Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pod hasłem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pod hasłem. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 kwietnia 2020

"Miłość ci nic nie wybaczy" Alek Rogoziński

Tytuł: Miłość ci nic nie wybaczy
Autor: Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Edipresse
Czyta: Maciej Radel
Długość: 6 godz. 59 min
Ocena: 2/6


Usłyszała też przeciągły okrzyk, zawierający jedno słowo, przez większość ludzi używane w celu wulgarnego określenia przedstawicielek najstarszego zawodu świata, a przez hip - hopowców jako przecinek w tekstach piosenek.




Bardzo lubię pióro Alka Rogozińskiego, dlatego z chęcią sięgam co rusz po jego kolejne książki. Kiedy całkiem niedawno została wydana jego kolejna pozycja pt. Miłość ci nic nie wybaczy z chęcią się za nią zabrałam i jak to zazwyczaj bywa w formie audiobooka, tym razem w interpretacji Macieja Radela.
Najlepszym lekarstwem na złamane serce jest... morderstwo? Karolina, młoda mężatka, żyje w przekonaniu, że jej ukochany jest chodzącym ideałem. Niestety, pewnego dnia okazuje się, że to tylko iluzja. Karolina łapie go na zdradzie, a rychło okazuje się, że jej partner jest nie tylko zdrajcą, ale i... potencjalnym mordercą. A przynajmniej tak podejrzewa policja. Kiedy nad głową jej męża zbierają się czarne chmury, niewierząca w jego winę Karolina, z pomocą swojego szalonego brata, dwóch zwariowanych przyjaciółek i zaprzyjaźnionej autorki kryminałów Róży Krull próbuje zdobyć dowody jego niewinności. Nie będzie to jednak proste zadanie… 
                                                                opis wydawcy
Miłość ci nic nie wybaczy jest już trzynastą powieścią Alka Rogozińskiego, który debiutował w 2015 roku i zdążył już być okrzyknięty Księciem Komedii Kryminalnej. Jest to również kolejna pozycja, w której występuje Róża Krull – tym razem w roli zdecydowanie drugo planowej jako przyjaciółka głównej bohaterki. A sama książka – jak zwykle to bywa w wykonaniu autora – bardzo lekka i przyjemna w odbiorze ze sporą dawką humoru. Pozycja nie jest obszerna, a dowcip autora i kojący głos Macieja Radela sprawił, że czas spędzony z nią spędziłam naprawdę miło. Lekko, przyjemnie i nieskomplikowanie, ale jednak w moim odczuciu fabuła jest niedopracowana, a i trochę intrygi zabrakło. Ja wiem, że jest to czytadło i komedia kryminalna, ale jednak w moim odczuciu mogłoby być lepiej. Bohaterowie, oprócz Róży, która jest już wykreowana,  są również nie do końca doszlifowani… Czyżby Alek się trochę wypalił? W końcu trzynaście książek w ciągu pięciu lat to niemało…

Miłość ci nic nie wybaczy jest w moim odczuciu chyba najsłabszą jak dotychczas książką autora. Niby nadal lekko i przyjemnie, a i humor się pojawi, jednak fabularnie – nie powala i nie zachwyca, niczym się nie wyróżnia, nie zapada w pamięć. Osobiście mam w planach nadrobić książki, których jeszcze nie przeczytałam, ale jednak nie zmienia to faktu tą się rozczarowałam. A szkoda…

Książka bierze udział w wyzwaniu Pod hasłem

czwartek, 9 lutego 2017

"Haiti" Marcin Wroński

Tytuł: Haiti

Autor: Marcin Wroński
Cykl: Komisarz Maciejewski
Tom: szósty
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 336
Ocena: 4.5/6



Skoro pisał wiersze, musiał być psychicznie rozchwiany.






Pierwsze potkanie z Marcinem Wrońskim mam już za sobą, choć mnie nie zachwyciło, to jednak postanowiłam się z nim spotkać podczas Warszawskich Targów Książki oraz zapoznać się z innymi pozycjami autora. Okazja przydarzyła się, kiedy stanęłam przed książkami, które mam na stancji i po chwili zastanowienia się nad lekką śródsesyjną lekturę. Wtedy właśnie wybór padł na książkę autorstwa Marcina Wrońskiego zatytułowaną Haiti.

Akcja powieści toczy się w dwu planach: w 1938 roku i trzynaście lat później, w ponurych czasach stalinowskich. W lipcową przedwojenną niedzielę Zyga Maciejewski zostaje poinformowany przez swego podwładnego, że podczas II Krajowej Wystawy Koni Remontowych w stajennym boksie znaleziono ciało mężczyzny. Twarz ofiary jest zmasakrowana, jak gdyby denat został kopnięty przez konia. A klacz o imieniu Haiti istotnie ma ślady krwi na podkowie. Wokół tego zdarzenia wybucha zamieszanie, sprawą zainteresowanych jest mnóstwo wysoko postawionych osób, w tym książę Światopełk-Czetwertyński, właściciel konia. Czy ma rację stary lubelski doliniarz, doradzający komisarzowi, że śmierć NN to skutek wyrafinowanej zemsty? Po wielu latach, wiosną 1951 r., Maciejewski nie jest już policjantem. Niechlujny i zapuszczony pracuje jako dozorca i zajmuje się starą klaczą Haiti, która zostanie posłana do rzeźni. Przedwojenna przeszłość niespodziewanie powraca, odzywa się bliskim echem.
                                                                  opis z okładki

Haiti jest szóstą częścią o komisarzu Maciejewskim zwanym Zygą. Mam już za sobą pierwszą część zatytułowaną Morderstwo pod cenzurą, która mnie zupełnie nie zachwyciła. Postanowiłam jednak dać Marcinowi Wrońskiemu drugą szansą. No i muszę przyznać, że sam pomysł na książkę jest naprawdę ciekawy i nieszablonowy, mógłby być bardziej dopracowany, ale jednak spodobał mi się. Język i styl pisarski... No cóż... Nie wygórowany, niezbyt skomplikowany. W Morderstwie pod cenzurą mnie raził i irytował, ale w Haiti już jakoś mi pasuje i odpowiada. Ba! Nawet polubiłam (byłego już) komisarza Maciejewskiego. Już nie wydaje mi się być taki... prostacki. Haiti mi się spodobała, naprawdę. Jej lektura sprawiła, że się świetnie odstresowałam i spędziłam z nią miło czas. Intryga na odpowiednim poziomie, choć uważam, że mogłaby być trochę większa. Myślę, że wpływ na to miało spotkanie z Marcinem Wrońskim na Warszawskich Targach Książki oraz moja wycieczka do Lublina, o której pisałam tutaj.
Jestem wrak, kurwa zużyta, proszę pana. Poprzestaję na małym jak cholerny grecki filozof. (…) Jestem nikim, nie zauważył pan?


Czy polecam Haiti? Oczywiście. Kryminał z ciekawą fabułą, z którą można spędzić naprawdę przyjemnie czas, a i może zaskoczyć. Jak dla mnie pozycja mogłaby być bardziej dopracowana pod względem fabuły (jest ok, ale mogłaby być lepsza) oraz utrzymywania napięcia przez autora. U mnie na półce czekają jeszcze inne książki Marcina Wrońskiego i zapewne niebawem po nie sięgnę. 

Książka bierze udział w wyzwaniu Pod hasłem. 

piątek, 23 września 2016

"Królowie Dary" Ken Liu

Tytuł: Królowie Dary
Autor: Ken Liu
Cykl: Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ilość stron: 592
Ocena: 2/6


Właściwej ścieżki nie wskazują nam bogowie czy dawni uczeni, musimy ją musimy sami przez eksperymentowanie. Brak ci pewności i dzięki temu zawsze będziesz poszukiwał pytań, zamiast uważać, że posiadasz wszystkie odpowiedzi.




Ken Liu to amerykański pisarz chińskiego pochodzenia. Jest jednocześnie prawnikiem, programistą, a także tłumaczem chińskich utworów na język angielski. Królowie Dary to pierwszy tom z zaplanowanej serii o nazwie Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu. 
Oto misterna, wielowątkowa i wielopoziomowa opowieść przepełniona duchem Orientu, którą pokochał cały fantastyczny świat. Porywająca historia o walce z tyranią, mechanizmach politycznych, braterstwie i rywalizacji zdolnej obrócić wniwecz wszystko, co cenne.
Cwany i czarujący hulaka Kuni Garu oraz stanowczy i nieustraszony Mata Zyndu zdają się zupełnymi przeciwieństwami. Mimo to, gdy niezależnie od siebie występują przeciwko cesarzowi, szybko zawiązuje się między nimi przyjaźń. Łączy ich upór w dążeniu do celu i walka ze wspólnym wrogiem. Po obaleniu władzy ich drogi rozchodzą się w dramatycznych okolicznościach. Dzielą ich wizje co do kierunku, w którym powinien zmierzać świat, oraz… pojęcie sprawiedliwości.
                                                                 fragment opisu z okładki

Zabierając się za książkę pt. Królowie Dary nie wiedziałam do końca czego się po niej spodziewać. Podobno fantasy na najwyższym poziomie. Podobno zadowoli każdego. A jak było ze mną? Już pędzę z moją opinią. Ken Liu na podstawie Chin wykreował świat wysp Dary, dość interesujący, orientalny, taki, w którym nic nie jest oczywiste. To swoiste połączenie fantastyki i historii Chin. No i do tego wątki polityczne, religijne, a także  walka, układy i zawiłe wątki militarne. Muszę przyznać, że podczas lektury tej książki niejednokrotnie miałam ochotę rzucić ją w kąt, przestać ją czytać, zabrać się za coś ciekawszego... Królowie Dary to książka z bardzo ciekawą koncepcją na fabułę, jednak zupełnie mnie nie wyciągnęła. Nie wiem czego to sprawka. Może bohaterów, którzy mogliby być lepiej wykreowani? Może ich zbyt wielka ilość? Język jakim jest napisana ta pozycja jest dość przeciętny, zupełnie nie zachwycający... Elementów fantasy – niewiele. O wiele więcej polityki i walk. Tak więc szału nie ma...

Podsumowując już Królów Dary jest to książka, która zupełnie mnie nie zachwyciła. Dość przeciętna to dużo powiedziane. Momentami miałam skojarzenia z Grą o Tron, która mnie nie powaliła na kolana, a momentami z serią Zwiadowcy, do której mam o wiele więcej sentymentu. Szczerze wątpię w to, czy sięgnę po kolejny tom z tej serii...

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

"Tajemnica Black Rabbit Hall" Eve Chase

Tytuł: Tajemnica Black Rabbit Hall
Autor: Eve Chase
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 432
Ocena: 3/6


Amber, pamiętaj, że siła charakteru wykuwa się w trudnych,a nie beztroskich sytuacjach. Jeżeli jesteśmy gotowi stawić czoło obowiązkom i ciężkiej pracy, szczęście – o ile los nam nie będzie sprzyjał – może się pojawić.





Za Tajemnicę Black Rabbit Hall zabrałam się zaraz po tym, jak znalazła się w moim posiadaniu zaintrygowana obiecanymi sekretami rodzinnymi w opisie na okładce. Właśnie takie zagadki uwielbiam – rodzinne zawoalowania, fakty, o których nikt nie mówi i wychodzące z tego późniejsze różne komplikacje. No i przyszedł czas na zderzenie z rzeczywistością tej pozycji. 

Książka Tajemnica Black Rabbit Hall opowiada historię dwóch rodzin opowiedzianą z perspektywy dwóch kobiet. Wszystko zaczyna się, kiedy przyszła panna młoda imieniem Lorna chciałaby urządzić swoje wesele w urokliwej rezydencji nazywanej przez jej mieszkańców Black Rabbit Hall. Wraz ze swoim partnerem wybierają się tam, żeby zobaczyć owo miejsce na żywo oraz poznać jego gospodarzy. Wraz z czasem przyszli małżonkowie dowiadują się podejrzanych informacji o owej posiadłości, poznają jej historię oraz dzieje tej rodziny. Jakie tajemnice kryją gospodarze tej posiadłości? Jakie sekrety ma rodzina Lorny? Co łączy je z rodziną, która ma w posiadaniu rezydencji Black Rabbit Hall? Co tam wydarzyło się przed laty?

Tajemnica Black Rabbit Hall jest niezbyt opasłą książką, która jest reklamowana jako idealna dla miłośniczek twórczości V.C. Andrews. Książka pt. Kwiatki na wietrze bardzo mi się spodobała, więc tym bardziej mnie intrygował ten chwyt marketingowy i chciałam sprawdzić ile w nim prawdy. Zaczęłam czytać tę pozycję i praktycznie od początku domyślałam się jej zakończenia, które summa summarum się potwierdziły. Sama książka jest napisana niezbyt wyszukanym językiem, taki nieskomplikowany, równie przystępny i zrozumiały jak w książkach z kategorii literatury kobiecej. Tajemnica, która jawi się w tej pozycji początkowo wydaje się być intrygująca, jednak krótko po rozpoczęciu historii można ją rozwiązać, więc co to za sekret? Bohaterowie, wykreowani przez autorkę są dość bezbarwni i mdli... Żadna z postaci nie wzbudziła ani mojej sympatii ani nienawiści, żadna się jakoś nie wyróżniała, żadna z nich jakoś nieszczególnie zapadł mi w pamięć. Co do samej historii odniosłam wrażenie, że jest to przysłowiowy odgrzewany kotlet, że to już gdzieś było... Sam pomysł i wykonanie – nie zachwyca i nie powala na kolana.. No cóż, bywa... Choć muszę przyznać – okładka zachwyca!

Podsumowując już Tajemnicę Black Rabbit Hall to książka, którą czytało mi się dość miło, aczkolwiek nie należy ona do zbyt wygórowanych i wymagających książek. Cóż to z tajemnica, której rozwiązania można domyślić się od początku? Pomysł może i ciekawy, aczkolwiek odniosłam wrażenie, że gdzieś to już było... No i wykonanie nie jest jakieś szczególnie zachwycające... Czy polecam? Jako niezbyt wymagające, babskie czytało – to i owszem. Jednak książka ta nie należy do lektur wyjątkowych, ambitnych czy refleksyjnych... Generalnie taka przeciętna książka...

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat książki


środa, 30 marca 2016

"Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej" Janina Lesiak

Tytuł: Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej
Autor: Janina Lesiak
Wydawnictwo: Wydawnictwo MG
Ilość stron: 124
Ocena: 5.5/6



Nauczyli mnie, że córka cesarza i żona króla, nawet w najgorszym cierpieniu, nie może być jak zwykła wieśniaczka lub mieszczka. Że musi dawać przykład opanowania i dostojeństwa.





Z natury raczej jestem umysłem ścisłym. Zawsze wolałam cyferki i rozwiązywanie matematycznych problemów aniżeli zapamiętywanie mnóstwa historycznych dat, choć przyznam szczerze, że orłem z matematyki nigdy nie byłam... Jednak zawsze wolałam najbardziej skomplikowane zadania matematycznie z całkami na czele, aniżeli analizowanie historycznych wydarzeń. Pomimo tego nie jestem zupełnie obojętna różne wydarzenia z dziejów historii i z chęcią sięgnęłam po pozycję pt. Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej...
Z mocną, dolną szczęką, cienkimi włosami w odcieniu miedzi, blada, sztywna, zimna i skryta jak wszystkie Habsburżanki nie pasowała do dobrodusznego, pogodnego Władysława, który miał gorący temperament, kochał wesołe, łatwe i piękne kobiety, biegłe w miłosnej materii.
Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej to opowieść o Cecylii Renacie Habsburżance – żonie Władysława IV... Poza językiem niemieckim znała także język włoski oraz łaciński. Była kobietą niezbyt ładną, ale wyjątkowo ceniącą piękno pod każdą postacią... Kobieta, żona, artystka, miłośniczka pięknych sukien... Jednak pod koniec życia wcale nie miała łatwo... Dlaczego? Jak wyglądało jej życie na królewskim dworze? Dlaczego dopada ją smutek? Jak się czuje u boku Władysława IV?

Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej jest nieco fantastyczny obraz Cecylii Habsburżanki, a jednocześnie debiut literacki autorki – Janiny Lesiak. Książka należy raczej do tych krótszych, liczy w końcu zaledwie 124 strony. Z racji tego, że jest ona zbeletryzowana, więc czyta się ją dość przyjemnie i szybko. Pełna opisów pięknych sukien, przemyśleń władczyni... Różne informacje są przekazane w dość sympatyczny i łatwy odbiorze sposób, a podział historii na 3 rozdziały – każdy z nich opisuje jeden z ostatnich dni królowej. Wspomnienie o Cecylii... jest jedną ze smutniejszych książek jakie miałam okazję przeczytać – pokazuje brutalną rzeczywistość kobiet na dworach, ich rolę, ich pozycję...

Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej jest książką dość dobrą, zwłaszcza jak na debiut. A co ciekawe autorka planuje całą serię o kobietach podobnych Cecylii – zapomnianych i niedocenionych. Książkę polecam szczególnie miłośnikom powieści historycznych czy historii w ogóle. 

Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu MG

http://www.wydawnictwomg.pl/
 

wtorek, 29 marca 2016

"Officium Secretum. Pies Pański" Marcin Wroński

Tytuł: Officium Secretum. 
Pies Pański
Autor: Marcin Wroński
Wydawnictwo: WAB
Czyta: Krzysztof Radkowski
Długość: 10 godz. 37 min.
Ocena: 2/6

Dominikanin spojrzał na policjanta. Pytanie nie zabrzmiało nawet jak żądanie służbisty, raczej jak prośba. Najwyraźniej miał papiery do wypełnienia i w nich wszystko musiało się zgadzać.



Z twórczością Marcina Wrońskiego spotkałam się po praz pierwszy przy lekturze Morderstwa podcenzurą, która wypadła w moim odczuciu wypadła dość średnio, jednak postanowiłam się nie zrażać i zapoznać się z innymi jego książkami. Tak właśnie wpadła w moje ręce książka Officium Secretum. Pies Pański, z którą zapoznałam się w formie audiobooka.

Dominikanin, ojciec doktor Marek Gliński wraca do Lublina po dwudziestu latach nieobecności. Oficjalnie - jako wykładowca Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, nieoficjalnie - jako wysłannik tajnego watykańskiego Officium. Władze kościelne dobrze przygotowały jego powrót, jednak Gliński zdziwi się, jak wiele osób wciąż pamięta go jako „Kleryka", agenta SB. Żeby wykonać powierzone przez zwierzchników zadanie, Gliński musi pokonać opór kazimierskich franciszkanów, którzy pilnie strzegą tajemnic swojego klasztoru, a przede wszystkim stawić czoło własnej przeszłości i dręczącym go wyrzutom sumienia. Kolejnych problemów przysporzy zagadkowa śmierć jednego z franciszkanów oraz pewna studentka KUL-u, gotowa wykorzystać sprawę prześladowania swojego ojca w latach 80., żeby zrobić karierę w lokalnych strukturach partii. Co gorsza, lubelski dziennikarz i policjant z Puław nie spoczną, póki nie poznają całej prawdy o Glińskim...

Officium Secretum. Pies Pański jest pozycją, po którą sięgnęłam nie mając względem niej żadnych oczekiwań, nie wiedziałam do końca czego po niej się spodziewać. Kiedy zaczęłam słuchać tej audio książki od początku urzekł mnie głos lektora – spokojny, odpowiednio niski... Jednak początkowo trudno było mi się wbić w tę pozycję, jakoś nie potrafiłam zaangażować – w zasadzie tak było tak do końca książki. Po prostu mnie nie wciągnęła... Intrygi nie było wystarczająco dużo, praktycznie nie było jej wcale... Nudziła mnie, nie potrafiłam wejść w ten świat... Język – przeciętny, taki zwyczajny. Nie, nie jest tragiczny. Książka jest określana polskim Imieniem Róży, leczy tej książki włoskiego autora i Umberto Eco nie czytałam, więc nie mam porównania. Bohaterowie są niewyróżniający się, mało charakterystyczni, czasami wręcz mdli... Pomysł także średni jak dla mnie... No cóż... Bywa i tak.

Podsumowując Officium Secretum. Pies Pański jest to książka raczej marna, a porywach do przeciętnej. Czy ją polecam? Zdecydowanie nie... Jest to już drugie spotkanie z twórczością Wrońskiego, drugie niezbyt udane... Jednak czekają na mnie jeszcze inne książki autora, więc dam mu jeszcze szanse. Ta zdecydowanie mnie nie zachwyciła, a wręcz przeciwnie... Aż dziwię się, że dostała Nagrodę Wielkiego Kalibru, ale to tylko moje subiektywne odczucia...

Książka bierze udział w wyzwaniu Pod hasłem oraz Polacy nie gęsi IV.

poniedziałek, 28 marca 2016

"Lód w żyłach" Yrsa Sigurdardóttir


 


Tytuł: Lód w żyłach
Autor: Yrsa Sigurdardóttir
Cykl: Thora
Tom: czwarty
Wydawnictwo: Muza
Ocena: 2/6







Pierwszą książkę Yrsy Sigurdardóttir przeczytałam już jakiś czas temu, a była po pozycja zatytułowana Weź moją duszę. Choć do teraz było to jedyne dzieło z jej twórczości, to jednak spodobało mi się na tyle, że z wielką chęcią sięgnęłam po kolejne. Tym razem wybór padł na Lód w żyłach.

Grupa Thory przybywa na wschodnie wybrzeże Grenlandii, gdzie zostaje odcięta od świata. Ktoś uszkodził czasze anten satelitarnych, nie działają telefony komórkowe, w kampusie brak natrysków i jedzenia. Okolica uważana jest przez autochtonów za przeklętą i cały czas wydaje się, że ktoś obserwuje członków ekipy. Pierwsza noc jest niczym koszmar, a rankiem bohaterowie odnajdują zwłoki z ogromna dziurą między żebrami. Dziwnym znaleziskiem jest także figurka Tupilaka oraz ludzkie kości, poupychane w szufladach niektórych pracowników. Mieszkańcy pobliskiej osady nie zapuszczają się w te rejony, nie chcą rozmawiać z przyjezdnymi. Swoje śledztwo Thora zaczyna od przeczytania książki o miejscowych wierzeniach i historii wschodniej Grenlandii.

Lód w żyłach to czwarty tom z Thorą w roli głównej. Jest ona prawniczką, która na co dzień zajmuje się rozwody, bankructwa i sprawy spadkowe... Jest postacią dość ciekawą, choć mogłaby być ciut bardziej dopracowana – taka po prostu średnia postać. Pomysł na fabułę wydaje mi się ciekawy, jednak czegoś mi tam brakowało... Akcja momentami strasznie się wlokła, a zwrotów czy intrygi także niezbyt wiele... Wszystko mogłoby być zdecydowanie bardziej dopracowane, doszlifowane... Język, jakim jest napisany Lód w żyłach, jest dość przeciętny – nie wyróżnia się jakoś szczególnie ani pozytywnie ani negatywnie... Czasami tę książkę czytało mi się dość średnio, nie zaintrygowała mnie, ani nie wciągnęła jakoś szczególnie. Zdecydowanie nie powaliła na kolana ani nie zachwyciła... Czasami wręcz nudziła, czego nie lubię w książkach, a w szczególności w kryminałach...

Lód w żyłach to takie przeciętne czytadło... Jeżeli ktoś lubi mroźne klimaty małego, zamkniętego środowiska – może się spodobać... Jednak jeżeli szukasz dobrego kryminału, pełnego intrygi, zwrotów akcji, wbijającego w fotel – Lód w żyłach zdecydowanie taki nie jest. Po prostu przeciętna, a nawet słaba... Z chęcią sięgnę jeszcze po książki Yrsy Sigurdardóttir, żeby mieć szersze pojęcie na temat jej twórczości i przekonać się czy następne mi się spodobają czy niekoniecznie.

sobota, 26 marca 2016

"Arena szczurów" Marek Krajewski

Tytuł: Arena szczurów
Autor: Marek Krajewski
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 320
Ocena: 5.5/6




Rozczarowanie jest cieniem życia - pomyślał - i rzecz w tym, by ten cień polubić.






Twórczością Marka Krajewskiego oczarowałam się już kilka lat temu... Od tamtego czasu w miarę regularnie śledzę losy jego bohaterów Edwarda Popielskiego, którego losy kończą się w książce Arena szczurów, w którą zainwestowałam krótko po premierze.

Jest rok 1948... Jest już po wojnie, a Edward Popielski przebywa w Darłowie pod przybranymi danymi... Nazywa się teraz Antoni Hrabecki... W nadmorskiej miejscowości dochodzi do serii dziwnych gwałtów, w trakcie których oprawca gryzie swoje ofiary, co prowadzi do ich śmierci... Edward Popielski vel Antoni Hrabecki vel Łysy prowadzi swoje własne śledztwo, które jest wciąż utrudniane przez działaczy NKWD oraz UB. Czy dojdzie do tego, kto jest tajemniczym gwałcicielem – mordercą? Czym jest tytułowa Arena szczurów? Jak skończy się przygoda Edwarda Popielskiego?

Arena szczurów to książka bardzo charakterystyczna dla Marka Krajewskiego, głównie za sprawą świetnie wykreowanych postaci, sporej ilości mrocznych zakamarków, dużej ilości intrygi oraz języka na bardzo wysokim poziomie. Jednocześnie książka rożni się od pozostałych z bibliografii autora – chociażby z racji umieszczenia akcji w zupełnie innym miejscu niż Breslau czy Lwów, a konkretnie w Darłowie... Taka miła odmiana. Pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy i naprawdę świetnie zrealizowany – jak na Marka Krajewskiego przystało. W swoich książkach zawsze w bardzo dobry sposób prowadzi akcję, buduje odpowiednią intrygę... Nie mogło być inaczej w Arenie szczurów. Tutaj poza zagadką jest ważne domknięcie sprawy spraw Edwarda Popielskiego, który przechadza się po Darłowie... Osobiście nie wyczuwałam tutaj takiego klimatu okołowojennego, nadmorskiego miasta jak w książkach z akcją w Breslau czy Lwowie. Zawłaszcza w Breslau. Może to kwestia tego, że jakby nie było 1/3 swojego życia mieszkam w tym mieście, a może także większa znajomość stolicy Dolnego Śląska przez autora....

Arena szczurów to książka, którą mogę polecić z ręką na sercu, aczkolwiek mam świadomość, że nie każdemu może ona przypaść do gustu... Jednak moim zdaniem w tej książce Marek Krajewski zaprezentował się z pełnej krasie, choć z zupełnie innej, dużo mroczniejszej strony. No i będę tęsknić za komisarzem Popielskim...

Książka bierze udział w wyzwaniu Pod hasłem oraz Polacy nie gęsi IV.

piątek, 25 marca 2016

"Puszczyk" Jan Grzegorczyk

Tytuł: Puszczyk
Autor: Jan Grzegorczyk
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 432
Ocena: 2.5/6



Jedną z największych iluzji człowieka jest to, że spotka kogoś, kto mu będzie wierny, kto go nie zawiedzie. Zdrada jest nieodłącznym elementem życia.

 



Twórczość Jana Grzegorczyka poznałam dzięki Przypadkom księdza Grosera, które poznałam w formie audiobooków. Wzbudziły one sporo moje sympatii, więc z chęcią sięgnęłam po kolejne książki tego autora. Dlatego właśnie czytałam Niebo dla akrobaty, a teraz w końcu sięgnęłam po Puszczyka zgarniając go z bibliotecznej półki.

W Puszczyku poznajemy Stanisława Madeja, który przyjeżdża do pewnej wioski, żeby odpocząć po wielu przeżyciach. Pewnego dnia umawia się z miejscowym proboszczem na wypożyczenie książki bardzo ważnej dla samego księdza. Okazuje się, że właśnie tego dnia ów kapłan umiera podejrzaną śmiercią. Co się z nim stało? Jaki ma z tym związek, którą miał pożyczyć Stanisław Madej? Co się stało proboszczowi? Jaki związek ma z tym obraz jaki dostał w spadku?
Świętość właściwie jest jak zbrodnia doskonała. Nie do wykrycia. Prawdziwy święty wedle ewangelicznej recepty to taki, który swe uczynki robił w ukryciu i nikt nigdy się o nich nie dowie. Najpiękniejsze dusze spadają zatem niezauważone, niezarejestrowane jak te miliardy liści. Ale gdzieś musi istnieć rejestr piękna i dobra. Chyba, że istotą Boga jest błogosławione marnotrawstwo, rozrzutność.
Puszczyk to książka, po którą sięgnęłam z wielką przyjemnością i dużą dozą nadziei oraz oczekiwań... Zaczęłam czytać ją właśnie w takim nastroju... Bohaterowie – równocześnie pierwszo- jak i drugoplanowi wzbudzają naprawdę dużo sympatii. Opis na okładce obiecuję piękną historię o zaczynaniu od nowa... Podczas czytania jednak mój zapał zaczął opadać... Puszczyk to połączenie kryminału oraz powieści obyczajowej, jednak nie jest to dobra książka ani jako kryminał ani jako powieść obyczajowa... Intryga – taka sobie. Powieść obyczajowa – też tak nie bardzo... Jeszcze gdyby była to owa piękna opowieść o rozpoczynaniu od nowa, byłoby naprawdę dobrze, jednak w tym miejscu się rozczarowałam. Ale co do plusów. Naprawdę sympatyczni bohaterowie, świetnie wykreowane sceny z polskiej wsi, przyjemny w odbiorze język...

Podsumowując Puszczyka jest to w moim odczuciu książka raczej przeciętna... Znając Przypadki księdza Grosera oczekiwałam czegoś zdecydowanie lepszego, jednak trochę się zawiodłam. Przeczytać można jako takie zwyczajne czytadło, aczkolwiek nie jest to książka wysokich lotów. Nie jest to książka, która rzuci na kolana... Pewnie kiedyś jeszcze sięgnę po pozycje Grzegorczyka, aczkolwiek mój zapał trochę opadł...

środa, 23 marca 2016

"Fatalne zauroczenie" Kay Schubach

Tytuł: Fatalne zauroczenie
Autor: Kay Schubach
Seria: Pisane przez życie
Wydawnictwo: Hachette
Ilość stron: 320
Ocena: 3/6



Poznałam tego człowieka zaledwie wczoraj. Wydawało mi się, że widzi, dokąd idę, czego pragnę, że weźmie mnie za rękę i poprowadzi prosta drogą do realizacji moich marzeń.




Zawsze z chęcią sięgałam po książki z serii Pisane przez życie. Nie należą one do mojego ulubionego gatunku, ale od czasu do czasu z niezmierną przyjemnością sięgam po pozycje z tego cyklu. Tym razem podczas ostatniej wizyty w bibliotece zgarnęłam z półki Fatalne zauroczenie.

Książka opowiada historię autorki, Kay Schubach, która miała praktycznie wszystko – mieszkanie, kochającego partnera, ciekawą pracę, a do szczęścia brakuje jej praktycznie tylko dziecka... Pewnego dnia w kawiarni poznaje mężczyznę – pewnego siebie, pociągającego, szastającego pieniędzmi... Traci dla niego głowę, rozstaje się partnerem, zostawia wszystko... Jednak okazuje się, że nowo poznany mężczyzna skrywa w sobie wielkie pokłady zaborczości oraz agresywności. Jak Kay sobie z tym poradzi? Co się stanie z tym związkiem?

Fatalne zauroczenie to książka, po którą sięgnęłam w bibliotece pod wpływem kompletnego impulsu. Kiedy zabrałam się za czytanie – pochłonęłam ją dość szybko... A skończyłam z mieszanymi uczuciami. Historia przykra, nie przeczę... Aczkolwiek momentami irytowała mnie wielka naiwność bohaterki i autorki jednocześnie. Podczas lektury wyraźnie apodyktyczne zachowania, mężczyzny, który ją uwiódł. Zachowania, które mi osobiście zdecydowanie dałyby do myślenia przed jakimkolwiek podążaniem za taką osobą... Sama historia.... Hmmm... Naprawdę bardzo naiwna. Język, jakim jest napisana ta książka, jest taki przeciętny, nie wyróżniający się w żadną stronę. Takie książki są potrzebne po to, żeby przestrzec kobiety przed niezbyt mądrymi decyzjami, przed naiwnością... Jednak mi jest ciężko mi jest ocenić tę pozycję – miotam się pomiędzy samą książką, która nie powaliła mnie na kolana, a szacunkiem dla autorki, że jednak (mimo swojej naiwności) uwolniła się z sideł apodyktycznego kochanka.

Podsumowując – książka po prostu przeciętna... Historia niezbyt wstrząsająca, a może irytować naiwnością. Czy polecam Fatalne zauroczenie? Wydaje mi się, że osobom, które lubią takie historie zdecydowanie się spodoba... Pozostałym niekoniecznie. Nie doda siły ani zbyt wiele nadziei... 

Książka bierze udział w wyzwaniu Pod hasłem

sobota, 19 marca 2016

"Stół króla Salomona" Luis Montero Manglano

Tytuł: Stół króla Salomona
Autor: Luis Montero Manglano
Cykl: Poszukiwacze
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 528
Ocena: 5/6


Tylko tajemnica trzyma nas przy życiu. Tylko tajemnica. Lepiej nie odkrywać wszystkich tajemnic. Bez nich nie istnieje poszukiwanie, a bez niego, życie byłoby przeraźliwie nudne.




Luis Montero Manglano jest wykładowcą historii i sztuki średniowiecznej w Ośrodku Studiów Romańskich w Madrycie, który zapragnął pisać już jako dziecko, a wszystko za sprawą książki Agaty Christie I nie było już nikogo. W końcu jego pragnienie się spełniło i napisał Stół króla Salomona – pozycję rozpoczynającą trylogię Poszukiwacze.

Głównym bohaterem Stołu króla Salomona jest Tirso Alfaro – młody doktorant na wydziale historii sztuki jest świadkiem kradzieży zabytkowego eksponatu, ale jednak nie udaje mu się odpowiednio zareagować... Krótko później odpowiada na ofertę pracy, a rekrutacja wydaje się naprawdę nietypowa. Okazuje się, że pracowników szuka tajemnicza organizacja o skrócie NKP. Kim oni są? Co oznacza ten skrót? Czy Tirso dostanie tę pracę? Jak mu pójdzie? Jakie spotkają go przygody?
Teraz wiem, że u kresu tego poszukiwania znalazłem jedynie tęsknotę. Niewykluczone, że tak właśnie powinno być: poszukiwanie nie kończy się odnalezieniem czegoś, gdyż poszukiwanie nigdy nie ma końca. Poszukiwacz nie musi niczego znajdować; liczy się samo poszukiwanie. To ono nadaje naszemu życiu sens.
Stół króla Salomona to książka, którą czytało mi się naprawdę szybko i przyjemnie... Momentami widziałam minimalne podobieństwa do filmowego Bibliotekarza – tajemnicza organizacja, dziwna rekrutacja, misje, o których nikt nie może wiedzieć, główny bohater to miłośnik i znawca historii sztuki... Jednak Stół króla Salomona ma w sobie więcej powagi i dużo bardziej mi się podoba klimat tej pozycji. Intryga utrzymana na odpowiednim poziomie, akcja toczy się równo, nie pędzi za bardzo... Główny bohater – Tirso – jest postacią wzbudzającą sympatię swoim wychodzeniem z opresji obronną ręką, a pozostałe osoby wykreowane przez autora są dość charakterystyczne i niesztampowe – raczej brak tych mdłych i mało wyrazistych. Sam pomysł na książkę jest bardzo ciekawy i (co ważne) naprawdę dobrze zrealizowany, przez co książkę czytało mi się naprawdę przyjemnie. Język jest niezbyt wygórowany, trochę powyżej przeciętnej, dość łatwy w odbiorze...

Stół króla Salomona to książka, z którą spędziłam bardzo mile czas... Zdecydowanie ją polecam i osobiście z wielką chęcią sięgnę po kolejne części z cyklu o Poszukiwaczach. Zdecydowanie książka jest bardzo wartą przeczytania! Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję
http://www.rebis.com.pl/
 

niedziela, 13 marca 2016

"Zanim znowu zabiję" Mariusz Czubaj




Tytuł: Zanim znowu zabiję
Autor: Mariusz Czubaj
Cykl: Polski psychopata
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 288
Ocena:







Twórczość Mariusza Czubaja już zdążyłam poznać, chociażby dzięki książce napisanej razem z Markiem Krajewskim pt. Aleja samobójców, a przede wszystkim dzięki książkom z Rudolfem Heinzem w roli głównej. Dlatego właśnie zabrałam się za pozycję pt. Zanim znowu zabiję, a jest to kolejna, która opowiada o komisarzu u niemieckobrzmiącym nazwisku.

Zanim znowu zabiję to tytuł książki, a jednocześnie tajemnicza wiadomość od mordercy, który upodobał sobie zabijać chłopców związanych z piłką nożną... Sprawę prowadzi Rudolf Heinz, z którym kontaktuje się jego ojciec – trener piłkarski, z którym policjant nie miał kontaktu od 40 lat. Wszystko dzieje się w 2010 roku, z katastrofą samolotu prezydenckiego nad Smoleńskiem, a akcja skacze pomiędzy Katowicami, Sosnowcem i odniesieniami do Warszawy. Jaki związek z tymi zabójstwami ojciec Rudolfa Heinza? Czy policjant znajdzie mordercę uzdolnionych sportowo chłopców? Co oznacza tajemniczy liścik od zabójcy?

Zanim znów zabiję to kolejna książka Mariusza Czubaja w mojej czytelniczej karierze... Co prawda od pierwszego spotkania z jego twórczością w postaci książki pt. 21:37 minęło już sporo czasu, ale jednak wspominam ją bardzo miło, a sympatia do Rudolfa Heinza pozostała, więc z wielką chęcią sięgnęłam po dzisiejszą pozycję... Czytało mi się ją bardzo szybko i przyjemnie, zdecydowanie umilała czas podczas zajęć w laboratorium. Kolejne połączenie zabójstwa z piłką nożną, ale jednak w tej książce moje skojarzenia głównego bohatera z serialowym doktorem Housem zdecydowanie osłabło... Do tego bardzo podobało mi się spotkanie Rudolfa ze swoim ojcem, który po wielu latach wrócił do Polski. Ciekawy pomysł na konfrontację i dość dobrze zrealizowany. Generalnie bardzo dobrze wykorzystana koncepcja na samą książkę z zabójstwami chłopców trenujących grę w piłkę nożną... Spora dawka intrygi, zaskakujące zakończenie – wszystko czego można oczekiwać od dobrego kryminału znalazło się w tej książce.


Zanim znów zabiję to kryminał na dobrym poziomie. Choć jest to trzecia część cyklu z Rudolfem Heinzem w roli głównej – zdecydowanie można czytać tę książkę niezależnie od pozostałych, ponieważ powiązań pomiędzy poszczególnymi tomami nie ma zbyt wiele. Czy polecam tę książkę? Zdecydowanie tak, zwłaszcza na kryminalno – literacką wycieczkę po Śląsku.

Właściciel zakładu, do którego zmierzaliśmy z Trollem w bagażniku, postanowił w starych czasach handlować wódką. Kupił cztery butelki i czekał. Nikt nie przychodził, więc otworzył jedną. Pomyślał, że na trzech, które zostały i tak zarobi. A że nikt nie zapukał, po dwóch godzinach napoczął następną. Potem kolejną. I tak minął jeden z pracowitych dni w jego życiu.
- Co z tego wynika? - zapytałem.
Kastoriadis popatrzył na mnie zdziwiony.
- Jak to co? Trzeba cieszyć się chwilą.  

Książka bierze udział w wyzwaniu Pod hasłem oraz Polacy nie gęsi IV.

środa, 9 marca 2016

"Kraina Prozaca" Elizabeth Wurtzel

Tytuł: Kraina Prozaca
Autor: Elizabeth Wurtzel
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 288
Ocena: 5,5/6


Ale depresja jest nudą w czystej postaci. Terminu "depresja" używa się i nadużywa ostatnio, ale nigdy w związku z czymś dzikim, szalonym, nigdy w odniesieniu do kogoś, kto przetańczył całą noc z abażurem na głowie, a potem poszedł do domu i się zabił.




Ostatnio coraz bardziej interesują mnie książki o tematyce psychologicznej. Właśnie dlatego sięgnęłam już po książki takie jak Twarze depresji czy Psychologia odżywiania się. Postanowiłam zabrać się za kolejną pozycję dotykającą tematu depresji, więc dlatego zaczęłam czytać Krainę Prozaca.

Kraina Prozaca to autobiograficzna opowieść amerykańskiej dziennikarki i pani adwokat, która przez lata zmagała się z jedną najmroczniejszych chorób cywilizacyjnych – depresją. Opisuje swoją walkę, swoje oczekiwania względem ludzi, swoje zachowania, myśli, odczucia... Gdy kobiecie brak siły, kiedy czuję tęsknotę za bliskością, czułością, akceptacją – lekarstwem okazuję się Prozac, będący jednym z pierwszych antydepresantów... Okazuje się być on lekarstwem dla coraz większej ilości ludzi...
W życiu jest jest miejsce na smutek, ból i rozpacz, które to stany – w stosownym natężeniu i w stosownej fazie życia – są normalne, nieprzyjemne, ale normalne. Depresja jest zjawiskiem zupełnie odmiennym, wywołuje kompletną pustkę bez uczuć, bez reakcji, bez zainteresowań. Ból, jaki odczuwasz, jest wynikiem prób podejmowanych przez naturę wypełnienia czarnej dziury. Tak czy owak człowiek dotknięty depresją pozostaje żywym trupem.
Kraina Prozaca zdecydowanie nie należy do książek ani łatwych, ani przyjemnych. O ile w Twarzach depresji widzimy metodyczne, naukowe podejście do sprawy, tutaj nie ma uczonych nazw czy terminów, a dużo więcej opisanych emocji, uczuć, wizji... Często czarnych, mrocznych, przerażających, przygnębiających i przeszytych beznadzieją. Jednocześnie są one bardzo prawdziwe, pokazujące to, jak naprawdę odczuwa osoba chora na depresję, jak wygląda jej świat, jak ona wszystko postrzega. Napisana dość prostym językiem, bardzo zrozumiałym, ale nie postrzegam tego jako wady, lecz bardziej jako zaletę ku zrozumieniu zawiłych procesów myślowych osoby cierpiącej na depresję. Książka jest napisana w narracji pierwszoosobowej, co jeszcze potęguje odczucia czytelnika, zbliża się do narratorki tej czarnej opowieści... 
Odnoszę wrażenie, że nie ma lekarstwa na depresję, że szczęście jest wieczną walką, i zastanawiam się, czy nie jest to przypadkiem walka, którą będę toczyła póki życia. Zastanawiam się czy warto. Boję się, że nie utrzymam fasady, odpadnie ze mnie tynk i zacznę prześwitywać.
Zdecydowanie polecam Krainę Prozaca, szczególnie osobom, które miały to szczęście, że nigdy nie spotkały się z depresją, ani w życiu swoim ani swoich bliskich. Przede wszystkim poznać, to jak osoba chora postrzega świat. Ludzie cierpiący lub stykający się z tą chorobą mogą poczuć, że w swoim cierpieniu, nie są sami... Jednak ostrzegam – można się zdołować...

wtorek, 8 marca 2016

"Zaginięcie" Remigiusz Mróz

Tytuł: Zaginięcie
Autor: Remigiusz Mróz
Cykl: Joanna Chyłka
Tom: drugi
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 512
Ocena: 5/6


Zawsze zastanawiało go, jak udaje jej się przeforsować swoją wolę na innych – tym bardziej, że opryskliwość niespecjalnie zachęca ludzi do współdziałania.





Moja przygoda z twórczością Remigiusza Mroza zaczęła się od przeczytania Ekspozcji z Wiktorem Forstem w roli głównej. Krótko później zgarnęłam Kasację oraz Zaginięcie, w których za prowadzenie śledztw odpowiada prawniczka Joanna Chyłka. Nie wiedząc, która część jest pierwsza sięgnęłam właśnie po Zaginięcie, ale już po kilkunastu-kilkudziesięciu domyśliłam się, że jest to drugi tom, ale stwierdziłam, że jak już zaczęłam to skończę ten drugi tom.
- Myślałem, że zażyjemy trochę snu - odburknął. - Prowadziłem pół nocy.
- Sen? Co to takiego?
- Chyłka...
- Masz na myśli ten moment, kiedy mrugam?
Do Joanny Chyłki dzwoni jej dawna znajoma z czasów liceum prosząc o znalezienie jej zaginionej, trzyletniej córeczki. W domu był cały ten czas włączony alarm, nie ma dowodów, a same poszlaki... Krótko później zostaje znalezione ciało dziewczynki... Joanna Chyłka wraz ze swoim aplikantem prowadzą sprawę swojej koleżanki i jej męża - państwa Szlezyngerów, a wszystko coraz bardziej przypomina znany przypadek małej Madzi z Sosnowca. Co stało się z zaginioną trzylatką? Kto jest temu winien? Kto za tym stoi? Jak z tą sprawą poradzi sobie duet Chyłka & Zordon z tą sprawą?

Zaginięcie to druga książka Remigiusza Mroza z jaką miałam kontakt i druga z cyklu z Joanną Chyłką w roli głównej. Znając już świetną Ekspozycję, wiedziałam, że się nie zawiodę. Książka wciągnęła mnie już od pierwszych zdań, pierwszych stron... Pomysł na fabułę nie jest jakoś specjalnie wyszukany, ale zdecydowanie świetnie wykorzystany – po prostu rewelacyjnie! Przyznam szczerze, że jednak w Ekspozycji pomysł na fabułę wydaje mi się być zdecydowanie bardziej oryginalny i niekonwencjonalny. A do tego duet Chyłka & Zordon – po prostu mistrzowsko wykreowany. Idealnie się uzupełniają, genialne poczucie humoru oraz błyskotliwe dialogi. Bardzo polubiłam tych bohaterów. Czas z Zaginięciem należy do bardzo mile spędzonego... Przyznam szczerze, że czytało mi się ją naprawdę szybko, chyba za sprawą żywego, barwnego języka, niesztampowych postaci... A nade wszystko dużo intrygi, zwrotów akcji, kilku podejrzanych i zaskakujące zakończenie, czyli po prostu bardzo dobry kryminał.

Podsumowując już Zaginięcie w moim odczuciu wypadło ono gorzej niż Ekspozycja, aczkolwiek i tak jest to dalej kryminał/thriller prawniczy na bardzo wysokim poziomie. Zdecydowanie jeszcze sięgnę po kolejne książki Remigiusza Mroza, zwłaszcza po opowieść o tak ciekawiej postaci jaką jest Joanna Chyłka. Szczerze polecam! Nawet to, że zaczęłam od drugiego tomu nie przeszkadzało szczególnie w miłej lekturze. A po tak dobrą książkę warto sięgnąć;)

poniedziałek, 4 stycznia 2016

"Szósta klepka" Małgorzata Musierowicz

Tytuł: Szósta klepka
Autor: Małgorzata Musierowicz
Cykl: Jeżycjada
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Akapit Press
Ilość stron: 188
Ocena: 5/6


Celestyna Żak wyrabiała w sobie bowiem silną wolę, wychodząc z założenia, że skoro już nie jest ładna, to przynajmniej powinna być godna szacunku. Choćby tylko swojego.




O twórczości Małgorzaty Musierowicz usłyszałam już bardzo dawno temu. Jeszcze w czasach mojej podstawówki, kiedy wszyscy polecali ją dla dziewczynek w moim wieku. Ja wtedy wolałam zaczytywać się w Harry'm Potterze, Pamiętniku Narkomanki czy wierszach księdza Twardowskiego. Takie ze mnie dziwne dziecko było, zresztą z tej dziwności coś do dzisiaj zostało;) Dopiero niedawno podczas wizyty w miejscowej bibliotece postanowiłam zapoznać się z pierwszym tomem Jeżycjady. Tak więc z półki podpisanej „Małgorzata Musierowicz” zgarnęłam Szóstą klepkę.
Nic nie mija bez śladu. Cokolwiek zrobię, będę to miała zapisane w historii życia, podobnie jak do historii choroby wpisuje się każdy drobiazg. Coś, co się już stało, stało się na zawsze. Minęło i już nie mogę tego zmienić. Niby nie ma, a jest. Ktoś o tym pamięta i ja pamiętam, i nie można zrobić nic, żeby to wymazać.
Szósta klepka przedstawia losy państwa Żaków, w zasadzie dopiero poznajemy poszczególnych domowników. Tworzą oni zwyczajną, normalną rodzinę, w której (jak w każdej rodzinie) jest mnóstwo różnych perypetii i przygód. Główną bohaterką i córką państwa Żaków jest Celestyna, zdrobniale zwana Cesią, która cierpi z powodu swoich kompleksów i ciągłego bycia w cieniu swojej przyjaciółki Danusi oraz starszej o kilka lat siostry – artystki imieniem Julia. Co takiego wydarzyło się w życiu Cesi? Jakie przygody spotkają ją i jej rodzinę? Co takiego wydarzy się w niej wydarzy? 
Wszyscy możemy mieć jakiś wpływ na to wszystko (…). Z drobin powstaje całość, siły się sumują, jedno ziarnko prochu nic nie znaczy, wiele ziarenek prochu to materiał wybuchowy. Ty się tym nigdy nie interesowałaś, ale i ja na swój skromny sposób mam jakiś wpływ na losy świata, chociaż projektuję zaledwie silniki okrętowe. I nie ma tu nic do rzeczy fakt, że chciałem w życiu robić coś zupełnie innego. To, co robię teraz, jest bardzo potrzebne i uważam, że powinnaś być ze mnie dumna. 
Szósta klepka to książka, którą czytało mi się dość szybko i przyjemnie, a czas z nią spędzony zaliczam do udanych. Podczas lektury mogłam się naprawdę odprężyć, poprawić sobie humor... Napisana niezbyt skomplikowanym językiem, skierowanym do nastolatek i specjalnie dla nich napisana. Fabuła nie należy to złożonych, a akcja książki toczy się w umiarkowanym tempie, a do tego spora dawka humoru i trafnych dialogów. No i naprawdę barwne, niesztampowe postacie, które wzbudzają naprawdę sporą sympatię. O tak, naprawdę ich polubiłam, a szczególnie główną bohaterkę – Ceśkę, z którą znajduję wiele wspólnych cech. Do tego przeuroczy dziadek, a także rodzice i ciocia Cesi - cudeńko. To wszystko składa się na to, że książkę wspominam naprawdę miło i z uśmiechem. Okładka nie krzyczy nowoczesną grafiką, ale w końcu to pozycja lat 90, więc nie ma się co dziwić. Sprawia to także, że miło przenieść się do świata w jakim się wychowałam – bez telefonów komórkowych, komputerów, tabletów... Kiedyś na pewno z chęcią sięgnę po kolejne tomy Jeżycjady – koniecznie!

Szósta klepka to książka, która mnie urzekła i zaintrygowała twórczością Małgorzaty Musierowicz. Jest to przede wszystkim książka o takim prawdziwym, rodzinnym życiu, o relacjach w rodzinie, o walce z kompleksami... Zdecydowanie ją polecam, zwłaszcza wszystkim dziewczynom/kobietom. Przy najbliższej wizycie w bibliotece koniecznie będę musiała zgarnąć kolejny tom pt. Kłamczucha ;)

Książka bierze udział w wyzwaniu Polacy nie gęsi IV oraz Pod hasłem.