poniedziałek, 30 czerwca 2014

"Cudze pole. Przypadki księdza Grosera" Jan Grzegorczyk

Tytuł: Cudze pole
Autor: Jan Grzegorczyk
Seria: Przypadki Księdza Grosera
Tom: trzeci
Wydawnictwo: Zysk i Spółka, W drodze
Czyta: Wojciech Żołądkowicz
Czas trwania: 12 godz. 8 min.
Ocena: 5/6

Skoro zaufałem Bogu, to On mnie poprowadzi najlepszą z możliwych dróg.



Przypadki księdza Grosera to seria, którą pokochałam od pierwszych słów i minut zapoznania się z jego historią, jego wypadki, przepadłam w niej nie chcąc się z nią rozstawać ani na chwilę, więc zaraz po zakończeniu swojej przygody z częścią zatytułowaną Trufle sięgnęłam po jej kontynuację.

Jak wojna, to na wszystkich frontach, jak pokój, to w suterenie.

Cudze pole trzecia część przygód tytułowego księdza Grosera -  Wacława Olbrychta, który kontynuuje budowę nowego kościoła i właśnie to wydarzenie jest tłem do reszty wydarzeń, które mają miejsce w tej pozycji. A wydarzeń jest naprawdę sporo. Jest i ślub, i wesele, i budowa, i wiele spotkań, radości i rozczarowań. I to właśnie w tym czasie ksiądz Groser spełnia się jako prawdziwy pasterz dusz – swoich nowych parafian, a także jako budowniczy, szef i zarządca. Czym jest tytułowe cudze pole? Czy to praca kapłana czy chodzi o coś innego? Jakie decyzje musi podjąć Wacław Olbrycht? Jak pomoże swoim nowym parafianom? Czy w ogóle będzie w stanie im pomóc? Czego od niego oczekują? Czy podoła oczekiwaniom? Co ich spotka?

Jesteśmy kruchymi naczyniami. Każdy z nas kiedyś spada i się tłucze. Historie skorup bywają przeróżne... Był kiedyś taki sławny japoński twórca, Hokusai. Na jednej z waz namalował przepiękny widok świętej góry Fudżijamy. Pewnego dnia ktoś upuścił wazę. Hokusai powoli sklejał kawałki rozbitej porcelany. By upamiętnić jednak to, co spotkało wazę, by uwiecznić jej historię, krawędzie poszczególnych kawałków pokrywał złotem. W efekcie naczynie okazało się jeszcze piękniejsze niż przedtem.

Cudze pole to trzeci tom przygód kapłana – Wacława Olbrychta. Kolejny tom trylogii, która mnie doprawdy urzekła, dlatego więc krótko po Adieu i Truflach szybko zabrałam się za Cudze pole, napisane tak samo łatwym i przyjemnym w odbiorze jak poprzednie części. I już po raz trzeci przekonałam się jak lekko Grzegorczyk umie pisać o sprawach pozornie banalnych, ale jednocześnie o bardzo ważnych, zmuszających do myślenia, do zastanowienia się nad pewnymi sprawami... Postacie bohaterów są bardzo zróżnicowane i jest ich dość sporo, ale to tylko uprzyjemnia lekturę, ich różne charaktery, osobowości, to co im się przytrafia, to jak się zachowują. Dodatkowo jej mottem jest cytat G.K.Chestertona: Jest tylko jedna rzecz większa od tajemnicy zła. Fakt istnienia dobra. co świetnie streszcza całą książkę, a w zasadzie jest jej najczystszą kwintesencją, to właśnie głównie o tym jest ta lektura – o dobru, które jest na świecie, o dobru, które jest w ludziach i zwycięża nad złem, o dobru, które człowiek w sobie nosi, o dobru, które naprawdę istnieje. Jedyne co mnie irytowało to zakończenie z nie do końca zamkniętymi wątkami, ale jednak nie zmienia pozytywnej oceny tej trylogii, którą pomimo drobnych zastrzeżeń naprawdę i szczerze z całego serca polecam, choć mam ważenie, że pierwszy tom – Adieu wypada najlepiej z całej serii przygód księdza Grosera, ale i tak cała ta trylogia mnie naprawdę urzekła i miło ją będę wspominać;)

piątek, 27 czerwca 2014

Truskawkowy serek homogenizowany;)


Sezon truskawkowy w pełni, sesja w trakcie, więc w studenckie kuchnie są pełne eksperymentów.
U mnie powstał truskawkowy serek homogenizowany;)



Co będziemy potrzebować?
Kostkę twarogu (250 g)
ok.300 g świeżych truskawek
3-4 łyżki cukru
4-8 kostek czekolady

Jak zrobić?
Truskawki umyć. Czekoladę pokruszyć lub zetrzeć na tarce.
Do miski lub dzierży miksera wrzucić twaróg, truskawki, cukier i startą czekoladę i zmiksować na jednolitą masę. Zjeść na świeżo lub przelać do plastikowego pojemnika i trzymać w lodówce max 2 dni.

Ilość porcji: 3-4

Smacznego!

środa, 25 czerwca 2014

"Ukradziony sen" Aleksandra Marinina

Tytuł: Ukradziony sen
Autor: Aleksandra Marinina 
Wydawnictwo: WAB
Ilość stron: 382
Ocena: 3,5/6

Był mądrym człowiekiem i doświadczonym śledczym, profesjonalnym, rzetelnym i odważnym, jednak Nastia jakoś nie mogła go polubić. Wielokrotnie próbowała przeanalizować swe uczucia, ale nie udało się jej zgłębić przyczyn tej niechęci. Co więcej, wiedziała, że wiele osób odnosi się do niego równie nieżyczliwie, chociaż cenią jego profesjonalizm i wysokie kwalifikacje.




Na mojej półce sporo książek kryminalnych, więc jak tylko mam na jakiś ochotę – podchodzę do regału i wybieram odpowiednią pozycję, taką na którą mam ochotę. Ostatnio padł traf na rozpoczęcie swoich przygód z twórczością Aleksandry Marininy – rosyjskiej pisarki, będącej autorką wielu powieści kryminalnych.

Ukradziony sen to jedna z pierwszych pozycji wspomnianej już twórcy kryminałów i jedna z serii o drobnej, acz bardzo inteligentnej i stanowczej pani major – Anastazji Kamieńskiej, a cały cykl liczy łącznie w oryginale 26 tomów. Sporo, prawda? Tym razem prowadzi zabójstwo młodej, pięknej sekretarki i hostessy Wiktorii, która twierdzi, że usłyszała w radiu opis własnego koszmaru, który ją gnębił w trakcie dziecięcych lat. Czy można ukraść sen? Ile jest w tym prawdy? Co zrobi major Anastazja Kamieńska? Jak dojdzie do rozwiązania rosyjska milicja? Jakie w niej są układy i konszachty?

Listopad to miesiąc najsmutniejszy, kiedy złoty urok jesieni już zniknął i nieuchronne nadejście długich, ciemnych, zimnych dni staje się oczywiste aż do bólu. Listopad to miesiąc najbardziej beznadziejny, jako że deszcz i błoto, które w marcu i kwietniu są zwiastunem ciepła i nadziei, w tym przedzimowym okresie przynoszą tylko smutek i przygnębienie.

Ukradziony sen to jeden z tych kryminałów, które nazbierałam podczas wyprzedaży serii „Lato z kryminałem” i teraz zajmują w niej sporo miejsca. I jest to także jedna z tych książek, którą kupiłam praktycznie w ciemno i później czekała dość długo na swoją kolejkę, aż w końcu przyszedł na nią czas. Ukradziony sen pochłonęłam dość szybko, głównie za sprawą dość sprawnego, przyjemnego i lekkiego języka, jakim autorka napisała swoją powieść. Fabuła? Ekhm... Osobiście zauważyłam, że samego śledztwa jest tu niewiele, a o wiele bardziej  Aleksandra Marinina skupiała się na opisaniu działania, struktury i układów, jakie mają miejsce w moskiewskiej milicji. To przedstawienie samo sobie jest ciekawe, ale nie ukrywam, że oczekiwałam większej ilości szczegółów związanych z tytułowym ukradzionym snem, ze śledztwem dotyczącym morderstwa... Główna bohaterka – Anastazja Kamieńska – jest postacią ciekawą i dość sympatyczną, a realia w jakich pracuje wydają się być nader prawdziwe i wiarygodne. Szkoda tylko, że fabularnie książka trochę zawodzi. Odnoszę wrażenie, że gdyby było więcej ze śledztwa i wątku ukradzionego snu – pozycja byłaby ciekawsza i bardziej zapadająca w pamięć. Tak jednak Ukradziony sen pozostaje miłym, lekkim i przyjemnym czytadłem, które czyta się szybko i  średnio się zapisuje w czytelniczym umyśle.

wtorek, 24 czerwca 2014

"Pasażer do Frankfurtu" Agata Christie

Tytuł: Pasażer do Frankfurtu
Autor: Agata Christie
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ilość stron: 264
Ocena: 3/6



Dyscyplina? Powściągliwość? Dziś już nie ma miejsca na stare wartości. Dziś liczy się tylko zmysłowe doznanie. Jak to się skończy? Dokąd zmierza świat?






O Agacie Christie słyszał chyba każdy, nawet takie osoby, które na co dzień nie czytują kryminałów, a fani tego gatunku już na pewno czytały choć jedną jej pozycję. I ja mam w swojej biblioteczce kilka jej książek, a teraz przyszedł czas na jej kolejną pozycję – Pasażera do Frankfurtu.

Już na początku jesteśmy świadkami tego jak brytyjski dyplomata w średnim wieku - sir Stafford Nye - czekając na lotnisku na swój samolot poznaje tajemniczą kobietę, która ma do niego bardzo nietypową prośbę. Jej spełnienie nie jest bezpieczne – żeby się z niej wywiązać Stafford Nye musi zaryzykować swoje życie i karierę. Co to za prośba? Kim tak naprawdę jest tytułowy pasażer do Frankfurtu? Kim jest tak naprawdę owa kobieta? Jakie są jej zamiary? Jakie będą konsekwencje spełnienia życzenia przez polityka i głównego bohatera?

Wielcy królowie mieli swoich błaznów, którzy mówili im, co jest prawdą, a co pozorem, którzy mieli więcej zdrowego rozsądku, niż cała reszta dworu i potrafili wyszydzić to, co złe.

Pasażer do Frankfurtu to niedługi kryminał autorstwa Agaty Christie, za który się zabrałam i kolejna, która dołączyła do mojej biblioteczki. Jednak nie jest to pozycja, która zachwyca i powala na kolana. Dlaczego? Już wyjaśniam. Sam pomysł jest dość ciekawy, ale jednak nie do takich jestem przyzwyczajona. Kryminał bez morderstwa – tak to możliwe. To właśnie w tej książce jest właśnie taka fabuła – nie ma grupy podejrzanych, mnóstwa przesłuchań i dochodzenia do tego, kto jest mordercą, tego kto zawinił. Jest tu dużo polityki z drugiej połowy poprzedniego stulecia i to wokół tego się kręci akcja tej pozycji i to właśnie ona mnie nie zachwyciła. Wciągający i intrygujący początek, ale szkoda, że wraz z czytaniem owa intryga i owe napięcie maleje... Po owym tajemniczym spotkaniu na lotnisku spodziewałam się czegoś bardziej... zagadkowego i frapującego... Zdecydowanie jest to zupełnie inna odsłona Królowej Kryminału, ale nie do końca mnie przekonuje i książkę skończyłam z zupełnie mieszanymi uczuciami. Ciekawy pomysł, ale mam wrażenie nie do końca wykorzystany. No i za dużo polityki. Na co dzień mamy jej tyle, że podczas lektury chciałam się od niej oderwać... Sama książka jest niezbyt wciągająca, niestety. Chęć porzucenia książki stawała się coraz silniejsza wraz z poznawaniem nowych bohaterów – ich mnogość może powodować zagubienie i dezorientację. Ale na szczęście język wciąż ten sam, charakterystyczny dla Agaty Christie, elegancki, wyrafinowany i spełniający oczekiwania nawet najbardziej wymagających czytelników.

Zabierając się za Pasażera do Frankfurtu spodziewałam się czegoś więcej, ale jednak jest to pozycja dość przeciętna jak na Królową Kryminału. I to właśnie przez jej nazwisko spodziewałam się czegoś lepszego. Jest to typowa powieść szpiegowska i to właśnie dla miłośników tego rodzaju literackiego ją polecam. Zaś fani kryminałów i zaczynający dopiero przygodę z twórczością Agaty Christie powinni ją sobie odpuścić lub/i podejść do niej z naprawdę sporym dystansem.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości: