niedziela, 28 czerwca 2026

"Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD" Aneta Korycińska

Tytuł:  Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD
Autor: Aneta Korycińska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 336
Ocena: 5.5/6



Kocham ironię losu. Dzięki niej żyję w kiczu, tandetnym serialu. Niby od dziecka staram się uchwycić przelatujące myśli, stworzyć narrację, udać, że wybieram, ale mimo planowania sama się zaskakuję.




Szeroko pojęte zdrowie psychiczne jest jest coraz częściej podejmowanym społecznie tematem, obalając temat tabu oraz stereotypy co mnie jako psychologa niezmiernie cieszy. Poza odmianami depresji czy kwestią spektrum autyzmu dość często jest dyskutowany temat ADHD. Dla części osób (zwłaszcza tych ze starszego pokolenia) jest to wręcz „epidemia ADHD i tych autyzmów” i przecież „każdy to ma”, dla innych – wreszcie większa świadomość ich dzieci czy ich samych, a także dostęp do diagnozy osób, które przez lata w pewnym sensie pozostawały niezauważone przez system. Aktualnie coraz więcej dorosłych postanawia zdiagnozować się będąc po trzydziestce nagle odnajdując wyjaśnienie trudności, które towarzyszyły im przez całe życie. Sama jestem jedną z tych osób, które podjęły się diagnozy mając trzydziestkę na karku i tytuł magistra z psychologii. Dlatego zaczęłam się zgłębiać w literaturę związaną z tą tematyką, a na pierwszy rzut poszła książka Baby od polskiego, czyli Anety Korcińskiej, pt. Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD.

Być może ADHD to dla Ciebie tylko cztery przypadkowe litery. Dla mnie to było hasło, które wywróciło moje życie do góry nogami. Bo wiesz, u osób takich jak ja – wychowywanych na grzeczne, ciche i skromne – diagnoza przychodzi późno, dopiero wtedy, gdy nieukierunkowana wściekłość i dogłębny smutek nie pozwalają nam żyć. Dopiero wtedy specjalista mówi, że może warto spojrzeć na siebie inaczej, że nie jesteśmy popsuci, że nasz niepokój oraz fakt, że musimy starać się bardziej, mają logiczne uzasadnienie. To czas, by wreszcie posłuchać radia w swojej głowie. W tej książce opowiadam Ci, co kryje się w mojej głowie. I nie tylko mojej – chcąc poznać więcej niż jedną stację, oddałam także głos osiemnastu gościom mającym późną diagnozę ADHD. Zapraszam Cię do wysłuchania naszych historii.                                                                                                                                          opis wydawcy

Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD to książka, która od samego początku urzekła mnie swoim tytułem, metaforą w nim zawartą. U mnie ADHD to istne radio, które nadaje na kilkunastu czy kilkudziesięciu częstotliwościach jednocześnie i to w dodatku nie robi sobie żadnej przerwy. W moim odczuciu w tej pozycji autorka bardzo umiejętnie rozprawia się z mitami. Nie sypie z encyklopedycznymi definicjami zaburzenia, a konfrontuje czytelnika ze stereotypami. Korocińska pokazuje, że ADHD nie kończy się wraz z dzieciństwem, że nie sprowadza się tylko i wyłącznie do nadruchliwości i że u wielu osób – szczególnie kobiet – przez lata pozostaje niezauważone lub błędnie interpretowane. Naprawdę niezmiernie się cieszę, że w ciągu ostatnich lat świadomość społeczna na temat ADHD (i nie tylko) znacząco wzrosła, ale niestety wraz z nią pojawiło się również wiele uproszczeń i internetowych półprawd samozwańczych tiktokowych „naukowców”. Książka stanowi cenną przeciwwagę dla tego zjawiska. Nie neguje popularnych narracji, lecz porządkuje je i osadza w faktach. Autorka w swojej książce łączy wypowiedzi specjalistów, osób z diagnozą oraz własne refleksje, dzięki czemu powstaje obraz daleki od stereotypów. ADHD nie jawi się tu ani jako „supermoc”, niemożność usiedzenia w miejscu ani jako wyłącznie źródło cierpienia. To po prostu odmienny sposób funkcjonowania mózgu – z całym wachlarzem wyzwań, ale również mocnych stron, co moim zdaniem autorka bardzo umiejętnie przedstawia, ale także nie idealizuje życia z ADHD. Nie znajdziemy tu złotych rad „jak ogarnąć życie z ADHD” ani obietnic, że odpowiedni planer, kilka aplikacji czy pozytywne nastawienie rozwiążą wszystkie problemy. Zamiast gotowych recept otrzymujemy realistyczny obraz codzienności – pełnej sukcesów, ale także zmęczenia, frustracji, przebodźcowania czy trudności w organizacji.

Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD to książka, która mi pokazała, że nie jestem sama. Miałam trzydzieści trzy lata i narodziłam się jako adehadówka. Wtedy pierwszy raz popłakałam się ze współczucia dla samej siebie i wdzięczności, że udało mi się sobą zaopiekować. To cytat z książki, który jest w 100% o mnie. Krótko po 33 urodzinach podjęłam pierwsze kroki ku diagnozie i zrozumieniu siebie.

Aneta Korycińska jako Baba od polskiego mignęła mi wcześniej kilka razy na TikToku, ale jakoś niekoniecznie zwracałam na nią większej uwagi. Jednak uważam, że Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD to pozycja zdecydowanie warta przeczytania. Napisana lekko i zrozumiale, a jednocześnie pokazując szarą i chaotyczną rzeczywistość z ADHD.

Nie pozwalano nam na nadruchliwość, więc siedzimy z pozoru nieruchomo z rękoma ciasno ułożonymi na udach, a po drzewach skaczemy w wyobraźni. Nie pozwalano nam na złość, bo dziewczynom nie wypada. Nie pozwalano na bunt. On jedną mnie zimował, tylko drzemał i atakował od środka.

środa, 24 czerwca 2026

"Bajtel" Magdalena Majcher

Tytuł:  Bajtel
Autor: Magdalena Majcher
Cykl: Kryminalny Śląsk
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: W.A.B.
Czyta: Anna Dereszowska
Długość: 9 godzin 26 minut
Ocena: 5/6


Czy można sobie wyobrazić gorszą stratę, większy ból niż ten spowodowany śmiercią dziecka? Cały świat staje na głowie, porządek życia zostaje odwrócony.



Pamiętam przełom lat ‘90/’00. To w 2000 roku zaczynałam szkołę podstawową, pamiętam obchody wchodzenia w nowe milenium, powódź tysiąclecia, gumy Donald i Turbo, szarość bloków i Kwaśniewskiego jako prezydenta. Byłam dzieckiem urodzonym w ‘93, w którym do dzisiaj płynie śląska krew, ale wtedy nie miało pojęcia co się dzieje na świecie. Byłam dzieckiem niewiele młodszym niż bohaterowie książki autorstwa Magdaleny Macher pt. Bajtel inicjującej serię Kryminalny Śląsk. Może właśnie dlatego sięgnęłam po tę pozycję?

Rok 1998. W Szopienicach – zaniedbanej i uważanej za patologiczną dzielnicy – znika dziecko. Ciało dziewczynki zostaje znalezione w pobliskim stawie. Wszystko wskazuje na morderstwo, a podejrzenia dość szybko padają na jej wujka. Borys Dyrda, doświadczony dziennikarz rozpoczyna śledztwo. Badając sprawę, odkrywa, że w przeszłości bez wieści przepadło kilka dziewczynek. Wszystkie zaginęły w niewielkiej odległości od domu, w okresie jesienno-zimowym, kiedy na zewnątrz szybko robi się ciemno. Każda z nich dorastała w śląskich dzielnicach biedy. Dziennikarz dociera do ludzi, którym miejsce urodzenia odebrało szanse na równy start, a alkohol, bezrobocie, przemoc i bieda stępiły najbardziej podstawowe ludzkie odruchy, w tym troskę o własne dzieci.                                                                                       opis wydawcy

Bajtel to książka, której byłam bardzo ciekawa – wybrałam audiobooka i przepadłam w nim do samego końca, a złożyło się na to wiele czynników. Przede wszystkim sam pomysł na fabułę, której osią jest seria zaginięć dziewczynek, które przed laty miały miejsce na Śląsku, a co ciekawe – autorka swój pomysł oparła na autentycznych wydarzeniach, które stały się inspiracją do tej powieści, chociaż tylko kanwą do fabularnej powieści. W moim odczuciu autorka bardzo sprawnie łączy fikcję literacką z prawdziwymi wydarzeniami. Ponadto klimat Śląska – Górnego, tego czarnego. Co prawda pochodzę z jego obrzeży, ale moim zdaniem oddała ten klimat naprawdę wyśmienicie, łącznie ze śląskim będącym podstawowym językiem komunikacji mieszkańców Szopienic. Podczas lektury zwróciłam również uwagę, jak trafnie autorka ujęła realia życia tamtych czasów nie tylko na Śląsku – mąż na szychcie w grubie (na zmianie w kopalni), często pijany, kilkoro bajtli (dzieci) do wykarmienia, szarość rzeczywistości. Majcher tworzy bohaterów i przygląda się im próbując zrozumieć ich rozpacz, ból, rzeczywistość, a jednocześnie wyraźnie pokazuje, że to co spotkało śląskie rodziny, może przydarzyć się każdemu, bez względu na profesję czy status materialny. No i ci bohaterowie są do krwi prawdziwi, bez filtra i pudru, wybrudzeni sadzą z kopalń. Autorka świetnie pokazuje w książce mentalność końca lat 90  –  Im mniej chłop wie, tym słabiej bije. No dialogi w języku śląskim – miód na moje uszy. Akcja tej książki, mogłaby się toczyć bardziej wartko i intensywnie, ale nie można mieć wszystkiego. W moim odczuciu książka jest napisana naprawdę w sposób, który wciąga i pochłania już od pierwszych stron. Język jest barwny, ale jednocześnie naturalny (zwłaszcza dla mnie - dziewczyny ze Śląska), dzięki czemu łatwo zanurzyć się w opowieści i poczuć atmosferę przedstawionego świata. 

Mężczyzna próbował się wtopić w tłum, wsłuchać się w jego głos, stać się jednym z mieszkańców, chociaż wiedział, że to ostatnie jest akurat z góry skazane na porażkę. W takich miejscach zawsze są swoi i obcy.

Bajtel to w moim odczuciu książka zdecydowanie warta polecenia! Jest to bardziej powieść obyczajowa, aniżeli kryminał, ale w tym wszystkim historia z tych bardziej życiowych i poruszających. Osobiście z wielką przyjemnością sięgnę po kolejne tomy Kryminalnego Śląska, a także po inne książki Magdaleny Majcher. Mimo że nie jest to taki klasyczny kryminał, a raczej powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym, uważam, że jest to książka zdecydowanie warta przeczytania, zwłaszcza przez miłośników Śląska. Zdecydowanie miło spędzony czas. 

sobota, 20 czerwca 2026

"Wymazani z pamięci" Piotr Borlik

Tytuł: Wymazani z pamięci
Autor: Piotr Borlik
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Czyta: Marcin Popczyński
Długość: 8 godz. 57 min.
Ocena:  4.5/6


Ludzie zazwyczaj odwracali wzrok, gdy wyrządzano krzywdę bezbronnemu dziecku.





Są takie książki, które zaczynają się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie tylko rośnie. Po dwóch książkach Piotra Borlika z chęcią zabrałam się za Wymazanych z pamięci spodziewając się książki właśnie do tej kategorii. Autor bierze pomysł, który sam w sobie jest wystarczająco niepokojący, by wywołać gęsią skórkę, a następnie dokręca śrubę tak skutecznie, że czytelnik łapie się na tym, że każdy podejrzany cień w mieszkaniu nagle wydaje się odrobinę bardziej złowrogi.

Gdańska policja otrzymuje zgłoszenie o grupie błąkających się po ulicy dzieci w identycznych ubraniach. Okazuje się, że wszystkie były od dawna poszukiwane, ale poza tym nic ich nie łączy – są w różnym wieku, zaginęły w różnym czasie, w różnych miejscach i w różnych okolicznościach, które wciąż pozostają dla policji nierozwiązaną zagadką. Dzieci zgodnie twierdzą, że od czasu porwania nic nie pamiętają. Początkowa euforia rodziców powoli zmienia się w podejrzliwość i nieufność wobec odzyskanych dzieci – zmienionych, zupełnie nieprzypominających niewinnych pociech sprzed lat. Wkrótce wyłania się kolejna okoliczność: wszystkie panicznie boją się ciemności.                                                                                                                opis wydawcy

Wymazani z pamięci to moja trzecia książka autorstwa Piotra Borlika, jaką miałam przyjemność czytać. Tak, naprawdę to po prostu pochłonęłam audiobooka. Autor bardzo szybko przesuwa ciężar opowieści z klasycznego śledztwa na coś bardziej nieuchwytnego – na psychologię straty, która nie kończy się w momencie odnalezienia. Bo co, jeśli powrót dziecka nie jest zakończeniem koszmaru, tylko jego nową wersją? Autor konsekwentnie rozbija tu prostą logikę „zaginiony–odnaleziony–szczęśliwe zakończenie”. Zamiast tego dostajemy napięcie, które nie rozładowuje się nawet wtedy, gdy fakty zaczynają się układać. Od samego początki, kiedy zaczęłam wgłębiać się w tę lekturę moją uwagę przykuło podobieństwo do Zbawcy Krystiana Stolarza. Obie historie korzystają z podobnego motywu, eksplorując skutki traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa i ich wpływ na późniejsze losy bohaterów. Zbawcę czytałam wcześniej, mimo że została wydana 4 lata po Wymazanych z pamięci stąd moje skojarzenia. Jednak nie jest to żaden zarzut, bo obydwie książki wypadają naprawdę świetnie, a ponadto miło było obserwować, jak różni autorzy interpretują podobne motywy. 

Język i styl pisarski autora w Wymazanych z pamięci konsekwentnie buduje napięcie nie poprzez widowiskowe zwroty akcji, ale przez precyzyjnie dozowane niedopowiedzenia. Całość nie jest zbyt skomplikowana, ale nader obrazowa i umiejętnie dawkująca napięcie. Zdania nie pędzą na złamanie karku, tylko zatrzymują się tam, gdzie trzeba, zostawiając czytelnikowi przestrzeń na dopowiedzenie sobie reszty. Borlik dość dobrze operuje rytmem narracji – przeplata krótsze, dynamiczne fragmenty z dłuższymi, bardziej refleksyjnymi opisami, co sprawia, że opowieść ma swój naturalny oddech, a jednocześnie nie traci napięcia. Kolejnym mocnym elementem są postacie, które realnie dźwigają emocjonalny ciężar historii. Śledczy nie są tu jednowymiarowymi tropicielami prawdy – każdy z nich wnosi własny bagaż doświadczeń, który wpływa na sposób postrzegania sprawy. Podobnie rodziny dzieci oraz same odnalezione osoby zostały pokazane z dużą dbałością o psychologiczne niuanse. Zamiast prostych reakcji dostajemy całą gamę sprzecznych emocji: ulgę miesza się z nieufnością, radość z lękiem, a bliskość z poczuciem obcości. 

W moim odczuciu jako psychologa niezwykle ważnym i mocnym elementem Wymazanych z pamięci jest właśnie temat traumy dziecięcej i jej konsekwencji w dorosłym życiu. Piotr Borlik pokazuje, że pewnych ran nie da się po prostu zakleić plastrem i udawać, że problem zniknął. Przeszłość potrafi wracać wtedy, gdy najmniej się jej spodziewamy, a dziecięce doświadczenia mogą odcisnąć piętno na całym dalszym życiu. Autor porusza ten temat wyjątkowo umiejętnie, unikając jednocześnie taniej sensacji czy przesadnego dramatyzmu, a naprawdę mocno skupiając się na psychologicznym aspekcie.

Podsumowując już – Wymazani z pamięci to książka zdecydowanie warta przeczytania i polecenia. Po tej powieści spodziewałam się większego zaskoczenia na finiszu, zrzucenia bomby, a całość jednak zakończyła dość łagodnie. W moim odczuciu Boska proporcja Piotra Borlika wypadła nieco lepiej, jednak nie zmienia to faktu, że z wielką przyjemnością sięgnę po inne książki autora. 

niedziela, 14 czerwca 2026

"Najgorsze dopiero nadejdzie" Robert Małecki

Tytuł: Najgorsze dopiero nadejdzie
Autor: Robert Małecki
Cykl: Marek Bener
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Ilość stron: 360
Ocena: 1.5/6

(...) zła, które ten facet wyrządził, w żaden sposób nie da się wymazać i zaszpachlować dobrem. Możesz udawać, że wygładziłeś ścianę, ale rysa zawsze w niej będzie. 



Któregoś razy krążąc po terenie „mojej” filii MOPS-u natrafiłam na okoliczną filię biblioteki miejskiej – po zmianie spontanicznie tam weszłam szukając jakiejś książki, która umili mi podróż powrotną do domy (45 minut autobusem). Moje kroki pokierowały się oczywiście do regałów z literaturą kryminalną, a moją uwagę przykuł pierwszy tom cyklu o Marku Benerze autorstwa Roberta Małeckiego, a jednocześnie debiut autora pt. Najgorsze dopiero nadejdzie. Wracając do domu zabrałam się za lekturę, książka już dawno przeczytana, więc zapraszam na recenzję!

Marek Bener miał niemal wszystko. Kochającą żonę Agatę, nieskazitelną reputację i plany na przyszłość. Trzy lata temu jego życie zamieniło się w piekło, kiedy ciężarna żona niespodziewanie zaginęła. Od tamtej pory Marek stacza się w otchłań rozpaczy. Do momentu, gdy dostaje propozycję przeprowadzenia ostatniego dziennikarskiego śledztwa. Z podjęciem decyzji nie waha się ani chwili. Sprawa jednak znacznie wykracza poza typowe medialne zlecenie. Toruniem wstrząsa seria niepokojących wypadków. Na domiar złego zwłoki odnalezione w zgliszczach spalonego domu należą do dawnego przyjaciela Benera, a Marek odkrywa, że w śmierć może być zamieszana kobieta, przez którą zerwali przyjaźń lata temu. Prawdziwy dramat jednak dopiero na niego czyha, dziennikarza prześladuje od dawna jedno zdanie: najgorsze dopiero nadejdzie. Czy Benerowi uda się otrząsnąć z kilkuletniej apatii i dotrzeć do korzeni zła?                                                                                                                                                                  opis wydawcy

Sięgając po Najgorsze dopiero nadejdzie spodziewałam się ciekawej (może nie wybitnej, ale chociaż całkiem przyzwoitej) lektury kryminalnej. Wiedząc, że to debiut nie oczekiwałam żadnego literackiego objawienia, ale liczyłam na ciekawą zagadkę, wyraziste postacie i fabułę, która zmusi mnie do przewracania kolejnych stron. Niestety już po kilkudziesięciu stronach zaczęłam podejrzewać, że tytuł jest jedynym naprawdę trafnym elementem tej książki. Najgorsze dopiero nadejdzie – wraz z każdym kolejnym rozdziałem. Główny bohater, Marek Bener, jest detektywem, jakich wielu w literaturze – niedogolony, zgorzkniały, świeżo po traumatycznych przeżyciach, a w tym wszystkim popada w apatię i autodestrukcyjne zachowania. Samo w sobie nie byłoby to jeszcze jakąś wielką wadą, gdyby autor potrafił nadać mu choć odrobinę charyzmy, poczucie misji naprawiania świata czy chociaż trochę ironii albo humoru. Tymczasem Bener jest tak interesujący, jak trzygodzinne szkolenie BHP prowadzone przez najnudniejszego prowadzącego. Trudno mu kibicować, trudno się nim przejmować, a jeszcze trudniej spędzić z nim ponad trzysta stron powieści – czasami naprawdę miałam problem przebrnąć przez tę książkę i doczytać ją do końca. Nie pomaga tutaj intryga kryminalna, która również nie zachwyca. Jest rozwleczona, momentami chaotyczna i zbyt mało błyskotliwa. Wielokrotnie miałam wrażenie, że autor próbuje sztucznie komplikować wydarzenia, aby ukryć fakt, że rdzeń historii jest zwyczajnie przeciętny. Zaskoczenie? Owszem, pojawia się. Głównie wtedy, gdy czytelnik odkrywa, że po kolejnych pięćdziesięciu stronach nadal niewiele się wydarzyło. Chociaż – czy to jeszcze zaskoczenie? Nawet nad stylem pisarskim nie ma co się zachwycać – całość jest napisana w sposób poprawny,  opisy bywają rozwlekłe, a dialogi często brzmią nader sztucznie. Problem polega na tym, że poprawność to zdecydowanie za mało, by utrzymać uwagę przez 360 stron.

Nigdy nie wiesz o sobie wszystkiego. Nigdy, dopóki nie staniesz na krawędzi i nie zrobisz czegoś, do czego - jak sądzisz - nie byłbyś zdolny, a co w konsekwencji zmienia cię na zawsze.

Najgorsze dopiero nadejdzie to książka dość słaba, lecz nie jest do cna beznadziejna, dlatego właśnie otrzymuje 1.5 punktu zamiast jednego. Widać, że autor miał pomysł na stworzenie mrocznego kryminału. Problem w tym, że od pomysłu do wykonania jest trochę drogi do pokonania. Rozumiem, że jest to debiut, jednak w moim odczuciu strasznie rozwleczony i zwyczajnie nudny. Kryminał bez emocji, bohater bez charyzmy i zagadka, która nie wynagradza czasu poświęconego na jej śledzenie. Czy sięgnę po kontynuację serii? Nie mam pojęcia. Nie ciągnie mnie. Chociaż z chęcią poznam inne książki Roberta Małeckiego, bo wydał ich dość sporo.