poniedziałek, 3 grudnia 2012

Pamiętnik młodego ekonomisty

Tytuł: Pamiętnik młodego ekonomisty
Autor: Paweł Dub
Ocena: 3/6



Idąc do mojego nowego pokoju nagle zdałem sobie sprawę, że pomimo dziewięciu lat nauki na renomowanej uczelni – nic nie umiem.








Recenzję tej Pamiętnika młodego ekonomisty najpierw przeczytałam na blogu Pisanegoinaczej i stwierdziłam, że czemu nie, że zawsze można przeczytać. Później dostałam pozycję do recenzji od samego autora, za co bardzo mu dziękuję!

Jak sama nazwa wskazuje jest to pamiętnik, w którym trzydziestopięcioletni mężczyzna zapisuje swoje codzienne notatki. Po kilku latach studiów na dobrej uczelni cudem dostaje pracę, początkowo jako stażysta, później jego umowa zostaje przedłużona. W swoich zapiskach dzieli się z czytelnikiem tym, co dzieje się w jego biurze. Pisze o tym, że w pracy nie dzieje się nic poza rozmowami, grami w pasjansa na komputerze oraz przechodzeniem pomiędzy piętrami. Autor pamiętnika opisuje wszystko dokładnie, zakochuje się w córce prezesa i zrobi wszystko, żeby ją zdobyć. Postać głównego bohatera jest wykreowana na ciapowatego i niezdaradnego, a także trochę na lizusa. Mężczyzna mieszka razem z rodzicami i początkowo jego zapiski są krótkie, które wraz z czasem się wydłużają i zawierają coraz dłuższe opisy tego co dzieje się w jego miejscu pracy.

Przyznam szczerze, że książka nie wywarła na mnie zbyt wielkiego wrażenia, denerwowała mnie postać głównego bohatera, jego postawa życiowa, jego taka ciapowatość, byciem takim zniewieściałym facetem, który zadaje się głównie z kobietami i ciągle, mimo swojego wieku, trzyma się maminej spódnicy. Książka naprawdę mnie nie zachwyciła, dlatego kiedy zaczęłam ją czytać, co chwilę ją odkładałam, ciężko było mi ją skończyć, przebrnąć przez nią. Zawsze  lubiłam czytać pamiętniki czy dzienniki, ale ta pozycja wyjątkowo mnie nie porwała ani nie zachwyciła. Taka przeciętna.

niedziela, 2 grudnia 2012

Tak sobie myślę…

Tytuł: Tak sobie myślę…
Autor: Jerzy Stuhr 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Czyta: Jerzy Stuhr
Czas trwania: 5 h 52 min
Ocena: 5.5/6

Wszyscy moi najbliżsi są wokół mnie, a jednak kokon mojej choroby sprawia, że jestem sam. Oni żyją wokół mnie, a ja uczestniczę, ale tak jakby tylko z zewnątrz, a gdzieś tam chcę mieć przestrzeń tylko dla siebie. I oni mi to dają.






Któż nie słyszał o jednym z najbardziej znanych polskich aktorów Jerzym Stuhrze? Słyszał każdy, bo któż nie zna tak kultowych komedii jak Seksmisja czy Kiler albo któż nie kojarzy głosu tego autora jako głosu Osiołka ze Shrecka?


Jesienią 2011 roku Polskę obiegła wiadomość o poważnej chorobie Jerzego Stuhra, jaką okazał się nowotwór. I to właśnie wtedy aktor zaczął pisać swój dziennik. Któregoś dnia dostaje propozycje opublikowania właśnie tego dziennika, aktor się zgodził i tak powstała książki Tak sobie myślę…, w której zapiski kończą się wraz z końcem kwietnia 2012 roku. Nie, nie przeżywał tam swojej choroby. Zaczął go prowadzić, żeby móc podzielić się właśnie z papierem swoimi przemyśleniami dotyczącymi obecnych wydarzeń w Polsce, a także ze swoich pobytów w szpitalach oraz spotkanych tam ludzi. Pisze tam o aktualnych wydarzeniach politycznych, o aktorstwie, o aktualnej kondycji kina i teatru… Cieszy stęż sukcesów swoich dzieci i wnucząt. Cieszy się z tego, że ma narodzić mu się kolejna wnuczka, cieszy się z nowo dostanych ról, z listów, które dostaje od wielu ludzi wraz z pozdrowieniami i życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. Wzmacniało to jego nadzieję na wyzdrowienie. Nowe życie bez choroby zaczyna się u niego w tym samym miesiącu, w którym do ich rodziny przychodzi nowe życie – rodzi się wnuczka aktora.

Jest to kolejny audiobook, którego mogłam odsłuchać dzięki portalowi Audeo. Przyznam szczerze, że nie wiem, czego się po niej spodziewać, choć miałam na nią chrapkę od kiedy zobaczyłam ją na półkach. Z każdym kolejnym fragmentem, byłam zafascynowana książką coraz bardziej. Mądre przemyślenia dojrzałego człowieka, pokazuje jak można się cieszyć z tego co się dzieje, można poznać spojrzenie aktora na świat oraz to jak nie poddawać się chorobie i pesymizmowi. Mnóstwo jakże aktualnych uwag i przemyśleń. Aktorstwo to nic innego jak umiejętność zapamiętywania w sobie pewnych stanów nerwowych i odtwarzania ich na zawołanie. Czyż to nie prawdziwe? Książkę polecam zdecydowane każdemu! Nie tylko tym, którzy są fanami Jerzego Stuhra, ale naprawdę każdemu! Warto zapoznać się z ta pozycją. Jest to naprawdę wartościowa lektura.

Książkę odsłuchałam dzięki uprzejmości

piątek, 30 listopada 2012

Zbrodnia i kara

Tytuł: Zbrodnia i kara
Autor: Fiodor Dostojewski
Wydawnictwo: Greg
Ilość stron: 496
(sama lektura 456, reszta to opracowanie)
Ocena: 6/6 perełka!


Ciekaw, czegóż to ludzie obawiają się najbardziej? Najbardziej lękają się zrobienia nowego kroku, powiedzenia czegoś nowego od siebie…





Któż nie słyszał o Dostojewskim i jego Zbrodni i karze? Jest ona w kanonie lektur szkolnych i jest wpisana na listę 100 książek BBC, które należy przeczytać przed śmiercią. Ja osobiście nigdy nie lubiłam jak ktoś mnie do czegoś zmusza. Tak było także z lekturami. Na zasadzie przekory nie przeczytałam ich zbyt wiele. A to wszystko bo tak trzeba było. Ale teraz przyszedł czas na nadrabianie zaległości.

Zbrodnia i kara opowiada historię byłego studenta prawa Rodiona Raskolnikowa, który nie ma pieniędzy życie, jego siostra postanowiła mu pomóc wychodząc za mąż za bogatego mężczyznę, którego nigdy nie kochała. Jednak Rodion sam postanawia zadbać o swoje życie i zadłuża się u starej lichwiarki. Długi tylko się zwiększały, a chłopak dodatkowo usłyszał rozmowę studentów, którzy mają dość owej kobiety i chcieliby jej śmierci, co było impulsem dla zadłużonego Raskolnikowa. Postanawia ją zabić, kiedy jest w mieszkaniu okazuje się, że musi też zabić siostrę lichwiarki – Lizawietę. Cudem wydostaje się z mieszkania i początkowo udaje mu się uniknąć kary, ale wyrzuty sumienia nie dają o sobie zapomnieć, a Rodion we wszystkim widzi jakieś odniesienie do tego co zrobił. Ogólnie wiadomo, że winny się zawsze tłumaczy, wiec i tak było z chłopakiem, który tłumaczył się słowami: Fakt, że zabiłem śmierdzącą, szkodliwą nikomu niepotrzebną staruchę, za której zamordowanie czterdzieści grzechów powinno być odpuszczonych, lichwiarkę, wysysającą krew z najbiedniejszych, czyż to ma być wykroczenie? Czy to co zrobił rzeczywiście jest zbrodnią czy pomocą dla ludzkości? Czy wyrzuty sumienia go w końcu zjedzą? Czy prawda wyjdzie na jaw?

W Zbrodni i karze  znajdujemy wiele tzw. odwiecznych pytań ludzkości, chociażby takich jak o sens życia, niesprawiedliwość społeczną czy istnienie Boga. Takie pytania stawia także nasz główny bohater, a także ludzie z jego otoczenia, a moim zdaniem Dostojewski w tej pozycji w doskonały sposób uchwycił złożoność natury ludzkiej, w ogóle Zbrodnia i kara według mnie jest naprawdę perełką i w ogóle pozycją genialną. Autor osadził akcję książki w prawdziwym Petersburgu, może być on swoistym przewodnikiem po mieście, w którym się zakochałam po przeczytaniu tej pozycji. I dodaję do listy miejsc, które chciałabym kiedyś odwiedzić. Moim zdaniem jest to chyba najlepsza lektura szkolna jaką czytałam, ma spore przesłanie, niemiłosiernie wciąga i fascynuje, nie daje się od siebie oderwać. Świetnie skonstruowana książka, którą naprawdę należy przeczytać, mimo nawet jak ktoś każe. Ale warto! Genialna książka!

środa, 28 listopada 2012

Widma w mieście Breslau

Tytuł: Widma w mieście Breslau
Autor: Marek Krajewski
Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
Czyta: Krzysztof Krupiński
Czas trwania: 9 h 27 min
Ocena: 5/6




Już wie, że należy myśleć negatywnie. Należy sobie z uporem powtarzać: to się nie uda, to skończy się fiaskiem.[...] Pesymizm defensywny jest najlepszą postawą – myśli - ponieważ jedyne rozczarowanie, jakiego człowiek doznaje, jest przyjemne.

O tak! Bardzo lubię kryminały, zwłaszcza te autorstwa Marka Krajewskiego, którego bardzo cenię, właśnie za książki, które stworzył. Nie dość, że jeden z moich ulubionych gatunków, o ile nie ulubiony, to jeszcze akcja wielu jego pozycji toczy się w ukochanym i najpiękniejszym mieście Polski – Wrocławiu. Z serii kryminałów z Breslau w tytule i Eberhardem Mockiem jako komisarzem czytałam wcześniej tylko Śmierć w Breslau i Festung Breslau ( i to w dodatku nie po kolei, ale to nie przeszkadza). Teraz w ramach współpracy z portalem Audeo przyszedł czas na Widma w mieście Breslau.

Akcja toczy się we Wrocławiu w 1919 roku, a zaczyna się kiedy to grupka gimnazjalistów, na jednej z licznych wysepek na Odrze znajdują ciała czterech mężczyzn przebranych za marynarzy. Na miejsce przybywa Eberhard Mock, któremu morderca zostawia liścik na miejscu zbrodni, a na nim jest cytat z pisma świętego oraz ostrzeżenie, jednak asystent kryminalny nie potrafi sobie przypomnieć sytuacji, o której pisze zabójca. To właśnie ten tajemniczy mężczyzna wciąga policję w grę, której stawką jest życie kolejnych ludzi. Autor zaprasza nas na podróż po wrocławskich burdelach razem z Mockiem, który jest prześladowany przez senne koszmary, ma słabość do alkoholu i pięknych, rudowłosych kobiet. Podczas swojej walki z czasem wykorzystuje swój spryt i doświadczenie. W końcu trzeba zatrzymać mordercę i powstrzymać zabójstwa.

Nie da się ukryć, że bardzo lubię tego autora, o nie, choć przyznam. Widma w mieście Breslau wydaje mi się dużo lepsza aniżeli np. Festung Breslau czy Śmierć w Breslau. Widzimy w tej pozycji ciekawą akcję, przedwojenny Wrocław, który w tych książkach jest świetnie odzwierciedlony przez Krajewskiego. Ciekawe, mroczne i intrygujące miasto, jeszcze bardziej intrygujący kryminał. Zdecydowanie polecam! Warto zapoznać się z tym autorem, w których bardzo dobrze wykorzystuje swoją wiedzę, zdobytą podczas studiów filologii klasycznej, co czyni książkę nadzwyczaj fascynującą. Przynajmniej dla mnie zakochanej we Wrocławiu i uczącej się kiedyś łaciny. Jeszcze kilka słów o lektorze.Bardzo przyjemny dla ucha, więc słuchało się bardzo miło, świetne dopasowanie głosu do sytuacji, choć czasem miałam wrażenie, że czytał ciut za szybko.

Kryminały z Breslau w tytule i   
Eberhardem Mockiem jako komisarzem
Koniec świata w Breslau
Widma w mieście Breslau
Dżuma w Breslau


Książkę odsłuchałam dzięki uprzejmości