niedziela, 26 kwietnia 2020

"Braciszkowie Niebożątka" Tomasz Gnat





Tytuł: Braciszkowie Niebożątka
Autor: Tomasz Gnat
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ilość stron: 304
Ocena: 3/6








Lubię czasami sięgnąć po książki z kategorii fantastyki, żeby całkowicie oderwać się od rzeczywistości, która mnie otacza. Szczególnie przypadły mi do gustu się światy wykreowane światy przez Pilipiuka, a czytając o książce pt. Braciszkowie Niebożątka autorstwa Tomasza Gnata bardzo mocno skojarzyła mi się ona właśnie z twórczością Wielkiego Grafomana. Tak więc zdobyłam tę pozycję i czym prędzej zabrałam się za lekturę. 
W mieście, gdzie słowa i myśli stają się ciałem, grupa bohaterów mimo woli staje do walki z siłami dążącymi do otwarcia Katedry – tajemniczego monolitu, źródła wszystkich cudów i koszmarów, o którym wiadomo tylko tyle, że nie wolno go otwierać.
                                                   opis wydawcy

Braciszkowie Niebożątka jest książką, która prezentuje się niezbyt okazale, jeżeli chodzi o ilość stron, ale opis wydawcy również nie jest powalający objętościowo. Jednak moją uwagę przykuła treść opisu oraz grafika na okładce tej pozycji, a że brakowało mi ostatnimi czasy fantastyki i oderwania się od rzeczywistości – sięgnęłam po nią, ale jednak czytałam ją z pewną przerwą… Na początku – zalew słów, który swoim poziomem może czytelnika zaskoczyć. A do tego zalew bohaterów, których jest naprawdę sporo i bardzo trudno jest się połapać kto jest kim oraz kto jakie ma zadanie. Przyznam szczerze, że spodziewałam się o wiele lepszej akcji i zdecydowanie większej klarowności w postaciach występujących w książce – jest ich od groma, ale są wykreowani dość słabo, mają nietypowe imiona, nazwy i naprawdę dość często się gubiłam kto co robi i kto kim jest. Zdecydowanie za dużo jak na tę objętość, a do tego słabo przedstawieni. Pomysł na fabułę – niezły, ale również słabo zrealizowany i przytłoczony ilością równie kiepsko wykreowanych bohaterów, a do tego akcja, która niby się toczy, ale jednak również niezbyt sprawnie. Językowo Tomasz Gant zalewa czytelnika dość dopracowanym, rozbudowanym językiem, który w połączeniu z bohaterami, fabułą i akcją – przygniata wszystko jeszcze bardziej. Coś co autorowi trzeba rzeczywiście przyznać – udało mi się jednak stworzyć dość ciekawy, lekko mroczny i tajemniczy klimat, autentycznie trochę podobny do światów wykreowanych przez Andrzeja Pilipiuka, ale jednak nie zmienia to faktu, że przez słabą fabułę, język i bohaterów – książkę czytało mi się dość trudno.

Braciszkowie Niebożątka to książka, która w moim odczuciu wypada dość przeciętnie czy wręcz raczej słabo. Ma ciekawy, mroczny klimat, w którym lekko wieje grozą, ale jednak cała reszta jest zdecydowanie kiepska i niedopracowana, przynajmniej w moim odczuciu. Wiem, że jest to debiut i widzę, że autor ma potencjał, ale tutaj – lekko mówiąc – nie popisał się. Uważam, że trochę szkoda czasu na tę książkę, jest wiele ciekawszych książek, nawet w podobnym klimacie, jak na przykład Aparatus wspomnianego już Andrzeja Pilipiuka.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Grupie wydawniczej Publicat.

piątek, 24 kwietnia 2020

Egzotyczny koktajl ze szpinakiem


Bardzo lubię owocowe koktajle, szczególnie wiosną i latem.
Ostatnio upolowałam na promocji mango i kiwi, więc postanowiłam wypróbować nowe połączenie. Zapraszam więc na egzotyczny koktajl ze szpinakiem.



Składniki:
(na 2 małe porcje albo 1 sporą)
-pół mango
-2 kiwi
-małe jabłko
-2-3 garście świeżego szpinaku
-łyżka siemienia lnianego
-ok. 150 ml wody

Jak wykonać?
Z mango będziemy potrzebować tylko miąższ, więc obrać i pokroić.
Obrać i pokroić kiwi.
Jabłko również pokroić - nie trzeba obierać.
Wszystkie składniki włożyć do wysokiego naczynia i zblendować.
I gotowe. Smacznego!

sobota, 18 kwietnia 2020

"Mała baletnica" Wiktor Mrok

Tytuł: Mała baletnica
Autor: Wiktor Mrok
Wydawnictwo: Initium
Ilość stron: 587
Ocena: 5/6




To krzyk, krzyk o pomoc. Każdy, kto cierpi, krzyczy.







Lubię, kiedy w książkach pojawiają się trudne tematy, lubię różne spojrzenia na najróżniejsze tematy, w końcu nie bez przyczyny wybrałam jako studia psychologię. Właśnie dlatego również sięgnęłam po książkę Wiktora Mrok pt. Mała baletnica, którą często widywałam w księgarniach i blogach.
Współczesna Rosja. Kulisy tzw. child porn industry i spraw związanych z nadużyciami w stosunku do dzieci. Głośny skandal obejmujący międzynarodowe powiązania biznesowe, wielką politykę, a także emerytowanych agentów KGB.
Akcja "Małej baletnicy" toczy się dwutorowo. Z jednej strony autor przedstawia pracę grupy śledczej, z drugiej – środowisko ludzi zamieszanych w pornograficzny biznes. Mrok w szczegółowy i ciekawy sposób opisuje mechanizmy, które doprowadziły do tego, że kilka osób, począwszy od 1997 roku, wyprodukowało na masową skalę dziecięcą pornografię z udziałem ponad półtora tysiąca dziewczynek w wieku od pięciu do szesnastu lat. Do 2004 roku, kiedy przerwano proceder, przestępcy wprowadzili do internetowej sprzedaży terabajty materiałów. W ręce czytelnika trafia szczegółowy zapis śledztwa prowadzonego dzień po dniu przez specjalną ekipę moskiewskiej policji. Czytelnik pozna cały mechanizm rozkręcania tego biznesu, a także szczegóły jego zakończenia. Zakończenia, które pomimo trudnego i długiego procesu sądowego nikogo nie usatysfakcjonowało. Ta opowieść, która niestety nie jest fikcją, sprawi, że na wiele spraw już nigdy nie spojrzysz tak samo.
                                                           opis wydawcy
Mała baletnica kusi delikatną, subtelną, przykuwająca wzrok okładką sugerując coś zupełnie innego niż znajdujemy w opisie czy w środku. Coś co najbardziej wstrząsa, to fakt, że fabuła książki jest oparta na faktach, co wcale nie ułatwia jej lektury, choć (jak na temat) napisana dość przystępnym językiem. Całe szczęście, że autor oszczędził nam wyjątkowo brutalnych opisów tego co działo się z dziećmi czy podczas przesłuchań – dla mnie mogłoby być już za dużo, gdyby było niewiele więcej lub gdyby były brutalniejsze. Ciekawym zabiegiem jest poprowadzenie akcji dwutorowo przez co, jako czytelnicy, mamy możliwość spojrzenia na sprawę z różnych perspektyw i punktów widzenia. Naprawdę zadziwiające, że autorowi udało się wszystko napisać tak przystępnym i przyjemnym w odbiorze (choć dziwnie to zabrzmi) językiem. Muszę jednak przyznać, że Małą baletnicę czytało mi się dość trudno i stosunkowo długo, mimo wspomnianego, niewymagającego i przystępnego języka. Swoje na pewno robi objętość – w końcu niemal 600 stron, ale przede wszystkim bardzo wymagająca fabuła oparta na faktach, co zdecydowanie nie ułatwia sprawy. Jak sobie człowiek wyobrazi, że to wszystko działo się w rzeczywistości i stosunkowo blisko nas to naprawdę wzbudzającą emocje.  Naprawdę bardzo ważny i równie trudny temat, a do tego bardzo szokujący, a wręcz przerażający. 
(...) prawdą jest, że dobro może przetrwać w człowieku mimo najgorszych życiowych doświadczeń.
Mała baletnica podejmuje ważny i bardzo trudny temat, a autorowi udało się to jeszcze sfabularyzować i napisać w przystępny sposób, za co należą mu się naprawdę wielkie brawa. I zdecydowanie mogę polecić tę pozycję, choć lojalnie ostrzegam, że nie jest to książka dla każdego, bo nie każdy to zniesie. Mała baletnica szokuje, przeraża, sprawia, że po plecach niejednokrotnie przebiegną ciarki. Nie jest to powieść doskonała, ale warta sięgnięcia.

środa, 15 kwietnia 2020

"Agatha Raisin i koszmarni turyści" M.C. Beaton

Tytuł: Agatha Raisin i koszmarni turyści
Autor: M.C. Beaton
Cykl: Agatha Raisin 
Tom: szósty
Wydawnictwo: Edipresse
Czyta: Paulina Holtz
Długość: 5 godz. 47 min
Ocena: 4/6


Potem [James] zatrzasnął drzwi z taką siłą, że obudził psa na farmie na wzgórzu, który zaczął wściekle ujadać.




Bardzo polubiłam książki z cyklu o Agacie Raisin w roli głównej w wykonaniu M.C. Beaton. Są to króciutkie, pełne humoru pozycje, po które sięgam ze sporą dawką regularności i radości – w końcu padło już na szósty tom (z prawie trzydziestu!) pt. Agatha Raisin i koszmarni turyści
Wakacje bez romansu można jeszcze jakoś przeboleć, ale wakacje bez śledztwa?! To absolutnie nie wchodzi w grę! Dlatego, gdy Agatha wyrusza na Cypr, relaksuje się głównie dzięki kłótniom z byłym narzeczonym i silnym emocjom, których dostarcza jej grupa upiornych turystów. Na dziką ekscytację przychodzi czas dopiero dzięki bezwzględnym jak palące greckie słońce zabójstwom, których jest świadkiem.
                                                              opis wydawcy
Agatha Raisin i koszmarni turyści już po raz kolejny tom z postacią, którą bardzo polubiłam, ale jednak tym razem czas na zmianę otoczenia – Agatha prowadzi śledztwo na Cyprze, gdzie znajduje się również jej ukochany sąsiad James. W tej części mamy ciekawy obraz tego, jak zachowują się turyści poza granicami swojego kraju, ale jednak w moim odczuciu Agatha tutaj zachowuje się wyjątkowo infantylnie. Książka jak zwykle napisana w sposób bardzo lekki i dość przyjemny w odbiorze. Język naprawdę prosty i nieskomplikowany, bardzo lekki i niewymagający praktycznie nic od czytelnika. Tutaj fragmenty niczym prosto z przewodnika o Cyprze, zupełnie nieoddająca klimatu. Co prawda nigdy nie byłam na rzeczonej wysepce, ale opisy mało obrazowe, mało klimatyczne. Pomysł na przeniesienie akcji w inne miejsce jest jak najbardziej na plus, tak samo jak obraz koszmarnie zachowujących się przyjezdnych, ale jednak oddanie realów gorącej wysepki – jak dla mnie średnie. Pomysł całkiem ciekawy, zrealizowany w sposób poprawny, choć pozostawiający trochę do życzenia. Na tle innych powieści z tego cyklu, które miałam już okazje przeczytać – wypada trochę gorzej, chociaż w moim odczuciu są wypadające gorzej jak na przykład tom czwarty pt. Agatha Raisin i zmordowani piechurzy.

Agatha Raisin i koszmarni turyści nie jest arcydziełem, nawet w kategorii czytadeł czy na tle tej serii, ale jednak nie jest również wybitnie słaba – jest zwyczajnie w porządku. Lekka, niezobowiązująca, niezbyt wymagająca, trochę zabrakło humoru Agathy, ale jednak sumarycznie jest całkiem w porządku. Nie zachwyca, nie powala na kolana, ale nie jest żenująca, a ja spędziłam z nią czas całkiem przyjemnie.