czwartek, 31 marca 2016

"Busem przez świat. Ameryka za 8 dolarów" Karol Lewandowski

Tytuł: Busem przez świat. Ameryka za 8 dolarów
Autor: Karol Lewandowski
Seria: Busem przez świat
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ilość stron: 336
Ocena: 5.5/6



Czasami te najprostsze rzeczy są najbardziej magiczne i to właśnie je pamięta się najmocniej.






Od dawna wiadomo, że podróże kształcą... O tym także wiedzą blogerzy podróżniczy oraz organizatorzy projektu Busem przez świat - Karol Lewandowski i Ola "Alex" Ślusarczyk. Miałam okazję przeczytać książkę napisaną przez Karola opowiadającą o ich podróży do Ameryki pt. Busem przez świat. Ameryka za 8 dolarów

Poznaliśmy wiele niesamowitych ludzi i przeżyliśmy wiele przygód, których nie zapomnimy do końca życia. Ale o tym prawdopodobnie w kolejnych książkach. Bo wyprawa wciąż trwa i tak prędko się nie skończy.

Busem przez świat. Ameryka za 8 dolarów to zapis podróży zainicjowanej przez Karola i Alex, a dołączyli do nić także Wuja, Wojtas, Paziu i Zysiek, a następnie wyruszyli w drogę do USA, zwiedzając także Kanadę oraz Meksyk. A A całą swoją podróż odbyli kolorowym busikiem, podobnym do tego z kreskówki o przygodach Scooby-Doo Karol Lewandowski w barwny sposób opisuje to co im się przytrafiało, jakie mieli przygody, na jakich ludzi trafili – od bardzo przyjaznych i pomocnych, po stalkerów i grupę miejscowych gangsterów. Jednak nie poddali się, mimo awarii samochodów, pojawiających się problemów i przeciwności...
Podróże pozwalają zdystansować się do codzienności, spojrzeć na nią z zupełnie innej perspektywy. Sprawy, które całymi dniami potrafią spędzać sen z powiek, nagle wydają się błahe. Z pozoru nierozwiązywalne problemy okazują się przejściowymi trudnościami, z kolei drobiazgi, których nie dostrzega się w codziennej bieganinie - szum wiatru w koronach drzew, widok gwiazd na nocnym niebie, uśmiech na twarzy nieznajomego - urastają do rangi spraw najważniejszych, które nadają życiu sens i sprawiają, że widzimy je jako dobre i piękne.
Busem przez świat. Ameryka za 8 dolarów jest ciekawą, kolorową książką, którą czytałam z dużym zapałem i radością. Jest podzielona na niedługie rozdziały, okraszona dużą ilością zdjęć. Napisana naprawdę świetnym językiem, takim jakby to było opowiadanie, jakby znajomy opowiadał o swojej podróży. Zdjęcia też naprawdę ciekawe, nie ma ich zbyt dużo – ich ilość oraz tematyka jest idealnie dopasowana, no i świetnie odpowiednio obrazują to, co przeżyli. Momentami czułam autentyczne wyrzuty sumienia, że zamiast podróżować siedzę kursuję pomiędzy Kluczborkiem a Wrocławiem, między stancją a uczelnią i spędzam dni ze sprawozdaniami, że nie rzucam wszystkiego, aby udać się w podróż życia, chociażby stopem po Europie.

Szczerze polecam książkę Busem przez świat. Ameryka za 8 dolarów – dobrze napisana, kolorowa w opisach i zdjęciach, warta sięgnięcia i zapewne (tak jak mnie) wielu zainteresuje projektem tych ambitnych młodych ludzi podążającymi za swoimi marzeniami.

Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu SQN

http://www.wsqn.pl/

środa, 30 marca 2016

"Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej" Janina Lesiak

Tytuł: Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej
Autor: Janina Lesiak
Wydawnictwo: Wydawnictwo MG
Ilość stron: 124
Ocena: 5.5/6



Nauczyli mnie, że córka cesarza i żona króla, nawet w najgorszym cierpieniu, nie może być jak zwykła wieśniaczka lub mieszczka. Że musi dawać przykład opanowania i dostojeństwa.





Z natury raczej jestem umysłem ścisłym. Zawsze wolałam cyferki i rozwiązywanie matematycznych problemów aniżeli zapamiętywanie mnóstwa historycznych dat, choć przyznam szczerze, że orłem z matematyki nigdy nie byłam... Jednak zawsze wolałam najbardziej skomplikowane zadania matematycznie z całkami na czele, aniżeli analizowanie historycznych wydarzeń. Pomimo tego nie jestem zupełnie obojętna różne wydarzenia z dziejów historii i z chęcią sięgnęłam po pozycję pt. Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej...
Z mocną, dolną szczęką, cienkimi włosami w odcieniu miedzi, blada, sztywna, zimna i skryta jak wszystkie Habsburżanki nie pasowała do dobrodusznego, pogodnego Władysława, który miał gorący temperament, kochał wesołe, łatwe i piękne kobiety, biegłe w miłosnej materii.
Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej to opowieść o Cecylii Renacie Habsburżance – żonie Władysława IV... Poza językiem niemieckim znała także język włoski oraz łaciński. Była kobietą niezbyt ładną, ale wyjątkowo ceniącą piękno pod każdą postacią... Kobieta, żona, artystka, miłośniczka pięknych sukien... Jednak pod koniec życia wcale nie miała łatwo... Dlaczego? Jak wyglądało jej życie na królewskim dworze? Dlaczego dopada ją smutek? Jak się czuje u boku Władysława IV?

Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej jest nieco fantastyczny obraz Cecylii Habsburżanki, a jednocześnie debiut literacki autorki – Janiny Lesiak. Książka należy raczej do tych krótszych, liczy w końcu zaledwie 124 strony. Z racji tego, że jest ona zbeletryzowana, więc czyta się ją dość przyjemnie i szybko. Pełna opisów pięknych sukien, przemyśleń władczyni... Różne informacje są przekazane w dość sympatyczny i łatwy odbiorze sposób, a podział historii na 3 rozdziały – każdy z nich opisuje jeden z ostatnich dni królowej. Wspomnienie o Cecylii... jest jedną ze smutniejszych książek jakie miałam okazję przeczytać – pokazuje brutalną rzeczywistość kobiet na dworach, ich rolę, ich pozycję...

Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej jest książką dość dobrą, zwłaszcza jak na debiut. A co ciekawe autorka planuje całą serię o kobietach podobnych Cecylii – zapomnianych i niedocenionych. Książkę polecam szczególnie miłośnikom powieści historycznych czy historii w ogóle. 

Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu MG

http://www.wydawnictwomg.pl/
 

wtorek, 29 marca 2016

"Officium Secretum. Pies Pański" Marcin Wroński

Tytuł: Officium Secretum. 
Pies Pański
Autor: Marcin Wroński
Wydawnictwo: WAB
Czyta: Krzysztof Radkowski
Długość: 10 godz. 37 min.
Ocena: 2/6

Dominikanin spojrzał na policjanta. Pytanie nie zabrzmiało nawet jak żądanie służbisty, raczej jak prośba. Najwyraźniej miał papiery do wypełnienia i w nich wszystko musiało się zgadzać.



Z twórczością Marcina Wrońskiego spotkałam się po praz pierwszy przy lekturze Morderstwa podcenzurą, która wypadła w moim odczuciu wypadła dość średnio, jednak postanowiłam się nie zrażać i zapoznać się z innymi jego książkami. Tak właśnie wpadła w moje ręce książka Officium Secretum. Pies Pański, z którą zapoznałam się w formie audiobooka.

Dominikanin, ojciec doktor Marek Gliński wraca do Lublina po dwudziestu latach nieobecności. Oficjalnie - jako wykładowca Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, nieoficjalnie - jako wysłannik tajnego watykańskiego Officium. Władze kościelne dobrze przygotowały jego powrót, jednak Gliński zdziwi się, jak wiele osób wciąż pamięta go jako „Kleryka", agenta SB. Żeby wykonać powierzone przez zwierzchników zadanie, Gliński musi pokonać opór kazimierskich franciszkanów, którzy pilnie strzegą tajemnic swojego klasztoru, a przede wszystkim stawić czoło własnej przeszłości i dręczącym go wyrzutom sumienia. Kolejnych problemów przysporzy zagadkowa śmierć jednego z franciszkanów oraz pewna studentka KUL-u, gotowa wykorzystać sprawę prześladowania swojego ojca w latach 80., żeby zrobić karierę w lokalnych strukturach partii. Co gorsza, lubelski dziennikarz i policjant z Puław nie spoczną, póki nie poznają całej prawdy o Glińskim...

Officium Secretum. Pies Pański jest pozycją, po którą sięgnęłam nie mając względem niej żadnych oczekiwań, nie wiedziałam do końca czego po niej się spodziewać. Kiedy zaczęłam słuchać tej audio książki od początku urzekł mnie głos lektora – spokojny, odpowiednio niski... Jednak początkowo trudno było mi się wbić w tę pozycję, jakoś nie potrafiłam zaangażować – w zasadzie tak było tak do końca książki. Po prostu mnie nie wciągnęła... Intrygi nie było wystarczająco dużo, praktycznie nie było jej wcale... Nudziła mnie, nie potrafiłam wejść w ten świat... Język – przeciętny, taki zwyczajny. Nie, nie jest tragiczny. Książka jest określana polskim Imieniem Róży, leczy tej książki włoskiego autora i Umberto Eco nie czytałam, więc nie mam porównania. Bohaterowie są niewyróżniający się, mało charakterystyczni, czasami wręcz mdli... Pomysł także średni jak dla mnie... No cóż... Bywa i tak.

Podsumowując Officium Secretum. Pies Pański jest to książka raczej marna, a porywach do przeciętnej. Czy ją polecam? Zdecydowanie nie... Jest to już drugie spotkanie z twórczością Wrońskiego, drugie niezbyt udane... Jednak czekają na mnie jeszcze inne książki autora, więc dam mu jeszcze szanse. Ta zdecydowanie mnie nie zachwyciła, a wręcz przeciwnie... Aż dziwię się, że dostała Nagrodę Wielkiego Kalibru, ale to tylko moje subiektywne odczucia...

Książka bierze udział w wyzwaniu Pod hasłem oraz Polacy nie gęsi IV.

poniedziałek, 28 marca 2016

"Lód w żyłach" Yrsa Sigurdardóttir


 


Tytuł: Lód w żyłach
Autor: Yrsa Sigurdardóttir
Cykl: Thora
Tom: czwarty
Wydawnictwo: Muza
Ocena: 2/6







Pierwszą książkę Yrsy Sigurdardóttir przeczytałam już jakiś czas temu, a była po pozycja zatytułowana Weź moją duszę. Choć do teraz było to jedyne dzieło z jej twórczości, to jednak spodobało mi się na tyle, że z wielką chęcią sięgnęłam po kolejne. Tym razem wybór padł na Lód w żyłach.

Grupa Thory przybywa na wschodnie wybrzeże Grenlandii, gdzie zostaje odcięta od świata. Ktoś uszkodził czasze anten satelitarnych, nie działają telefony komórkowe, w kampusie brak natrysków i jedzenia. Okolica uważana jest przez autochtonów za przeklętą i cały czas wydaje się, że ktoś obserwuje członków ekipy. Pierwsza noc jest niczym koszmar, a rankiem bohaterowie odnajdują zwłoki z ogromna dziurą między żebrami. Dziwnym znaleziskiem jest także figurka Tupilaka oraz ludzkie kości, poupychane w szufladach niektórych pracowników. Mieszkańcy pobliskiej osady nie zapuszczają się w te rejony, nie chcą rozmawiać z przyjezdnymi. Swoje śledztwo Thora zaczyna od przeczytania książki o miejscowych wierzeniach i historii wschodniej Grenlandii.

Lód w żyłach to czwarty tom z Thorą w roli głównej. Jest ona prawniczką, która na co dzień zajmuje się rozwody, bankructwa i sprawy spadkowe... Jest postacią dość ciekawą, choć mogłaby być ciut bardziej dopracowana – taka po prostu średnia postać. Pomysł na fabułę wydaje mi się ciekawy, jednak czegoś mi tam brakowało... Akcja momentami strasznie się wlokła, a zwrotów czy intrygi także niezbyt wiele... Wszystko mogłoby być zdecydowanie bardziej dopracowane, doszlifowane... Język, jakim jest napisany Lód w żyłach, jest dość przeciętny – nie wyróżnia się jakoś szczególnie ani pozytywnie ani negatywnie... Czasami tę książkę czytało mi się dość średnio, nie zaintrygowała mnie, ani nie wciągnęła jakoś szczególnie. Zdecydowanie nie powaliła na kolana ani nie zachwyciła... Czasami wręcz nudziła, czego nie lubię w książkach, a w szczególności w kryminałach...

Lód w żyłach to takie przeciętne czytadło... Jeżeli ktoś lubi mroźne klimaty małego, zamkniętego środowiska – może się spodobać... Jednak jeżeli szukasz dobrego kryminału, pełnego intrygi, zwrotów akcji, wbijającego w fotel – Lód w żyłach zdecydowanie taki nie jest. Po prostu przeciętna, a nawet słaba... Z chęcią sięgnę jeszcze po książki Yrsy Sigurdardóttir, żeby mieć szersze pojęcie na temat jej twórczości i przekonać się czy następne mi się spodobają czy niekoniecznie.