Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektury szkolne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektury szkolne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 lipca 2014

"Latarnik" Henryk Sienkiewicz

Tytuł: Latarnik
Autor: Henryk Sienkiewicz
Wydawnictwo: Magnat
Czyta: Tomasz Czarnecki
Czas trwania: 35 min.
Ocena: 5.5/6

On sam wreszcie stał się trochę maniakiem. Wierzył, że jakaś potężna a mściwa ręka ściga go wszędzie, po wszystkich lądach i wodach. Nie lubił jednak o tym mówić; czasem tylko, gdy go pytano, czyja to miała być ręka, ukazywał tajemniczo na Gwiazdę Polarną i odpowiadał, że to idzie stamtąd...




Latarnik był moją lekturą bodajże w gimnazjum, później świetnie się wpisała w temat mojej ustnej pracy maturalnej, a jest to pozycja tak krótka, że ostatnio spokojnie do niej wróciłam po raz kolejny.

W owej krótkiej noweli poznajemy Skawińskiego -  Polaka na emigracji, który po latach tułaczki postanowił się osiedlić i znaleźć stałą pracę, więc zatrudnił się jako latarnik. Tam czuł się niczym w raju – co jakiś czas posłaniec dostarcza mu paczki z pożywieniem i innymi najpotrzebniejszymi rzeczami. Jednak któregoś dnia dostaje paczkę z przesyłką z Polski, w której są typowo polskie książki, które wywołują rozrzewnienie u Skawińskiego, który niezmiernie stęsknił się za ojczyzną. To co z nim się stało – o tym wiele słyszało lub czytało. A kto nie wie co się stało z polskim latarnikiem – niech czym szybciej sięga po ową nowelkę.

Latarnik to typowa nowela, która jest do głębi przepełniona polskością, patriotyzmem i tęsknotą za Ojczyzną. I jak to na ten rodzaj literacki – jest to pozycja króciutka, a zapoznanie się z nią zajmie tyle co jeden odcinek większości seriali, ale jest warta poświęconego czasu. Pokazuje jak wygląda patriotyzm czy tęsknota za Ojczyzną. A pojawia się także motyw książki – co właśnie było powodem tego, że znalazła się ona wśród książek, które wykorzystałam w swojej pracy maturalnej. Akcja Latarnika kręci się wokół jednego wątku, ale jednak to nie nudzi czytelnika i jednocześnie jest typowym przykładem noweli, ale także uchodzi za jedną z najlepszych polskich pozycji z tego rodzaju literackiego. Zwięzły rozwój akcji i znaczący punkt kulminacyjny, czyli to co w noweli powinno być. Znajdziemy także odniesienia do romantyzmu – motyw tułaczki Skawińskiego i jego wielu walk na różnych frontach, które odzwierciedlają ideę romantycznej walki wszędzie gdzie się ta w imię wyższego dobra, w imię wolności. A także ciekawe studium osoby i psychiki Skawińskiego, a także lektura książek, które zmieniły jego życie, było punktem kulminacyjnym w jego życiu... 

Latarnik to książka będąca lektura szkolną, po którą zdecydowanie warto sięgnąć i się z nią zapoznać, zobaczyć co to jest patriotyzm i tęsknota za Ojczyzną... Jej czytanie nie zajmie wiele czasu, a lektura jest naprawdę wartościowa, a czas spędzony z nią nie będzie zmarnowany. Spędziłam z nią czas naprawdę miło, zwłaszcza, że kilka razy do niej wracałam...

poniedziałek, 10 marca 2014

"Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery

Tytuł: Ania z Zielonego Wzgórza
Autor: Lucy Maud Montgomery
Cykl: Ania Shirley
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ilość stron: 248
Ocena: 6/6

Okupujemy bowiem pewną ceną wszystko, co zdobywamy lub otrzymujemy w życiu. Zaspokojenie cennych ambicji wymaga nakładu pracy, trzeba je czasem okupić niepokojem i samozaparciem, a nawet chwilami załamania.





Któż nie kojarzy rudowłosej postaci z Zielonego Wzgórza, piegowatej dziewczynki, którą pokochały miliony? Któż o niej nie słyszał i nie wie jak wygląda? Której z dziewczyn nie zachęcali wszyscy wokoło do zapoznania się z przygodami owej rozgadanej 11 – latki? Ani nikomu nie trzeba przedstawiać;)

W książce poznajemy rudowłosą Anię Shirley zaadoptowaną zupełnie przez przypadek przez rodzeństwo – Marylę i Mateusza Cuthbertów. Dziewczynka próbuje się odnaleźć w malowniczym Avonlea, zaprzyjaźnia się z Dianą, dorasta, ale nie zmienia to faktu, że co chwilę wpada ona w tarapaty i zagaduje wszystkich wokoło. Jakie to tarapaty? Jakie przygody spotkają rudowłosą, radosną i uśmiechniętą dziewczynkę? Jak Cuthbertowie pogodzą się z tym, że z sierocińca zamiast chłopca dostali rozgadaną dziewczynkę? 


Stwierdzam, że jestem dziwnym przypadkiem. Anię z Zielonego Wzgórza przeczytałam po raz pierwszy mając praktycznie 21 lat i nie ukrywam, że mnie urzekła. Pamiętam jak byłam w podstawówce babcia (mająca mnie jako jedyną dziewczynkę wśród dzieci i wnuków) chciała, żebym przeczytała właśnie całą serię o Ani Shirley, a ja uparcie wolałam cykl Ala Makota czy Harry Potter. Wcześniej kilka razy nawet zaczynałam lekturę tej książki, ale za każdym razem po kilku stronach odkładałam ją z powrotem na półkę z powodu braku zaintrygowania jej początkiem. Teraz też najtrudniej było mi przebrnąć przez jej rozpoczęcie, ale później zupełnie przepadłam. Jest ona napisana specyficznym językiem, który początkowo nie zachęca, ale później podczas przyzwyczajenia się do niego książka wciąga niemiłosiernie. Pokochałam książkę za postać Ani – radosnej, pogodnej, gadatliwej, z głową pełna swoich myśli. Osóbka to doprawdy wyjątkowa i niejako widziałam w niej siebie. Książka naprawdę urocza i po przebrnięciu przez początek czyta się naprawdę wspaniale i wciąż chce się więcej i więcej. Piękna opowieść, która opowiada o dojrzewaniu, o dorastaniu, ale to z pełną klasą. Idealna książka na poprawę humoru, na zaczerpnięcie pogody ducha, optymizmu i radości od tej radosnej osóbki jaką jest Ania. Teraz czeka na mnie Ania z Avolnea i następne tomy, które od razu zapragnęłam mieć na swojej półce! Pierwsza od dawna tak wciągająca i cudowna książka, jaką miałam okazję przeczytać! Moje uczucia po zakończonej lekturze świetnie opisują słowa samej Ani: Zawsze robi mi się smutno, gdy coś miłego się kończy. Co prawda zawsze można mieć nadzieję na coś jeszcze milszego, ale co do tego nigdy nie ma pewności. Polecam, polecam, polecam! Osobom w każdym wieku, zwłaszcza kobietom/dziewczynom


wtorek, 26 listopada 2013

"Proces" Franz Kafka

Tytuł: Proces
Autor: Franz Kafka
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Ilość stron: 191
Ocena: 3/6

Ale na gardle jego spoczęły ręce jednego z panów, gdy drugi tymczasem wepchnął mu nóż w serce i dwa razy w nim obrócił. Gasnącymi oczyma widział jeszcze K., jak panowie blisko, przed jego twarzą, policzek przy policzku, śledzili ostateczne rozstrzygnięcie. "Jak pies!" - powiedział do siebie. Było tak, jak gdyby wstyd miał go przeżyć.





O Procesie Kafki słyszał chyba każdy, w końcu to jego najbardziej znane dzieło będące w dodatku lekturą szkolną. Ja osobiście dojrzałam do niej dopiero teraz. No trochę późno, no ale cóż... Lepiej późno niż wcale;)

W Procesie poznajemy Józefa K., będącego głównym bohaterem książki. Jest on do bólu samotnym kawalerem pracującym w banku w nieznanym z nazwy mieście. Któregoś dnia porządek jego dnia burzy wizyta urzędników, którzy informują naszego głównego bohatera nie podając nawet przyczyny. I tak właśnie rozpoczyna się roczny proces Józefa K., który nie ma bladego pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Próbuje się połapać, zrozumieć... Do czego dojdzie? Jak ten proces się skończy? O co tak naprawdę chodziło urzędnikom?
Zdumiewa wprost, że jedno życie ludzkie wystarcza, aby ogarnąć tyle sprzeczności i móc jeszcze pracować z jakimś rezultatem.
Proces to książka, którą teoretycznie powinnam przeczytać już dawno, jako lekturę obowiązkową w szkole, ale jednak tak się nie stało. Nie przykuła wystarczająco mojej uwagi, nie dojrzałam do niej, aż do teraz, kiedy postanowiłam nadrobić zaległości. Trzeba przyznać, że na przestrzeni historii Proces jest pozycją wyjątkową, bo w sposób symboliczny przedstawiająca pewne polityczne schematy działania. Nie dość, że jest opowieścią o totalitaryzmie, to jeszcze mówi o samotności głównego bohatera i podejmuje temat winy i kary. Przede wszystkim opisuje problem wolności jednostki, która w tym momencie jest mocno ograniczona. Bezsprzecznie są to tematy ważne, jednak nie zmienia to faktu, że Proces mnie do siebie nie przekonał. Wiem, że absurd i przekoloryzowanie w tej książce był zamierzone, jednak momentami to aż raziło i irytowało, przez nadmierną ich kumulacje na tak niewielkiej ilości stron. Tak samo denerwująco działała na mnie postać Józefa K., który był zupełnie pozbawiony jakichkolwiek emocji. Zachowywał się jakby był jakimś mutantem czy robotem, który nie wie co to są uczucia, jakby mu były zupełnie obce. Książka przygnębiająca, która powinna się znaleźć na liście lektur obowiązkowych wszystkich urzędników... Do mnie książka nie przekonała. Choć niewątpliwie ważna, to w świecie pełnym absurdów i chorej do bólu biurokracji i papierologii wolę przeczytać coś, co pozwoli mi się od tego oderwać, a nie jeszcze pogłębi przygnębienie szarą rzeczywistością.

wtorek, 28 maja 2013

Tajemniczy ogród

Tytuł: Tajemniczy ogród
Autor: Frances H. Burnett
Wydawnictwo: Greg
Ilość stron: 232 
Ocena: 4/6



Wszystko było takie śliczne, że radość zaczęła łagodzić jej gniew i zły humor. Nie myślała, że wuj aż tak o niej pamięta, i jej małe, zatwardziałe serduszko uczuło wdzięczność.





Jako dziecko wychowane w bloku ze sporym placem zabaw zawsze marzyłam o ogromnym i otoczonym tajemnicą ogrodzie albo wielkim, zakurzonym strychu, na którym można znaleźć stare obrazy, rodzinne pamiątki, stare kufry z przeróżnymi, magicznymi przedmiotami. Czy takie miejsca nie są wspaniałe? O tym przekonali się także bohaterowie Tajemniczego ogrodu autorstwa Frances H. Burnett.

Tajemniczy ogród opowiada historię, którą zna chyba każdy. Bo któż nie słyszał o  wyjątkowo brzydkiej i kapryśnej panny Mary, która po śmierci swojego ojca i jedynego opiekuna zamieszkuje w wielkim domu swojego wuja? Dziewczynka jest bowiem osobą, której nikt nie lubi z powodu jej charakteru, wyjątkowo ciężkiego, kapryśnego, a także przez to, że chciała ona być kolokwialnym „pępkiem świata”, wokół którego powinno kręcić się wszystko inne. I jak wiadomo, chociażby z lekcji polskiego w podstawówce, któregoś dnia Mary dokonuje swoistego odkrycia, które odmieni ją zupełnie. Jakie to odkrycie? Jakie zmiany zajdą w dziewczynce? Jak na nie zareagują osoby w jej otoczeniu? Czy w ogóle jakieś zmiany w tak rozkapryszonej osobie mogą zajść? To już chyba też już wiadomo;)

Mary wchodząca do ogrodu
Tajemniczy ogród jest lekturą szkolną, którą należy przeczytać bodajże w IV klasie szkoły podstawowej i właśnie wtedy po raz pierwszy się z nią zetknęłam, jednocześnie była to pierwsza pozycja z kanonu lektur obowiązkowych przez, którą nie mogłam przebrnąć. Teraz po tylu latach postanowiłam się zabrać za nią jeszcze raz i teraz mam zupełnie inne odczucia niż wtedy w podstawówce. Muszę przyznać, że jest to wartościowa lektura o wielkich zmianach, jakie mogą zajść w człowieku, o tym jak pod wpływem delikatnych sygnałów może zupełnie się zmienić życie tak młodej istoty. Jest to także piękna opowieść o przyjaźni, jaka w rzeczywistym świecie nie istnieje (przynajmniej wokół mnie). Według mnie, jako 20-latki po bio-chemie, książka jest pisana dość banalnym językiem, ale w końcu jest to książka dla dzieci. Jednak jak i teraz, jak i te dobre kilka lat temu, kiedy przerabiałam tę lekturę w podstawówce, odczuwałam w tej pozycji częsty powiew nudy. Przyjaźń, zmiany zachodzące w człowieku – wszystko fajnie, pięknie, ale dobrze, żeby w książce coś jeszcze się działo poza zachwytami dziewczynki nad ptaszkiem, ukrytą furtką i tytułowym ogrodem. Po skończeniu tej pozycji miałam naprawdę mieszane uczucia i trudno mi ją oceniać, bo zwyczajnie nie wiem co o niej myśleć. Tu pewnie wielu zaskoczę, ale wtedy w czasach starszych klas podstawówki zdecydowanie większą przyjemność sprawiło mi przeczytanie W pustyni i w puszczy Sienkiewicza, aniżeli Tajemniczego ogrodu. Trzeba przyznać, że zdecydowanie jest to książka, którą warto przeczytać, ale chyba jednak będąc trochę młodszym jak ja, bo czułam się na nią nieco za stara. Ale co z owymi powiewami nudy? No cóż, są i już pozostaną, zostawiając po sobie pewien niesmak. Jednak mimo tego polecam przeczytać tę pozycję. Niesie w sobie coś i ma magię owego ogrodu, który zmieniał ludzi. A o reszcie można przekonać się podczas czytania;) Coś co jeszcze uderza to strasznie brzydka okładka tego wydania, jak dla mnie jedna z brzydszych, jaką widziałam. Za to obrazek po prawej mnie po prostu urzekł!!!

Przypominam o Candy;)

poniedziałek, 13 maja 2013

Pamiętnik z powstania warszawskiego

Tytuł: Pamiętnik z powstania warszawskiego
Autor: Miron Białoszewski
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Ilość stron: 244
Ocena: 6/6


Swoją drogą, musieliśmy wtedy wyglądać dziwnie. I cywile. I powstańcy. Nie byli znowu wcale do siebie tacy niepodobni. Wszyscy ludzie, co wyłazili wtedy z Warszawy, byli do siebie podobni i zupełnie niepodobni do innych.





Nie wiem jak Wy, ale ja czasem zastanawiałam się jak wyglądałoby moje życie, gdybym urodziła się w innych czasach, np. właśnie w czasach II Wojny Światowej, Powstania Warszawskiego, czyli mojego ulubionego historycznie okresu. Jest to okres dla mnie ulubiony, bo chyba najbliższy i znany chociażby z opowieści dziadków… Przeniesienie do tamtych czasów zapewnia nam także Pamiętnik z Powstania Warszawskiego.

Miron Białoszewski w swoim Pamiętniku z Powstania Warszawskiego opisuje wydarzenia z tamtego czasu dopiero po latach. Książka bowiem powstała w 1967 roku. Przedstawia ona życie mieszkańców Warszawy podczas Powstania. Choć pomiędzy owymi wydarzeniami a napisaniem książki minęło ponad 20 lat, autor opisuje je w sposób bardzo żywy, dominują krótkie zdania i ich równoważniki, co daje wrażenie jakbyśmy byli w samym środku powstania. Autor w swojej książce opisał wydarzenia, które wyjątkowo mocno zapisały się w jego pamięci i w jego życie, jednocześnie nie rozstrzygając konfliktu, który panował wokół tego, czy Powstanie Warszawskie było dobrym posunięciem Polaków w tamtym czasie. Opisuje po prostu swoje wspomnienia, w których śmierć i ogień były codziennością...
Śmierć była zasadą. Największą możliwością. Prawie jedyną! Prawie jak sto procent.
Pamiętnik z Powstania Warszawskiego stanowczo jest pozycją wartościową i godną przeczytania. Kiedy w gimnazjum przerabialiśmy fragmenty tej pozycji obiecałam sobie, że kiedyś przeczytam ją w całości. I właśnie przyszedł ten czas. Podczas czytania momentami kojarzyła  mi się z czytaną kiedyś Kobietą w Berlinie, co nie zmienia faktu, że jest to pozycja dynamiczna i oddająca atmosferę tamtego czasu. Każdy, kto interesuje się historią powinien ją przeczytać. Ba! Każdy, kto uważa się za Polaka powinien ją przeczytać! Lektura takiej pozycji zapewni o wiele ciekawszych przeżyć i dostarczy zupełnie innej wiedz, aniżeli jedna z wielu lekcji historii, na której rzucane są suche daty… Polecam ją z całego serca każdemu! Nie daje o sobie zapomnieć! Koniecznie trzeba przeczytać. Marzy mi się jeszcze odwiedzenie Muzeum Powstania Warszawskiego... Więc trzeba się wybrać do Warszawy:D

Z tą piosenką również polecam się zapoznać.

środa, 20 lutego 2013

Dżuma

Tytuł: Dżuma
Autor: Albert Camus
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Ilość stron: 199
Ocena: 2/6


Kiedy wybucha wojna, ludzie powiadają: „To nie potrwa długo, to zbyt głupie”. I oczywiście, wojna jest na pewno zbyt głupia, ale to nie przeszkadza jej trwać. Głupota upiera się zawsze, zauważono by to, gdyby człowiek nie myślał o sobie.





O Dżumie słyszał chyba każdy, ale chyba mało kto czytał, jak to bywa z lekturami szkolnymi i przekornością uczniów. Sama taka byłam, ale teraz kiedy czasu szkolne się skończyły postanowiłam przeprosić się z klasyką, więc kiedy byłam ostatnio w bibliotece nie omieszkałam się wziąć właśnie tej książki.

Akcja powieści Dżuma dzieje się w Oranie, w Algierii. Opowiada o panującej tam epidemii  dżumy i to z jej powodu miasto zostaje zamknięte na kilka miesięcy. Głównym bohaterem jest doktor Bernard Rieux, który z wielkim poświęceniem leczy swoich pacjentów, a robi to w imię ludzkiej solidarności. Ma także dwójkę pomocników -  Granda i Rajmonda Ramberta, lecz jednak poza nimi są ludzie, którzy uważają, że chorych trzeba ukarać za ich występki, a do tego zachęca do tego fanatyk religijny - ksiądz Panneloux., który wygłasza na ten temat płomienne kazania. Jednak któregoś dnia przy łóżku chorego dziecka zmienia swoją postawę o 180 stopni i teraz sam zaczął pomagać ty, którzy ulegli epidemii. Później sam jednak zapada na dżumę i umiera właśnie na tą chorobę…

W czasie liceum nie przeczytałam Dżumy, wiec właśnie teraz przyszedł na nią czas i muszę przyznać, że mnie nie porwała. Język mnie nie zachwycił, tak samo jak akcja książki, w której jak dla mnie nie dzieje się zbyt wiele. Nie potrafiłam także zobaczyć w niej jakiś głębszych przesłanek. Pełno jakiś patetycznych i niezachwycających mów… Jak są lektury naprawdę ciekawe i wartościowe takie jak chociażby Ludzie bezdomni czy Zbrodnia i kara, Dżuma moim zdaniem skutecznie odstrasza od czytania lektur. Naprawdę niewiele się w niej dzieje, do tego jakieś patetyczne stwierdzenia i napompowane frazesy o dżumie jako alegorii szerzącego się wszędzie zła. W żadnym razie nie powaliła na kolana ani nie zachwyciła.

piątek, 30 listopada 2012

Zbrodnia i kara

Tytuł: Zbrodnia i kara
Autor: Fiodor Dostojewski
Wydawnictwo: Greg
Ilość stron: 496
(sama lektura 456, reszta to opracowanie)
Ocena: 6/6 perełka!


Ciekaw, czegóż to ludzie obawiają się najbardziej? Najbardziej lękają się zrobienia nowego kroku, powiedzenia czegoś nowego od siebie…





Któż nie słyszał o Dostojewskim i jego Zbrodni i karze? Jest ona w kanonie lektur szkolnych i jest wpisana na listę 100 książek BBC, które należy przeczytać przed śmiercią. Ja osobiście nigdy nie lubiłam jak ktoś mnie do czegoś zmusza. Tak było także z lekturami. Na zasadzie przekory nie przeczytałam ich zbyt wiele. A to wszystko bo tak trzeba było. Ale teraz przyszedł czas na nadrabianie zaległości.

Zbrodnia i kara opowiada historię byłego studenta prawa Rodiona Raskolnikowa, który nie ma pieniędzy życie, jego siostra postanowiła mu pomóc wychodząc za mąż za bogatego mężczyznę, którego nigdy nie kochała. Jednak Rodion sam postanawia zadbać o swoje życie i zadłuża się u starej lichwiarki. Długi tylko się zwiększały, a chłopak dodatkowo usłyszał rozmowę studentów, którzy mają dość owej kobiety i chcieliby jej śmierci, co było impulsem dla zadłużonego Raskolnikowa. Postanawia ją zabić, kiedy jest w mieszkaniu okazuje się, że musi też zabić siostrę lichwiarki – Lizawietę. Cudem wydostaje się z mieszkania i początkowo udaje mu się uniknąć kary, ale wyrzuty sumienia nie dają o sobie zapomnieć, a Rodion we wszystkim widzi jakieś odniesienie do tego co zrobił. Ogólnie wiadomo, że winny się zawsze tłumaczy, wiec i tak było z chłopakiem, który tłumaczył się słowami: Fakt, że zabiłem śmierdzącą, szkodliwą nikomu niepotrzebną staruchę, za której zamordowanie czterdzieści grzechów powinno być odpuszczonych, lichwiarkę, wysysającą krew z najbiedniejszych, czyż to ma być wykroczenie? Czy to co zrobił rzeczywiście jest zbrodnią czy pomocą dla ludzkości? Czy wyrzuty sumienia go w końcu zjedzą? Czy prawda wyjdzie na jaw?

W Zbrodni i karze  znajdujemy wiele tzw. odwiecznych pytań ludzkości, chociażby takich jak o sens życia, niesprawiedliwość społeczną czy istnienie Boga. Takie pytania stawia także nasz główny bohater, a także ludzie z jego otoczenia, a moim zdaniem Dostojewski w tej pozycji w doskonały sposób uchwycił złożoność natury ludzkiej, w ogóle Zbrodnia i kara według mnie jest naprawdę perełką i w ogóle pozycją genialną. Autor osadził akcję książki w prawdziwym Petersburgu, może być on swoistym przewodnikiem po mieście, w którym się zakochałam po przeczytaniu tej pozycji. I dodaję do listy miejsc, które chciałabym kiedyś odwiedzić. Moim zdaniem jest to chyba najlepsza lektura szkolna jaką czytałam, ma spore przesłanie, niemiłosiernie wciąga i fascynuje, nie daje się od siebie oderwać. Świetnie skonstruowana książka, którą naprawdę należy przeczytać, mimo nawet jak ktoś każe. Ale warto! Genialna książka!

piątek, 14 września 2012

Cierpienia młodego Wertera


Tytuł: Cierpienia młodego Wertera
Autor: Johann Wolfgang Goethe
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ilość stron: 104
Ocena: 4/6

Takiej miłości każdy młodzian czeka,
tak być kochana chce każda dziewczyna;
czemuż w najświętszym z popędów człowieka
tkwi tak straszliwego cierpienia przyczyna?
motto utworu, dodane przez pisarza w wydaniu z 1775 roku


Mówi się, że człowiek, gdy się zakocha, to traci zmysły, szaleje… Tak też było z Werterem – bohaterem książki Goethego. W listach do swojego przyjaciela wspomina chwile spędzone w wiosce Wahlheim, gdzie zakochuje się w Lotcie, młodej i pięknej kobiecie, która zajmuje się domem i rodzeństwem po śmierci matki. Lotta jest jednak już zaręczona z niejakim Albertem. Werter jest zrozpaczony, jednak stara się tego nie okazywać. Wyjeżdża z Wahlheim do innej pracy, lecz jednak po pewnym czasie dowiaduje się, że Lotta pobrała się z Arturem. Po tym postanawia powrócić do miejscowości. Na wieść o tym, że wybranka jego serca jest sama w domu, gdyż jej mąż wyjeżdża, Werter odwiedza ją. W czasie ich rozmowy sam na sam nie wytrzymuje i zaczyna całować dziewczynę, na co ona reaguje ucieczką i zamknięciem się w pokoju. Za pośrednictwem kuriera prosi jej męża o broń, którą zamierza popełnić samobójstwo… I robi to, wcześniej wyznając w liście, że chce umrzeć przez nieodwzajemnioną miłość do Lotty. Czy rzeczywiście tak być kochana chce każda dziewczyna? Nie byłabym tego taka pewna...

Jednak właśnie to dzięki tej książce Johann Wolfgang Goethe przestał być anonimowym pisarzem, zyskał sławę. Jest to książka, która miała wpływ praktycznie na całe pokolenie, co widać było po zachowaniach ludzi po wydaniu Cierpień... Chciano się ubierać jak on, umrzeć jak on, z miłości do wybranki serca... Zjawisko to nazwano Efekt Wertera lub gorączką werterowską. Pod koniec XVIII wieku i na początku XIX w. utrwalił się model bohatera literackiego(zwanego werterowskim), którego cechowała m.in. wybujała wyobraźnia,  dążenie do samozagłady, widzenie świata przez pryzmat marzeń i poezji czy niezgoda na konwencje obyczajowe i normy moralne. Przede wszystkim Weltschmerz (ból istnienia),  którego kulminującym momentem było samobójstwo...


Cytaty z książki

Czyż musiało tak być, że to, co tworzy szczęście człowieka, stało się znów źródłem jego cierpienia?
Będę używał teraźniejszości i niech się stanie przeszłością, co minęło.
Jakże trudno na tym świecie człowiekowi zrozumieć drugiego człowieka.
Czymże jest, Wilhelmie, sercom naszym świat bez miłości?
Samobójstwo (...) przecież nie można go uważać za nic innego, jak tylko za słabość, bo oczywiście łatwiej jest umrzeć niż mężnie znosić życie pełne udręki.
Odczuwamy bardzo często swe braki, a to, czego nam brak, posiada często, jak nam się wydaje, ktoś drugi...


Zachęcam do polubienia mojej strony na Facebooku;)
Baner po prawej stronie;)

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Zdążyć przed Panem Bogiem

Tytuł: Zdążyć przed Panem Bogiem
Autor: Hanna Krall
Wydawnictwo: Oficyna Naukowa
Ilość stron: 110
Ocena: 5/6

Trudno mi pisać o tej książce.
Zbierałam się do niej długo.Po pierwsze - lektura. Po drugie- po przeczytaniu dwóch pierwszych stron odłożyłam na bok, bo wiedziałam, że nie będzie łatwa.
Książka podejmuje niełatwy temat prześladowania Żydów w trakcie II Wojny Światowej opierając się na przeżyciach Marka Edelmana.
Mówi o walce człowieka z przeznaczeniem, o gorzkiej historii Polski, o sposobie pamiętania o ludziach.

Naprawdę książka niełatwa, ale zdecydowanie warta przeczytania. I nie piszę tego wcale dlatego, że tego bloga czytuje mój polonista, ale dlatego,że ta książka jest naprawdę wartościowa. Więc jeżeli ktoś jej nie przeczytał mimo zakończonej edukacji - radzę przeczytać. A licealistom tez naprawdę polecam A przecież mamy być Strażnikami Pamięci....

niedziela, 7 sierpnia 2011

Przedwiośnie

Tytuł: Przedwiośnie
Autor: Stefan Żeromski
Ocena: 4/6
E-book

Gdy wybucha I Wojna Światowa Cezary ma 14 lat. Jego ojciec poszedł na front, a po 3 latach, rodzina nie dostaje od nich listów i słuch po nim zaginął. Cezary nie troszczył się o matkę, ani o jedzenie, tylko oddaje się rewolucji, która wybuchnęła w 1917 roku. W końcu przez ciężką pracę jego rodzicielka zmarła, a on sam został wysłany do grzebania trupów. Wśród grzebiących rozpoznaje swojego ojca. Po czym pojechali razem do Polski, ale w trakcie podróży ojciec zmarł. A Cezary został sam. Wstąpił do wojska, znalazł tam przyjaciela,któremu uratował życie. Ten w podzięce zaprasza go do swojego domu. W Cezarym zakochały się Karolina i Wanda, ale osamotnionemu jedynakowi jednak spodobała się Laura. Co z tego wyniknie?

Jest to opowieść o poszukiwaniu samego siebie, swojej tożsamości (także tej narodowej), opowieść o miłości, niekoniecznie odwzajemnionej.

Ja chyba naprawdę zacznę lubić Żeromskiego. Jak "Syzyfowe prace" do mnie nie przemawiały, tak inne lektury to i owszem. Jednak chyba "Ludzie bezdomni" mi się bardziej podobali. No i jest to moja pierwsza książka przeczytana na tablecie jako e-book:)

Cytaty

Każdy ma swoje miejsce ulubione w dzieciństwie. To jest ojczyzna duszy.


sobota, 28 maja 2011

Ludzie bezdomni

Tytuł: Ludzie bezdomni
Autor: Stefan Żeromski
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ilość stron: 256
Ocena: 4,5/6


Młody lekarz Tomasz Judym kończy praktykę w Paryżu, gdzie poznaje polskie dziewczęta, którym przyznaje się do swojego marnego pochodzenia. Po czym wraca do Warszawy, żeby tam otworzyć prywatny gabinet, który nie przynosi korzyści. Przenosi się do uzrowiska w Cisach, by tam zająć dobrą posadę. Tam znowu spotyka owe niewiasty poznane we Francji. Pracuje tam i obserwuje ludzi. Potem przenosi się do osady fabrycznej,w której też nie zaznaje szczęścia. Ze smutkiem stwierdza, że nie ma szans na poprawienie losu ludzi z nizin społecznych, ludzi, z których i on pochodzi. W trakcie pobytu w eksluzywnym uzdrowisku i Cisach zaczyna iskrzyć pomiędzy doktorem Judymem a panną Joasią - jedną z owych niewiast. Jak potoczą się ich losy? Co się stanie z Judymem?


Po książkę sięgnęłam niechętnie z racji tego, że jest to lektura szkolna. Ale bardzo się zaskozyłąm, gdyż naprawdę dobrze mi się ją czytało. Judym stał mi się bliski z racji jego myślenia innego niż wszycy. A potrzebował do tego swoistej odwago. I panna Joasia. Obydwoje musieli brnąć pod prąd, stawić czoła ogółowi, szarej masie.... Jedna rada - nie ocieniajcie z góry lektur:)


cytaty z książki:
Tęsknota... Smutek, któremu brak wszelkiego przedmiotu, celu i myśli.
Jesteśmy [kobiety] wszystkie tak zaangażowane w sztuce mielenia językiem na szkodę bliźnich, że kiedy mężczyzna zbliża się pierwszy raz do obcej, z pewnością formułuje sobie pytanie: jaki też to rodzaj zwierzęcia?
Świat jest tak mały, taki ciasny, a taki zarazem olbrzymi! Człowiek na nim jest to biedny niewolnik biegający wciąż tą samą ścieżką, tam i z powrotem, jak wilanowska kolejka.
Miłość między ludźmi należy siać jak złote zboże, a kąkol nienawiści trzeba wyrywać i deptać nogami.               
Życie nasze całe składa się z pasma poświęceń.