czwartek, 30 lipca 2026

"Zmorowisko" Kamil Piechura

Tytuł: Zmorowisko
Autor: Kamil Piechura
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 456
Ocena: 2.5/6



Nie wiem, kto rządzi tym dobytkiem - Bóg, szatan, a może szyderczy, bezimienny los.






Lubię przecierać książkowe szlaki i poznawać twórczość kolejnych autorów, dlatego dzięki abonamentowi EmpikGo natrafiłam na kolejną w dorobku pozycję Kamila Piechura pt. Zmorowisko. Autor podaje, że w swoim pisarstwie inspirował się m.in. twórczością Stephena Kinga i Jacka Ketchuma, co sprawiło, że z tym większą chęcią zabrałam się za tę książkę. Zapraszam na recenzję!

W miasteczku położonym nieopodal Krakowa rozgrywa się prawdziwy horror – grupa studentów spędzających weekend majowy w wynajmowanym domu, zostaje skatowana i powieszona. Na miejsce przyjeżdża podkomisarz Lidia Ewert, o której metodach śledczych stało się głośno po doprowadzeniu do zamknięcia śledztwa sprzed lat. Choć policja szybko typuje sprawcę, pomimo gruntownej analizy oraz zakrojonych na cały kraj poszukiwań podejrzanego, sprawa potrójnego morderstwa tkwi w martwym punkcie. Do czasu…

Maks i Beniamin to dwójka przyjaciół prowadzących kanał rozrywkowy poświęcony miejscom uważanym za nawiedzone. Ich celem jest odnalezienie odpowiedzi na pytanie: Czy duchy istnieją naprawdę? Kiedy mężczyźni decydują się zbadać historię Czarnego Domu, nie zdają sobie sprawy, jaką grozę odkryją w jego wnętrzu.                                                                                                                                        opis wydawcy 

Zabierając się za Zmorowisko wiedziałam o tej pozycji tylko tyle ile wydawca postanowił zawrzeć w opisie, więc w sumie nie nastawiałam się na nic szczególnego – potrzebowałam niewymagającego czytadła, które urozmaici podróże komunikacją miejską. Sam początek obiecuje naprawdę wiele - brutalne morderstwo grupy studentów, śledztwo prowadzone przez podkomisarz Lidię Ewert, tajemniczy dom i historia, która aż prosi się o gęsty klimat. W sumie jest wszystko, co powinno być potrzebne do stworzenia mocnego, fascynującego i mrocznego thrillera, jednak największy problem polega na tym, że naprawdę obiecujące składowe zawiodły i nie dały oczekiwanego efektu. Ta pozycja jest po prostu... nijaka. Taka, którą czyta się bez większego bólu, ale również bez większej satysfakcji. Kiedy kończy się ostatni rozdział, zamiast myśleć o historii, ma się ochotę sięgnąć po coś, co naprawdę podniesie ciśnienie. Tutaj zdecydowanie najbardziej szkoda potencjału, który był naprawdę spory.  Motyw nawiedzonego domu, internetowych eksploracji i mrocznej historii aż prosił się o duszny klimat, tajemnicę i prawdziwe poczucie niepokoju. Tymczasem zamiast horroru dostajemy bardziej kryminalną wycieczkę z elementami grozy, która niestety nie zostawia po sobie większego śladu. W tym wszystkim nie pomogli też bohaterowie, którzy są napisani tak poprawnie, że aż podejrzanie bezpiecznie — jakby ktoś bał się, że mogliby przypadkiem zrobić coś interesującego. Efekt jest taki, że nie irytują (co już jest jakimś osiągnięciem), nie przeszkadzają, ale też nie oferują absolutnie żadnego powodu, żeby chcieć spędzić z nimi więcej czasu.

Nawiedzone domy nie istnieją. Istnieją tylko takie, w których ludzie dopuścili się czegoś, o czym nikt nie chce pamiętać.

Czy Zmorowisko jest beznadziejną książką, jaką ledwie da się przeczytać przeczytać? Zdecydowanie nie. Jest zdecydowanie pozycją zmarnowanego potencjału - miała wszystkie karty w ręku, żeby zagrać mocniej, a ostatecznie rozgrywka skończyła się bez większych emocji. Bez fajerwerków, bez efektu WOW, bez tej iskry, która sprawia, że po zamknięciu książki jeszcze przez chwilę żyje się jej historią. Mimo tej dość chłodnej oceny nie zamykam autorowi drzwi. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Kamila Piechury i wierzę, że kolejne książki mogą pokazać jego możliwości z dużo lepszej strony. Tymczasem są lepsze lektury niż Zmorowisko.

niedziela, 19 lipca 2026

"Droga krwi" Marek Krajewski

Tytuł: Droga krwi
Autor: Marek Krajewski
Cykl: Seria wałbrzyska
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 480
Ocena: 5/6


Uczyniłem w życiu więcej zła niż dobra. A taki człowiek jest niewiele wart. Powiem straszniej. Taki człowiek jest już za życia ścierwem. Ścierwem i padliną.



W książkach Marka Krajewskiego zaczytywałam się w liceum, w czasie początków tego bloga. To właśnie wtedy trafiłam na Erynie czy Festung Breslau zaczytując się w historiach umieszczonych w przedwojennym Wrocławiu, w którym wtedy mieszkałam. Przez lata miłość do twórczości Marka Krajewskiego pozostała, a książki mistrza kryminału retro zajmują szczególne miejsce w moim serduszku. Dlatego niezmiernie ucieszyłam się kiedy dowiedziałam się o nowej serii pisarza i od razu miałam okazję zdobyć i przeczytać Drogę krwi! Zapraszam na recenzję!

Tym razem opuszczamy dobrze znane ulice przedwojennego Wrocławia i przenosimy się do Wałbrzycha oraz jego okolic. Wałbrzych w wydaniu Krajewskiego w Drodze krwi nie jest jedynie tłem wydarzeń. To pełnoprawny bohater powieści – surowy, nieprzystępny, chwilami wręcz duszny. Autor z niezwykłą precyzją odtwarza klimat miasta, jego topografię, społeczne napięcia i codzienność mieszkańców. Nie ma tu pocztówkowych widoków ani romantyzowania przeszłości. Jest brud, bieda, kopalnie, strach i ludzie próbujący przetrwać w świecie, który nikogo nie rozpieszcza. W tym są znalezione brutalnie zamordowane ciała dwojga kochanków. A do tego ucieczka gangu groźnych więźniarek zwanych Wilczycami, przemyt eteru, a do tego młody adept psychiatrii Herbert Anwaldt, który od razu po przyjeździe w nieznane mu rejony zostaje wciągnięty w wir wydarzeń i w problemy górniczego, górskiego terenu. 

Po okolicznych wsiach szeptano, że przemytniczki wstąpiły na drogę krwi. Zaczęto śpiewać piosenki o Wilczycach kastrujących bandytów. O kobietach, które nie pozwalają na niesprawiedliwość. Od tego był już tylko jeden krok, by miejscowa ludność wykreowała je w swej wyobraźni na obrończynie biedaków. W Górach Wałbrzyskich zaczęła wykluwać się legenda.

Droga krwi to książka, którą  chciałam pochłonąć jak najszybciej, żeby poznać zakończenie, ale jednocześnie chciałam się nią delektować bez końca. Mam też wrażenie, że w ramach początku nowego cyklu autor siłą rzeczy poświęca sporo miejsca na przedstawienie bohaterów i świata. W żadnym wypadku nie odbieram tego jako wadę, ale jestem przekonana, że kolejne tomy będą mogły pozwolić sobie na jeszcze większy rozmach, skoro fundament został już solidnie zbudowany. Zdecydowanie największą siłą Drogi krwi pozostaje jednak klimat, który Marek Krajewski potrafi stworzyć bezbłędnie, a tutaj po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem literackiej atmosfery. Potrafi sprawić, że czytelnik niemal słyszy stukot końskich kopyt na brukowanych ulicach, czuje zapach kopalnianego pyłu i instynktownie ogląda się za siebie, kiedy zapada zmrok. To umiejętność, której nie da się wyuczyć z podręczników kreatywnego pisania. To trzeba umieć, a Krajewski jest w tym mistrzem.

Eberhard Mock był człowiekiem światłocienia, w którym jasne światło dobra i porządku czasem przyćmiewał mrok zła i chaosu. O ile można by w ten sposób określić pracę każdego policjanta - bo przecież stróże prawa nieustannie ocierają się o brud świata, który usiłują oczyścić - to w wypadku Mocka owo ocieranie się było dobrowolne, a co więcej, uznawał je za słuszne i konieczne.

Droga krwi nie próbuje na siłę zaskakiwać formalnymi eksperymentami ani udowadniać, że kryminał musi być dziś czymś więcej niż kryminałem. To po prostu bardzo dobrze napisana powieść retro, oparta na świetnym researchu, wiarygodnych bohaterach i konsekwentnie budowanym napięciu. Jak dla mnie – po prostu twórczość Krajewskiego w najlepszym wydaniu. Tęskno mi trochę do Wrocławia, momentami ciężko było mi się przełączyć między rozdziałami, ale nie zmienia to faktu, że jest to klasa sama w sobie – myślę, że mieszkańcom Wałbrzycha i okolic może bardziej przypaść do gustu. Nie mogę się doczekać kolejnych części tej serii.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Znak

piątek, 3 lipca 2026

Podsumowanie czerwca 2026

Kolejny intensywny miesiąc za mną. 
Tak intensywny, że realnie nawet nie miałam czasu za bardzo robić jakichkolwiek zdjęć. 
Pierwsza założona przeze mnie Niebieska Karta, spotkania z dzierganiem w Krakowie, kontrole u lekarzy (psychiatra, reumatolog), dobieranie leków pod kątem ADHD i związana z tym nowa rzeczywistość, spotkania z przyjaciółmi, aplikowanie do szkoły psychoterapii i przede wszystkim spełnienie jednego ze swoich marzeń, które krążyło po mojej głowie od ponad 10 lat – ukończenie studiów z psychodietetyki.
No i wizyta w teatrze na Requiem dla snu. 

W tym miesiącu udało mi się przeczytać 4 książki

Nieszczelna sieć
Frela
Droga krwi

Wśród nich są 2 audiobooki, 1 ebook i 1 książka papierowa będąca jednocześnie egzemplarzem recenzenckim.

Na blogu pojawiły się 5 postów – 4 recenzje i podsumowanie maja. 


Lubię to jak widzi mnie AI

Z dnia egzaminu końcowego i obrony pracy podyplomowej - 
psychodietetyka


 A Wam jak minął upalny czerwiec?

niedziela, 28 czerwca 2026

"Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD" Aneta Korycińska

Tytuł:  Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD
Autor: Aneta Korycińska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 336
Ocena: 5.5/6



Kocham ironię losu. Dzięki niej żyję w kiczu, tandetnym serialu. Niby od dziecka staram się uchwycić przelatujące myśli, stworzyć narrację, udać, że wybieram, ale mimo planowania sama się zaskakuję.




Szeroko pojęte zdrowie psychiczne jest jest coraz częściej podejmowanym społecznie tematem, obalając temat tabu oraz stereotypy co mnie jako psychologa niezmiernie cieszy. Poza odmianami depresji czy kwestią spektrum autyzmu dość często jest dyskutowany temat ADHD. Dla części osób (zwłaszcza tych ze starszego pokolenia) jest to wręcz „epidemia ADHD i tych autyzmów” i przecież „każdy to ma”, dla innych – wreszcie większa świadomość ich dzieci czy ich samych, a także dostęp do diagnozy osób, które przez lata w pewnym sensie pozostawały niezauważone przez system. Aktualnie coraz więcej dorosłych postanawia zdiagnozować się będąc po trzydziestce nagle odnajdując wyjaśnienie trudności, które towarzyszyły im przez całe życie. Sama jestem jedną z tych osób, które podjęły się diagnozy mając trzydziestkę na karku i tytuł magistra z psychologii. Dlatego zaczęłam się zgłębiać w literaturę związaną z tą tematyką, a na pierwszy rzut poszła książka Baby od polskiego, czyli Anety Korcińskiej, pt. Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD.

Być może ADHD to dla Ciebie tylko cztery przypadkowe litery. Dla mnie to było hasło, które wywróciło moje życie do góry nogami. Bo wiesz, u osób takich jak ja – wychowywanych na grzeczne, ciche i skromne – diagnoza przychodzi późno, dopiero wtedy, gdy nieukierunkowana wściekłość i dogłębny smutek nie pozwalają nam żyć. Dopiero wtedy specjalista mówi, że może warto spojrzeć na siebie inaczej, że nie jesteśmy popsuci, że nasz niepokój oraz fakt, że musimy starać się bardziej, mają logiczne uzasadnienie. To czas, by wreszcie posłuchać radia w swojej głowie. W tej książce opowiadam Ci, co kryje się w mojej głowie. I nie tylko mojej – chcąc poznać więcej niż jedną stację, oddałam także głos osiemnastu gościom mającym późną diagnozę ADHD. Zapraszam Cię do wysłuchania naszych historii.                                                                                                                                          opis wydawcy

Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD to książka, która od samego początku urzekła mnie swoim tytułem, metaforą w nim zawartą. U mnie ADHD to istne radio, które nadaje na kilkunastu czy kilkudziesięciu częstotliwościach jednocześnie i to w dodatku nie robi sobie żadnej przerwy. W moim odczuciu w tej pozycji autorka bardzo umiejętnie rozprawia się z mitami. Nie sypie z encyklopedycznymi definicjami zaburzenia, a konfrontuje czytelnika ze stereotypami. Korocińska pokazuje, że ADHD nie kończy się wraz z dzieciństwem, że nie sprowadza się tylko i wyłącznie do nadruchliwości i że u wielu osób – szczególnie kobiet – przez lata pozostaje niezauważone lub błędnie interpretowane. Naprawdę niezmiernie się cieszę, że w ciągu ostatnich lat świadomość społeczna na temat ADHD (i nie tylko) znacząco wzrosła, ale niestety wraz z nią pojawiło się również wiele uproszczeń i internetowych półprawd samozwańczych tiktokowych „naukowców”. Książka stanowi cenną przeciwwagę dla tego zjawiska. Nie neguje popularnych narracji, lecz porządkuje je i osadza w faktach. Autorka w swojej książce łączy wypowiedzi specjalistów, osób z diagnozą oraz własne refleksje, dzięki czemu powstaje obraz daleki od stereotypów. ADHD nie jawi się tu ani jako „supermoc”, niemożność usiedzenia w miejscu ani jako wyłącznie źródło cierpienia. To po prostu odmienny sposób funkcjonowania mózgu – z całym wachlarzem wyzwań, ale również mocnych stron, co moim zdaniem autorka bardzo umiejętnie przedstawia, ale także nie idealizuje życia z ADHD. Nie znajdziemy tu złotych rad „jak ogarnąć życie z ADHD” ani obietnic, że odpowiedni planer, kilka aplikacji czy pozytywne nastawienie rozwiążą wszystkie problemy. Zamiast gotowych recept otrzymujemy realistyczny obraz codzienności – pełnej sukcesów, ale także zmęczenia, frustracji, przebodźcowania czy trudności w organizacji.

Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD to książka, która mi pokazała, że nie jestem sama. Miałam trzydzieści trzy lata i narodziłam się jako adehadówka. Wtedy pierwszy raz popłakałam się ze współczucia dla samej siebie i wdzięczności, że udało mi się sobą zaopiekować. To cytat z książki, który jest w 100% o mnie. Krótko po 33 urodzinach podjęłam pierwsze kroki ku diagnozie i zrozumieniu siebie.

Aneta Korycińska jako Baba od polskiego mignęła mi wcześniej kilka razy na TikToku, ale jakoś niekoniecznie zwracałam na nią większej uwagi. Jednak uważam, że Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD to pozycja zdecydowanie warta przeczytania. Napisana lekko i zrozumiale, a jednocześnie pokazując szarą i chaotyczną rzeczywistość z ADHD.

Nie pozwalano nam na nadruchliwość, więc siedzimy z pozoru nieruchomo z rękoma ciasno ułożonymi na udach, a po drzewach skaczemy w wyobraźni. Nie pozwalano nam na złość, bo dziewczynom nie wypada. Nie pozwalano na bunt. On jedną mnie zimował, tylko drzemał i atakował od środka.