piątek, 8 maja 2020

Kawa orzechowa (z masłem orzechowym)



Przyszedł piątek, więc czas na kolejny kącik czytelniczych umilaczy. 
Miałam zaczęty słoik masła orzechowego i chciałam je połączyć na spróbowanie z kawą. 
Bo wiadomo, że koktajl bananowy z masłem orzechowym to już klasyka i to jaka pyszna. 
Zapraszam na kawę z masłem orzechowym!


Składniki:
na jedną porcję
ok. 150-200 ml czarnej kawy
rozpuszczalna, parzona, z ekspresu - obojętnie
ok. 100-120 ml mleka 
najlepiej 3.2%
2 płaskie łyżki gładkiego masła orzechowego
opcjonalnie: cukier

Jak przygotować?
Zacząć od zaparzenia kawy. 
Jak rozpuszczalna to można od razu w wysokim naczyniu do blendowania.
Dodać mleko (jak najbardziej może być zimne), masło orzechowe i ewentualnie odrobina cukru.
Wszystko razem zblendować i przelać od razu do ulubionego kubka. 
Najlepiej wypić od razu, bo inaczej cięższe masło orzechowe opadnie na dno kubka. 

Smacznego!

wtorek, 5 maja 2020

"Emocje. Krzyk do zrozumienia" Marek Dziewiecki

Tytuł: Emocje. Krzyk do zrozumienia
Autor: Marek Dziewiecki
Wydawnictwo: RTCK
Ilość stron: 224
Ocena: 4/6



Najskuteczniejszym lekarstwem na pełną krzywd i cierpienia przeszłość jest zatroszczenie się o radosną teraźniejszość.






Marek Dziewiecki jest katolickim księdzem, ale również doktorem psychologii, a jednocześnie autorem wielu książek. Któregoś dnia zobaczyłam jego pozycję pt. Emocje. Krzyk do zrozumienia i od razu kupiłam znając jego renomę w niektórych środowiskach, ale przede wszystkim ciekawa co w niej znajdę jako studentka psychologii i osoba wierząca jednocześnie. 
Lubimy oglądać emocje (często nawet skrajne) u innych ludzi, np. w filmach, ale gdy przychodzi do nas samych, najchętniej wymienilibyśmy – jak w kantorze – emocje najbardziej nieprzyjemne dla nas, na takie, które nam bardziej odpowiadają. Niestety nie ma takich kantorów, więc musimy z naszymi emocjami radzić sobie sami. Jak to zrobić?
Gdy ją [tę książkę] przeczytasz, dowiesz się jak poradzić sobie z emocjami, szczególnie tymi trudnymi, ale wcześniej zrozumiesz ich naturę. Dowiesz się czym są i jaki jest ich sens. Nauczysz się je rozróżniać i dostrzegać, a także wykorzystywać w swoim życiu w celu poprawienia swojego losu. Poznasz też wzór doskonałej dojrzałości emocjonalnej – Jezusa Chrystusa, i to, w jaki sposób On radził sobie ze swoimi emocjami.
                                                                               opis wydawcy

Emocje. Krzyk do zrozumienia to książka traktująca o emocjach (czego nietrudno się domyślić), ale z punktu widzenia wiary katolickiej i właśnie tego jak najbardziej byłam ciekawa. Świeckiego podejścia i wiedzę mam już ze studiów, chociażby z przedmiotu o pięknej nazwie Psychologia emocji i motywacji. Z racji tego oraz faktu, że koniec trzeciego roku coraz bliżej – więcej wiedzy o emocjach nie zdobyłam, jednak laik może się dowiedzieć o nich sporo. W książce przede wszystkim jest mowa w odniesieniu do Jezusa Chrystusa i wiary, co nie dziwi, skoro autorem jest duchowny, ale moim zdaniem bardzo dobrze, że taka książka powstała. Że ktoś w końcu jasno mówi, że emocje są czymś naturalnym, że nie odpowiadamy za emocje, które w nas się pojawiają, bo są naturalną reakcją, a co najważniejsze – że emocje nie są grzechem (spotkałam się z tym niejednokrotnie). Książka jest napisana przystępnym, nieskomplikowanym językiem, łatwym i przyjemnym w odbiorze, a całość jest wzbogacona wieloma schematami i rycinami ułatwiających zrozumienie treści. Jednak jak dla mnie – za dużo religii, a za mało wiedzy psychologicznej, a szkoda. Wiem, że pisana przez duchownego, ale jednak oczekiwałam trochę innego stosunku wiedzy psychologicznej do religii. 
Dar nieomylnego wczuwania się w nasze serce pozostawmy Bogu. To Jego specjalność. A my mówmy naszym bliskim wprost o swoich przeżyciach. Warto stosować zasadę: Jeśli chcę, by drugi człowiek coś we mnie zrozumiał i uszanował, to mam obowiązek mu o tym szczerze i wprost powiedzieć.
Emocje. Krzyk do zrozumienia to książka, która mi – jako studentce psychologii – niewiele dała, jeżeli chodzi o wiedzę dotyczącą emocji, praktycznie wcześniej już wszystko wiedziałam, a ponadto naczytałam się już książek chociażby zaginionego ks. Krzysztofa Grzywocza. Mimo wszystko cieszę się, że taka książka powstała i z ręką na sercu mogę ją polecić osobom wierzącym (katolikom), które chcą bardziej zrozumieć swoje emocje. Osoby innych religii czy ateiści albo agnostycy – niekoniecznie się w niej odnajdą. 

niedziela, 3 maja 2020

"Moja twoja wina" Beata Majewska

Tytuł: Moja twoja wina
Autor: Beata Majewska
Wydawnictwo: Książnica
Ilość stron: 352
Ocena: 4/6



Odkładamy zbyt wiele rzeczy na później. I to jest złe, bo możemy nie zdążyć, a to magiczne "później" czasami się nie zdarza.






W całym szaleństwie związanym z pandemią, stresem i wszechobecną paniką – miałam ochotę na jakąś lekką, przyjemną lekturę, taką babską i poprawiającą humor. Właśnie zobaczyłam gdzieś książkę autorstwa Beaty Majewskiej pt. Moja twoja wina. Choć nigdy wcześniej nie znałam twórczości autorki to praktycznie od razu zabrałam się za czytanie i przepadłam, więc zapraszam na recenzję. 
Urszula przyłapuje męża na zdradzie. Decyduje się odejść od niego i zamieszkać w zrujnowanym wiejskim domu odziedziczonym po przyszywanej ciotce. Zdruzgotanej kobiecie nie jest łatwo w nowej sytuacji, ale wspierają ją wieloletnia przyjaciółka oraz rezolutna sąsiadka. Niebawem były mąż zaczyna wykorzystywać Ulę finansowo. Wtedy w życiu Urszuli pojawia się Michał Żuk – początkowo konkurencja biznesowa, potem opiekuńczy mężczyzna ratujący ją z opresji. Niestety Michał skrywa tajemnice, które mogą zniszczyć rozkwitający związek.
                                                               opis wydawcy

Moja twoja wina jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Beaty Majewskiej, dlatego nie nastawiałam się na nic szczególnego, ale byłam po prostu ciekawa. Zaczęłam czytać dość szybko i równie szybko lekturę zakończyłam z błogim uśmiechem na twarzy. Chciałam czegoś lekkiego, babskiego i poprawiającego humor i właśnie coś takiego dostałam. Pomysł na fabułę – nie jest zły, ale jakoś niezbyt wyróżniający się na tle innych książek tego typu i z dość przewidywalnym zakończeniem. Musze jednak przyznać, że pomysł, choć sztampowy, jednak bardzo dobrze zrealizowany. Autorka oddała w książce całe spektrum najróżniejszych emocji, za co należy jej się zdecydowana pochwała. Bo w końcu nie było tylko zemsty i słodkiego zakochania, ale wszystko po kolei – złość, radość, wahanie, lęk… Nie zabrakło również lekkiego motywu kryminału, ale nie będę tutaj wstawiać spojlerów. Podoba mi się również, że autorka stworzyła różnych, dość barwnych postaci - moje serce skradła przede wszystkim owa rezolutna sąsiadka głównej bohaterki, ale niestety niemiłosiernie mnie irytował jeden z głównych bohaterów – Michał Żuk. Książka jest napisana jest w sposób naprawdę lekki i przyjemny, nieskomplikowanym językiem oddającym sielski klimat wioski i sprawiający, że można odpłynąć. Nie jest to arcydzieło, bo (jak już wspomniałam) pomysł na fabułę dość sztampowy, a wszystko lekkie i niezbyt wymagające, ale suma summarum dość dobre czytadło. Jak na ten typ literatury książka podejmuje również bardzo ważne tematy i dramaty – zdrada, pragnienie posiadanie dziecka, różne relacje rodzic-dziecko, mieszkanie z teściami.
Możesz dostać gwarancję na lodówkę i samochód, ale nie na miłość. Mimo to chyba warto zaryzykować, bo przecież miłość stanowi sens naszego istnienia, choćby miała trwać bardzo krótko. A jedyna gwarancja, jaką możemy otrzymać, to ta, że choć przez chwilę żyjemy w pełni.

Moja twoja wina jest książką, którą mogę polecić jako lekkie, ciepłe czytadło na odstresowanie i poprawę humoru, ale do arcydzieła z super dopracowaną fabuła i postaciami trochę brakuję. Po prostu dość interesujące czytadło, które mnie zaciekawiło i sprawiło, że kiedyś jeszcze chętnie sięgnę po inne książki Beata Majewskiej, a widziałam, że już trochę ich wydała. Czy mogę polecić Moją twoją winę? Jako wybitnie ambitną lekturę niekoniecznie. Jako lekkie czytadło pełne dramatów i emocji – jak najbardziej. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Grupie wydawniczej Publicat. 

piątek, 1 maja 2020

Wiosenne kawałki w głośnikach (HOM #3/2020)



Koronawirus szaleje, ja nadal bez pracy... 
Życie się toczy...
Dołek był, ale już sobie poszedł. 
Nie jest źle. Daję radę bo jak nie ja to kto?
Jeszcze zabrałam się za siebie, żeby kilka(naście) kilogramów zgubić;)
W tym wszystkim muzyka musi być.
Zapraszam!

Zawsze
Ralph Kamiński

Moim zdecydowanym odkryciem ostatniego czasu jest Ralph Kamiński - jego głos, twórczość.Dla mnie po prostu cudowności. Nie tylko ta jedna piosenka, a w ogólności <3

Serce, rozum ciągle biją się
Ile mogę znieść wciąż pytam, Zastanawiam się


Bóstwa 
Żywiołak

Kolejnym wielkim odkryciem jest zespół Żywiołak, a w szczególności ich piosenka pt Bóstwa. Zakochałam się w brzmieniu, głosach, tekstach, klimacie <3



Jeszcze w zielone gramy
Zespół i Przyjaciele Teatru Ateneum

Piosenkę znam już bardzo długo, poznałam ją w wykonaniu Maleńczuka.
Jednak w wykonaniu Zespołu i Przyjaciół Teatru Ateneum skradło zupełnie moje serce. 



Hej Wy
Kortez

Korteza słyszałam już kilka razy ale jakoś mnie nie zachwycił - do tej piosenki <3

Ostatnio wstać mi coraz trudniej
Za długa noc, za krótki dzień



Laura non c'è
Nek

Wałkując playlistę z włoskimi utworami natrafiłam na tę piosenkę i od razu wpadła mi w ucho <3 Choć od lat jestem zakochana we włoskich piosenkach i w ogóle w języku włoskim - jeszcze nigdy nie natrafiłam na tego wokalistę. Cudowności. 


Co znacie z tych utworów?
Co u Was w głośnikach?

Co w ogóle u Was słychać?

Pozdrawiam
Asia