Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hadzine dyskusje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hadzine dyskusje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 czerwca 2022

Hadzine dyskusje: 7 powodów, za które pokochałam e-booki


Przez długie lata uważałam, że nic nie jest w stanie zastąpić klasycznej, papierowej książki, ich zapachu, dotyku… Powoli zaczęłam się przekonywać do e-booków, najpierw na tablecie, dopiero później był pierwszy czytnik. Doszło w końcu do tego, że w ciągu ostatnich 2-3 lat zdecydowanie większość pochłanianych przeze mnie woluminów jest w wersji nie-papierowej. Zapraszam na powodów, dzięki którym przekonałam się do e-booków. 

1.Gabaryty czytnika
Od kilku lat choruję na RZS (reumatoidalne zapalenie stawów), co objawia się u mnie bólem nadgarstków – zwłaszcza w zaostrzeniach choroby. Nawet w czasach remisji – nie mam w nadgarstkach już tyle siły co wcześniej. Z racji tego trzymanie książki w rękach bywa upierdliwe i nieraz bolesne, dlatego mniejszy i lżejszy czytnik w dłoniach jest dla mnie o wiele wygodniejszą opcją. No i wygodniej czyta mi się na czytniku w zatłoczonej komunikacji miejskiej. Ponadto w bagażu czy torebce zajmuje mniej miejsca i mniej waży.

2.Mnóstwo książek w jednym miejscu
Najbardziej przydatne przy różnych wyjazdach. Na miesięczny wyjazd zamiast brać 5-10 książek – mam sporo książek w jednym miejscu, do tego dużo większy wybór niż przy zabraniu tych 5-10 książek. A nie zawsze i wszędzie jest dostęp do księgarni czy biblioteki. 

3.Brak problemu z przeczytanymi już książkami i pozbywaniem się ich
W sumie połączone z dwoma wcześniejszymi punktami. Jak książka jest słaba i nie przypadnie mi do gustu – nie widzę sensu jej trzymać na półce. I tak do niej nie wrócę, poza tym mieszkanie ma jednak ograniczony metraż. E-booka jak przeczytam – usuwam. Papierowa zalega, bo nie zawsze się uda ją odsprzedać. Jasne, można oddać do biblioteki czy innej instytucji, ale prawda jest taka, że nie zawsze przyjmują. A książki wyrzucać? Nie ma mowy. 

4.Podświetlenie w czytniku
Tutaj trzy sytuacje, które pokazują, za co polubiłam czytnik z podświetleniem
Sytuacja pierwsza: partner chce już spać, mi jeszcze niekoniecznie się chce. Nie ma problemu – mogę czytać do woli, nie potrzebuję światła, mogę czytać choćby do rana. Jasne mogłabym wyjść do kuchni i czytać na taborecie przy stole w kuchni, ale jest to dla mnie o wiele mniej wygodne niż czytanie w łóżku. Albo wkurzanie partnera w łóżku zapalonym światłem.
Sytuacja druga: dzielę z kimś w pokój na wyjeździe (sanatorium, wyjazd rodzinny – cokolwiek) i inni mieszkańcy pokoju chcą już iść spać, a mnie, jako nocnego marka jeszcze sen nie gnie. Mam czytnik z podświetleniem, więc nie ma problemu – mogę czytać do woli, nie potrzebuję światła, mogę czytać choćby do rana.
Sytuacja trzecia: jadę pociągiem wieczorem lub nocą, światło w przedziale zgaszone – inni podróżujący śpią, więc ja mogę sobie czytać na podświetlonym czytniku. Analogicznie sytuacja ma się, kiedy jadę wieczorem/nocą jako pasażer samochodem czy autokarem. 

5.Tańsze czytanie 
Czytanie wychodzi najczęściej dużo taniej, aniżeli kupowanie papierowych wersji książek. Płacę za pakiet Legimi niecałe 40 zł miesięcznie i czytam w sumie do woli. Co prawda jest miesięczne ograniczenie e-booków na Kindle (aktualnie mam Kindla) do 10 sztuk, ale mam jeszcze nieograniczony dostęp do audiobooków na tej platformie. W sumie cena pakietu to średnia cena jednej, nowej, papierowej książki. Do tego dostęp do darmowych e-booków – np. Wolne lektury. Pojedyncze e-booki, które kupuję i tak często są tańsze. Jasne, trzeba kupić czytnik, ale w dłuższym rozrachunku i tak to wychodzi taniej – zwłaszcza, że są również niewiele droższe pakiety od razu z czytnikiem. 

6.Łatwiejsze czytanie w językach obcych
Przy podłączonym Internecie lub wgranym słowniku – wystarczy, że zaznaczę słowo, którego nie znam i już mam tłumaczenie. Nie znam angielskiego (włoskiego tym bardziej) na tyle, żeby czytać zupełnie bez słownika, a tak nie muszę mieć ze sobą słownika czy telefonu ze słownikiem. 

7. Czytam szybciej
Zauważyłam, że jak czytam e-booki – czytam szybciej. Wynika to z tego, że mogę dopasować czcionkę i jej rozmiar do siebie, a także te ułamki sekund przeznaczone na przewracanie stron - idą na czytanie. 


Przyznam szczerze, że czytanie papierowych dla samego zapachu jest dla mnie trochę słabe, przy tym jak już te zalety mnie przekonałam do czytników i e-booków. 

A Wy jak się zapatrujecie na e-booki? Lubicie?
Czy jednak wygrywają u Was papierowe?

Zapraszam do dyskusji

sobota, 30 listopada 2019

Hadzine dyskusje: Pomysły na prezenty dla książkoholika #2


O prezentach dla książkoholika pisałam już 2 lata temu w tym poście. 
Po tych 2 latach, okresie czasu pracy w Empiku przychodzę z kolejnymi pomysłami na prezenty dla moli książkowych! <3

Zaznaczam tylko, że jest to lista bardzo subiektywna. 


1. Książka


Z pierwszym i najbardziej oczywistym punktem się powtórzę - chodzi o książkę. 
Bo czyż jest piękniejszy prezent?
Warto się zapytać wprost o koknretne tytuły - jeden lub kilka.
Nie ma co się przyjmować, że nie wypada, że po co pytać. Jednak nie ma co kupować na ślepo, bo jest spora szansa na zdublowanie się pozycji. 


2. Zakładka


Zakładka do książki to kolejna pozycja, z którą się powtórzę.
Najpiękniejsze są te ręcznie robione.
Zwłaszcza, te zrobione przez osobę wręczającą prezent.
Taki prezent od serca.
Zawsze można zamówić zakładkę u kogoś kto się tym zajmuje. 
Np. ta ze zdjęcia - jest mojego autorstwa. 
Jednak piękne zakładki z różnych miejsc, szydełkowe, z różnymi pięknymi wzorami... po prostu cudo! 
Ja np. korzystam z pocztówek jako zakładek, więc to też jest super pomysł!




Takie materiałowe torby, zwane pięknie shopperami, z książkowymi motywmi są przeurocze! Jest naprawdę sporo różnych wzorów do wyboru.
Tą ze zdjęcia można zamówić tutaj. 
Na tej stronie można kupić również kubki i bluzy z motywami czytelniczymi. 
Nie, to nie jest wpis sponsorowany - sama mam po prostu kilka kubków i koszulek stamtąd. 


4. Książkowy case na telefon


To też bardzo fajny pomysł na prezent, ale najpierw dobrze jest się upewnić, jaki dokładnie model telefonu ma osoba, którą chemy obdarować. 
Ja bym się ucieszyła. 
Mnóstwo wzorów do znalezienia na Alliexpress.


5. Kubek termiczny


Kubek termiczny to prawdziwe błogosławieństwo, naprawdę.
Ciepła herbatka czy kawa, kiedy cały dzień poza domem. 
Od razu przyjemniej się czyta <3


6. T-shirt z motywem książkowym


Koszulka przykładowa, ale nie pogardziłabym. 
Moim zdaniem świetny pomysł!


7. Gadżety i drobiazgi z ulubionych serii



Coraz więcej jest wydawanych różnych gadżetów z popularnych serii - Gra o Tron, Harry Potter... Ja bym nie pogardziła z Monopoly czy portfelem w wersji ze świata Harrego Pottera. 


Nie ukrywam, że najbezpieczniejszym i najbardziej trafionym prezentem, jest 
karta prezentowa do księgarni.


Jako rękodzielniczka sama robie prezenty na Święta - zapraszam do oglądania na blogu. 

A Wam co by przypadło do gustu?
Co Wam się podoba?
Co chcielibyście dostać?

Pozdrawiam
Asia (Hadzia)

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Hadzine dyskusje: Pomysły na prezenty dla książkoholika #1


Okres Świąt Bożego Narodzenia to czas zawziętego szukania prezentów, co niejednokrotnie sprawia problem, zwłaszcza jeżeli chodzi o mola książkowego. To zadziwiające, jaki problem może sprawić kupienie prezentu dla kogoś bliskiego zwłaszcza takiego który lubi czytać... Dzisiaj chciałabym pokazać subiektywną listę pomysłów na prezent dla książkoholika.

1. Książka

Pierwszym pomysłem jest książka, ale tutaj się pojawia się największy problem – osoba obdarowywana może już tą książkę mieć lub już ją przeczytała. Najczęstszy tekst jaki słyszę to „Dużo czytasz, nie wiem co już czytałaś”. A tak trudno zapytać? W takim wypadku naprawdę najlepiej poprosić o konkretne tytuły, w jakie można zainwestować, na jakie dana osoba poluje.


2. Bon podarunkowy do księgarni
Jeżeli nie chcemy kupować konkretnych, jak nie wiemy co kupić – wtedy świetnym pomysłem są właśnie bony podarunkowe. Sieciówki mają takie oferty, ale jednak warto też zapytać w jakiś małych księgarenkach warto też popytać.



3. Kubek

Do książki bardzo często w ruch idzie herbata lub kawa, więc według mnie świetnym pomysłem jest właśnie kubek, bo kubków jak książek – nigdy za wiele. A można znaleźć naprawdę wiele fajnych motywów związanych z książkami, co zresztą widać;)


4. Kawa/herbata

Silnie wiążę się z kubkiem i piciem podczas czytania – herbata lub kawa. Ksiażkoholik takim dobrym trunkiem nie pogardzi... A to, że jest już spora kolekcja herbat – już nieważne. Warto połączyć to na przykład z zaparzaczem do herbaty.To zawsze zejdzie;)


5.Zakładka do książki

To mi się też wydaje oczywiste. Nie masz pomysłu jaką książkę kupić? Daj zakładkę - zawsze się przyda. A jeżeli to jeszcze będzie rękodzieło (szczególnie swoje) – cudownie i od serca.



6.Etui na książkę
Przez długi czas podchodziłam do tego sceptycznie, jednak nosząc książki w torebce między pracą, zajęciami i trzema miastami jednak oddziałuje na stan woluminu i przymierzam się do zrobienia sobie takiego... Co by choć trochę ochronić książkę...


7.Czytnik e-booków

Ale to jedynie w przypadku, w którym wiadomo, że osoba, której chcemy kupić prezent przymierza się do zakupu i mamy do przeznaczenia większą ilość pieniędzy do wydania. Ja z takiego prezentu bardzo się ucieszyłam. Może być też pakiet lub bon na ebooki lub audiobooki, dla ludzi lubiących te wersje książek.



8.Kocyk
Wiadomo, że książka, herbata i kocyk to cudowne połączenie, a milusi kocyk to zawsze będzie dobrym pomysłem. I jakim praktycznym... Ja mam bodajże trzy i uwielbiam wszystkie <3

9. Świeczki i woski zapachowe

Nie muszą to być świeczki od Yankee Candle czy Kringle Candle, które kosztują majątek (choć są cudowne) - mogą być te zwykłe za kilka złotych z Ikei czy jakiś drogerii. I tak robią cudowną atmosferę.

A Wy, z których prezentów byście się ucieszyli?
Co byście dodali to tej listy?

środa, 30 listopada 2016

Hadzine dyskusje: Ocena ocenie nierówna, czyli o trudnej sztuce oceniania książek


Pisanie jakichkolwiek recenzji nierozerwalnie łączy się z wystawieniem jakiejś oceny opisywanej książce czy innemu obiektowi naszej opinii. Skale są różne... Niektórzy wystawiają oceny jak w szkole, czyli w skali od 1-6, inni zaś od 1-10. No i wszystko dzieje się w najróżniejszych formach – na przykład przyznawania odpowiedniej ilości gwiazdek. Jednak czy ta sama ocena przy różnych przedmiotach opinii oznacza to samo? Moim zdaniem nie. Od czego to według mnie zależy?



Przede wszystkim kategorii ocen. Jedna książka może być całkiem sympatycznym, lekkim i przyjemnym czytadłem. Fakt, że dobrze się z nim bawiłam nie zmienia tego, że to jest czytadło. Tak było na przykład z Igrając z ogniem Tess Gerritsen. Ale jednak praktycznie tę samą ocenę dostałą ode mnie książka pt. Moje córki krowy, która wręcz wbiła mnie w fotel. Dlaczego? Ponieważ oceniałam książki w zupełnie różnych kategorii – Igrając z ogniem jest czytadłem, a Moje córki krowy jest powieścią psychologiczną. Piątka w kategorii czytadeł, a piątka w kategorii książek psychologicznych, tych związanych np. z chorobą nowotworową to zupełnie różne oceny. Poza tym różnorodność gatunków i rozeznanie w nich. Miłośnikowi kryminałów trudno będzie ocenić romanse czy fantastykę i na odwrót. Tak w zasadzie trudno o obiektywną ocenę dzieła literackiego czy filmowego, bo na to wpływają przede wszystkim doświadczenia czytającego, a także jego nastrój, etap życia na jakim aktualnie jest. To nie jest matematyka, w której 2+2 jest zawsze 4 – niezależnie od tego kto ocenia. Moim zdaniem duży wpływ na ocenę ma także wiek oceniającego. Bardzo dobrze to widać po książkach młodzieżowych. Serię o przygodach Ali Makota inaczej oceni dorastająca dziewczyna/nastolatka, a inaczej dojrzała, dorosła kobieta. Czyż nie?

Skoro ocena ocenie nie równa to warto wystawiać oceny?
Sama się nad tym zastanawiam... 
Jak Wy się na to zapatrujecie?
Czy dla Was każda ocena jest taka sama, równa?

czwartek, 14 lipca 2016

Hadzine dyskusje: dlaczego piszę pamiętnik? warto?



Pamiętnik zaczęłam pisać mając jakieś 11-12 lat i od tamtego czasu z pewnymi przerwami  piszę go do dziś, choć stosunkowo niedawno obchodziłam 23 urodziny. Od tej 4-5 klasy podstawówki zdążyłam już zapisać kilka zeszytów, zmieniło się moje pismo, moje podejście do życia, moje spostrzeżenia. Dziś chciałabym się z Wami podzielić tym, dlaczego to robię, choć od początków tego procederu minęło już kilka - kilkanaście lat,


1. Osobisty terapeuta
W momentach kiedy jest mi źle albo zastanawiam się nad swoim życiem siadam z zeszytem i wiem, że mogę mogę wyrzucić na papier wszystko co siedzi w mojej głowie. W końcu papier przyjmie wszystko. Dzięki wylewaniu swoich uczuć i emocji na papier wszystko jakoś łatwiej jest mi wszystko przemyśleć, przeanalizować...




2. Analiza swoich błędów/wydarzeń z przeszłości
Pewne sytuacje się powtarzają albo przynajmniej są w jakimś sensie do siebie podobne, choć nie zawsze... Czasami zdarzają się zwykłe wątpliwości, więc kiedy one się zdarzają sięgam po zeszyty z ostatnich miesięcy i wertuję... Czytam i analizuję. Wtedy stare pamiętniki są jak znalazł... Pomagają mi w tym jak w danych chwilach się czułam, co wtedy się działo, co wtedy myślałam... Dzięki zajrzeniu do swoich dawnych zeszytów mogę zobaczyć wyraźniej z perspektywy czasu co zrobiłam źle, co poszło nie tak... Dzięki tym przemyśleniom jakoś mi łatwiej NIE powtarzać pewnych błędów.




3. Papier przyjmie wszystko
No właśnie.. Papier przyjmie wszystko. Zanim wyrzuci się wszystko drugiemu człowiekowi, warto to najpierw przerobić na spokojnie. Papier przyjmie wszystko... Kiedy w pewien sposób "wykrzyczę" wszystko zeszytowi, wyrzucę wszystkie największe brudy to wtedy jakoś łatwiej jest mi rozmawiać z innymi ludźmi. Poza tym te pierwsze "zarzuty" są zupełnie emocjonalne i po wyrzuceni ich w zeszyt często sobie to uświadamiam... Że mogą być zbyt raniące, albo po prostu zbyt egoistyczne i subiektywne. Więc zamiast bezpodstawnie wyżywać się na innych osobach, lepiej jak poświęcę kilka chwil na wylanie swoich wszelakich emocji na papier...  W końcu zeszytowi mogę "wykrzyczeć" wszystko...

4. Uspokojenie się
Między innymi przez punkty, o których wspominałam powyżej mogę się uspokoić, ostudzić swoje emocje. Nawet jeżeli szargają mną różne, czasami nawet sprzeczne rzeczy. to jednak po napisaniu kilku słów, zdań w zeszycie automatycznie się uspokajam...

5. Umiejętność wyrażania swoich myśli i uczuć
Ostatnia i zdecydowanie najważniejsza rzecz jakiej się nauczyłam to umiejętność nazywania tego, co we mnie siedzi, moich uczuć, emocji, myśli... Zasiadając do zeszytu, czystych kartek musiałam nauczyć nazywać się tego co we mnie siedzi... Moich małych humorków, nastrojów i emocji... To trzeba umieć nazwać, a wiem, że wiele osób ma z tym problem... Ja się nauczyłam dzięki pamiętnikowi.


To moje odczucia dotyczące pamiętnika, choć wiem, że to temat nie do końca książkowy, ale może ktoś ma podobnie?
Ktoś z Was pisze?
Co o tym sądzicie?
Jak odnosicie się do moich przemyśleń?

sobota, 2 kwietnia 2016

Hadzine dyskusje: Tanie czytanie


Wiele osób narzeka, na to, że książki są drogie, droższe niż puszka piwa. Fakt, ceny na okładce mogą czasami odstraszać, jednak mam sprawdzone sposoby na zdobywanie książek niewielkim kosztem.

Biblioteki
Fakt nie ma w nich wszystkich nowości, a jak są to najczęściej trzeba poczekać w kolejce. Jednak za nie się nic nie płaci. Praktycznie tyle co za wyrobienie karty... A bibliotek dużo do wyboru – miejskie, szkolne, parafialne...

Pożyczanie książek od znajomych
Można pożyczać od wielu z nich. Jak mieszkałam w internacie to pomiędzy nami stworzył się specyficzny obieg książki przechodziły z ręki do ręki, pożyczane, polecane sobie nawzajem... Często nawet jak jestem u kogoś w domu pierwszym miejscem do jakiego się kieruję jest właśnie... biblioteczka. A dzięki takiemu pożyczaniu przeczytałam naprawdę wiele ciekawych książek

E-booki
Wiem, że nie każdy lubi, ale jest to temat na oddzielną dyskusję. Większość e-booków można kupić o wiele taniej niż tradycyjne książki, a ponadto wiele także można ściągnąć zupełnie za darmo (szczególnie klasykę). Jeżeli ktoś nie ma czytnika – bez problemu można czytać na telefonie lub tablecie. Sam zakup czytnika jednak dość szybko się zwraca. Owo magiczne urządzonko można kupić już za 200-300 zł, a nieduże, zmieści się wszędzie, mało widoczne podczas czytania np. na zajęciach i zmieści w sobie mnóstwo książek.

Składy taniej książki
Moim ulubionym jest Dedalus, szczególnie wrocławski, ten na Świdnickiej. Nieraz wyszłam stamtąd z 5-6 książkami, za które łącznie zapłaciłam niecałe 40 zł. Bardzo często można kupić tam pozycje za mniej niż 10 złotych za sztukę, choć cena okładkowa jest ponad 3 razy wyższa... Mój najtańszy nabytek kosztował 2,5 zł.

No i oczywiście wszystkie podobne serwisy aukcyjne. Wiadomo, że warto doliczyć jeszcze koszt przesyłki, ale naprawdę można upolować tam po prostu perełki i to naprawdę w dość dobrym stanie. W wakacje kupiłam na Allegro kilkanaście pozycji (no coś koło 12-14), za które wraz z przesyłką zapłaciłam około 70 zł. Czy to majątek? Wiadomo, nikt nie lubi bardzo zniszczonych książek we własnej kolekcji, ale to kwestia uważnego oglądania zdjęć i czytania opisów, a można upolować coś fajnego.

Newslettery różnych księgarni (internetowych i nie tylko)
Wystarczy podać swój adres e-mail, a na naszą skrzynkę będą przychodziły informacje o różnorakich promocjach, dniach darmowej dostawy, wyprzedażach i innych temu podobnych akcji, którymi sprzedawcy przyciągają klientów. Dzięki czemuś takiemu udało mi się kiedyś upolować biografię ks.Twardowskiego za całą ZŁOTÓWKĘ (!!!), a do tego była darmowa przesyłka;)

Wymianki książkowe
Mnóstwo jest ich na LC. Facebook także jest nimi zalany. A mając książki, które nie zachwyciły, można wymienić się na dość fajne książki, za które zapłacimy praktycznie tylko, co za przesyłkę... PRzy okazji zapraszam na zabawę wymiankę, którą organizuję;)

http://bojalubiekaweiksiazki.blogspot.com/p/blog-page_20.html


Wiem, że są jeszcze dyskonty książkowe typu Aros, aczkolwiek nie miałam z nimi do czynienia, więc nie będę opisywać swoich przeżyć z nimi związanych.

Stosujecie któreś z tych sposobów?
Jakie macie swoje sposoby na niedrogie czytanie, powiększanie swojej biblioteczki i polowanie na książki? Coś jeszcze możecie mi polecić?

Piszcie śmiało w komentarzach!!!

piątek, 19 lutego 2016

Hadzine dyskusje: Jak zrobić swój idealny kalendarz/organizer? Moje porady;)


Już od kilku lat korzystam z kalendarza.
To trwa już jakieś 6-8 lat
W tym czasie natrafiałam na najróżniejsze...

Długo korzystałam z Kalendarzy z ks. Twardowskim, które na Boże Narodzenie dostawałam od młodszego brata... Nie ukrywam - podobały mi się. Miały trochę miejsca na notatki. Jednocześnie miały one sygnaturki z Pisma Świętego (skróty do czytań z Pisma Św. na każdy dzień), a do tego komentarz na każdą niedzielę... To było naprawdę fajne rozwiązanie. Przynajmniej dla mnie, jako osoby wierzącej...



Choć korzystałam kilka lat (ok.3-4 lata) to jednak wciąż czułam jakiś kalendarzowy niedosyt... Bodajże przez dwa lata robiłam sobie go sama (wpisywałam po porostu daty do odpowiedniego notesu), jednak wciąż szukałam tego idealnego. W którym mogłabym zanotować godzina, po godzinie moje zajęcia czy spotkania... Po skrócie szukałam kalendarza, który ma każdy dzień podzielony na godziny. Taki właśnie dostała moja Mama na imieniny. Mama nie zamierzała z takiego korzystać, bo stwierdziła, że format A5 jest dla niej za duży... Właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że to kalendarz jakiego potrzebowałam. I z wielką chęcią go przygarnęłam;)

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie dodała do niego jakiegoś swojego akcentu. W ruch poszły cienkopisy i inne tego typu przybory do pozapisywania najważniejszych dat - egzaminy, urodziny czy imieniny najbliższych itp.
 


Później stwierdziłam, że przydały by się jeszcze jakieś samoprzylepne karteczki do robienia dodatkowych "ruchliwych" notatek. I znalazłam na nie patent - przyklejenie ich na taśmę dwustronną na wewnętrzną stronę okładki.




Przyszedł mi jeszcze pomysł na miejsce na trzymanie zwykłych, luźnych kartek, jakiś karteluszek, list zakupów, listu do odpisania. Z pomocą przyszły koperty w dwóch rozmiarach przyklejone również po wewnętrznej stronie okładki - tym razem z tyłu.





Jak Wam się podobają moje patenty na spersonalizowanie własnego kalendarza?
Też dodajecie swoje akcenty?
Widzicie w ogóle sens korzystania z takiego organizera czy nie?;)
Dzielcie się swoimi pomysłami!
Może wykorzystam w przyszłym roku!

niedziela, 25 stycznia 2015

Hadzine dyskusje: Jak poskromić potwora, czyli moje sposoby na naukę;)


Sesja coraz bliżej, więc chciałabym Wam przedstawić moje sposoby na naukę;)

Z góry zaznaczam, że jestem wzrokowcem, a moje studia (Technologia żywności i żywienie człowieka)  to zacna mieszanka wkuwania (np. z biochemii), zadań (np. z matematyki lub chemii fizycznej) oraz mnóstwa zajęć w laboratorium;)

1.Robienie własnych notatek
Nie ważne czy są to notatki z wykładów czy po prostu notatki z podręcznika do kolokwium czy
egzamin – lubię mieć własne notatki. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że podczas pisania już coś cokolwiek zostaje w głowie. Pisanie jest częścią nauki. Poza tym o wiele lepiej uczy mi się z notatek uporządkowanych według mojego toku myślenia, napisanych moim własnym pismem, aniżeli kserowane i pisane jakimś dziwnym, niezrozumiałym językiem. Układam informację w swoje własne schematy, tabelki itp. Na przykład zamiast szukać informacji o witaminach w całym podręczniku, skonstruowałam sobie własną tabelkę z wszystkimi witaminkami w jednym miejscu – wzory chemiczne, dawki, źródło i inne tego typu rzeczy.

2.Kolory!
Tak, to niezwykle ważna rzecz. Notatki – nieważne czy pisane przeze mnie czy kserowane, drukowane zaznaczam kolorami;) Tylko trzeba uważać, żeby nie przesadzić;) Zaznaczam tylko najważniejsze rzeczy – trudniejsze słowa, nagłówki. Wszystko, po to, żeby łatwiej odnaleźć wzrokiem konkretną definicję czy cokolwiek innego;) Kolorowe schematy, definicje czy długopisy!

3.Fiszki
Są idealne do nauki słówek z języka obcego (od kiedy je odkryłam nigdy nie mam ocen gorszych niż 4 ze słownictwa;). Ale także świetnie się nadają do uczenia się wzorów chemicznych czy definicji. Zasada jest taka sama, jak przy językach obcych – z jednej strony kartki nazwa, a z drugiej wzór czy definicja;) Małe, poręczne, idealne do nauki czy powtarzania na przystanku, w tramwaju, na wykładzie czy w pociągu;) zmieszczą się w piórniku, w kieszeni – wszędzie;)

4.Skojarzenia
Dobry sposób z tych przedmiotów, gdzie jest dużo wkuwania. Skojarzenie wzoru chemicznego z zapachem wydzielanym przez daną substancję albo definicji z anegdotką wykładowcy. Nie zawsze można coś znaleźć, ale są bardzo pomocne;)

Tak się czuję, gdy uczę się skojarzeniami;)
5.Zadania
Matematyka, chemia fizyczna czy fizyka to przedmioty, z których bez rozwiązywania zadań się nie obędzie. Na studiach stosowaliśmy zasadę tysiąca – zrobisz 999 zadań, to 1000 bez problemu zrobisz. Nie uczyć się przykładowych rozwiązań na pamięć, ale rozwiązywać zadania, tłuc, tłuc, tłuc... nie rozumiesz? Wujek youtube i profesor Google służą pomocą z klarownym wyjaśnieniem pojęć. Jednak same pojęcia to nie wszystko – najważniejsza jest praktyka i mnóstwo rozwiązanych zadań. Samemu rozwiązać setki równań kwadratowych, zadań z redoksów, zadań z arkuszy maturalnych. Wszędzie obowiązuje zasada tysiąca. I nie ma bata. Inaczej się nie nauczysz, nie ma szans. Tylko na to potrzeba czasu, bo noc jest długa a zadań tysiące.

6.Jak najmniej rozpraszaczy
Tak to działa. Wyłącz telefon, wyłącz Facebooka, zawieś bloga czy pochowaj książki beletrystyczne jeżeli trzeba. Wyłącz Skype i muzykę (wyjątek to RMF Classic czy coś w ten deseń, ale i tak nie zawsze). Im mniej rozpraszaczy – tym łatwiej się skupić i szybciej nauczyć danego materiału.

7.Mózgo-wspomagacze
Jeżeli już mowa o skupieniu. Nie wyobrażam sobie nauki bez kawy. Zwłaszcza, jeżeli sen jest towarem deficytowym. Jednak kawa wypłukuje magnez. Z tego powodu właśnie warto zaopatrzyć się w preparaty z magnezem (np.tabletki musujące) oraz produkty bogate w magnez oraz kwasy omega 3 (jako technolog żywności polecam magnez, orzechy włoskie, gorzkie kakao oraz gorzką czekoladę powyżej 70% zawartości kakao)

8.Restart mózgu
Zauważyłam u siebie, że podczas nocnych maratonów naukowych (zwłaszcza z chemią pod każdą postacią) około 1-2 w nocy włącza mi się potrzeba restartu, odpoczynku. W takich momentach włączam Youtube i piosenkę... Hera koka hasz LSD. Wiem, że to może durne i infantylne, ale po 2-3 krotnym odsłuchaniu tej piosenki, wraca wigor i chęć do nauki;) czasem przewijają się także inne;)

9.Przerwy
Ważne są dla mnie przerwy, żeby dym uszu nie zaczął lecieć. Dlatego co 45-60 minut idę albo do toalety, albo po kolejny kubek kawy/herbaty, ewentualnie kilka ćwiczeń – kilka pajacyków, podskoków czy przysiadów.

A jakie są Wasze sprawdzone sposoby na naukę?
Jak się uczycie?
Czy któreś z moich Wam się przydadzą?
Dzielcie się!
Czekam na Wasze komentarze!

sobota, 20 grudnia 2014

Hadzine dyskusje: Jak znaleźć czas na czytanie?



Wiele moich osób pyta się mnie „Jak Ty w ogóle znajdujesz czas na czytanie?”. Bo w końcu na głowie studia, prowadzenie DDASZ oraz mnóstwo innych ważnych rzeczy. Jednak ci, którzy znają mnie bliżej – wiedzą jak ów czas znajduję, bo nieraz widzieli mnie z książką;) Teraz i z Wami chciałabym podzielić się moimi sposobami na znalezienie czasu na czytanie;)

1.Czytanie w drodze.

Od kiedy 5 lat temu zaczęłam liceum we Wrocławiu moje życie uległo dużej przemianie – średnio 2 razy w tygodniu czekała mnie ponad 2-godzinna podróż pociągiem na trasie Wrocław – Kluczbork. A najprzyjemniejszym sposobem na spędzenie takiej podróży jest spędzenie jej z książką. Do tego dochodzą podróże komunikacją miejską. Niby tylko 15 minut w jedną stronę na uczelnię, ale jeżeli w ciągu dnia jest do pokonania 4 takie 15-minutowe odcinki to już się nazbiera godzina czytania. Teraz jeszcze do tego dochodzą podróże do Torunia do mojego kochanego Karateki (ok. 5.5 godz w jedną stronę). Do tego dochodzi jeszcze czekanie na przystankach na autobusy, tramwaje czy pociągi, wiec trochę czasu się nazbiera!


2.Czytanie na zajęciach
Na moich studiach (zresztą chyba jak na każdych) jest dużo przedmiotów pod tytułem „zapchajdziura”. W końcu po cóż mi na inżynierskich studiach tak fascynujące przedmioty jak historia filozofii czy jedzenie w kulturze i sztuce współczesnej (tak, są takie przedmioty)? Po prostu wykłady, na których wypada się pokazać i wpisać się na listę. Jestem zwolenniczka konstruktywnego spędzania czasu, więc te 1,5 godziny wykładu spokojnie mogę poświęcić na czytanie książki. Dużo czasu spędzam również na ćwiczeniach w laboratorium. Wykonywanie doświadczeń wiąże się także często z tym, że muszę coś gotować lub po prostu odczekać na przykład pół godziny, żeby uzyskać pożądany efekt. Po co czekać bezczynnie jak w tym czasie można poczytać?

3.W czasie okienek

Niestety mam tak niefortunny plan, w którym jest dużo okienek, w których nie zdążyłabym z uczelni wrócić do mieszkania. Takie, które trwają np. godzinę. No w mieszkaniu nawet nie zdążyłabym nic zjeść -tylko weszłabym i wyszła. O ile nie poświęcam tego czasu na naukę czy na powtarzanie materiału na zajęcia – to zaszywam się w uczelnianym bufecie z drugim śniadaniem i książką. To o wiele bardziej konstruktywne niż łażenie po pobliskiej galerii handlowej;)


4.Przed snem
Jak już kładę się do łóżka czasem ciężko mi zasnąć bez przeczytania chociażby kilku stron. Czasem poświęcę na to 10-15 minut, innym pół godziny, a innym wcale, ale też jest to sposób;) Notabene u nas to rodzinne – od kiedy pamiętam mama miała na swojej szafce książkę i czytała przed snem;)

5.Audiobooki
Co prawda nie jestem ich wielką zwolenniczką, ale czasem się zdarza zapoznać się z taką formą książki. Z jednego prostego powodu – można ich słuchać robiąc w tym czasie coś innego na przykład robiąc na drutach, robiąc kartki, robiąc coś przy komputerze czy sprzątając.

6.Zabieram ze sobą książkę praktycznie wszędzie
A nuż nadarzy się okazja na czytanie – a trzeba poczekać na znajomego albo na otwarcie sklepu, a może korki, a może długa kolejka.

7.Wyłączam telewizor i komputerze
Czy pomyślałeś ile czasu zżera oglądanie durnych filmików w Internecie, przeglądanie wpisów znajomych na Facebooku czy denerwowanie się kolejnym seks skandalem celebrytów prezentowanym w telewizji? No właśnie. A może warto ten czas poświęcić na czytanie?

Tak, jestem osobą, dla której doba trwająca 24 godziny jest stanowczo za krótka. Nie dość, że większość czasu pożera mi uczelnia i nauka (aktualnie głównie biochemia, nie polecam), w dodatku jestem osobą, która ma dużo zainteresowań (nie tylko czytanie – dochodzi do tego rękodzieło, ćwiczenia i inne takie). I właśnie dlatego wyciskam z doby ile się da! Mam nadzieję, że moje sposoby Wam się przydadzą. A jak Wy znajdujecie czas na czytanie? Podzielcie się koniecznie! Czekam na Wasze odpowiedzi!

sobota, 11 października 2014

Hadzine dyskuje: Czy musimy wiecznie narzekać?


Dziś temat trochę nietypowy i nieksiażkowy, bo chciałabym podyskutować o narzekaniu.


Nie ma co zaprzeczać, że narzekanie to niezaprzeczalnie cecha charakterystyczna Polaków, taki swoisty sport narodowy. To takie typowo polskie, tak samo jak pierogi ruskie, ryba po grecku czy zakładanie skarpet do sandałów. Narzekamy, biadolimy i marudzimy na wszystko co się tylko da. Może warto to zmienić?

Narzekamy na polityków, nauczycieli, edukację i ceny. Narzekamy na współpracowników, przyjaciół, sąsiadów, członków rodziny. Narzekamy na  spóźniające się autobusy czy pociągi, na długie kolejki w sklepach. Jak jest msza za długa narzekamy, jak jest zbyt krótka też biadolimy. Zimno – źle, ciepło – źle, pada – źle, nie pada – źle. Młodzież nie czyta - narzekamy, czyta i uczy się - też źle, bo to podejrzane. Praktycznie zawsze nam coś nie pasuje. Nam Polakom wiecznie jest źle i niedobrze, a dzień bez narzekania jest dniem doprawdy straconym. A w większości przypadków na pytanie „ Co słychać?” odpowiadamy biadoleniem jak jest tragicznie. Czy to jest branie na litość? Ale może warto to zmienić? Może zamiast dopatrywać się we wszystkim i we wszystkich zła, warto dostrzec superlatywy w tym co dzieje się w około? A tam gdzie ich nie ma może warto zrobić coś, żeby się pojawiły? Nasze narzekanie nie zmieni niczego, poza popsuciem humoru sobie i słuchaczom, a nasze działanie mogą zdziałać prawdziwe cuda! Wystarczy choć połowę energii przeznaczonej na biadolenie, wykorzystać na działanie i czynienie dobra. A przed utyskiwaniem przestrzega sam kardynał Wyszyński: Trzeba więc naprzód porzucić smutki, narzekania, wyleczyć się z samego siebie, ze swoich urazów psychicznych, które są dla nas większym nieszczęściem niż wszystko, co nas otacza.

Czy nie może istnieć świat bez narzekania? Czemu wszędzie widzi się zło i negatywy, zamiast tego co dobrego spotyka nas każdego dnia? Może zamiast podjudzać narzekanie warto zachęcić do zmian?

Jakie Wy macie obserwacje co do narzekania? Jesteście typowymi „narzekaczami” czy staracie się tego unikać? Jak reagujecie na biadolenie innych? I jaki w ogóle macie do tego stosunek?


sobota, 13 września 2014

Hadzine dyskusję: Dlaczego lubię czytać?



Dziś chciałabym poruszyć bardzo książkowy temat;) 
Czyli dlaczego lubię czytać;)

  1. Wciąż poznaję nowych bohaterów, zaprzyjaźniam się z nimi, uczę się od nich jak znałabym ich naprawdę. W końcu Umberto Eco powiedział „Kto czyta książki, żyje podwójnie.” – tylu postaci co w książkach nie poznałabym w rzeczywistości w ciągu mojego jednego życia!;) W dodatku po skończonej lekturze zastanawiam się jak zachowałabym się na ich miejscu;)
  2.  Umiem się zająć sobą kiedy np. ktoś siedzi przy komputerze czy telewizorze , lub po prostu nie ma prądu lub jest wstrętna pogoda;) W końcu „Nie jestem sam, ja książkę mam…” jak napisał Maksim Bahdanowicz
  3. Rozwijam się – nie raz walcząc ze sobą, żeby przeczytać książkę do końca, nie raz zmienią mnie słowa napisane przez autora lub zachowanie  Jak napisał George R.R. Martin: Umysł potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia.
  4. Mogę oderwać się od codziennej, szarej rzeczywistości – przenieść się tam, gdzie dotrzeć nie mogę;) Czy w rzeczywistym świecie mogłabym przenieść się do Narnii lub zwiedzić Hogwart?;)
  5. Rozwija wyobraźnię – w końcu muszę wyobrazić sobie bohaterów i wszystko co się dzieje, prawda?;)
  6. Znam słowa, których bym nie poznała dzięki czytaniu;) Zawsze można zaskoczyć czymś ludzi;)
  7. No i nie muszę sięgać do słownika ortograficznego – po prostu dzięki czytaniu wiem jak coś się pisze, niekoniecznie znając wszystkie regułki;) Nieraz robię za domowy, chodzący słownik ortograficzny;)
  8. Biblioteczka w domu tak ładnie wygląda;) I ten moment kiedy stoję przed całą ścianą książek we własnym domu i się zastanawiam po którą teraz sięgnąć;)
  9. Czytanie mnie uspokaja;)

A Wy dlaczego lubicie czytać?
Czy któreś z moich powodów pokrywają się z Waszymi?;)
A może napiszecie dlaczego nie lubicie czytać?
Zapraszam do dyskusji;)

niedziela, 10 sierpnia 2014

Hadzine dyskusje: Polacy nie czytają książek.


W mediach wciąż się trąbi, że Polacy to naród, który generalnie nie czyta książek. Wg badań Biblioteki Narodowej w 2010 roku 56% Polaków nie przeczytało ani jednej książki, w 2012 roku było to już 60,8%. Wyniki zatrważające, prawda? Ale zastanawiam się skąd one się w ogóle biorą.

W moim otoczeniu wciąż spotykam się z osobami, które czytają. Jadąc w pociągu czy w tramwaju wciąż widzę, osoby które czytają. Fakt, nie są to tłumy, ale nie raz jestem świadkiem, jak połowa podróżnych w jednym przedziale w pociągu siedzi z książką czy czytnikiem i czyta... Kto jeździ komunikacją miejską czy pociągami – ten potwierdzi. A to i tak są osoby czytające nałogowo. Ale jednak jest też spora grupa przeciętniaków, która nie czyta wiele, ale jednak przeczyta powiedzmy do tych 5 książek w ciągu roku. Do tej grupy zalicza się np. mój brat czy Książę z bajki, którzy miłośnikami czytania nie są (czasem są wręcz nastroszeni na czytanie i uważają to za stratę czasu) – ale jednak przeczytają więcej niż ta 1 książka rocznie (No powiedzmy tak 3-4 książki w ciągu roku). Nie jest to wynik powalający, ale zawsze coś, prawda? Więc pytanie – skąd te statystyki? I czyją normę wyrabiam czytając po kilkadziesiąt książek rocznie?

Osobiście uważam, że należy się cieszyć z tych osób, które czytają. Z osób, które w zaczytaniu wysiądą kilka przystanków za daleko, z osób, które przesiadują w Empikach na plecakach czytając kolejne książki, z osób, które wożą w swych torbach opasłe tomiska i czytają, czytają, czytają... Czy nie lepiej cieszyć się z nich, aniżeli narzekać, że Polacy nie czytają? Czy nie lepiej promować czytelnictwo i tych ludzi, którzy czytają (a to wcale nie są takie dinozaury na wyginięciu – przynajmniej według mnie). Aż dusza się cieszy jak 14 – letni chłopak pyta się czy mogę mu pożyczyć jakieś książki, bo on szuka czegoś do czytania, bo już skończył którąś tam serię i szuka kolejnej do czytania. Czy nie powinniśmy się cieszyć z takich osób? Dopóki będę spotykać takich ludzi, dopóki będę spotykała w tramwajach czy poczekalniach zaczytanych ludzi, z którymi nieraz długie godziny można przegadać o książkach – nie będę narzekać na to, że Polacy są nieczytającym narodem.

Jakie są Wasze odczucia? Czy ludzie wśród Was należą do tych czytających czy do tych, którzy książki omijają szerokim łukiem? Zapraszam do dyskusji.

Zaczytany Sherlock <3

wtorek, 29 kwietnia 2014

Hadzine dyskusje: pisanie listów;) Listy, listy, listy!



W dzisiejszych czasach pisanie listów jest mało popularne, ale jednak od lat to robię i naprawdę lubię to robić;) Dlaczego?
  1. Sprawia to wiele więcej radości niż otrzymanie maila;) Kto sam czekał np. miesiąc na list i w

    końcu go otrzymał sam wie;)
  2. Pisanie listów z osobami z zagranicy może poprawić nasze umiejętności językowe;)
  3. Maile czy smsy często usuwamy zaraz po odczytaniu, jednak listy zostają na długie lata;) i smsy czy maile wydają się być takie bezduszne - za każdym razem to samo tło, ta sama czcionka...
  4. Poznawanie nowych ludzi;)
  5. Często łatwiej coś napisać niż powiedzieć;)
Mi to sprawia wielką radochę;) Znać kogoś na podstawie jego listów, charakteru pisma – cudowne uczucie;) To takie... nietypowe i wciągające;) Móc spędzić cały wieczór na pisaniu listów, do których dołączysz jakiś drobiazg i sprawisz uśmiech na czyjejś twarzy – bezcenne;) Pamiętam jak kiedyś czekałam na list chyba ze 2 miesiące i już straciłam nadzieję, że dojdzie, ale któregoś dnia przyszedł wywołując u mnie niepohamowaną radość;)

A Wy co o tym sądzicie? Piszecie czasem listy takie prawdziwe, papierowe? Lubicie to robić?;) Jeżeli jesteś chętny, żeby popisać z kimś listy – napisz do mnie;) e-mail: hadziczka13@wp.pl