środa, 17 grudnia 2014

"Zwiadowcy. Księga 7. Okup za Eraka" John Flanagan

Tytuł: Zwiadowcy. Księga 7.
Okup za Eraka
Autor: John Flanagan
Seria: Zwiadowcy
Tom: siódmy
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 472
Ocena: 4.5/6

Zawsze jednak istniała szansa, że przypadkowo rzucona przez kogoś uwaga, stanie się zalążkiem pomysłu, w ostatecznym rezultacie dostarczając rozwiązania problemu.




Zwiadowcy to taka seria, którą zaczęłam czytać, choć miałam wrażenie, że zupełnie nie do mnie jest ona skierowana, że jestem już na nią za stara, ale tak polubiłam bohaterów, że obiecałam sobie, że skończę ją czytać, aż do ostatniego tomu. Teraz przyszedł czas na Księgę Siódmą zatytułowaną Okup za Eraka.

W książce cofamy się trochę w czasie – jej akcja dzieje się zaraz po Bitwie o Skandię, ale jeszcze przed Czarnoksiężnikiem z Północy oraz Oblężeniem Macindaw. A co się dzieje w Okupie za Eraka? Tytułowy Erak – Skandianin – postanawia urządzić sobie kolejną wyprawę po łupy, choć dostał już swoją ciepłą posadkę. Jednak Erak wpada w ręce tajemniczego pustynnego plemienia. Jednak nie zostaje pozostawiony sam na pastwę losu – z pomocą przychodzą mu jego nowi przyjaciele. Will, który cieszy się z tego, że dostanie srebrną odznakę Korpusu Zwiadowców oraz jego kompani w tym Halt, Gilan czy Evanlyn biegną Erakowi z pomocną dłonią. A jakie przygody ich spotkają? Co się wydarzy? W jaki sposób przywódca Skandian został porwany? 

No więc jasne, że będziesz popełniał błędy. I będziesz się na nich uczył, żeby ich nie powtarzać. Kiedy narobisz bigosu, nie próbuj udawać, że wszystko w porządku. A przede wszystkim nie próbuj oszukiwać samego siebie i wmawiać sobie, że tak właśnie należało postąpić. Do pomyłki należy się przyznać, zwłaszcza przed samym sobą, a potem uczynić wszystko, by ją naprawić.

Okup za Eraka to już siódmy tom o przygodach Willa i jego przyjaciół. Choć Czarnoksiężnik z Północy czy Oblężenie Macindaw mnie nie zachwyciły to i tak z przyjemnością sięgnęłam po kolejny tom z tej serii i stwierdzam, że wypadł on lepiej niż dwa poprzednie tomy. Czytając Okup za Eraka uświadomiłam sobie wyjątkowo mocno jak bardzo polubiłam bohaterów owej serii i jak bardzo się za nimi stęskniłam. Czytając tę część czułam lekkie zmieszanie owym cofnięciem w czasie – pojawiały mi się myśli „Ale walka o Skandię – jak to dawno było? Kiedy ja to czytałam? Przecież chronologicznie to nie ma sensu”. Ale po prostu potrzebowałam czasu na przestawienie się. Sama akcja książki toczy się dość powoli i tak na dobrą sprawę rozkręca się dopiero w drugiej połowie książki – czyli standard jeżeli chodzi o twórczość Johna Flanagana. Przynajmniej w cyklu o Zwiadowcach. Język również typowy i charakterystyczny dla tego autora – prosty i niezbyt skomplikowany (w końcu książka dla młodzieży), ale nie jest zdecydowanie językiem prostackim i czy nazbyt ubogim. Czy mi się podobało? Tak, ale akcja mogłaby być ciut żywsza. A samą książkę można by streścić w dwóch słowach: przyjaźń i poświęcenie. Czy polecam? Tak, zdecydowanie polecam całą serię. Doprawdy sympatyczni, przyjaźni bohaterowie, którzy umilą czas i sprawią, że ciężko będzie się z nimi rozstać.

sobota, 13 grudnia 2014

"S@motność w Sieci" Janusz Leon Wiśniewski

Tytuł: S@motność w Sieci
Autor: Janusz Leon Wiśniewski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ocena: 6/6


Faceci są jak niektóre radioaktywne pierwiastki: mają bardzo krótki czas połowicznego rozpadu. Potem już promieniują śladowo. I przeważnie tylko w innych laboratoriach. Chociaż niekoniecznie. Wystarczy, że laborantka jest obca i młodsza.



Samotność to takie uczucie, to taki stan, którego doświadczył każdy choć raz w życiu. Najgorsza jest samotność wśród tłumu, wśród ludzi – kiedy widzisz, że masz wokół siebie mnóstwo ludzi, często współmałżonka, partnera, dzieci, najbliższych, a tak naprawdę nie ma się do kogo odezwać, porozmawiać, wypłakać w rękaw. Z pomocą przychodzi Internet, który z jednej strony przybliża do ludzi oddalonych o setki kilometrów, a z drugiej potrafi oddalić od tych, którzy są najbliżej. Jeżeli chodzi o ten stan – S@motność w Sieci Janusza Leona Wiśniewskiego jest lekturą obowiązkową.

Przecież samotność to najgorszy rodzaj cierpienia! Czyż Stwórca nie powołał świata do istnienia dlatego właśnie, że czuł się samotny? Niech już chrapie, zostawia brudne skarpety na środku pokoju i pali w sypialni. Niech tylko będzie.

S@motność w Sieci to nie tylko opowieść o jej głównych bohaterach – Ewie i Jakubie. To przede wszystkim opowieść o uczuciach, rozmowach, o Sieci, która zbliża ludzi oddalonych o setki kilometrów, o potrzebie bliskości, zaufania i zrozumienia. Ona jest mężatką mieszkającą w Warszawie, on – mężczyzną po przejściach mieszkającym w Niemczech. Co ich zbliży, a co oddali? Jak zmieni ich życie założenie sobie kont na ICQ (które dla nas może wydawać się nieco archaiczne)?

Czy wiesz, że samotność to w przekonaniu ludzi najgorszy rodzaj cierpienia? To jest uniwersalne dla świata. W Nowym Jorku tak samo jak na Nowej Gwinei ludzie truchleją ze strachu przed samotnością i opuszczeniem, Czy wiesz, że według jednego z najstarszych hinduskich mitów stwórca powołał świat do istnienia tylko dlatego, że czuł się samotny? Czy wiesz, że amerykańskie podręczniki psychiatrii kwalifikują pustelnictwo jako form obłędu?

S@motność w Sieci to książka, która mnie zupełnie rozłożyła na łopatki. Jestem pod jej urokiem, jestem nią wstrząśnięta i poruszona. Czytając na wykładzie jej zakończenie – powiedzmy ostatnie 100 (z prawie 600 e-bookowych) stron wszystko inne przestało być ważne. Ważna była narastająca złość i rozżalenie. Dlaczego mógł wymyślić takie zakończenie, takie… nieprzewidywalne, będące zupełnym przeciwieństwem najczęściej spotykanych happy endów. Ale to między innymi dzięki niemu jest to książka tak wyjątkowa. Nie jest to typowy, ckliwy romans (choć nie brakuje tu sentymentalizmu i momentami naiwności), jest to pozycja, po której się pyta „Dlaczego?” z napływającymi do oczu łzami. Owo zakończenie czytałam na wykładzie, kiedy skończyłam i autentycznie zaczęły mi napływać łzy do oczu musiałam się pohamować, żeby nie dać po sobie pokazać, że wykład był tak wzruszający (ach, analiza żywności i akrylamid <3 – tak swoją drogą to wiecie, że ów kancerogenny akrylamid jest w… kawach rozpuszczalnych, biszkopcikach i słoiczkach dla dzieci?)  Jak widać po recenzowanych przeze  mnie książkach – zdecydowanie jestem miłośniczką kryminałów i książek pełnych napięcia i zagadek. Tu ani jednego ani nie ma, ale i tak ta książka mnie roztrzaskała i do dziś nie umiem się pozbierać. Choć tak naprawdę styl pisarski nie jest jakiś wygórowany ani nie jest zbyt rozbudowana to naprawdę mi się podobała. Dlaczego? Bo wierzę w miłość na setki kilometrów zapoczątkowaną przez Internet. Bo bohaterowie stali mi się wyjątkowo bliscy. Bo chciało mi się przy niej płakać, a to rzadko się zdarza. Bo wywołuje wiele emocji. Bo po prostu rozkłada na łopatki. Z chęcią sięgnę po inne książki tego autora, żeby zobaczyć jak się rozwinął, bo w końcu S@motność w Sieci to jego debiut.

Wiesz, że ja zawsze tęskniłam za Tobą już troszeczkę, nawet gdy byłeś blisko mnie. Tęskniłam już tak sobie trochę na zapas. Żeby później tęsknić mniej, gdy już pójdziesz do domu. I tak nie pomagało.


S@motność w Sieci to książka, którą szczerze mogę polecić dla wszystkich, którzy cenią książki o uczuciach i o relacjach. I nie tylko kobietom. Choć jest to książka zaliczana do tych lżejszych i kobiecych – to i tak należy do tych bardziej wartościowych i naprawdę godnych polecenia. Kto nie czytał - niech się czym prędzej za nią zabiera.

...kobiety najbardziej przywiązują się do mężczyzn, którzy potrafią ich słuchać, okazywać im czułość i doprowadzać je do śmiechu.

piątek, 12 grudnia 2014

Herbata z prądem!


Teraz, kiedy przychodzą mrozy potrzeba dużej ilości herbaty, żeby się rozgrzać.
Idealnie sprawdza się herbata z prądem!


Co będziemy potrzebować?
Ulubioną herbatę
ok.150 ml wody
 40 ml wódki
40 ml  syropu malinowego
2-3 goździki
plasterek cytryny

Jak przygotować?
Herbatę zaparzyć w około 150 ml wody - dobrze, jeżeli będzie mocniejsza. Dodać wódkę, syrop malinowy (najlepiej domowy), cytrynę i goździki;) przed wypiciem poczekać chwilę, aż wszystkie składniki się przeżrą;) 
Smacznego!



poniedziałek, 8 grudnia 2014

"Jedwabnik" Robert Galbraith (J.K Rowling)

Tytuł: Jedwabnik
Autor: Robert Galbraith (J.K Rowling)
Cykl: Cormoran Strike
Tom: drugi
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ilość stron: 480
Ocena: 4/6


Każde narodziny, jeśli trzeźwo na nie spojrzeć, były jedynie ślepym trafem. Gdy setki milionów plemników płynęły na oślep przez ciemność, szanse, że człowiek nie stanie się sobą gwałtownie rosły.




Wołanie kukułki to książka, która wywołała wielkie zamieszanie w literackim świecie, a wszystko za sprawą tego, że pod pseudonimem Roberta Galbraitha kryje się ktoś zupełnie inny, a mianowicie znana i lubiana J.K.Rowling, a na kontynuację owego kryminału nie trzeba było długo czekać. Nie ukrywam, że bardzo na nią czekałam i tak właśnie zabrałam się za Jedwabnika.

Cormoran Strike to prywatny detektyw, który kilka miesięcy wcześniej rozwiązał sprawę znanej Luli Landry i właśnie dzięki tej sprawie zyskał tak duży rozgłos, rozwinął się i zyskał wiele nowych zleceń. Tym razem dostaje zadanie znalezienie pisarza Owena Quine'a, który zniknął po raz kolejny, a jego żona postanowiła go poszukać. Czym dokładnie ma się zająć Strike i jego asystentka Robin? Jak rozwinie się ich relacja? Do czego nawiązuje tytułowy jedwabnik? Co oznacza ten tytuł? Co stało się z Quinem? Jakiej bolesnej prawdy dowiedzie się olbrzymi detektyw? 

Jedwabnik to druga część, po której już mniej wiedziałam czego się spodziewać i bardzo chciałam ją przeczytać czekając na to, co tym razem Rowling dla nas przygotowała. Zabrałam się za czytanie i znów się spotkałam z podobnym stylem pisarskim jak w Wołaniu kukułki, z podobnym, niezbyt skomplikowanym, ale lekkim i przyjemnym w odbiorze językiem. Odniosłam wrażenie, że tutaj nie było aż tylu wulgaryzmów, jak w poprzednim tomie, ale jest to tylko działanie na plus. Bardzo polubiłam Cormorana oraz Robin i nie ukrywam, że byłam bardzo ciekawa, jak potoczy się relacja między nimi, jak im się ułoży współpraca. Co prawda nie do końca takiego toku się spodziewałam, ale zakończenie jest otwarte, więc wydaje mi się, że będą kolejne tomy cyklu (no ale nic nie wiadomo). Fabuła książki to nie tylko samo śledztwo – to także opisy relacji pomiędzy bohaterem, Cormoranem, Robin i ich znajomymi. Czasami to właśnie one wybijały się na pierwszy plan urozmaicając lekturę, czasami mogły irytować. Osobiście wyczuwałam podobieństwa w atmosferze Jedwabnika do atmosfery Wołania Kukułki – wielki świat, znani ludzie i ich tajemnice oraz gierki. Jednak w tym wszystkim brak jednego – spektakularnego zakończenia. Osobiście pierwszy tom pod względem fabularnym podobał mi się chyba bardziej.
Najbliższe łukowate wejście, opatrzone numerem dwa, nabierało kształtu w rzednącym mroku: surowa kamienna twarz, stara i brodata, gapiła się na Strike’a znad bramy. Czy istniał kiedyś bóg zwierzęcych tusz?
Podsumowując, Jedwabnik to nie jest kryminał wysokich lotów, ale lekkie, przyjemne i momentami dość przewidywalne czytadło, które można przeczytać w jedno-dwa popołudnia (chyba, że komuś język/styl/fabuła/tematyka nie podpadnie). Czy polecam? W tej kategorii to i owszem, ale nie jako ambitną literaturę dla wymagających.