Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 grudnia 2016

"Błękitna godzina" Douglas Kennedy

Tytuł: Błękitna godzina
Autor: Douglas Kennedy
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 352
Ocena: 2,5/6



Jesteśmy trochę jak Beduini. Bez względu na to, dokąd zawiedzie nas los i jak daleko zawędrujemy, wciąż wleczemy za sobą brzemię przeszłości.






Czasami lubię sięgnąć po thrillery, a psychologią interesuję się coraz bardziej, więc postanowiłam, więc połączenie jednego i drugiego wydało się być naprawdę ciekawym połączeniem. No i z tego właśnie powodu sięgnęłam po niedawno wydaną książkę autorstwa Douglasa Kennedy'ego zatytułowaną Błękitna godzina.

Poruszająca opowieść o miłości, zdradzie i walce o prawdę i przetrwanie. Robin i Paul, małżonkowie od trzech lat, postanawiają spędzić długie wakacje w Maroku. W przyprawiającej o zawrót głowy egzotyce tego śródziemnomorskiego kraju Paul jest ucieleśnieniem marzeń Robin – człowiekiem pełnym pasji, utalentowanym, mądrym. Jest przekonana, że właśnie tutaj zajdzie w upragnioną ciążę. Życie trzydziestosiedmiolatki wydaje się cudowną idyllą. Ale wszystko zmienia się, gdy jej mąż nagle znika, a ona staje się główną podejrzaną w policyjnym śledztwie. Kiedy prawda stopniowo wychodzi na jaw, w coraz bardziej przerażającej spirali przerażenia, z której nie ma ucieczki, Robin przemierza Maroko od Casablanki po budzącą grozę Saharę.
                                                                                opis z okładki

Błękitna godzina... Tytuł książki oraz nazwa pogranicza nocy i dnia... To wtedy tak wiele się działo w tej książce... Zaczęłam ją czytać podczas pewnej podróży pociągiem i pochłonęłam prawie całą podczas owej eskapady. Owszem czytało mi się ją dość szybko, jednak muszę przyznać, że nie powaliła mnie na kolana. Zapowiadała się naprawdę ciekawie, a jej opis przykuł zdecydowanie moją uwagę. Jednak podróż lektury okazało się, że owa fabuła zupełnie nie spełniła tego co oczekiwałam. Pomysł naprawdę ciekawy, nie przeczę. Jej realizacja – no cóż... nie ma tragedii, jednak nie jest wysokich lotów. Po prostu jest bardzo przeciętnie... No i niezbyt dobrze zrealizowane, jak na mój gust. A co do bohaterów... Robin mnie momentami dość mocno mnie irytowała, głównie swoją swoją naiwnością względem Paula. Generalnie postaci są niezbyt wyróżniające się, niezbyt charakterystyczne czy zapadające w pamięć. Do tego język jakim jest napisana książka - prosty, charakterystyczny dla tego typu książek, czytadeł. Wydawca obiecuję, że jest to Poruszająca opowieść o miłości, zdradzie i walce o prawdę i przetrwanie. Jak dla mnie nie ma w niej nic poruszającego, wzruszającego... Nic z tego...
Powiadają, że życie jest wspaniałym nauczycielem. Tak, ale tylko pod warunkiem, że odrzucimy iluzję i przestaniemy się oszukiwać. Natomiast miłość zawsze przesłania jasność widzenia.


Błękitna godzina to niezbyt porywająca książka, nawet dość przeciętna. Dość przewidywalna, z niezbyt dopracowaną fabułą i intrygą. Takie niezbyt wymagające czytadło. Czy polecam? Dla zabicia czasu – to i owszem. Jednak czytałam lepsze thrillery...

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

"Tajemnica Black Rabbit Hall" Eve Chase

Tytuł: Tajemnica Black Rabbit Hall
Autor: Eve Chase
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 432
Ocena: 3/6


Amber, pamiętaj, że siła charakteru wykuwa się w trudnych,a nie beztroskich sytuacjach. Jeżeli jesteśmy gotowi stawić czoło obowiązkom i ciężkiej pracy, szczęście – o ile los nam nie będzie sprzyjał – może się pojawić.





Za Tajemnicę Black Rabbit Hall zabrałam się zaraz po tym, jak znalazła się w moim posiadaniu zaintrygowana obiecanymi sekretami rodzinnymi w opisie na okładce. Właśnie takie zagadki uwielbiam – rodzinne zawoalowania, fakty, o których nikt nie mówi i wychodzące z tego późniejsze różne komplikacje. No i przyszedł czas na zderzenie z rzeczywistością tej pozycji. 

Książka Tajemnica Black Rabbit Hall opowiada historię dwóch rodzin opowiedzianą z perspektywy dwóch kobiet. Wszystko zaczyna się, kiedy przyszła panna młoda imieniem Lorna chciałaby urządzić swoje wesele w urokliwej rezydencji nazywanej przez jej mieszkańców Black Rabbit Hall. Wraz ze swoim partnerem wybierają się tam, żeby zobaczyć owo miejsce na żywo oraz poznać jego gospodarzy. Wraz z czasem przyszli małżonkowie dowiadują się podejrzanych informacji o owej posiadłości, poznają jej historię oraz dzieje tej rodziny. Jakie tajemnice kryją gospodarze tej posiadłości? Jakie sekrety ma rodzina Lorny? Co łączy je z rodziną, która ma w posiadaniu rezydencji Black Rabbit Hall? Co tam wydarzyło się przed laty?

Tajemnica Black Rabbit Hall jest niezbyt opasłą książką, która jest reklamowana jako idealna dla miłośniczek twórczości V.C. Andrews. Książka pt. Kwiatki na wietrze bardzo mi się spodobała, więc tym bardziej mnie intrygował ten chwyt marketingowy i chciałam sprawdzić ile w nim prawdy. Zaczęłam czytać tę pozycję i praktycznie od początku domyślałam się jej zakończenia, które summa summarum się potwierdziły. Sama książka jest napisana niezbyt wyszukanym językiem, taki nieskomplikowany, równie przystępny i zrozumiały jak w książkach z kategorii literatury kobiecej. Tajemnica, która jawi się w tej pozycji początkowo wydaje się być intrygująca, jednak krótko po rozpoczęciu historii można ją rozwiązać, więc co to za sekret? Bohaterowie, wykreowani przez autorkę są dość bezbarwni i mdli... Żadna z postaci nie wzbudziła ani mojej sympatii ani nienawiści, żadna się jakoś nie wyróżniała, żadna z nich jakoś nieszczególnie zapadł mi w pamięć. Co do samej historii odniosłam wrażenie, że jest to przysłowiowy odgrzewany kotlet, że to już gdzieś było... Sam pomysł i wykonanie – nie zachwyca i nie powala na kolana.. No cóż, bywa... Choć muszę przyznać – okładka zachwyca!

Podsumowując już Tajemnicę Black Rabbit Hall to książka, którą czytało mi się dość miło, aczkolwiek nie należy ona do zbyt wygórowanych i wymagających książek. Cóż to z tajemnica, której rozwiązania można domyślić się od początku? Pomysł może i ciekawy, aczkolwiek odniosłam wrażenie, że gdzieś to już było... No i wykonanie nie jest jakieś szczególnie zachwycające... Czy polecam? Jako niezbyt wymagające, babskie czytało – to i owszem. Jednak książka ta nie należy do lektur wyjątkowych, ambitnych czy refleksyjnych... Generalnie taka przeciętna książka...

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat książki


środa, 20 kwietnia 2016

"Moje córki krowy" Kinga Dębska

Tytuł: Moje córki krowy
Autor: Kinga Dębska
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 304
Ocena: 5.5/6


To ciekawe: lodówki zazwyczaj odzwierciedlają to, co dzieje się w naszym życiu - jak jesteśmy szczęśliwi, jak jest dobrobyt, są pełne produktów, bogate, a jak jest źle, świecą pustkami i psuje się w nich tylko jakaś stara cytryna.





Pamiętam jak całkiem niedawno wybrałam się z rodzicami do kina na film pt. Moje córki krowy, który bardzo mi się spodobał wywołując naprzemiennie salwy śmiechu oraz łzy wzruszenia w oczach. Dopiero po obejrzeniu filmu dowiedziałam się, że powstał on na podstawie książki Kingi Dębskiej pod tym samym tytułem.

Moje córki krowy jest opowieścią o dwóch, dorosłych już siostrach – Marcie i Kasi. Pierwsza jest aktorką samotnie wychowującą córkę, a druga nadużywającą alkohol nauczycielką z bezrobotnym mężem oraz nastoletnim synem. Ich rodzice już dawno skończyli po 70 lat i obydwoje są ciężko chorzy, a siostry nie mają ze sobą najlepszych kontaktów. Każda opisuje wydarzenia ze swojej własnej perspektywy, dzieląc się swoimi przemyśleniami, obserwacjami... Jak ułożą się ich relacje? Jak poradzą sobie z opieką nad chorymi rodzicami? Śmierć matki połączy czy podzieli rodzinę? 

Trzeba zrozumieć, że śmierć nie jest naszym wrogiem; ona jest częścią nas. Rodzimy się i umieramy. Gromadzimy dobra, a potem one tracą sens. Dlatego trzeba łapać chwile, bo tylko one zostają. Życie jest chwilką. Liczy się tylko chwilka, którą pamiętamy. Reszta nie ma znaczenia. 

Moje córki krowy to książka, którą bardzo chciałam przeczytać i zabrałam się za nią zaraz po tym jak dostałam ją od przyjaciółki na urodziny. Pozycja wciągnęła mnie od samego początku i (zresztą tak jak przy filmie) towarzyszyło mi bardzo dużo emocji – od wzruszenia po sporo uśmiechu, radości czy dowcipu. Bardzo dobrze i jednocześnie ciekawie w tej pozycji są przedstawione relacje w rodzinie – pomiędzy rodzeństwem, pomiędzy rodzicami i dziećmi, a także zachowania wobec śmierci najbliższych i radzenia sobie z żałobą. Napisana jest bardzo językiem adekwatnym do sytuacji – niezbyt patetycznym, ale też niezbyt prostackim. Zdarzyły się wulgaryzmy, ale w odpowiednich sytuacjach, bez ich nadużywania. Bardzo spodobała mi się kreacja postaci – szczególnie bliska stała mi się Marta – aktorka, polubiłam także ojca, jednak Kasia mnie nieco drażniła. To, że postaci wywołują tyle emocji to dobry znak. Pomysł na fabułę jest ciekawy, wykorzystany na odpowiednim poziomie. Nie jest to jednak książka, której akcja toczy się w zawrotnym tempie. Zdecydowanie bardziej zmusza do refleksji, ale z drugiej strony nie jest ona napompowana jakimiś pustymi frazesami czy pseudofilozoficznymi spostrzeżeniami.

Już tak na zakończenie – Moje córki krowy to bardzo dobra książka, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że jest to literacki debiut Kingi Dębskiej. W tej pozycji można znaleźć także trochę refleksji, trochę humoru, ciekawe postaci, a przede wszystkim jest to książka mądra i bardzo, bardzo życiowa i prawdziwa.

wtorek, 12 kwietnia 2016

"Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins

Tytuł: Dziewczyna z pociągu
Autor: Paula Hawkins
Wydawnictwo: Świat Książki
Czyta: Karolina Gruszka
Długość: 9 godz. 45 min.
Ocena: 3.5/6


Wiem tylko, że jednego dnia czuję się dobrze, życie jest słodkie i niczego więcej mi nie potrzeba, a następnego rwę się do ucieczki, nie mogę znaleźć dla siebie miejsca i znowu się pogrążam.





O Dziewczynie z pociągu zrobiło się głośno zaraz po premierze w październiku ubiegłego roku i już wtedy mnie zaczęła intrygować, dlatego właśnie zaczęłam się na nią czaić. W końcu ją zdobyłam i zabrałam się za jej lekturę.

Główną bohaterką Dziewczyny z pociągu jest Rachel, która codziennie dojeżdża do Londynu tym samym pociągiem o tej samej godzinie obserwując ludzi mieszkających na jego trasie – młodemu małżeństwu, swojemu dawnemu domowi... Wydaje się jej, że zna tych ludzi, nawet nadała im imiona. Okazuje się, że pewnego dnia jedna z kobiet, którą Rachel obserwowała, zaginęła bez śladu. A wszystko jest opisane z perspektywy trzech różnych kobiet. Jaki ma to związek z życiem Rachel? Co stanie się z zaginioną kobietą?
Nie jestem już taka jak kiedyś. Przestałam być powabna, jestem na swój sposób odstręczająca (...) Jest tak, jakby ludzie widzieli wszystkie moje urazy, jakby dostrzegali je w moich oczach, w tym jak się noszę, jak się poruszam.
Dziewczyna z pociągu to thriller psychologiczny, który zyskał bardzo duży rozgłos. Jednak czy jest go wart? Osobiście skończyłam ją z mieszanymi uczuciami. Jak na thriller – fabuła jest przemyślana od początku do końca, ale jednocześnie akcja nie jest zbyt wartka, a zakończenia można było się już domyślić w mniej więcej 3/4 książki (tak jak było w moim przypadku). Jednak z drugiej strony bardzo ciekawe było przedstawienie oraz wejście w psychikę kobiety uzależnionej od alkoholu. Postacie wykreowane przez autorkę są niezbyt sztampowe, aczkolwiek mogły by być ciut bardziej dopracowane. Główna bohaterka – Rachel – momentami mnie irytowała, jednak z drugiej strony interesowała mnie sprawa jej uzależnienia od alkoholu.
Moje dobre anioły znowu przegrały, pokonane przez alkohol, przez kobietę, którą jestem gdy piję. Pijana Rachel nie dostrzega konsekwencji, jest albo przesadnie wylewna i pełna optymizmu, albo płonie z nienawiści. Nie ma przeszłości ani przyszłości. Istnieje tylko tu i teraz.
Generalnie Dziewczyna z pociągu to książka dość ciekawa, aczkolwiek czegoś jej brakuje. Najbardziej ciekawy był wątek psychologiczny. Przeczytać można, będzie dość ciekawa, aczkolwiek jak na thriller mogłaby być lepsza – znam thrillery, które o wiele bardziej trzymają w napięciu.

sobota, 13 lutego 2016

"Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuje." Anna Morawska

Tytuł: Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuje.
Autor: Anna Morawska
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 256
Ocenia: 6/6



Depresja nie jest wymysłem gwiazd z pierwszych stron gazet. To choroba, która może dotknąć każdego. 




 

Depresja to choroba psychiczna, na którą choruje 350 milionów ludzi na świecie, a w Polsce dotyka ona średnio co 10 obywatela. Choć jest to tak rozpowszechniona choroba, wręcz cywilizacyjna, to jednak w naszym społeczeństwie panuje na jej temat bardzo duża niewiedza, a co za tym idzie - wiele stereotypów, które (nie okłamujmy się) są naprawdę bardzo krzywdzące. Właśnie dlatego powstała kampania społeczna Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuje. Anna Morawska napisała także książkę o tej samej nazwie, o tym samym tytule.

Autorka sama mówi o swojej pozycji:
Twarze depresji to książka, w której chciałabym pokazać różne oblicza tej choroby. Nie chodzi o to, żeby wskazywać palcem kogoś, kto ma depresję. Postanowiłam porozmawiać z ludźmi, którzy najlepiej wiedzą, czym jest czarny pies – tak depresję nazwał Winston Churchill. Brytyjski premier powiedział, że jeśli odkryjesz, że przechodzisz przez piekło, to się nie zatrzymuj. Ta choroba atakuje jak dziki zwierz i zabiera człowiekowi energię. Szczeka do ucha tak głośno, że życie przestaje mieć sens.

Twarze depresji to pozycja, która rozpoczyna się metodycznym wstępem, w którym Anna Morawska wyjaśnia czym jest depresja, jakie są jej objawy, rodzaje, a także czym jest życie z depresją. Potem przychodzi miejsce na wywiady z kilkunastoma osobami m.in. z Olgą Bończyk, Kamilem Sipowiczem, Tomaszem Jastrunem czy Patrycją Markowską, a także z innymi, mniej znanymi... Opowiadają oni o swojej wieloletniej walce z chorobą, o leczeniu, o lepszych i gorszych dniach, o życiu z osobami cierpiącymi na depresję, a także o depresyjnych stereotypach i napiętnowaniu przez chorobę... Myślę, że cytaty zamieszczone w tej recenzji, choć trochę oddają właśnie myśli osób chorych na depresję...
Chciałabym poczuć znowu te małe radości. Nie mówię o jakimś wielkim szczęściu. Takie proste rzeczy gdzieś mi uciekły.
Twarze depresji chciałam przeczytać praktycznie od jej premiery w ubiegłym roku. Zainteresowałam się ostatnio trochę tematyką psychologii stąd moje lektury takie jak chociażby Psychologia odżywiania się czy Nałóg jedzenia, a także chęć zrobienia studiów z psychodietetyki. Bardzo się ucieszyłam, kiedy w końcu upolowałam ją w promocyjnej cenie na Targach książki w Krakowie. Zaczęłam ją czytać i pochłonęłam ją praktycznie całą podczas jednej (fakt faktem – trochę przedłużającej się) podróży pociągiem. Muszę przyznać, że książka jest napisana w bardzo dobry sposób. Widać sporą wiedzę autorki na temat choroby, a także wielką umiejętność i delikatność w rozmowie w ludźmi, w zadawaniu odpowiednich, subtelnych pytań... Do swojej książki tak dobrała osoby, żeby pokazać depresję z różnych stron i perspektyw. Od strony osoby sławnej, jak i niekoniecznie popularnej... Z perspektywy osoby chorej, a także od strony bliskiemu, który towarzyszy dotkniętemu chorobą. Wszystko tworzy spójną całość prowadząc czytelnika po różnych zakamarkach choroby... 
Bałem się wszystkiego i wszystkich. Bałem się Warszawy. Bałem się ludzi. Bałem się, że może się okazać, że nie jestem taki mądry, jak mi się wydawało.
Moim zdaniem warto przeczytać Twarze depresji z kilku powodów. Przede wszystkim, żeby zdobyć trochę informacji o tej chorobie, a także przełamać stereotypy jakie panują na jej temat. Także po to, żeby dowiedzieć się tego co przeżywają osoby chore i jak względem nim się zachować. Polecam ją naprawdę każdemu, ponieważ depresja to choroba, która spotyka naprawdę wiele osób, a około połowa (!) osób jest w ogóle nieleczona. W szczególności ją polecam osobom, które same chorowały, chorują lub mają z nimi kontakt, ponieważ ta książka może zdecydowanie dodać nadziei na lepsze dni... Książka naprawdę godna polecania i warta przeczytania!!! Może w końcu warto przełamać temat tabu?

http://twarzedepresji.pl/


wtorek, 30 czerwca 2015

"Opowieść niewiernej" Magdalena Witkiewicz


Tytuł: Opowieść niewiernej
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 224
Ocena: 5/6



Wiecie... Bo siebie trzeba kochać. Bardzo. I lubić siebie trzeba. I szanować. I musicie się sobie podobać - mówił dominikanin. - Bo jeżeli sami siebie nie lubicie to jak możecie wymagać, by inni was kochali?




Stereotypy mówią, że zdradzają głównie mężczyźni. Oczywiście zdrada w każdym przypadku zdrada jest czymś  złym i niewybaczalnym, ale w momencie, gdy robią to kobiety – wciąż wzbudza to wielki szok, niedowierzanie, a wręcz oburzenie. O tym też traktuje książka Magdaleny Witkiewicz pt. Opowieść niewiernej, którą ostatnio skończyłam czytać.

Jakie to dziwne, że gdy człowiek jest szczęśliwy, często nawet o tym nie wie. Nie zdaje sobie z tego sprawy. Dopiero później, żyjąc wspomnieniami, zauważa, że to, co go wtedy spotkało, to było właśnie szczęście.

Ona i on. Poznali się na grillu u znajomej. Ona chciała się odegrać na swoim byłym, od zajmował się pieczeniem karkóweczki dla całej grupy. Od razu pomiędzy nimi zaiskrzyło, zaczęli się spotykać... niedługo później razem zamieszkali razem,  pobrali się... Ale jednak ten ślub okazał się zupełnie inny niż sobie wyobrażała. Nie było ani białej sukni, ani hucznego wesela, a marzenia o dzieciach zostały odsunięte na Świętego Dygdy, którego nie ma nigdy...  Jak dalej potoczą się ich losy? Co przełomowego wydarzy się w ich życiu? Jakie kroki podejmą? Co takiego się wydarzy? Czy ich związek przetrwa próbę czasu? 

Zdrada zawsze była dla mnie czymś złym, haniebnym i obrzydliwym. Czymś, co rujnuje związek, zabija miłość, niszczy marzenia, daje ogromne poczucie niesmaku. Myślałam, że cudzołożnicy zawsze gorzko żałują swoich czynów, spuszczają oczy i gęsto się tłumaczą, pragnąc przebaczenia


Opowieść niewiernej to pozycja, którą zgarnęłam na jakiejś wyprzedaży i długo nie musiała czekać na swoją kolej. Zabrałam ją do pociągu i czytałam z zapartym tchem, to muszę przyznać. Książka jest niezbyt obszerna, ale lekka i przyjemna w odbiorze, choć są w niej podejmowane ciężkie tematy. Jakie? Głównie relacje między ludźmi, to co na nie się składa, co może ją wzmocnić, a co może ją zabić i zupełnie zniszczyć...  W literaturze często czyta się o mężczyznach, którzy zdradzają, ale o kobietach czyta się rzadko. Ale dlaczego my - płeć piękna to robimy? Choć jest to lekka pozycja, to jednocześnie jest to lektura głęboka i poruszająca, zwłaszcza, że autorka zastosowała narrację pierwszoosobową, którą bardzo lubię, a do tej książki szczególnie mocno pasuje. Napisana przyjemnym w odbiorze językiem, niezbyt skomplikowanym, oddającym odczucia jakie towarzyszyły bohaterce książki – Ewie. Magdalena Witkiewicz naprawdę trafnie oddała emocje oraz myśli bohaterki, którą wykreowała. Książka jest naprawdę wartościowa, choć lekka i przyjemna w odbiorze.

Kiedyś myślałam, że miłość polega na tym, że nie dostrzegamy wad drugiej osoby. Teraz jestem przekonana, że byłam w błędzie. Miłość to przede wszystkim akceptowanie wszystkich niedoskonałość partnera. Bo kocha się nie za coś, ale mimo wszystko...

Opowieść niewiernej to książka polskiej autorki, która swoją twórczością skradła już wiele czytelniczych serc, a u mnie pozostawiła trochę mieszane uczucia. Jest to pozycja odejmująca temat związków w ogóle – małżeństw, przyjaźni, związków partnerskich czy relacji opartych tylko i wyłącznie na seksie... Choć ta tematyka mi się bardzo spodobała, to jednak mam wrażenie, że został potraktowany zbyt lekko... Jednak mimo tego książka przypadła mi do gustu i z chęcią kiedyś przeczytam jeszcze inne książki Magdaleny Witkiewicz. Polecam ją miłośnikom obyczajówek, literatury  lekko kobiecej oraz przede wszystkim osobom zainteresowanym tematyką związków oraz problemów w nich.


niedziela, 11 stycznia 2015

"Ponieważ byłam księżną" Jacqueline Pascarl-Gillespie

Tytuł: Ponieważ byłam księżną
Autor: Jacqueline Pascarl-Gillespie
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 336
Ocena: 6/6



Uważam, że głośne wypowiadanie opinii, jest metodą na poprawę świata - współudział w milczeniu może być równie niemoralny jak sama niesprawiedliwość.





Wyobraź sobie, że jesteś matką i ktoś porwał Twoje dzieci. Wyobraź sobie, że tym kimś jest ich ojciec i nie chce ich oddać. Wyobraź sobie ból matki, która przez 14 lat nie może spotkać ani porozmawiać, ze swoimi dziećmi, która nie może ich przytulić ani obdarować czułością. Przez coś takiego właśnie przechodziła autorka książki Ponieważ byłam księżną.

Jacqueline Pascarl-Gillespie to australijska pisarka, osobowość znana z tamtejszej telewizji oraz matka porwanych dzieci. Dzieci, których porwał ich ojciec – malezyjski książę. Te wydarzenia zostały już opisane w książę Kiedyś byłam księżną. Teraz jesteśmy świadkami opisywanej przez autorkę walki o dzieci, jej zacięcie i zaangażowanie w odzyskanie dzieci, a także w pomoc rodzicom, który znaleźli się w podobnej sytuacji jak ona. Aż w końcu przyszło ono - to szczęśliwe zakończenie o jakim marzyła. Jej dzieci znalazły się blisko. W końcu po 14 latach walki.

Ponieważ byłam księżną chciałam przeczytać od razu jak skończyłam czytać jej poprzedniczkę – Kiedyś byłam księżną. Z jednego prostego powodu – chciałam przekonać się jak ta historia się skończyła. Postanowiłam skończyć tę serię, choć zachowanie Bahrina (byłego męża autorki i tegoż samego człowieka, który porwał ich dzieci) czasami naprawdę doprowadzało mnie do istnej wściekłości zadającej pytania z serii: „Jak tak można?? Jak można mieć takie podejście do życia i do rodziny??”. Książka jest napisana dobrym, łatwym w obiorze językiem, choć niejednokrotnie podczas jej czytania miałam przysłowiowe oczy jak pięć złotych. Dlaczego? Z podziwu dla matczynej miłości autorki, jej zaangażowania w różne akcje humanitarne, z szoku wywołanego, przez zachowania Bahrina, ze szczęścia, że wszystko skończyło się szczęśliwie.

Po prostu wiem, że pojedynczy człowiek może zmienić świat. Jeśli nawet nie ruszy go z posad, przysłuży się ludzkości, jeśli dotarłszy do serc, sprawi, że czyjaś egzystencja stanie się bardziej znośna.

Ponieważ byłam księżną to książka, po której na początku nie wiadomo czego się spodziewać, ale jednocześnie polecam ją z ręką na sercu. Nie jest to literatura łatwa, ale wartościowa i otwiera oczy na wiele sytuacji. No i zdecydowanie najpierw trzeba przeczytać najpierw pierwszą część Kiedyś byłam księżną, bo bez tego można nie połapać się w tej części. Piękna opowieść o matczynej miłości, walce, oddaniu i poświęceniu. Polecam!


Jacqueline Pascarl-Gillespie z odzyskanymi dziećmi

poniedziałek, 8 lipca 2013

Czarownica z Funtinel

Tytuł: Czarownica z Funtinel
Autor: Albert Wass
Wydawnictwo: Świat książki
Ilość stron: 878
Ocena: 5.5/6



Nie wolno patrzeć za tym, co odchodzi. Za czasem, za życiem, za ludźmi. Nie wolno. I tak odejdą, gdy nadejdzie pora. A człowiek pozostanie sam.






Czyż widok gór nie jest zachwycający? Widok lasów, pasących się owiec, ośnieżonych czy zamglonych szczytów? Owe krajobrazy widziane na żywo zawsze zapierały mi dech w piersiach. A gdyby w takiej scenerii umieścić książkę? O tym pomyślał Albert Wass...

Czarownica z Funtinel jest opasłym tomiszczem owianym baśniowością, na którą składa się miłość, klątwa, wróżba Cyganki, a także towarzysząca im śmierć. A kogo to spotyka? Piękną Nucę, która z gospodarnej dziewczynki wyrasta na silną i świetnie radzącą sobie kobietę, a przede wszystkim oszałamiająco piękną. Czy owa klątwa i samotność są błogosławieństwem czy przekleństwem? Czego dotyczy owa wróżba Cyganki? Czy się spełni? Co dokładnie spotka Nucę? Co wydarzy się w pięknym Siedmiogrodzie?

Czarownica z Funtinel jest książką, którą czytałam dość długo, ale to z kilku powodów... Początkowo chłonęłam ową baśniowość i nader realistycznie opisane piękno siedmiogrodzkiej krainy. Później już momentami zaczęło mnie irytować to, że owa magia jakby minimalnie uleciała. Momentami działała mi również niedojrzałość bohaterki. Bowiem Nuca, kiedy miała 20 lat miała swoje przebłyski i zachowywała się tak samo jak miała ich 12. Jednak książka jest pozycją wyjątkową. Akcja toczy się powoli, bez nagłych zwrotów czy zawirowań, jednak jest w niej „to coś”. Autor stworzył iście baśniowy klimat, który sprawia, że nie ma się wrażenia, że czyta się tak obszerną pozycją. A stworzył go nie używając anii trolli, ani smoków, ani duchów czy różdżek. Stworzył go zupełnie inaczej. Moim zdaniem jest to przykład książki, w której właśnie nie akcja jest znaczącym atrybutem, a owe opisy pięknych krajobrazów, banalnych czynności i prostych ludzi zamieszkujących okolicę głównej bohaterki. Można stworzyć książkę, która ma prawie 900 stron i, mimo braku wartkiej akcji, nie nudzi? Można. 

Czarownica z Funtinel jest piękną, wręcz magiczną opowieścią o samotności, wytrwałości i wewnętrznej sile, a także pozycją, którą zdecydowanie należy się delektować i można ją chłonąć bez końca. Idealna pozycja na wieczory snujące się leniwie i pięknie jak akcja tej powieści. Polecam, jako świetną odskocznie od rzeczywistego, pędzącego jak Struś Pędziwiatr, świata.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:

poniedziałek, 10 czerwca 2013

List do nienarodzonego dziecka

Tytuł: List do nienarodzonego dziecka
Autor: Oriana Fallaci
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 144
Ocena: 6/6


Jeśli urodzisz się mężczyzną, nie będziesz musiało się ciągle obawiać, że zgwałcą cię w ciemnej ulicy. Nie będziesz musiało posługiwać się piękną twarzyczką, żeby być zaakceptowane już od pierwszego wejrzenia, pięknym ciałem, żeby ukryć inteligencję.
O jakież to prawdziwe!



Ciąża to magiczny okres w życiu kobiety. Nosi w sobie życie, drugiego człowieka pod swoim sercem. Dla jednych jest to trud i uważa macierzyństwo za przykry obowiązek, który należy znieść niczym męczeńskie cierpienia. Dla innych jest to naturalna rola i świadomy, osobisty wybór.

Macierzyństwo jest tematem książki pt. List do nienarodzonego dziecka autorstwa Oriany Fallaci, będącej legendarną włoską dziennikarką, pisarką oraz korespondentką wojenną. Narratorką uczyniła kobietę, która wyczuwa w sobie obecność do dziecka, zanim nauka to potwierdziła. Owa bohaterka jest postacią bardzo ciekawą i odważną. Musi w końcu przeciwstawić się światu, który chce, żeby usunęła dziecko, które mogłoby popsuć jej karierę. Kobieta pisze do swojego dziecka list, który jest wyznaniem nader poruszającym duszę do głębi. A co w nim takiego napisała? Co powiedziała swojemu dziecku? Przeczytaj to się przekonasz.


Oriana Fallaci
List do nienarodzonego dziecka jest książką wyjątkową, do głębi wzruszającą, po prostu piękną. Co w niej takiego jest? Otóż podczas czytania monologu tej kobiety, miałam wrażenie jakbym wertowała jej pamiętnik, jej intymne wyznania, ponieważ więź z jej dzieckiem była bardzo, bardzo głęboka. Autorka sama mówiła, o tym, że nie jest kobietą z tej książki, może ją co najwyżej przypominać. Oriana Fallacci, żałowała w życiu tylko tego, że nie została matką. Jak do tego doszło? Kiedy była w ciąży jej narwany kochanek uderzył ją w brzuch i poroniła. A czy tak samo było z narratorką? Przekonaj się sam;) Spodobał mi się styl, jakim została napisana książka, niezbyt skomplikowany język, a sposób prowadzenia narracji – urzekający, taki pamiętnikowy. Trudno nawet mi opisać mi to zachwycenie, bo nie ukrywam, że jestem pod wielkim wrażeniem tej pozycji. Niejako zszokowało mnie podejście autorki do roli kobiety w społeczeństwie, jednak po chwili przemyślenia musiałam jej w niektórych momentach przytaknąć. Myślę, że cytat na początku mojej recenzji, choć w jakiejś mierze oddaje to, o co chodziło autorce. W świecie, w którym panuje zachwyt nad aborcją i teorią, że płód do któregoś tam miesiąca to nie dziecko, List do nienarodzonego dziecka jest książką bardzo odważną, bo pokazuje, że już z tym dzieckiem od pierwszych tygodni życia w brzuchu, tworzy się specyficzna relacja z matką. Kobiety, które już poczęły dziecko zrozumieją to doskonale! List do nienarodzonego dziecka, w którym aż roi się od pytań stawianych własnemu sumieniu, jest książką zdecydowanie wartą przeczytania! Polecam z całego serca! Poruszająca opowieść o macierzyństwie, relacji matka – nienarodzone dziecko oraz przeciwstawianiu się ludziom wokoło. Można się popłakać!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:


środa, 29 maja 2013

A jeśli ciernie

Tytuł: A jeśli ciernie
Autor: Virginia C. Andrews
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 432
Ocena: 2.5/6


Musiałem otrzeć łzy, które napłynęły mi do oczu. Jakże ciężko jest usłyszeć coś o sobie. Zwłaszcza, że nie było w ty krztyny prawdy. Ojciec mówił tak, jakby wiedział, co kryje się w moim wnętrzu, ale nie wiedział nic.






Byliśmy już świadkami tego jak w Kwiatach na poddaszu rodzeństwo Dollangerów było więzione na poddaszu przez matkę i babkę, widzieliśmy także jak w Płatkach na wietrze spotkali oni bardzo miłego człowieka, który postanowił im pomóc... A co przyniesie kolejna część sagi? Co tym razem ich spotka?

A jeśli ciernie opowiadają kolejne losy owego rodzeństwa, z którego ostali się już tylko Cathy i Chris. Występują oni teraz jako małżeństwo wychowując oni dzieci Catherine, które zupełnie nie wiedzą, że ich rodzice są sobie tak bliscy... Któregoś dnia do posiadłości obok ich domu sprowadza się dostojna staruszka, z którą szybko zaprzyjaźnia się jeden z synów dziewczyny. Od jej lokaja dostaje on także tajemniczy pamiętnik i pod jego wpływem zachowanie chłopca zmienia się nie do poznania. Co takiego odkrył w tej książce? Czy dzieci Cathy odkryją prawdę o ich rodzicach? Kim jest owa staruszka z posiadłości obok?

Chłopiec, staruszka i jej lokaj
A jeśli ciernie są moim trzecim spotkaniem z twórczością pani Anderws i w moich oczach wypada ono najsłabiej. Kwiaty na poddaszu mnie zachwyciły, Płatki na wietrze wypadły dość marnie, lecz przy tym A jeśli ciernie to istna nuda. Język prosty, zresztą jak w wszystkich częściach, styl już w  pierwszej książce przypadł mi do gustu. Jednak sama historia naprawdę mdła. Cathy i Chris zachowują się w tej książce jakby byli dziećmi, a nie dorosłymi ludźmi wychowującymi dzieci, ich postępowanie jest naprawdę irytujące. Ponad 400 stron rozwodzenia się na tym, jak jeden z synków się zmienia, a drugi uwielbia mamusię oraz nad tym jak Cathy nienawidzi matki i Chris musi być jej zdrowym rozsądkiem. W wielu opiniach A jeśli ciernie wypadają lepiej od swojego poprzednika, u mnie zdecydowanie gorzej. Zaciekawiło mnie w niej jedynie to jak rodzeństwo wytłumaczy się z dzieciom z tego, co one podsłuchały i powiedziała im owa staruszka z domu obok. Poza tym praktycznie nic... Książka do przeczytania i odłożenia na półce. A szkoda, bo Kwiaty na poddaszu zapadły mi dość mocno w pamięć, Płatki na wietrze trochę mniej, ale jednak po kontynuacji spodziewałam się czegoś lepszego... A taka przeciętność się trafiła... Momentami miałam wrażenie, że książka była pisana jakby na siłę, żeby była kolejna część, którą można zaliczyć do bestsellerowej sagi... Generalnie zawiodłam się i nie wiem czy będę sięgać po kolejne tomy, skoro mają taką tendencję spadkową. Czytałam gorsze książki w swoim życiu, ale ta w żadnym wypadku nie zachwyca. Przynajmniej napisana w dość sprawny sposób, że czytało się dość szybko.

Zapraszam na CANDY;)

wtorek, 21 maja 2013

Płatki na wietrze

Tytuł: Płatki na wietrze
Autor: Virginia C. Andrews
Seria: Rodzina Dollangangerów
Tom: drugi
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 446
Ocena: 3.5/6


Jak to się stało, że ten obcy człowiek darował nam serce i miłość, gdy najbliżsi chcieli nas unicestwić?






Płatki na wietrze są kontynuacją przygód bohaterów, których poznaliśmy w pierwszej części serii o rodzinie Dollangangerów pt. Kwiaty na poddaszu. I jest to kolejna część, o której wciąż jest wszędzie głośno i jest jednym z ostatnich bestsellerów ostatnich miesięcy.

Pod koniec Kwiatów na poddaszu rodzeństwo Dollangangerów uciekło z domu swoich dziadków, w którym byli więzieni. W Płatkach na wietrze akcja zaczyna się w momencie kiedy dzieci wsiadły do autobusu i zmierzają do zupełnie innej, odległej miejscowości. Jednak ku ich zaskoczeniu Carry, najmłodsza z rodzeństwa, jedyna która przeżyła z pary bliźniaków, mdleje, a dzieci spotykają służącą pewnego lekarza, który staje się dla nich wybawieniem. Paula Sheffielda, bo tak nazywa się ów doktor, daje dzieciom dom i miłość, tak aby miały one prawdziwy dom oraz możliwość zdobycia porządnego wykształcenia oraz stabilny fundament dla ich przyszłości. A jak dalej potoczą się ich losy? Co stanie się z Cathy, Chrisem i  Carry? Jakie relacje utworzą się pomiędzy z nimi? Co z miłością Cathy i Chrisa?
Jeśli ludzi łączy szczere uczucie, to nic nie jest w stanie ich rozdzielić...
Kwiaty na poddaszu wzbudziły do mnie najróżniejsze emocje i bardzo mi się spodobała, więc i do Płatków na wietrze podeszłam z dość sporym entuzjazmem, który jednak rozprysł się bardzo szybko. Najbardziej irytowało mnie zachowanie Cathy, która nawet po trupach postanowiła dojść do swoich marzeń, jednocześnie bawiąc się wszystkimi możliwymi facetami łącznie ze swoim bratem oraz opiekunem – dr. Paulem. Dziewczyna w swoim zachowaniu bardzo przypominała swoją matkę, której tak mocno i zawzięcie nienawidziła. Płatki na wietrze wzbudziły więcej mojego rozczarowania aniżeli zachwytów. Skoro książka ma opowiadać o losach trójki rodzeństwa to czemu skupia się ona głównie na łóżkowo-miłosno-baletowych poczynaniach Cathy. Język wydawał mi się banalny, prosty, aż za bardzo nawet. No i czytanie tej części nie sprawiało takiej przyjemności jak poprzednia część, brakowało mi w niej jakiejś lekkości w stylu pisania, takiej łatwości w pisaniu kontynuacji. Na półce czeka na mnie jeszcze A jeśli ciernie, za którą zabiorę się chyba niebawem. Jak pierwszą część spokojnie można polecić, tę już niekoniecznie. Ma swoje dobre momenty, ale jednak pozostał pewien niesmak. No cóż. Czyż to jest to norma, że kontynuacja jest słabsza od poprzednika?

niedziela, 12 maja 2013

Kwiaty na poddaszu

Tytuł: Kwiaty na poddaszu
Autor: Virginia C. Andrews
Seria: Rodzina Dollangangerów
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 382
Ocena: 5/6

Coraz częściej myślę o nas jako o kwiatach na poddaszu. [..] Narodzeni w jasnych barwach, ciemniejących z każdym dniem długiego, ponurego, męczącego, koszmarnego czasu który spędziliśmy jako więźniowie nadziei i ofiary zachłanności.




Kwiaty na poddaszu to książka wydana niedawno przez Świat Książki, jako wznowienie książki wydanej w Polsce po raz pierwszy w 1993 r., dopiero 14 lat po pierwszym wydaniu oryginału. Od kiedy tylko zobaczyłam recenzję tej pozycji na blogach, od razu czułam, że jest to książka dla mnie… A mój Książe z bajki doskonale o tym wiedział i dlatego sprawił mi ją na urodziny, i to w dodatku w pakiecie.
Może zakochani wcale nie powinni patrzeć na ziemię? Ziemia oznacza rzeczywistość, a rzeczywistość frustracje, nieprzewidziane choroby, śmierć, morderstwa i wszelkie inne tragedie. Kochankowie powinni patrzeć w niebo, bo tylko tam ich piękne złudzenia nie mogą być podeptane.
Już na początki Kwiatów na poddaszu poznajemy szczęśliwą rodzinę Dollangangerów, jednak, któregoś dnia spada na nią tragedia  - w dniu swoich urodzin w wypadku samochodowym ginie ojciec. Matka zostaje sama z czwórką dzieci i hipoteką… Nie pozostaje jej nic innego jak wrócić do domu rodzinnego i prosić o przebłaganie ojca, który ją lata temu wydziedziczył. Kiedy ona próbuje wejść w łaski swojego rodziciela, jej dzieci są zamknięte na strychu i nie mogą go opuszczać… Podczas gdy starsze rodzeństwo zajmuje się młodszym, odkrywają złowrogie tajemnice swojej rodziny, dowiadują się, że ich ojciec był jednocześnie wujkiem ich matki, a także wiele więcej… A sama matka, odwiedza swoje dzieci coraz rzadziej, a jak już przychodzi mąci im oczy pięknymi, wyimaginowanymi opowieściami. Jednak dzieci wiedzą swoje i w końcu do długim czasie spędzonym na strychu i traumatycznych przeżyciach postanawiają wziąć swój los w swoje własne ręce. Co z nimi się stanie? Co jeszcze im się przydarzyło?

Kadr z filmu
Kwiaty na poddaszu od samego początku mnie urzekły sposobem, jakim są napisane. Autorka sprawnie operuje językiem, tworząc świat, od którego czytelnik nie ma ochoty się oderwać. Jest to forma pisana w sposób przystępny, choć nie jest jednocześnie banalny. Czytając tę pozycję, tak mniej więcej do połowy, miałam czasami wrażenie, jakbym już gdzieś z czymś takim się spotkała. Później jednak owo wrażenie zniknęło, tworząc miejsce dla wzruszenia, które zrodziło się już pod koniec. Nie wiem jak dla innych czytelników, dla mnie jest to książka niesamowicie smutna. Może nie wywołuje lawiny łez, ale pojawia się gdzieś tam rozżalanie, a także skłania do myślenia, żeby w naszym życiu pieniądze nie wygrały nad rodziną, miłością i innymi wartościami. Jedynym minusem jest to, że sama akcja się dość wolno rozkręcała, było sporo takich przestojów. Warto także zaznaczyć, że na podstawie książki w 1987 r. powstał film o tym samym tytule. Generalnie książka godna polecenia i przeczytania!

czwartek, 24 listopada 2011

Dom z papieru

Tytuł: Dom z papieru
Autor: Carlos Maria Dominguez
Wydawnictwo: Świat książki
Ilość stron: 112
Ocena: 5,5/6

Bluma Lennon zaczytana w tomiku poezji ginie pod kołami samochodu. Jej kolega dochodzi do wniosku, że książki są niebezpieczne, po czym przychodzi do niego przesyłka nadana z Urugwaju przez zmarła, a w niej znalazła się książka ulepiona cementem książka. Dzięki niej ów kolega wyrusza w podróż, której celem ma być znalezienie prawdziwego nadawcy. A poznaje zdumiewającą historię...

Pierwsza książka z serii kilku książek do pracy maturalnej (motyw książki w literaturze). Jest cieniutka, ale warta przeczytania. Zaskakująca. Pokazuje molom książkowym co książki mogą zrobić z ludzkim życiem:)
Taka lekka książka na jeden wieczór, ale na pewno zostanie w pamięci. Polecam!


Cytaty z książki

Ja się pieprzę z każdą książką, a jeżeli nie zostawiam na niej śladu, to znaczy, że nie mam orgazmu. (cytat,który rozśmieszył mnie do łez)
 Biblioteka jest bramą w czasie.
 Założyć bibliotekę to jak stworzyć życie.
Nic go nie ogranicza. Jest na łasce swoich pragnień. A czego chcą pragnienia? Jeśli pozwoli Pan na taką uwagę ... chcą odkryć własną granicę.”

niedziela, 16 października 2011

Kiedyś byłam księżną

Tytuł: Kiedyś byłam księżną
Autor: Jacqueline Pascarl-Gillespie
Wydawnictwo: Świat książki
Ilość stron: 384
Ocena: 6/6

Autobiograficzna powieść Australijki, która wyszła za mąż za malezyjskiego księcia, myśląc, że spełni tym swoje marzenia o szczęśliwym życiu. Jednak życie u boku księcia staje się udręką o jakiej nawet nie miała pojęcia. Nie myślała, że będzie musiała się bać własnego męża i chronić przed nim dzieci. Choć i tak on dopiął swego. Jak? Przeczytaj.

Poruszająca do głębi opowieść, którą czyta się z zapartym tchem zapominając, że ta historia zdarzyła się naprawdę. Książka nie jest lekturą łatwą, choć naprawdę godną przeczytania. Ma kontynuację pt. "Ponieważ byłam księżną", którą chciałabym gdzieś dorwać.

Cytat z książki
Życie stwarza nam różne możliwości, jest pełne straconych szans i nadarzających się okazji.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Okaleczona

Tytuł: Okaleczona
Autor: Khady
Wydawnictwo: Świat książki
Ilość stron: 192
Ocena:5/6

Powieść autobiograficzna autorki,która urodziła się w Senegalu. Opowiada w niej o swojej ogromnej rodzinie i przede wszystkim o brutalnym zwyczaju obrzezania, który sam przeszła. Ale gdy Khady dorasta wychodzi za mąż za swojego dalekiego kuzyna. Wyjeżdżają do Europy i zaczyna walczyć, a jest to walka o swoje prawo do szczęścia.
W książce widzimy jakie skutki w psychice ma ten brutalny zwyczaj...

Ta książka to moje pierwsze w naszej małej szkolnej bibliotece. A naprawdę fajne książki mają... A powieść oddaje brutalną prawdę.Dla Europejczyka, aż nazbyt brutalną chyba. Jest to inny świat, dla nas tak odległy, aż niemożliwy do wyobrażenia. A jednak zupełnie prawdziwy...

sobota, 4 czerwca 2011

Kobieta w Berlinie

Tytuł: Kobieta w BelinieAutor: Anonyma
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 200
Ocena: 6/6


Trzydziestoletnia Niemka pisze pamiętnik. Zaczyna się on w ostatnie urodziny Hitlera - 20 kwietnia 1945 i kończy się trzy miesiące później. Wstrząsające zapiski z wojny, które ukazują straszną sytuację kobiet, brutalne gwałty, ludzką solidarność i zrujnowany Berlin.


Książka ta nie jest lekturą łatwą, ale naprawdę godną przeczytania. I nie jest to książka dla wszystkich Żal serce ściska jak można było tak żyć, jak można było znosić takie upokorzenia. Naprawdę wstrząsnęła mną do głębi. Polecam gorąco!


Cytaty z książki:
Ponieważ nie mam nic, wszystko należy do mnie.
Człowiek się nie daje. Podnosi się wciąż na nowo, coraz wyżej, i stoi mocniej na ziemi.
Słaba płeć. Coś w rodzaju kolektywnego zawodu rodzi się w kobietach. Nazistowski świat, opanowany przez mężczyzn, gloryfikujący silnego mężczyzn, chwieje się - a wraz z nim mit mężczyzny. W dawnych wojnach mężczyźni mogli się chełpić, że tylko oni maja przywilej śmierci i bycia zabijanym z ojczyznę. Dziś kobiety też mają w tym swój udział. To nas przeraża, sprawia, że stajemy się świadome własnej wartości.