środa, 21 sierpnia 2013

Wakacyjny stosik księciowy:* (#7/2013)

Dawno stosika nie było, ale oto przyszedł na niego czas.
Wielki, ogromniasty stos, pełen książek moich ulubionych pisarzy.
Stosik już ledwie wciśnięty na regał, który już nie mieści tylu woluminów.


A wszystkie te książki od mojego najcudowniejszego Księcia z bajki, który mnie rozpieszcza na wszystkie możliwe sposoby:* Książki widoczne na zdjęciu to nabytki ostatnich dwóch miesięcy:D

niedziela, 18 sierpnia 2013

Zakoczony radością

Tytuł: Zaskoczony radością
Autor: Clive Staples Lewis
Wydawnictwo: Esprit
Ilość stron: 352
Ocena: 4.5/6


Okrucieństwo jest przecież większym złem niż pożądliwość, a Świat kryje w sobie przynajmniej tyle samo niebezpieczeństw co Ciało.







Clive Staples Lewis jest postacią bez wątpienia barwną i ciekawą, jest przede wszystkim postacią nieprzeciętną. Takiej wyobraźni w końcu trzeba, żeby stworzyć 7-tomowy cykl Opowieści z Narnii.  A jak wyglądało prywatne życie autora? Jego młodzieńcze lata, szkolne i uniwersyteckie przyjaźnie? Jaki miał kontakt z ojcem? Jak stracił i odzyskał wiarę? Co na do tego przyczyniło? O tym wszystkim możemy się dowiedzieć z jednej jego książek, a mianowicie z pozycji pt. Zaskoczony radością. A co to za wolumin?

Zaskoczony radością to specyficzna autobiografia C.S.Lewisa. A dlaczego specyficzna? Bo poza wieloma dokładnie opisanymi faktami ze swojego dzieciństwa i młodości, opisuje tam również swoje duchowe przemiany, jakie w nim zachodziły w tamtym czasie oraz to jaki na to wpływ miały inne osoby.  Jest to także swoiste świadectwo nawrócenia. Sam autor w przedmowie powiedział, że tę książkę napisał po części jako odpowiedź na prośby, bym opowiedział, jak z ateisty stałem się chrześcijaninem, a częściowo po to, by skorygować fałszywe pogłoski, które rozeszły się tu i ówdzie. A jak ona mi się podobała?

C.S.Lewis
Wszędzie, gdzie spotykałam recenzje Zaskoczonego radością, miała wszędzie wysokie noty i oceny, dlatego niezmiernie się ucieszyłam, że mogłam ją przeczytać. A podobało mi się w niej odwzorowanie tamtych czasów, a których żył C.S.Lewis oraz to, a jaki sposób opisywał on historię swojego życia. Język naprawdę na wysokim poziomie, a styl naprawdę lekki, więc czyta się naprawdę przyjemnie. Niewątpliwie jest to bardzo ciekawa i przyjemna jest opowieść o tamtejszych szkołach, a także ciekawe portrety osób otaczających, choć były one momentami dość płytkie, jakby autor chciał przedstawić postacie tylko i wyłącznie z dobrej strony. Jednak jest to książka, którą czyta się  z wielkim zaciekawieniem. Jest to książka, zdecydowanie dla tych, którzy już mieli kontakt z twórczością Lewisa, dla tych, którym ta postać jest bliska. Autor dokładnie przedstawia realia panujące na przełomie XIX i XX wieku, opisuje tamtejsze szkoły, uczelnie, zabawy... Pokazuje ten świat oczami małego chłopca, jakim wtedy był, a później z perspektywy rozwijającego się  i uczącego się młodzieńca. Kiedyś usłyszałam, że gdyby nie Tolkien, nie powstałyby Opowieści z Narnii, a w tej książce dowiadujemy się, że to właśnie autor Władcy pierścieni przyczynił się do nawrócenia Lewisa. Pięknie napisana opowieść przemiany z ateisty w chrześcijanina. I dowód na to, że będąc wiara nie wyklucza naukowych osiągnięć. Warto przeczytać, choć Smutek, poruszył mnie bardziej;)

Czy prąc naprzód przypadkiem nie utraciliśmy czegoś? Czy to, co dawne, nie było cywilizowane, a to co nowe – barbarzyńskie?


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:

czwartek, 15 sierpnia 2013

Władca Pierścieni

Skan okładki
Tytuł: Władca Pierścieni
Autor: John Ronald Reuel Tolkien
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Stron: 1312
Ocena: 6/6



Często tak bywa, Samie, gdy jakiś skarb znajdzie się w niebezpieczeństwie: ktoś musi się go wyrzec, utracić, by inni mogli go zachować.






Któż nie słyszał o tolkienowskiej Trylogii w postaci książek czy ich ekranizacji? Prawdziwa klasyka jeżeli chodzi o fantasy oraz znacząca pozycja w historii literatury w ogóle. Na czym polega fenomen Śródziemia i Władcy Pierścieni? Sama postanowiłam się przekonać, co takiego jest w tej książce, która wychowała już pokolenia;) 

Czy jest sens pisać stricte o fabule? Chyba nie;) Bo ogólnie wiadomo, że są hobbici, czarodziej, pierścień oraz ich misja. A to wszystko opisane w trzech tomach, które najczęściej spotyka się wydawane każdy oddzielnie: Drużyna (w moim wydaniu Bractwo) Pierścienia, Dwie Wieże oraz Powrót Króla, choć autor chciał by wydano je jako całość, jednak wydawca bał się, że w takim wydaniu może się nie sprzedać. I jak bardzo się mylił! Ja właśnie mam wydanie, w którym wszystkie trzy tomy są w formie jednej książki i będę to recenzować jako jedną książkę;)
My decydujemy tylko o tym jak wykorzystać czas, który nam dano.
Władca Pierścieni jest pozycją wyjątkową i temu chyba nikt nie zaprzeczy. A czemu zawdzięcza swoją wyjątkowość? Tolkien bowiem stworzył świat Śródziemia od samych podstaw czyniąc go równoległym do naszego, wykreował bajecznie ciekawe i barwne postacie, których tu tak wiele... Do tego tyleż języków w tej książce, iluż bohaterów i przygód! Po prostu WOW! Opisów jest sporo, lecz co to są za opisy! Piękności owego świata oraz jakże zaciekłych batalistycznych scen, które nadają impetu całej akcji. Osobiście jestem zachwycona całą Trylogią i mogę się zaliczyć do grona fanów twórczości Tolkiena, do której z pewnością kiedyś wrócę. Fakt, może być trudno przez to przebrnąć z powodu dużej ilości postaci czy imion, ale jednak pozycja jest napisana w taki sposób, że niezmiernie fascynuje i sprawia, że książkę chce się czytać jednym tchem! Coś czuję, że jeszcze kiedyś wrócę do Władcy;) I to z wielką chęcią. Polecam Władce, tym co jeszcze nie czytali. Istna klasyka, w której się zauroczyłam, jak i w świecie stworzonym przez Tolkiena i jego języku, które już miałam okazję poznać przy lekturze Hobbita. Moim zdaniem cud, miód i orzeszki. Trudno tu opisać mój zachwyt nad wykreowaniem owego świata i tej pozycji.  Jestem doprawdy oczarowana;) Władca Pierścieni – lektura obowiązkowa;)
ŒŚwiat dzieli się na tych, którzy czytali Hobbita i Władcę Pierśœcieni i tych, którzy dopiero je przeczytają. "Sunday Times"

A w tym wszytskich chodzi o pierścień;)

niedziela, 11 sierpnia 2013

Stukostrachy

Tytuł: Stukostrachy
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Ilość stron: 830
Ocena: 4.5/6


W nocy, gdy cały dom już śpi,
Stukostrachy, Stukostrachy stukają do drzwi.
Chciałbym stąd uciec, lecz boję się,
że Stukostrach zabierze mnie.






Pamiętacie ze swojego dzieciństwa jakiś wierszyk lub postać, którymi Was straszono, jak byliście niegrzeczni? Jakieś potwory spod łóżka, brzydcy panowie albo coś jeszcze innego? A co jeżeli postacie z takich wierszyków istnieją naprawdę? A może to Stukostrachy?

Każdy, kto słyszał o Stephenie Kingu i jego twórczości, słyszał zapewne również o jednej z jego bardziej znanych książek pt. Stukostrachy, opowiadającej o sennym miasteczku Haven, w którym zaczynają dziać się różne dziwne rzeczy... Wyobraźcie sobie las, mroczny i wielki. To właśnie w nim Bobbi Anderson podczas spaceru ze swoim psem potyka się o jakąś dziwną rurę. Cóż to może być? Kobieta zaczyna kopać i to od tego się wszystko zaczęło...To zmienia wszystkich mieszkańców miatseczka, poza jednym, poza przyjacielem Bobbi – pisarzem Jimem Gardnerem. Dlaczego tak jest? Co odkopie Bobbi? Dlaczego wszyscy tak się zmieniają? I czym są tajemnicze, tytułowe Stukostrachy? Czemu od tego miejsca bije zielona poświata?


Przed lekturą tej książki nie miałam względem niej żadnych oczekiwań, a dodatkowo nie czytałam żadnych opinii na jej temat w Internecie. Po prostu dostałam ją któregoś dnia od mojego Ukochanego i zabrałam się za jej czytanie. I wbrew wielu negatywnym opiniom na jej temat, mi ona przypadła do gustu i w mojej ocenie wypada ona o wiele lepiej niż np. Komórka. Dlaczego? Choć po raz kolejny pojawia się postać pisarza, jak np. w Misery czy w Lśnieniu (książki jeszcze nie czytałam ale widziałam film), sam pomysł na książkę wydaje się ciekawy. Tu jakieś zmiany, szalone wynalazki, niewyczerpane pokłady sił i mieszkańcy, którzy zachowują się jak naćpani. A do tego pisarz – alkoholik z kawałkiem metalu w głowie, który nie wie o co w tym wszystkim chodzi. Moim zdaniem King ma mistrza w tworzeniu fajnych pomysłów i niewykorzystywaniu ich do końca. Czy w Stukostrachach również tak było? Nie powiedziałabym. Idea wykorzystana na przyzwoitym poziomie, choć zdecydowanie mógłby wycisnąć z niej o wiele więcej. Ale jest ok. Do tego język i styl pisania charakterystyczne dla Kinga, generalnie średnio literacki język, młodzieżowy, ale lekki i przyjemny w czytaniu i sprawiający, że czytelnik nie chce się oderwać od książki. Jednak ostatnia pozycja autora - Joyland - podobała mi się o wiele bardziej, ale nie zmienia to faktu, że Stukostrachy wypadają pozytywnie w moich oczach. Ba! Zdecydowanie lepiej niż jej ekranizacja z 1993 roku, z Jimmy Smits oraz Marg Helgenberger w rolach głównych. W filmie Bobbi odebrałam jako kobietę zalatującą trochę na typową rozkojarzoną i zakochaną nastolatkę i to w dodatku blondynkę, jednak w książce wywołała u mnie zupełnie inne odczucia i wyobrażenia. No cóż, należe do grona tych ludzi, którzy uważają, że książki są lepsze od filmów;)
Czasami człowiek sądzi, że ujrzał już dno studni ludzkiej głupoty, ale spotyka kogoś, dzięki komu dowiaduje się, że ta studnia jednak nie ma dna
Podsumowując - polecam Stukostrachy, nie tylko fanom literatury grozy, lecz bardziej miłośnikom fantastyki przeplatanej z rzeczywistością. Ciekawa książka warta przeczytania. Lekka pozycja na umilenie letniego dzionka czy wieczoru;)