżycjady jaką dotychczas czytałam. Od kiedy poznałam rodzinę Borejków Idusię polubiłam chyba najbardziej, więc ucieszyłam się, że ten tom jest poświęcony tej postaci... Styl pisania jak to u Musierowicz – lekki, przyjemny w odbiorze, z dużą dozą humoru, trzeba poznać, żeby się przekonać... Niejednokrotnie się uśmiechałam podczas lektury i nieraz byłam pod wrażeniem pomysłowości, jaką została obdarzona Idusia, którą zaczęłam darzyć sympatią jeszcze bardziej. Książka nie jest zbyt obszerna, bo liczy jedynie trochę ponad 180 stron, ale jednak dzieje się w niej odpowiednio dużo, żeby się nie nudzić i ubawić podczas czytania. Naprawdę dość sporo humoru, dużo pomysłów Idusi, perypetii, dużo nastoletnich rozterek zakompleksionej nastolatki chcącej uczynić świat lepszym. A w książce korespondencja urodziny Borejków i wszystko opisane z podziałem na dni... Musierowicz wymyśliła tę część naprawdę dobrze - różnorodni, charakterystyczni i zabawni bohaterowie, dużo humoru oraz pokazane wartościowe zachowania. Ja jestem zdecydowanie na tak!
Co do nieśmiałości - któż jej nie zna! Ale jest na to niezły sposób, wypróbowany przez osobę bardzo mi bliską: najpierw trzeba uwierzyć w siebie, a potem o sobie zapomnieć.

Idę sierpniową polecam z ręką na sercu. Duża dawka humoru, lekko, przyjemnie, można się odstresować, pobawić... Moim zdaniem można spokojnie czytać nie znając wcześniejszych części, więc nawet osoby nieznające poprzednich tomów – odnajdą się w książce. Naprawdę miło spędziłam z nią czas, bardzo przyjemna lektura, która z pewnością ubawi niejednego. Jeżeli masz wątpliwości czy Jeżycjada jest dla Ciebie – spokojnie możesz sięgnąć po Idę sierpniową, żeby się przekonać!
Pieniądze mają to do siebie, że zawsze je można zarobić. Natomiast na czyste sumienie nie ma innego sposobu niż po prostu je mieć.

niedziela, 18 marca 2018

"Córka pedofila" Ewa Pirce

Tytuł: Córka pedofila
Autor: Ewa Pirce
Wydawnictwo: Wieża Czarnoksiężnika
Ocena: 2/6



Czy życie aby na pewno jest darem? Bo jak żyć, skoro twoim jedynym towarzyszem jest samotność…? A ona z kolei podpowiada ci nieustannie, by skończyć tę udrękę.







O Córce pedofila czytałam kilkukrotnie w blogosferze i byłam nią zafascynowana... Interesują mnie różnorodne tematy różnie związane z szeroko pojętą psychologią (przede wszystkim z racji studiów), a i do tych tematów wlicza się kazirodztwo... Krótko po przeczytaniu o tej książce gdzieś w blogosferze wgrałam sobie ją na czytnik i zabrałam się za jej czytanie... Jak to wypadło? Jak czułams się podczas lektury?


Są wydarzenia, które poruszają do głębi.
Są ludzie, obok których nie jesteś w stanie przejść obojętnie.
Są opowieści, co – raz opowiedziane – już na zawsze z Tobą pozostają.
Są doświadczenia zmieniające nas na całe życie...
Taka właśnie jest historia Lexi – nastolatki, jaką możesz znać, dziewczyny innej niż wszystkie. Historia zainspirowana prawdziwymi zdarzeniami.
Opis z okładki

Pedofila dla mnie jest tematem ciekawym jako dla przyszłego i potencjalnego psychologa, ale jest to także temat, obok którego trudno przejść obojętnie, niezależnie od zawodu, studiów, wykształcenia czy wieku... Mnie osobiście dość mocno przeraża pedofilia i kazirodztwo (chyba zresztą jak większość ludzi)...  Dlatego tak też zaciekawiła mnie Córka pedofila, jednak już z czasem, moje odczucia stawały się względem niej coraz bardziej mieszane... Dlaczego? Główna bohaterka – nastolatka molestowana przez ojca – rzuca się w objęcia przypadkowych mężczyzn uprawiając z nimi seks, co dla mnie jest jednym wielkim paradoksem... Molestowanie przez ojca i uprawianie seksu z nim boli i rani, więc dlatego uprawia go, żeby o nim nie myśleć i zapomnieć? Zachowanie zupełnie nielogiczne (jak na racjonalne myślenie) i zupełnie niewpisujące się w psychologiczne zachowania... Rozumiem, że taka osoba nie jest w stanie postawić się oprawcy, ale jakim cudem oddaje się w ramiona innych mężczyzn i uprawia z nimi przygodny seks, który tak mocno jest skorelowany z owym toksycznym, wykorzystującym ojcem alkoholikiem? Jasne, jest pokazana siła przyjaźni i generalnie pozytywnych więzi będących w opozycji do relacji z ojcem, ale jednak mam wrażenie, że jest to... zbyt sztuczne i nienaturalne... Jak dla mnie wszystko jest wyreżyserowane, niczym w amerykańskich, utopistycznych filmach... Trzeba przyznać, że język jest nieskomplikowany w zrozumieniu, ale co za tym idzie - miarę adekwatny do poziomu powieści. Muszę przyznać jednak, że bardzo żenuje mnie brak takiego rozpracowania psychologicznego, brak wiedzy na temat tego co myślą, czują i jak się zachowują osoby wykorzystywane seksualnie, z podstawową wiedzą, taką chociażby z najbardziej znanej, internetowej encyklopedii...
Droga mojego życia wiedzie ścieżką, która naznaczona jest krwią i niezliczoną ilością blizn. Od dnia, w którym się urodziłam, pisane mi było jedno – cierpienie. Całe pieprzone życie sprowadza mnie do jednego – do szczytu dachu, dzieci któremu uwolnię się od tego wszystkiego, a przede wszystkim od samej siebie.
Córkę pedofila przeczytałam dość szybko i byłam ciekawa jak się zakończy ta historia, jednak finał tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że książka jest zbyt podkoloryzowana, zbyt wyreżyserowana, tak sztuczna niczym lalki Barbie. Jak dla mnie – tematyka ciekawa, jednak zupełnie niewykorzystana... Spotkałam się gdzieś ze stwierdzeniem, że ta pozycja łamie schematy, pytanie tylko jakie? Że seks jest „narzędziem zbrodni” i lekarstwem jednocześnie? Że jedynym skutkiem ubocznym wykorzystywania przez ojca jest cięcie się i bycie takim klasowym emo? W moim odczuciu i według moje wiedzy to wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane  odnoszę wrażenie, że autorka wszystko spłyciła... Ja rozumiem, że debiut, że nie każdy jest psychologiem, ale w dzisiejszym świecie wystarczy wpisać frazę w wyszukiwarkę i jest mnóstwo odpowiedzi, to naprawdę nie wymaga zbyt dużego wysiłku... 

Córkę pedofila skończyłam lekko zażenowana... Przede wszystkim jak bardzo został... zbagatelizowany problem pedofilii i kazirodztwa, że na dobrą sprawę został sprowadzony do... romansu czy czegoś w tym rodzaju... Czy mogę ją polecić? Raczej nie... Może i czyta się szybko, ale co z tego, skoro problem zawarty w tytule jest w zasadzie zmarginalizowany, a szkoda, bo wiele obiecywał... Jestem nią lekko... zdegustowana... Przede wszystkim jej płytkością... 

czwartek, 17 sierpnia 2017

"Ania ze Złotego Brzegu" Lucy Maud Montgomery

Tytuł: Ania ze Złotego Brzegu
Autor: Lucy Maud Montgomery
Cykl: Ania Shirley
Tom: szósty
Wydawnictwo: Podsiedlik-Raniowski
Ilość stron: 344
Ocena: 4/6


Mam nadzieję, że nie uzna mnie pani za niewierzącą, gdy powiem, że czasem nie mogę pojąć, jak dobry Bóg może znieść niektórych ludzi.





Anię Shirley pokochałam jako dwudziestolatka i od tamtego czasu moja miłość do Rudowłosej trwa do dziś, szczególnie pogłębiona obejrzeniem serialu Netflixa „Ania, nie Anna”. Po tym postanowiłam przeczytać kolejny tom serii, który czekał na swoją kolej... No i przyszedł czas na Anię ze Złotego Brzegu, która chronologicznie jest szóstą częścią przygód o rudowłosej marzycielce, choć została wydana jako ostatnia. 
Ania jest przykładną żoną i matką pięciorga dzieci. Niestety, sielankowy nastrój zostaje zmącony, gdy do Złotego brzegu przyjeżdża irytująca ciotka Gilberta. Nikt nie podejrzewa, że to dopiero początek serii dramatycznych, czasem wzruszających, a niekiedy po prostu zabawnych zdarzeń. Głównymi bohaterami opowieści staja się dzieci państwa Blythe'ów, które przeżywając młodzieńcze przygody, borykają się z typowymi dla tego wieku problemami i powoli odkrywają to , co w życiu najważniejsze. Ale i rudowłosa Ania nie znika ze sceny – towarzyszymy jej, gdy zaczyna podejrzewać iż Gilbert już jej nie kocha...
                                                     opis wydawcy 

Ania ze Złotego Brzegu to ta część, dzięki której zrozumiałam, dlaczego może nie podejść dziewczętom w młodszych nastoletnich latach... Bo mało która nastolatka może zrozumieć wątpliwości  żony, która podejrzewa, że jej mąż jej nie kocha... Jak 10-12 latka ma się wczuć w rolę Ani – matki i żony? No raczej nie bardzo... Jednak teraz, kiedy czytam Anię jako dwudziestoparolatka przebywanie w jej świecie, przeżywanie jej życia sprawiło mi wiele radości. Cieszę się, że małżeństwo Blythe'ów, nie było koloryzowane, a zostało pokazane razem z problemami, troskami i urokami takich relacji.  Książka jest daleka od tego, żeby określić ją jako pozycję błahą, infantylną czy niepoważną, jednak momentami miałam wrażenie, że zbyt mało zajmująca i wciągająca... Mimo wszystko lubię klimat jaki Lucy Maud Montgomery tworzy w swoich książkach i kocham Anię całym swoim sercem... Jak dla mnie wydarzyło się w tym tomie po prostu zbyt mało...
Bezustanne zmiany! Nie można nic na to poradzić. Trzeba pogodzić się z tym, że przeszłość odchodzi, przyjmować teraźniejszość, kochać ją i uświadamiać sobie, że i ona też musi przeminąć. Wiosna, nawet najpiękniejsza, ustępuje miejsca latu, a lato - jesieni.
Czy polecam Anię ze Złotego Brzegu? Choć uważam, że to jeden z gorszych tomów serii, jak dotychczas, ale jednak polecam, żeby móc dojrzewać wraz z Anią, no i oczywiście wejść w ten świat – znowu, znowu, znowu... Zdecydowanie nie polecam czytania tego tomu jako początek przygody z serią...

piątek, 31 marca 2017

"Kalesony Sokratesa" Jakub Łaszkiewicz

Tytuł: Kalesony Sokratesa

Autor: Jakub Łaszkiewicz
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 216
Ocena: 5/6




...podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy.





Czasami lubię sięgnąć po książkę dla młodzieży, a szczególną sympatią darzę te pisane w formie pamiętnika, dziennika czy bloga. Wśród bohaterów takich książek w zdecydowanej większości są dziewczyny, a w Kalesonach Sokratesa zaintrygowało mnie to, że jest nim chłopak. A o czym opowiada?

Kalesony Sokratesa to powieść obyczajowa zapisana w formie bloga pisanego przez gimnazjalistę – Maćka. Wraz z nim i jego zapisami poznajemy jego nową klasę, jego nowych znajomych, jego codzienność po przeprowadzce. Znajdziemy także zapiski dotyczące szkolnego zespołu muzycznego o nazwie Kalesony Sokratesa. Wśród powszednich problemów Maćka znajdują się pierwsze miłości i związki, dogadywanie się z rówieśnikami czy problemy z ojcem, który pozostawił chłopaka i jego mamę. Jak sobie z tym poradzi? Jak się poczuje w nowym miejscu i w nowej szkole?

Jakub Łaszkiewicz
wraz ze swoją książką
Kalesony Sokratesa jest książką napisaną przez Jakuba Łaszkiewicza, który napisał ją mając 15 lat, więc doskonale zna gimnazjalne środowisko. Muszę przyznać, że nie do końca wiedziałam czego się spodziewać po tej pozycji, zwłaszcza wiedząc ile lat ma jej autor. Trochę się bałam, że nie ogarnę męskiego świata z czasów gimnazjum, a jeszcze, że książka będzie napisana w sposób zupełnie beznadziejny i niezdatny do czytania. Zaczęłam czytać Kalesony Sokratesa podczas mojej którejś podróży po mieście z wieloma sprawami do pozałatwiania i nie mogłam się od niej oderwać. Muszę przyznać, że Jakub Łaszkiewicz dość dobrze oddaje realia gimnazjum oraz relacji między nastolatkami... Zapewne wszystko za sprawą swojego wieku i spore bazy wzorowania się na tym wszystkim, z racji tego, że sam jest uczniem gimnazjum. Napisana jest językiem dość prostym, ale jednocześnie adekwatnym do wieku głównego bohatera i sytuacji w jakiej się znajduje. W końcu opisywanie życia nastolatka nie może być opisane zbyt wielkimi słowami czy stylem pełnym ozdobników. A do tego jeszcze dość interesująca fabuła – trochę przygód, trochę szkoły, trochę przyjaźni... Wszystkiego po trochę.
Ja w sumie nie nastawiam się na zdobycie ogromnej popularności i miliardów dolarów, bo piszę te notki tylko i wyłącznie dla siebie. Jestem ciekaw, jak będzie mi się to wszystko czytało za kilkanaście lat. Pewnie wykonam porządnego fejspalma nad swoją młodzieńczą głupotą.

Kalesony Sokratesa jest niezbyt obszerną książką, którą czytało mi się naprawdę miło i przyjemnie. Napisana dość dobrze, zwłaszcza jak na debiut 15-latka. Czy polecam. Nastolatkom – szczerze i z całego serca. Zwłaszcza tym płci męskiej. Jednak zarówno starsi, jaki płeć piękna może mieć sporą dawkę przyjemności podczas jej czytania, co zresztą widać po mnie.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi. 


wtorek, 14 lutego 2017

"Iza Anoreczka" Marta Fox

Tytuł: Iza anoreczka
Autor: Marta Fox
Wydawnictwo: Akapit Press
Ilość stron: 134
Ocena: 4/6




Babom lepiej się nie zwierzać, bo są perfidne i tylko udają grzeczniutkie i słodziutkie mandarynki.






Książki Mart Fox cenię już od dłuższego czasu, dlatego będąc w bibliotece podczas mojej ostatniej wizyty tam postanowiłam zgarnąć kolejną książkę tej autorki zatytułowaną Iza Anoreczka. Lektura nie jest zbyt obszerna, a temat ciekawy, więc zabrałam się za tę pozycję nią praktycznie od razu.

Bohaterką książki autorstwa Marty Fox jest Iza – dziewczyna, która rozpoczyna karierę modelki. Pewnego dnia postanowiła zacząć pisać dziennik, bo nie radziła sobie ze swoimi emocjami, choć może się wydawać, że ma wszystko – mimo tego, że jej rodzice są rozwiedzeni – ma swój pokój (nawet dwa), książki, zainteresowania... Jednak budząc się w nocy nie wie gdzie jest – w domu mamy czy taty. Jednak brak jej przyjaciół, brak jej dobrej relacji z rodzicami, poczucia tego, że jest kochana i akceptowana. Co jeszcze dzieje się w jej życiu? Dlaczego znajomi nazywają ją anoreczką?
Inni się zakochują, znajdują bliską duszę, a ja nic. Zawsze byłam na opak, ale teraz to już przeginam. Jak tak dalej pójdzie, będę musiała ogrzewać się ciepłem własnego telefonu komórkowego.
Iza anoreczka to książka, którą pochłonęłam za jednym przysiadem. Jest to typowa młodzieżówka napisana w przystępnej formie dziennika. Marta Fox podjęła ważny i ciekawy temat – odchudzanie, wpadanie w wir bycia idealną, spełnienia oczekiwań rodziców, no i przede wszystkim odchudzania graniczącego z anoreksją. Napisana jest językiem przystępnym, niezbyt skomplikowanym, świetnie dopasowanym do młodzieżówek, skierowanym do tego grona czytelników. Z książek Marty Fox o wiele bardziej spodobała mi się Magda.doc czy Karolina XL, jednak muszę przyznać, że Iza anoreczka wypada trochę gorzej. Pomysł na fabułę nie zachwyca, niestety, a szkoda, bo gdyby to byłoby dopracowane książka wypadłaby o wiele lepiej, przynajmniej w moim odczuciu.
Teraz mam do czynienie z bezwzględną walką, w której nie liczą się sympatie i sentymenty, tylko perfidia.
Iza anoreczka jest książką godną przeczytania, zwłaszcza przez nastoletnie dziewczyny, bo temat zdecydowanie jest bardzo ważny. Jednak mam świadomość, że starszym czytelnikom może się nie spodobać i nie podejść. No i właśnie dlatego polecam ją szczególnie nastoletnim dziewczynom, pozostałym odradzam...

niedziela, 5 lutego 2017

"Kwiat Kalafiora" Małgorzata Musierowicz

Tytuł: Kwiat Kalafiora

Autor: Małgorzata Musierowicz
Cykl: Jeżycjada
Tom: trzeci
Wydawnictwo: Akapit Press
Ilość stron: 180
Ocena: 4/6



W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy duże dzieci. Mam tu na myśli naszą odwieczną potrzebę akceptacji, nasz głód uczucia.





Większość dziewczyn poznaje Jeżycjadę mniej więcej w okresie starszych klas podstawówki czy gimnazjum. Ja zabrałam się za tę serię dopiero będąc na studiach. W końcu po ostatniej wizycie w bibliotece zgarnęłam trzeci tom owej serii pt. Kwiat kalafiora i od razu zabrałam się za lekturę tej pozycji.

Główną bohaterką Kwiatu kalafiora jest Gabrysia – najstarsza córka państwa Borejków, a czytelnik jest świadkiem różnych poczynań jej rodzinki. Mama Borejko wylądowała w szpitalu, w domu panuje epidemia Świnki, a Gabriela próbuję ogarnąć domowe życie jednocześnie będąc w zarządzie klubu o nazwie Eksperymentalny Sygnał Dobra (w skrócie ESD). No i do tego wszystkiego pojawia się dokuczliwa sąsiadka zza ściany. Jakie wydarzenia tym razem przydarzą się rodzinie Borejków? O co chodzi z tytułowym kwiatem kalafiora?
Całe dobro - pomyślała - jakie nas otacza, to właśnie suma pojedynczych odpowiedzi na radosne sygnały dobrych ludzi. Ale te sygnały wysyła każdy z nas. Dobre sygnały. I złe. A im więcej wysyłamy tych dobrych, tym większe szansę, że ludzie odpowiedzą nam tym samym.

Kwiat kalafiora to pozycja niezbyt obszerna (zresztą jak większość tomów Jeżycjacy), ale jednocześnie bardzo ciepła i przyjemna w odbiorze. Jednak jak dla mnie Szósta klepka i Kłamczucha spodobały mi się bardziej, ta jest ciekawa, wciągająca, ale jak dla mnie nie aż tak jak poprzedniczki. Poznania nie znam zbyt dobrze, tyle o ile z kilku wizyt w tamtym mieście, ale przypuszczam, że poznaniakom czytanie tej książki może przynieść więcej przyjemności. Musierowicz stworzyła naprawdę sympatycznych bohaterów, którzy wzbudzają wiele emocji, a najwięcej mojej sympatii wzbudziła Gabrysia, jednak najbardziej irytował pan Borejko... Jednak najważniejsze, że wzbudzają wiele emocji. Już nie mogę doczekać się, kiedy zabiorę się za kolejne tomy Jeżycjady – może już podczas następnej wizyty w bibliotece.

Czy polecam Kwiat kalafiora? Zdecydowanie tak. Jest to bardzo ciepła, sympatyczna pozycja, która zdecydowanie poprawiła mi humor. Czas z nią spędzony zdecydowanie nie jest zmarnowany czy męczący. Dobra książka na odstresowanie, odreagowanie. No i już niebawem zabiorę się za kolejne części tej serii. 


piątek, 13 stycznia 2017

"W pierścieniu ognia" Suzanne Collins

Tytuł: W pierścieniu ognia
Autor: Suzanne Collins
Cykl: Igrzyska śmierci
Tom: drugi
Wydawnictwo: Media Rodzina
Czyta: Anna Dereszowska
Długość: 12 godz. 57 min.
Ocena: 5/6


Nie zrobią mi krzywdy, bo nie grozi mi to, co wam. Nie został już nikt, kogo bym kochała.



W pierścieniu ognia to już druga część trylogii o nazwie Igrzyska Śmierci, kolejny tom opowiadający przygody Katniss. Po przeczytaniu pierwszego tomu o tym samym tytule co cała seria postanowiłam się zabrać za kontynuację w formie audiobooka w interpretacji Anny Dereszowskiej.
Wtedy wyznam mu, że od lat był dla mnie jednym z najważniejszych ludzi,a moje życie stało się lepsze dzięki temu,że go znałam. I kochałam, choćby na swój ograniczony sposób.

W Panem przychodzi czas na kolejne Głodowe Igrzyska, a wypadają akurat 75. rocznicowe Igrzyska Ćwierćwiecza. W ich trakcie Katniss i Peeta biorą udział w obowiązkowym Tournée Zwycięzców obserwując co się dzieje w poszczególnych dystryktach, a są świadkami naprawdę niepokojących zdarzeń... Do dystryktów dochodzą coraz bardziej zatrważające informacje dotyczące innych rejonów Panem. Co w nich się tak naprawdę dzieje? Jakie przygody przydarzą się Katniss i Peecie? Jakie plany mają organizatorzy wobec Zwycięzców? Co knuje prezydent Snow?
Nie wolno mi okazywać słabości. Prostuję się z wysiłkiem, odgarniam z dudniących skroni mokre strąki i przygotowuję się do rozmowy. Obie stają w progu, z herbatą i grzanką, a na ich twarzach maluje się troska. Otwieram usta, żeby na wstępie zabłysnąć jakimś dowcipem i wybucham płaczem. Taka jestem silna.

Przyznam szczerze, że zupełnie nie wiedziałam czego się można spodziewać się po kontynuacji Igrzysk Śmierci, jednak od samego początku, od momentu odpalenia W pierścieniu ognia wciągnęłam się bardzo w tę historię. Pomysł wydaje mi się lekkim odgrzaniem kotleta, jednak akcja toczy się wartko, a fakt, że Katniss jest jednocześnie narratorką i bohaterką jest naprawdę na plus – pozwala się lepiej wczuć w klimat książki. No i bardzo spodobał mi się pomysł na tę arenę – naprawdę wielkie brawa, ale nie chcę pisać za dużo, żeby nie za spoilerować zbyt wiele. Słownictwo w tej pozycji jest niezbyt skomplikowane, jednak adekwatne do typu literatury, która jest skierowana raczej dla młodzieży. Generalnie dość dobra książka, trzymająca poziom pierwszego tomu.

W pierścieniu ognia to książka, z którą spędziłam naprawdę miło czas i już nie mogę się doczekać jak zabiorę się za trzeci tom trylogii pt. Kosogłos. Mogę polecić z ręką na sercu, każdemu, kto choć kapkę interesuję się literaturą fantastyczną.



wtorek, 6 września 2016

"Najstarszy" Christopher Paolini

Tytuł: Najstarszy
Autor: Christopher Paolini
Cykl: Dziedzictwo
Tom: drugi
Wydawnictwo: Mag
Ilość stron: 616
Ocena: 2/6



Żyj chwilą obecną, wspominaj przeszłość i nie lękaj się przyszłości, ta bowiem jeszcze nie istnieje i nigdy nie będzie istnieć. Jest tylko teraz.





Eragon swego czasu zrobił ogromną furorę w czytelniczym świecie. Powstał film, książka zdobyła wiele fanów. No i ja się postanowiłam przekonać, czy rzeczywiście jest taka świetna. Eragona przeczytałam, później przyszedł czas na jego kontynuację – Najstarszego. 

Zapada mrok... w sercach wzbiera rozpacz... zło triumfuje... Zaledwie kilka dni temu Eragon i jego smoczyca Saphira ocalili kryjówkę buntowników przed atakiem wojsk króla Galbatorixa, okrutnego władcy imperium. Teraz muszą udać się do Ellesmery, krainy elfów, gdzie Eragona czeka dalsze szkolenie. Musi nauczyć się jeszcze lepiej władać bronią Smoczych Jeźdźców: mieczem i magią. Wyrusza zatem w najważniejszą podróż swego życia, poznaje nowe cudowne miejsca i nowych kompanów, przeżywa nowe przygody. Lecz cały czas towarzyszy mu chaos i zdrada i nic nie jest takie, jakim się wydaje. Wkrótce Eragon nie wie już, komu może zaufać.
                                                                                     opis z okładki

Najstarszy to drugi tom cyklu Dziedzictwo i bałam się, że już niewiele będę pamiętała z Eragona. Zaczęłam czytać i muszę przyznać, że trochę się z nią męczyłam. Widać, że Paolini dorósł, co przejawia się w tym, że dorośli także jego bohaterowie. Jednak odniosłam wrażenie, że jednak nie wszystko było dopracowane. Fakt, autor mocno się skupiał na wymyślonych przez siebie rasach i całym świecie, jednak zapomniał o... Eragonie. Język i styl pisarski jakoś diametralnie się nie zmienił... O wiele mniej mi się spodobała ta pozycja od swojej poprzedniczki i generalnie wypada dość słabo, jako książka niezbyt zapadająca w pamięć... I w ogóle taka bez polotu...
Bo kiedy pojawia się ból, nie istnieje nic innego, żadne myśli czy uczucia, tylko pragnienie ucieczki. Gdy jest dość silny, (…) pozbawia nas wszystkiego, co czyni z nas tych, kim jesteśmy, aż w końcu zamieniamy się w stworzenia niższe niż zwierzęta, istoty łaknące tylko jednego - wyzwolenia.
Najstarszy jakoś mnie nie zachwycił, nie powalił na kolana. Komu mogę ją polecić? Zdecydowanie zaczynającym swoją przygodę z fantastyką nastolatków, ale praktycznie tylko jako kontynuację cyklu. U mnie na półce czeka jeszcze Brisingr... Może niebawem się za niego zabiorę, ciekawe co zastanę w kolejnej części...

poniedziałek, 20 czerwca 2016

"Korona" Kiera Cass

Tytuł: Korona
Autor: Kiera Cass
Cykl: Selekcja
Tom: piąty
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 304
Ocena: 3/6




Znalezienie księcia może wymagać pocałowania mnóstwa żab. Albo wyrzucenia mnóstwa żab ze swojego domu.





Za czytanie Korony zabrałam się nie wiedząc się zupełnie, że jest to piąty tom cyklu o nazwie Selekcja. Choć na okładce jest napisane, że jest to część serii, to jednak nie wiedziałam, że kolejny. Dopiero czytając tę książkę skojarzyłam, że jest coś nie tak, że to już kolejny tom…

Dwadzieścia lat minęło od wydarzeń z „Jedynej”. Córka Americi i Maxona - księżniczka Eadlyn nie sądzi, że uda jej się znaleźć prawdziwego partnera wśród konkursowych trzydziestu pięciu zalotników, nie mówiąc już o prawdziwej miłości . Ale czasami serce znajdzie sposób, aby nas zaskoczyć. Eadlyn musi dokonać wyboru, który okaże się trudniejszy niż ktokolwiek się mógł spodziewać..

Korona to niezbyt obszerna książka, którą czytało mi się szybko i przyjemnie. Z racji tego, że jest to kolejna część cyklu to początkowo trudno było mi się połapać o co chodzi w poszczególnych wydarzeniach, lecz pierwsze 30-40 stron mi wystarczyło, żeby ogarnąć klimat i realia książki. Eadlyn wydaje się być w miarę rozgarniętą dziewczyną, polubiłam też dość jej ojca – Króla. Akcja książki toczy się w umiarkowanym tempie, a fabuła nie jest zbyt skomplikowana ani zbyt naiwna. Suknie i królewska etykieta… Język, jakim operuje autorka, jest niezbyt skomplikowany, taki dość przeciętny, a sam pomysł dość ciekawy…Trochę taka książka dla nastolatek.
Nie, cały ten proces nie miał sensu, ale zaczynałam rozumieć, jak to się dzieje, jak to możliwe, że w trakcie tego wszystkiego w sercu rodzi się jakieś uczucie. Na to właśnie teraz liczyłam: że jakimś cudem obowiązek i miłość spotkają się, a ja pomiędzy nimi znajdę szczęście.
Korona jest ciekawą książką dla starszych nastolatek, trochę tak jakby bardziej dziewczyński odpowiednik Zwiadowców. Lekkie, niezbyt wymagające czytadło, które czytało mi się dość szybko i przyjemnie, aczkolwiek nie wiem czy przeczytam wcześniejsze książki, bo zdecydowanie nie należy do arcydzieł. Czy polecam? Jako niezbyt ambitne czytadło to i owszem, aczkolwiek w pozostałych przypadkach – niekoniecznie.






środa, 1 czerwca 2016

"A gdybym zniknęła?" Meg Rosoff

Tytuł: A gdybym zniknęła?
Autor: Meg Rosoff
Wydawnictwo: YA!
Ilość stron: 256
Ocena: 3.5/6




Nie mogę sobie wyobrazić, że jestem dorosła. Inna niż teraz. Stara, zamężna lub martwa.






Zaginięcia ludzi są częstym tematem podejmowanym w książkach, tak i jest w pozycji autorstwa Meg Rossof pt. A gdybym zniknęła?. Nie ukrywam, że bardzo mnie ona zaintrygowała swoim tytułem. A o czym dokładnie ona jest i jak wypada?
Dwunastoletnia Mila mieszka w Londynie z dobiegającymi sześćdziesiątki rodzicami: tłumaczem i skrzypaczką. Kanwą fabuły jest podróż, którą odbywa z ojcem do Nowego Jorku w poszukiwaniu jego przyjaciela z młodości. Matthew pewnego dnia wychodzi z domu i nie wraca, zostawiając dziwnie obojętną wobec tego zniknięcia żonę, 14-miesięcznego synka i ukochanego psa. Gil i Mila, obdarzona niezwykłym zmysłem obserwacji połączonym z talentem dostrzegania ludzkich emocji, wyruszają w stronę kanadyjskiej granicy, do leśnego domku rodziny, w którym być może Matthew ukrywa się przed światem. W trakcie wyprawy Mila pieczołowicie rekonstruuje z okruchów informacji obraz życia rodziny przyjaciela ojca i odkrywa, że najbliższe osoby nie zawsze potrafią być dla siebie wsparciem w trudnych momentach.
Opis z okładki                           

A gdybym zniknęła? jest książką opowiadającą o dwór różnych rodzinach, a co za tym idzie – o dwóch różnych światach. Pierwszą z nich jest rodzina Mili, a drugą rodzina Matthew – przyjaciela ojca dziewczyny. Jest to dość ciekawa konstrukcja, a przede wszystkim podoba mi się w tej książce pokazanie relacji Mili z jej ojca. Choć w książce chodzi o zaginięcie Matthew, to jednak pierwszoplanową rolę gra jej narratorka – Mila. Nastolatka, która rzekomo jest dość dojrzała, lecz mnie momentami irytowała. Ona – inteligentna nastolatka – która lubi różnego rodzaju zagadki, w tym kryminalne, jednak w tym wszystkim wydaje się być zupełnie niezdecydowana, a także, wyjątkowo infantylna i dziecinna, choć na początku stwarza pozory dojrzalszy... A gdybym zniknęła? jest książka, którą przeczytałam dość szybko, ale jednak mnie ona nie zachwyciła – pomysł na fabułę jest niewyróżniający się w żadną stronę, a także niezbyt zapadający w pamięć... Język jakim operuje autorka jest niezbyt skomplikowany, jednak podczas lektury odniosłam wrażenie, że jest to lektura skierowana raczej do młodszego czytelnika – tak do nastolatka, taki kryminał czy thriller dla początkujących. A ponadto niezbyt ambitna.... Sama intryga jest niezbyt skomplikowana co potęguje te doznania... Ponadto sama akcja książki jest bardzo przewidywalna, a pozostali bohaterowie – zupełnie bez wyrazu oraz wyjątkowo mdli i niewyróżniający się niczym....
Opuszczą mnie. To pierwsza z rzeczy, których świadomość sprawia, że przestajesz być dzieckiem. I ja kiedyś umrę, ale napawa mnie to mniejszym lękiem niż to, że zostanę sama. To moja ciemność. Nic i nikt nie może mnie pocieszyć.

Podsumowując książkę A gdybym zniknęła? Jest to lekka i szybka w czytaniu pozycja, która świetnie się sprawdzi podczas podróży po męczącym wyjeździe lub jako swego rodzaju „odmóżdżenie”. I w takim celu ją polecam – nie ma co się po niej spodziewać się super ambitnej intrygi czy dużej ilości napięcia... Czytało się dość przyjemnie, aczkolwiek jest to takie typowe czytadło, nic wyjątkowego czy wyróżniającego się... Taka przeciętna książka na odstresowanie, nic więcej...


niedziela, 8 maja 2016

"Niezłomni" C.J. Daugherty

Tytuł: Niezłomni
Autor: C.J. Daugherty
Cykl: Wybrani / Nocna Szkoła
Tom: piąty
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 2/6


Osoba bez temperamentu nie zajdzie daleko. Wielkie osobowości mają pasję. A pasja często idzie ręka w rękę z gniewem. Można próbować go w sobie zdusić albo zaakceptować i wykorzystać w walce o słuszną sprawę.





Niedawno przeczytałam czwarty tom sagi Wybrani autorstwa C.J. Daugherty, który jednak nie wypadł zbyt dobrze. Z racji tego, że do zakończenia serii został mi tylko jeden tom postanowiłam go przeczytać mimo wszystko i tak właśnie zabrałam się za Niezłomnych.
Ale każdy odważny człowiek musi być głupcem, prawda? Trzeba mieć nie po kolei w głowie, żeby wyskakiwać z samolotu albo wspinać się na górski szczyt.
Niezłomni to już finał losów bohaterów całej serii Nocnej Szkoły. Po śmierci Lucindy wszystko obróciło się o 180 stopni. Allie wróciła do Cimmerii, w której zostało już naprawdę niewielu uczniów, a sama dziewczyna nie do końca potrafi się odnaleźć w szkole, którą tak lubi... Wciąż waha się pomiędzy Sylvainem a Carterem, zapomina o przyjaciółkach i generalnie przeżywa dość nieciekawy okres... Do tego wszystkiego odzywa się do niej jej brat, Christopher, który wszedł na stronę złego – Nathaniela... Czy dobrzy z Nocnej Szkoły, z Cimmerii wygrają ze złym? Kogo wybierze Allie? Jak skończy się cała historia? Jak splotą się losy bohaterów?
Sprawa była przerażająco oczywista. Najprostszy plan udaremniono w najprostszy sposób. Najbardziej misterny projekt na świecie może zostać zniszczony w ciągu kilku sekund zwyczajnym młotkiem. 
Niezłomni jest już zakończeniem sagi o Nocnej Szkole i jednocześnie częścią, po której nie spodziewałam się wiele, z racji poprzedniego tomu (Zbuntowani), który wręcz mnie zawiódł... Książka jest lekka, niewymagająca od czytelnika zbyt wielkiego myślenia. Język jest prosty, skierowany do typowo nastoletniego czytelnika, który i tak nie będzie oczekiwał zbyt dobrego języka... Bohaterowie wydawali się być coraz bardziej mdli, mniej charakterystyczni... A samo zakończenie całej serii nie zwala z nóg ani nie zachwyca, a wręcz rozczarowuje. Jak dla mnie ten tom jest niezbyt konieczny – jeden, dwa dodatkowe rozdziały w Zbuntowanych mogłyby zakończyć serię i wyszłoby na to samo.
W jednej chwili dotarło do niej jak wiele utraciła. Zdawało się jej, że nagle podłoga się zapadła, a ona zaczęła spadać w pustkę. Do oczu napłynęły jej łzy. Momentalnie ogarnęły ją emocje, które do tej pory tak skutecznie tłumiła.
Podsumowując Niezłomnych jest to dość marne zakończenie serii, a książka sama w sobie także należy do tych raczej dość przeciętnych (oby tylko)... Pierwsze trzy tomy sagi o Nocnej Szkole polecam jako ciekawe, lekkie czytadło z kategorii literatury młodzieżowej, jednak Niezłomni to naprawdę marne zakończenie sagi... Nie czegoś takiego się spodziewałam.

sobota, 27 lutego 2016

"Kłamczucha" Małgorzata Musierowicz

Tytuł: Kłamczucha
Autor: Małgorzata Musierowicz
Cykl: Jeżycjada
Tom: drugi
Wydawnictwo: Akapit Press
Ilość stron: 220
Ocena: 5/6


Nikt z nas nie potrafi przewidzieć wszystkiego i może wobec tego życie proste i uczciwe jest najbardziej wskazane.





Jak byłam nastolatką jakoś nie specjalnie mnie ciągnęło do Jeżycjady, wolałam wtedy inne książki. Dopiero po tym jak skończyłam 20 jakoś mnie wzięło na tego typu książki. Właśnie wtedy zabrałam się za cykl o Ani zZielonego Wzgórza, a niedawno po twórczość Małgorzaty Musierowicz. W końcu przyszedł czas na drugi tom Jeżycjady pt. Kłamczucha.
Raz oszukane dziecko straci wiarę we wszystkie prawdy, jakie mu wpajamy. I w przyszłości zawsze nieufnie będzie się odnosiło do tego, co mu powiemy. Mało tego, z podejrzliwością będzie czytało podręczniki i gazety, z niewiarą oglądać będzie nawet dziennik telewizyjny. Stanie się młodym sceptykiem.
Anielka Kowalik to nastolatka mieszkająca w Łebie, kończąca akurat podstawówkę. Pewnego dnia poznaje przystojnego chłopca w podobnym wieku, w którym od razu się zakochuje, ale okazuje się jednak, że na co dzień mieszka on w Poznaniu, a do Łeby przyjechał na wakacje. Zaczynają więc listowną korespondencję, a w międzyczasie Anielka zakochuje się coraz bardziej i postanawia przenieść się do Poznania i rozpocząć tam naukę w liceum introligatorskim – specjalnie dla swojego ukochanego. Tak zaczynają się szkolne perypetie Anielki i historia jej zakochania. Jak się rozwinie ich znajomość? Jak dziewczyna poradzi sobie w nowej szkole i w nowym mieście?
Sumienie dokucza, kiedy człowiek wykracza poza przyjęte przez siebie zasady. A więc wszystko jest kwestią przyjętych zasad.
Kłamczuchę przeczytałam naprawdę szybko, zwłaszcza, że byłam przykuta do łóżka stłuczoną stopą, a czytanie było jednym z najciekawszych zajęć. Nie ukrywam, że książka bardzo mnie wciągnęła – pomysł na książkę jest naprawdę interesujący, choć momentami bardzo infantylny, ale na szczęście tylko nieliczne wydarzenia wydawały mi się dziecinne. Przede wszystkim spodobało mi się wykreowanie postaci (z Anielką Kowalik na czele) przez Małgorzatę Musierowicz – barwne, różnorodne, charakterystyczne i zapadające w pamięć. Naprawdę bardzo, bardzo, bardzo ciekawe, niebanalne i nietuzinkowe. Nie raz na mojej twarzy pojawił się uśmiech sprawiając, że choć na chwilę zapomniałam o bólu i stłuczonej stopie. Co prawda trochę brakowało mi kolorowej rodziny Żaków, która była także bardzo niesztampowa, ale jednak postacie w Kłamczusze także sprawiły mi wiele radości i przyjemności. Wydarzeń przedstawionych w książce jest wystarczająco – ani za mało, ani za dużo, tak w sam raz, żeby się delektować światem lat siedemdziesiątych, nietypowej i ciut szalonej nastolatki oraz Poznaniem i Łebą tamtych lat. Książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie, a zabawa podczas lektury jest naprawdę przednia.
(…) kłamstwo wyłazi na wierzch prędzej czy później. To tak jak ze zbrodnią doskonałą: nie ma jej podobno, bo zbrodniarz nigdy nie potrafi przewidzieć wszystkiego. Zresztą, nikt z nas nie potrafi przewidzieć wszystkiego i może wobec tego życie proste i uczciwe jest najbardziej wskazane.
Kłamczucha to naprawdę bardzo dobra druga część Jeżycjady, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Polecam ją nie tylko młodszym czy starszym nastolatkom, ale także osobom, które są już ciut bardziej wiekowe i dawno nie należą do tej grupy. Osobiście wiem, że z chęcią sięgnę po kolejne tomy tego cyklu, żeby poznawać kolejnych bohaterów wykreowanych przez Małgorzatę Musierowicz. Bardzo mi się to spodobało!