(...) zła, które ten facet wyrządził, w żaden sposób nie da się wymazać i zaszpachlować dobrem. Możesz udawać, że wygładziłeś ścianę, ale rysa zawsze w niej będzie.
Któregoś razy krążąc po terenie „mojej” filii MOPS-u natrafiłam na okoliczną filię biblioteki miejskiej – po zmianie spontanicznie tam weszłam szukając jakiejś książki, która umili mi podróż powrotną do domy (45 minut autobusem). Moje kroki pokierowały się oczywiście do regałów z literaturą kryminalną, a moją uwagę przykuł pierwszy tom cyklu o Marku Benerze autorstwa Roberta Małeckiego, a jednocześnie debiut autora pt. Najgorsze dopiero nadejdzie. Wracając do domu zabrałam się za lekturę, książka już dawno przeczytana, więc zapraszam na recenzję!
Marek Bener miał niemal wszystko. Kochającą żonę Agatę, nieskazitelną reputację i plany na przyszłość. Trzy lata temu jego życie zamieniło się w piekło, kiedy ciężarna żona niespodziewanie zaginęła. Od tamtej pory Marek stacza się w otchłań rozpaczy. Do momentu, gdy dostaje propozycję przeprowadzenia ostatniego dziennikarskiego śledztwa. Z podjęciem decyzji nie waha się ani chwili. Sprawa jednak znacznie wykracza poza typowe medialne zlecenie. Toruniem wstrząsa seria niepokojących wypadków. Na domiar złego zwłoki odnalezione w zgliszczach spalonego domu należą do dawnego przyjaciela Benera, a Marek odkrywa, że w śmierć może być zamieszana kobieta, przez którą zerwali przyjaźń lata temu. Prawdziwy dramat jednak dopiero na niego czyha, dziennikarza prześladuje od dawna jedno zdanie: najgorsze dopiero nadejdzie. Czy Benerowi uda się otrząsnąć z kilkuletniej apatii i dotrzeć do korzeni zła? opis wydawcy
Sięgając po Najgorsze dopiero nadejdzie spodziewałam się ciekawej (może nie wybitnej, ale chociaż całkiem przyzwoitej) lektury kryminalnej. Wiedząc, że to debiut nie oczekiwałam żadnego literackiego objawienia, ale liczyłam na ciekawą zagadkę, wyraziste postacie i fabułę, która zmusi mnie do przewracania kolejnych stron. Niestety już po kilkudziesięciu stronach zaczęłam podejrzewać, że tytuł jest jedynym naprawdę trafnym elementem tej książki. Najgorsze dopiero nadejdzie – wraz z każdym kolejnym rozdziałem. Główny bohater, Marek Bener, jest detektywem, jakich wielu w literaturze – niedogolony, zgorzkniały, świeżo po traumatycznych przeżyciach, a w tym wszystkim popada w apatię i autodestrukcyjne zachowania. Samo w sobie nie byłoby to jeszcze jakąś wielką wadą, gdyby autor potrafił nadać mu choć odrobinę charyzmy, poczucie misji naprawiania świata czy chociaż trochę ironii albo humoru. Tymczasem Bener jest tak interesujący, jak trzygodzinne szkolenie BHP prowadzone przez najnudniejszego prowadzącego. Trudno mu kibicować, trudno się nim przejmować, a jeszcze trudniej spędzić z nim ponad trzysta stron powieści – czasami naprawdę miałam problem przebrnąć przez tę książkę i doczytać ją do końca. Nie pomaga tutaj intryga kryminalna, która również nie zachwyca. Jest rozwleczona, momentami chaotyczna i zbyt mało błyskotliwa. Wielokrotnie miałam wrażenie, że autor próbuje sztucznie komplikować wydarzenia, aby ukryć fakt, że rdzeń historii jest zwyczajnie przeciętny. Zaskoczenie? Owszem, pojawia się. Głównie wtedy, gdy czytelnik odkrywa, że po kolejnych pięćdziesięciu stronach nadal niewiele się wydarzyło. Chociaż – czy to jeszcze zaskoczenie? Nawet nad stylem pisarskim nie ma co się zachwycać – całość jest napisana w sposób poprawny, opisy bywają rozwlekłe, a dialogi często brzmią nader sztucznie. Problem polega na tym, że poprawność to zdecydowanie za mało, by utrzymać uwagę przez 360 stron.
Nigdy nie wiesz o sobie wszystkiego. Nigdy, dopóki nie staniesz na krawędzi i nie zrobisz czegoś, do czego - jak sądzisz - nie byłbyś zdolny, a co w konsekwencji zmienia cię na zawsze.
Najgorsze dopiero nadejdzie to książka dość słaba, lecz nie jest do cna beznadziejna, dlatego właśnie otrzymuje 1.5 punktu zamiast jednego. Widać, że autor miał pomysł na stworzenie mrocznego kryminału. Problem w tym, że od pomysłu do wykonania jest trochę drogi do pokonania. Rozumiem, że jest to debiut, jednak w moim odczuciu strasznie rozwleczony i zwyczajnie nudny. Kryminał bez emocji, bohater bez charyzmy i zagadka, która nie wynagradza czasu poświęconego na jej śledzenie. Czy sięgnę po kontynuację serii? Nie mam pojęcia. Nie ciągnie mnie. Chociaż z chęcią poznam inne książki Roberta Małeckiego, bo wydał ich dość sporo.








