Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witanet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witanet. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 grudnia 2015

" Alastors: Człowiek zza Słońca" Michał Cieczko

Tytuł: Alastors: Człowiek zza Słońca
Autor: Michał Cieczko
Wydawnictwo: Witanet
Ocena: 4/6


Nie zrozum mnie źle, ale uważam, że na tym świecie są rzeczy ważniejsze niż alastorzy – Aran milczał. - Podatki i śmierć. One są zawsze, a wy przychodzicie i odchodzicie. Wy jesteście nieregularnym cyklem, a podatki i śmierć są regularnym. Głównie interesuje mnie to pierwsze, ale śmierć też zaprząta mi głowę.






Lubię fantastykę, ale żeby się zabrać za jej lekturę muszę nabrać weny, muszę mieć na nią zdecydowaną ochotę, żeby wczuć się w ten zupełnie inny świat, zupełnie różnych postaci. Ostatnio miałam okazję zabrać się za debiutancką książkę polskiego autora Michała Cieszko pt. Alastors: Człowiek zza Słońca.

Opis wydawcy:
Według legend każde pokolenie w krainie zwanej Alasterią ma swojego alastora. Człowieka, który wychodzi przed szereg i ma przeznaczone by zmienić świat. Aran jest jednym z nich, chociaż nigdy się o to nie prosił. Nie chce być bohaterem, pragnie tylko wrócić do domu. Jest obcy, ale nie tylko dlatego, że jest alastorem. Jest Człowiekiem zza Słońca. Nie wie jednak jak trudna jest to droga, a wiele osób chce wykorzystać jego Dar. Na drodze alastora stają wielka polityka, istoty bez ciał i bezwzględni bogowie. Aran musi stawić im czoła oraz samemu sobie jeśli chce jeszcze zobaczyć dom. Dom, który widzi codziennie w nawiedzającym go śnie, który każe mu zniszczyć Słońce. To jego droga.

Alastors: Człowiek zza Słońca to niezbyt obszerna książka, która od samego początku mnie ona bardzo intrygowała, więc zabrałam się za jej lekturę nie czekając zbytnio na moją ochotę czytania fantastyki. Początkowo trochę ciężko było mi się wbić do tego świata, do świata Alastora, jednak po przebrnięciu początku poszło już o wiele lepiej. Sam pomysł na fabułę jest naprawdę ciekawy, pomysłowy i bardzo intrygujący. Jednak jest to książka, która jest napisana dość prostym językiem, momentami niezbyt literackim, czasami aż nazbyt prostym... No, ale z racji tego, że jest to debiut literacki – jestem wyrozumiała. Fakt, nawet jak na debiut mogłaby być ciut lepsza, zwłaszcza, że po pewnym czasie od przeczytania sama książka średnio zapada w pamięć... Jednak czyta się dość przyjemnie, więc nie jest źle;)

Gdy patrzę na mrówki wiem, że każda z nich ma swoje zadanie. Każda pracuje dla dobra mrowiska i zna swoje miejsce. Nie musi myśleć o przyszłości, bo wie, co będzie robić jutro. Ale gdy patrzę na ludzi, to już nie mam takiego odczucia. Nikt z nich nie wie, co będzie robić jutro, nie ma dla siebie celu. Do niczego nie dążą.

Alastors: Człowiek zza Słońca to książka całkiem niezła jak na debiut, średnio zapada w pamięć, ale czyta się ją szybko i można z nią spędzić miło czas. Jestem ciekawa jak autor rozwinie się w pisaniu i jakie będzie miał pomysły na następne książki. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Witanet.
http://www.witanet.net/

środa, 2 września 2015

"Seteeria - Strażnicy światła" Danuta Morawska






Tytuł: Seteeria - Strażnicy światła
Autor: Danuta Morawska
Wydawnictwo: Witanet
Ocena: 3/6









Czy istnieją równoległe światy? Czy to możliwe, żeby istniało jakiekolwiek inne życie niż to, które znamy? A co jeżeli Ziemia chyli się ku upadkowi? O tym właśnie traktuje książka Danuty Morawskiej zatytułowana Seteeria - Strażnicy światła.

Dwie siostry – Kamila oraz Nathalie – podczas wakacyjnej wyprawy do lasu odkrywają magiczne przejście do innej planety, innego świata, do Seteerii. Tam poznają mieszkańców tamtejszej planety, między innymi tytułowych Strażników światła oraz wiele innych postaci… Orientują się, że Ziemia chyli się ku upadkowi, a mieszkańcy Seteerii mogą pomóc ją uratować… Tam także uczą się różnych, nowych umiejętności, takich jak chociażby wsłuchiwanie się w mowę roślin. Tam poznają swoistą magię… Siostry jednak martwią się, że nikt im nie uwierzy… Jednak okazuje się, że jakiś związek ma z tym starszy brat dziewczynek… Co on takiego robi całymi dniami zamknięty w swoim pokoju? Jakie ma pojęcie o Seteerii? Czy dziewczynki mogą zaufać bratu, z którym zawsze rywalizują? Czy uda im się ochronić Ziemię przed klęską? 

Seteeria - Strażnicy światła to niezbyt długa książka z kategorii fantasy, o której nigdy wcześniej nie słyszałam, zresztą o autorce także nie miałam pojęcia…. Sięgnęłam po nią zaciekawiona i zaintrygowana…. Okazała się ona być książką praktycznie jednowątkową z niezbyt dużą ilością bohaterów.  Pomysł na fabułę jest naprawdę w porządku, choć na mój gust niezbyt dopracowany – gdyby autorka bardziej go doszlifowała, książka wypadłaby znacznie lepiej. Siostry są do siebie bardzo podobne z charakteru, praktycznie identyczne. W moim odczuciu są bardzo mdłe i mało charakterystyczne czy zapadające w pamięć. Za to taką postacią jest brat dziewczynek – Konrad. A postacie z Seteerii są takie średnie – mogły by być trochę bardziej dopracowane, ale jednak nie jest źle… Jest walka dobra ze złem, jest dawka fantasy, ale jednak pozycja nie zachwyca – wypada średnio, przez bohaterów, jednowątkowość oraz niezbyt wyróżniający się język.

Podsumowując książka Seteeria – strażnicy światła to pozycja po prostu średnia, niezbyt zapadająca w pamięć… Co prawda ma ciekawy pomysł na fabułę, ale nie dopracowany, zresztą jak większość bohaterów i sytuacji w tej pozycji. Polecam tę książkę, jako eksperyment, ale nie jest to pozycja bardzo ambitna czy jakoś bardzo ciekawa. Po prostu średnie czytadło…

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


sobota, 15 sierpnia 2015

"Cyngle" Michał Idzikowski

Tytuł: Cyngle
Autor: Michał Idzikowski
Wydawnictwo: Witanet
Ocena: 3.5/6




Szczęście to przekleństwo, z którym trzeba żyć.









Z twórczością Michała Idzikowskiego nie miałam nigdy wcześniej kontaktu, nawet o nim nie słyszałam, ale o to trudno, skoro jest debiutującym pisarzem... Teraz jednak miałam okazję przeczytać jego debiut - książkę pt. Cyngle. Jak wypadła i o czym ona opowiada?

Cyngle to powieść sensacyjna, której głównymi bohaterami jest trójka przyjaciół - Dżino, Enrico i Mały. Mężczyźni znają się od dziecka, a teraz wciąż mieszkają na jednym z międzyrzeckich osiedli i nadal tworzą zwartą ekipę... Dżino dostaje polecenie ochrony dowódcy pruszkowskiej mafii, więc zbiera swoich przyjaciół i wyrusza wykonać zadanie, jakie ma do wykonania. Jakie przygody spotkają mężczyzn? Co takiego im się przytrafi? Czy ochronią szefa mafii? Kogo poznają? Jakim cudem bohaterowie lądują w Rzymie? Jakie przygody czekają ich w Wiecznym Mieście?

W piwnicach osiedlowych bloków zalęgły się cienie. Przez niedomknięte okienka widać było zniszczone twarze, słychać było głosy ich właścicieli. Odór taniego spirytusu zmieszany z dymem skręcanych naprędce papierosów unosił się w powietrzu, wypełniając poranne powietrze ohydną mieszanką. Mieszkańcy blokowiska usytuowanego nieopodal miejskiego cmentarza wyłaniali się zza betonowych ścian, by rozpocząć codzienny rytuał.

Przez to, że nawet nie słyszałam o twórczości Michała Idzikowskiego zupełnie nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po Cynglach – jego debiucie. Książka okazała się pozycją, którą czytało mi się naprawdę dość szybko, głównie dzięki wartkiej akcji, jaka miała miejsce w tej pozycji,a także zwrotom akcji, jakie miały miejsce... Do tego przyczynił się także niezbyt skomplikowany język, jakim w tej książce posługuje się autor. Fakt faktem – czasami wydaje się nazbyt prostacki, ale jednak wydaje mi się od dostosowany do sytuacji. Nie zmienia to faktu, że czasami to kole w oczy, a wręcz drażni... A do tego dość poniżające podejście względem kobiet, co mnie jako przedstawicielkę płci pięknej nieco drażniło, ale rozumiem, że jest to pozycja przeznaczona bardziej do męskiego czytelnika, aniżeli do damskiego. No, ale cóż, widocznie taki był zamysł. Czy może jednak przypadek? Bohaterowie jakich wykreował Michał Idzikowski są naprawdę bardzo różni – jedni są mdli, mało widoczni na tle innych, mało charakterystyczni, wręcz mdli. Inni są ich przeciwieństwem. Chociażby Dżino – mocny silny charakter, za którym podążają inni, wyróżniający się mocą, siłą przebicia...


Podsumowując już całą recenzję, Cyngle to takie sensacyjne czytadło, ale z racji debiutu mogę minimalnie przymknąć oko. Czytało się się lekko i przyjemnie, jednak brakowało mi bardziej rozbudowanej fabuły i ciut bardziej charakterystycznych bohaterów. Czy polecam tę książkę? Sama nie wiem... Mam dość mieszane uczucia... Czytało się szybko i przyjemnie, ale jednak to nie wszystko, jeżeli chodzi o dobrą książkę. Więc polecam jako czytadło, bez jakiś większych oczekiwań na ambitne zagadki czy intrygi. Jak na debiut nie ma tragedii, ale jednak do dobrej pozycji trochę brakuje.

środa, 23 lipca 2014

"Zielona Kula" Jeanne Davenport






Tytuł: Zielona Kula
Autor: Jeanne Davenport
Wydawnictwo: Witanet
Ocena: 1.5/6









Generalnie jestem osobą, która niezbyt przepada za science fiction – ani w postaci filmów ani w postaci książek, choć jak miałabym wybierać, wolę jednak w formie produkcji na dużym ekranie. Jednak to nie tę formę science fiction przychodzi mi dziś recenzować. Przychodzę dziś z moją opinią na temat książki zatytułowanej Zielona Kula.

W książce jesteśmy świadkami wielu różnych wydarzeń, które toczą się wokół Theo, który przeżywa żałobę po tragicznej śmierci ukochanej – Lii i robi wszystko, aby ona wróciła. Pewnego dnia słyszy o tytułowej Zielonej Kuli, która wydaje mu się być prawdziwym zbawieniem i rozwiązaniem problemu. Czym ona jest? Jak ona może mu pomóc? Co na to odsunięci od niego jego przyjaciele? Pomogą mu? Jaką rolę odegrają? Czy Theo będzie ich narażał ich życie i bezpieczeństwo? Co się z nim stanie?

Zielona Kula to książka, za którą zbierałam się dość długo i chyba równie długo ją czytałam. Nie dość, że rodzaj literacki nie do końca wpadający w mój gust, to jeszcze dość często się gubiłam w akcji książki i jej bohaterach (choć tak naprawdę nie było ich wielu). Sprawę po części wyjaśnia fakt, że jest to kontynuacja debiutanckiej książki Jeanne Davenport, która jest zatytułowana Wybrańcy. Jednak to nie wszystko. Przy moich ustawieniach książka liczyła około 250 stron, czyli naprawdę niedużo, a męczyłam się z nią niemiłosiernie. Wszystko za sprawą takiego języka i sposobu pisania, który w połączeniu z niezbyt porywającą fabułą daje taki efekt, że książka zamiast wciągnąć i zainteresować czytelnika – nudzi i wzbudza chęć odłożenia tej książki jak najdalej i zupełnie zniechęca do powrotu do niej czy sięgnięcia po jej wcześniejszą część. Akcja marna, fabuła, która nie wciąga i język niezachwycający i miało literacki. Szkoda na nią czasu.

Generalnie Zielona Kula to książka, która nie zachwyca, a wręcz przeciwnie – odstrasza. I niestety mimo najszczerszych chęci nie mogę jej polecić nikomu. Chyba, że ktoś jest naprawdę zdesperowany i nie ma nic do czytania, w co wątpię.


sobota, 5 lipca 2014

"My, ludzie z planety Ziemia" Jarosław Bloch

Tytuł: My, ludzie z planety Ziemia
Autor: Jarosław Bloch
Wydawnictwo: Witanet
Ocena: 3,5/6


Skąd możemy wiedzieć jakie efekty da nasza praca, ale wykonujemy ja w nadziei, że któreś ziarno będzie doskonałe. Dajemy szanse życiu, by trwało, nic za to nie chcąc, niczego nie oczekując. Nigdy nie dowiemy się co z tego wyniknie.






Życie na Ziemi, jego początek i stworzenie to temat, który inspirował już wielu twórców, tak więc powstało mnóstwo filmów i książek. Ten temat zainspirował także Jarosława Blocha do stworzenia swojej pozycji.

My, ludzie z planety Ziemia to zbiór siedmiu opowiadań, które pozornie się różnią między sobą, ale niewątpliwie wspólny mianownik – życie na Ziemi. Skupia się na człowieku jego problemach i rozterkach, a także podejmuje tematy takie jak współistnienia inteligentnych istot i cywilizacji, manipulacji społeczeństwem, która jest na bardzo wysokim poziomie. Tytuły opowiadań: Odyseja terrańska, Skazany na samobójstwo, Być bohaterem, Krasnale, Światło w tunelu, Wojna, której nie było, Pożegnanie z Marsem.

Nowoczesne społeczeństwo jest coraz bardziej leniwe, ubogie umysłowo, przez to łatwiejsze do sterowania. Kiedyś wycinano z gazet tekst by go ocenzurować, dziś fakty są w zasięgu ręki, tylko sięgnąć, nikt jednak nie sięga po nie z własnej, nieprzymuszonej woli... Ludzie zawsze wierzyli w bajki i tu się nic nie zmieniło, chcą widzieć rzeczywistość taką jaką sobie wyobrażają, dlatego ignorują, tą która jest naprawdę.

My, ludzie z planety Ziemia to niedługa książka, którą można pochłonąć w jeden wieczór, ale daje też sporo do myślenia. Generalnie nie przepadam za science fiction i za taką tematyką, jaka jest podejmowana w tej książce, więc i ta pozycja mnie także nie zachwyciła ani nie powaliła na kolana, ale także nie odrzuciła od tego gatunku. Napisana w lekki sposób, niedługa, a pomysły są na tyle ciekawe, że zapadają w pamięć, a czyta się niezwykle szybko i przyjemni, a czas z nią spędzony nie jest zupełnym marnotrawstwem czasu, ale także nie zachwyca i jej lektura nie zapiera tchu i trudno uznać ją za arcydzieło. Powyżej przeciętnej i powyżej oczekiwań, pomysły naprawdę ciekawe, które naprawdę można by rozbudować na dłuższe powieści. I nie ukrywam, że po skończonej lekturze czułam pewien niedosyt, głównie z powodu owych nie do końca wykorzystanych tematów i pomysłów. Po pozycji My, ludzie z planety Ziemia widać, że Jarosław Bloch to aktor mający naprawdę spory potencjał, nic tylko go szlifować;) I nic tylko podziwiać, że na takie pomysły wpadł nasz rodak. Myślę, że fanom fantastyki, a zwłaszcza miłośnikom sci-fi i tematyki innych, potencjalnych form życia na Ziemi może się spodobać ta pozycja, więc zapraszam do czytania;) 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości